sobota, 4 listopada 2023

EPILOG - Zrozumiałem to dobrze (cz.1)

 

EPILOG

Zrozumiałem to dobrze (cz.1)

 

Zaparkowałam na tyłach pizzerii, otworzyłam drzwi samochodu, wyłożyłam stopę w czółenku na wysokim obcasie i wyciągnęłam swój biznesowy tyłek z mojego Z.

Pobiegłam tylnymi drzwiami restauracji, przez pustą kuchnię, która mimo wszystko była brudna i do jadalni.

Zgromadzili się blisko drzwi wejściowych. Vinnie, Benny, Vi, Cal z Angie, Kate i Keirą. Theresa ze swoim aparatem stała przed nimi.

- Hej! – zawołałam, biegając wzdłuż baru.

- Frankie! - zawołała Kate.

- Tak! - Krzyknęła Keira.

- Frankie! W samą porę! Włącz się do zdjęcia – rozkazała Theresa.

- Nie mogę, Słonko, muszę iść na kolejną rozmowę kwalifikacyjną. Ale chciałam wpaść i powiedzieć „hej” – powiedziałam, wymijając ich i widząc Kate i Keirę w poplamionych białych fartuchach, trzymających pizzę.

Stało się tak, bo Benny spędził ostatnią godzinę, kiedy ja byłam na innej rozmowie kwalifikacyjnej, na uczeniu ich, jak to zrobić.

Przyjechali na Święto Dziękczynienia. Dotarli późnym rankiem, kiedy szłam na rozmowę kwalifikacyjną numero uno.

Theresa była gospodarzem Święta Dziękczynienia (oczywiście), a Carm, Ken i dzieci mieli przyjechać tego wieczoru.

Więc dobrze, że Ben i ja urządziliśmy nasz pokój gościnny, bo Carm i rodzina byli w mieście, co oznaczało, że Vi, Cal i dziewczyny mogły zostać z nami.

Coś, co mnie uszczęśliwiło.

Z drugiej strony, w te dni, dni, które zaczynały się od Benny’ego w łóżku ze mną i kończyły się w ten sam sposób, zawsze byłam szczęśliwa.

Rozdałam wszystkim szybkie uściski i pocałunki, kończąc na dziewczynach.

- Zostawcie dla mnie kawałek – powiedziałam, uśmiechając się do niesamowicie wyglądającej pizzy, o której wiedziałam, że jest również niesamowicie smaczna, ponieważ Benny pokazał im, jak ją zrobić.

- Zostawimy – obiecała Kate.

Posłałam jej uśmiech, po czym poszłam do mojego mężczyzny.

Z ręką na jego klatce piersiowej, nogami na palcach, powiedziałam mu do ucha - Wróć tak szybko, jak będę mógł.

- Powal ich, cara – powiedział do mnie, kładąc rękę na mojej talii i całując moją szczękę.

Pocałowałam go, odchyliłam się do tyłu, posłałam mu uśmiech i od razu pobiegłam z powrotem.

- Frankie! Dwie sekundy! Chcę cię w tym ujęciu! - Teresa zawołała.

- Będę w następnym! - Zawołałam, pospieszając do przodu, ale uśmiechając się i machając do tyłu.

- Frankie! - krzyknęła.

- Kocham cię, Thereso! - Krzyknęłam z kuchni i poszłam dalej.

To było do bani, że dzień przed Świętem Dziękczynienia, kiedy rodzina wybierała się do miasta, ja odbywałam rozmowy kwalifikacyjne, ale obie oferty pracy były lokalne i obie obiecujące.

To nie tak, że przeszkadzało mi to, że przez jakiś czas nie pracowałam. To było miłe. Chodziło o to, że wszystkie śmieci Benny’ego zostały posortowane, dom był czysty, pokój gościnny wysprzątany, więc nie miałam nic wspólnego ze swoimi dniami. Dobrze byłoby też wrócić.

A tak w ogóle, miałam rację.

Chciałam być na tym zdjęciu, które robiła Theresa.

Ale wezmę udział w następnym.

*****

Rozłączyłam się, wstałam z kanapy w salonie i ruszyłam w dół korytarza. Słysząc cicho grającego w kuchni Godsmacka, zaopatrzyłam się w dietetyczną Fanta Grape z lodówki, którą Ben przeniósł do pokoju.

Potem przeszłam przez korytarz i stanęłam przed bramką dla dzieci, przy drzwiach kuchennych, które miały trzymać Gusa z daleka. To było coś, czego Gusowi się nie podobało i wiedziałam o tym, biorąc pod uwagę, że siedział na tyłku przy drzwiach, machał ogonem i spoglądał na bramę.

Skierowałam wzrok na kuchnię i zobaczyłam mojego człowieka w wypatroszonym pomieszczeniu, ze świeżo pomalowanymi na masło żółtymi ścianami, kładącymi płytki.

- Nie jestem pewna, jak moje pragnienie nowych ręczników, podłogi i ścian przełożyło się na to, że wypatroszyłeś całą kuchnię – zauważyłam, otwierając puszkę mojej Fanty.

– Czy to ty mnie pytasz, dlaczego coś robię?

Uśmiechnęłam się - Tak.

Spojrzał znad płytki, którą właśnie mi położył - Dostaniesz nową kuchnię. Dlaczego chcesz wiedzieć, dlaczego ci to daję?

– Bo nie mam teraz kuchenki, a lubię ją mieć.

Ben spojrzał z powrotem na to, co robił, i powiedział - Za około tydzień będziesz miała lepszą.

- Tydzień to dużo czasu – zauważyłam.

- Tydzień to tydzień – odpowiedział.

– To prawda – mruknęłam, uśmiechając się - Tydzień to tydzień.

– Skończyłaś wiercić mi dziurę w brzuchu? – zapytał Benny, siadając na innej płytce.

- Może.

- Nieważne - mruknął, uśmiechając się do kafelków, będąc moim niesamowitym Benny, ponieważ byłam kobietą, która wierciła dziurę w brzuchu swojemu mężczyźnie, a on był mężczyzną, który to lubił.

– Chcesz wiedzieć, co powiedziała Tandy? - Zapytałam.

- Tak – odpowiedział.

- Zarząd oficjalnie awansował Travisa Bergera z pełniącego obowiązki dyrektora generalnego na po prostu dyrektora generalnego, biorąc pod uwagę, że radził sobie tak dobrze z tymi wszystkimi bzdurami, które spadły po tym, jak Tenrix Będący złem został wyrzucony na światło dzienne.

– I mnie to obchodzi, bo…? – zapytał Ben.

Uśmiechnęłam się do krawędzi mojej puszki i odpowiedziałam - JFYI[1], zanim wzięłam łyk.

– Co Tandy powiedziała o tej pracy?

– Biorąc pod uwagę, że rocznie dostanie dziesięć kawałków więcej, a ja powiedziałam jej, że namówiłam moich nowych szefów, żeby pokryli jej koszty przeprowadzki, bo jest tak dobrą asystentką, powiedziała, że to przyjmie.

Benny spojrzał na mnie i nie po raz pierwszy stwierdziłam, że miałam rację: nie byłam przyzwyczajona do jego piękna. Nigdy nie przywyknę do tego piękna. Zwłaszcza, gdy tak wyglądał – szczęśliwy w tym sensie, że wiedziałam, że jest szczęśliwy ze względu na mnie.

– Dobre wieści, kochanie – powiedział cicho.

– Tak – odpowiedziałam równie cicho - Team Frankie i Tandy będzie kopać tyłki w naszej nowej pracy w Chicago.

Uśmiechnął się do mnie.

Nie. Nigdy nie przyzwyczaiłabym się do otrzymywania całej dobroci od Benny’ego Bianchi.

- Będziemy świętować dziś wieczorem. Wejdź i dotrzymaj mi towarzystwa w kuchni – zaprosił w zamówieniu.

- To mogę zrobić – powiedziałam mu, ale tylko dlatego, że lubiłam dotrzymywać mu towarzystwa w kuchni - Teraz pozwolę ci zrobić to, co wydaje się być konieczne. Idę dokuczać pani Zambino.

- Zabierz ze sobą Gusa. Przez niego czuję się winny.

Spojrzałam na Gusa, który rzeczywiście wyglądał, jakby tęsknił za tatusiem, mimo że był on zaledwie sześć kroków od niego.

Spojrzałam ponownie na Benny’ego – Tak jest, capo.

Ben spojrzał na mnie, ale zrobił to z drgającymi ustami.

Posłałam mu uśmiech i poinformowałam - Możesz teraz ponownie włączyć muzykę - Następnie poklepałam się po udzie i zawołałam psa, kierując się do drzwi wejściowych. Gus poszedł za mną i nie tęsknił już za tatusiem. Dyszał i miał psi uśmiech na twarzy, szczęśliwy, że dostał czas z mamusią.

Muzyka pogłośniła się. Uśmiechnęłam się, gdy znalazłam swój kardigan, założyłam go, zapięłam Gusowi smycz, a potem ruszyliśmy do drzwi i na drugą stronę ulicy. Weszłam na werandę pani Zambino, a Gus wszedł obok mnie.

Tam żonglowałam smyczą i puszką napoju gazowanego, kiedy zapukałam do drzwi.

Otworzyła je dwie sekundy później, a pół sekundy później, zapytała - Co ty i ten kundel tutaj robicie?

Przyjrzałam się jej doskonale uczesanym włosom i zanotowałam w pamięci, żeby zapytać, gdzie kupiła swój sweter, żeby móc kupić dokładnie taki sam, zanim odpowiedziałam - Przyszliśmy z wizytą.

- Myślałam, że Benny szykuje dla ciebie nową kuchnię – zauważyła.

- Szykuje – potwierdziłam.

– A dlaczego mu nie pomagasz?

Spojrzałam na moje niesamowite dżinsy, fantastyczny top, stylowy kardigan i wspaniałe buty na wysokim obcasie, a potem spojrzałam na nią.

- Czy ja wyglądam na kobietę, która kładzie płytki?

- Powinien mieć pomoc – poinformowała mnie.

- Manny przyjdzie, kiedy zrobi szafki i tak dalej – poinformowałam ją.

– On coś robi dla ciebie, Francesca.

– Tak, a moim zadaniem jest wyglądać niesamowicie i przypominać mu dlaczego, to… – Przesunęłam dłonią po swoim przodzie i pozwoliłam, żeby to powiedziało resztę za mnie.

Przewróciła oczami.

– Wpuścisz nas? - Zapytałam.

– Tak sądzę – mruknęła zirytowana i odsunęła się na bok, ale nadal mamrotała - Jeśli wylejesz trochę tego napoju winogronowego na moje meble, zapłacisz za sprzątanie.

- Będę ostrożna, pani Zambino – powiedziałam, gdy wchodziliśmy.

Zadomowiliśmy się w jej salonie. Spuściłam Gusa ze smyczy, a on podszedł bezpośrednio do stóp pani Zambino i położył się na nich.

Nie powiedziała o tym ani słowa, głównie dlatego, że mogłaby nazwać go „kundlem”, ale uwielbiała go. Wiedziałam o tym, bo przychodziła rano i żądała, żeby chodził z nią na spacery wzmacniające.

Robiła to, mówiąc: „Ktoś musi utrzymać tego kundla w dobrej formie”, mimo że wiedziała, że Benny i/lub ja zabieraliśmy go co najmniej na trzy spacery dziennie.

Zamiast powiedzieć coś o Gus’ie, przeszyła mnie wzrokiem – Widzę, że Benny nie włożył ci pierścionka na palec.

- Jeszcze nie.

– Powinien się tym zająć. Żyjecie razem bez zgody Boga. Teraz, gdy Manny w końcu zrobił ze swojej Seli uczciwą kobietę, Theresa zapala świecę za świecą w nadziei, że zbawi wasze dusze.

Uśmiechnęłam się do niej, słysząc jej gburowate słowa, które absolutnie nie wychodziły z głębi jej serca oraz na wspomnienie wspaniałego ślubu Manny’ego i Seli.

Zrobiłam to, zanim zasugerowałam - Dlaczego nie wyświadczysz mi przysługi i nie powiesz mu, żeby się tym zajął?

Spojrzała na swoje kolana i mruknęła – Nie chcę mu przeszkadzać w pracy nad twoją kuchnią.

Oznaczało to, że była szczęśliwa, dając mi gówno, ale nie miała zamiaru dawać tego samego Benny’emu Bianchi. Pomyślałam, że to nie dlatego, że bała się Benny’ego. Ona nie bała się niczego. Działo się tak, ponieważ nie chciała zrobić niczego, co mogłoby sprawić, że on przestanie naprawiać rzeczy w jej domu, gdy się zepsuje, co nie zdarzało się często, ale jej dom był stary, więc zdarzało się to regularnie.

- Pani Zambino – zawołałam, a ona na mnie spojrzała. Skrzyżowałam nogi i spojrzałam jej w oczy, po czym powiedziałam wprost - Miałaś rację.

- Zawsze mam rację – odpowiedziała, a ja znów się uśmiechnęłam - Ale w czym konkretnie tym razem miałam rację?

- Miłość nigdy nie jest zła.

Przyglądała mi się, ale mogłabym przysiąc, że jej oczy zmiękły.

– Mam szczęście – powiedziałam cicho - Mam starą kobietę po drugiej stronie ulicy, która da mi mądrość.

Spojrzała w stronę telewizora.

- Pani Zambino – zawołałam ponownie, a ona spojrzała na mnie - Zajęło to trochę czasu, ale to ty zaczęłaś, więc musisz wiedzieć: teraz patrzę w lustro i widzę to, co ty widzisz.

Tak. Zdecydowanie. Jej oczy były miękkie.

– Frankie – szepnęła.

- Czy wiesz, co widzę, kiedy na ciebie patrzę? - Zapytałam.

Zacisnęła usta.

- Czyste piękno – powiedziałam cicho.

To właśnie wtedy widziałam, jak jej oczy rozjaśniają się na sekundę, zanim zobaczyłam, jak uniosła podbródek i usłyszałam, jak jej usta mówią - Jeśli myślisz, że możesz dostać się do mojego testamentu, będąc dla mnie miłą, zapomnij o tym. Mam wystarczająco dużo dziewczyn kłócących się o moją biżuterię i torebki. Wybiorę dla ciebie kawałek, który dostaniesz, kiedy umrę, i spodoba ci się.

- Oczywiście, że tak, masz świetny gust – powiedziałam jej.

- Wiem, że mam – odpowiedziała.

Właśnie wtedy wybuchłam śmiechem.

*****

W chwili, gdy kelner odszedł od naszego stolika, chwyciłam kieliszek z szampanem, wlepiłam wzrok w Benny’ego naprzeciwko, przyłożyłam kieliszek do ust i przechyliłam go.

Do dna.

Benny wybuchnął śmiechem.

Byliśmy w Giuseppe’s. Miałam na sobie fenomenalną sukienkę, o której wiedziałam, że jest fenomenalna, ponieważ spóźniłyśmy się na naszą rezerwację, bo Benny uderzył mnie w ścianę jakieś nanosekundę po tym, jak mnie w niej zobaczył.

Byliśmy tam, aby uczcić naszą nową kuchnię, co było trochę szalone, biorąc pod uwagę, że nie chciałam być w restauracji. Przez ostatni miesiąc, który Benny spędził w kuchni, miałam dość restauracji, dań na wynos i dań z kuchenki mikrofalowej.

Chciałam użyć mojego wspaniałego nowego pieca i wpatrywać się w moją przerażająco drogą nową lodówkę ze stali nierdzewnej, aż zacznie piszczeć (potem zamknąć drzwi, otworzyć je i ponownie wpatrywać się w przepastną przestrzeń).

Ale Benny chciał świętować w Giuseppe’s.

A Giuseppe był Giuseppe.

Kim więc byłam, żeby powiedzieć nie?

Ben sięgnął do butelki szampana i zaczął napełniać mój kieliszek, mówiąc - Cieszę się, że mieliśmy dobry tydzień w restauracji, więc nie muszę zaciągać pożyczki, aby zapłacić dzisiejszy rachunek.

Każdy tydzień w pizzerii Vinnie’go i Benny’ego był dobry.

Ale tego nie powiedziałam.

Powiedziałam: „Na szczęście”.

Wepchnął butelkę z powrotem do wiadra, a następnie wsunął rękę do wewnętrznej kieszeni marynarki, mówiąc - Cieszę się też, że interesy są stabilne, więc mogę zapłacić za nową kuchnię, którą wiem, że to kochasz, ale wciąż na nią narzekasz i że mogłem kupić ci to.

Wtedy właśnie położył pierścionek z brylantem na górze mojego nakrycia.

Wpatrywałam się w diament o szlifie poduszkowym otoczony małymi diamentami migoczącymi w świetle świec. Pierścionek, który nie był mały ani skromny. Pierścień, w którym chodziło o błysk i uderzenie.

Pierścionek, który był dla mnie idealny.

Wtedy mój wzrok powędrował do Benny’ego, mężczyzny, który był dla mnie idealny.

Jego brwi uniosły się, ale jego oczy były utkwione w moich, gdy jego głęboki, spokojny głos zapytał - Chcesz spędzić ze mną resztę życia?

Mój oddech ustał.

– Frankie? - zawołał.

Nie ruszałam się ani nie mówiłam. Po prostu siedziałam zamrożona na krześle i wpatrywałam się w mojego Benny’ego Bianchi.

Cara – szepnął.

– Musiałeś pytać? - odwzajemniłam szeptem, a jego usta wygięły się w górę.

- Nie.

– Założysz mi pierścionek?

Wtedy posłał mi pełny, piękny uśmiech Benny’ego Bianchi.

- Tak.

Oblizałam usta i wyciągnęłam rękę.

Ben wyciągnął rękę i podniósł pierścionek. Wsunął go na mój palec i, przysięgam na Boga, poczułam ładunek elektryczny na każdym centymetrze skóry, gdy przesuwał go do podstawy.

Kiedy skończył, jego palce owinęły się wokół mojej dłoni, z opuszką kciuka przyciśniętą do diamentu, ale jego oczy pozostały na moich.

– Wypijesz kolejny kieliszek szampana? - zapytał.

- Absolutnie.

– Chcesz to zrobić po tym, jak mnie pocałujesz?

- Z całą pewnością.

Siedzieliśmy tam, Ben trzymał mnie za rękę, z kciukiem przyciśniętym do diamentu, który właśnie mi założył i żadne z nas się nie poruszyło. Po prostu patrzyliśmy sobie w oczy.

Kiedy to trwało chwilę, Ben podpowiedział - Chcesz to zrobić, zanim kelner wróci, przeszkodzi w najważniejszym momencie mojego życia i mnie wkurzy?

Najważniejszy moment mojego życia.

Boże.

Benny.

Poruszyłam się, ale Benny nie puścił mojej ręki i nadal jej nie puścił, nawet gdy okrążyłam stół, a on odsunął krzesło.

Byliśmy w Giuseppe’s. To wymagało przyzwoitości.

Ale nie obchodziło mnie to.

Usiadłam na jego kolanach, wsunęłam palce wolnej ręki w jego niesamowite włosy, podczas gdy on przyciskał dłoń, którą trzymał do piersi. Kiedy już znalazłam się tak blisko mojego mężczyzny, jak tylko mogłam, przechyliłam głowę i pocałowałam mojego nowego narzeczonego.

Kiedy skończyłam, Ben nie pozwolił mi wstać. Ujął tył mojej głowy, przycisnął moje czoło do swojego i trzymał moje oczy.

- Nigdy nie kochałem innej kobiety. Nigdy w życiu – powiedział cicho, a mój oddech stał się zabawny - Czekałem, aż dobrze to zrozumiem – kontynuował. Jego dłoń ścisnęła moją, poruszył się tak, że czubek nosa musnął mój i dokończył - Zrozumiałem to dobrze.

Boże.

Benny.

– Słonko – szepnęłam.

- Kocham cię, Frankie – odszepnął.

– Ja też cię kocham, Benny.

Widziałam, jak jego oczy się uśmiechają, a potem tym razem on mnie pocałował.

Kiedy skończył, odsunął się o cal i oświadczył - Powiedziałem mamie, że dam ci pierścionek cioci Mary. To ty musisz jej powiedzieć, że tego nie chciałaś.

Odskoczyłam gwałtownie i warknęłam - Benny!

Potem zostałam szarpnięta do przodu, mocno trzymana w jego ramionach, na kolanach i słuchałam, a jednocześnie czułam, jak Benny Bianchi wybucha śmiechem na mojej szyi.

Och, cóż.

Nieważne.

Więc Theresa byłaby na mnie zła z powodu pierścionka.

Pogodzi się z tym.

*****

Siedziałam skulona w rogu kanapy Giny w jej salonie, a Sal w swoim fotelu obok mnie.

Benny był w kuchni i pomagał Ginie przygotować dla wszystkich kawę po kolacji.

Stało się tak, ponieważ był niesamowity.

Stało się tak również dlatego, że robił to, o co go prosiłam, zanim poszliśmy do Sala i Giny na kolację.

- Jestem dumny z tego chłopca – powiedział Sal, a ja spojrzałam na niego - Zaszalał. Moja Frankie zasługuje na mężczyznę, który to potrafi.

Nie miałam pojęcia, o czym on mówił, dopóki nie wyciągnął ręki i nie dotknął niesamowitego diamentu na moim palcu, który znajdował się na dłoni, którą położyłam na podłokietniku blisko niego.

– Tak, jest niesamowity – zgodziłam się.

Sal przeniósł wzrok z mojego pierścionka na moje oczy, był pełen szczęścia dla mnie i powiedział - Tak.

Musiałem przyznać, podobało mi się to, że Sal kochał Benny’ego ze względu na mnie.

A teraz nadszedł czas.

- À propos mojego pierścionka – zaczęłam, prostując się nieco na kanapie i całkowicie zwracając się do Sala.

- Frankie, amata, wszystko w porządku – powiedział cicho Sal.

- Ja…

– Gina i ja rozumiemy.

– Sal, jeśli mógłbyś…

- Cieszymy się, że Benny przyprowadził cię dziś wieczorem na kolację, żebyśmy mieli chwilę, aby razem uczcić wasze dobre wieści.

- Sal…

Wyciągnął dłoń i owinął ją wokół mojej – Cieszę się z twojego powodu, Francesca.

– Czy mogę coś powiedzieć? – zapytałam.

Wytrzymał moje spojrzenie i skinął głową.

- Rozmawiałam z Vinniem i Theresą.

- Nie…

– Sal – przerwałam mu cicho - Proszę, daj mi dokończyć.

Zamknął się.

- Benny rozmawiał z nimi ze mną.

Kiedy nie powiedziałam nic więcej, Sal skinął głową.

- Oni rozumieją.

- To dla nich radosny dzień, dla ciebie, Benny’ego i Giny i ja…

Znowu mu przerwałam.

– Rozumieją i zgadzają się, że jeśli zechcesz to zrobić, powinieneś mnie oddać jako opiekun.

Sal znieruchomiał.

Kontynuowałam.

– To był pomysł Benny’ego.

Sal popatrzył na mnie.

Nagle zrobiło mi się dziwnie.

- Tata nadal ze mną nie rozmawia, częściowo dlatego, że ja z nim nie rozmawiam, a poza tym naprawdę nie zasłużył na ten zaszczyt. Ale jeśli wydaje ci się to dziwne... - zacząłem.

Wtedy nagle moja ręka została szarpnięta, przez co moje ramię zachwiało się boleśnie tuż przed tym, jak zostałam podniesiona z kanapy na nogi i znalazłam się w ciasnym uścisku Sala.

Nadal nic nie powiedział. Po prostu mnie trzymał.

Zapytałam więc - Czy mogę to uznać za odpowiedź tak?

Kontynuował milczenie, ale ścisnął mnie, przez co zaparło mi dech w piersiach.

Uznałam to za „tak”.

*****

CDN.



[1] JFYI - Tylko dla twojej informacji

2 komentarze: