sobota, 9 września 2023

8 - Dorosłeś

 

Rozdział 8

Dorosłeś

 

 

 

 

Poczułam, jak ramiona zaciskają się wokół mnie i lekko opadła mgła snu.

Kiedy to się stało, poczułam o wiele więcej, a to o wiele więcej polegało na tym, że moje ciało przylegało ściśle do twardego tułowia Benny’ego, a otaczało je ciepło i bezpieczeństwo naszego kokonu kołdry, które stworzyliśmy.

To było dziwne uczucie.

Ale podobało mi się to.

Odchyliłam głowę do tyłu, otworzyłam oczy i zobaczyłam Benny’ego.

Mój brzuch był na wpół śpiący, ale wciąż się ścisnął.

- Hej – szepnął głębokim, spokojnym i szorstkim głosem, a tuż po ostatniej głosce, mój brzuch ponownie się ścisnął.

- Hej – odpowiedziałam.

– Jak się czujesz? – zapytał.

Oszołomiona wykonałam skan umysłu i odkryłam, że albo łóżko Benny’ego z jego ciałem było cudownym eliksirem, albo spóźnienie, z jakim zażyłam pigułkę, oznaczało, że jeszcze działała, bo czułam się niesamowicie.

- Dobrze – odpowiedziałam.

– Dobrze – mruknął, a ja spięłam się, kiedy podniósł głowę i schował twarz w mojej szyi.

Napięcie trwało milisekundę, zanim poczułam jego usta na mojej szyi i moje ciało stopiło się z jego, podczas gdy moje ręce zsunęły się z jego klatki piersiowej, jedna wepchnęła się pod jego ciało, które przesunął, aby ją pomieścić, więc mogłam objąć go obydwoma ramionami.

- Wstaję - jego głos zadudnił na mojej skórze.

- Zamierzam się wyspać – odpowiedziałam.

- Mhm - cichy dźwięk, który wydał, przetoczył się po mojej szyi, powodując dreszcze przesuwające się po moim kręgosłupie, a moje dłonie przesunęły się po intrygujących grzbietach i płaszczyznach jego pleców.

Jego usta przesunęły się w górę mojej szyi i poczułam, jak jego język dotyka stawu mojej szczęki.

Zamknęłam oczy i opuściłam ręce niżej, wchodząc nimi pod jego koszulkę i przesuwając je w górę, aby poczuć te grzbiety i płaszczyzny skórą przy skórze.

To było o wiele lepsze. Jego skóra była ciepła i miękka, a grzbiety i płaszczyzny fascynujące.

Kiedy mój dotyk przebiegł bez przeszkód, jedna z dłoni Benny'ego przesunęła się na mój tyłek i ujęła go.

Zacisnęłam usta, żeby stłumić własne „mm”.

Mimo to jego usta doszły do mojego ucha i szepnął - Lubię twój dotyk, kochanie, ale lubię go za bardzo. To musi się skończyć teraz.

Poczułam, jak przepływa przeze mnie rozczarowanie, gdy jego dłoń ścisnęła mój tyłek, zanim przeniosła się do zagłębienia moich pleców i podniósł głowę z mojego ucha. Otworzyłam oczy i on złapał moje.

– Kiedy lekarz wyrazi zgodę, przejdziemy to wszystko – powiedział mi cicho – Jak nie, poczekamy. Uważam, że warto było czekać, więc wiedz, że kiedy już tam dotrzemy, nadal będzie warto.

Wciąż byłam śpiąca i lekko podniecona, po tym jak moje dłonie po raz pierwszy zetknęły się ze skórą Benny’ego, więc nie miałam w sobie dość siły, żeby nie wykrzyczeć - Nawet rano jesteś niesamowity.

Uśmiechnął się, a jego oczy były ciepłe, seksowne i pełne obietnic, kiedy powiedział:

- Jestem niesamowity przez cały czas, kotku.

Słysząc jego arogancję, zachowałam całą dobroć ostatnich trzech minut, ale nadal zmrużyłam na niego oczy.

- Serio? - zapytałam.

– Kurwa, tak – odpowiedział, wciąż się uśmiechając.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, pochylił głowę, dotknął ustami moich ust i odsunął się.

- Zdrzemnij się. Ja wskoczę pod prysznic. Jak nie wstaniesz, obudzę cię, kiedy będziesz musiała zacząć się przygotowywać.

Po dostarczeniu tego ponownie dotknął mnie ustami, puścił i wstał z łóżka.

Ale kiedy to wszystko zrobił, pomyślałam, że nie było mowy, żebym mogła drzemać z nagim Bennym pod prysznicem, tuż za drzwiami.

Mimo to schowałam się pod kołdrę. Ostrożnie podciągając kolana bliżej brzucha i wciąż nie odczuwając bólu, ułożyłam się wygodnie, zamknęłam oczy i nasłuchiwałam, czy zaszumiał prysznic.

Poczułam, jak powolny uśmiech pojawił się na moich ustach, kiedy się zaczął szumieć.

Uśmiech zgasł, gdy mój umysł zajął się innymi myślami.

Od ponad siedmiu lat nie budziłam się w ramionach mężczyzny, a ostatnim mężczyzną, w którego ramionach się obudziłam, były ramiona Vinniego.

Vinnie, podobnie jak Benny, lubił się przytulać i robił to nawet we śnie. Lubił kontakt. Okazywał uczucia, kiedy tylko mógł – na jawie, we śnie, fizycznie, werbalnie, a nawet posunął się tak daleko, że dawał mi znać, że myślał o mnie, kiedy spędzał swój dzień gdzieś indziej. Wiedziałam to, kiedy wracałam do domu, a tam czekały kwiaty. Albo mały, słodki prezent. Albo nawet kartka z kpiarskim przesłaniem miłosnym. Vinnie pisał na kartce, naśmiewając się z tego, ale oboje wiedzieliśmy, że miał na myśli te słowa i dlatego było to takie słodkie.

Kiedy zaczął pracować dla Sala, kiedy stał się tym, kim był, zanim stał się mężczyzną, te małe gesty zaczęły słabnąć. Nie fizyczne uczucie. Uczucie werbalne, prezenty i kartki.

Najwyraźniej mądry facet na szkoleniu (a już na pewno ci po nim) nie robił słodkich rzeczy dla swojej kobiety. Najwyraźniej mądry facet nie okazywał słabości, nawet wobec swojej kobiety. Najwyraźniej mądry facet uważał za słabość robienie przemyślanych rzeczy dla kobiety, którą kochał, podczas gdy kobieta, którą kochał, uważała, że jest odwrotnie.

Świadomość, że to miał w sobie, domyślanie się, dlaczego mi to odebrał, pęknięcie, które powstało w naszym związku, kiedy próbowałam go odwieść od rozmowy z jego ojcem w sprawie franczyzy (a on nie posłuchał)…

Pęknięcie, które wcinało się głębiej za każdym razem, gdy zrobił coś lekkomyślnego, co próbowałam wyjaśnić, było właśnie takim (a on nie słuchał)…

Pęknięcie, które rozdzieliło nas jeszcze bardziej, kiedy związał się z Salem…

To nas rozdzieliło.

Po prostu nie przyznałabym się do tego ani nie poddała bym się.

Wiedziałam to teraz, zmuszona pogodzić się z tym w łóżku brata Vinniego.

I leżąc w tym łóżku po tym, jak po raz pierwszy usłyszałam nutę „dzień dobry” Benny’ego Bianchi, nutę słodką i seksowną, nutę, o której wiedziałam, że może być tylko większa i lepsza, uderzyło mnie to, że tak się nie stanie, nieważne, w czyim łóżku się znajdowałam. Wracałam myślami do tego, co przeżyłam i jak wszystko się zepsuło. Dokonałabym porównań. Jeśli nie będę dalej żyć tak, jak przez siedem lat przed postrzeleniem, czego nie miałam zamiaru, znajdę mężczyznę, a gdy dostosuję się do nowej osoby w moim życiu, te myśli z pewnością przepłyną przez moją głowę.

Aby odzyskać zdrowie psychiczne i móc dalej żyć, musiałabym w końcu się z tym pogodzić.

Vinnie nie żył. Ja byłam żywa. Dokonał wyborów, rozmawiałam z nim (i na niego krzyczałam), aż zrobiłam się sina na twarzy, próbując nakłonić go do podjęcia innych decyzji.

Nie zrobił podjął ich.

Teraz go nie było.

A ja nie byłam w stanie go przekonać.

I teraz ruszyłam do przodu, a robiąc to, znalazłam innego mężczyznę.

Tak się złożyło, że ten mężczyzna był jego bratem.

To było tyle. Tam właśnie życie mnie poprowadziło. Jeśli na to pozwolę i przestanę z tym walczyć, mogłoby to być takie proste.

Dla Benny’ego to było takie proste.

A w przypadku Benny’ego mogłabym znaleźć sposób, aby uczynić to tak prostym.

Na tę myśl moje oczy zamknęły się, gdy z sąsiedniego pomieszczenia dobiegały odgłosy prysznica.

Zanim woda ucichła, już drzemałam.

*****

Siedziałam obok Bena, gdy parkował równolegle przed moim apartamentowcem.

Robiłam to, zaciskając mocno usta, a zaciskałam je, bo patrzyłam, jak Manny i kobieta wysiadali przed nami z czerwonego Chevroleta Tahoe.

To było po wizycie u lekarza, który stwierdził, że moja poprawa jest „zadowalająca” i powtórzył to, co powiedział mi w szpitalu: że szwy wewnątrz są „wchłanialne” i same się rozpuszczą, a „klej” na zewnątrz został użyty do celów kosmetycznych, więc miał nadzieję, że blizny będą minimalne. Następnie nakazał mi zwiększać dawki leków przeciwbólowych i przyjmować je tylko wtedy, gdy naprawdę ich potrzebuję, i dał mi zgodę na „nieco bardziej forsowną aktywność i lekkie ćwiczenia”.

Nie miałam odwagi zapytać, czy obejmuje to stosunek seksualny, bo starałam się nie myśleć o seksie z Bennym. Chciałam tego. To było bez dwóch zdań.

Ale miałam jednego kochanka i ten kochanek dzielił się różnymi rzeczami z Bennym, więc ten wiedział o mnie sporo. Dlatego jeśli pozwoliłabym myślom tam popłynąć, prawdopodobnie wpadłabym w panikę. Dlatego nie pozwoliłam, żeby moje myśli tam poszły.

Teraz byliśmy przy moim mieszkaniu, żeby odebrać moje Z i czekała mnie kolejna przeszkoda, a był to Manny, ostatni członek rodziny Bianchi, który ostatnie siedem lat spędził mocno w obozie moich Nie-największych-fanów. W przeciwieństwie do Benny’ego (który miał powód, biorąc pod uwagę to, co zrobiłam, kiedy się na niego rzuciłam) i Theresy (którą mogłam zrozumieć, bo nie chciała mieć złych myśli o swoim synu), Manny nie był z tego powodu brzydki. Po prostu wykreślił mnie ze swojego życia.

Byłam z nim blisko – nie tak jak z Benem, ale byliśmy blisko – i jak utrata wszystkich Bianchi, to bolało. Carmella, ich siostra, nic takiego nie zrobiła. Była drugą najstarszą osobą w rodzinie i wcześnie rozpoczęła dorosłe życie, wychodząc za mąż i urodziwszy dzieci. Robiąc to i będąc dziewczyną, dojrzała znacznie szybciej. Widziała, jak sprawy miały się z Vinniem Juniorem i jako pierwsza zadzwoniła do niego i powiedziała mu, że jeśli zwiąże się z Salem, zniesie go, kiedy wróci do domu, ale poza tym nie żył.

Potem on związał swój los z Salem i był dla niej martwy.

Ona nigdy mnie nie obwiniała. Wiedziała, co to było. Więc nigdy jej nie straciłam.

To nie było tak, że codziennie rozmawialiśmy przez telefon. Ale z drugiej strony nie robiłyśmy tego gówna, kiedy Vinnie żył. Ale wysyłała mi kartki świąteczne i urodzinowe, od czasu do czasu otrzymywała aktualizacje e-mailem, a ja robiłam z nią to samo.

Po zażenowanym, pełnym wahania wyrazie twarzy Manny’ego, gdy zaglądał do SUV-a Benny’ego, poznałam, że nie mógł się doczekać spotkania ze mną.

Okazało się, że uwolnienie któregokolwiek z Bianchich od haka nie było zbyt trudne. Rzecz w tym, że po prostu wracali, kiedy ja już próbowałam ruszyć dalej.

Benny zaparkował, a ja udało mi się wyskoczyć o własnych siłach, nawet w butach na platformie na wysokim obcasie. Ciaśniej owinęłam się kurtką, bo nadszedł październik, a właśnie tego ranka babie lato powiedziało sayonara.

Benny spotkał mnie na chodniku i mocno uścisnął moją dłoń, prowadząc nas w stronę Manny’ego i jego kobiety.

Postanowiłam szybko to zakończyć i zawołałam „Hej” z szerokim uśmiechem, gdy byliśmy dziesięć kroków od siebie.

Manny zamrugał ze zdziwienia i zauważyłam, że głowa jego kobiety drgnęła.

To sprawiło, że skupiłam się na niej.

Kiedy to zrobiłam, zauważyłam, że była ładna i drobna, co nie było niespodzianką w przypadku Manny’ego. Lubił swoje kobiety małe, ale zaokrąglone, zawsze mu się podobały. Ta miała ciemne włosy z dużą ilością loków, ładne niebieskie oczy i była ubrana prawie tak samo jak ja, w sposób, który mówił mi, że nie był to jej zwykły strój – buty na platformie i obcasie, kurtka, sweter i dżinsy.

Widziałam też, że wydawała się spięta i podobało mi się to. Nie dlatego, że była spięta, ale dlatego, że najwyraźniej wiedziała, co się działo i, co równie oczywiste, martwiła się o swojego mężczyznę.

Innymi słowy, ją też musiałam uwolnić.

Kiedy więc byliśmy już blisko, wyrwałam rękę Benny’emu, podeszłam do nich i uściskałam Manny’ego.

Zajęło mu to sekundę, ale potem jego ramiona luźno zacisnęły się wokół mnie.

Dobrze się z tym czułam i to było to. To było zrobione. Stojąc w ramionach Manny’ego, oficjalnie wróciłam do rodziny Bianchi.

To sprawiło, że mój głos był ochrypły, kiedy powiedziałam mu do ucha - Dzięki, że odebrałeś mój samochód od Harta - Potem go uścisnęłam, odchyliłam się do tyłu i posłałam mu szeroki uśmiech.

Patrzył na mnie przez chwilę ze zdziwieniem w ciemnych oczach, po czym powiedział cicho – Nie ma problemu, Frankie. Cieszę się, że mogłem coś zrobić.

Nie przestając się do niego uśmiechać, odsunęłam się i wyciągnęłam rękę w stronę jego kobiety - Hej, jestem Frankie.

- Uch, Sela – odpowiedziała, chwytając mnie za rękę, a jej wzrok błądził to od Manny’ego, to po mnie. Wiedziałam, że nie chciała być niegrzeczna, nie patrząc na mnie, ale chciała sprawdzić puls swojego faceta.

Tak, lubiłam ją.

Aby zapewnić jej możliwość zrobienia tego, szybko powiedziałam - Miło cię poznać – kierując swój uśmiech w jej stronę. Potem ścisnęłam jej dłoń, puściłam i spojrzałam w górę na Bena.

- Możemy wejść na górę naprawdę szybko, żebym mogła zabrać laptopa i inne gówno?

Uśmiechał się do mnie z góry, jego oczy były ciepłe i szczęśliwe, a na jego twarzy wyraźnie widać było aprobatę dla tego, jak sobie z tym poradziłam, a jego usta poruszyły się, mówiąc - Cokolwiek zechcesz, Słonko.

Posłałam mu uśmiech, po czym rozejrzałam się po grupie – Jak skończymy to, może pójdziemy wszyscy na lunch.

Manny uśmiechnął się do mnie powoli. Sela popatrzyła na mnie i przysunęła się bliżej Manny’ego.

Benny objął mnie ramieniem i mocno przycisnął do boku, mrucząc - Brzmi jak plan.

- Dobrze, jestem głodna, chodźmy – powiedziałam, ruszając w stronę budynku, obejmując Benny’ego ramieniem i zabierając go ze sobą.

Zrobiłam dwa kroki, zanim Manny okrążył nas od tyłu i zatrzymał, chwytając mnie za rękę.

Spojrzałam na niego.

Przemówił.

- Muszę powiedzieć…

– Nie – szepnęłam, mocno zaciskając palce na jego dłoni - Nie musisz. To koniec. Koniec dla wszystkich. Niech to się już skończy, Manny. Tak?

Wytrzymał moje spojrzenie, mocno ściskając moją dłoń, zanim powiedział – Tak, Frankie.

Posłałam mu kolejny uśmiech. On posłał mi jeden i puścił mnie.

Benny zaprowadził mnie do budynku.

Wpisałam kod, żeby otworzyć drzwi. Byliśmy w holu i odprowadzał mnie do wind, ale robił to z pochyloną głową, tak że miał moje ucho.

– Wiesz, że jesteś gównem, prawda? - powiedział tam.

Poczułam ciepło w klatce piersiowej, usta mi się wykrzywiły w górę i odchyliłam głowę do tyłu, żeby mógł unieść swoją. Kiedy to zrobił, przyciągnęłam jego wzrok.

- Tak, kurwa.

Przyciągnął mnie bliżej i zrobił to ze śmiechem.

*****

- Pieprzyć to - mruknęłam, pochylając się do przodu i kładąc laptopa na stoliku do kawy Benny’ego.

Wstałam z jego kanapy i ruszyłam po domu.

Miejsce docelowe: garaż, gdzie Benny pracował nad moim Z.

Oczywiście zebraliśmy Z. Zjedliśmy też szybką przekąskę z Mannym i Selą. Mężczyzna, podobnie jak jego brat, nie zmarnował szansy, jaką dało mu moje szybkie przebaczenie. Wśliznął się ponownie w starego Manny’ego, drocząc się, obrzucając mnie tymi bzdurami, robiąc mnóstwo dowcipów i ogólnie zachowując się jak irytujący młodszy brat, którego uwielbiałeś z powodów, które nie miały sensu, głównie dlatego, że go uwielbiałeś, bo był irytujący.

Sela odtajała, gdy zobaczyła, że nie zamierzam atakować Manny’ego nawet w sposób pasywno-agresywny i ze zdziwieniem odkryłam, że była słodka w takim sensie, jak słodka była Connie. Najwyraźniej, w przeciwieństwie do swojego brata, Manny nie chciał wyzwań. Chciał kobiety, która przyszłaby tam, kiedy by jej powiedziano. Oglądając ich razem, cieszyłam się, że znalazł to, czego chciał i to było dobre.

W drodze do garażu zignorowałam kurtkę, którą porzuciłam na oparciu jednego z krzeseł przy kuchennym stole Benny’ego. Pomyślałam, że nie będę zbyt długo przebywać na mrozie, więc nie będę jej potrzebować. Wyszłam więc schodami i cementową ścieżką i trafiłam do garażu. Otworzyłam boczne drzwi i usłyszałam muzykę, chociaż słyszałam ją, zanim jeszcze otworzyłam drzwi. „Wherever I MayRoam” Metalliki.

Poczułam kolejną potrzebę uśmiechnięcia się. Niewiele było muzyki, której nie lubiłam, ale nie można było zaprzeczyć, że w głębi duszy byłam metalową dziewczyną. Ben też fascynował się metalem. Wiedziałam to od liceum. Od tamtej pory podobało mi się to i właśnie w tym momencie spodobała mi się myśl, że gdyby nam się to przytrafiło, gdyby to zadziałało, prawdopodobnie nie byłoby czasu, kiedy kłócilibyśmy się o to, co grało w stereo.

Przemieszczałam się pomiędzy jego SUV-em a moim Z, który stał tyłem w garażu i znalazłam go pod maską.

Były rzeczy, które mężczyzna mógł zrobić, a które były dla niego normalne i o których nie miał pojęcia, że wywołałyby prywatny, szczęśliwy dreszcz dziewczynom takim jak ja.

Jednym z nich była praca pod maską samochodu.

Kontrolowałam trzepotanie i zawołałam - Hej.

Wstał od tego, co robił, i oparł przedramiona na brudnym kocu, który rozłożył na boku samochodu. Jego ręce były tłuste, w jednym z nich trzymał jakieś narzędzie, odwrócił wzrok w moją stronę i trzepotanie stało się trudniejsze do kontrolowania.

- Potrzebujesz kurtki – brzmiało jego powitanie.

- Nie zabawię tu tak długo – powiedziałam.

– Potrzebujesz kurtki – powtórzył.

Nagle trzepotanie stało się o wiele łatwiejsze do kontrolowania.

– Nie miałam zamiaru być tu tak długo. Ponieważ najwyraźniej musisz coś powiedzieć w stylu Benny’ego, być może zostanę tu przez rok.

Jego oczy się uśmiechały, a jego usta wymamrotały - W stylu Benny’ego.

Rozbawiłam go.

To mnie uszczęśliwiło i lekko wzruszyło – było to sprzeczne z emocjami, które, jak zauważyłam, Benny potrafił wywoływać.

- Zwrócę uwagę, że ty jesteś w T-shircie – stwierdziłam z powodów, które były poza mną, bo było chłodno i nie musiałam się kłócić z Bennym. Oznaczałoby to, że będę tam znacznie dłużej, niż się spodziewałam, co oznaczałoby, że miał rację, że potrzebowałam kurtki.

- Jestem facetem.

Na jego słowa zamrugałam, a potem wpatrywałam się, zapominając o przejściu do sedna, głównie dlatego, że był irytujący, a kiedy tak było, miałam cały czas na świecie na sprzeczki.

- Kobieta potrzebuje kurtki, a facet jest odporny na zimno? - zapytałam.

- Nie. Moja kobieta potrzebuje kurtki, bo ja potrzebuję, żeby nie czuła się niekomfortowo i żeby się nie przeziębiła. Nie obchodzą mnie inne kobiety. Mogą biegać, gdy jest pięćdziesiąt stopni i robić to nago, jeśli o mnie chodzi. Ale ty potrzebujesz kurtki.

- No proszę, znowu sprawiasz, że ochrona staje się irytująca.

Jego usta wykrzywiły się – Mówiłem ci, że to dar.

Uniosłam brwi - Myślisz, że gdybym rzuciła wyzwanie i osoba, która nie dotrze do ostatniego słowa, przegrałaby, bylibyśmy tu na zawsze?

- Prawdopodobnie.

- Nie róbmy tego – zaproponowałam.

– Byłbym zachwycony, gdybyś weszła i założył kurtkę.

Teraz nie byłam szczęśliwa, byłam po prostu wkurzona.

Dlatego odchyliłam głowę do tyłu, żeby spojrzeć na bramę garażową zwiniętą na poręczy i zawołałam - Wrrrr!

– Kotku – zawołał.

Spojrzałam ponownie na niego.

– Przejdźmy do części o tym, dlaczego tu jesteś – zasugerował.

Wzięłam głęboki oddech i zapytałam - Chcesz drinka czy coś?

Uśmiechnął się szeroko i odpowiedział - Nie.

Kiwnęłam głową. Zaproponuj, że zrobisz dla niego coś miłego, podczas gdy on robił coś miłego dla ciebie - oferta przedłożona i odrzucona. Nadszedł czas, aby przejść do wyjaśnienia, dlaczego tak naprawdę tam byłam.

- Twoje hasło Wi-Fi nie działa.

Przez chwilę wyglądał na zakłopotanego, zanim zapytał - Co?

- Twoje hasło Wi-Fi nie działa. Próbuję podłączyć laptopa, żeby sprawdzić pocztę e-mail. Hasło, które mi dałeś, aby to zrobić, nie działa.

- Wpisałaś to poprawnie?

– Biorąc pod uwagę, że wpisałam to czterdzieści pięć tysięcy razy, zgaduję, że w jednym z tych przypadków trafiłam dobrze.

- Czterdzieści pięć tysięcy? – zapytał, unosząc brwi wraz z kącikami ust – Jestem tu od dwudziestu minut, kochanie. Musisz szybko pisać.

Przewróciłam oczami, po czym przeniosłam je z powrotem na niego i powiedziałam - Ben, jeśli uda mi się dostać do mojego e-maila, będę mogła uporządkować pewne rzeczy, popracować, wrócić do porządku rzeczy, poczuć, że moje życie wróciło pod moją kontrolę. Mogę to zrobić na telefonie, ale na laptopie byłoby o wiele łatwiej. Pomogłoby, gdybyś zeskanował swój mózg i dał mi znać, czy podałeś mi prawidłowe hasło.

- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia – odpowiedział - Mam dostęp do Internetu tylko w telewizorach i skonfigurowałem go co najmniej rok temu. Ale hasło, które ci podałem, jest takie, jakie pamiętam, jako hasło do routera.

Ponieważ jego hasło brzmiało 13579000BB, choć trudno byłoby je zapomnieć i chociaż wpisałam raz jedno 0 mniej, dwa razy kolejne 0 i w ogóle pominęłam zera, coś było nie tak.

– Zapisałeś to gdzieś? - zapytałam.

- Tak – odpowiedział.

- Gdzie?

– O tym też nie mam pojęcia – powiedział z uśmiechem.

Spojrzałam na mój samochód, potem z powrotem na niego, zaczynając czuć chłód przenikający przez mój cienki sweter. Musiałam to zrobić, zanim zauważalnie się zadrżę, dając Benowi możliwość rzucenia się na to, czego należało unikać.

- Okej, cóż, już coś dla mnie robisz, więc po prostu poproszę, żebyś, kiedy skończysz, zrobił dla mnie coś jeszcze i znalazł miejsce, gdzie zapisałeś to hasło?

- Jasne.

– Dziękuję – mruknęłam, ruszając do wyjścia.

- Mała? – zawołał, a ja na niego spojrzałam.

- Co?

- Chodź tutaj – rozkazał, wciąż opierając się na przedramionach o bok mojego samochodu.

- Co, Ben?

- Chodź tu.

- Jak sam zauważyłeś, jest zimno. Więc po prostu powiedz mi... co?

- Chodź tu.

Zmrużyłam oczy - Poważnie?

Uśmiechnął się.

- Co, Ben? - Zapytałam.

– Francesca, chodź… tutaj.

- Och, w porządku – warknęłam i obeszłam samochód, zatrzymując się blisko.

- Co? - Zapytałam wkrótce, kiedy tam dotarłam.

- Chodź tutaj – powtórzył, nie poruszając niczym poza szyją, aby móc na mnie spojrzeć.

- Jestem tutaj, Ben – zauważyłam.

- Nie, kochanie, nie jesteś. Jesteś tam, a ja chcę, żebyś była tu, zanim wrócisz do domu, abyś mogła dać mi usta.

To spowodowało trzepotanie połączone z ściśnięciem i naraz zrobiło mi się ciepło w klatce piersiowej.

Ale byłam sobą, więc kiedy pochyliłam się ku niemu i przycisnęłam usta do jego, było to pełne charakterku.

Miałam na myśli tylko muśnięcie ust, ale nawet nie poruszał rękami, a i tak trzymał mnie w miejscu, dotykając językiem moich ust. Naturalnie, obietnica ta była zbyt wielka, aby jej nie spełnić, więc moje usta się otworzyły, a jego język wsunął się do środka. Podobało mi się to, że moje ciało tak zareagowało i musiałam położyć rękę na jego boku, żeby się ustabilizować.

Puścił moje usta i powiedział cicho - Wkrótce tu skończę i znajdę dla ciebie to hasło.

- Dzięki, Słonko – szepnęłam, a jego pocałunek – sposób, w jaki go zażądał, sposób, w jaki go przyjął, opierając się niedbale o mój samochód, ale wciąż udało mi się być cały wokół mnie, coś, co uważałam za gorące – spowodował, że całe moje wkurzenie wyciekło ze mnie.

Wciąż byłam blisko niego, więc widziałam tylko jego uśmiech w oczach. Dlatego było prawdopodobne, że on widział tylko mój uśmiech.

Odsunęłam się, a Ben wrócił do mojego samochodu.

Poszłam do domu, myśląc, że spędziłam tygodnie wariując na myśl o tym wszystkim, o mnie i Benie. Torturując siebie z tego powodu. Pragnąc tego i znajdując każdą wymówkę, żeby sobie tego nie dawać. Ale mając to – tę swobodę, naturalność, ekscytację – teraz zastanawiałam się, dlaczego.

*****

Stałam w holu domu Benny'ego, obserwując go w jadalni i czując go w jadalni.

To jego dotyk sprawił, że zostałam wryta się w ziemię.

A najdziwniejsze było to, że był spokojny i cichy.

Benny.

Wrócił z garażu czterdzieści pięć minut wcześniej, umył ręce i od razu poszedł szukać miejsca, w którym zapisał hasło.

To zapoczątkowało głęboki szok, którego obecnie doświadczałam.

Stało się tak, ponieważ minęła co najmniej godzina od chwili, gdy poszłam do garażu, aby o to poprosić. A jednak wrócił, przypomniał sobie i od razu zaczął szukać, nawet bez mojego uniesienia brwi, aby dać mu wskazówkę, że poprosiłam go o coś i chciałam, żeby to zrobił.

Potem nie mógł tego znaleźć.

Nie było go nigdzie w jego „biurze”, ani na biurku, ani w bałaganie papierów wepchniętych przypadkowo w powiększającą się teczkę, ani nawet w stosach, które z pewnością były losowo ułożone pod jedną ze ścian.

Następnie poszedł do kuchni, gdzie miał nie jedną, ale trzy szuflady wypełnione śmieciami, w tym skrawki papieru, odcinki rachunków, a nawet koperty, które należało wyrzucić.

Tam tego też nie było.

Teraz przeglądał gówno w jadalni, żeby to znaleźć, a było go tak dużo, że przejrzenie tego wszystkiego mogło zająć rok.

Chciałam pomóc, ale powiedział, że pamięta, jak to wygląda, a ja prawdopodobnie nie byłabym w stanie tego zauważyć, nawet gdybym miała to w dłoni.

Byłam w głębokim szoku, ponieważ Benny był Bianchi. Znałam go od lat i to nie był on. To nie był żaden z Bianchich. Nawet Theresa.

Powodem tego nie było to, że nie był wkurzony. Nawet nie wydawał się zirytowany, sfrustrowany czy choćby odrobinę zniecierpliwiony.

Przez czterdzieści pięć minut szukał kartki papieru z zapisanymi cyframi. Kartki papieru, którą on osobiście miał w dupie. To była kartka papieru, która miała mi pomóc. Prawdopodobnie nie musiałby jej używać, chyba że jego router by się zepsuł, a gdyby nawet tak się stało, zauważyłby to po roku i używałby go tylko do telewizora, więc prawdopodobnie nadal by nie musiał.

Spodziewałam się, że się podda, powie, żebym to przełknęła i skorzystała z telefonu, albo zaciągnęła tyłek do kafejki internetowej. Spodziewałam się nawet, że wybuchnie, wyładowując na mnie frustrację związaną z jego poważnymi brakami w systemie archiwizacji.

Tego też nie zrobił.

Po prostu szukał dalej.

Nie mogłam tego przetworzyć.

Nie mogłam, bo Vinnie Junior szukałby jakieś piętnaście minut i by się poddał. Przeprosiłby, ale poszedłby dalej i to ja poszukałabym wszystkiego, co było mi potrzebne.

Vinnie Senior kazałby Theresie poszukać, nawet jeśli nie wiedziałaby, czego miałaby szukać. Ale kiedy by szukała, ciągle by go pytała, czy to było to, czy to było to, co zmuszałoby go do rozpoczęcia poszukiwań. A potem w końcu wybuchnąłby, nie na kogoś specjalnie, ale i tak by wybuchł przez to, że nie umieścił ważnej informacji w miejscu, w którym mógł ją znaleźć.

A siedem lat temu Ben był jak jego ojciec.

Teraz nie był.

- Kurwa, tu jest - usłyszałam jego mamrotanie i skupiłam się na nim w jadalni.

Podchodził do mnie z kartką papieru w dłoni. Podszedł do mnie, podał mi ją i natychmiast owinął dłoń wokół mojej szyi, pochylając się, by mnie pocałować, gdy stałam zupełnie bez ruchu, wciąż w szoku.

Pocałował mnie w czubek głowy, puścił i powiedział, kierując się w stronę schodów - Sprawdź to, Słonko. Muszę uporządkować swoje sprawy i udać się do restauracji, ale zanim wyjdę, chcę się upewnić, że jesteś zabezpieczona.

Odwróciłam się tak, że stałam przodem do schodów. Widziałam, jak zatrzymał się na piątym stopniu i spojrzał na mnie z góry.

- Jeśli nadal będzie coś spieprzone, podłączę się do Tony’ego. Widzę jego system na moim i prawdopodobnie nie będzie mu przeszkadzać, jeśli do tego wykorzystasz.

Poczułam, że moje wargi się rozchyliły.

Ben odwrócił się i pobiegł na górę po pozostałych stopniach.

Spojrzałam w górę schodów, spojrzałam w dół na papier w mojej dłoni, a potem wróciłam wzrokiem na schody.

Spóźniał się.

Szukał tej kartki papieru i robił to, aż się spóźniał.

Nie musiał też specjalnie tego dla mnie szukać, jeśli sąsiad Tony pozwoliłby mi korzystać ze swojego Wi-Fi.

Ale on to zrobił.

Cierpliwie.

Dla mnie.

Nie wiedziałam, co z tym zrobić i wiedziałam dlaczego tak było.

Nie chodziło tylko o Vinniego Juniora. Nie o Vinniego Seniora. Nie chodziło o to, jaki Benny był kiedyś.

To chodziło o to, jaki był mój tata, który potrafił być łagodny, ale potrafił też mieć krótki lont. Nigdy nie spędziłby czterdzieści pięć minut na szukaniu czegoś, nawet jeśli byłoby to ważne, nawet gdyby to on to zgubił.

Jeśli nie mógłby tego znaleźć w ciągu pięciu minut, krzyczałby - Jak potrzebujesz tego, znajdź to sobie, do cholery - i oddalaliby się.

Wiedziałam o tym, bo, nie trzeba dodawać, w tym, w jaki sposób żył, wiele ważnych rzeczy zostało utraconych. Miał dzieci i mnóstwo kobiet, które potrzebowały tych ważnych rzeczy, prosiły o nie, a on nie mógł ich znaleźć i tracił rozum, bo żył tak, jak żył i nie chciał, żeby cokolwiek go zatrzymywało na dłużej.

Na przykład wyśledzenie ważnych rzeczy.

Podobnie jak jego kobiety i dzieci.

Myśląc o moim tacie i o tym, jaki był kiedyś (i prawdopodobnie nadal był), zachowanie Benny’ego było tak trudne do przetrawienia, że stałam tam, gdzie mnie zostawił, kiedy wracał po schodach. Oczywiście wyglądało na to, że zmienił jedynie zatłuszczoną koszulkę na nową, co prawdopodobnie zajęło mu około dwóch minut, ale jednak.

Ben, widząc, że się nie poruszyłam, kiedy do mnie dotarł, miał na twarzy wyraz zaniepokojenia.

Podniósł rękę, ponownie owinął ją wokół mojej szyi i zapytał - Kotku, wszystko w porządku?

Spojrzałam mu prosto w oczy i stwierdziłam - Szukałeś czterdzieści pięć minut, żeby znaleźć dla mnie hasło, przez co się spóźniasz, robiąc dla mnie takie gówno.

Na jego twarzy pojawił się nowy wyraz, a jego palce lekko wbiły się w skórę, gdy odpowiedział - Widzę, że zdobyłem tym punkt, więc miło jest podzielić się tym, że zrobiłem to, abyś mogła dostać się do swojego laptopa, ale zrobiłem to też, ponieważ szkoda, że router się zepsuł albo coś takiego, a potrzebowałbym go, żeby telewizor mógł znów być online, a nie znałem hasła. Więc zrobiłem to także dla siebie.

Dał mi to prosto i szczerze, nie dojąc czegoś, co zrobił dla siebie, żeby zdobyć u mnie punkt.

Jeszcze inny wyraz przesunął się na jego rysy, gdy obserwował jakikolwiek wyraz twarzy przesuwający się na mojej, zanim mruknął - Widzę, że tym też zdobyłem bramkę.

- Dorosłeś, Benny Bianchi – szepnęłam i wtedy jego wyraz twarzy przejął miękkość i słodycz, nawet gdy jego dłoń na mojej szyi przyciągnęła mnie bliżej.

– Sposób, w jaki ułatwiłaś dzisiaj Manny’emu sprawę, dodał więcej do stosu dowodów, że też to zrobiłaś, Frankie Concetti – odszepnął.

– Tak, ale podoba mi się sposób, w ty jaki to zrobiłeś.

Na te słowa pokazał mi zaskoczenie i satysfakcję, po czym jego oczy pociemniały w sposób, który sprawił, że moje serce zaczęło bić szybciej. Jego dłoń na mojej szyi przyciągnęła mnie jeszcze bliżej, tym razem z głową pochyloną nad moją.

Potem mnie pocałował. Nie było to muśnięcie językiem, ani gorąca sesji całowania, podczas której zostałabym przyciśnięta do ściany. Ale pocałunek był głęboki, mokry, długi i niesamowity.

Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy - Zabiłaby mnie to, gdyby posunął się dalej, ale muszę iść do pracy.

Tak.

Dorósł.

I podobało mi się to, jak to zrobił.

– Masz kogoś, kto dotrzyma ci towarzystwa? – zapytał.

- Tak. Moja dziewczyna, Jamie.

- Dobrze. Kiedy będziecie potrzebowały kolacji, zadzwoń na moją komórkę. Wyślę któregoś z dzieciaków z pizzą, zapiekanką rigatoni czy czymkolwiek innym.

Zapiekanka rigatoni Bianchich. Drugie miejsce po pizzy Bianchi, a byli tacy, którzy (błędnie) twierdzili, że była lepsza. Jamie będzie potrzebowała trochę tego.

Ja też.

- Dzięki, Ben – szepnęłam.

– W każdej chwili, kochanie – odszepnął.

To ja podniosłam się na palce i dotknęłam jego ust swoimi.

Kiedy opadłam z powrotem na pięty, on się uśmiechał.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.

Przyjął to, jego wzrok opadł na moje usta, żeby to zrobić, zanim wrócił do moich oczu i zauważył - Zakładam, że nie sprawdziłaś hasła.

Potrząsnęłam głową.

Jego ręka poprowadziła mnie lekko w stronę salonu, kiedy rozkazał:

- Zajmij się tym, Słonko. Muszę iść, ale jeśli muszę porozmawiać z Tony’m, muszę iść.

– Jasne – mruknęłam i wyrwałam się z jego uścisku, aby udać się do salonu.

Hasło zapisane na papierze różniło się o jedną literę od hasła, które dał mi Benny. Nie kończyło się na BB, ale na BAB, całe jego inicjały. Benito Alessandro Bianchi.

I zadziałało.

*****

Poczułam, jak ramiona zacisnęły się wokół mnie i mgła snu nieznacznie się rozwiała.

Kiedy to się stało, poczułam o wiele więcej, to znaczy to, że ciało Benny’ego przesunęło się do mojego, podczas gdy on przesuwał moje do swojego.

Odchyliłam głowę do tyłu, otworzyłam oczy i w ciemności zobaczyłam Benny’ego.

Na wpół spałam, kiedy mój brzuch wciąż się ścisnął.

– Wracaj do snu, kochanie – szepnął.

- Noc była dobra? – wymamrotałam sennie.

- Zwykłe szaleństwo. Teraz to się skończyło. Wracaj spać.

- Dziękuję za przysłanie zapiekanki. Jamie to uwielbiała – powiedziałam mu słabnącym głosem.

- W każdej chwili, jak potrzebujesz jedzenia, nakarmię cię. A teraz idź spać, Słonko.

Pochyliłam brodę, przycisnęłam twarz do jego gardła i wymamrotałam: – Okej, Benny.

Uścisnął mnie.

Przesunęłam się, żeby objąć go ramieniem w talii i oddałam mu to.

Potem zrobiłam jak kazał i wróciłam spać.

 




2 komentarze: