Rozdział
8
Dorosłeś
Poczułam,
jak ramiona zaciskają się wokół mnie i lekko opadła mgła snu.
Kiedy
to się stało, poczułam o wiele więcej, a to o wiele więcej polegało na tym, że
moje ciało przylegało ściśle do twardego tułowia Benny’ego, a otaczało je ciepło
i bezpieczeństwo naszego kokonu kołdry, które stworzyliśmy.
To
było dziwne uczucie.
Ale
podobało mi się to.
Odchyliłam
głowę do tyłu, otworzyłam oczy i zobaczyłam Benny’ego.
Mój
brzuch był na wpół śpiący, ale wciąż się ścisnął.
-
Hej – szepnął głębokim, spokojnym i szorstkim głosem, a tuż po ostatniej głosce,
mój brzuch ponownie się ścisnął.
-
Hej – odpowiedziałam.
–
Jak się czujesz? – zapytał.
Oszołomiona
wykonałam skan umysłu i odkryłam, że albo łóżko Benny’ego z jego ciałem było
cudownym eliksirem, albo spóźnienie, z jakim zażyłam pigułkę, oznaczało, że
jeszcze działała, bo czułam się niesamowicie.
-
Dobrze – odpowiedziałam.
–
Dobrze – mruknął, a ja spięłam się, kiedy podniósł głowę i schował twarz w
mojej szyi.
Napięcie
trwało milisekundę, zanim poczułam jego usta na mojej szyi i moje ciało stopiło
się z jego, podczas gdy moje ręce zsunęły się z jego klatki piersiowej, jedna
wepchnęła się pod jego ciało, które przesunął, aby ją pomieścić, więc mogłam
objąć go obydwoma ramionami.
-
Wstaję - jego głos zadudnił na mojej skórze.
-
Zamierzam się wyspać – odpowiedziałam.
-
Mhm - cichy dźwięk, który wydał, przetoczył się po mojej szyi, powodując
dreszcze przesuwające się po moim kręgosłupie, a moje dłonie przesunęły się po
intrygujących grzbietach i płaszczyznach jego pleców.
Jego
usta przesunęły się w górę mojej szyi i poczułam, jak jego język dotyka stawu
mojej szczęki.
Zamknęłam
oczy i opuściłam ręce niżej, wchodząc nimi pod jego koszulkę i przesuwając je w
górę, aby poczuć te grzbiety i płaszczyzny skórą przy skórze.
To
było o wiele lepsze. Jego skóra była ciepła i miękka, a grzbiety i płaszczyzny
fascynujące.
Kiedy
mój dotyk przebiegł bez przeszkód, jedna z dłoni Benny'ego przesunęła się na
mój tyłek i ujęła go.
Zacisnęłam
usta, żeby stłumić własne „mm”.
Mimo
to jego usta doszły do mojego ucha i szepnął - Lubię twój dotyk, kochanie, ale
lubię go za bardzo. To musi się skończyć teraz.
Poczułam,
jak przepływa przeze mnie rozczarowanie, gdy jego dłoń ścisnęła mój tyłek,
zanim przeniosła się do zagłębienia moich pleców i podniósł głowę z mojego
ucha. Otworzyłam oczy i on złapał moje.
–
Kiedy lekarz wyrazi zgodę, przejdziemy to wszystko – powiedział mi cicho – Jak
nie, poczekamy. Uważam, że warto było czekać, więc wiedz, że kiedy już tam dotrzemy,
nadal będzie warto.
Wciąż
byłam śpiąca i lekko podniecona, po tym jak moje dłonie po raz pierwszy
zetknęły się ze skórą Benny’ego, więc nie miałam w sobie dość siły, żeby nie
wykrzyczeć - Nawet rano jesteś niesamowity.
Uśmiechnął
się, a jego oczy były ciepłe, seksowne i pełne obietnic, kiedy powiedział:
-
Jestem niesamowity przez cały czas, kotku.
Słysząc
jego arogancję, zachowałam całą dobroć ostatnich trzech minut, ale nadal
zmrużyłam na niego oczy.
-
Serio? - zapytałam.
–
Kurwa, tak – odpowiedział, wciąż się uśmiechając.
Zanim
zdążyłam odpowiedzieć, pochylił głowę, dotknął ustami moich ust i odsunął się.
-
Zdrzemnij się. Ja wskoczę pod prysznic. Jak nie wstaniesz, obudzę cię, kiedy
będziesz musiała zacząć się przygotowywać.
Po
dostarczeniu tego ponownie dotknął mnie ustami, puścił i wstał z łóżka.
Ale
kiedy to wszystko zrobił, pomyślałam, że nie było mowy, żebym mogła drzemać z
nagim Bennym pod prysznicem, tuż za drzwiami.
Mimo
to schowałam się pod kołdrę. Ostrożnie podciągając kolana bliżej brzucha i
wciąż nie odczuwając bólu, ułożyłam się wygodnie, zamknęłam oczy i
nasłuchiwałam, czy zaszumiał prysznic.
Poczułam,
jak powolny uśmiech pojawił się na moich ustach, kiedy się zaczął szumieć.
Uśmiech
zgasł, gdy mój umysł zajął się innymi myślami.
Od
ponad siedmiu lat nie budziłam się w ramionach mężczyzny, a ostatnim mężczyzną,
w którego ramionach się obudziłam, były ramiona Vinniego.
Vinnie,
podobnie jak Benny, lubił się przytulać i robił to nawet we śnie. Lubił
kontakt. Okazywał uczucia, kiedy tylko mógł – na jawie, we śnie, fizycznie,
werbalnie, a nawet posunął się tak daleko, że dawał mi znać, że myślał o mnie,
kiedy spędzał swój dzień gdzieś indziej. Wiedziałam to, kiedy wracałam do domu,
a tam czekały kwiaty. Albo mały, słodki prezent. Albo nawet kartka z kpiarskim
przesłaniem miłosnym. Vinnie pisał na kartce, naśmiewając się z tego, ale oboje
wiedzieliśmy, że miał na myśli te słowa i dlatego było to takie słodkie.
Kiedy
zaczął pracować dla Sala, kiedy stał się tym, kim był, zanim stał się
mężczyzną, te małe gesty zaczęły słabnąć. Nie fizyczne uczucie. Uczucie
werbalne, prezenty i kartki.
Najwyraźniej
mądry facet na szkoleniu (a już na pewno ci po nim) nie robił słodkich rzeczy
dla swojej kobiety. Najwyraźniej mądry facet nie okazywał słabości, nawet wobec
swojej kobiety. Najwyraźniej mądry facet uważał za słabość robienie
przemyślanych rzeczy dla kobiety, którą kochał, podczas gdy kobieta, którą
kochał, uważała, że jest odwrotnie.
Świadomość,
że to miał w sobie, domyślanie się, dlaczego mi to odebrał, pęknięcie, które
powstało w naszym związku, kiedy próbowałam go odwieść od rozmowy z jego ojcem
w sprawie franczyzy (a on nie posłuchał)…
Pęknięcie,
które wcinało się głębiej za każdym razem, gdy zrobił coś lekkomyślnego, co
próbowałam wyjaśnić, było właśnie takim (a on nie słuchał)…
Pęknięcie,
które rozdzieliło nas jeszcze bardziej, kiedy związał się z Salem…
To
nas rozdzieliło.
Po
prostu nie przyznałabym się do tego ani nie poddała bym się.
Wiedziałam
to teraz, zmuszona pogodzić się z tym w łóżku brata Vinniego.
I
leżąc w tym łóżku po tym, jak po raz pierwszy usłyszałam nutę „dzień dobry”
Benny’ego Bianchi, nutę słodką i seksowną, nutę, o której wiedziałam, że może
być tylko większa i lepsza, uderzyło mnie to, że tak się nie stanie, nieważne,
w czyim łóżku się znajdowałam. Wracałam myślami do tego, co przeżyłam i jak
wszystko się zepsuło. Dokonałabym porównań. Jeśli nie będę dalej żyć tak, jak
przez siedem lat przed postrzeleniem, czego nie miałam zamiaru, znajdę
mężczyznę, a gdy dostosuję się do nowej osoby w moim życiu, te myśli z
pewnością przepłyną przez moją głowę.
Aby
odzyskać zdrowie psychiczne i móc dalej żyć, musiałabym w końcu się z tym
pogodzić.
Vinnie
nie żył. Ja byłam żywa. Dokonał wyborów, rozmawiałam z nim (i na niego krzyczałam),
aż zrobiłam się sina na twarzy, próbując nakłonić go do podjęcia innych
decyzji.
Nie
zrobił podjął ich.
Teraz
go nie było.
A
ja nie byłam w stanie go przekonać.
I
teraz ruszyłam do przodu, a robiąc to, znalazłam innego mężczyznę.
Tak
się złożyło, że ten mężczyzna był jego bratem.
To
było tyle. Tam właśnie życie mnie poprowadziło. Jeśli na to pozwolę i przestanę
z tym walczyć, mogłoby to być takie proste.
Dla
Benny’ego to było takie proste.
A
w przypadku Benny’ego mogłabym znaleźć sposób, aby uczynić to tak prostym.
Na
tę myśl moje oczy zamknęły się, gdy z sąsiedniego pomieszczenia dobiegały
odgłosy prysznica.
Zanim
woda ucichła, już drzemałam.
*****
Siedziałam
obok Bena, gdy parkował równolegle przed moim apartamentowcem.
Robiłam
to, zaciskając mocno usta, a zaciskałam je, bo patrzyłam, jak Manny i kobieta
wysiadali przed nami z czerwonego Chevroleta Tahoe.
To
było po wizycie u lekarza, który stwierdził, że moja poprawa jest
„zadowalająca” i powtórzył to, co powiedział mi w szpitalu: że szwy wewnątrz są
„wchłanialne” i same się rozpuszczą, a „klej” na zewnątrz został użyty do celów
kosmetycznych, więc miał nadzieję, że blizny będą minimalne. Następnie nakazał
mi zwiększać dawki leków przeciwbólowych i przyjmować je tylko wtedy, gdy
naprawdę ich potrzebuję, i dał mi zgodę na „nieco bardziej forsowną aktywność i
lekkie ćwiczenia”.
Nie
miałam odwagi zapytać, czy obejmuje to stosunek seksualny, bo starałam się nie
myśleć o seksie z Bennym. Chciałam tego. To było bez dwóch zdań.
Ale
miałam jednego kochanka i ten kochanek dzielił się różnymi rzeczami z Bennym,
więc ten wiedział o mnie sporo. Dlatego jeśli pozwoliłabym myślom tam popłynąć,
prawdopodobnie wpadłabym w panikę. Dlatego nie pozwoliłam, żeby moje myśli tam
poszły.
Teraz
byliśmy przy moim mieszkaniu, żeby odebrać moje Z i czekała mnie kolejna
przeszkoda, a był to Manny, ostatni członek rodziny Bianchi, który ostatnie
siedem lat spędził mocno w obozie moich Nie-największych-fanów. W
przeciwieństwie do Benny’ego (który miał powód, biorąc pod uwagę to, co
zrobiłam, kiedy się na niego rzuciłam) i Theresy (którą mogłam zrozumieć, bo
nie chciała mieć złych myśli o swoim synu), Manny nie był z tego powodu
brzydki. Po prostu wykreślił mnie ze swojego życia.
Byłam
z nim blisko – nie tak jak z Benem, ale byliśmy blisko – i jak utrata
wszystkich Bianchi, to bolało. Carmella, ich siostra, nic takiego nie zrobiła.
Była drugą najstarszą osobą w rodzinie i wcześnie rozpoczęła dorosłe życie,
wychodząc za mąż i urodziwszy dzieci. Robiąc to i będąc dziewczyną, dojrzała
znacznie szybciej. Widziała, jak sprawy miały się z Vinniem Juniorem i jako
pierwsza zadzwoniła do niego i powiedziała mu, że jeśli zwiąże się z Salem,
zniesie go, kiedy wróci do domu, ale poza tym nie żył.
Potem
on związał swój los z Salem i był dla niej martwy.
Ona
nigdy mnie nie obwiniała. Wiedziała, co to było. Więc nigdy jej nie straciłam.
To
nie było tak, że codziennie rozmawialiśmy przez telefon. Ale z drugiej strony
nie robiłyśmy tego gówna, kiedy Vinnie żył. Ale wysyłała mi kartki świąteczne i
urodzinowe, od czasu do czasu otrzymywała aktualizacje e-mailem, a ja robiłam z
nią to samo.
Po
zażenowanym, pełnym wahania wyrazie twarzy Manny’ego, gdy zaglądał do SUV-a
Benny’ego, poznałam, że nie mógł się doczekać spotkania ze mną.
Okazało
się, że uwolnienie któregokolwiek z Bianchich od haka nie było zbyt trudne.
Rzecz w tym, że po prostu wracali, kiedy ja już próbowałam ruszyć dalej.
Benny
zaparkował, a ja udało mi się wyskoczyć o własnych siłach, nawet w butach na
platformie na wysokim obcasie. Ciaśniej owinęłam się kurtką, bo nadszedł
październik, a właśnie tego ranka babie lato powiedziało sayonara.
Benny
spotkał mnie na chodniku i mocno uścisnął moją dłoń, prowadząc nas w stronę
Manny’ego i jego kobiety.
Postanowiłam
szybko to zakończyć i zawołałam „Hej” z szerokim uśmiechem, gdy byliśmy
dziesięć kroków od siebie.
Manny
zamrugał ze zdziwienia i zauważyłam, że głowa jego kobiety drgnęła.
To
sprawiło, że skupiłam się na niej.
Kiedy
to zrobiłam, zauważyłam, że była ładna i drobna, co nie było niespodzianką w
przypadku Manny’ego. Lubił swoje kobiety małe, ale zaokrąglone, zawsze mu się
podobały. Ta miała ciemne włosy z dużą ilością loków, ładne niebieskie oczy i
była ubrana prawie tak samo jak ja, w sposób, który mówił mi, że nie był to jej
zwykły strój – buty na platformie i obcasie, kurtka, sweter i dżinsy.
Widziałam
też, że wydawała się spięta i podobało mi się to. Nie dlatego, że była spięta,
ale dlatego, że najwyraźniej wiedziała, co się działo i, co równie oczywiste,
martwiła się o swojego mężczyznę.
Innymi
słowy, ją też musiałam uwolnić.
Kiedy
więc byliśmy już blisko, wyrwałam rękę Benny’emu, podeszłam do nich i
uściskałam Manny’ego.
Zajęło
mu to sekundę, ale potem jego ramiona luźno zacisnęły się wokół mnie.
Dobrze
się z tym czułam i to było to. To było zrobione. Stojąc w ramionach Manny’ego,
oficjalnie wróciłam do rodziny Bianchi.
To
sprawiło, że mój głos był ochrypły, kiedy powiedziałam mu do ucha - Dzięki, że odebrałeś
mój samochód od Harta - Potem go uścisnęłam, odchyliłam się do tyłu i posłałam
mu szeroki uśmiech.
Patrzył
na mnie przez chwilę ze zdziwieniem w ciemnych oczach, po czym powiedział cicho
– Nie ma problemu, Frankie. Cieszę się, że mogłem coś zrobić.
Nie
przestając się do niego uśmiechać, odsunęłam się i wyciągnęłam rękę w stronę
jego kobiety - Hej, jestem Frankie.
-
Uch, Sela – odpowiedziała, chwytając mnie za rękę, a jej wzrok błądził to od
Manny’ego, to po mnie. Wiedziałam, że nie chciała być niegrzeczna, nie patrząc
na mnie, ale chciała sprawdzić puls swojego faceta.
Tak,
lubiłam ją.
Aby
zapewnić jej możliwość zrobienia tego, szybko powiedziałam - Miło cię poznać –
kierując swój uśmiech w jej stronę. Potem ścisnęłam jej dłoń, puściłam i
spojrzałam w górę na Bena.
-
Możemy wejść na górę naprawdę szybko, żebym mogła zabrać laptopa i inne gówno?
Uśmiechał
się do mnie z góry, jego oczy były ciepłe i szczęśliwe, a na jego twarzy wyraźnie
widać było aprobatę dla tego, jak sobie z tym poradziłam, a jego usta poruszyły
się, mówiąc - Cokolwiek zechcesz, Słonko.
Posłałam
mu uśmiech, po czym rozejrzałam się po grupie – Jak skończymy to, może
pójdziemy wszyscy na lunch.
Manny
uśmiechnął się do mnie powoli. Sela popatrzyła na mnie i przysunęła się bliżej
Manny’ego.
Benny
objął mnie ramieniem i mocno przycisnął do boku, mrucząc - Brzmi jak plan.
-
Dobrze, jestem głodna, chodźmy – powiedziałam, ruszając w stronę budynku,
obejmując Benny’ego ramieniem i zabierając go ze sobą.
Zrobiłam
dwa kroki, zanim Manny okrążył nas od tyłu i zatrzymał, chwytając mnie za rękę.
Spojrzałam
na niego.
Przemówił.
-
Muszę powiedzieć…
–
Nie – szepnęłam, mocno zaciskając palce na jego dłoni - Nie musisz. To koniec.
Koniec dla wszystkich. Niech to się już skończy, Manny. Tak?
Wytrzymał
moje spojrzenie, mocno ściskając moją dłoń, zanim powiedział – Tak, Frankie.
Posłałam
mu kolejny uśmiech. On posłał mi jeden i puścił mnie.
Benny
zaprowadził mnie do budynku.
Wpisałam
kod, żeby otworzyć drzwi. Byliśmy w holu i odprowadzał mnie do wind, ale robił
to z pochyloną głową, tak że miał moje ucho.
–
Wiesz, że jesteś gównem, prawda? - powiedział tam.
Poczułam
ciepło w klatce piersiowej, usta mi się wykrzywiły w górę i odchyliłam głowę do
tyłu, żeby mógł unieść swoją. Kiedy to zrobił, przyciągnęłam jego wzrok.
-
Tak, kurwa.
Przyciągnął
mnie bliżej i zrobił to ze śmiechem.
*****
-
Pieprzyć to - mruknęłam, pochylając się do przodu i kładąc laptopa na stoliku
do kawy Benny’ego.
Wstałam
z jego kanapy i ruszyłam po domu.
Miejsce
docelowe: garaż, gdzie Benny pracował nad moim Z.
Oczywiście
zebraliśmy Z. Zjedliśmy też szybką przekąskę z Mannym i Selą. Mężczyzna,
podobnie jak jego brat, nie zmarnował szansy, jaką dało mu moje szybkie
przebaczenie. Wśliznął się ponownie w starego Manny’ego, drocząc się,
obrzucając mnie tymi bzdurami, robiąc mnóstwo dowcipów i ogólnie zachowując się
jak irytujący młodszy brat, którego uwielbiałeś z powodów, które nie miały
sensu, głównie dlatego, że go uwielbiałeś, bo był irytujący.
Sela
odtajała, gdy zobaczyła, że nie zamierzam atakować Manny’ego nawet w sposób
pasywno-agresywny i ze zdziwieniem odkryłam, że była słodka w takim sensie, jak
słodka była Connie. Najwyraźniej, w przeciwieństwie do swojego brata, Manny nie
chciał wyzwań. Chciał kobiety, która przyszłaby tam, kiedy by jej powiedziano.
Oglądając ich razem, cieszyłam się, że znalazł to, czego chciał i to było dobre.
W
drodze do garażu zignorowałam kurtkę, którą porzuciłam na oparciu jednego z
krzeseł przy kuchennym stole Benny’ego. Pomyślałam, że nie będę zbyt długo
przebywać na mrozie, więc nie będę jej potrzebować. Wyszłam więc schodami i
cementową ścieżką i trafiłam do garażu. Otworzyłam boczne drzwi i usłyszałam
muzykę, chociaż słyszałam ją, zanim jeszcze otworzyłam drzwi. „Wherever I MayRoam” Metalliki.
Poczułam
kolejną potrzebę uśmiechnięcia się. Niewiele było muzyki, której nie lubiłam,
ale nie można było zaprzeczyć, że w głębi duszy byłam metalową dziewczyną. Ben
też fascynował się metalem. Wiedziałam to od liceum. Od tamtej pory podobało mi
się to i właśnie w tym momencie spodobała mi się myśl, że gdyby nam się to
przytrafiło, gdyby to zadziałało, prawdopodobnie nie byłoby czasu, kiedy
kłócilibyśmy się o to, co grało w stereo.
Przemieszczałam
się pomiędzy jego SUV-em a moim Z, który stał tyłem w garażu i znalazłam go pod
maską.
Były
rzeczy, które mężczyzna mógł zrobić, a które były dla niego normalne i o
których nie miał pojęcia, że wywołałyby prywatny, szczęśliwy dreszcz dziewczynom
takim jak ja.
Jednym
z nich była praca pod maską samochodu.
Kontrolowałam
trzepotanie i zawołałam - Hej.
Wstał
od tego, co robił, i oparł przedramiona na brudnym kocu, który rozłożył na boku
samochodu. Jego ręce były tłuste, w jednym z nich trzymał jakieś narzędzie,
odwrócił wzrok w moją stronę i trzepotanie stało się trudniejsze do kontrolowania.
-
Potrzebujesz kurtki – brzmiało jego powitanie.
-
Nie zabawię tu tak długo – powiedziałam.
–
Potrzebujesz kurtki – powtórzył.
Nagle
trzepotanie stało się o wiele łatwiejsze do kontrolowania.
–
Nie miałam zamiaru być tu tak długo. Ponieważ najwyraźniej musisz coś
powiedzieć w stylu Benny’ego, być może zostanę tu przez rok.
Jego
oczy się uśmiechały, a jego usta wymamrotały - W stylu Benny’ego.
Rozbawiłam
go.
To
mnie uszczęśliwiło i lekko wzruszyło – było to sprzeczne z emocjami, które, jak
zauważyłam, Benny potrafił wywoływać.
-
Zwrócę uwagę, że ty jesteś w T-shircie – stwierdziłam z powodów, które były
poza mną, bo było chłodno i nie musiałam się kłócić z Bennym. Oznaczałoby to,
że będę tam znacznie dłużej, niż się spodziewałam, co oznaczałoby, że miał
rację, że potrzebowałam kurtki.
-
Jestem facetem.
Na
jego słowa zamrugałam, a potem wpatrywałam się, zapominając o przejściu do
sedna, głównie dlatego, że był irytujący, a kiedy tak było, miałam cały czas na
świecie na sprzeczki.
-
Kobieta potrzebuje kurtki, a facet jest odporny na zimno? - zapytałam.
-
Nie. Moja kobieta potrzebuje kurtki, bo ja potrzebuję, żeby nie czuła się
niekomfortowo i żeby się nie przeziębiła. Nie obchodzą mnie inne kobiety. Mogą
biegać, gdy jest pięćdziesiąt stopni i robić to nago, jeśli o mnie chodzi. Ale ty
potrzebujesz kurtki.
-
No proszę, znowu sprawiasz, że ochrona staje się irytująca.
Jego
usta wykrzywiły się – Mówiłem ci, że to dar.
Uniosłam
brwi - Myślisz, że gdybym rzuciła wyzwanie i osoba, która nie dotrze do
ostatniego słowa, przegrałaby, bylibyśmy tu na zawsze?
-
Prawdopodobnie.
-
Nie róbmy tego – zaproponowałam.
–
Byłbym zachwycony, gdybyś weszła i założył kurtkę.
Teraz
nie byłam szczęśliwa, byłam po prostu wkurzona.
Dlatego
odchyliłam głowę do tyłu, żeby spojrzeć na bramę garażową zwiniętą na poręczy i
zawołałam - Wrrrr!
–
Kotku – zawołał.
Spojrzałam
ponownie na niego.
–
Przejdźmy do części o tym, dlaczego tu jesteś – zasugerował.
Wzięłam
głęboki oddech i zapytałam - Chcesz drinka czy coś?
Uśmiechnął
się szeroko i odpowiedział - Nie.
Kiwnęłam
głową. Zaproponuj, że zrobisz dla niego coś miłego, podczas gdy on robił coś
miłego dla ciebie - oferta przedłożona i odrzucona. Nadszedł czas, aby przejść
do wyjaśnienia, dlaczego tak naprawdę tam byłam.
-
Twoje hasło Wi-Fi nie działa.
Przez
chwilę wyglądał na zakłopotanego, zanim zapytał - Co?
-
Twoje hasło Wi-Fi nie działa. Próbuję podłączyć laptopa, żeby sprawdzić pocztę
e-mail. Hasło, które mi dałeś, aby to zrobić, nie działa.
-
Wpisałaś to poprawnie?
–
Biorąc pod uwagę, że wpisałam to czterdzieści pięć tysięcy razy, zgaduję, że w
jednym z tych przypadków trafiłam dobrze.
-
Czterdzieści pięć tysięcy? – zapytał, unosząc brwi wraz z kącikami ust – Jestem
tu od dwudziestu minut, kochanie. Musisz szybko pisać.
Przewróciłam
oczami, po czym przeniosłam je z powrotem na niego i powiedziałam - Ben, jeśli
uda mi się dostać do mojego e-maila, będę mogła uporządkować pewne rzeczy,
popracować, wrócić do porządku rzeczy, poczuć, że moje życie wróciło pod moją
kontrolę. Mogę to zrobić na telefonie, ale na laptopie byłoby o wiele łatwiej.
Pomogłoby, gdybyś zeskanował swój mózg i dał mi znać, czy podałeś mi prawidłowe
hasło.
-
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia – odpowiedział - Mam dostęp do Internetu tylko
w telewizorach i skonfigurowałem go co najmniej rok temu. Ale hasło, które ci
podałem, jest takie, jakie pamiętam, jako hasło do routera.
Ponieważ
jego hasło brzmiało 13579000BB, choć trudno byłoby je zapomnieć i chociaż
wpisałam raz jedno 0 mniej, dwa razy kolejne 0 i w ogóle pominęłam zera, coś
było nie tak.
–
Zapisałeś to gdzieś? - zapytałam.
-
Tak – odpowiedział.
-
Gdzie?
–
O tym też nie mam pojęcia – powiedział z uśmiechem.
Spojrzałam
na mój samochód, potem z powrotem na niego, zaczynając czuć chłód przenikający
przez mój cienki sweter. Musiałam to zrobić, zanim zauważalnie się zadrżę,
dając Benowi możliwość rzucenia się na to, czego należało unikać.
-
Okej, cóż, już coś dla mnie robisz, więc po prostu poproszę, żebyś, kiedy
skończysz, zrobił dla mnie coś jeszcze i znalazł miejsce, gdzie zapisałeś to
hasło?
-
Jasne.
–
Dziękuję – mruknęłam, ruszając do wyjścia.
-
Mała? – zawołał, a ja na niego spojrzałam.
-
Co?
-
Chodź tutaj – rozkazał, wciąż opierając się na przedramionach o bok mojego
samochodu.
-
Co, Ben?
-
Chodź tu.
-
Jak sam zauważyłeś, jest zimno. Więc po prostu powiedz mi... co?
-
Chodź tu.
Zmrużyłam
oczy - Poważnie?
Uśmiechnął
się.
-
Co, Ben? - Zapytałam.
–
Francesca, chodź… tutaj.
-
Och, w porządku – warknęłam i obeszłam samochód, zatrzymując się blisko.
-
Co? - Zapytałam wkrótce, kiedy tam dotarłam.
-
Chodź tutaj – powtórzył, nie poruszając niczym poza szyją, aby móc na mnie
spojrzeć.
-
Jestem tutaj, Ben – zauważyłam.
-
Nie, kochanie, nie jesteś. Jesteś tam, a ja chcę, żebyś była tu, zanim wrócisz
do domu, abyś mogła dać mi usta.
To
spowodowało trzepotanie połączone z ściśnięciem i naraz zrobiło mi się ciepło w
klatce piersiowej.
Ale
byłam sobą, więc kiedy pochyliłam się ku niemu i przycisnęłam usta do jego,
było to pełne charakterku.
Miałam
na myśli tylko muśnięcie ust, ale nawet nie poruszał rękami, a i tak trzymał
mnie w miejscu, dotykając językiem moich ust. Naturalnie, obietnica ta była
zbyt wielka, aby jej nie spełnić, więc moje usta się otworzyły, a jego język
wsunął się do środka. Podobało mi się to, że moje ciało tak zareagowało i
musiałam położyć rękę na jego boku, żeby się ustabilizować.
Puścił
moje usta i powiedział cicho - Wkrótce tu skończę i znajdę dla ciebie to hasło.
-
Dzięki, Słonko – szepnęłam, a jego pocałunek – sposób, w jaki go zażądał,
sposób, w jaki go przyjął, opierając się niedbale o mój samochód, ale wciąż
udało mi się być cały wokół mnie, coś, co uważałam za gorące – spowodował, że całe
moje wkurzenie wyciekło ze mnie.
Wciąż
byłam blisko niego, więc widziałam tylko jego uśmiech w oczach. Dlatego było
prawdopodobne, że on widział tylko mój uśmiech.
Odsunęłam
się, a Ben wrócił do mojego samochodu.
Poszłam
do domu, myśląc, że spędziłam tygodnie wariując na myśl o tym wszystkim, o mnie
i Benie. Torturując siebie z tego powodu. Pragnąc tego i znajdując każdą
wymówkę, żeby sobie tego nie dawać. Ale mając to – tę swobodę, naturalność,
ekscytację – teraz zastanawiałam się, dlaczego.
*****
Stałam
w holu domu Benny'ego, obserwując go w jadalni i czując go w jadalni.
To
jego dotyk sprawił, że zostałam wryta się w ziemię.
A
najdziwniejsze było to, że był spokojny i cichy.
Benny.
Wrócił
z garażu czterdzieści pięć minut wcześniej, umył ręce i od razu poszedł szukać
miejsca, w którym zapisał hasło.
To
zapoczątkowało głęboki szok, którego obecnie doświadczałam.
Stało
się tak, ponieważ minęła co najmniej godzina od chwili, gdy poszłam do garażu,
aby o to poprosić. A jednak wrócił, przypomniał sobie i od razu zaczął szukać,
nawet bez mojego uniesienia brwi, aby dać mu wskazówkę, że poprosiłam go o coś
i chciałam, żeby to zrobił.
Potem
nie mógł tego znaleźć.
Nie
było go nigdzie w jego „biurze”, ani na biurku, ani w bałaganie papierów
wepchniętych przypadkowo w powiększającą się teczkę, ani nawet w stosach, które
z pewnością były losowo ułożone pod jedną ze ścian.
Następnie
poszedł do kuchni, gdzie miał nie jedną, ale trzy szuflady wypełnione
śmieciami, w tym skrawki papieru, odcinki rachunków, a nawet koperty, które
należało wyrzucić.
Tam
tego też nie było.
Teraz
przeglądał gówno w jadalni, żeby to znaleźć, a było go tak dużo, że przejrzenie
tego wszystkiego mogło zająć rok.
Chciałam
pomóc, ale powiedział, że pamięta, jak to wygląda, a ja prawdopodobnie nie byłabym
w stanie tego zauważyć, nawet gdybym miała to w dłoni.
Byłam
w głębokim szoku, ponieważ Benny był Bianchi. Znałam go od lat i to nie był on.
To nie był żaden z Bianchich. Nawet Theresa.
Powodem
tego nie było to, że nie był wkurzony. Nawet nie wydawał się zirytowany,
sfrustrowany czy choćby odrobinę zniecierpliwiony.
Przez
czterdzieści pięć minut szukał kartki papieru z zapisanymi cyframi. Kartki
papieru, którą on osobiście miał w dupie. To była kartka papieru, która miała
mi pomóc. Prawdopodobnie nie musiałby jej używać, chyba że jego router by się
zepsuł, a gdyby nawet tak się stało, zauważyłby to po roku i używałby go tylko
do telewizora, więc prawdopodobnie nadal by nie musiał.
Spodziewałam
się, że się podda, powie, żebym to przełknęła i skorzystała z telefonu, albo
zaciągnęła tyłek do kafejki internetowej. Spodziewałam się nawet, że wybuchnie,
wyładowując na mnie frustrację związaną z jego poważnymi brakami w systemie
archiwizacji.
Tego
też nie zrobił.
Po
prostu szukał dalej.
Nie
mogłam tego przetworzyć.
Nie
mogłam, bo Vinnie Junior szukałby jakieś piętnaście minut i by się poddał.
Przeprosiłby, ale poszedłby dalej i to ja poszukałabym wszystkiego, co było mi potrzebne.
Vinnie
Senior kazałby Theresie poszukać, nawet jeśli nie wiedziałaby, czego miałaby szukać.
Ale kiedy by szukała, ciągle by go pytała, czy to było to, czy to było to, co
zmuszałoby go do rozpoczęcia poszukiwań. A potem w końcu wybuchnąłby, nie na kogoś
specjalnie, ale i tak by wybuchł przez to, że nie umieścił ważnej informacji w
miejscu, w którym mógł ją znaleźć.
A
siedem lat temu Ben był jak jego ojciec.
Teraz
nie był.
-
Kurwa, tu jest - usłyszałam jego mamrotanie i skupiłam się na nim w jadalni.
Podchodził
do mnie z kartką papieru w dłoni. Podszedł do mnie, podał mi ją i natychmiast
owinął dłoń wokół mojej szyi, pochylając się, by mnie pocałować, gdy stałam
zupełnie bez ruchu, wciąż w szoku.
Pocałował
mnie w czubek głowy, puścił i powiedział, kierując się w stronę schodów - Sprawdź
to, Słonko. Muszę uporządkować swoje sprawy i udać się do restauracji, ale
zanim wyjdę, chcę się upewnić, że jesteś zabezpieczona.
Odwróciłam
się tak, że stałam przodem do schodów. Widziałam, jak zatrzymał się na piątym
stopniu i spojrzał na mnie z góry.
-
Jeśli nadal będzie coś spieprzone, podłączę się do Tony’ego. Widzę jego system
na moim i prawdopodobnie nie będzie mu przeszkadzać, jeśli do tego
wykorzystasz.
Poczułam,
że moje wargi się rozchyliły.
Ben
odwrócił się i pobiegł na górę po pozostałych stopniach.
Spojrzałam
w górę schodów, spojrzałam w dół na papier w mojej dłoni, a potem wróciłam wzrokiem
na schody.
Spóźniał
się.
Szukał
tej kartki papieru i robił to, aż się spóźniał.
Nie
musiał też specjalnie tego dla mnie szukać, jeśli sąsiad Tony pozwoliłby mi
korzystać ze swojego Wi-Fi.
Ale
on to zrobił.
Cierpliwie.
Dla
mnie.
Nie
wiedziałam, co z tym zrobić i wiedziałam dlaczego tak było.
Nie
chodziło tylko o Vinniego Juniora. Nie o Vinniego Seniora. Nie chodziło o to,
jaki Benny był kiedyś.
To
chodziło o to, jaki był mój tata, który potrafił być łagodny, ale potrafił też
mieć krótki lont. Nigdy nie spędziłby czterdzieści pięć minut na szukaniu
czegoś, nawet jeśli byłoby to ważne, nawet gdyby to on to zgubił.
Jeśli
nie mógłby tego znaleźć w ciągu pięciu minut, krzyczałby - Jak potrzebujesz
tego, znajdź to sobie, do cholery - i oddalaliby się.
Wiedziałam
o tym, bo, nie trzeba dodawać, w tym, w jaki sposób żył, wiele ważnych rzeczy
zostało utraconych. Miał dzieci i mnóstwo kobiet, które potrzebowały tych
ważnych rzeczy, prosiły o nie, a on nie mógł ich znaleźć i tracił rozum, bo żył
tak, jak żył i nie chciał, żeby cokolwiek go zatrzymywało na dłużej.
Na
przykład wyśledzenie ważnych rzeczy.
Podobnie
jak jego kobiety i dzieci.
Myśląc
o moim tacie i o tym, jaki był kiedyś (i prawdopodobnie nadal był), zachowanie
Benny’ego było tak trudne do przetrawienia, że stałam tam, gdzie mnie zostawił,
kiedy wracał po schodach. Oczywiście wyglądało na to, że zmienił jedynie zatłuszczoną
koszulkę na nową, co prawdopodobnie zajęło mu około dwóch minut, ale jednak.
Ben,
widząc, że się nie poruszyłam, kiedy do mnie dotarł, miał na twarzy wyraz
zaniepokojenia.
Podniósł
rękę, ponownie owinął ją wokół mojej szyi i zapytał - Kotku, wszystko w
porządku?
Spojrzałam
mu prosto w oczy i stwierdziłam - Szukałeś czterdzieści pięć minut, żeby
znaleźć dla mnie hasło, przez co się spóźniasz, robiąc dla mnie takie gówno.
Na
jego twarzy pojawił się nowy wyraz, a jego palce lekko wbiły się w skórę, gdy
odpowiedział - Widzę, że zdobyłem tym punkt, więc miło jest podzielić się tym,
że zrobiłem to, abyś mogła dostać się do swojego laptopa, ale zrobiłem to też,
ponieważ szkoda, że router się zepsuł albo coś takiego, a potrzebowałbym go,
żeby telewizor mógł znów być online, a nie znałem hasła. Więc zrobiłem to także
dla siebie.
Dał
mi to prosto i szczerze, nie dojąc czegoś, co zrobił dla siebie, żeby zdobyć u
mnie punkt.
Jeszcze
inny wyraz przesunął się na jego rysy, gdy obserwował jakikolwiek wyraz twarzy
przesuwający się na mojej, zanim mruknął - Widzę, że tym też zdobyłem bramkę.
-
Dorosłeś, Benny Bianchi – szepnęłam i wtedy jego wyraz twarzy przejął miękkość
i słodycz, nawet gdy jego dłoń na mojej szyi przyciągnęła mnie bliżej.
–
Sposób, w jaki ułatwiłaś dzisiaj Manny’emu sprawę, dodał więcej do stosu dowodów,
że też to zrobiłaś, Frankie Concetti – odszepnął.
–
Tak, ale podoba mi się sposób, w ty jaki to zrobiłeś.
Na
te słowa pokazał mi zaskoczenie i satysfakcję, po czym jego oczy pociemniały w
sposób, który sprawił, że moje serce zaczęło bić szybciej. Jego dłoń na mojej
szyi przyciągnęła mnie jeszcze bliżej, tym razem z głową pochyloną nad moją.
Potem
mnie pocałował. Nie było to muśnięcie językiem, ani gorąca sesji całowania,
podczas której zostałabym przyciśnięta do ściany. Ale pocałunek był głęboki,
mokry, długi i niesamowity.
Podniósł
głowę i spojrzał mi w oczy - Zabiłaby mnie to, gdyby posunął się dalej, ale
muszę iść do pracy.
Tak.
Dorósł.
I
podobało mi się to, jak to zrobił.
–
Masz kogoś, kto dotrzyma ci towarzystwa? – zapytał.
-
Tak. Moja dziewczyna, Jamie.
-
Dobrze. Kiedy będziecie potrzebowały kolacji, zadzwoń na moją komórkę. Wyślę
któregoś z dzieciaków z pizzą, zapiekanką rigatoni czy czymkolwiek innym.
Zapiekanka
rigatoni Bianchich. Drugie miejsce po pizzy Bianchi, a byli tacy, którzy
(błędnie) twierdzili, że była lepsza. Jamie będzie potrzebowała trochę tego.
Ja
też.
-
Dzięki, Ben – szepnęłam.
–
W każdej chwili, kochanie – odszepnął.
To
ja podniosłam się na palce i dotknęłam jego ust swoimi.
Kiedy
opadłam z powrotem na pięty, on się uśmiechał.
Uśmiechnęłam
się w odpowiedzi.
Przyjął
to, jego wzrok opadł na moje usta, żeby to zrobić, zanim wrócił do moich oczu i
zauważył - Zakładam, że nie sprawdziłaś hasła.
Potrząsnęłam
głową.
Jego
ręka poprowadziła mnie lekko w stronę salonu, kiedy rozkazał:
-
Zajmij się tym, Słonko. Muszę iść, ale jeśli muszę porozmawiać z Tony’m, muszę iść.
–
Jasne – mruknęłam i wyrwałam się z jego uścisku, aby udać się do salonu.
Hasło
zapisane na papierze różniło się o jedną literę od hasła, które dał mi Benny.
Nie kończyło się na BB, ale na BAB, całe jego inicjały. Benito Alessandro
Bianchi.
I
zadziałało.
*****
Poczułam,
jak ramiona zacisnęły się wokół mnie i mgła snu nieznacznie się rozwiała.
Kiedy
to się stało, poczułam o wiele więcej, to znaczy to, że ciało Benny’ego przesunęło
się do mojego, podczas gdy on przesuwał moje do swojego.
Odchyliłam
głowę do tyłu, otworzyłam oczy i w ciemności zobaczyłam Benny’ego.
Na
wpół spałam, kiedy mój brzuch wciąż się ścisnął.
–
Wracaj do snu, kochanie – szepnął.
-
Noc była dobra? – wymamrotałam sennie.
-
Zwykłe szaleństwo. Teraz to się skończyło. Wracaj spać.
-
Dziękuję za przysłanie zapiekanki. Jamie to uwielbiała – powiedziałam mu
słabnącym głosem.
-
W każdej chwili, jak potrzebujesz jedzenia, nakarmię cię. A teraz idź spać, Słonko.
Pochyliłam
brodę, przycisnęłam twarz do jego gardła i wymamrotałam: – Okej, Benny.
Uścisnął
mnie.
Przesunęłam
się, żeby objąć go ramieniem w talii i oddałam mu to.
Potem
zrobiłam jak kazał i wróciłam spać.
Bardzo dziękuję.
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń