Rozdział
13
Przyjazny dzieciom (cz.1)
Miałam
motyle w brzuchu, gdy parkowałam przed domem Benny’ego, a w tym samym czasie
doświadczałam przyjemnie nieprzyjemnych (lub nieprzyjemnie przyjemnych) wspomnień.
Wciągnęłam
powietrze, chwyciłam torebkę i komputer i wyszłam z wypożyczonego samochodu.
Kiedy
to zrobiłam, jakby miała szósty zmysł, zobaczyłam panią Zambino, która stała na
werandzie, w butach na wysokim obcasie, z uniesionymi włosami, z rękami skrzyżowanymi
na piersi i zakrytą swetrem, jaki, byłam prawie pewna, że widziałam na
celebrytce w zeszłotygodniowym numerze magazynu Us.
Ona
nosiła go lepiej.
Patrzyła
na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
Cóż,
proszę bardzo. Rodzina Benny’ego była jak Szwajcaria, ale pani Zambino była na
mnie wkurzona.
Zignorowałam
to, pożonglowałam torbami, pomachałam entuzjastycznie i zawołałam - Witam, pani
Zambino!
Jej
ciało drgnęło ze złości, po czym odwróciła się i wkroczyła do domu.
Zanotowałam
sobie w pamięci, że miałam pracę do zrobienia z panią Zambino i odwróciłam się
do Benny’ego.
Drzwi
się otworzyły, kiedy byłam na szczycie werandy.
Potem
nie byłam na szczycie werandy, kiedy zobaczyłam, jak ramię Benny’ego
wystrzeliło, owinęło mnie w talii i wciągnęło do środka.
Drzwi
zatrzasnęły się na jakąś sekundę, zanim uderzyłam w ścianę przedpokoju Bena,
przygwożdżona tam przez Benny’ego.
-
Kanapa czy łóżko? – zapytał, jego oczy znajdowały się cal od moich, a pomiędzy
moimi nogami pulsowało pożądanie.
-
C-co? - Zapytałam w odpowiedzi, śledząc to, ale nie byłam w stanie przetworzyć wystarczająco
szybko tego, co się działo, aby udzielić właściwej odpowiedzi.
–
Łóżko – mruknął, jego wzrok opadł na moje usta - Miejsce do ruszania się. Kiedy
się skupię, ochrzcimy kanapę.
Kiedy
byłby skupiony?
Co
to oznaczało?
Nie
miałam okazji zapytać. Moja torebka i torba na komputer w następnej chwili leżały
na podłodze, a Benny ciągnął mnie w stronę schodów.
Kiedy
dotarliśmy do schodów, nadal nie miałam szansy rozmawiać, ponieważ musiałam
skoncentrować się na tym, dokąd prowadzą mnie stopy, aby nie uderzyć twarzą w
schody.
Potem
musiałam się skoncentrować, żeby nie potknąć się w korytarzu.
Potem
musiałam skoncentrować się na utrzymaniu pozycji pionowej, kiedy Ben obrócił
mnie twarzą do siebie, plecami do nóg łóżka, po czym ściągnął mój trencz razem z marynarką w dół moich ramion i
odrzucił je na bok.
Dopiero
wtedy uderzyłam rękami w biodra, patrząc mu w oczy i warknęłam - Cóż, hello,
Benny Bianchi.
Jego
odpowiedzią było położenie dłoni na mojej klatce piersiowej i popchnięcie.
Wydałam
z siebie cichy krzyk i uderzyłam plecami o łóżko.
Benny
upadł na mnie.
Wtedy
jego usta zetknęły się z moimi.
A
potem mnie całował.
W
końcu przeszło mi przez myśl, że to wszystko było gorące. Całował mnie i
podobał mi się jego smak. Więc otoczyłam go ramionami i odwzajemniłam
pocałunek.
Gdybym
miała czas o tym pomyśleć tego dnia (a nie miałam), pomyślałabym, że za
pierwszym razem chodziło o niekontrolowane emocje, potrzebę i fakt, że nie
byłam kochana przez ponad siedem lat. Zostałam zaliczona przez Benny’ego
Bianchi, a wszystko to wyjaśniało, dlaczego poszło tak szybko, rozpaliło się
tak mocno i czułam to tak dobrze.
Ale
na szczęście nie miałam czasu o tym myśleć. Bo gdybym to zrobiła, zaczęłabym
się martwić, kiedy wszystko szło by wolniej, a ja miałabym mnóstwo czasu, aby
pogrążyć się w myślach, tak jak miałam to w przypadku Vinniego.
Zastanawiać
się, czy robię coś dobrze. Zastanawiać się, czy podobało mu się coś, co
robiłam, czy go ekscytowałam, czy też był po prostu twardy, gotowy i wykonywał
wszystkie czynności, aby móc wejść we mnie i zakończyć wszystko.
Gdybym
miała czas o tym pomyśleć, utkwiłoby mi to w pamięci i chodziłoby tylko o to,
czy robiłam to dobrze, czy wyszłam z wprawy, czy też tak naprawdę nigdy nie
miałam odpowiednich umiejętności i czy Benny podobało mi się to, co robiłam.
Nie
miałam czasu o tym myśleć tamtego dnia, a naprawdę
nie miałam czasu o tym myśleć w tamtym momencie.
Stało
się tak, ponieważ Benny był człowiekiem akcji. Powinnam była wiedzieć, biorąc
pod uwagę, że rzadko tracił okazje.
Ja
w jego łóżku bez szwów, okazji mu nie brakowało.
Teraz
wszystko było dłońmi, ustami i dźwiękami. Dotykaniem i smakowaniem. Zapach jego
wody po goleniu. Podniecający dźwięk odpinania przez niego suwaka z tyłu mojej
sukienki. Jego ręce poruszające się, przesuwając skórę po skórze wzdłuż moich
boków. Smak jego szyi. Poczucie jego twardości na moim udzie, brzuchu i
biodrze. Jedwabista pieszczota podszewki mojej sukienki, gdy przeciągał ją
przez głowę. Jego język na moim sutku nad stanikiem. Dotyk jego włosów w moich
dłoniach. Podniecenie wywołane tym, jak zdzierał mi majtki z nóg.
I
wtedy to się stało.
Rozsunął
moje nogi, przeturlał się pomiędzy nie i zbliżył tam swoje usta.
Byłam
już rozpalona przez uwrażliwienie zmysłów, więc jego dotyk na mnie sprawił, że płonęłam.
Wbiłam
pięty w łóżko, żeby wsunąć się głębiej w jego usta, ale robiłam to przez
nanosekundę, zanim przełożył moje nogi na ramiona.
Wtedy
wbiłam pięty w jego plecy. Warknął na moją płeć i nie dotarło do mnie, że wciąż
mam na sobie ostre szpilki. Nie uderzyło mnie też, że nie był to ryk bólu, ale
coś zupełnie innego.
Nasycił
się mną, po czym zamknął usta wokół mojej łechtaczki, zaczął mocno ssać i
wsunął do środka dwa palce.
-
Boże – krzyknęłam, wyginając całe ciało
w łuk i wpychając biodra głębiej w usta Bena.
Byłam
niesamowicie podekscytowana, ale kulminacja, która mnie zaskoczyła po tym, co
dał mi Benny, była zaskoczeniem.
Co
więcej, Ben popchnął to, co było większym zaskoczeniem. Ssał, pieprzył mnie
palcami, a ja wbijałam obcasy w jego plecy, starając się o więcej, jęcząc i
skomląc.
Wysunął
palce i przeciągnął językiem po mojej wilgoci, a ja zadrżałam przy nim tylko po
to, by poczuć, jak się ode mnie odsuwał.
Otworzyłam
oczy, zamknęłam nogi, podniosłam głowę, wzrokiem znalazłam go stojącego w
nogach łóżka i szepnęłam - Nie.
-
Nie opuszczę cię, kochanie – odszepnął Ben, po czym zerwał z siebie koszulkę i
sięgnął po dżinsy.
Widząc
to, ruszyłam się.
Klęczałam
na łóżku, mając na sobie jedynie pończochy samonośne z koronkowym brzegiem,
czółenka na szpilkach i stanik, kiedy Ben był już nagi.
Jego
ciemne, gorące oczy błądziły po całej mnie, jego wargi szeptały: „Jezu”, po
czym wrócił do mnie.
Jego
ramiona zamknęły się wokół mnie, moje zamknęły się wokół niego, a on upadł do
przodu, zabierając mnie z powrotem.
Oplotłam
go nogami, gdy sięgnął do szafki nocnej.
Oddał
mi swoje usta, jednocześnie odchylając biodra, całując mnie i proszę, Boże,
jednocześnie zakładając prezerwatywę.
Nagle
poczułam, jak czubek jego kutasa prześlizguje się przez moją wilgoć i równie
nagle znalazł się w środku.
I
znowu miałam Benny’ego.
–
Tak – szepnęłam w jego usta.
-
Kurwa, tak – Ben jęknął w moją stronę i ponownie objął moje usta w głęboki,
mokry pocałunek, wbijając się we mnie.
Trwało
to chwilę. Przez ten moment czułam się niesamowicie. Ben na przemian mnie
całował lub poruszał ustami, żeby przez chwilę pobawić się moją szyją. I gdyby
przychodziła mi na myśl cokolwiek inne niż wszystko, co wywoływał we mnie
Benny, nie byłabym w stanie powiedzieć, co bardziej mi się podobało (chociaż
prawdopodobnie było to całowanie).
Ale
wiedziałam, że jest gotowy i chciał, żebym była z nim, kiedy jego dłoń znalazła
się między nami, z kciukiem na mojej łechtaczce, i namówił mnie do dotarcia tam,
gdzie chciał, bym była.
Nie
wymagało to wielkiego namawiania.
Moje
kończyny zacisnęły się wokół niego, a mój krzyk utknął mu w gardle, gdy zepchnął
mnie poza krawędź.
Trzymałam
się mocno i cieszyłam się jazdą, gdy kilka minut później dołączył do mnie Ben.
Pozostał
głęboko i poczułam, jak jego nierówny oddech przebiega gładko na mojej szyi,
gdy jego ręce, powolne i delikatne, wędrowały po mnie, wpychając się pode mnie,
gdziekolwiek mógł się do mnie dostać.
W
końcu jego usta przesunęły się po mojej szyi do ust, gdzie musnął moje,
spojrzał mi w oczy i na koniec, kończąc uroczystość w słodki, delikatny sposób,
który zapamiętam do końca życia, musnął czubek mojego nosa swoim i zobaczyłam,
że jego oczy zaczynają się uśmiechać.
-
Hello, Frankie.
Teraz
była jego kolej, by zobaczyć, jak moje oczy się uśmiechały, kiedy odparłam -
Hello, Benny.
-
Na co dzień nosisz pończochy samonośne? – zapytał, a moje brwi zbiegły się w
odpowiedzi na to dziwne pytanie.
-
Tak.
-
Koronkowe staniki?
-
Głównie.
Spojrzał
na poduszkę nad moją głową i wymamrotał - Pieprz mnie.
To
mnie zdezorientowało.
-
To złe? - Zapytałam.
Spojrzał
na mnie - Ilu masz lekarzy i przedstawicieli, którzy są facetami?
-
Um… - wymamrotałam w odpowiedzi i to było wszystko, co musiałam zrobić. Zrozumiał
mnie.
–
Jasne – mruknął.
-
Oni ich nie widzą, Benny – zauważyłam.
–
Widzą, Frankie.
Wtedy
właśnie zmrużyły mi się oczy - Nie mogą.
-
No dobrze, może nie, ale mogą je wyczuć.
Poważnie?
-
Nie, nie mogą! – warknęłam.
-
Z twoimi nogami, twój tyłek, ty w sukience, absolutnie mogą. A jeśli nie, to
mają nadzieję, że jesteś w pończochach i uwierz mi, jesteś inspiracją do dobrej
wizualizacji, nawet jeśli mężczyzna zwykle nie ma takich umiejętności.
Chociaż
to był komplement, myśl o mężczyznach, z którymi pracowałam, wizualizujących
cokolwiek na mój temat, nie mogłam tam pójść. Więc nie.
-
Okej, mogą. Zatem… więc? - Poddałam się, żeby iść dalej.
Tym
razem jego brwi powędrowały do góry - Więc?
-
Tak. Więc?
-
Kochanie, rozumiesz, co się tutaj dzieje, prawda?
Nagle
nie mogłam oddychać, więc zabrzmiało to, jakbym była zdyszana i trochę
niepewna, kiedy powiedziałam - Tak.
-
To jesteśmy ty i ja, a to oznacza tylko
ty dla mnie i tylko ja dla ciebie. To
znaczy, że jesteś moja i pieprzysz tylko mnie.
To oznacza, że jestem pełnokrwistym Włochem i nie jestem wielkim fanem tego,
jak spotykasz się z facetami, którzy myślą o tobie w koronkowym staniku,
majtkach, pończochach i szpilkach.
Opuściła
mnie cała niepewność i znów zmrużyłam oczy - Nie mogę rzucić pracy, bo
mężczyźni myślą kutasami.
-
Możesz nosić spodnie – odpowiedział - Porzuć szpilki i kup buty na płaskim
obcasie - Przerwał, zanim skończył - Brzydkie.
-
Nie noszę brzydkich butów! – powiedziałam głośno.
-
No dobrze, to kup jakieś nie-brzydkie baleriny.
-
Nie noszę butów na płaskim obcasie. Albo spodni – oświadczyłam.
Patrzył
na mnie przez chwilę, po czym powtórzył - Pieprz mnie.
-
Czy możemy przestać o tym rozmawiać, żebyś mógł mnie nakarmić? - Zapytałam, po
czym dodałam - Jestem głodna.
Jego
wyraz twarzy zmienił się z zadowolonego z seksu z dodatkiem zdenerwowania na
zadowolony z seksu z dodatkiem ciepłego uczucia, zanim zapytał - Co chcesz?
Chciałam
jednej z pizz Benny’ego. Ale nie chciałam, żeby musiał iść do restauracji, żeby
coś takiego zrobić.
Niemniej
jednak, aby dokonać wyboru, potrzebowałam więcej informacji - Jakie mam wybory?
-
Kanapki z kurczakiem z grilla lub cokolwiek, co przywiozą z dostawą.
–
Rozumiem, że zapasy twojej mamy się wyczerpały.
Jego
twarz złagodniała, więc jego słowa nie zapiekły, gdy odpowiedział - Tak,
kochanie. To miało się wydarzyć po pięciu miesiącach.
Jego
delikatna twarz była niesamowita.
Ale
jego słowa nadal zabolały.
–
Jestem idiotką – wypaliłam szeptem.
Ben
westchnął, wyciągnął się i przewrócił na plecy, poruszając mnie razem z sobą.
Kiedy położył mnie na górze, podniósł ręce i zebrał moje włosy, trzymając je z
dala od mojej twarzy po obu stronach mojej głowy i spojrzał mi w oczy.
–
To do bani, ale najwyraźniej to, że znowu cię pieprzyłem, nie uporządkowało
naszego gówna.
–
Najwyraźniej nie – mruknęłam, a mój wzrok powędrował do jego ucha.
-
Mała.
Moje
oczy powędrowały z powrotem.
-
Zacznijmy od łatwych rzeczy. Masz ochotę na grilla albo chcesz coś zamówić?
Dobrym
pomysłem było rozpoczęcie od najłatwiejszych rzeczy.
Mimo
to musiałam zapytać - Jaki rodzaj grilla?
-
Jack Daniel’s gotowiec z paczki.
Poczułam,
że moje oczy robią się duże.
-
O mój Boże, to gówno to bomba – westchnęłam.
Uśmiechnął
się i mruknął - Więc grill.
–
Tak – zgodziłam się.
-
Dobrze, więc zejdź ze mnie, kochanie. Muszę pozbyć się tej prezerwatywy i
nakarmić moją dziewczynę.
Sturlałam
się, a Ben ze mną.
Potem
obserwowałam jego tyłek, coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam bez
przeszkód, gdy szedł do łazienki.
Po
tym, jak dobrze się bawiłam i pozwoliłam sobie na chwilę nacieszenia się
wspomnieniem tego pokazu, kiedy zniknął, dostrzegłam moją walizkę opartą o
ścianę i ruszyłam się.
Znalazłam
majtki na podłodze, złapałam je, zrzuciłam buty, podciągnęłam majtki i zrzuciłam
pończochy. Trzymałam otwartą walizkę na podłodze i klęczałam przy niej,
przeglądając moją ograniczoną kolekcję do podróży służbowych, kiedy zobaczyłam
bose stopy Benny’ego i brzeg jego wyblakłych dżinsów na podłodze obok mojej
walizki.
Spojrzałam
w górę (i w górę, w górę),
natrafiając na odziane w dżinsy uda, tę rozpakowaną przeze mnie paczkę, i
doskonale wiedziałam, że kryła się w niej rozkosz, nagie mięśnie brzucha, klatkę
piersiową i ramiona – ich linie, wypukłości i płaskie powierzchnie pokryte
gładką oliwkową skórą – i w końcu jego przystojna twarz skierowaną w dół na
mnie.
–
Potrzebujesz czegoś do ubrania? – zapytał.
-
Nie spakowałam stroju, żeby spędzać czas w domu Bena – odpowiedziałam, a jego
usta wykrzywiły się.
-
Racja. Następnym razem napraw to – rozkazał i podszedł do komody.
Otworzył
szufladę, wyciągnął wyblakłą czerwoną koszulkę, odwrócił się i rzucił mi ją.
Szarpnęłam
ją na siebie i ledwo spadła mi na tyłek, kiedy chwycił moją dłoń i ciągnął nas
za drzwi.
Udaliśmy
się do kuchni i Ben wyjął mięso. Rozwalił tę bombę, rozgrzewał, podczas gdy ja
przygotowywałam talerze i przygotowywałam bułki. Ben otworzył sobie piwo i
chwycił butelkę wina. Chwyciłam kieliszek do wina (taki, który, jak byłam pewna,
ukradł z pizzerii). Nalał, po czym przeszedł do mięsa, rozdzielił je pomiędzy
bułki, położył na nim plasterek sera szwajcarskiego i ponownie rozgrzewał, aż
ser się roztopił.
Pachniało
bosko i wyglądało lepiej.
A
najlepsze było to, że całość zajęła około pięciu minut.
-
Pokój dzienny – oznajmił jako polecenie i kontynuował jego wykonanie - Zabierz
mój talerz. Wróć i weź drinki. Wezmę resztę gówna.
Odkrywałam,
siedząc w rogu kanapy z talerzem w dłoni i winem na stoliku do kawy przede mną,
że „inne gówno” polegało na tym, że Ben przynosił słoik plasterków pikli i
siedem torebek chipsów.
Siedem.
Coś
nowego, czego można się dowiedzieć o Bennym Bianchi. Najwyraźniej bardzo lubił przekąski.
Gapiłam
się na chipsy i zauważyłam Doritos Cool Ranch, Doritos Nacho Cheese, Jays
Mesquite BBQ, Jays Sour Cream and Onion, Cheetos Puffs, Fritos Honey BBQ i
tubkę Pringles Cheddar Cheese.
Chcąc
trzymać się tematu, ostrożnie przetoczyłam się do przodu na kolanach,
balansując talerzem w dłoni, i sięgnęłam po Jaysa Mesquite’a.
-
Nadrabiamy zaległości – powiedział Benny, gdy usiadłam.
Położyłam
talerz na kolanach, rozwinęłam górną część otwartej torebki z chipsami i spojrzałam
na niego – Przepraszam, kochanie?
Nie
powtórzył się.
Zapytał
- Masz psa?
Serce
mi się ścisnęło, bo swoim pytaniem powiedział mi, że chociaż nie odpowiadał na
moje wiadomości głosowe, to ich słuchał.
Podobało
mi się to.
-
Nie – odpowiedziałam - Miałam problem z mieszkaniem. No cóż… – zawahałam się –
właściwie około siedmiu tysięcy problemów. Potem miałam problem, że wydawało
się, że gówno przejmują się tym, co robiłam, gdy prysznic nie spuszczał wody,
nawet po trzech dniach, a młynek do odpadków nie był mielił – kręcił się, ale
niezbyt dobrze. Po pewnym czasie powiedziałam im, żeby się pierdolili. Jedna z
naszych przedstawicielek przeprowadziła się do pracy poza stanem i utknęła w
umowie najmu. Więc przejęłam jej wynajem - Uśmiechnęłam się do niego, trzymając rękę w
połowie drogi do ust - Uważaj na to. Moje nowe mieszkanie jest w Brownsburgu -
Włożyłam chipsa do ust i przeżułam.
-
Bez gówna? – zapytał, unosząc brwi i uśmiechając się.
Potrząsnęłam
głową - Bez gówna. Wprowadziłam się dwa tygodnie temu. Vi i Cal zapraszają mnie
na kolację w przyszłym tygodniu.
-
Więc wiesz, że ona się spodziewa – zauważył Benny z kanapką w dłoni, a kiedy
powiedział, co powiedział, ugryzł i połowa mięsa wylądowała na jego talerzu.
Potrzebowaliśmy
widelców.
I
może noży.
Zdecydowanie
serwetek.
Posłałam
mu szczęśliwy uśmiech na tę wiadomość i odpowiedziałam mu, wstając z kanapy - Tak.
Powiedziała mi - Położyłam talerz na stoliku do kawy i powiedziałam - Przyniosę
widelce i serwetki.
–
Nie ma serwetek, kochanie. Ręcznik papierowy.
Tak.
Racja. Był facetem. Oczywiście, że nie kupiłby serwetek.
Wróciłam,
podałam mu widelec, nóż, porcję papierowego ręcznika i właśnie usiadłam z
talerzem w dłoni i chipsami w pogotowiu, kiedy zapytał - Twój stary właściciel
daje ci gówno za zerwanie umowy najmu?
Wtedy
zrozumiałam, że nie powinnam była od tego zaczynać.
Położyłam
talerz na kolanach i zaczęłam kroić kanapkę.
–
Frankie?
Odcięłam
kawałek i włożyłam go do ust.
Było
pyszne.
-
Francesca.
Słysząc
moje pełne imię oraz sposób, w jaki je powiedział, spojrzałam na niego.
-
Dali ci gówno – stwierdził jako fakt, który teraz poznał po wyrazie mojej
twarzy. Potem jego wyraz twarzy stał się przerażający. – Nadal ci dają?
Przeżułam,
przełknęłam i wymamrotałam - Uch… nie.
-
Redukują swoje straty – zgadł.
Spojrzałam
z powrotem na swój talerz.
Nie
podobała mu się moja taktyka unikania i wiedziałam o tym, kiedy wycedził -
Frankie.
Spojrzałam
na niego i szybko powiedziałam - Zadzwoniłam do Sala.
Jego
twarz od razu wykrzywiła się w grymasie i zażądał - Powiedz, że nie zrobiłaś
tego.
–
Nie po to, żeby… uh, przycisnął ich
czy coś. Aby zobaczył, czy jeden z jego prawników nie wzbudzi w nich bojaźni
Bożej. To… cóż… zadziałało.
-
Wzbudzanie w nich bojaźni Bożej oznacza przeciśnięcie ich, Frankie –
poinformował mnie Benny.
Nie
skomentowałam tego.
Grymas
nie zmienił się, gdy Ben zapytał - Postradałaś zmysły?
To
było obciążone pytanie.
-
Kotku – warknął, gdy nie odpowiedziałam od razu.
-
Weszli mi na kredyt, Benny – powiedziałam na swoją obronę.
–
Więc masz prawnika zajmującego się mafią, żeby im groził?
Przechyliłam
głowę na bok, wyrażając niewerbalne „tak”.
–
Do Sala nie chodzi się po przysługi – powiedział cicho Ben.
–
Sal powiedział, że to gratis.
–
Ten człowiek śledzi każdą pieprzoną rzecz i ty o tym wiesz. Nie chodzi się do
niego dla przysług. Za żadne skarby
się do niego nie zbliżasz. I gdybym miał wybór, nie miałabyś z nim ani jednej
cholernej rzeczy do czynienia.
-
On jest rodziną, Benny – przypomniałam mu cicho, ponieważ w przypadku Bena był
to właściwie krewny.
-
On jest socjopatą, Frankie – odpowiedział.
Tego
chyba nie dało się podważyć.
Choć
był czarujący.
Postanowiłam
nie dzielić się tą opinią z Bennym.
Wróciłam
do jedzenia, sugerując - Może nie powinniśmy rozmawiać o Salu.
-
Och, będziemy rozmawiać o Salu – powiedział mi Ben, a ja znów na niego spojrzałam,
z chipsem w dłoni - Tylko nie teraz. Nie jest on najważniejszy.
Nagle
zapragnęłam porozmawiać o Salu.
-
Nie bądź taka przerażona – powiedział Benny, teraz już delikatny, a ja skupiłam
się na nim i zobaczyłam, że jego ton był wypisany na jego twarzy - Będziemy
jeść. Nadrobimy zaległości. Będziemy się tym cieszyć. Później możemy zająć się
poważniejszymi sprawami.
-
Głosuję na luty przyszłego roku – mruknęłam do torebki z chipsami.
–
Jeśli wtedy nadal będziesz ze mną, kochanie, dałbym ci to – powiedział mi
Benny.
Spojrzałam
na niego z nadzieją.
-
Ale tak tylko mówię – kontynuował – że to może nie być zdrowe.
I
moje nadzieje zostały rozwiane.
-
Teraz jedz, Słonko – nalegał - I powiedz mi, czy podoba ci się twoja nowa
praca. Opowiedz mi o swoim nowym miejscu. A ja opowiem ci, jak Chicago
przetrwało trzęsienie ziemi z powodu mamy, kiedy Manny dał Seli diament,
którego chciała od Tiffany’ego, a nie pierścionek po cioci Mary, o którym nawet
ja, jako facet, który zna się na biżuterii, wiem, że jest beznadziejnie
brzydki.
Zaśmiałam
się, patrząc na Benny’ego.
Następnie
włożyłam chips do ust.
Potem
opowiedziałam mu o mojej pracy, nowym miejscu i wysłuchałam, jak opowiadał o
swojej rodzinie.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuń