niedziela, 17 września 2023

13 - Przyjazny dzieciom (cz.1)

Rozdział 13

Przyjazny dzieciom (cz.1) 

 

Miałam motyle w brzuchu, gdy parkowałam przed domem Benny’ego, a w tym samym czasie doświadczałam przyjemnie nieprzyjemnych (lub nieprzyjemnie przyjemnych) wspomnień.

Wciągnęłam powietrze, chwyciłam torebkę i komputer i wyszłam z wypożyczonego samochodu.

Kiedy to zrobiłam, jakby miała szósty zmysł, zobaczyłam panią Zambino, która stała na werandzie, w butach na wysokim obcasie, z uniesionymi włosami, z rękami skrzyżowanymi na piersi i zakrytą swetrem, jaki, byłam prawie pewna, że widziałam na celebrytce w zeszłotygodniowym numerze magazynu Us.

Ona nosiła go lepiej.

Patrzyła na mnie z poważnym wyrazem twarzy.

Cóż, proszę bardzo. Rodzina Benny’ego była jak Szwajcaria, ale pani Zambino była na mnie wkurzona.

Zignorowałam to, pożonglowałam torbami, pomachałam entuzjastycznie i zawołałam - Witam, pani Zambino!

Jej ciało drgnęło ze złości, po czym odwróciła się i wkroczyła do domu.

Zanotowałam sobie w pamięci, że miałam pracę do zrobienia z panią Zambino i odwróciłam się do Benny’ego.

Drzwi się otworzyły, kiedy byłam na szczycie werandy.

Potem nie byłam na szczycie werandy, kiedy zobaczyłam, jak ramię Benny’ego wystrzeliło, owinęło mnie w talii i wciągnęło do środka.

Drzwi zatrzasnęły się na jakąś sekundę, zanim uderzyłam w ścianę przedpokoju Bena, przygwożdżona tam przez Benny’ego.

- Kanapa czy łóżko? – zapytał, jego oczy znajdowały się cal od moich, a pomiędzy moimi nogami pulsowało pożądanie.

- C-co? - Zapytałam w odpowiedzi, śledząc to, ale nie byłam w stanie przetworzyć wystarczająco szybko tego, co się działo, aby udzielić właściwej odpowiedzi.

– Łóżko – mruknął, jego wzrok opadł na moje usta - Miejsce do ruszania się. Kiedy się skupię, ochrzcimy kanapę.

Kiedy byłby skupiony?

Co to oznaczało?

Nie miałam okazji zapytać. Moja torebka i torba na komputer w następnej chwili leżały na podłodze, a Benny ciągnął mnie w stronę schodów.

Kiedy dotarliśmy do schodów, nadal nie miałam szansy rozmawiać, ponieważ musiałam skoncentrować się na tym, dokąd prowadzą mnie stopy, aby nie uderzyć twarzą w schody.

Potem musiałam się skoncentrować, żeby nie potknąć się w korytarzu.

Potem musiałam skoncentrować się na utrzymaniu pozycji pionowej, kiedy Ben obrócił mnie twarzą do siebie, plecami do nóg łóżka, po czym ściągnął mój trencz razem z marynarką w dół moich ramion i odrzucił je na bok.

Dopiero wtedy uderzyłam rękami w biodra, patrząc mu w oczy i warknęłam - Cóż, hello, Benny Bianchi.

Jego odpowiedzią było położenie dłoni na mojej klatce piersiowej i popchnięcie.

Wydałam z siebie cichy krzyk i uderzyłam plecami o łóżko.

Benny upadł na mnie.

Wtedy jego usta zetknęły się z moimi.

A potem mnie całował.

W końcu przeszło mi przez myśl, że to wszystko było gorące. Całował mnie i podobał mi się jego smak. Więc otoczyłam go ramionami i odwzajemniłam pocałunek.

Gdybym miała czas o tym pomyśleć tego dnia (a nie miałam), pomyślałabym, że za pierwszym razem chodziło o niekontrolowane emocje, potrzebę i fakt, że nie byłam kochana przez ponad siedem lat. Zostałam zaliczona przez Benny’ego Bianchi, a wszystko to wyjaśniało, dlaczego poszło tak szybko, rozpaliło się tak mocno i czułam to tak dobrze.

Ale na szczęście nie miałam czasu o tym myśleć. Bo gdybym to zrobiła, zaczęłabym się martwić, kiedy wszystko szło by wolniej, a ja miałabym mnóstwo czasu, aby pogrążyć się w myślach, tak jak miałam to w przypadku Vinniego.

Zastanawiać się, czy robię coś dobrze. Zastanawiać się, czy podobało mu się coś, co robiłam, czy go ekscytowałam, czy też był po prostu twardy, gotowy i wykonywał wszystkie czynności, aby móc wejść we mnie i zakończyć wszystko.

Gdybym miała czas o tym pomyśleć, utkwiłoby mi to w pamięci i chodziłoby tylko o to, czy robiłam to dobrze, czy wyszłam z wprawy, czy też tak naprawdę nigdy nie miałam odpowiednich umiejętności i czy Benny podobało mi się to, co robiłam.

Nie miałam czasu o tym myśleć tamtego dnia, a naprawdę nie miałam czasu o tym myśleć w tamtym momencie.

Stało się tak, ponieważ Benny był człowiekiem akcji. Powinnam była wiedzieć, biorąc pod uwagę, że rzadko tracił okazje.

Ja w jego łóżku bez szwów, okazji mu nie brakowało.

Teraz wszystko było dłońmi, ustami i dźwiękami. Dotykaniem i smakowaniem. Zapach jego wody po goleniu. Podniecający dźwięk odpinania przez niego suwaka z tyłu mojej sukienki. Jego ręce poruszające się, przesuwając skórę po skórze wzdłuż moich boków. Smak jego szyi. Poczucie jego twardości na moim udzie, brzuchu i biodrze. Jedwabista pieszczota podszewki mojej sukienki, gdy przeciągał ją przez głowę. Jego język na moim sutku nad stanikiem. Dotyk jego włosów w moich dłoniach. Podniecenie wywołane tym, jak zdzierał mi majtki z nóg.

I wtedy to się stało.

Rozsunął moje nogi, przeturlał się pomiędzy nie i zbliżył tam swoje usta.

Byłam już rozpalona przez uwrażliwienie zmysłów, więc jego dotyk na mnie sprawił, że płonęłam.

Wbiłam pięty w łóżko, żeby wsunąć się głębiej w jego usta, ale robiłam to przez nanosekundę, zanim przełożył moje nogi na ramiona.

Wtedy wbiłam pięty w jego plecy. Warknął na moją płeć i nie dotarło do mnie, że wciąż mam na sobie ostre szpilki. Nie uderzyło mnie też, że nie był to ryk bólu, ale coś zupełnie innego.

Nasycił się mną, po czym zamknął usta wokół mojej łechtaczki, zaczął mocno ssać i wsunął do środka dwa palce.

- Boże – krzyknęłam, wyginając całe ciało w łuk i wpychając biodra głębiej w usta Bena.

Byłam niesamowicie podekscytowana, ale kulminacja, która mnie zaskoczyła po tym, co dał mi Benny, była zaskoczeniem.

Co więcej, Ben popchnął to, co było większym zaskoczeniem. Ssał, pieprzył mnie palcami, a ja wbijałam obcasy w jego plecy, starając się o więcej, jęcząc i skomląc.

Wysunął palce i przeciągnął językiem po mojej wilgoci, a ja zadrżałam przy nim tylko po to, by poczuć, jak się ode mnie odsuwał.

Otworzyłam oczy, zamknęłam nogi, podniosłam głowę, wzrokiem znalazłam go stojącego w nogach łóżka i szepnęłam - Nie.

- Nie opuszczę cię, kochanie – odszepnął Ben, po czym zerwał z siebie koszulkę i sięgnął po dżinsy.

Widząc to, ruszyłam się.

Klęczałam na łóżku, mając na sobie jedynie pończochy samonośne z koronkowym brzegiem, czółenka na szpilkach i stanik, kiedy Ben był już nagi.

Jego ciemne, gorące oczy błądziły po całej mnie, jego wargi szeptały: „Jezu”, po czym wrócił do mnie.

Jego ramiona zamknęły się wokół mnie, moje zamknęły się wokół niego, a on upadł do przodu, zabierając mnie z powrotem.

Oplotłam go nogami, gdy sięgnął do szafki nocnej.

Oddał mi swoje usta, jednocześnie odchylając biodra, całując mnie i proszę, Boże, jednocześnie zakładając prezerwatywę.

Nagle poczułam, jak czubek jego kutasa prześlizguje się przez moją wilgoć i równie nagle znalazł się w środku.

I znowu miałam Benny’ego.

– Tak – szepnęłam w jego usta.

- Kurwa, tak – Ben jęknął w moją stronę i ponownie objął moje usta w głęboki, mokry pocałunek, wbijając się we mnie.

Trwało to chwilę. Przez ten moment czułam się niesamowicie. Ben na przemian mnie całował lub poruszał ustami, żeby przez chwilę pobawić się moją szyją. I gdyby przychodziła mi na myśl cokolwiek inne niż wszystko, co wywoływał we mnie Benny, nie byłabym w stanie powiedzieć, co bardziej mi się podobało (chociaż prawdopodobnie było to całowanie).

Ale wiedziałam, że jest gotowy i chciał, żebym była z nim, kiedy jego dłoń znalazła się między nami, z kciukiem na mojej łechtaczce, i namówił mnie do dotarcia tam, gdzie chciał, bym była.

Nie wymagało to wielkiego namawiania.

Moje kończyny zacisnęły się wokół niego, a mój krzyk utknął mu w gardle, gdy zepchnął mnie poza krawędź.

Trzymałam się mocno i cieszyłam się jazdą, gdy kilka minut później dołączył do mnie Ben.

Pozostał głęboko i poczułam, jak jego nierówny oddech przebiega gładko na mojej szyi, gdy jego ręce, powolne i delikatne, wędrowały po mnie, wpychając się pode mnie, gdziekolwiek mógł się do mnie dostać.

W końcu jego usta przesunęły się po mojej szyi do ust, gdzie musnął moje, spojrzał mi w oczy i na koniec, kończąc uroczystość w słodki, delikatny sposób, który zapamiętam do końca życia, musnął czubek mojego nosa swoim i zobaczyłam, że jego oczy zaczynają się uśmiechać.

- Hello, Frankie.

Teraz była jego kolej, by zobaczyć, jak moje oczy się uśmiechały, kiedy odparłam - Hello, Benny.

- Na co dzień nosisz pończochy samonośne? – zapytał, a moje brwi zbiegły się w odpowiedzi na to dziwne pytanie.

- Tak.

- Koronkowe staniki?

- Głównie.

Spojrzał na poduszkę nad moją głową i wymamrotał - Pieprz mnie.

To mnie zdezorientowało.

- To złe? - Zapytałam.

Spojrzał na mnie - Ilu masz lekarzy i przedstawicieli, którzy są facetami?

- Um… - wymamrotałam w odpowiedzi i to było wszystko, co musiałam zrobić. Zrozumiał mnie.

– Jasne – mruknął.

- Oni ich nie widzą, Benny – zauważyłam.

– Widzą, Frankie.

Wtedy właśnie zmrużyły mi się oczy - Nie mogą.

- No dobrze, może nie, ale mogą je wyczuć.

Poważnie?

- Nie, nie mogą! – warknęłam.

- Z twoimi nogami, twój tyłek, ty w sukience, absolutnie mogą. A jeśli nie, to mają nadzieję, że jesteś w pończochach i uwierz mi, jesteś inspiracją do dobrej wizualizacji, nawet jeśli mężczyzna zwykle nie ma takich umiejętności.

Chociaż to był komplement, myśl o mężczyznach, z którymi pracowałam, wizualizujących cokolwiek na mój temat, nie mogłam tam pójść. Więc nie.

- Okej, mogą. Zatem… więc? - Poddałam się, żeby iść dalej.

Tym razem jego brwi powędrowały do góry - Więc?

- Tak. Więc?

- Kochanie, rozumiesz, co się tutaj dzieje, prawda?

Nagle nie mogłam oddychać, więc zabrzmiało to, jakbym była zdyszana i trochę niepewna, kiedy powiedziałam - Tak.

- To jesteśmy ty i ja, a to oznacza tylko ty dla mnie i tylko ja dla ciebie. To znaczy, że jesteś moja i pieprzysz tylko mnie. To oznacza, że jestem pełnokrwistym Włochem i nie jestem wielkim fanem tego, jak spotykasz się z facetami, którzy myślą o tobie w koronkowym staniku, majtkach, pończochach i szpilkach.

Opuściła mnie cała niepewność i znów zmrużyłam oczy - Nie mogę rzucić pracy, bo mężczyźni myślą kutasami.

- Możesz nosić spodnie – odpowiedział - Porzuć szpilki i kup buty na płaskim obcasie - Przerwał, zanim skończył - Brzydkie.

- Nie noszę brzydkich butów! – powiedziałam głośno.

- No dobrze, to kup jakieś nie-brzydkie baleriny.

- Nie noszę butów na płaskim obcasie. Albo spodni – oświadczyłam.

Patrzył na mnie przez chwilę, po czym powtórzył - Pieprz mnie.

- Czy możemy przestać o tym rozmawiać, żebyś mógł mnie nakarmić? - Zapytałam, po czym dodałam - Jestem głodna.

Jego wyraz twarzy zmienił się z zadowolonego z seksu z dodatkiem zdenerwowania na zadowolony z seksu z dodatkiem ciepłego uczucia, zanim zapytał - Co chcesz?

Chciałam jednej z pizz Benny’ego. Ale nie chciałam, żeby musiał iść do restauracji, żeby coś takiego zrobić.

Niemniej jednak, aby dokonać wyboru, potrzebowałam więcej informacji - Jakie mam wybory?

- Kanapki z kurczakiem z grilla lub cokolwiek, co przywiozą z dostawą.

– Rozumiem, że zapasy twojej mamy się wyczerpały.

Jego twarz złagodniała, więc jego słowa nie zapiekły, gdy odpowiedział - Tak, kochanie. To miało się wydarzyć po pięciu miesiącach.

Jego delikatna twarz była niesamowita.

Ale jego słowa nadal zabolały.

– Jestem idiotką – wypaliłam szeptem.

Ben westchnął, wyciągnął się i przewrócił na plecy, poruszając mnie razem z sobą. Kiedy położył mnie na górze, podniósł ręce i zebrał moje włosy, trzymając je z dala od mojej twarzy po obu stronach mojej głowy i spojrzał mi w oczy.

– To do bani, ale najwyraźniej to, że znowu cię pieprzyłem, nie uporządkowało naszego gówna.

– Najwyraźniej nie – mruknęłam, a mój wzrok powędrował do jego ucha.

- Mała.

Moje oczy powędrowały z powrotem.

- Zacznijmy od łatwych rzeczy. Masz ochotę na grilla albo chcesz coś zamówić?

Dobrym pomysłem było rozpoczęcie od najłatwiejszych rzeczy.

Mimo to musiałam zapytać - Jaki rodzaj grilla?

- Jack Daniel’s gotowiec z paczki.

Poczułam, że moje oczy robią się duże.

- O mój Boże, to gówno to bomba – westchnęłam.

Uśmiechnął się i mruknął - Więc grill.

– Tak – zgodziłam się.

- Dobrze, więc zejdź ze mnie, kochanie. Muszę pozbyć się tej prezerwatywy i nakarmić moją dziewczynę.

Sturlałam się, a Ben ze mną.

Potem obserwowałam jego tyłek, coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam bez przeszkód, gdy szedł do łazienki.

Po tym, jak dobrze się bawiłam i pozwoliłam sobie na chwilę nacieszenia się wspomnieniem tego pokazu, kiedy zniknął, dostrzegłam moją walizkę opartą o ścianę i ruszyłam się.

Znalazłam majtki na podłodze, złapałam je, zrzuciłam buty, podciągnęłam majtki i zrzuciłam pończochy. Trzymałam otwartą walizkę na podłodze i klęczałam przy niej, przeglądając moją ograniczoną kolekcję do podróży służbowych, kiedy zobaczyłam bose stopy Benny’ego i brzeg jego wyblakłych dżinsów na podłodze obok mojej walizki.

Spojrzałam w górę (i w górę, w górę), natrafiając na odziane w dżinsy uda, tę rozpakowaną przeze mnie paczkę, i doskonale wiedziałam, że kryła się w niej rozkosz, nagie mięśnie brzucha, klatkę piersiową i ramiona – ich linie, wypukłości i płaskie powierzchnie pokryte gładką oliwkową skórą – i w końcu jego przystojna twarz skierowaną w dół na mnie.

– Potrzebujesz czegoś do ubrania? – zapytał.

- Nie spakowałam stroju, żeby spędzać czas w domu Bena – odpowiedziałam, a jego usta wykrzywiły się.

- Racja. Następnym razem napraw to – rozkazał i podszedł do komody.

Otworzył szufladę, wyciągnął wyblakłą czerwoną koszulkę, odwrócił się i rzucił mi ją.

Szarpnęłam ją na siebie i ledwo spadła mi na tyłek, kiedy chwycił moją dłoń i ciągnął nas za drzwi.

Udaliśmy się do kuchni i Ben wyjął mięso. Rozwalił tę bombę, rozgrzewał, podczas gdy ja przygotowywałam talerze i przygotowywałam bułki. Ben otworzył sobie piwo i chwycił butelkę wina. Chwyciłam kieliszek do wina (taki, który, jak byłam pewna, ukradł z pizzerii). Nalał, po czym przeszedł do mięsa, rozdzielił je pomiędzy bułki, położył na nim plasterek sera szwajcarskiego i ponownie rozgrzewał, aż ser się roztopił.

Pachniało bosko i wyglądało lepiej.

A najlepsze było to, że całość zajęła około pięciu minut.

- Pokój dzienny – oznajmił jako polecenie i kontynuował jego wykonanie - Zabierz mój talerz. Wróć i weź drinki. Wezmę resztę gówna.

Odkrywałam, siedząc w rogu kanapy z talerzem w dłoni i winem na stoliku do kawy przede mną, że „inne gówno” polegało na tym, że Ben przynosił słoik plasterków pikli i siedem torebek chipsów.

Siedem.

Coś nowego, czego można się dowiedzieć o Bennym Bianchi. Najwyraźniej bardzo lubił przekąski.

Gapiłam się na chipsy i zauważyłam Doritos Cool Ranch, Doritos Nacho Cheese, Jays Mesquite BBQ, Jays Sour Cream and Onion, Cheetos Puffs, Fritos Honey BBQ i tubkę Pringles Cheddar Cheese.

Chcąc trzymać się tematu, ostrożnie przetoczyłam się do przodu na kolanach, balansując talerzem w dłoni, i sięgnęłam po Jaysa Mesquite’a.

- Nadrabiamy zaległości – powiedział Benny, gdy usiadłam.

Położyłam talerz na kolanach, rozwinęłam górną część otwartej torebki z chipsami i spojrzałam na niego – Przepraszam, kochanie?

Nie powtórzył się.

Zapytał - Masz psa?

Serce mi się ścisnęło, bo swoim pytaniem powiedział mi, że chociaż nie odpowiadał na moje wiadomości głosowe, to ich słuchał.

Podobało mi się to.

- Nie – odpowiedziałam - Miałam problem z mieszkaniem. No cóż… – zawahałam się – właściwie około siedmiu tysięcy problemów. Potem miałam problem, że wydawało się, że gówno przejmują się tym, co robiłam, gdy prysznic nie spuszczał wody, nawet po trzech dniach, a młynek do odpadków nie był mielił – kręcił się, ale niezbyt dobrze. Po pewnym czasie powiedziałam im, żeby się pierdolili. Jedna z naszych przedstawicielek przeprowadziła się do pracy poza stanem i utknęła w umowie najmu. Więc przejęłam jej wynajem -  Uśmiechnęłam się do niego, trzymając rękę w połowie drogi do ust - Uważaj na to. Moje nowe mieszkanie jest w Brownsburgu - Włożyłam chipsa do ust i przeżułam.

- Bez gówna? – zapytał, unosząc brwi i uśmiechając się.

Potrząsnęłam głową - Bez gówna. Wprowadziłam się dwa tygodnie temu. Vi i Cal zapraszają mnie na kolację w przyszłym tygodniu.

- Więc wiesz, że ona się spodziewa – zauważył Benny z kanapką w dłoni, a kiedy powiedział, co powiedział, ugryzł i połowa mięsa wylądowała na jego talerzu.

Potrzebowaliśmy widelców.

I może noży.

Zdecydowanie serwetek.

Posłałam mu szczęśliwy uśmiech na tę wiadomość i odpowiedziałam mu, wstając z kanapy - Tak. Powiedziała mi - Położyłam talerz na stoliku do kawy i powiedziałam - Przyniosę widelce i serwetki.

– Nie ma serwetek, kochanie. Ręcznik papierowy.

Tak. Racja. Był facetem. Oczywiście, że nie kupiłby serwetek.

Wróciłam, podałam mu widelec, nóż, porcję papierowego ręcznika i właśnie usiadłam z talerzem w dłoni i chipsami w pogotowiu, kiedy zapytał - Twój stary właściciel daje ci gówno za zerwanie umowy najmu?

Wtedy zrozumiałam, że nie powinnam była od tego zaczynać.

Położyłam talerz na kolanach i zaczęłam kroić kanapkę.

– Frankie?

Odcięłam kawałek i włożyłam go do ust.

Było pyszne.

- Francesca.

Słysząc moje pełne imię oraz sposób, w jaki je powiedział, spojrzałam na niego.

- Dali ci gówno – stwierdził jako fakt, który teraz poznał po wyrazie mojej twarzy. Potem jego wyraz twarzy stał się przerażający. – Nadal ci dają?

Przeżułam, przełknęłam i wymamrotałam - Uch… nie.

- Redukują swoje straty – zgadł.

Spojrzałam z powrotem na swój talerz.

Nie podobała mu się moja taktyka unikania i wiedziałam o tym, kiedy wycedził - Frankie.

Spojrzałam na niego i szybko powiedziałam - Zadzwoniłam do Sala.

Jego twarz od razu wykrzywiła się w grymasie i zażądał - Powiedz, że nie zrobiłaś tego.

– Nie po to, żeby… uh, przycisnął ich czy coś. Aby zobaczył, czy jeden z jego prawników nie wzbudzi w nich bojaźni Bożej. To… cóż… zadziałało.

- Wzbudzanie w nich bojaźni Bożej oznacza przeciśnięcie ich, Frankie – poinformował mnie Benny.

Nie skomentowałam tego.

Grymas nie zmienił się, gdy Ben zapytał - Postradałaś zmysły?

To było obciążone pytanie.

- Kotku – warknął, gdy nie odpowiedziałam od razu.

- Weszli mi na kredyt, Benny – powiedziałam na swoją obronę.

– Więc masz prawnika zajmującego się mafią, żeby im groził?

Przechyliłam głowę na bok, wyrażając niewerbalne „tak”.

– Do Sala nie chodzi się po przysługi – powiedział cicho Ben.

– Sal powiedział, że to gratis.

– Ten człowiek śledzi każdą pieprzoną rzecz i ty o tym wiesz. Nie chodzi się do niego dla przysług. Za żadne skarby się do niego nie zbliżasz. I gdybym miał wybór, nie miałabyś z nim ani jednej cholernej rzeczy do czynienia.

- On jest rodziną, Benny – przypomniałam mu cicho, ponieważ w przypadku Bena był to właściwie krewny.

- On jest socjopatą, Frankie – odpowiedział.

Tego chyba nie dało się podważyć.

Choć był czarujący.

Postanowiłam nie dzielić się tą opinią z Bennym.

Wróciłam do jedzenia, sugerując - Może nie powinniśmy rozmawiać o Salu.

- Och, będziemy rozmawiać o Salu – powiedział mi Ben, a ja znów na niego spojrzałam, z chipsem w dłoni - Tylko nie teraz. Nie jest on najważniejszy.

Nagle zapragnęłam porozmawiać o Salu.

- Nie bądź taka przerażona – powiedział Benny, teraz już delikatny, a ja skupiłam się na nim i zobaczyłam, że jego ton był wypisany na jego twarzy - Będziemy jeść. Nadrobimy zaległości. Będziemy się tym cieszyć. Później możemy zająć się poważniejszymi sprawami.

- Głosuję na luty przyszłego roku – mruknęłam do torebki z chipsami.

– Jeśli wtedy nadal będziesz ze mną, kochanie, dałbym ci to – powiedział mi Benny.

Spojrzałam na niego z nadzieją.

- Ale tak tylko mówię – kontynuował – że to może nie być zdrowe.

I moje nadzieje zostały rozwiane.

- Teraz jedz, Słonko – nalegał - I powiedz mi, czy podoba ci się twoja nowa praca. Opowiedz mi o swoim nowym miejscu. A ja opowiem ci, jak Chicago przetrwało trzęsienie ziemi z powodu mamy, kiedy Manny dał Seli diament, którego chciała od Tiffany’ego, a nie pierścionek po cioci Mary, o którym nawet ja, jako facet, który zna się na biżuterii, wiem, że jest beznadziejnie brzydki.

Zaśmiałam się, patrząc na Benny’ego.

Następnie włożyłam chips do ust.

Potem opowiedziałam mu o mojej pracy, nowym miejscu i wysłuchałam, jak opowiadał o swojej rodzinie.

*****

1 komentarz: