czwartek, 12 października 2023

19 - Na dłuższą metę (cz.1)

 

Rozdział 19

Na dłuższą metę (cz.1)

 

 

Ben był wkurzony i to nie dlatego, że właśnie zadzwonił jego telefon, a na wyświetlaczu pojawił się numer Sala.

Ponieważ były jego urodziny, był czwartek po ślubie Cala i Vi, a Frankie miała nie być w drodze przez cały dzień, przyjechać tego ranka i wyjechać następnego.

Ale zadzwoniła dzień wcześniej i powiedziała, że ma coś w pracy, od czego nie może się uwolnić. Oznaczało to, że leci późnym popołudniem, a on zje z nią kolację, wypieprzy, a potem ona odleci pierwszym porannym lotem. Samolot odlatywał o 6:30, co oznaczało, że musieli wyjechać z domu przed piątą, żeby zdążyć.

Technicznie rzecz biorąc, byłaby z nim na jego urodziny, więc nie mógł się na nią wkurzyć.

Prawdę powiedziawszy, najwyraźniej nie wyraził wszystkich swoich oczekiwań, jeśli chodziło o wyjątkowe dni.

Ale jej praca była jej pracą, coś dla niej znaczyła i musiał ustąpić.

Tym razem.

Zastanawiał się tylko, kiedy, do cholery, nadejdzie czas, kiedy tego nie zrobi. Kochali się. Powiedzieli to sobie. Pokazali to. Kiedy byli osobno, było w porządku, trzymali się tak blisko, jak tylko mogli, biorąc pod uwagę dystans, ale nie było tak dobrze, jak wtedy, gdy byli razem.

Kiedy byli razem, był to dynamit.

Musiała chcieć więcej, prawda?

Nie miał odpowiedzi na to pytanie i był coraz bardziej sfrustrowany faktem, że Frankie nawet o tym nie wspomniała, co oznaczało, że on będzie musiał to zrobić, a być może nie spodoba mu się jej odpowiedź.

Pogrążony w tych myślach, po porannej wizycie na siłowni, wjechał do garażu. Pojechał na siłownię, kiedy powinien jechać na lotnisko, żeby odebrać Frankie.

Nie, kiedy powinien był wrócić do domu z lotniska i pieprzyć się na urodziny ze swoją kobietą w swoim łóżku.

A Sal dzwonił na jego telefon.

Innymi słowy, jak dotąd były to cholernie gówniane urodziny.

Chwycił telefon, odebrał, sięgnął po torbę treningową i otworzył drzwi samochodu.

– Sal – przywitał się, gdy przyłożył telefon do ucha.

- Benny, figlio.

Ben zacisnął zęby, żałując, że Sal nie skończył z tym bzdurnym figlio.

- Słyszałem, że Violet była piękną panną młodą – ciągnął, gdy Benny wszedł przez boczne drzwi garażu na swoje podwórko.

– Tak – zgodził się Ben, nie zamierzając mu mówić, że uważał za fajne, że Gina i on odrzucili zaproszenie, które wystosowała Violet, wiedząc, że podczas tego małego spotkania w kurorcie Bianchi mieliby trudności z ich uniknięciem.

To był miły gest dla Cala i Vi, nie sprawiał im niezręczności, nie wspominając o szacunku dla jego mamy i taty, którzy nie potrzebowali tego gówna w dniu, w którym byli wniebowzięci.

- Mam nadzieję zobaczyć zdjęcia – mruknął Sal.

Ben nic nie powiedział. Miał w telefonie zdjęcia, około trzech tysięcy, wszystkie zrobione przez Frankie, której telefon nie zmieścił się w jej maleńkiej torebce, którą nosiła wyłącznie w celu, aby Ben mógł ją zobaczyć, czyli trzymania błyszczyka do ust.

Nawet gdyby miał zdjęcia, nie wysłałby ich Salowi.

Wszedł tylnymi drzwiami swojego domu i zmienił temat, pytając - Jest inny powód, dla którego dzwonisz?

- Niestety tak – odpowiedział Sal.

Nie przepadał za „niestety”.

Ben rzucił swoją torbę treningową na stół i podszedł do lodówki po wodę, podpowiadając - To byłoby…?

- Popytałem, Benny, kopałem głęboko. Dlatego trwało to tak długo. Wygląda na to, że pracę, o którą pytałeś, wykonywał talent spoza miasta. Żadnego śladu. Nie mam nic.

Ben opuścił głowę, żeby spojrzeć na swoje buty do biegania.

Nie wiedział, jak przyjąć tę wiadomość.

Z jednej strony Frankie nie wspomniała już więcej o morderstwie i w jej firmie wszystko wydawało się status quo.

Z drugiej strony powiedziała mu, że bezpośrednio spotkała się z kutasem, z którym pracowała, i coś, co nie stanowiło status quo w stosunku do tego faceta. On to zainicjował; Frankie tego nie podjęła. Wykonywała tylko swoją pracę, kiedy on dokonał ataku z zaskoczenia.

Kiedy jednak powiedziała mu to w niedzielę po ślubie Vi i Cala, zachowała się powściągliwie.

Nigdy nie widział, żeby Frankie była powściągliwa. Pozwoliła, żeby to wszystko ucichło. Nawet kiedy go rzuciła, jedynym powodem, dla którego nie znał odpowiedzi na pytanie, dlaczego to zrobiła, był fakt, że ona sama ich nie znała.

I z tego powodu nie miał dobrego przeczucia co do powściągliwości Frankie.

- Ale wiesz, że to było zabójstwo – stwierdził Ben.

- To było zabójstwo – potwierdził Sal.

- Po prostu nie wiesz, dlaczego zostało zlecone – ciągnął Benny.

- Nie, Benny, nie wiem dlaczego – ponownie potwierdził Sal.

Niedobrze.

- Chcesz, żebym kopał dalej? - Sal zapytał w ciszę, a Ben podniósł głowę, ale niewidzącym wzrokiem wpatrywał się w stary kalendarz na ścianie.

- Co podpowiada ci przeczucie? – zapytał Benny.

– Z Frankie? - Sal odpowiedział, po czym dopowiedział - Kopię dalej.

Tak podpowiadało przeczucie Benny’ego.

Kurwa.

- To kolejny dług? – zapytał.

- Robota nie została wykonana, Benny – odpowiedział Sal - Więc nie.

Ben zaczerpnął powietrza przez nos i ruszył w stronę drzwi do przedpokoju, dając trochę z powodów, co do których nie miał pieprzonego pojęcia dlaczego – Poproszę Frankie, żeby wysłała ci kilka zdjęć ślubnych.

– Gina by tego chciała.

Cokolwiek.

- Muszę iść – powiedział mu Ben.

- Addio, figlio.

- Później.

Ben zakończył rozmowę i pobiegł na górę po schodach, zastanawiając się, czy powinien najpierw wziąć prysznic, a potem zabrać Gusa na spacer, czy też wypuścić Gusa z zamknięcia w budzie, zabrać go na spacer, a następnie wziąć prysznic z Gusem gryzącym na dywaniku w łazience.

Patrzył na swoje stopy i myślał o swoim szczeniaku – szczeniaku Frankie, szczeniaku, z którym ona powinna iść na spacer – kiedy wszedł się do swojej sypialni.

Oznaczało to, że gwałtownie się zatrzymał i podniósł głowę, gdy usłyszał, jak Frankie powiedziała - Wszystkiego najlepszego, Benny, z okazji urodzin.

Stał nieruchomo i patrzył na nią w swoim łóżku, ubraną w śliwkową koszulę nocną ze środkiem wykonanym z przezroczystego materiału, więc, nawet jeśli leżała na biodrze, z nogami podwiniętymi obok niej, wciąż mógł zobaczyć cienką, śliwkową wstążkę koronki jej majtek, która, jak miał nadzieję, prowadziła na plecy do paseczka stringów.

Jej włosy były wielką masą loków opadających na ramiona i klatkę piersiową, tak jak to lubił.

Jej makijaż był mocny, ale elegancki, taki jak lubił.

Nawet kilka metrów dalej czuł zapach jej perfum.

Wszystko to, cała ona, leżąca na jego łóżku i uśmiechająca się do niego tym swoim uśmiechem, tak jak to lubił.

- Więc - powiedziała i podniosła się na kolana, co sprawiło, że jego kutas zaczął twardnieć w sposób, o którym wiedział, że pobije rekord. Stało się tak, ponieważ widział tylko mały śliwkowy trójkąt zakrywający jej płeć i wstążki przebiegające przez wybrzuszenie bioder, nie wspominając już o dobrym widoku na jej kremowe uda, które były lekko rozchylone - Tak mocno skopałeś tyłek moimi urodzinami, że musiałam wykazać się kreatywnością… - Przechyliła głowę na bok, a jej włosy poszły wraz z tym ruchem, po czym kontynuowała - I wciskać ci bzdury.

Sięgnęła za siebie, zatoczyła ramieniem i trzymała w dłoni dużą plastikową butelkę sosu czekoladowego.

- Przyszłam przygotowana – dokończyła, machając butelką w powietrzu obok głowy.

Widząc ją taką, nagle poczuł, że to będą najlepsze urodziny, jakie kiedykolwiek miał.

Aby nie zwlekać z dotarciem do tej części, podszedł do końca łóżka, stanął przed nią i rzucił telefon oraz wodę za Frankie na łóżko.

Kiedy to zrobił, Frankie położyła mu wolną rękę na piersi i szepnęła - Spocony.

Ben wyjął jej butelkę z ręki i rzucił nią tak, że wylądowała z innym gównem.

Odchyliła głowę do tyłu, żeby złapać jego wzrok i zapytała - Nie jesteś głodny?

- Jak długo możesz zostać? – zapytał, a w jej oczach zabłysło figlarne światło.

- Do rana.

Niezadowalająco.

Dla niego i przy tym migotaniu światła, dla niej.

- Ile koszulek nocnych przywiozłaś?- pociągnął to.

- Pięć.

To było coś.

- Ta jest najlepsza? - ciągnął dalej.

- Nie wiem – odpowiedziała - Ty będziesz musiał je uszeregować.

Zrobi to.

Najpierw jednak musiał lepiej zapoznać się z tą.

Aby tego dokonać, pochylił się nad nią, ale tylko po to, by podnieść przezroczysty materiał, znaleźć czubkami palców wstążkę jej majtek i przesunąć ją po biodrze aż do szczytu pośladka i w dół, aż do natknął się na fragment paseczka, który zniknął w jej szczelinie.

Stringi.

Jezu.

Frankie.

Wsunęła dłonie w boki jego koszulki i w górę po jego skórze po bokach żeber, odchyliła głowę do tyłu i patrzyła mu w oczy, już nie żartobliwe, ale z czymś, co lubił o wiele cholernie bardziej.

Wsunął środkowy palec pod paseczek, przeciągnął opuszek pomiędzy jej pośladkami i jej powieki opadły, usta rozchyliły się, a jego kutas podskoczył.

– Podoba mi się to, kochanie – wymamrotał.

- Czy to mówi wszystkiego najlepszego? - zapytała.

- Tak, kurwa.

- Rozpakujesz prezent, żeby się nim pobawić?

Jego palec napotkał wilgoć, co oznaczało, że była gotowa i warknął - Kurwa, tak.

Jej ręce przesuwały się do tyłu i w dół, zanurzając się w jego spodnie do ćwiczeń i chwytając jego tyłek, gdy pochylała się do przodu, tak że jej usta muskały jego.

– W takim razie baw się, kochanie.

Zdecydowanie.

Te urodziny miały być cholernie najlepsze.

Pochylił się głębiej i przesunął czubkiem palca po jej wilgoci w górę, wsuwając go do środka.

Jej palce zacisnęły się na jego tyłku i szepnęła - Benny.

Wsunął go głębiej i zapytał - Co jeszcze zaplanowałaś, Frankie?

- Cóż - szepnęła, a on wsunął palec głębiej, po czym wyciągnął go i dał jej to jeszcze raz i jeszcze raz, aż jej ręce przestały ściskać jego tyłek i przeciągnęły w górę po jego plecach - Mam sos czekoladowy.

– Widziałem to, kochanie.

– A pani Zambino ma składniki na tort, który upiekę później.

Pieprzył ją palcem, patrzył jej w oczy, czuł, jak zaczyna go boleć kutas, patrzył, jak się podniecała, czuł, jak pokrywała jego palec, gdy mówił - Nie mogę się tego doczekać.

– Ma też wszystko na kolację, który ci później zrobię. A deux, tylko ty i ja. Dzwoniłam do Theresy, a ona i Vinnie chętnie zaczekają, aby świętować z tobą w weekend.

Tylko ty i ja.

Tak.

Skopała urodzinowy tyłek.

– Brzmi nieźle – mruknął, kontynuując wsuwanie palca w jej mokre.

- I oczywiście kupiłam ci prezent – ciągnęła ochryple.

Wbił głęboko palec, usłyszał jej westchnienie i zauważył - Myślałem, że mój prezent jest tutaj.

– Mam dla ciebie jeszcze jeden – szepnęła.

Nie potrzebował kolejnego. Ale od niej wziąłby to.

– Co jeszcze, Frankie?

Przesunęła jedną rękę z jego pleców, przez brzuch i w dół, po twardego kutasa, poruszając biodrami wraz z jego palcem, gotowa do następnego kroku. Wiedział o tym, kiedy błagała - Potrzebuję, żebyś mnie przeleciał, Benny.

– Co jeszcze zaplanowałaś, kochanie?

- Czego chcesz, kochanie?

– Będziesz siedziała mi na twarzy i ssała mnie?

Jej biodra drgnęły, a usta wyszeptały - Tak.

- Będziesz mnie ujeżdżała nago, bawiąc się swoimi cyckami i łechtaczką?

Dłonią na kutasie zaczęła masować, gdy powtarzała bez tchu - Tak, Benny.

Wysunął palec, potarł go mocno po jej łechtaczce i patrzył, jak jej oczy wywracają się do tyłu, a z gardła wydobywa się jęk.

– Pozwolisz mi zrobić z tobą wszystko, co chcę?

- Tak, Ben.

- Więc odwróć się, klęknij twarzą do materaca, tyłek w górze i daj mi tę cipkę – rozkazał.

Zrobiła natychmiast, jak jej kazał, z kolanami opartymi o krawędź łóżka, głową w dół, tyłkiem do góry, pokazaniem mu wszystkiego, co było nią i nieskazitelną skórą pośladków w stringach, przez co prawie doszedł w spodnie.

Nie zrobił tego.

Ściągnął stringi w dół jej ud, wyciągając jednocześnie kutasa, ustawił go i wbił go w nią.

Jej głowa odskoczyła do tyłu, a jej ciemne, lśniące włosy rozwiały się na wszystkie strony. Wyciągnął rękę, chwycił je i pociągnął mocno.

– Tak – powiedziała z urywanym jękiem.

- Czego chcesz? – zapytał, wjeżdżając głęboko i robiąc to mocno.

- Pieprz mnie, Benny.

- Mocno?

- Tak.

Wjechał, został i zagłębił się do korzenia.

- Moje maleństwo chce, żeby było ostro? - pchnął.

- Proszę – błagała.

Pociągnął ją za włosy.

Jej cipka drgała wokół jego kutasa, a jej biodra zaczęły poruszać się przeciwnie do jego bioder, więc uderzyła tą słodką, ciasną, śliską cipką w jego penisa.

Pieprzona ekstaza.

Puścił jej włosy, ale pochylił się nad nią bardziej, by owinąć palce wokół jej ramienia i nawet gdy się cofała, wepchnął ją w siebie, drugą ręką uderzył ją w udo, przez co podskoczyła.

- Szybciej, kochanie – rozkazał grubym głosem, a jego kutas był gotowy eksplodować.

Pieprzył ją mocno, tak jak ona szybko się pieprzyła.

– Szybciej – powtórzył, uderzając ją ponownie w udo. Jej głowa odskoczyła do tyłu, ciało odskoczyło do tyłu i usłyszał jej krzyk, gdy poczuł, jak obejmowała jego penisa.

Sprowadził ją biodrami i rękoma do łóżka, wchodząc na nie na kolanach, ciągle brał jej cipkę, a niedługo potem, zaciskając dłonie na jej biodrach, jego głowa cofnęła się z chrząknięciem, gdy wbił się głęboko i strzelił głębiej.

Ledwo trochę odetchnął, kiedy się wyciągnął, przewrócił ją na plecy i upadł do przodu między jej nogami, przenosząc część swojego ciężaru na jej miękkie ciało, a część opierając na swoim przedramieniu.

Wciąż oddychając ciężko, czując, jak jej klatka piersiowa unosiła się i opadała wraz z jej własnym oddechem, podniósł rękę i przesunął kciukiem po jej dolnej wardze, po czym podniósł wzrok na nią i szepnął - Muszę to przebić.

- C-co? – wyjąkała.

- To co zrobię na twoje urodziny w przyszłym roku. Spędziłem tygodnie na planowaniu, bieganiu i robieniu gówna, a w dwadzieścia minut skopałaś temu tyłek.

Jej oczy zrobiły się ciepłe. Przycisnęła uda do jego boków i otoczyła go ramionami, a wszystko, co tym mówiła mu to to, że to właśnie chciała mu dać, i wszystko w Bennym jej się podobało.

- Kocham cię, Ben – szepnęła.

To podobało mu się bardziej.

Pochylił się, dotknął ustami jej ust, uniósł się i odszepnął - Ja też cię kocham, cara.

- Wszystkiego najlepszego – powiedziała cicho, tonem, który to oznaczał.

- Dziękuję, kochanie – odpowiedział cicho tym samym tonem.

Potem ją pocałował.

Potem oboje się ubrali, aby móc wypuścić Gusa z uwięzienia w kojcu i zabrać szczeniaka na spacer.

*****

Ben wszedł do kuchni i zobaczył Frankie w swojej koszulce stojącą przy blacie z różnego rodzaju gównem mówiącym „tort urodzinowy” otaczającym miskę przed nią.

Gus siedział przy misce z jedzeniem, z pyskiem w nim utkwionym. Nawet skupiając uwagę na jedzeniu, wyczuł wchodzącego Benny’ego i zaczął machać ogonem, nawet jeśli jego pyszczek nie wychodził z miski.

Wyprowadzili Gusa, wrócili, zjadł ją na kanapie, a potem tam ją przeleciał. Wzięli prysznic, potem się ubrał i poszedł do pani Zambino po rzeczy Frankie, a ona nakarmiła Gusa. Zrobił to, bo nie chciał, żeby wychodziła z domu. Chciał, żeby była ubrana tylko w jedną z jej koszulek nocnych lub jedną z jego koszulek, a że to były jego urodziny, więc Frankie dała mu to, czego chciał.

Zbliżając się do niej, Benny zdecydował, że chce czegoś więcej, więc wziął to, przesuwając rękę z jej biodra, dookoła, w dół i do środka. Pod koszulkę, skórą po skórze, przesunął ją w górę jej brzucha, do żeber i objął jej pierś.

Odchyliła się do tyłu i przycisnęła głowę do jego szczęki, mówiąc - Chociaż wyzwanie zostało rzucone i myślę, że potrafię to polepszyć, nie jestem pewna, jak będzie smakować twój tort, jeśli będziesz bawił się ze mną, jak je będę robiła.

- To gówno, mamy sos czekoladowy – odpowiedział i usłyszał jej cichy śmiech.

Uwielbiał ten śmiech. Kochał ją, gdy siedziała na jego koszulce w kuchni i przygotowywała tort urodzinowy. Uwielbiał ją, gdy w jego kuchni robiła cokolwiek.

Po prostu kochał Francescę Concetti.

Odwróciła głowę i przechyliła ją do tyłu, aż dostrzegła jego wzrok, ale jej wzrok nie był przepełniony humorem.

Był przepełniony zmartwieniem.

Co, do kurwy?

- Wiem, że byłeś zdenerwowany, kiedy powiedziałam, że nie mogę przyjechać. Ale zrobiłeś mi dobrą niespodziankę. Też chciałam ci taką dać. Szkoda, że cię zdenerwowało, ale…

To było popieprzone. Martwiła się, że go zdenerwowała.

Uciszył ją, opuszczając głowę i muskając wargami jej usta, po czym odsunął się i szepnął, ściskając jej cycek - Kochanie, czy ja narzekam?

Zacisnęła usta i pokręciła głową.

- Kocham moich bliskich, uwielbiam spędzać z nimi czas, ale ty w tej koszulce nocnej, czekająca na mnie mokra w moim łóżku, było najlepszą niespodzianką, jaką mogłaś mi sprawić.

- Dobrze – powiedziała cicho, po czym dodała - Chciałam zostać na weekend, ale jutro jest spotkanie przy lunchu, którego nie mogę przegapić. Mogę jednak podjechać po pracy, żeby móc być na rodzinnej uroczystości w sobotni wieczór.

Uśmiechnął się do niej - Wezmę to.

Odwzajemniła uśmiech i odwróciła się do miski. Ben zdjął rękę z jej piersi, dotknął drugiej i owinął oba ramiona wokół jej brzucha pod swoją koszulką.

– Jak się dostałaś tu z lotniska? – zapytał.

- Pani Zambino mnie odebrała – odpowiedziała – Ale umówiłam sobie poranny odbiór busem na lotnisko, więc nie musisz wstawać bezbożnie wcześnie, żeby mnie zawieźć.

- Odwołaj to.

Wykręciła kark, żeby na niego spojrzeć - Ben, muszę stąd wyjechać o 4:30.

– Anuluj to, Frankie.

Przytrzymała jego spojrzenie przez chwilę, zobaczyła w nich, że nie ma sensu przedłużać dyskusji, skinęła głową i ponownie spojrzała na to, co robiła.

– Jutro prawdopodobnie powinienem tam zaciągnąć swój tyłek i sprawdzić, czy pani Zambino nie potrzebuje czegoś do zrobienia w swoim domu. Odpłata za to, że ci pomogła.

- Byłoby fajnie – stwierdziła, odmierzając mąkę.

– Chociaż prawdopodobnie nie potrzebuje, biorąc pod uwagę, że nie waha się przyciągnąć tu swojego tyłka i poprosić mnie, żebym coś naprawił, kiedy tego potrzebuje.

Znów wykręciła szyję i spojrzała na niego - Robi to?

- Tak.

- I to robisz?

Jego brwi zbiegły się w odpowiedzi na pytanie, które uznał za głupie.

- Oczywiście.

Jej twarz złagodniała i szepnęła - Czysty Benny.

– Po prostu jestem dobrym sąsiadem – zauważył.

- Po prostu jesteś dobrym facetem – odpowiedziała, a jej słowa i wyraz jej oczu, który był po części zachwytem nad cudem, jakby nie do końca mogła uwierzyć, że jest prawdziwy, po części był dumą i mnóstwem miłości, sprawiły, że jego ramiona mimowolne ją ścisnęły.

– Podoba mi się, kiedy tak na mnie patrzysz – mruknął.

- Przyzwyczaj się – odpowiedziała.

Kurwa.

Frankie.

- Kocham cię, kochanie – szepnął.

- Też cię kocham, Benny – powiedziała cicho.

Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie. Chciał więcej, by skończyła z tortem, żeby mogła dać mu kolejną koszulę nocną. Ale nie skończyła jeszcze z tortem, chciała mu to dać, zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby to zaplanować, więc musiał pozwolić jej to dać.

Wyciągnął ich więc z tej chwili, pytając - Jaki tort mi pieczesz?

– Czekoladowy z wiśniami maraschino – odpowiedziała, a jego broda drgnęła.

Jego ulubiony, bez porównania.

I nikt mu tego nie robił, tylko jego matka.

- Mama dała ci ten przepis?

- Tak.

To nie było zaskoczenie, to był szok. Theresa Bianchi była jak jej mąż (i jeszcze trochę), jeśli chodziło o gotowanie. Jej sekretne rodzinne przepisy należały do niej. Zrobiła je dla restauracji, ale nie dzieliła się z nikim, nawet rodziną, jak je zrobić.

Więc wymamrotał - O kurczę.

– Wiem – odwróciła się z powrotem do blatu - Od razu się poddała, bez żebrania, bez przekupstwa, bez żadnych odpłat. Przeraziło mnie to.

Benny’emu spodobało się to, co to mówiło.

Wiele lat temu Connie poprosiła o ten sam przepis, a jego mama nie zrezygnowała. Connie rozczarowało, że nie mogła dać mu bezpośrednio od niej na urodziny tego, co lubił, a nie od jego mamy. Ale Connie należała do kobiet, które nie podejmują walki. Ukryła swoje rozczarowanie i nigdy więcej nie poprosiła.

Frankie o to poprosiła, a jego mama od razu to podała.

– Ona cię kocha – zauważył cicho Ben.

Widział uśmiech na jej profilu - Tak.

- Ona kocha cię dla mnie.

Jej uśmiech pozostał na swoim miejscu, ale twarz znów złagodniała - Tak.

Pochylił głowę, brodą odgarnął masę włosów z jej karku i pocałował ją w tym miejscu.

Podnosząc usta do jej ucha, powiedział - Robisz tort czekoladowy z wiśniami maraschino, chcę, żeby był dobry, więc pobawię się z tobą, gdy już skończysz.

Odwróciła głowę i pochwyciła jego wzrok, mówiąc - Umowa.

Pochylił się, dotknął ustami jej ust i wchłonął to uczucie, zanim ją puścił.

- Odłożyłaś zakupy spożywcze? – zapytał, skanując podłogę w poszukiwaniu Gusa, ale go nie znajdując, więc podszedł do drzwi, żeby spojrzeć w korytarz. I tam był, ciągnąc przez hol za sznurówkę jeden z butów do biegania Bena.

- Tak, po prostu zrelaksuj się. Dzisiaj ja wykonuję całą pracę.

Nie była to do końca prawda, ale pozwalała mu wykonywać tylko tę pracę, którą lubił.

###

2 komentarze: