Rozdział 20
Kołysząc się na wietrze (cz.2)
###
Miałam
ochotę wyjść i porozmawiać z nimi, ale zrezygnowałam, gdy zadzwonił mój
telefon. Spojrzałam na niego tkwiącego w torebce na siedzeniu pasażera i
zobaczyłam, że widniał tam napis „Cat Dzwoni”.
Cat
wróciła do mnie, choć to nie znaczyło, że codziennie odbywałyśmy dziewczęce
pogawędki o tym, w co się ubieramy, jakich przystojnych facetów widziałyśmy i
jak traktują nas nasi mężczyźni.
Mimo
to, gdy usłyszałam, że ona i Art nie pili i dlaczego, cieszyłam się z jej
powodu i zawsze byłabym szczęśliwa, mając ją z powrotem. Rodzina rosła jak
szalona, ale Cat i Art nie pili i dbali o swoje małżeństwo, swoją przyszłość i
przyszłość, jaką mogą zapewnić swojej rodzinie, co sprawiło, że byłam o wiele
bardziej podekscytowana możliwością wniesienia większej ilości krwi Concettich na
świat niż splątane sieci, które tkali mój brat i ojciec.
Chwyciłam
telefon, odebrałam i przywitałam się - Hej, kochanie.
-
Cóż, stało się. Suka taty wypchnęła naszą młodszą siostrę. Słuchaj to, ma na
imię Domino.
Zamrugałam,
wpatrując się w przednią szybę, po czym zapytałam - Domino?
-
Potwierdzone – odpowiedziała - Dom… in… kurwa… o.
O
Boże. Nie potrafię nawet zliczyć, na ile sposobów dzieci mogą naśmiewać się z
tego imienia.
Co
oni sobie myśleli?
Cat
wtrąciła się w moje myśli - Chcesz więcej?
Chciałam
wiedzieć, dlaczego Chrissy nie zadzwoniła do mnie, żeby podzielić się dobrą
nowiną, a co ważniejsze, dlaczego nie skonsultowała się ze mną w sprawie imienia.
Nie
miałam okazji powiedzieć tego Cat.
Cat
mówiła dalej.
–
Ostatni facet mamy ją rzucił i straciła piętnaście tysięcy dolarów, bo kupiła
tę sukienkę i nie może odzyskać depozytu za żadne inne gówna.
Otworzyłam
usta i przez kilka sekund nie powiedziałam ani słowa.
To
dlatego, że nie mogłam w to uwierzyć. Żaden z pozostałych mężczyzn mamy nie
zrezygnował ze ślubu przed ślubem. Po, tak. Wcześniej, nigdy.
Zebrałam
się w sobie na tyle, by zapytać - Porzucił ją?
-
Najwyraźniej nie podzieliła się tym, że było czterech przed nim i nie poczuł
miłości do napisu, który widział na tej konkretnej ścianie.
–
O Boże – szepnęłam.
-
Panikuje – kontynuowała Cat - Powiedziała Nat, że on jest miłością jej życia i
że nie może być w jego pobliżu, więc przeprowadza się z powrotem do Chicago.
Nat powiedziała Enzo, który obecnie zaszył się gdzieś w bunkrze, aby uciec od
wszystkich szalonych suk w jego życiu, ale teraz także przed mamą. Opowiedział
mi o mamie. Wszyscy wiemy, że to przekłada się na fakt, że ona ma przerąbane
pod względem finansowym i będzie musiała kogoś podebrać, skoro mieszkała z
facetem, który płacił rachunki.
Nagle
zaczęłam się zastanawiać, czy Benny nie powinien przeprowadzić się do
Indianapolis, przynajmniej na jakiś czas.
-
Nie trzeba dodawać, że nie odbieram jej telefonów – ciągnęła Cat.
-
Prawdopodobnie dobry pomysł na jakiś czas – mruknęłam, mając na myśli około
osiem miesięcy.
-
Mogła zmienić plany i uda się do Indy, więc to jest przyjacielska, siostrzana
wskazówka dla ciebie, by za wszelką cenę uniknąć tego gówna.
-
Nie może tu zostać, bo mnie za kilka miesięcy tu nie będzie – powiedziałam jej.
-
Co? - zapytała.
–
Wracam do Chicago i mam zamieszkać z Bennym.
To
spowodowało ciszę, którą, jak sądziłam, udało mi się odczytać.
Dlatego
postanowiłam zająć się tym później i zacząć od początku.
-
I, Cat, Chrissy nie jest suką. Jest naprawdę miła. Myślę, że kocha tatę i wiem,
że jest podekscytowana tym dzieckiem. Dlatego nazwała ją dziwnym imieniem.
Będziemy ją nazywać Minnie czy jakoś tak.
Cat
nie odpowiedziała.
-
Ale jestem z tobą w sprawie mamy – ciągnęłam - Musisz się skupić na stworzeniu
dziecka z Artem, którego, mam nadzieję, nie nazwiesz Solitaire, a ja wesprę tej
sprawie z mamą, jeśli zadzwoni. A Ben nigdy w tym życiu nie pozwoli jej mieszkać
w swoim domu. Nie jest największym fanem mamy ani taty, więc na szczęście mogę
go z tym wrzucić pod autobus i nie będzie miał nic przeciwko, jeśli to zrobię.
Nie pozwala mi na wszystko, ale jeśli powiem Ninette, żeby szła dalej, myślę,
że naprawdę mu się to spodoba. Jeśli Nat ją przyjmie, to jej sprawa.
Zignorowałam
to, co z pewnością oznaczało i paplałam dalej.
-
Musimy nad tym pracować: rosnąca rodzina szaleńców, która w połowie przypadków
jest irytująca, ciągle wariaci, ale pod tym względem kochamy się. Nigdy tego
nie rozumiałam, aż do niedawna. Wiem, że mogliśmy trafić lepiej. Wszyscy
mogliśmy podjąć lepsze decyzje. Ale myślę, że każdy na tej planecie może
prawdopodobnie powiedzieć to samo. Mamy to, co mamy i, jeśli to zaakceptujemy,
bez względu na to, jak szalone może to być, ustalimy granice tego, z czym
możemy sobie poradzić i będziemy pamiętać, że w tej mieszance jest mnóstwo
miłości, wszystko będzie dobrze.
Cat
nie odpowiedziała.
Zawołałam
więc - Cat?
-
On we wszystkim cię wspiera? – zapytała, a ja uśmiechnęłam się do kierownicy.
–
Tak. Jest taki niesamowity.
I
na jeszcze wiele innych sposobów.
Przestałam
się uśmiechać i zaczęłam odczuwać różnego rodzaju ciepłe mgiełki, kiedy znów
odezwał się do mnie głos Cat.
Właściwie
to nie chodziło tylko to, co powiedziała. Chodziło o to, w jaki sposób to mówiła.
-
Kołysałaś się na wietrze[1],
Frankie, tak długo, że to nie jest zabawne – powiedziała cicho, ale głos jej
drżał - Nawet Vinnie pozwalał ci kołysać się na wietrze. Wszyscy myśleli, że
stoisz za jego gównem, ale to on pozwolił im tak myśleć. Powinien był
zareagować, wyjaśnić to sobie i nie pozwolić ci dźwigać swojego ciężaru. Nie
zrobił tego. To mnie wkurzało. Potem zadał ostateczny cios, zostawiając cię, bo
został zabity - Przerwała, a ja wstrzymałam oddech - Cieszę się, że w końcu
masz kogoś, kto nie pozwoli ci kołysać się na wietrze.
Nie
tego się spodziewałam, że to powie.
Ani
trochę.
Było
o wiele lepiej.
I
przypomniało mi, dlaczego kochałam moją siostrę i dlaczego zawsze było warto.
-
Dzięki, Cat.
–
Nie ma za co, kochanie. I, tylko powiem, moje granice będą o wiele mniej
elastyczne niż twoje.
-
Rozumiem.
-
A mówiąc to, nie przeszkadza mi to, ponieważ myślę, że twoje będą elastyczne,
ale Bena nie.
Nie
myliła się.
–
Tak – zgodziłam się.
Słyszałam,
jak głośno bierze oddech, zanim zapytała - Chrissy nie jest suką?
-
Nie.
-
Kiedy kilka razy ją spotkałam, wydawała się być zupełnie inna – zauważyła Cat.
-
Kiedy kilka razy ją spotkałeś, była w pobliżu jednego lub wszystkich z nas, a
kiedy to się dzieje, nie ma tam nikogo oprócz nas i naszych wielkich gęb.
–
Rozumiem, o co ci chodzi – mruknęła.
-
Jest miła – powtórzyłam.
-
Lubisz ją?
-
Tak. To znaczy, czasami rozmawiałyśmy. To nie tak, że zapisałam jej coś w
testamencie, ale jest całkiem fajna.
-
One wszystkie są.
I
w tym się nie myliła.
-
No cóż, ta ma naszą siostrę, więc sądzę, że będzie obok przez całe życie, w ten
czy inny sposób – zauważyłam.
-
Nawet jeśli jest miła, nie mam ochoty skakać z radości, bo Enzo Senior wszystko
spierdoli i obie o tym wiemy.
-
Młodsza siostra, Cat – przypomniałam jej, co wyniknie z tego szczególnego
szaleństwa dla niej i dla mnie, jednocześnie w duchu mając nadzieję, że uda mi
się nakłonić Chrissy do wysłania mi zdjęć MMS-em. Pomyślałam też, że nadszedł
czas, aby naprawić sprawy z tatą. I na koniec, zastanawiałam się, jak namówić
Benny’ego, żeby nie stracił rozumu, jeśli to zrobię.
-
To wkurzające i denerwujące, ale kochamy się – powiedziała Cat - Jesteśmy
totalnie schrzanieni.
-
Myślę, że podobnie jak wszyscy inni. Po prostu radzą sobie z tym lepiej lub
dają sobie nawzajem dużo więcej luzu.
–
Tak – powiedziała cicho.
-
Teraz idź do domu, połóż się, zrób mi siostrzenicę lub siostrzeńca i zadzwoń do
mnie za miesiąc z dobrymi wieściami.
-
Zapytam Arta, co sądzi o imieniu Solitaire – zażartowała, gdy włączałam zapłon.
-
Tak, nadal będę ją kochać… i ciebie – nie żartowałam.
-
Jesteś popychadłem – stwierdziła, ale jej głos był łagodniejszy i trochę
ochrypły.
-
Nieważne – odpowiedziałam.
–
I głuptaskiem – ciągnęła dalej, nie brzmiąc ani miękko, ani ochryple.
-
Teraz się rozłączam.
-
A jeśli uważasz, że stanę się głuptaskiem, tak po prostu, to kolejna granica,
której nie przekroczę.
–
Już się rozłączyłam – skłamałam.
Jej
głos był uśmiechnięty, kiedy powiedziała - Później, Frankie.
-
Później, Cat.
Zakończyłam
rozmowę, rzuciłam telefon na siedzenie obok mnie i spojrzałam przez przednią
szybę.
Tandy,
Sandy, Jennie, Miranda i geek IT zniknęli. Podobnie jak CR-V.
Wrzuciłam
bieg, mając nadzieję, że Tandy, z dala od wścibskich oczu, powiedziała wszystkim,
żeby przestali robić gówno, za które mogą zostać zwolnieni i żeby zaczęli
zachowywać się spokojnie, mimo że miałam przeczucie, że Tandy zrobiła dokładnie
odwrotnie.
Następnie
wycofałam się ze swojego miejsca, aby udać się do Arby’s, wrócić do domu i
zacząć przeglądać ogłoszenia.
*****
-
Poddaję się – oznajmiła Cheryl, opierając się o bar w moim kierunku.
Nie
wiedziałam, o czym ona mówiła, ale ja też się poddałam.
Przy
ogłoszeniach typu „poszukiwana”.
Zrezygnowałam
też z czekania samotnie w domu przez tyle godzin, ile potrzebowałabym, żebym spała,
obudziła się, kiedy Benny wyszedłby z pracy, żebym mogła do niego zadzwonić i
posłuchać, jak mówi słowa, które przyprawiłyby mnie o orgazm.
Przebrałam
się więc w dżinsy i bluzkę, zwiewną, ale wciąż przylegającą do ciała koszulkę,
przypięłam wspaniałe sandały na szpilkach, rozczesałam włosy i poszłam do
lokalnego baru J&J’s Saloon, którego właścicielem była Feb.
Feb
pracowała. Podobnie jak Cheryl.
To
było dobre, ponieważ nie znałam w Brownsburgu nikogo oprócz Vi, Cala, Kate,
Keiry, Angie, Colta, Feb i Cheryl, a także kilku innych przyjaciółek Vi (które
były także przyjaciółkami Feb i Cheryl), które poznałam przy okazji ślubu i w związku
z Bellini. Wszystkie były po ślubie, większość z dziećmi, więc nie udało nam
się jeszcze zrobić tego, co obiecałyśmy sobie na weselu: umówić się na babski
wieczór. Więc ich nie policzyłam. Angie też się nie liczyła, bo nie potrafiła
jeszcze myśleć. A ponieważ Vi i Cal nadal byli w Virgin Gorda, a Kate i Keira
nie były w wieku, w którym można chodzić do baru (a wciąż były w Chicago), to
napawało mnie szczęściem, że Cheryl i Feb tego wieczoru pracowały, więc nie zamierzałam
wyglądać jak stylowo ubrana mucha barowa.
Kiedy
już tam dotarłam, żałowałam, że zostawiłam to aż do tak późnej pory mojego
pobytu w Brownsburgu.
To
prawda, że byłam raczej dziewczyną lubiącą miejsca z przytłumionym
oświetleniem, bajecznym wystrojem, lokale serwujące każdy napój w kieliszku
martini, a to nie było to. Ten bar był wykonany głównie z drewna, szorstkiego i
zużytego ze względu na wiek, i niewątpliwie zachodziła w nim więcej niż
sprawiedliwa część bójek w barze. Z tyłu stały stoły bilardowe, a stoły
bilardowe zwykle zwiastowały lokal, który nie był moją sceną.
Nadal
mi się to podobało.
Może
to dlatego, że weszłam, Cheryl i Feb spojrzały w moją stronę i obie zaczęły się
witać, Feb powiedziała - Hej, kochanie! Super, że w końcu się pokazałaś - a
Cheryl powiedziała - Hej, Frankie, jak leci? - i to było dobre uczucie.
Po
tym, jak przez całe życie byłam z dala od wszystkiego, co znałam i wydawało mi
się znajome, tu weszłam do baru i zobaczyłam, jak stojące za nim kobiety
uśmiechają się do mnie i pozdrawiają, więc po raz pierwszy odkąd tam byłam,
poczułam się jak w domu w Brownsburgu.
Poczułam
się lepiej, gadając z nimi obiema, popijając kieliszki schłodzonego białego
wina i obserwując ludzi.
Chociaż
teraz nie wiedziałam, o czym Cheryl mówiła.
–
Poddajesz się czemu?
-
Mężczyźni – zarządziła.
Rozmawialiśmy
o najlepszych markach lakierów do włosów zapewniających dodatkowe utrwalenie.
Jak
się tu znaleźliśmy?
-
Ech… dlaczego? - Zapytałam.
-
Bo, widzisz, mieszkam w tym mieście od wieków i w chwili, gdy wywiozłam swoje
gówno za granice miasta, rozpoczęła się niespotykana dla mnie posucha. A ja
pracuję w barze. To gówno jest niemożliwe.
-
Czas posuchy? - Zapytałam.
-
Kochanie, okres posuchy. Tak się składa, że nie miałam faceta… od wieków – powiedziała.
Najwyraźniej,
ponieważ ledwo mnie znała poza tym, gdy byliśmy w poczekalni, czekając na
radosne wydarzenie i gdy spotkaliśmy się na przyjęciu weselnym podczas innego,
musiała to z siebie wyrzucić. A jako siostra, nawet bez lat więzi przy martini
(lub tequili) i dyskusjach na temat najlepszych marek kosmetycznych, musiałam
jej na to pozwolić.
-
To brzmi jak do bani – zauważyłam, chociaż nie powiedziałam jej, że
prawdopodobnie pobiłam rekord świata w okresach posuchy po Vinnie’m, więc znałam
jej ból jak nikt inny.
–
Zgadza się – zgodziła się – I robi więcej, biorąc pod uwagę, że jesteś w tym
barze po raz pierwszy, a Tanner Layne cię sprawdzał. Od chwili, gdy wszedł do
drzwi, jego wzrok powędrował do twojego tyłka i błądził wzrokiem po tobie przez
ostatnie dwadzieścia minut.
-
Tanner kto? - Zapytałam.
Wskazała
głową bar, a mój wzrok powędrował na drugi koniec, gdzie siedział, uśmiechał
się i rozmawiał z Feb, bardzo przystojny, ciemnowłosy mężczyzna.
-
Tanner Layne. Ja bym w to weszła – oznajmiła Cheryl - Weszłabym w to cztery
razy, kiedy był w tu. Weszłabym w to, gdy mój radar się odezwał, gdy niedawno
przeprowadził się do miasteczka, a nawet go nie spotkałam. Po prostu wyczułam
jego niezwykłe umiejętności zapewniania wysokiej jakości orgazmów. Weszłabym w
to teraz, do łazienki lub biura. Ale on patrzy na mnie tylko, żeby zamówić drinka.
Ty jednak…
Umilkła,
więc powiedziałam - Jestem zajęta.
-
Tak, jesteś sobą i to wszystko –
odpowiedziała, zaokrąglając dłonią moją głowę, łącznie z moimi nastroszonymi
włosami - A twój mężczyzna jest bardzo seksowny. Ale on jest w Chicago. Jak wyglądasz
jak ty, Tanner Layne wygląda jak on, twój facet jest w Chicago, różne rzeczy
się dzieją.
-
Dałam mu kalendarz na urodziny z moim harmonogramem, urodzinami rodzinnymi i
takimi tam, a on powiedział mi, że to wszystko, czego kiedykolwiek chciał.
Życie odzwierciedlone w pracowitych czasach rodzinnych, zapisane w kalendarzu
naklejonym na ścianę w kuchni. Zapytał mnie, czy mu to dam, a ja
odpowiedziałam, że tak. Więc ten facet jest seksowny, a Benny może być w
Chicago, ale to gówno się nie wydarzy.
Skończyłam
przemówienie, a Cheryl patrzyła na mnie, ale czy powiedziała - Powiedział, że
to wszystko, czego chciał od życia?
-
Tak.
–
I to cię nie przeraża?
-
Absolutnie nie.
-
Czego ty chcesz od życia?
-
Mężczyzny, który chce mieć kalendarz na ścianie w swojej kuchni, na którym będą
zapisane wszystkie pracowite chwile w rodzinie.
-
Więc jesteś przydzielona – zauważyła, jej oczy zabłysły, a usta wykrzywiły się
w uśmieszku.
-
Tak - zgodziłam się, wiedząc, że moje oczy się zaświeciły, a usta się
wykrzywiły.
-
No chyba, że ty mieszkasz tutaj, a on tam – zauważyła.
–
Mój najem kończy się w październiku i wtedy tam zamieszkam.
W
związku z tym jej oczy zrobiły się duże, jej nastrój się pogorszył i
zaskakująco warknęła - Co?
–
Cóż – zaczęłam z wahaniem, niepewna jej nagłej zmiany nastroju – Wprowadzam się
do Bena.
–
Świetnie – wycedziła - Wreszcie spacerujesz po J&J’s, a ja jestem gotowa
przygotować cię na moją skrzydłową. Feb nie może tego zrobić, bo jest zajęta i
ma dziecko, a Colt straciłby rozum, gdybym zabrała ją na hulankę. Vi zwykła to
robić, potem związała się z Calem, a on jest prawdopodobnie większym
twardzielem niż Colt i na pewno straciłby rozum, gdyby Vi poszła ze mną hulać.
I wiem to na pewno, bo zapytałam, ona mu powiedziała, że zapytałam, a on
postradał zmysły. Wyglądasz, jakbyś była dobrą skrzydłową i jesteś jedyną w
pewnym sensie samotną kobietą, jaką znam w mieście, którą lubię. Teraz
wyjeżdżasz?
Współczułam
jej. Trudno było znaleźć dobrą skrzydłową.
Mimo
to odpowiedziałam - Tak.
–
Cholernie niesamowite – powiedziała, nie mając tego na myśli - Jak teraz się prześpię?
–
Mogłybyśmy hulać, póki jeszcze tu jestem. Masz kilka miesięcy.
–
Co robisz w środę? – zapytała natychmiast, a ja się uśmiechnęłam.
-
Będę z tobą – odpowiedziałam.
Właśnie
wtedy się uśmiechnęła.
Moją
uwagę przykuł ruch Feb, więc spojrzałam wzdłuż baru i zobaczyłam, że Tanner
Layne odbierał telefon.
Naprawdę
był gorący.
Ale
Benny był o wiele gorętszy.
Ta
myśl i wiek mężczyzny sprawiły, że mój wzrok powędrował do Cheryl i zapytałam -
Tanner Layne ma dzieci?
–
Tak, mówi się o dwóch chłopcach.
–
Jeden o imieniu Jasper? - Zapytałam.
-
Nie mam pojęcia, biorąc pod uwagę, że nie pieprzył mnie, żebyśmy mogli przejść
do poduszki i porozmawiać o tym, ile potomstwa możemy wprowadzić do scenariusza
Brady’ego Buncha.
Uśmiechnęłam
się na to, co powiedziała, ale cały czas wpatrywałam się w Tannera Layne’a, gdy
mamrotałam – Zastanawiam się, czy jest ojcem Jaspera – powiedziałam to zgodnie
z moją nadzieją, ponieważ te geny niewątpliwie będą dominujące, a to będzie
oznaczać, że kiedy Cal zniesie zakaz, Keira zdobędzie jednego na żywo.
-
Kim jest Jasper? – zapytała Cheryl, a ja znów na nią spojrzałem.
-
Chłopiec, w którym podkochuje się Keira.
Uniosła
wysoko brodę, mówiąc „Ach”. Potem powiedziała - Dowiem się – i skierowała się w
stronę Feb.
Upiłam
łyk wina i po kilku minutach Cheryl odpowiedziała - Jasper jest starszy –
potwierdziła - Jego drugi, Tripp, jest młodszy. O ile Feb wie, żaden z nich nie
został przyłapany na robieniu głupich rzeczy przez Colta ani kogokolwiek
innego. Ale jest gotowa przesłuchać Colta w sprawie przydatności Jaspera dla
Keirry.
–
Byłoby dobrze, biorąc pod uwagę, że Cal niechętnie da jej zgodę na wyjście z nim,
bo według Kate jest on podrywaczem w szkole średniej.
-
Zajmę tym Feb – powiedziała.
-
Dzięki - mruknęłam, po czym obie ucichłyśmy, ponieważ Tanner Layne rzucił kilka
banknotów na bar i uniósł brodę do Feb.
Przeszedł
przez długość baru, patrząc na mnie, a kiedy się zbliżył, jego głowa
przechyliła się lekko na bok, kąciki warg wykrzywiły się w górę, a oczy zrobiły
się leniwe. Następnie przeszedł obok i wyszedł za drzwi.
Musiałam
przyznać, że moje sutki lekko mrowiły, ale z drugiej strony była to
automatyczna kobieca reakcja na przechylenie głowy i uniesienie warg gorącego
faceta.
Musiałam
też przyznać, że miło było wiedzieć, że mam w sobie to coś, żeby siedzieć na
stołku barowym i na tyle przykuć uwagę gorącego gościa, by zdobyć przechylenie
głowy i uniesienie warg.
Ale
przede wszystkim było to po prostu przyjemne, gdy spędzałam czas, zanim mogłam
zadzwonić do Benny’ego.
*****
-
Okej?
Tak
wyglądało powitanie Bena o 12:45 w nocy.
-
Proszę, powiedz, że jesteś blisko łóżka – odpowiedziałam sennym i gardłowym
głosem. Po pierwsze dlatego, że właśnie się obudziłam i zadzwoniłam do
Benny’ego. Po drugie, byłam wielozadaniowa i już włączyłam wibrator.
W
głosie Bena nie było już zaniepokojenia, ale coś o wiele lepszego, gdy zażądał
- Powiedz mi, że mówisz poważnie, cara.
–
Mówię bardzo poważnie, Benny.
-
Jak daleko jesteś? – zapytał.
-
Nadal masz pracę do wykonania, kochanie – odpowiedziałem.
-
Kurwa, kochanie – warknął i gotowe.
To było wszystko, co musiałam usłyszeć. Benny wziął się do pracy.
Na
szczęście to nie było wszystko, co dał mi Benny. Dał mi o wiele więcej i robił
to, dopóki nie usłyszał, jak dochodzę. Potem odłożyłam wibrator, przekręciłam
się na bok, zwinąłam w kłębek i swoim gardłowym, cichym głosem po orgazmie dałam
mu o wiele więcej, aż usłyszałam, jak dochodzi.
Milczałam
przez chwilę, aż zszedł, po czym szepnęłam - Tęsknię za tobą, Słonko.
–
Przyjadę do ciebie w ten weekend.
Mrugnęłam
do poduszki - Co?
-
Moja kolej.
-
Tak wcześnie? - Zapytałam z bijącym sercem, mając nadzieję, że potwierdzi, że
tak, przyjedzie do mnie i to wkrótce.
-
Skończ z tym gównem. Jestem tam albo ty jesteś tu w każdy weekend.
Chociaż
bardzo mi się to podobało, martwiło mnie to.
–
To dużo dla ciebie nieobecności w restauracji.
-
Dwa miesiące. Osłaniają mnie.
Wiedziałam,
że to było poświęcenie dla Benny’ego.
Ale
to mnie uszczęśliwiało i to nie tylko dlatego, że miałam widywać go częściej,
ale także dlatego, że on chciał mnie częściej widywać i był mężczyzną gotowym
na takie poświęcenie dla mnie.
-
Cheryl będzie musiała zadowolić się skrzydłową w dni powszednie – wymamrotałem,
myśląc, że to jej wystarczy, bo prawdopodobnie pracowała przez większość
weekendów.
-
Co? - zapytał Bena.
-
Nic – odpowiedziałam.
–
Skrzydłowy Cheryl? – pchnął, a ja zacisnęłam wargi, bo miałam przeczucie, że
Ben to mężczyzna w rodzaju Colta i Cala.
-
Frankie – podpowiedział ostrzegawczo, nie gardłowym, seksownym głosem po
orgazmie, ale warczącym, seksownym, wkurzonym głosem po orgazmie.
Tak,
Benny był mężczyzną w stylu Colta i Cala.
Więc
poddałam się - Cheryl poprosiła mnie, abym była jej skrzydłową.
–
I powiedziałeś „tak”? – zapytał Ben, tak jakbym mu mówiła, że Cheryl poprosiła
mnie, żebym pomogła jej zbombardować ambasadę Kanady.
-
Musi się z kimś przespać – wyjaśniłam.
-
Widziałem ją, więc myślę, że sama może tego dokonać - odparł Ben.
-
Każda dziewczyna potrzebuje dobrej skrzydłowej, Benny – odpaliłam, a mój głos
nie był już gardłowy, ani już po orgazmie, głównie dlatego, że trochę się
wkurzyłam.
-
Może. Tylko, że jej nie będziesz ty – oznajmił Benny, a ja przestałam się wkurzać
i po prostu taka się zrobiłam.
-
Dlaczego?
-
Ty i twój tyłek, włosy, nogi, piersi i uśmiech nie musisz deptać po piętach
pieprzonej Cheryl, zwracając na siebie uwagę i pakując się w kłopoty.
-
Benny Bianchi, czy myślisz, że za milion lat zrobiłabym cokolwiek, co
zagroziłoby obietnicy ciebie? – warknęłam.
Na
chwilę usłyszałam ciszę ze strony Benny’ego, po czym zapytał cicho - Obietnica
mnie?
–
Tak – syknęłam - Obietnica ciebie.
–
Kochanie, jestem twój. Jak mogę to obiecać? – zapytał ostrożnym tonem, a mój
brzuch podskoczył, gdy usłyszałam „Jestem twój”.
Ale
nadal.
-
Każdy dzień to nowa obietnica, Ben – powiedziałam mu ostro - Każdej nocy kładę
się spać, wiedząc, że to obietnica ciebie, każdego dnia budzę się, wiedząc, że
w jakiś sposób się to spełni. I powtórzy. Przez… miejmy nadzieję… wieczność.
–
Frankie – szepnął, ale nie mówił dalej.
Zignorowałam
głębię znaczenia tego szeptu i stwierdziłam - Więc nie mów mi, że nie mogę
umówić się z Cheryl. Ona jest zabawna. Jest nerwowa, ale miła. Wiem, że Vi nie
pozwoliłaby jej zbliżyć się do siebie ani dziewczynek, gdyby nie miała złotego
serca, ale mówię tylko, że Cal też by tego nie zrobił. Zostały mi zatem dwa
miesiące w miasteczku. Przez cały czas, kiedy tu byłam, czułam się, jakbym była
w zawieszeniu, a nie w domu, z dala od wszystkich, których kocham, przede
wszystkim od ciebie i to naprawdę nie
było wspaniałe. Więc wyjdę i będę się dobrze bawić z jedną z niewielu osób,
które znam, a ty mi nie zabronisz.
-
Okej kochanie.
Znów
mrugnęłam do poduszki - Okej?
-
Tak, wyjdź i baw się dobrze.
-
Tak łatwo? - Zapytałem z powątpiewaniem.
–
Prawie – odpowiedział.
Nie
ufałam temu.
–
Czy to oznacza, że pod moją nieobecność będziesz odgrywał rolę skrzydłowego
jakiegoś faceta?
-
Francesca, kiedy mam czas być skrzydłowym jakiegoś faceta? Pracuję, a kiedy nie
pracuję, jestem z tobą.
O
tak.
Racja.
–
Ale czy mówisz, że ty możesz, a ja nie? - Ben poszedł dalej.
–
Jesteś gorący – zauważyłam - Dziewczyny lubią gorących.
-
A ty nie jesteś brzydka - odezwał się.
Musiałam
przyznać, że to prawda.
Szedł
dalej.
-
I myślisz, że za milion lat zrobiłbym cokolwiek, co zagroziłoby obietnicy
ciebie?
Boże.
Benny.
Nagle
wcale nie byłam wkurzona.
–
Nie – szepnęłam.
-
Nie jestem Enzo – oświadczył Ben.
-
Wiem, że nie jesteś.
–
A ty nie jesteś Ninette.
-
Wiem.
–
Więc skończyłaś mnie wkurzać po tym, jak mnie wydoiłaś? - zapytał.
-
Myślę, że tak – odpowiedziałam – Ale chcę tylko powiedzieć, że to ty zacząłeś.
–
Kurwa – mruknął.
–
A tak przy okazji, narzeczony Ninette ją rzucił – poprosiłam, żeby zmienił
temat.
Nie
spotkało się to z żadnym odzewem.
-
Jedzie do Chicago, żeby znaleźć kogoś, z kim będzie mogła się bujać –
powiedziałam.
-
To nie będziemy ty i ja – stwierdził stanowczo Ben.
Wiedziałam
o tym i dlatego, że wiedziałam, uśmiechnęłam się.
Tego
też się trzymałam.
-
A Chrissy urodziła dziecko.
Kolejny
brak odpowiedzi.
-
Nazwali ją Domino.
Spotkało
się to z odzewem.
To
było - Jezu.
–
Będziemy na nią wołać Minnie.
-
Kłaniam się teraz, kochanie, nasze dzieci nie będą nazywane głupimi wyzwiskami.
Nasze
dzieci.
Boże.
Benny.
–
Myślałam o Solitaire – skłamałam.
–
Myślałabyś źle.
-
Spade?
-
Nie.
-
Club?
-
Nie.
–
Monopoly?
Zachichotał,
powtarzając swoje „Kurwa, nie”.
–
A co z Johnem?
-
John, rozważę.
Uśmiechnęłam
się do poduszki i poprzez ten uśmiech powiedziałam cicho - Kocham cię, Benny.
-
Odwzajemniam to, Frankie – odpowiedział cicho - Teraz idź spać z obietnicą mnie,
a jutro upewnię się, że zrobię coś, aby ją spełnić.
Boże.
Cholernie
kochałam Benny’ego Bianchi.
-
Okej, Słonko.
–
Dobranoc, Frankie.
–
Dobranoc, Benny.
Czekałam
i on czekał, potem puściłam go i rozłączyłam się jako pierwsza.
Potem
przyłożyłam telefon do ust, jakby to był on i jakbym mogła dotknąć jego ust na
dobranoc.
Za
kilka miesięcy.
Wtedy
byłabym całkowicie szczęśliwa.
Odłożyłam
telefon, przytuliłam się i zasnęłam.
[1] Kołysać się na wietrze - nie wiedziałam
jak to przetłumaczyć, bo chodzi o postawienie kogoś w bardzo trudnej pozycji,
często przez ludzi, którzy mają nadzieję na uzyskanie z tego korzyści dla
siebie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń