niedziela, 15 października 2023

20 - Kołysząc się na wietrze (cz.2)

 

Rozdział 20

Kołysząc się na wietrze (cz.2)

###

Miałam ochotę wyjść i porozmawiać z nimi, ale zrezygnowałam, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na niego tkwiącego w torebce na siedzeniu pasażera i zobaczyłam, że widniał tam napis „Cat Dzwoni”.

Cat wróciła do mnie, choć to nie znaczyło, że codziennie odbywałyśmy dziewczęce pogawędki o tym, w co się ubieramy, jakich przystojnych facetów widziałyśmy i jak traktują nas nasi mężczyźni.

Mimo to, gdy usłyszałam, że ona i Art nie pili i dlaczego, cieszyłam się z jej powodu i zawsze byłabym szczęśliwa, mając ją z powrotem. Rodzina rosła jak szalona, ale Cat i Art nie pili i dbali o swoje małżeństwo, swoją przyszłość i przyszłość, jaką mogą zapewnić swojej rodzinie, co sprawiło, że byłam o wiele bardziej podekscytowana możliwością wniesienia większej ilości krwi Concettich na świat niż splątane sieci, które tkali mój brat i ojciec.

Chwyciłam telefon, odebrałam i przywitałam się - Hej, kochanie.

- Cóż, stało się. Suka taty wypchnęła naszą młodszą siostrę. Słuchaj to, ma na imię Domino.

Zamrugałam, wpatrując się w przednią szybę, po czym zapytałam - Domino?

- Potwierdzone – odpowiedziała - Dom… in… kurwa… o.

O Boże. Nie potrafię nawet zliczyć, na ile sposobów dzieci mogą naśmiewać się z tego imienia.

Co oni sobie myśleli?

Cat wtrąciła się w moje myśli - Chcesz więcej?

Chciałam wiedzieć, dlaczego Chrissy nie zadzwoniła do mnie, żeby podzielić się dobrą nowiną, a co ważniejsze, dlaczego nie skonsultowała się ze mną w sprawie imienia.

Nie miałam okazji powiedzieć tego Cat.

Cat mówiła dalej.

– Ostatni facet mamy ją rzucił i straciła piętnaście tysięcy dolarów, bo kupiła tę sukienkę i nie może odzyskać depozytu za żadne inne gówna.

Otworzyłam usta i przez kilka sekund nie powiedziałam ani słowa.

To dlatego, że nie mogłam w to uwierzyć. Żaden z pozostałych mężczyzn mamy nie zrezygnował ze ślubu przed ślubem. Po, tak. Wcześniej, nigdy.

Zebrałam się w sobie na tyle, by zapytać - Porzucił ją?

- Najwyraźniej nie podzieliła się tym, że było czterech przed nim i nie poczuł miłości do napisu, który widział na tej konkretnej ścianie.

– O Boże – szepnęłam.

- Panikuje – kontynuowała Cat - Powiedziała Nat, że on jest miłością jej życia i że nie może być w jego pobliżu, więc przeprowadza się z powrotem do Chicago. Nat powiedziała Enzo, który obecnie zaszył się gdzieś w bunkrze, aby uciec od wszystkich szalonych suk w jego życiu, ale teraz także przed mamą. Opowiedział mi o mamie. Wszyscy wiemy, że to przekłada się na fakt, że ona ma przerąbane pod względem finansowym i będzie musiała kogoś podebrać, skoro mieszkała z facetem, który płacił rachunki.

Nagle zaczęłam się zastanawiać, czy Benny nie powinien przeprowadzić się do Indianapolis, przynajmniej na jakiś czas.

- Nie trzeba dodawać, że nie odbieram jej telefonów – ciągnęła Cat.

- Prawdopodobnie dobry pomysł na jakiś czas – mruknęłam, mając na myśli około osiem miesięcy.

- Mogła zmienić plany i uda się do Indy, więc to jest przyjacielska, siostrzana wskazówka dla ciebie, by za wszelką cenę uniknąć tego gówna.

- Nie może tu zostać, bo mnie za kilka miesięcy tu nie będzie – powiedziałam jej.

- Co? - zapytała.

– Wracam do Chicago i mam zamieszkać z Bennym.

To spowodowało ciszę, którą, jak sądziłam, udało mi się odczytać.

Dlatego postanowiłam zająć się tym później i zacząć od początku.

- I, Cat, Chrissy nie jest suką. Jest naprawdę miła. Myślę, że kocha tatę i wiem, że jest podekscytowana tym dzieckiem. Dlatego nazwała ją dziwnym imieniem. Będziemy ją nazywać Minnie czy jakoś tak.

Cat nie odpowiedziała.

- Ale jestem z tobą w sprawie mamy – ciągnęłam - Musisz się skupić na stworzeniu dziecka z Artem, którego, mam nadzieję, nie nazwiesz Solitaire, a ja wesprę tej sprawie z mamą, jeśli zadzwoni. A Ben nigdy w tym życiu nie pozwoli jej mieszkać w swoim domu. Nie jest największym fanem mamy ani taty, więc na szczęście mogę go z tym wrzucić pod autobus i nie będzie miał nic przeciwko, jeśli to zrobię. Nie pozwala mi na wszystko, ale jeśli powiem Ninette, żeby szła dalej, myślę, że naprawdę mu się to spodoba. Jeśli Nat ją przyjmie, to jej sprawa.

Zignorowałam to, co z pewnością oznaczało i paplałam dalej.

- Musimy nad tym pracować: rosnąca rodzina szaleńców, która w połowie przypadków jest irytująca, ciągle wariaci, ale pod tym względem kochamy się. Nigdy tego nie rozumiałam, aż do niedawna. Wiem, że mogliśmy trafić lepiej. Wszyscy mogliśmy podjąć lepsze decyzje. Ale myślę, że każdy na tej planecie może prawdopodobnie powiedzieć to samo. Mamy to, co mamy i, jeśli to zaakceptujemy, bez względu na to, jak szalone może to być, ustalimy granice tego, z czym możemy sobie poradzić i będziemy pamiętać, że w tej mieszance jest mnóstwo miłości, wszystko będzie dobrze.

Cat nie odpowiedziała.

Zawołałam więc - Cat?

- On we wszystkim cię wspiera? – zapytała, a ja uśmiechnęłam się do kierownicy.

– Tak. Jest taki niesamowity.

I na jeszcze wiele innych sposobów.

Przestałam się uśmiechać i zaczęłam odczuwać różnego rodzaju ciepłe mgiełki, kiedy znów odezwał się do mnie głos Cat.

Właściwie to nie chodziło tylko to, co powiedziała. Chodziło o to, w jaki sposób to mówiła.

- Kołysałaś się na wietrze[1], Frankie, tak długo, że to nie jest zabawne – powiedziała cicho, ale głos jej drżał - Nawet Vinnie pozwalał ci kołysać się na wietrze. Wszyscy myśleli, że stoisz za jego gównem, ale to on pozwolił im tak myśleć. Powinien był zareagować, wyjaśnić to sobie i nie pozwolić ci dźwigać swojego ciężaru. Nie zrobił tego. To mnie wkurzało. Potem zadał ostateczny cios, zostawiając cię, bo został zabity - Przerwała, a ja wstrzymałam oddech - Cieszę się, że w końcu masz kogoś, kto nie pozwoli ci kołysać się na wietrze.

Nie tego się spodziewałam, że to powie.

Ani trochę.

Było o wiele lepiej.

I przypomniało mi, dlaczego kochałam moją siostrę i dlaczego zawsze było warto.

- Dzięki, Cat.

– Nie ma za co, kochanie. I, tylko powiem, moje granice będą o wiele mniej elastyczne niż twoje.

- Rozumiem.

- A mówiąc to, nie przeszkadza mi to, ponieważ myślę, że twoje będą elastyczne, ale Bena nie.

Nie myliła się.

– Tak – zgodziłam się.

Słyszałam, jak głośno bierze oddech, zanim zapytała - Chrissy nie jest suką?

- Nie.

- Kiedy kilka razy ją spotkałam, wydawała się być zupełnie inna – zauważyła Cat.

- Kiedy kilka razy ją spotkałeś, była w pobliżu jednego lub wszystkich z nas, a kiedy to się dzieje, nie ma tam nikogo oprócz nas i naszych wielkich gęb.

– Rozumiem, o co ci chodzi – mruknęła.

- Jest miła – powtórzyłam.

- Lubisz ją?

- Tak. To znaczy, czasami rozmawiałyśmy. To nie tak, że zapisałam jej coś w testamencie, ale jest całkiem fajna.

- One wszystkie są.

I w tym się nie myliła.

- No cóż, ta ma naszą siostrę, więc sądzę, że będzie obok przez całe życie, w ten czy inny sposób – zauważyłam.

- Nawet jeśli jest miła, nie mam ochoty skakać z radości, bo Enzo Senior wszystko spierdoli i obie o tym wiemy.

- Młodsza siostra, Cat – przypomniałam jej, co wyniknie z tego szczególnego szaleństwa dla niej i dla mnie, jednocześnie w duchu mając nadzieję, że uda mi się nakłonić Chrissy do wysłania mi zdjęć MMS-em. Pomyślałam też, że nadszedł czas, aby naprawić sprawy z tatą. I na koniec, zastanawiałam się, jak namówić Benny’ego, żeby nie stracił rozumu, jeśli to zrobię.

- To wkurzające i denerwujące, ale kochamy się – powiedziała Cat - Jesteśmy totalnie schrzanieni.

- Myślę, że podobnie jak wszyscy inni. Po prostu radzą sobie z tym lepiej lub dają sobie nawzajem dużo więcej luzu.

– Tak – powiedziała cicho.

- Teraz idź do domu, połóż się, zrób mi siostrzenicę lub siostrzeńca i zadzwoń do mnie za miesiąc z dobrymi wieściami.

- Zapytam Arta, co sądzi o imieniu Solitaire – zażartowała, gdy włączałam zapłon.

- Tak, nadal będę ją kochać… i ciebie – nie żartowałam.

- Jesteś popychadłem – stwierdziła, ale jej głos był łagodniejszy i trochę ochrypły.

- Nieważne – odpowiedziałam.

– I głuptaskiem – ciągnęła dalej, nie brzmiąc ani miękko, ani ochryple.

- Teraz się rozłączam.

- A jeśli uważasz, że stanę się głuptaskiem, tak po prostu, to kolejna granica, której nie przekroczę.

– Już się rozłączyłam – skłamałam.

Jej głos był uśmiechnięty, kiedy powiedziała - Później, Frankie.

- Później, Cat.

Zakończyłam rozmowę, rzuciłam telefon na siedzenie obok mnie i spojrzałam przez przednią szybę.

Tandy, Sandy, Jennie, Miranda i geek IT zniknęli. Podobnie jak CR-V.

Wrzuciłam bieg, mając nadzieję, że Tandy, z dala od wścibskich oczu, powiedziała wszystkim, żeby przestali robić gówno, za które mogą zostać zwolnieni i żeby zaczęli zachowywać się spokojnie, mimo że miałam przeczucie, że Tandy zrobiła dokładnie odwrotnie.

Następnie wycofałam się ze swojego miejsca, aby udać się do Arby’s, wrócić do domu i zacząć przeglądać ogłoszenia.

*****

- Poddaję się – oznajmiła Cheryl, opierając się o bar w moim kierunku.

Nie wiedziałam, o czym ona mówiła, ale ja też się poddałam.

Przy ogłoszeniach typu „poszukiwana”.

Zrezygnowałam też z czekania samotnie w domu przez tyle godzin, ile potrzebowałabym, żebym spała, obudziła się, kiedy Benny wyszedłby z pracy, żebym mogła do niego zadzwonić i posłuchać, jak mówi słowa, które przyprawiłyby mnie o orgazm.

Przebrałam się więc w dżinsy i bluzkę, zwiewną, ale wciąż przylegającą do ciała koszulkę, przypięłam wspaniałe sandały na szpilkach, rozczesałam włosy i poszłam do lokalnego baru J&J’s Saloon, którego właścicielem była Feb.

Feb pracowała. Podobnie jak Cheryl.

To było dobre, ponieważ nie znałam w Brownsburgu nikogo oprócz Vi, Cala, Kate, Keiry, Angie, Colta, Feb i Cheryl, a także kilku innych przyjaciółek Vi (które były także przyjaciółkami Feb i Cheryl), które poznałam przy okazji ślubu i w związku z Bellini. Wszystkie były po ślubie, większość z dziećmi, więc nie udało nam się jeszcze zrobić tego, co obiecałyśmy sobie na weselu: umówić się na babski wieczór. Więc ich nie policzyłam. Angie też się nie liczyła, bo nie potrafiła jeszcze myśleć. A ponieważ Vi i Cal nadal byli w Virgin Gorda, a Kate i Keira nie były w wieku, w którym można chodzić do baru (a wciąż były w Chicago), to napawało mnie szczęściem, że Cheryl i Feb tego wieczoru pracowały, więc nie zamierzałam wyglądać jak stylowo ubrana mucha barowa.

Kiedy już tam dotarłam, żałowałam, że zostawiłam to aż do tak późnej pory mojego pobytu w Brownsburgu.

To prawda, że byłam raczej dziewczyną lubiącą miejsca z przytłumionym oświetleniem, bajecznym wystrojem, lokale serwujące każdy napój w kieliszku martini, a to nie było to. Ten bar był wykonany głównie z drewna, szorstkiego i zużytego ze względu na wiek, i niewątpliwie zachodziła w nim więcej niż sprawiedliwa część bójek w barze. Z tyłu stały stoły bilardowe, a stoły bilardowe zwykle zwiastowały lokal, który nie był moją sceną.

Nadal mi się to podobało.

Może to dlatego, że weszłam, Cheryl i Feb spojrzały w moją stronę i obie zaczęły się witać, Feb powiedziała - Hej, kochanie! Super, że w końcu się pokazałaś - a Cheryl powiedziała - Hej, Frankie, jak leci? - i to było dobre uczucie.

Po tym, jak przez całe życie byłam z dala od wszystkiego, co znałam i wydawało mi się znajome, tu weszłam do baru i zobaczyłam, jak stojące za nim kobiety uśmiechają się do mnie i pozdrawiają, więc po raz pierwszy odkąd tam byłam, poczułam się jak w domu w Brownsburgu.

Poczułam się lepiej, gadając z nimi obiema, popijając kieliszki schłodzonego białego wina i obserwując ludzi.

Chociaż teraz nie wiedziałam, o czym Cheryl mówiła.

– Poddajesz się czemu?

- Mężczyźni – zarządziła.

Rozmawialiśmy o najlepszych markach lakierów do włosów zapewniających dodatkowe utrwalenie.

Jak się tu znaleźliśmy?

- Ech… dlaczego? - Zapytałam.

- Bo, widzisz, mieszkam w tym mieście od wieków i w chwili, gdy wywiozłam swoje gówno za granice miasta, rozpoczęła się niespotykana dla mnie posucha. A ja pracuję w barze. To gówno jest niemożliwe.

- Czas posuchy? - Zapytałam.

- Kochanie, okres posuchy. Tak się składa, że nie miałam faceta… od wieków – powiedziała.

Najwyraźniej, ponieważ ledwo mnie znała poza tym, gdy byliśmy w poczekalni, czekając na radosne wydarzenie i gdy spotkaliśmy się na przyjęciu weselnym podczas innego, musiała to z siebie wyrzucić. A jako siostra, nawet bez lat więzi przy martini (lub tequili) i dyskusjach na temat najlepszych marek kosmetycznych, musiałam jej na to pozwolić.

- To brzmi jak do bani – zauważyłam, chociaż nie powiedziałam jej, że prawdopodobnie pobiłam rekord świata w okresach posuchy po Vinnie’m, więc znałam jej ból jak nikt inny.

– Zgadza się – zgodziła się – I robi więcej, biorąc pod uwagę, że jesteś w tym barze po raz pierwszy, a Tanner Layne cię sprawdzał. Od chwili, gdy wszedł do drzwi, jego wzrok powędrował do twojego tyłka i błądził wzrokiem po tobie przez ostatnie dwadzieścia minut.

- Tanner kto? - Zapytałam.

Wskazała głową bar, a mój wzrok powędrował na drugi koniec, gdzie siedział, uśmiechał się i rozmawiał z Feb, bardzo przystojny, ciemnowłosy mężczyzna.

- Tanner Layne. Ja bym w to weszła – oznajmiła Cheryl - Weszłabym w to cztery razy, kiedy był w tu. Weszłabym w to, gdy mój radar się odezwał, gdy niedawno przeprowadził się do miasteczka, a nawet go nie spotkałam. Po prostu wyczułam jego niezwykłe umiejętności zapewniania wysokiej jakości orgazmów. Weszłabym w to teraz, do łazienki lub biura. Ale on patrzy na mnie tylko, żeby zamówić drinka. Ty jednak…

Umilkła, więc powiedziałam - Jestem zajęta.

- Tak, jesteś sobą i to wszystko – odpowiedziała, zaokrąglając dłonią moją głowę, łącznie z moimi nastroszonymi włosami - A twój mężczyzna jest bardzo seksowny. Ale on jest w Chicago. Jak wyglądasz jak ty, Tanner Layne wygląda jak on, twój facet jest w Chicago, różne rzeczy się dzieją.

- Dałam mu kalendarz na urodziny z moim harmonogramem, urodzinami rodzinnymi i takimi tam, a on powiedział mi, że to wszystko, czego kiedykolwiek chciał. Życie odzwierciedlone w pracowitych czasach rodzinnych, zapisane w kalendarzu naklejonym na ścianę w kuchni. Zapytał mnie, czy mu to dam, a ja odpowiedziałam, że tak. Więc ten facet jest seksowny, a Benny może być w Chicago, ale to gówno się nie wydarzy.

Skończyłam przemówienie, a Cheryl patrzyła na mnie, ale czy powiedziała - Powiedział, że to wszystko, czego chciał od życia?

- Tak.

– I to cię nie przeraża?

- Absolutnie nie.

- Czego ty chcesz od życia?

- Mężczyzny, który chce mieć kalendarz na ścianie w swojej kuchni, na którym będą zapisane wszystkie pracowite chwile w rodzinie.

- Więc jesteś przydzielona – zauważyła, jej oczy zabłysły, a usta wykrzywiły się w uśmieszku.

- Tak - zgodziłam się, wiedząc, że moje oczy się zaświeciły, a usta się wykrzywiły.

- No chyba, że ty mieszkasz tutaj, a on tam – zauważyła.

– Mój najem kończy się w październiku i wtedy tam zamieszkam.

W związku z tym jej oczy zrobiły się duże, jej nastrój się pogorszył i zaskakująco warknęła - Co?

– Cóż – zaczęłam z wahaniem, niepewna jej nagłej zmiany nastroju – Wprowadzam się do Bena.

– Świetnie – wycedziła - Wreszcie spacerujesz po J&J’s, a ja jestem gotowa przygotować cię na moją skrzydłową. Feb nie może tego zrobić, bo jest zajęta i ma dziecko, a Colt straciłby rozum, gdybym zabrała ją na hulankę. Vi zwykła to robić, potem związała się z Calem, a on jest prawdopodobnie większym twardzielem niż Colt i na pewno straciłby rozum, gdyby Vi poszła ze mną hulać. I wiem to na pewno, bo zapytałam, ona mu powiedziała, że zapytałam, a on postradał zmysły. Wyglądasz, jakbyś była dobrą skrzydłową i jesteś jedyną w pewnym sensie samotną kobietą, jaką znam w mieście, którą lubię. Teraz wyjeżdżasz?

Współczułam jej. Trudno było znaleźć dobrą skrzydłową.

Mimo to odpowiedziałam - Tak.

– Cholernie niesamowite – powiedziała, nie mając tego na myśli - Jak teraz się prześpię?

– Mogłybyśmy hulać, póki jeszcze tu jestem. Masz kilka miesięcy.

– Co robisz w środę? – zapytała natychmiast, a ja się uśmiechnęłam.

- Będę z tobą – odpowiedziałam.

Właśnie wtedy się uśmiechnęła.

Moją uwagę przykuł ruch Feb, więc spojrzałam wzdłuż baru i zobaczyłam, że Tanner Layne odbierał telefon.

Naprawdę był gorący.

Ale Benny był o wiele gorętszy.

Ta myśl i wiek mężczyzny sprawiły, że mój wzrok powędrował do Cheryl i zapytałam - Tanner Layne ma dzieci?

– Tak, mówi się o dwóch chłopcach.

– Jeden o imieniu Jasper? - Zapytałam.

- Nie mam pojęcia, biorąc pod uwagę, że nie pieprzył mnie, żebyśmy mogli przejść do poduszki i porozmawiać o tym, ile potomstwa możemy wprowadzić do scenariusza Brady’ego Buncha.

Uśmiechnęłam się na to, co powiedziała, ale cały czas wpatrywałam się w Tannera Layne’a, gdy mamrotałam – Zastanawiam się, czy jest ojcem Jaspera – powiedziałam to zgodnie z moją nadzieją, ponieważ te geny niewątpliwie będą dominujące, a to będzie oznaczać, że kiedy Cal zniesie zakaz, Keira zdobędzie jednego na żywo.

- Kim jest Jasper? – zapytała Cheryl, a ja znów na nią spojrzałem.

- Chłopiec, w którym podkochuje się Keira.

Uniosła wysoko brodę, mówiąc „Ach”. Potem powiedziała - Dowiem się – i skierowała się w stronę Feb.

Upiłam łyk wina i po kilku minutach Cheryl odpowiedziała - Jasper jest starszy – potwierdziła - Jego drugi, Tripp, jest młodszy. O ile Feb wie, żaden z nich nie został przyłapany na robieniu głupich rzeczy przez Colta ani kogokolwiek innego. Ale jest gotowa przesłuchać Colta w sprawie przydatności Jaspera dla Keirry.

– Byłoby dobrze, biorąc pod uwagę, że Cal niechętnie da jej zgodę na wyjście z nim, bo według Kate jest on podrywaczem w szkole średniej.

- Zajmę tym Feb – powiedziała.

- Dzięki - mruknęłam, po czym obie ucichłyśmy, ponieważ Tanner Layne rzucił kilka banknotów na bar i uniósł brodę do Feb.

Przeszedł przez długość baru, patrząc na mnie, a kiedy się zbliżył, jego głowa przechyliła się lekko na bok, kąciki warg wykrzywiły się w górę, a oczy zrobiły się leniwe. Następnie przeszedł obok i wyszedł za drzwi.

Musiałam przyznać, że moje sutki lekko mrowiły, ale z drugiej strony była to automatyczna kobieca reakcja na przechylenie głowy i uniesienie warg gorącego faceta.

Musiałam też przyznać, że miło było wiedzieć, że mam w sobie to coś, żeby siedzieć na stołku barowym i na tyle przykuć uwagę gorącego gościa, by zdobyć przechylenie głowy i uniesienie warg.

Ale przede wszystkim było to po prostu przyjemne, gdy spędzałam czas, zanim mogłam zadzwonić do Benny’ego.

*****

- Okej?

Tak wyglądało powitanie Bena o 12:45 w nocy.

- Proszę, powiedz, że jesteś blisko łóżka – odpowiedziałam sennym i gardłowym głosem. Po pierwsze dlatego, że właśnie się obudziłam i zadzwoniłam do Benny’ego. Po drugie, byłam wielozadaniowa i już włączyłam wibrator.

W głosie Bena nie było już zaniepokojenia, ale coś o wiele lepszego, gdy zażądał - Powiedz mi, że mówisz poważnie, cara.

– Mówię bardzo poważnie, Benny.

- Jak daleko jesteś? – zapytał.

- Nadal masz pracę do wykonania, kochanie – odpowiedziałem.

- Kurwa, kochanie – warknął i gotowe. To było wszystko, co musiałam usłyszeć. Benny wziął się do pracy.

Na szczęście to nie było wszystko, co dał mi Benny. Dał mi o wiele więcej i robił to, dopóki nie usłyszał, jak dochodzę. Potem odłożyłam wibrator, przekręciłam się na bok, zwinąłam w kłębek i swoim gardłowym, cichym głosem po orgazmie dałam mu o wiele więcej, aż usłyszałam, jak dochodzi.

Milczałam przez chwilę, aż zszedł, po czym szepnęłam - Tęsknię za tobą, Słonko.

– Przyjadę do ciebie w ten weekend.

Mrugnęłam do poduszki - Co?

- Moja kolej.

- Tak wcześnie? - Zapytałam z bijącym sercem, mając nadzieję, że potwierdzi, że tak, przyjedzie do mnie i to wkrótce.

- Skończ z tym gównem. Jestem tam albo ty jesteś tu w każdy weekend.

Chociaż bardzo mi się to podobało, martwiło mnie to.

– To dużo dla ciebie nieobecności w restauracji.

- Dwa miesiące. Osłaniają mnie.

Wiedziałam, że to było poświęcenie dla Benny’ego.

Ale to mnie uszczęśliwiało i to nie tylko dlatego, że miałam widywać go częściej, ale także dlatego, że on chciał mnie częściej widywać i był mężczyzną gotowym na takie poświęcenie dla mnie.

- Cheryl będzie musiała zadowolić się skrzydłową w dni powszednie – wymamrotałem, myśląc, że to jej wystarczy, bo prawdopodobnie pracowała przez większość weekendów.

- Co? - zapytał Bena.

- Nic – odpowiedziałam.

– Skrzydłowy Cheryl? – pchnął, a ja zacisnęłam wargi, bo miałam przeczucie, że Ben to mężczyzna w rodzaju Colta i Cala.

- Frankie – podpowiedział ostrzegawczo, nie gardłowym, seksownym głosem po orgazmie, ale warczącym, seksownym, wkurzonym głosem po orgazmie.

Tak, Benny był mężczyzną w stylu Colta i Cala.

Więc poddałam się - Cheryl poprosiła mnie, abym była jej skrzydłową.

– I powiedziałeś „tak”? – zapytał Ben, tak jakbym mu mówiła, że Cheryl poprosiła mnie, żebym pomogła jej zbombardować ambasadę Kanady.

- Musi się z kimś przespać – wyjaśniłam.

- Widziałem ją, więc myślę, że sama może tego dokonać - odparł Ben.

- Każda dziewczyna potrzebuje dobrej skrzydłowej, Benny – odpaliłam, a mój głos nie był już gardłowy, ani już po orgazmie, głównie dlatego, że trochę się wkurzyłam.

- Może. Tylko, że jej nie będziesz ty – oznajmił Benny, a ja przestałam się wkurzać i po prostu taka się zrobiłam.

- Dlaczego?

- Ty i twój tyłek, włosy, nogi, piersi i uśmiech nie musisz deptać po piętach pieprzonej Cheryl, zwracając na siebie uwagę i pakując się w kłopoty.

- Benny Bianchi, czy myślisz, że za milion lat zrobiłabym cokolwiek, co zagroziłoby obietnicy ciebie? – warknęłam.

Na chwilę usłyszałam ciszę ze strony Benny’ego, po czym zapytał cicho - Obietnica mnie?

– Tak – syknęłam - Obietnica ciebie.

– Kochanie, jestem twój. Jak mogę to obiecać? – zapytał ostrożnym tonem, a mój brzuch podskoczył, gdy usłyszałam „Jestem twój”.

Ale nadal.

- Każdy dzień to nowa obietnica, Ben – powiedziałam mu ostro - Każdej nocy kładę się spać, wiedząc, że to obietnica ciebie, każdego dnia budzę się, wiedząc, że w jakiś sposób się to spełni. I powtórzy. Przez… miejmy nadzieję… wieczność.

– Frankie – szepnął, ale nie mówił dalej.

Zignorowałam głębię znaczenia tego szeptu i stwierdziłam - Więc nie mów mi, że nie mogę umówić się z Cheryl. Ona jest zabawna. Jest nerwowa, ale miła. Wiem, że Vi nie pozwoliłaby jej zbliżyć się do siebie ani dziewczynek, gdyby nie miała złotego serca, ale mówię tylko, że Cal też by tego nie zrobił. Zostały mi zatem dwa miesiące w miasteczku. Przez cały czas, kiedy tu byłam, czułam się, jakbym była w zawieszeniu, a nie w domu, z dala od wszystkich, których kocham, przede wszystkim od ciebie i to naprawdę nie było wspaniałe. Więc wyjdę i będę się dobrze bawić z jedną z niewielu osób, które znam, a ty mi nie zabronisz.

- Okej kochanie.

Znów mrugnęłam do poduszki - Okej?

- Tak, wyjdź i baw się dobrze.

- Tak łatwo? - Zapytałem z powątpiewaniem.

– Prawie – odpowiedział.

Nie ufałam temu.

– Czy to oznacza, że pod moją nieobecność będziesz odgrywał rolę skrzydłowego jakiegoś faceta?

- Francesca, kiedy mam czas być skrzydłowym jakiegoś faceta? Pracuję, a kiedy nie pracuję, jestem z tobą.

O tak.

Racja.

– Ale czy mówisz, że ty możesz, a ja nie? - Ben poszedł dalej.

– Jesteś gorący – zauważyłam - Dziewczyny lubią gorących.

- A ty nie jesteś brzydka - odezwał się.

Musiałam przyznać, że to prawda.

Szedł dalej.

- I myślisz, że za milion lat zrobiłbym cokolwiek, co zagroziłoby obietnicy ciebie?

Boże.

Benny.

Nagle wcale nie byłam wkurzona.

– Nie – szepnęłam.

- Nie jestem Enzo – oświadczył Ben.

- Wiem, że nie jesteś.

– A ty nie jesteś Ninette.

- Wiem.

– Więc skończyłaś mnie wkurzać po tym, jak mnie wydoiłaś? - zapytał.

- Myślę, że tak – odpowiedziałam – Ale chcę tylko powiedzieć, że to ty zacząłeś.

– Kurwa – mruknął.

– A tak przy okazji, narzeczony Ninette ją rzucił – poprosiłam, żeby zmienił temat.

Nie spotkało się to z żadnym odzewem.

- Jedzie do Chicago, żeby znaleźć kogoś, z kim będzie mogła się bujać – powiedziałam.

- To nie będziemy ty i ja – stwierdził stanowczo Ben.

Wiedziałam o tym i dlatego, że wiedziałam, uśmiechnęłam się.

Tego też się trzymałam.

- A Chrissy urodziła dziecko.

Kolejny brak odpowiedzi.

- Nazwali ją Domino.

Spotkało się to z odzewem.

To było - Jezu.

– Będziemy na nią wołać Minnie.

- Kłaniam się teraz, kochanie, nasze dzieci nie będą nazywane głupimi wyzwiskami.

Nasze dzieci.

Boże.

Benny.

– Myślałam o Solitaire – skłamałam.

– Myślałabyś źle.

- Spade?

- Nie.

- Club?

- Nie.

– Monopoly?

Zachichotał, powtarzając swoje „Kurwa, nie”.

– A co z Johnem?

- John, rozważę.

Uśmiechnęłam się do poduszki i poprzez ten uśmiech powiedziałam cicho - Kocham cię, Benny.

- Odwzajemniam to, Frankie – odpowiedział cicho - Teraz idź spać z obietnicą mnie, a jutro upewnię się, że zrobię coś, aby ją spełnić.

Boże.

Cholernie kochałam Benny’ego Bianchi.

- Okej, Słonko.

– Dobranoc, Frankie.

– Dobranoc, Benny.

Czekałam i on czekał, potem puściłam go i rozłączyłam się jako pierwsza.

Potem przyłożyłam telefon do ust, jakby to był on i jakbym mogła dotknąć jego ust na dobranoc.

Za kilka miesięcy.

Wtedy byłabym całkowicie szczęśliwa.

Odłożyłam telefon, przytuliłam się i zasnęłam.



[1] Kołysać się na wietrze - nie wiedziałam jak to przetłumaczyć, bo chodzi o postawienie kogoś w bardzo trudnej pozycji, często przez ludzi, którzy mają nadzieję na uzyskanie z tego korzyści dla siebie.


2 komentarze: