sobota, 2 września 2023

5 - Szuflada w łazience

Rozdział 5

Szuflada w łazience

 

 

Stałam pod drzwiami swojego mieszkania, podczas gdy Benny wkładał klucz.

W końcu pchnął drzwi i cofnął się, żebym mogła wejść pierwsza.

- Dziękuję – warknęłam.

Uśmiechnął się.

Przewróciłam oczami, weszłam do mieszkania i od razu poczułam się dziwnie.

Wprowadziłam się tam sześć miesięcy po śmierci Vinniego, zostawiając pół luksusowy apartament, w którym Vinnie nas umieścił, kiedy zaczął zarabiać przyzwoite pieniądze z Salem. Sal powiedział mi, że pokryje czynsz za moje dawne mieszkanie, ale odmówiłam, bo uważałam to za dziwne. Tak czy inaczej, uszczypnęłoby to, ale mogłam sobie na to pozwolić sama.

Prawdziwym powodem, dla którego opuściłam apartament, było to, że nie mogłam już być w tamtym miejscu. Wszędzie było pełno wspomnień Vinnie’go. Czasami mogłabym przysiąc, że nawet jego zapach uderzał we mnie, sprawiając, że wszystko wracało, ból tak ogromny, że nie mogłam oddychać.

Byłam tak zdesperowana, by się stąd wydostać, że podpisałam umowę najmu w pierwszym miejscu, które obejrzałam. Nie było to jakieś super, ale w dobrej okolicy. Z korytarza wchodziło się do jadalni. Kuchnia odsunięta była na bok. Pokój dzienny oddzielony od jadalni. Z niego balkon z widokiem na miasto. Na dole korytarza dwie sypialnie, obie z balkonami z widokiem. Łazienka dla gości na korytarzu. Główna sypialnia miała łazienkę i garderobę. Była tam duża wnęka gospodarcza na pralkę i suszarkę oraz schowek w przedpokoju.

To było wszystko, czego potrzebowałam.

Po prostu nie miało osobowości.

Cóż, tak się było, kiedy już to zrobiłam, sprawiłam, że było to miejsce, do którego lubiłam wracać, miejsce, w którym lubiłam spędzać czas, głównie dlatego, że spędzałam w nim dużo czasu.

Ale jako goły szkielet, nie miało osobowości.

Teraz prawie do tego wróciłam, bo dziwnie mi było wejść do mojego mieszkania, bo nie było mnie tam od tygodni. Dziwnie było też tam wchodzić, bo większość rzeczy była zapakowana w pudełka w ramach przygotowań do przeprowadzki.

Nie było nic na ścianach. Gotowe na pustkę.

Otrząsając się z tej dziwności, spojrzałam na Benny’ego i zobaczyłam, jak zatrzaskuje za sobą drzwi, ale jego wzrok był skupiony na pudełkach ułożonych po trzy sztuki, opierających się o ścianę jadalni.

Nie wyglądał na szczęśliwego.

- Zajmie mi to tylko chwilkę – powiedziałam mu, a jego wzrok zatrzymał się na mnie.

- Przy okazji, weź to, co chcesz założyć na jutrzejszą kolację – rozkazał.

Spojrzałam na niego, żeby powiedzieć mu, co czułam, gdy mi rozkazywał, a potem pomaszerowałam korytarzem, żeby pokazać mu, co czułam, gdy mi rozkazywał. Zrobiłam to ostatnie, nie patrząc na niego, bo kiedy rzuciłam mu spojrzenie, przestał wyglądać na zdenerwowanego i zaczął się uśmiechać.

Będąc już w mojej garderobie, powiesiłam wieszaki na poręczach, szukając sukienki, w której Benny nie będzie twardy (wiedząc, że to bezowocne przedsięwzięcie; byłam sobą, liczyłam na wpływ i najwyraźniej naprawdę lubił mnie i mój wpływ) i zastanawiałam się, dlaczego zgodziłam się zjeść z nim kolację.

Zastanawiałam się, ale wiedziałam.

Przekonywał w sposób, w jaki tylko Ben potrafił to robić, co z pewnością odniosło sukces.

Innymi słowy, stoczył swoją dobrą walkę i był w tym o wiele lepszy.

Randka z Bennym.

Nie mogłam powiedzieć nie.

Chciałabym. Nawet z tym walczyłam. Ale uległam.

Chciałam też jasno określić moje granice, nie leżąc z nim w łóżku i oglądając telewizję.

Ale czy mi się to udało?

Nie.

Zamiast tego nie tylko leżałam z nim w łóżku, ale leżałam przytulona do niego, kiedy Benny bawił się moimi włosami, co było tak przyjemne, że nie mogłam tego opisać, jakie to było przyjemne. W końcu nawet zasnęłam przy nim oglądającym telewizję, kiedy Benny bawił się moimi włosami.

Dobra walka nie działała, milczenie, poddawanie się, aby w końcu postawić na swoim. Ponieważ poddanie się oznaczało przebywanie w pobliżu Benny’ego, który pokazywał, że jest więcej niż delikatny, może przyjmować wskazówki, zmywać naczynia i robić świetną pizzę.

Był opiekuńczy. Był szczery. Miał kontrolę. Mówię poważnie, co się stało z Nat? To cud, że udało mu się przez to utrzymać swoje gówno w ręku. Miałam własny zawrót głowy, ale obserwowałam go i wiedziałam, ile mu to zajęło siły woli. Dużo. Wciąż trzymał swoje gówno.

A moja zwykła walka o bycie głośną i pełną charakterku też nie zadziałała, bo Ben uznał to za „słodkie”.

Miałam przerąbane.

I wiedziałam, jak bardzo się miałam przerąbane, kiedy znalazłam dokładnie tę sukienkę, którą zamierzałam założyć jutro na kolację z Bennym. A potem znalazłam i chwyciłam buty.

Niebezpieczna sukienka.

Po prostu podstępne buty.

Nadal je chwyciłam, starannie złożyłam sukienkę i włożyłam ją wraz z pudełkiem z butami do mojej torby podróżnej na kółkach.

Chwyciłam też inne gówno, które nie mówiło: „Odsuń się, Benny Bianchi”, ale powiedziało: „Nie masz nic przeciwko, gdybym miała szufladę w twojej łazience?”

Boże, byłam na tak wyboistym podłożu, że czułam się, jakbym przeżyła trzęsienie ziemi.

Po prostu nie mogłam znaleźć w sobie siły, aby wywalczyć sobie wyjście na równą drogę.

Co gorsza, wzięłam na ten dzień sukienkę, która była wyborem z konieczności, bo tak naprawdę nie miałam nic innego, co nie było związane z błyskiem i szokiem, i nie miałam wyboru.

Ale to nie znaczyło, że nie był to jeden z moich wyborów, który miał wywierać większy wpływ niż większość. Ten był po prostu bardziej subtelny.

Byłam totalnie szalona i szłam do piekła.

Świadomość tego nie oznaczała, że nie poszłam do łazienki, żeby się przebrać.

Asheeka była u mnie tego ranka i zajęła się mim prysznicem.

Było to oczywiście po tym, jak Ben mnie obudził, zaprowadził do łazienki, był słodki, delikatny i pocałował mnie w usta.

Dobra wiadomość była taka, że w końcu obudziłam się z mniejszym bólem. Był, ale nie był tak zły.

Zawsze budziłam się trochę zamglona, nawet zanim zostałam postrzelona, i przez jakiś czas utrzymywałam tę mgłę. Ale dzisiaj było lepiej, bardziej jak moje normalne zamglenie. Wiedziałam o tym i wiedziałam, że Benny poczuł ulgę, nie tylko dlatego, że okazywał to uśmiechami i muśnięciami warg, ale też powiedział mi to wprost.

Asheeka pojechała do kościoła, a Benny wsadził mnie do swojego SUV-a.

Ale nie zabrał mnie bezpośrednio do mnie. Zabrał mnie bezpośrednio do Glazed and Infused, gdzie kupił dwa tuziny pączków.

To nie było tylko dla Cala, Vi i dziewcząt.

To dlatego, że Ben wiedział, że uwielbiam pączki. Mój apetyt na słodycze nie znał ograniczeń czasowych, więc rano (i przez resztę dnia) podnosił swój okropny łeb.

Toczył dobrą walkę i był w tym o wiele lepszy.

Kupił też dwie kawy i otworzył pudełko, gdy tylko wróciliśmy do jego SUV’a.

Nie byłam z tego dumna i próbowałam zapomnieć, że to zrobiłam (mimo że wydarzyło się to niecałe pół godziny temu), ale w drodze do mojego mieszkania zjadłam trzy takie pączki.

Co zostało zrobione, zostało zrobione.

Teraz robiłam gorzej.

Był wrzesień, ale nadal było ciepło, więc wybrałam tunikę oversize w kolorze królewskiego błękitu z rękawami trzy czwarte i krótką, obcisłą spódniczką. Top był bluzkowy i opadał mi z ramion, a talia była ściągnięta, tak aby góra tuniki mogła lekko opadać w obcisłą spódnicę. To był ten rodzaj sukienki, w której dziewczyna czuła się dobrze, bo wiedziała, że mężczyźnie może stwardnieć, kiedy ją w niej zobaczy.

Nie znajdowałam się już na niebezpiecznym terenie.

Igrałam z ogniem.

Problem polegał na tym, że lubiłam Vi, kochałam Cala i nie mogłam się doczekać spotkania z nimi obojgiem w innej sytuacji, niż tej, kiedy uciekałam, by ratować życie i wykrwawiałam się (prawie) na śmierć. Nie mogłam się też doczekać spotkania z córkami Vi i zobaczenia rodziny, jaką Cal odnalazł po latach dryfowania, kiedy w jego życiu wydarzyło się coś, co było zbyt bolesne, by nawet o tym myśleć, a to gówno nawet mnie się nie przydarzyło.

A ja byłam Francescą Concetti. Nie zamierzałam więc tego robić w dżinsach ani spodniach do jogi.

To była najmniej seksowna rzecz, jaką miałam, ale nie był to jeden z moich strojów biznesowych (a te też miały krótkie, obcisłe spódnice).

Nie było na to nic.

Nawet po wewnętrznej walce, którą stoczyłam o sukienkę, nie pomyślałam o tym, by nie założyć brązowych sandałów na szpilce.

Stało się tak dlatego, że jeśli nie ćwiczyłam, nie chodziłam w płaskich butach. Nigdy.

Nawet do dżinsów (z których miałam tylko dwie pary i nosiłam je rzadko). Nawet ze spodenkami (wszystkie były eleganckie; moja marka casual również skupiała się na błysku i szoku). Na pewno nie z sukienką.

Mogłam zostać postrzelona, ale musiałyby mnie spotkać o wiele gorsze rzeczy, zanim zdecydowałabym się na rezygnację z obcasów.

Co dziwne, prostując się z łóżka po założeniu butów, z nastroszonymi włosami, makijażem, w sukience, która wyglądała gorąco, ale była wygodna i w zwykłych szpilkach, poczułam się lepiej niż przez ostatnie tygodnie.

W końcu poczułam się jak ja.

Zamknęłam walizkę, położyłam jej kółka na dywanie i potoczyłam ją, idąc korytarzem z większą energią niż kiedykolwiek od wieków, wołając - Okej, skończmy z tym. I zobaczyłam, że kończy nam się Fanta Winogronowa, więc w drodze do domu powinniśmy wpaść do…

Urwałam i zatrzymałam się jak wryta, kiedy dotarłam do salonu/jadalni i zobaczyłam Bena w rogu salonu, stojącego przy drobiazgach z półek, których jeszcze nie spakowałam.

Odwrócił się do mnie i zatrzymał się jak wryty, ale tak naprawdę tego nie zauważyłam, bo widziałam, co trzymał w dłoni: ciężką, drogą, piękną szklaną ramkę, o której wiedziałam, że zawierała moje zdjęcie o wymiarach osiem na dziesięć z rodziną Bianchi w czasie świąt Bożego Narodzenia, zrobione wiele lat wcześniej.

Wszyscy staliśmy przed choinką. Carm była w domu rodziców z mężem i dziećmi, więc wszyscy byliśmy ściśnięci razem, aby zmieścić się w kadrze. Manny, Theresa i mąż Carm, Ken, nawet klęczeli, żeby nas wszystkich zmieścić.

Wszyscy uśmiechali się tak szeroko, że nie było trudno odczytać, że każdy z nas był roześmiany.

I byliśmy.

W tym zdjęciu chodziło o to, że Vinnie Junior przytulał małą córeczkę Carma i trzymał ją wysoko w ramionach, z nóżką dziewczynki przyciśniętą do jego klatki piersiowej, dłonią dziewczynki do jego gardła, ramionami obejmując ją bezpiecznie i mocno do swego wysokiego ciała.

To pozostawiło mnie wolną.

I przypomniały mi się te Święta. Przypomniałam sobie, jak robiliśmy to zdjęcie. Przypomniałam sobie, że wydawało się całkowicie naturalne, że Benny i ja odnajdziemy się i tak się stało. Nie mogłam powiedzieć, czy to ja wykonałam ten ruch, czy on, to było takie naturalne. Po prostu ciągnęło nas do siebie.

Więc na tym zdjęciu wszyscy staliśmy skuleni razem, mój przód był schowany z boku Benny’ego, moje ramiona obejmowały go mocno, a głowa była na jego ramieniu. Jedną ręką obejmował moją talię, drugą mocno obejmował moje ramiona i można było nawet zobaczyć jego palce na mojej górze, jak je ściskał.

Gdyby ktoś, kto nie wiedział, a spojrzał na to zdjęcie, z łatwością mógłby pomyśleć, że należę do Benny’ego, a nie Vinniego. Carm i Vinnie Senior byli pomiędzy nami. Nie byłam blisko Vinniego.

Za to byłam mocno przytulona do Benny'ego.

To było jedyne zdjęcie Vinniego, które trzymałam na widoku. Zdjęcie przedstawiające wszystkich Bianchi.

Trzymałam je na półce w salonie obok telewizora.

Oznaczało to, że widziałam to zdjęcie codziennie.

Mój wzrok powędrował do Benny’ego i zaczęłam - Ja…

Nie wykrztusiłam więcej ani słowa.

Gdybym miała zamiar zgadywać, nadal nie byłabym w stanie odgadnąć, co wyczytam z jego twarzy, gdy zobaczy to zdjęcie.

Ale kiedy spojrzałam na jego twarz, wiedziałam, że nie myślał o zdjęciu.

Puściłam rączkę walizki i byłam w stanie cofnąć się o trzy kroki, kiedy odłożył zdjęcie i rzucił się na mnie, postępując zgodnie z tym, co myślał.

To były tylko trzy kroki, bo mnie złapał, obrócił, a ja nie miałam innego wyjścia, jak tylko przycisnąć się do ściany, bo jego ciało mi nie dawało innego wyboru.

Podniosłam wzrok i zobaczyłam jego twarz, spojrzenie w jego oczach, które sprawiło, że poczułam ucisk w żołądku w sposób, jakiego nigdy w życiu nie czułam.

- Ben…

Sięgnął do mnie rękoma, jedną na biodrze, drugą na karku, po czym przerwał mi i zapytał - Jesteś teraz poważna?

- Ja…

Jego głos był warczeniem, od którego ugięły mi się kolana, gdy stwierdził: – Bo ja teraz jestem poważny.

Nagle kochałam to, że był poważny, chociaż nie byłam do końca pewna, o czym on w ogóle mówił.

- Kochanie – szepnęłam i nie miałam pieprzonego pojęcia dlaczego.

- Tak – odszepnął, wbijając palce obu dłoni, a jego twarz się przybliżała – Teraz ty jesteś poważna.

Właśnie wtedy mnie pocałował.

Tym razem nie był to dotyk ust. Pocałował mnie. Wbijał mi palce w kark, otworzyliśmy usta, wepchnął język do środka, i całował mnie.

Nie protestowałam. Ani trochę.

Nie.

Poczułam gorącą, słodką wspaniałość Benito Bianchi, czułam jego dłonie na sobie, czułam zapach jego wody po goleniu. Moje ręce podniosły się na jego szyję i przesunęły w górę, zanurzając się w jego gęstych, fantastycznych włosach i przycisnęłam go do siebie.

Przycisnęłam się bliżej.

Benny pocałował mnie mocniej.

Boże, dobrze go czułam. Smakował dobrze.

Nie całowałam się od ostatniego razu, który dał mi Benny.

Byłam wtedy pijana, ale nadal pamiętałam, że było dobrze.

Ten był lepszy. Dużo lepszy. Za dużo. Zbyt niebezpieczny.

Zbyt niesamowity.

Musiałam mieć więcej.

Przysunęłam się więc bliżej i jęknęłam w jego usta.

Miało to niefortunny skutek: Benny przerwał pocałunek, jego ręka odsunęła się od mojego tyłka, aby móc owinąć ramię wokół mojej talii, a jego druga ręka zsunęła się w dół, aby ponownie owinąć mnie z boku szyi. Opuścił swoje czoło do mojego.

- Jezu, cholera - wymamrotał, a ja otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jego były zamknięte.

Boże, był piękny – blisko, daleko, z zamkniętymi oczami, denerwujący mnie, był dla mnie delikatny, chronił mnie po tym, jak mnie pocałował.

Zawsze.

Przesunęłam dłonie w dół, gdzie mogłam wcisnąć dłonie w mięśnie jego szyi pod uszami, ale trzymałam palce w tych bajecznych włosach.

Jego oczy się otworzyły.

Więcej piękna.

- Zraniłem cię?

I więcej piękna.

– Nie – szepnęłam.

- Ta sukienka, kochanie – wyszeptał, wyjaśniając pocałunek.

– To najmniej seksowna, jaką mam.

Znów zamknął oczy i powtórzył - Jezu, cholera.

Ponieważ straciłam rozum przez ten pocałunek, chciałam się uśmiechnąć.

Poczułam, jak toczy się we mnie wewnętrzna walka, żeby się uwolnić. A chciałam tego, bo tak cholernie dobrze było wiedzieć, że wystarczy założyć gorącą sukienkę, a Benito Bianchi straci kontrolę.

To nie była zdrowa myśl. To nie było nawet racjonalne, biorąc pod uwagę mój stosunek do wszystkich spraw Benny’ego i mnie.

Ale miałam to.

Odsunęłam to od siebie, ale z trudem.

- Mówiłeś, że nie będziesz mnie całował aż do poniedziałku – przypomniałam mu, a jego oczy się otworzyły.

- Nie wiedziałem, że w niedzielę założysz tę sukienkę.

- Naprawdę nie noszę dżinsów – powiedziałam.

- Tylko mówię, tesorina, zechcę cię całować, nawet jeśli będziesz miała na sobie dżinsy.

– Zaczynam to rozumieć – mruknęłam, a mój wzrok powędrował na jego usta.

- Kochanie – zawołał, a ja ponownie skupiłam wzrok na jego oczach - To zdjęcie.

Po tych dwóch słowach zostałam boleśnie wyrwana ze swojej strefy szczęścia: zostałam właśnie pocałowana przez Benny’ego Bianchi i wrzucona do mojej zwykłej strefy. Strefy, której normalnie nie lubiłam, ale wtedy znienawidziłam.

Opuściłam brodę i przyłożyłam czoło do jego piersi, mówiąc - Nie rób tego.

- Byłaś moja, nawet gdy byłaś jego.

Miał rację. Szczerze mówiąc, to było porąbane. Nie miało to nawet sensu.

Ale ja zawsze kochałam Benny’ego. Byliśmy blisko. Dogadywaliśmy się. Z całej rodziny Vinniego najbliżej byłam z Bennym. Bycie w jego pobliżu sprawiało mi radość.

Należałam do Vinniego, ale z każdym tygodniem, gdy Vinnie robił głupie rzeczy, też oddalałam się od niego.

I należałam do Benny’ego. Potem, kiedy straciliśmy Vinniego, schrzaniłam, a on mnie odepchnął.

Zamknęłam mocno oczy i przesunęłam ręce w dół do jego klatki piersiowej, zaciskając palce na jego koszulce.

- Muszę to powiedzieć - Mówił w moje włosy.

- Nie jestem gotowa.

Uścisnął mnie palcami na mojej szyi – Trzeba to powiedzieć, cara. Rozumiem, że jesteś obecnie bezbronna. Ten pocałunek był zaskoczeniem… dla nas obojga… ale to, co muszę powiedzieć, nie dotyczy tego.

- Co musisz powiedzieć?

- Jestem na niego wkurzony.

To była taka niespodzianka, odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam mu w oczy - Co?

- Vinnie. Jestem na niego wkurzony. Spędziłem lata wkurzony na ciebie, żeby nie czuć tego, co czuję do mojego brata. Patrzę na to zdjęcie…

Potrząsnął głową - Co wróciło rozdrapane, kiedy zrozumiałem, co ci zrobiłem, dlaczego to zrobiłem, żebym nie czuł tego, co teraz do niego czuję… Patrzę na to zdjęcie i kurwa jestem wkurzony, że on nie czuł tego, co ja czułem, kiedy robiliśmy to zdjęcie – Boże Narodzenie, rodzina, śmiech – i nie wiedział, że miał w życiu wszystko, czego potrzebował.

Puściłam jego koszulkę, a moje ręce powędrowały z powrotem do góry i owinęły się wokół jego szyi, nienawidząc każdego słowa, które powiedział, ale jednocześnie z innego powodu kochając je.

A on dzielił się. Uczciwie. Umieszczając to właśnie tam.

Było to moje doświadczenie, że wielu mężczyzn nie dzieliło się – nie tym, co dotyczyło to ich uczuć, a już na pewno nie tym, co za nimi stało. Vinnie tego nie robił. On wszystko butelkował. Nigdy nie rozmawiał ze mną o ważnych sprawach, co oznaczało, że nigdy nie rozumiałam, kiedy robił głupie rzeczy.

Dzielenie się Bennym poruszyło mnie… głęboko.

Kopiąc tam… głębiej.

– Ben – szepnęłam.

- Powinienem dostać kopa w tyłek za to, że nie okazywałem mu wtedy tych emocji. Ale nie zrobiłem tego. Więc nie tylko oznaczało to, że schrzaniłem i cię skrzywdziłem, ale czułem się, jakbym znów go stracił.

Trzymałam się mocniej, stanęłam na palcach, żeby się zbliżyć, i dalej szeptałam, mówiąc - Kochanie. Przestawań.

- Jak? – zapytał.

Nie miałam pojęcia.

– Nie wiem – przyznałam – Ale nie ma powodu, żebyś się wkurzał, Benny. On odszedł. Nie możesz niczego zmienić.

- Wiem o tym, mała, i to nie pomaga.

- Więc może tak? - Mówiłam dalej - Rozumiesz to. Rozumiesz to, co jest na tym zdjęciu, czyli wszystko, czego potrzebujesz w życiu. A Vinnie dał jasno do zrozumienia tę lekcję i nigdy jej nie zapomnisz. To do bani, jak dał ci tę lekcję, Ben, ale przynajmniej dał ci coś i nie możesz zaprzeczyć, że było to ważne.

Wytrzymał mój wzrok, gdy jego dłoń na mojej talii przesunęła się w górę i zaczął bezczynnie głaskać mój bok.

To było miłe uczucie. Swobodne. Naturalne. Benny’ego.

A ziemia pod moimi stopami nadal się trzęsła.

Po prostu było mi to obojętne.

- Ona jest słodka, pikantna i mądra – wymamrotał, jego usta lekko się uniosły, a jego słowa i uniesiona końcówka wargi mówiły mi, że odpuścił to, co ciężkie.

Wzruszyłam lekko ramionami.

- To były wspaniałe święta – powiedział cicho.

– Tak – zgodziłam się równie cicho.

- Tęsknię za tymi ciasteczkami, które robisz, tymi z ciastem wokół Hershey’s Kisses.

- Śnieżki nadziewane czekoladą.

- Tak.

Tak.

O, tak.

Wiedziałam, że je lubił. Wiedziałam o tym, bo gdy usłyszał, że je robiłam, już był na miejscu, siedział na stołku przy barze i przerzucał się ze mną gównem, kiedy ja byłam zajęta. I zjadał je też na gorąco, gdy tylko skończyłam obtaczać je w cukrze pudrze i wkładać do pudełka.

I od razu wiedziałam, że właśnie dlatego robiłam je co roku.

Dwie partie.

Czasem trzy.

Byłam tak przeklęta.

- Jesteśmy połączeni – zauważył oczywistość.

- Wiem.

- Chcę, żebyśmy byli bardziej połączeni, kochanie.

– Wiem – powtórzyłam cicho.

– Możesz mnie tak całować, a potem pomyśleć, że uda ci się mnie przekonać, że nie chcesz iść tam ze mną?

Zamknęłam oczy i ponownie opuściłam podbródek, aby przyłożyć czoło do jego klatki piersiowej.

Benny trzymał się mnie.

– Wiem, że nalegam, cara, ale poważnie.

– Czy możemy o tym porozmawiać jutro przy kolacji?

Milczał i tak było przez jakiś czas.

Więc odetchnęłam z ulgą, kiedy mnie uścisnął i powiedział – Tak.

Odchyliłam głowę do tyłu i ponownie położyłam dłonie na jego klatce piersiowej.

- Zaraz tu będą i potrzebujemy Fanty.

- Kochanie, przyjeżdżają z Brownsburga z dwiema nastoletnimi dziewczynami. W niedzielę nastolatki nie wstają z łóżka o świcie, a podróż zajmuje cztery godziny. Przybędą tu najwcześniej do południa. Mamy przynajmniej półtorej godziny.

Poczułam, że moje brwi się złączyły – Cal nie wysłał ci SMS-a, żeby dać znać, kiedy wyjechali?

Moje pytanie wywołało u niego szeroki uśmiech. Był biały. To było wspaniałe. I sprawił, że jego oczy zaświeciły humorem w sposób, który tak bardzo lubiłam.

Będąc świadkiem tego z bliska i po raz pierwszy osobiście, nie miałam innego wyboru, jak tylko owinąć ramiona wokół jego talii i trzymać się.

– Nie jestem pewien, czy Cal zajmuje się wysyłaniem SMS-ów, Frankie. Co więcej, nie jestem pewien, czy Cal w ogóle jest w stanie kontaktować się z kimkolwiek w sprawie swoich działań.

- Będzie musiał się uczyć. Ma w swoim życiu kobietę.

Jego uśmiech pozostał biały i wspaniały i nawet gdy czułam, jak ziemia się pode mną trzęsie, nadal cieszyłam się tym z bliska i osobiście.

- Poprawię to – oznajmił - Nie jestem pewien, czy to w ogóle możliwe, aby Cal kontaktował się z kimkolwiek w sprawie jego zajęć, chyba że ktoś jest w jego łóżku i podoba mu się to, co mu tam daje.

Mój wzrok powędrował do jego ucha - To prawdopodobnie prawda.

Ben mnie uścisnął i odzyskał moją uwagę.

– Masz wszystko, czego potrzebujesz w tej torbie? - zapytał.

- Tak – odpowiedziałem.

- Teraz czas zaopatrzyć się we wszytko, kochanie. Jesteśmy tu.

- Jestem zaopatrzona.

– Jasne – powiedział, po czym pochylił się i wszedł głęboko. Wstrzymałam oddech i wstrzymywałam go, kiedy musnął ustami moją szyję.

Również trzymałam go, bo musiałam, żeby utrzymać się na nogach.

Potem musiałam go wypuścić, bo on mnie puścił. Odsunął się, ale złapał mnie za rękę, za uchwyt walizki i pociągnął mnie do drzwi, tocząc ją za nami, i powiedział - Jak wrócimy do domu, wyczyszczę szufladę w łazience.

Mój wzrok trafił w sufit.

Panie, mam nadzieję, że zwracasz uwagę, modliłam się w duchu. To był pomysł Benny’ego.

Ben mówił dalej.

– I w komodzie w sypialni.

Moja dłoń zacisnęła się spazmatycznie w jego dłoni.

Zignorował to i wyciągnął mnie za drzwi.

*****

Prawdopodobnie przyspieszając moją podróż do piekła, półtorej godziny później leżałam skulona na boku na kanapie Benny’ego, z głową na jego udach. Benny siedział na kanapie z nogami na stoliku do kawy i wzrokiem skupionym na meczu w telewizorze.

Nawiasem mówiąc, telewizorze osiemdziesięciocalowym.

Osiemdziesięciocalowym.

Rzecz była tak ogromna, że zajmowała prawie całą boczną ścianę jego salonu.

A dźwięk przestrzenny dorównywał temu, jaki można znaleźć w kinach.

Mimo to przez dźwięk przestrzenny słychać było Theresę kręcącą się po kuchni.

Kiedy byłam z Vinniem, nauczyłam się, że Theresa nie zrobiła tego, bo chciała, żebyś ruszył dupę i jej pomógł. Nie zrobiła tego. Nie chciała, żebyś był w jej pobliżu, kiedy będzie gotować lub sprzątać po posiłku. Nie chciała żadnych zakłóceń ani rozproszeń, ponieważ tylko ona mogła robić, co chciała, w sposób, jaki jej się podobał. Jeśli próbowałeś pomóc, to tylko zepsuło jej nastrój i wprawiło ją w zły nastrój.

Teresa w złym humorze nie była dobra.

Tak więc, nawet gdybym kilka tygodni wcześniej nie została postrzelona w lesie, a Theresa kręciła się po kuchni, zostałabym w salonie.

Chociaż znalazłam się w mojej obecnej sytuacji, wciąż miałam nadzieję, że Bóg zwraca na to uwagę, bo to nie ja się w niej postawiłam. Benny to zrobił. A kiedy zaprotestowałam, mruknął: „Cicho”.

Nie sądziłam, żeby leżenie z głową na jego udzie było właściwe, nigdy. Ale z rodzicami w jego domu i po tym, jak w pełni uczestniczyłam w pocałunku, który mnie położył, zdecydowanie nie.

Nie sądziłam też, żeby było słuszne wdawanie się z nim w dyskusję na ten temat, kiedy jego rodzice byli w jego domu.

To była sytuacja, do jakiej weszliśmy, kiedy wróciliśmy do domu godzinę temu. Gdy weszliśmy tylnymi drzwiami, oni byli już w kuchni – Vinnie siedział przy stole i popijał filiżankę kawy; Theresa krzątała się wokół stosu toreb z zakupami na stole, toreb, których zawartości nie miałam pojęcia, gdzie miała zamiar położyć, biorąc pod uwagę, że lodówka Benny’ego była zdecydowanie pełna.

Vinnie zabrał się za pączki, jakby nie jadł wielkiego śniadania, które, jak wiedziałam, Theresa przygotowała mu przed pójściem do kościoła.

Theresa przepędziła nas niemal w chwili, gdy weszliśmy przez drzwi, a zdecydowanie w chwili, gdy Benny rzucił pudełka z pączkami na ladę.

Niedługo potem znalazłam się na kanapie z Bennym.

W końcu jego dżinsy były miękkie, a udo twarde, więc powiedziałam sobie, że jestem grzeczna, a później zrobię Benny’emu piekło.

Ale tak naprawdę po prostu lubiłam to, gdzie byłam.

- Ben, twoja mama chce wiedzieć, gdzie jest twoje naczynie żaroodporne – powiedział Vinnie Senior, a ja przeniosłam wzrok na bok kanapy (ale nie podniosłam głowy znad uda Benny’ego), aby zobaczyć, że ojciec Bena się tam zatrzymał.

- Nie mam naczynia żaroodpornego – odpowiedział Benny.

Vinnie spojrzał w stronę drzwi prowadzących do foyer i mruknął – To nie będzie zbyt dobre wrażenie.

- Jak chciała gotować, powinna była przynieść to, czego potrzebowała – zauważył Benny – Miałem zamiar zamówić grilla na wynos.

Vinnie spojrzał z powrotem na syna i syknął - Jezu, nie pozwól jej usłyszeć, jak mówisz takie bzdury.

- Dlaczego? – zapytał Benny.

- Bo rodzina przyjdzie do ciebie. Chłopie, wiesz, że nie serwujesz grilla na wynos rodzinie, która przychodzi do ciebie z wizytą.

- Jestem samotnym facetem, tato. Mają szczęście, że w ogóle pomyślałem o nakarmieniu ich – odpowiedział Benny, a ja nie mogłam się powstrzymać, moje ciało zaczęło się trząść od tłumionego chichotu.

Czując to, dłoń Benny’ego, która spoczywała na mojej talii, mocno mnie ścisnęła.

- Idź do kuchni i pomóż jej znaleźć coś, czego będzie mogła użyć do przygotowania lasagne – rozkazał Vinnie.

- Tato, nie mam niczego, czego mogłaby użyć do przygotowania lasagne – odpowiedział Benny.

- Więc zabierz swoją dupę do sklepu i kup coś, czego będzie mogła użyć do ułożenia lasagne – zamawiał Vinnie.

- To gówno po prostu się nie wydarzy – warknął Ben.

Moje ciało zaczęło się mocniej trząść.

- Vinnie! – krzyknęła Theresa z kuchni - Mam rozłożony makaron! Gdzie jest moje naczynie?

- Ben go nie ma! – krzyknął Vinnie.

- Co? - Theresa wrzasnęła głosem graniczącym z piskiem - Mam rozłożony makaron! Co mam zrobić z makaronem, sosem, serem i bez naczynia?

Uniosłam rękę, owinęłam ją wokół uda Benny’ego, schowałam w niej twarz i prychnęłam.

- Jezu, cholera, idę do sklepu – wymamrotał Benny ze złością. Poczułam, jak mięśnie jego ud napinają się, przygotowując się do wstania, kiedy poczułam, jak przesuwał dłoń na tył mojej szyi, by niewerbalnie dać mi znać, że wstaje.

Podniosłam głowę i spojrzałam na niego z uśmiechem.

Nie uśmiechał się.

- Dobrze, że to cię rozbawiło, kochanie, ale to gówno nie jest śmieszne – stwierdził zaraz po tym, jak rozległ się dzwonek do drzwi.

Odwróciłam głowę i skierowałam wzrok na oparcie kanapy.

- Są tutaj! - Teresa krzyknęła z kuchni.

Straciłam udo Benny’ego, a potem nie byłam na kanapie, kiedy Benny podniósł mnie i postawił na sandałach.

Odwróciliśmy się i zobaczyłam, że Vinnie był już przy drzwiach z wielkim uśmiechem na twarzy, otwierając je.

Ben wziął mnie za rękę i poprowadził nas w stronę drzwi, kiedy pojawiła się Theresa z rękami w górze i ustami krzyczącymi - Jaki szczęśliwy dzień!

Puścił mnie w samą porę, aby zostać uderzonym przez nie obie. Cofnął się o krok, zatrzymał się i objął je ramionami, mamrocząc coś, czego nie zrozumiałam, bo byłam całkowicie pochłonięta przez tę scenę.

Stało się tak, bo coś mi w tym nie pasowało. Wspaniale było patrzeć, jak Ben obdarza uczuciem wspaniałe dziewczyny Vi, wręcz olśniewające.

Ale odniosłam wrażenie, że Vi i Cal byli stosunkowo nowi, więc zastanawiałam się, dlaczego dziewczyny tak szybko zaprzyjaźniły się ze wszystkimi.

- Hej - usłyszałam.

Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć Vi blisko i zupełnie zapomniałam o oglądaniu olśniewającego pokazu Benny’ego Bianchi dającego uczucia dwóm młodym dziewczynom.

- Hej – odpowiedziałam, patrząc Violet w oczy.

Nie myślałam o tym, o jej wizycie, poza tym, że nie mogłam się doczekać spotkania z nią, jakby była bliską przyjaciółką, która mieszkała kilka godzin stąd, więc nie pijałyśmy koktajli w każdy piątkowy wieczór, ale zamiast tego musiałyśmy plany na specjalne okazje.

Patrząc jej wtedy w oczy i po raz pierwszy w życiu widząc ją w normalnych okolicznościach, uderzyło mnie, że kiedy ją widziałam ostatni raz, Daniel Hart celował w jej głowę z pistoletu. Przez cały czas, gdy ją poznawałam, nasze życie było w niebezpieczeństwie lub uciekałyśmy w od niego.

Razem.

Nie pozwoliła mi się od siebie odłączyć, choć prawdopodobnie byłoby to rozsądne.

A ja nie pozwoliłam jej się ode mnie odłączyć, choć prawdopodobnie byłoby to rozsądne.

Trzymałyśmy się razem.

I udało nam się przez to przejść.

Patrząc na jej piękną twarz w przedpokoju domu Bena, czułam, że to się stało, a moja twarz się rozpadała, gdy patrzyłam, jak to się jej przydarzyło. A potem byłyśmy w swoich ramionach, trzymając blisko, tak cholernie mocno, że moja twarz była wepchnięta jej w szyję, a jej w moją.

- Przykro mi – zapłakałam w jej szyję, kiedy mój głos był gruby i zatkany, stłumiony przez jej włosy.

- Nie, mi przykro – zawołała do mnie tym samym głosem.

- Jestem idiotką – powiedziałam, trzymając ją mocno i nadal płacząc.

- Jestem kretynką – powiedziała, trzymając mnie mocno i wciąż płacząc.

– Nie, nie jesteś – wybełkotałam.

- Ty też nie – wybełkotała.

- Jezu - usłyszałam mamrotanie Cala.

- Zamknij się, Joe – warknęła Violet, ale zrobiła to w moją szyję, nie odsuwając się ode mnie na centymetr.

Po prostu trzymałyśmy się.

Ja ze swojej strony trzymałam się, bo dobrze było ją czuć. Czułam ją żywą.

I udało nam się przez to przejść.

Nagle ciało Vi drgnęło i zapytała - Sprawiam ci ból?

Podniosłam głowę, ona podniosła swoją i spojrzałyśmy sobie w oczy.

– Nic mi nie jest – szepnęłam.

- Cieszę się – odszepnęła i wiedziałam, że miała na myśli to, że cieszyła się, że u mnie wszystko w porządku, nie tylko, że znosiłam jej uścisk.

Uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech.

Widząc to, poczułam, że moja twarz znów zaczyna się rozpadać, ale powstrzymałam to i potrząsnęłam nią - Wszystko w porządku? - Zapytałam.

- Absolutnie - odpowiedziała, po czym zapytała - Chcesz poznać moje dziewczyny?

- Absolutnie – odpowiedziałam.

Jej uśmiech powrócił i trzymała mnie jednym ramieniem, ale odwróciła nas w stronę swoich córek. Przesunęłam dłonią po twarzy, gdy zobaczyłam, że jedna dziewczyna wisiała na Calu. Druga wisiała na Bennym. Obie patrzyły na matkę i na mnie, a obie pary oczu były mokre.

- Katy, Keirry, chodźcie tu i poznajcie Frankie – nalegała.

Przysunęły się ostrożnie do przodu, niewątpliwie wiedząc, że przechodziłam rekonwalescencję.

Wyciągnęłam wolną rękę, a one przyszły znacznie szybciej, ale nie cofnęły mnie o krok.

Pomyślałam, że to starsza, Kate, dotarła tam pierwsza. Vi puściła mnie, żeby mogła mnie lekko przytulić i powiedzieć blisko ucha - Fajnie cię poznać.

Kiedy chciała puścić, przytrzymałam ją mocniej i powiedziałam - Mi też, Słonko.

Odwróciła głowę, spojrzała mi w oczy i jej warga zadrżała, ale trzymała się dzielnie i uśmiechnęła się.

Puściłam ją, a Keira podeszła do mnie.

Jej uścisk był równie lekki, ale wiedziałam, że wszystko pójdzie źle, kiedy powiedziała mi do ucha - Dzięki, że zaopiekowałaś się Mamuśką.

Potem jej ramiona spanikowały i wiedziałam, że straciła opanowanie.

Objęłam ją mocniej ramionami i mój wzrok przeniósł się na Benny’ego, który obserwował nas z ciepłą intensywnością, która zaparłaby mi dech w piersiach, gdyby Keira pozwoliła mi oddychać.

Oderwałam wzrok od Bena, odwróciłam głowę i szepnęłam jej do ucha – Moja przyjemność, kochanie.

Ciało Keiry wzdrygnęło się od szlochu.

Kate wśliznęła się w bok swojej mamy i usłyszałam jej jęk. Więc pochwyciłam jej wzrok i uśmiechnęłam się do niej.

Ona znowu trzymała się w kupie i odwzajemniła uśmiech.

Nagle pojawił się Cal, owinął rękę na karku Keiry i zapytał łagodnym, cichym głosem, jakiego nigdy w życiu od niego nie słyszałam - Zechcesz mnie tam wpuścić, Keirry? - Jego głos był tak piękny, że, znów, gdyby Keira pozwoliła mi oddychać, przestałabym.

Puściła mnie nagle, niemal jakby zawstydzona, kiwając głową i wycierając twarz.

Vi zgarnęła ją, a Cal o mnie. Nie trzymał mocno, ale dużo komunikował się swoim uściskiem i poczułam, że znowu zaczynam tracić opanowanie.

Wzięłam drżący oddech i wstrzymałam go, gdy Cal odsunął się, spojrzał na mnie i zapytał głosem słyszalnym tylko dla mnie - Dobrze się czujesz?

Wiedziałam, co miał na myśli.

- Myślę, że muszę przestać stać – odpowiedziałam, ponieważ całe to przytulanie było wspaniałe, ale jednocześnie nie było zbyt przyjemne w starciu z moją raną.

Wtedy Cal, najlepszy na świecie przyjaciel Vinniego Juniora, zrobił coś dziwnego.

Puścił mnie, ale zrobił to, zostawiając rękę na moich plecach, po czym delikatnie, natychmiast i stanowczo popchnął mnie bezpośrednio do Benny’ego, mówiąc cicho - Ona musi się odciążyć.

Wtedy właśnie podszedł do mnie Benny, objął mnie w talii, zaprowadził do salonu i wprowadził, mówiąc - Usiądźmy.

Towarzystwo podążyło za mną, ale nie widziałam, jak sobie poradzili, bo Benny posadził mnie w rogu kanapy i natychmiast pochylił się, jedną ręką opierając się o siedzenie obok mnie, drugą o podłokietnik, a jego twarz znajdowała się o cal od mnie.

- Potrzebujesz pigułki? – zapytał.

- Nie, przeboleję to. Może będzie lepiej, kiedy nie będę wrzeszczeć.

Jego głowa odchyliła się nieco do tyłu, jego wzrok przesunął się po mojej twarzy i powiedział – Jasne. Jeśli czegoś będziesz potrzebować, powiesz tacie lub mamie.

Skinęłam głową.

- Teraz muszę iść do sklepu i kupić pieprzone naczynie żaroodporne.

Poczułam, że moje usta się wykrzywiają, zanim ponownie skinęłam głową.

Patrzył, jak moje wargi wykrzywiają się, po czym ponownie spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się i mrugnął.

Potem go nie było.

Ale jego uśmiech i mrugnięcie pozostały i odkryłam, że nie musiałam znosić bólu.

Uśmiech i mrugnięcie okiem Benny’ego Bianchi były najlepszym lekarstwem, jakie mogła dostać dziewczyna.

*****

- Szkoła jest świetna, a najlepsze w niej jest to, że jest tam Jasper Layne[1].

Było to po lasagne, którą Theresa podała przy stole Benny’ego w jadalni, po tym jak spędziła prawie cały czas gotowania lasagne w jego jadalni, zdejmując z blatu stołu zaśmiecające go coś, co wyglądało na pocztę rzucaną tu przez trzy lata, i atakując staromodną, zdecydowanie z drugiej ręki, zastawę dla ośmiu osób.

Byliśmy w salonie. Vi, najwyraźniej nie wiedząc, że powinna zostawić Theresę w spokoju, była w kuchni z matką Benny’ego i pomagała jej zmywać naczynia.

Wróciłam na kanapę i znów się na niej rozłożyłam, ale nie w kącie. Benny zajął kąt, a ja leżałam przytulona do niego, kiedy obejmował mnie ramieniem. Kate siedziała na kanapie obok nas. Vinnie Senior siedział na rozkładanym fotelu Bena. Cal siedział w dużym fotelu. Keira leżała na podłodze i to ona mówiła.

Ukradkiem obserwowałam Cala, który nie ukradkiem obserwował Benny’ego i mnie, siedzących w rogu kanapy. Na jego ustach błąkał się lekki uśmiech, w oczach ciepły blask humoru, ale w obu przypadkach na jego twarzy malował się wyraz porozumiewawczy.

A ja tego nie rozumiałam. On i Vinnie Junior byli w tym samym wieku, blisko jak bracia. Próbował odwieść Vinniego od współpracy z Salem, ale był jednym z nielicznych, którzy zamierzali przyjmować Vinniego, jakim tylko był. Właśnie tak byli blisko. Nie podobało mu się, że Vinnie był w załodze Sala, ale nie miał zamiaru go przez to stracić.

Więc sposób, w jaki Benny mnie trzymał, który nie był pełen braterskiego uczucia, pomyślałam, że rozzłościłby Cala, a przynajmniej go zaniepokoił.

Było oczywistym, że nie.

Najwyraźniej mu się to podobało.

Co było dziwne.

Co dziwniejsze, Vinnie Senior też na to nie zareagował.

To sprawiało, że czułam się niekomfortowo, a biorąc pod uwagę wszystko, co działo się w mojej głowie, nie wspominając o towarzystwie, nie miałam czasu, aby dowiedzieć się dlaczego.

- Jasper Layne jest seksowny, co do tego nie ma wątpliwości, ale jest też psem na baby.

To wyszło od Kate i w chwili, gdy to nastąpiło, Cal przestał uśmiechać się ze zrozumieniem do stopy Benny’ego, którą splótł on z moją w intymny sposób, który był miły, ale wiedziałam, że nie powinnam na to pozwolić (chociaż to zrobiłam, chcąc zarobić swój pierwszej klasy bilet prosto do piekła), a jego uwaga skupiła się na Kate.

- Nie jest – warknęła Keira.

- Totalny podrywacz – oznajmiła Kate.

- On nie jest! - Głos Keiry podniósł się.

- Keirry, on miał już trzy dziewczyny, a jesteśmy w szkole jakiś miesiąc – powiedziała jej Kate.

Przestałam potajemnie oglądać i zaczęłam oglądać otwarcie, a także otwarcie się uśmiechać (ogromnie), gdy mroczny, opiekuńczy ojcowski wyraz przesunął się po twarzy Cala.

Kochał Violett. Wiedziałam to, kiedy zrobił wszystkie kroki i sprawił, że stał się cud, gdy znalazł nas na odludziu w lesie i odebrał życie mężczyźnie, aby ją uratować.

Kochał także jej dziewczyny.

I bardzo mi się to podobało.

- Więc szuka tej właściwej – odparowała Keira.

– On czegoś szuka – mruknęła Kate.

- Żadnego Jaspera Layne’a – zadecydował Cal, a ja zobaczyłam, jak Keira przeniosła wzrok na Cala.

- Joe! - krzyknęła.

- Żadnego Jaspera Layne’a – powtórzył.

Poczułam, jak Benny mnie ściska, i spojrzałam na niego, żeby zobaczyć, jak uśmiecha się szeroko do swojego kuzyna.

Moja uwaga wróciła do sceny, gdy Keira wykrzyknęła - Jest uroczy!

– On jest poza zasięgiem – oznajmił Cal.

- Joe! – powtórzyła głośno.

Cal spojrzał na nią gniewnie. Potem przestałam się do niego uśmiechać i zaczęłam się na niego gapić, kiedy zobaczyłam, że to się zaczęło.

Nie mogłam uwierzyć, że to się mogło wydarzyć.

Potem to się stało.

Złamał się.

- Ile on ma lat? – zapytał Cal.

- Jest uczniem drugiej klasy – odpowiedziała Keira – Keira, która, nawiasem mówiąc, była uczennicą pierwszej klasy liceum.

- Poczekaj, aż będziesz starsza, on będzie starszy, wtedy zobaczymy.

Obserwowałam, jak Keira przyglądała się swojemu „Joe”. Potem zobaczyłam, jak jej twarz staje się łagodna, a oczy błyszczą. To wtedy zdałam sobie sprawę, że ona wiedziała, że ma owiniętego wokół palca wielkiego, szorstkiego mężczyznę, którym był Joe Callahan.

Pewnie dlatego powiedziała znacznie spokojniej i zdecydowanie słodko - Okej, Joe.

- Wiesz, że to zabawne – wtrącił w tym momencie Benny.

– Zamknij się – warknął Cal.

Ben zachichotał, ja zachichotałam, a Vinnie Senior roześmiał się szczerze.

Twarz Cala przybrała kolejny ponury wyraz, tym razem zirytowany, więc przestałam chichotać i spojrzałam na Keirę - Czasami ci są najlepsi – podzieliłam się swoją kobiecą mądrością.

- Jacy są najlepsi? - zapytała mnie.

- Dzicy. Pozwalasz im się wyszumieć i odbierasz ich, gdy się oswoją. Tak będzie najlepiej – powiedziałam jej, a ramię Benny’ego zacisnęło się, ale tym razem nie rozluźniło.

- „Oswojenie” nie brzmi zabawnie – zauważyła Keira. Cal westchnął głośno, a ja się uśmiechnęłam, ale tylko po to, żeby się nie śmiać.

Cal miał przy tym pełne ręce roboty i pomyślałam, że to zabawne.

- To nie jest oswojony oswojony, to jest dobre oswojenie – wyjaśniłam. Wyglądała na zdezorientowaną, więc mówiłam dalej - Ja tylko mówię: posłuchaj Cala. Możesz tego nie zrozumieć, bo jesteś młoda, ale się nauczysz. I on stara się mieć pewność, że kiedy się nauczysz, nie będzie to trudne.

- Racja – szepnęła Keira, spoglądając na mnie, spoglądając na Cala i chłonąc moją kobiecą mądrość niczym gąbka.

– A więc – powiedziała Kate, a ja spojrzałam na nią - To tak, jak Joe był Samotnym Wilkiem, a mamcia i my tam dotarliśmy, a on wciąż jest gorący i fajny, ale ma nas.

– Coś w tym stylu – odpowiedziałam, uśmiechając się do niej.

- Samotny Wilk? – zapytał Benny.

– Zamknij się – warknął Cal.

Znowu się zaśmiałam.

- O czym gadamy? – zapytała Theresa, a ja spojrzałam przez oparcie kanapy i zobaczyłam, jak ona i Violet dołączają do nas.

- Coś, o czym już nie rozmawiamy – odpowiedział Cal.

Posłałam Vi szeroki uśmiech, gdy Kate zeszła z kanapy i usiadła na podłodze ze swoją siostrą, aby Theresa mogła usiąść w kącie. Violet wcisnęła się obok mnie.

Gdy tylko to zrobiła, chwyciła mnie za rękę i trzymała.

Położyłam nasze dłonie na udzie i ścisnęłam mocniej.

- Zrobiłam cannoli, a Benny kupił dość pączków dla całej armii. Ktoś ma ochotę na coś słodkiego? – zapytała Teresa.

- Ja! - zawołała Keira.

- Całkowicie! – wykrzyknęła Kate, już wstając.

Theresa ledwo usiadła, ale wstała - Chodźmy zrobić kawę i przynieść coś słodkiego.

- Przydałaby mi się kawa i coś słodkiego – mruknął Vinnie Senior, wstając z fotela i podążając za nimi.

- Ben, na słówko – powiedział Cal.

Poczułam, że Benny napiął się przy mnie. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że surowo patrzył na swojego kuzyna. Potem spojrzał na mnie i jego spojrzenie złagodniało.

– Wrócę, cara – powiedział cicho.

– Jasne – odpowiedziałam.

Ostrożnie odsunął się ode mnie i wstał.

Mężczyźni wyszli, a ja spojrzałam na Vi.

– Wiesz, o co chodzi? - zapytałam.

Violet spoglądała ponad kanapą i patrzyła, jak mężczyźni odchodzą, ale na moje pytanie jej wzrok skierował się na mnie - Joe najwyraźniej ma coś na głowie. Niestety nie powiedział mi, co to jest.

Spojrzałam za kanapę i zobaczyłam, że cokolwiek to było, zabrało ich na frontowy taras. Innymi słowy, gdzie nikt nie mógł podsłuchiwać.

Spojrzałam z powrotem na Violett - Wszystko w porządku?

Skinęła głową - Policja znalazła rzeź, którą Hart pozostawił w swoim domku nad jeziorem. Postrzelił ciebie. Zarówno broń Joe, jak i Benny’ego była zarejestrowana. Policjanci wiedzieli, że zostałyśmy porwane i wiedzieli wszystko o Harcie i jego obsesji na moim punkcie. Podsumowując, nie wnieśli oskarżenia przeciwko Joe za zrobienie mu dziury w głowie. I, oczywiście, wiesz, to samo z Bennym, który strzelił mu w brzuch.

Wiedziałam to wszystko. Sal wyjaśnił mi to w szpitalu.

Wyjaśniłam więc - Nie. Mam na myśli ciebie, dziewczyny, dramat - Pochyliłam się bliżej – Są piękne, Vi – powiedziałam cicho - Takie słodkie. Niesamowite. Ale wydają się...

Uścisnęła moją dłoń - Straciły tatę, wujka i prawie mnie i Joe przez Daniela Harta. Trzymają się rodziny, tracąc to opanowanie. Joe i ja obserwujemy to, ale uważam, że lepiej, żeby się łapały kochania, niż żeby grały.

- Masz rację – odpowiedziałam.

Przechyliła głowę na bok i uniosła brwi – Ty i Benny?

– Długa historia – mruknęłam, a ona się uśmiechnęła.

– Dobrze razem wyglądacie.

Przyciągnęłam jej wzrok bezpośrednio - Dobrze wyglądałam też z jego bratem.

Wytrzymała mój wzrok przez długie sekundy, po czym zapytała ostrożnie - Lubisz go?

– Jest komisarzem lokalnej Małej Ligi.

Jej usta drgnęły i wymamrotała - Lubisz go.

- To także brat mojego zmarłego chłopaka – zauważyłam pieprzony miliardowy raz w ciągu trzech dni.

Oceniła moją twarz i zauważyła - Wyczuwam, że nie chcesz o tym rozmawiać.

- Odkąd Ben dał jasno do zrozumienia, co o tym myśli, to w zasadzie jedyna rzecz, o której myślę, o której rozmawiamy i ja rozmawiam z innymi ludźmi. Więc tak, przydałaby mi się przerwa.

Violett skinęła głową - Racja. Więc kiedykolwiek będziesz musiała omówić to z kimś, kto po prostu cię wysłucha, albo kiedykolwiek będziesz musiała omówić cokolwiek z kimś, kto po prostu cię wysłucha, albo kiedykolwiek będziesz chciała po prostu puścić wiatr w żagle, zadzwoń do mnie. Okej?

To było takie miłe, że uśmiechnęłam się do niej i oświadczyłam - Po prostu wiedziałam, że jesteś zajebista.

Odwzajemniła uśmiech i odpowiedziała - Wiedziałam, że jesteś kretynem, kiedy podniosłaś to okno, żebyśmy mogły uciec.

Wzruszyłam ramionami - Domyśliłam się, że, skoro Hart strzelał do ludzi w drugim pokoju, przyszedł czas na spacer.

Zaczęła chichotać i przez to powiedziała - Miałaś rację.

Ja też zaczęłam chichotać i robiłyśmy to przez chwilę, aż obie otrzeźwiałyśmy, z oczami wlepionymi w siebie i mocno zaciśniętymi dłońmi.

- Wstałeś z łóżka, rozmawiasz, wyglądasz wspaniale, ale czy śpisz? Radzisz sobie? Zdrowiejesz? – spytała szeptem Vi.

- Jedną dobrą rzeczą w tym, że Benny się ze mną kłócił, było to, że tak naprawdę nie miałam okazji naprawdę wpaść w panikę z powodu tej całej sprawy z Hartem. Ale my tu jesteśmy, a jego nie ma, więc wszystko ostatecznie się ułożyło.

– Tak – zgodziła się.

- Ty? – zapytałam.

- Mam Joe – odpowiedziała, a ja się uśmiechnęłam. Miała Cala. Cal ją miał. I najwyraźniej tylko tego potrzebowała.

- Jesteś dla niego dobra – powiedziałam.

- On jest dobry dla mnie– powiedziała mi.

Doskonała odpowiedź.

- Kocha twoje dziewczyny – powiedziałam jej.

- Uwielbiają go – powiedziała mi.

Kolejna doskonała odpowiedź.

– Dziękuję, że go uszczęśliwiłaś – szepnęłam.

- To, kochanie, nie jest trudnością – odszepnęła.

Znowu się do siebie uśmiechnęłyśmy. Potem, będąc kobietami, a co za tym idzie, skłonnymi do robienia szalonych rzeczy bez żadnego powodu, wybuchłyśmy śmiechem.

*****

Kilka godzin później, kiedy wszystkich już nie było, wyszłam z łazienki w kolejnej z seksownych, uroczych koszulek nocnych Giny i zobaczyłam Benny’ego z bosymi stopami, w swoim T-shircie i dżinsach, leżącego na łóżku.

Jego wzrok przeniósł się na mnie, opadł na moje ciało i wymamrotał - Jezu.

To mnie niesamowicie wzruszyło i jednocześnie zirytowało.

- Mógłbyś uniknąć tortur, oglądając telewizję na dole – zauważyłam.

Jego wzrok podniósł się na moje oczy - Mógłbym.

To było wszystko, co powiedział.

Westchnęłam, podeszłam do szlafroka leżącego w nogach łóżka, narzuciłam go na siebie, zawiązałam pasek i weszłam do łóżka.

Benny leżał w tym łóżku i powinnam się wściekać o to, ale musiałam się do niego wdrapać. To był ważny dzień, pełen przytulania, poruszania się i siedzenia. Dobrze było to zrobić. Poczułam się lepiej, że udało mi się przetrwać. Nie było to zbyt szybko, ale to nie znaczyło, że nie musiałam tego rozładować.

Spojrzałam na telewizor i zobaczyłam, że Benny przeglądał listę kanałów jak mężczyzna stojący przed lodówką – to znaczy nie zwracał zbytniej uwagi na to, co było, nie wiedział, czego chciał, nie podobało mu się to, co widział i chciał robić to przez następne pół godziny, myśląc, że w magiczny sposób pojawi się coś, co złagodziłoby głód.

– O czym rozmawiałeś z Calem? – zapytałam.

- Chciał się upewnić, że wszystko z tobą w porządku – odpowiedział Ben, wpatrując się w telewizor.

- Mógł mnie zapytać – zauważyłam, patrząc na Bena.

- Nie zrobił tego. Zapytał mnie – Ben powiedział mi to, co już wiedziałam.

- To wymagało od was przebywania na werandzie przed domem, gdzie nikt nie słyszał? - pchnęłam.

- Tak, ponieważ wydarzyło się to na werandzie przed domem, gdzie nikt nie mógł usłyszeć – stwierdził Ben i to było nie niesamowite uczucie. Po prostu mnie to irytowało.

- Benny! - warknęłam, a on na mnie spojrzał.

- Pytaj, o co chcesz, kochanie – powiedział delikatnie, czytając mnie i wiedząc, że owijałam w bawełnę.

Więc przestałam owijać w bawełnę.

– Cal nie wydaje się mieć problemu z koncepcją ciebie i mnie – zauważyłam.

– Nie robi tego, bo wielokrotnie mi powtarzał, po tym, co się wydarzyło z Hartem, żebym wyciągnął głowę z tyłka i poukładał sprawy między nami.

Moje usta otworzyły się.

Zamknęłam je i oznajmiłam - Nie ma „ty i ja”.

Jego oczy omiatały mnie w łóżku, zatrzymały się na moich i powiedział cicho - Kochanie.

Gówno.

– Porozmawiamy o tym jutro – przypomniał mi - W tej chwili widzę, że miałaś ważny dzień i musisz odpocząć.

Nie mylił się co do tego. Był uważny i zauważył to.

Kolejna dobra rzecz w Bennym.

– Chodź tutaj – rozkazał.

– Dobrze mi tutaj – powiedziałam, kierując wzrok na telewizor.

- Frankie, chodź tutaj – powtórzył.

Spojrzałam na niego – Dobrze mi tutaj, Benny.

– Kotku – stwierdził stanowczo, ale nic więcej nie powiedział.

- Jest mi wygodnie.

- Chodź tutaj – powiedział jeszcze raz.

- Ben, dobrze mi tu, gdzie jestem.

- Chodź tu.

Moje oczy zwęziły się - Serio?

– Francesca, chodź… tutaj.

- Będziesz to powtarzał, dopóki ja tego nie zrobię? – warknęłam.

- Tak – odpowiedział.

- Jesteś irytujący – powiedziałam mu.

- Chodź tu.

– Teraz jesteś bardziej irytujący.

- Chodź tu.

Spojrzałam na niego gniewnie, informując go - Naprawdę mam ochotę uderzyć cię teraz poduszką.

- Chodź tu.

- Benny! - Krzyknęłam.

Potem już nie leżałam po mojej stronie łóżka.

Byłam ciasno przytulona do boku Benny’ego, po jego stronie łóżka.

To było miłe uczucie. Naturalne. Dobre.

Zacisnęłam zęby.

Potem je rozluźniłam i powiedziałam - Jesteś cholernie irytujący.

– A ty jesteś przeurocza.

Znów zacisnęłam zęby.

Ben zdecydował się na jakiś program telewizyjny, którego akcja rozgrywała się w więzieniu.

- Nie oglądam programów więziennych – oznajmiłam.

Ben nic nie powiedział, ale nie zmienił kanału.

– Albo filmów wojennych – ciągnęłam bezmyślnie.

Ben się nie poruszył, a kanał pozostał ten sam.

- Ben, znajdź coś innego – rozkazałam.

- Proszę? - powiedział to jedno słowo jako żądanie.

Przechyliłam głowę z miejsca na jego klatce piersiowej i spojrzałam na niego gniewnie.

Uśmiechnął się do mnie.

Potem zaoferował mi pilota.

Tak, Benny Bianchi, mężczyzna, który był w pełni mężczyzną, wręczył mi pilota.

Do telewizora!

Kolejna dobra rzecz o Bennym.

Wstępnie, podobnie jak kobieta, którą byłam, kobieta, która wkraczała na nieznane wcześniej terytorium i musiała robić to ostrożnie, przyjęłam to.

Jeszcze bardziej wstępnie znalazłam program kulinarny, który mi się podobał.

Benny nie powiedział ani słowa, a ja byłam zdumiona, gdy tak leżał i oglądał ze mną program kulinarny, nie mówiąc ani słowa.

I znowu pokazał mi kolejną dobrą rzecz.

Problem w tym, że pomyślałam, że jeśli chodzi o Benito Bianchi, wszystko było dobre.

 



[1] Jasper Layne - starszy syn Tannera Layne’a  z „Złoty szlak” 


1 komentarz: