Rozdział 24
Lista kartek świątecznych (cz.2)
###
-
To jest mój mąż, Herb – powiedziała Trish, wskazując głową na Herba - Jest w
złym humorze, bo nie chce tu być. Chce łowić ryby.
-
Chcesz tu być? - Herb zapytał Benny’ego – A może wolisz łowić ryby?
-
Jeśli przez «łowienie ryb» masz na myśli przebywanie gdziekolwiek, ale nie
tutaj, to tak – odpowiedział Benny.
-
Widzisz? - Herb zapytał żonę.
Zignorowała
go i zaprosiła - Usiądźcie. Zamówimy ci słynne na całym świecie pancakes Frankie.
Pochyliłam
się do Benny’ego i wymamrotałam - Mogłabym zjeść pancakes.
Nawet
na mnie nie spojrzał, westchnął ciężko, po czym odsunął mi krzesło, na którym
mogłam posadzić tyłek. Więc to zrobiłam, a Benny zajął krzesło obok mojego.
-
To niewiarygodne – mruknął Sal, przechodząc na inne miejsce.
-
Mówi mi to jeszcze – stwierdził Herb - Ja i moje gadulstwo. Powiedziałem jej,
że Lee chce, żebym coś zrobił, ona pomyślała, że chodzi o naszą córkę, Roxie. Nie wiem, jak Lee tłumaczy się na Roxie.
Potem wtrąciła się, nawet gdy powiedziałem, że Lee mnie już nie potrzebuje.
Jeśli Bóg by na to nie spojrzał, szczerze mówiąc, rozważyłabym rozwód.
–
To było niezbyt miłe – warknęła Trish.
–
Czy nie siedzisz gdzieś, gdzie nie
chcesz być, z ludźmi, których nie znasz? - Herb odwarknął.
-
Znamy ich. To Frankie, Benny i Sal – odpaliła.
Herb
spojrzał na Benny’ego - Zwrócić szczególną uwagę. Ona jest piękna, ta twoja
dziewczyna. Podobnie jak Trish, kiedy ją poznałem. Teraz nie rzuca się w oczy,
ale jest jak wrzód na dupie.
-
Herb! - zawołała Trish.
–
Co tu się do cholery dzieje? – za nami rozległ się głęboki, szorstki głos.
Odwróciłam się i dostrzegłam szczupłe biodra i płaski brzuch ledwo zamaskowany
obcisłym czarnym T-shirtem.
Patrzyłam
w górę i w górę, i w górę, i w górę, i przestałam oddychać.
Stało
się tak dlatego, że za mną stał czarnowłosy mężczyzna z zajebistym wąsikiem,
który mógł być po prostu komandosem.
Najgorętszym
we wszechświecie.
I
najstraszniejszym.
Spojrzał
gniewnie na Herba i powiedział - Myślałem, że Lee zwolnił cię z obowiązków.
-
Tak zrobił. Trish chciała pancakesy – odpowiedział Herb.
Komandos
odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit. Mój oddech powrócił, ale tylko po
to, by być nieregularnym, głównie dlatego, że widziałam jego umięśnione gardło
i spód mocnej szczęki.
Pyszny.
Potem
powiedział sufitowi - Pieprz mnie.
-
Lucasie Starku! Co powiedziałaby twoja matka? - zaprotestowała Trish.
Opuścił
brodę i skierował wzrok na nią, a widząc w nich gniewny wyraz, znów przestałam
oddychać i walczyłam ze zmoczeniem majtek.
–
Ty jesteś Stark? – zapytał Benny, na szczęście odwracając uwagę Starka od
Trish, a ja poczułam, jak mój mężczyzna wstaje z krzesła.
–
Ty jesteś Bianchi? – zapytał Luke Stark po potwierdzającym skinieniu głową.
Ben
nie odpowiedział, ale wyciągnął rękę.
Stark
wziął ją.
-
Elaine! Czy możemy dostać menu? - Trish zawołała.
-
Zaraz wracam – odkrzyknęła kelnerka.
-
Zakładam, że jesteś Giglia – powiedział Stark, a ja spojrzałam na Sala, żeby go
zobaczyć i rzucić okiem na Starka.
Sal
nie potwierdził także ustnie swojej tożsamości. Powiedział jedynie - Przynajmniej
ty wyglądasz poważnie.
Nie
wiedziałam, czy jęczeć, czy skomleć, kiedy Stark odpowiedział nieugięcie swoim
szorstkim głosem - Jestem. Bardzo
poważny.
Wtedy
Stark spojrzał na mnie i jego rysy złagodniały.
Zdecydowanie
godny jęku.
-
Jesteś Francesca – oznajmił i na szczęście tak było.
Wyciągnęłam
rękę - Tak. Frankie.
Wziął
moją dłoń, chwycił ją nie za mocno, nie za lekko i puścił.
Następnie
spojrzał na Herba - Możecie już odejść.
-
Dzięki Bogu – powiedział Herb, natychmiast odsuwając krzesło.
-
Co? Co masz na myśli? – zapytała Trish - Nie jedliśmy pancakes’ów.
-
Dwie godziny temu jedliśmy lunch – powiedział jej Herb.
-
No cóż, teraz mam ochotę na pancakesy – powiedziała mu.
-
Herb – warknął ostrzegawczo Stark.
–
Jasne – powiedział Herb, po czym spojrzał na żonę – Widzisz tego gościa?
Wskazał
palcem, a ona spojrzała, więc ja też spojrzałam i zobaczyłam, że wskazywał na faceta
Sala za oknem.
–
A ten? - Herb mówił dalej, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że wskazywał
na drugą stronę restauracji.
Spojrzałam
przez ramię i zobaczyłam, że wskazuje na drugiego faceta Sala.
-
Ci goście to ludzie tego faceta – ciągnął Herb, a ja obejrzałam się i zobaczyłam,
jak kiwa głową w stronę Sala - A ci goście i ten facet oznaczają, że już skończyliśmy.
Wychodzimy. Nie jemy pancakes’ów. Wynośmy się stąd do diabła - Spojrzał na Sala
- Bez urazy.
-
Nie ma problemu – mruknął Sal.
Herb
spojrzał na Trish - Chodźmy.
–
Och, w porządku – wymamrotała. Odepchnęła się i chwyciła torebkę i wyciągnęła
rękę w moją stronę - Miło mi cię poznać.
–
Ciebie też – odpowiedziałam, biorąc uścisk na pożegnanie.
To
samo dotyczyło Benny’ego i Sala, po czym okrążyła stół, weszła prosto do
miejsca Komandosa Starka, poklepała go po ramieniu i pochyliła się, by
pocałować go w policzek.
Fakt,
że Stark na to pozwolił, zszokował mnie tak głęboko, że spojrzałam na Benny’ego
wielkimi oczami.
Benny
nie zauważył moich dużych oczu. Patrzył na Herba ściskającego dłoń Starka i
robił to, nie wyglądając na szczęśliwego.
Herb
i Trish rozeszli się, podczas gdy Elaine rzuciła menu na stół i zapytała -
Kawa?
-
Wszyscy – rozkazał Benny dla wszystkich, prawdopodobnie po to, żeby zmusić ją
do odejścia.
–
Jasne – powiedziała i pobiegła dalej.
Stark
usiadł na miejscu Herba, tyłem do ściany, twarzą do nas, a Benny i Sal
rozsiedli się z powrotem.
-
Możesz nas zapewnić, że godzina amatorska dobiegła końca? – zapytał natychmiast
Sal.
Sal
był straszny, ale nie byłam pewna, czy nawet Sal powinien walczyć z tym facetem
łeb w łeb. Wspomniałam o jego płaskim brzuchu, ale nie o szerokich ramionach
czy wyraźnych, nabrzmiałych bicepsach i klatce piersiowej, które tak bardzo naciągały
materiał jego koszulki, że każdy ruch mógł sprawić, że mogłaby się rozerwać.
Intrygująca
myśl.
-
Herb i Trish są rodzicami Roxie – powiedział mu Stark - Roxie jest szwagierką
Lee. Jest jedną z najlepszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałem, wspaniałą
żoną i wybitną matką. To oni wychowali ją na taką. Są cholernie szaleni, ale to
dobrzy ludzie. Nie są amatorami. Są przyjaźni. I nie mają nic wspólnego z Lee i
jego sprawami.
-
Powiedziałabym, że to znaczy tak - mruknęłam, a Stark na mnie spojrzał.
Jego
surowa twarz znów złagodniała i powiedział cicho - Tak. To znaczy tak.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Kąciki
jego ust uniosły się w górę, po czym spojrzał na Benny’ego.
Z
czystego kobiecego przyzwyczajenia wykorzystałam tę chwilę, aby spojrzeć na
jego rękę spoczywającą na stole. Tam zobaczyłam bardzo szeroką, bardzo
błyszczącą złotą obrączkę.
Na
szczęście miałam najlepszego mężczyznę na świecie, bo inaczej widok tej
obrączki byłby druzgocący.
–
Masz coś dla mnie? – zapytał Benny’ego.
-
M-m – wtrącił się Sal - Zanim ci cokolwiek damy, musimy uzyskać pewność, że
potrafisz to zrobić dobrze.
Stark
zwrócił zimne oczy na Sala - Daję referencje tylko osobom, które mi płacą.
-
Płacę tylko ludziom, o których wiem, że dobrze wykonają swoją pracę – Sal
odpalił, a ja wstrzymałam oddech, gdy Luke Stark obrócił tors w stronę Sala.
Co
oznaczało skierowanie całej uwagi na Sala. Co oznaczało, że tylko taki
mężczyzna jak Salvatore Giglia nie skuliłby się pod tym mrocznym spojrzeniem.
-
Więc ci powiem, że Lee to robi. Znajduje rzeczy, które mu się nie podobają, na
przykład możliwość pojawienia się na rynku złego leku, fakt, ze firma
produkującą go ukrywa dowody na to, że ich produkt jest szkodliwy, i zaczyna
się interesować. Jest zainteresowany. Więc Lee to robi, a kiedy Lee coś robi,
robi to dobrze.
-
Nie rozmawiam z Lee – naciskał Sal.
-
Nie – warknął Stark, wyraźnie tracąc cierpliwość - Mówisz do mnie, ale kiedy
mówię Lee, mam na myśli mnie, ponieważ to on mnie w to wciągnął. To oznacza, że
to ja zrobię to wszystko dobrze.
Sal
otworzył usta, ale szybko się odezwałam, bo nie sądziłam, że byłoby dla
kogokolwiek zdrowe, gdyby Luke Stark stał się bardziej niecierpliwy.
-
Mam pytanie - zaczęłam i Stark spojrzał na mnie - Możesz skopać tyłek Chucka
Norrisa?
Luke
Stark uśmiechnął się szeroko, biało i leniwie.
Moje
serce zabiło.
-
Staram się być Chuckiem Norrisem – odpowiedział.
Odwzajemniłam
uśmiech. – To mi wystarczy - Spojrzałam na Benny’ego - Daj mu napędy, kochanie.
Benowi
najwyraźniej też podobał się wygląd Starka, ponieważ przesunął się, by włożyć
rękę do kieszeni, kiedy Sal powiedział - Poczekaj.
Wtedy
Ben przestał się ruszać i spojrzał na Sala.
–
Spójrz na tego gościa – rozkazał.
Sal
nie patrzył na Starka. Spojrzał gniewnie na Benny’ego.
-
Kurwa, Sal, nawet nie muszę widzieć go w akcji, żeby wiedzieć, że temu facetowi
uda się przeprowadzić jednoosobowy zamach stanu na mały kraj w Ameryce Południowej
– stwierdził Benny.
Zachichotałam.
Sal
spojrzał na mnie gniewnie – To poważna sprawa, Francesca.
–
Czy pan Stark wygląda ci na komika, Sal? – zapytałam, wskazując głową w stronę
Starka.
Sal
spojrzał na Starka - Kto chroni Frankie?
Brwi
Starka zbiegły się i spojrzał na Benny’ego – Myślałem, że jesteś jej mężczyzną.
-
Jestem – potwierdził Ben.
-
Potrzebujesz przy tym pomocy? - zapytał Starka.
-
Kurwa, nie.
Stark
przyjrzał mu się uważnie, od tułowia do włosów i powiedział - Też nie sądzę.
Miło.
Komplement od komandosa.
Kopnęłam
but Benny’ego sandałem.
Ben
spojrzał na mnie i pokręcił głową.
Uśmiechnęłam
się do niego i odwróciłam wzrok w stronę stołu.
Stark
zwrócił wzrok na Sala - Jeszcze jakieś problemy?
-
Kiedy to się stanie? - zapytał Sal.
-
Zależy, co jest na dyskach. Jak to jest dobre, we wtorek – odpowiedział Stark,
a brwi Sala uniosły się w górę.
-
Możesz to powiedzieć? Wtorek?
-
Mogę to powiedzieć. Wtorek – powtórzył stanowczo Stark.
-
Tak szybko? - zapytał Sal.
-
Nie opieprzyliśmy się – powiedział mu Stark - Mamy trzy pielęgniarki, które są
gotowe do dymisji. Dostały dane. I mamy namierzonych pięciu pacjentów, którzy,
gdyby wiedzieli, dlaczego ich serca zostały popieprzone, a to się stanie,
zadzwoniliby do swoich prawników. Zapewniam cię, że zrobią coś we wtorek.
Oparłam
się o stół i kiedy to robiłam, Stark uchwycił mój ruch i zwrócił na mnie swoje
ciemne oczy. Właśnie zauważyłam, że są one ciemno niebieskie, aż tak ciemne.
Niesamowite.
-
To główny naukowiec projektu, który już nie żyje; na tych pendrive’ach znajdują
się jego oryginalne dokumenty – powiedziałam.
-
Wspaniale – odpowiedział Stark.
Ben
poruszył się ponownie, żeby włożyć rękę do kieszeni dżinsów.
Elaine
przyszła z tacą pełną kubków do kawy i dzbanka termicznego i to wszystko
postawiła na stole.
-
Wiem, że już prawie trzecia, ale jest też niedziela i tak tylko mówię, że
bylibyście głupcami, gdybyście nie zjedli pancakes’ów Franka w niedzielę – oświadczyła.
-
Jagody w moim – powiedział Stark, zabierając dyski, które Ben przesunął w jego
stronę po stole.
-
Masz czas na pancakes z jagodami? – zapytał zirytowany Sal.
-
Zawsze jest czas na pancakes z jagodami – odpowiedział Stark od niechcenia.
Pochyliłam
się do Benny’ego i szepnęłam - Lubię tego faceta.
Ben
spojrzał na mnie i ponownie potrząsnął głową.
Spojrzałam
na Elaine - Czy mogę mieć też jagody w swoich? - Zapytałam.
-
Żyj zgodnie z planem – odpowiedziała Elaine, co, jak sądziłam, oznaczało „tak”.
-
Jezu – mruknął Sal.
-
Dla mnie żadnych jagód, ale dużo syropu – rozkazał Benny, odchylając się do
tyłu i zahaczając ramieniem o oparcie mojego krzesła.
Zadanie
wykonane. Patrząc na Starka, mógł stwierdzić, że może mu zaufać. Teraz
wystarczyło, że miał na mnie oko i poczuł ulgę. Mogłam to wszystko rozpoznać po
wibracjach, jakie mi dawał.
I
to mnie uszczęśliwiło, więc przechyliłam się na bok i zderzyłam się z nim.
Objął
mnie ramieniem.
-
Chryste, ja też zjem jagody – powiedział Sal.
Spojrzałam
na Benny’ego i uśmiechnęłam się.
Pochylił
głowę i dotknął ustami moich ust.
Po
tym jak otrzymałam tę odrobinę dobroci, odwróciłam się, sięgnęłam po kawę i
spojrzałam na Starka.
-
Czy twoja żona też jest komandosem?
Kolejne
uniesienie kącika wargi poprzedziło - Ona jest grafikiem.
-
Projektuje logo sprzętu komandosów? - Zapytałam.
Końcówka
wargi przechyliła się wyżej - Nie.
Trzymałam
się go - Jest matką plemienia mini komandosów?
Potrząsnął
głową, ale światło uderzyło go w oczy, światło, które trafiło mnie prosto w
serce i rozgrzało je.
-
Jak dotąd tylko dziewczyny.
Sądząc
po jego słowach i sposobie, w jaki je wypowiadał, wiedziałam, co oznaczało to
światło.
Wiedziałam,
że to oznaczało, że kiedy jego córki osiągną pewien wiek i spojrzą w lustro,
zobaczą czyste piękno. Doszłam do wniosku po jego wyglądzie, że jego żona
prawdopodobnie też jest seksowna, więc nie byłoby przesadą, gdyby ich
dziewczyny były pięknościami.
Ale
to nie było to piękno, które by widziały.
Zobaczą
piękno, które wynika z patrzenia na siebie oczami ojca.
Za
łykiem kawy ukryłam uczucia, jakie wywołały we mnie te myśli.
Uczucia,
które, jeśli je uwolnię, mogą oznaczać, że wybuchnę płaczem. Kiedy popijałem,
przypomniały mi się wcześniejsze słowa Sala.
Wtedy
dotarły do mnie wczorajsze słowa Benny’ego.
I
nagle zapragnęłam pobiec do łazienki i spojrzeć w lustro.
Ale
wiedziałam, co zobaczę.
Zatem
pani Zambino nie była głupcem.
Już
to wiedziałam.
Nie
mogłem się doczekać powrotu do domu, do Chicago, przejścia przez ulicę i
podzielenia się z nią tym, co teraz zobaczyłam.
Nie
byłaby zaskoczona.
Ona
już to widziała.
Wielokrotnie.
*****
Stałam
z ręką na blacie, odpinając paski od sandałów po tym, jak Ben i ja dotarliśmy
do domu, wzięłam Gusa na smycz, zabrałam go na spacer i wróciłam.
Benny
odpiął smycz Gusa, a następnie bezpośrednio skierował się na kanapę, gdzie
położył się, sięgając po pilota, dając dowód, że prawdopodobnie przygotowywał
się na opóźnioną śpiączkę pancakes’ową.
Pancakesy
były dobre. I jeszcze bardziej lubiłam Luke’a Starka, kiedy nie był straszny,
ale zamiast tego był zwyczajnym twardzielem, a także przyjaznym.
Ale
ja po prostu cieszyłam się, że to wszystko wkrótce miało się skończyć i
będziemy mogli skupić się na lepszych rzeczach.
Jak
wybieranie płytek i ręczników kuchennych.
Kiedy
już zdjęłam buty, podeszłam do Benny’ego i zobaczyłam, że mnie obserwował.
Oznaczało to, że był przygotowany, więc bez wahania upadłam na niego.
Przygotował
się na uderzenie, przyjął je i otoczył mnie ramionami.
Przesunęłam
swoje tak, aby znajdowały się na jego klatce piersiowej i spojrzałam mu w oczy.
-
Podobał ci się wygląd Starka – oznajmiłam.
-
Nie tak bardzo jak tobie, ale mnie też – odpowiedział, a ja przechyliłam głowę
na bok.
–
Co masz na myśli mówiąc „nie tak bardzo jak mi”?
Jego
usta drgnęły, zanim powiedział - Kochanie, prawie się śliniłaś.
Ocho.
Benny to zauważył.
-
No cóż… - zaczęłam, ale przerwałam, bo nie miałam pojęcia, co powiedzieć i
dlaczego wargi Benny’ego drgały i nie wpadł w zaborczą wściekłość jako
zazdrosny, przystojny Włoch.
-
Jemu też podobał się twój wygląd – zauważył Benny.
Poczułam,
że moje brwi się unoszą - Tak?
-
O, tak – stwierdził Ben.
-
Skąd wiesz? – zapytałam zaintrygowana, chociaż wiedziałam, że nie powinnam.
Benny,
co dziwne, nie zawahał się z odpowiedzią.
-
Chciał siedzieć przy stole z Salem, jakby chciał, żeby ktoś wyrwał mu wszystkie
zęby. Dogadywał się z Salem, bo cię zauważył i wiedział, że możesz być w
niebezpieczeństwie. Wie też, że Sal o tym myśli, więc znaczysz coś dla Sala, a
Sal coś dla ciebie. Nie okazywał mu zbyt wiele szacunku, ale pokazał mu go więcej
niż zwykle i zrobił to ze względu na ciebie. Myślał, że jesteś jaka jesteś,
piękna i zabawna. Facet taki jak on nie mięknie dla jakiejś twardej suki czy
byle kogo. Jest miękki dla pięknej kobiety, która jest zabawna.
–
Ale on jest żonaty.
-
Jest żonaty, ale nie umarł.
-
Myślę, że jest bardzo żonaty – poinformowałam go.
-
Zdecydowanie – zgodził się Benny - Mężczyzna nosi tak oczywistą obrączkę,
ponieważ jest słaby i pozwolił żonie ją wybierać lub ponieważ jest w niej
poważnie zakochany. W tym człowieku nie ma nic słabego.
To
była prawda.
–
Czy nie… to znaczy był atrakcyjny i zauważyłeś, że ja to zauważyłam. Nie jesteś
wkurzony?
-
Kochanie, jesteś moja, ale też nie jesteś martwa. To nie jest tak, że tylko
dlatego, że mnie pieprzysz, nie będziesz zauważała facetów, którzy ci się nie podobają.
–
Nie denerwuje cię to? - Zapytałam.
–
Zamierzasz ich pieprzyć? - zapytał ponownie.
–
Nie – odpowiedziałam ostro.
Wywołało
to jego uśmiech i - Więc dlaczego miałoby mnie to zdenerwować?
–
Ale nie podobał ci się pomysł, żebym była skrzydłową Cheryl.
-
To, że lubisz wygląd bardzo żonatego faceta i robisz to, siedząc obok mnie, to
jedno. Jak spotykasz się sama z jedną ze swoich dziewczyn, nie masz jeszcze obrączki
na palcu, to co innego, żeby każdy facet mógł na nią spojrzeć i może zdobyć się
na odwagę, żeby podejść.
–
Ja też bym nie przeleciała żadnego z nich – zauważyłam.
–
Podobałby ci się pomysł, że jakaś kobieta podeszłaby do mnie, kiedy nie ma cię
w pobliżu? - zapytał.
Rozumiałam,
o co mu chodziło, więc zacisnęłam usta.
Jego
wzrok opadł na moje usta, a kiedy wróciły do moich oczu, w jego błyszczał humor.
Zrozumiałam
tę część, ale nie ufałam wcześniejszej części i powiedziałam mu dlaczego.
–
Więc to ci nie przeszkadza, a więc ja nie będę miał nic przeciwko temu, że
będziesz ze mną patrzył na ładne kobiety?
–
Ja też nie umarłem, kotku. I mogę zauważyć ładną kobietę, ale nawet jeśli to
zrobię, nie wykonałem swojej pracy, jeśli nie będziesz wiedziała do głębi, że
nie ma nic tak pięknego jak to, co widzę w tobie.
Boże.
Benny.
Tak
bardzo spodobały mi się jego słowa, że nie mogłam powstrzymać się od opadnięcia
głowy i moje czoło znalazło się na jego gardle, i tam je trzymałam, żeby
głęboko odetchnąć i nie wybuchnąć płaczem.
Ben
przesunął rękę po moim kręgosłupie i owinął ją wokół karku, po czym wymamrotał
w czubek moich włosów - Widzę, że tym zdobyłem punkt.
-
Czasami twoja słodycz mnie przytłacza – przyznałam do jego gardła.
-
Wyzwanie przyjęte.
Podniosłam
głowę i znów na niego spojrzałam - Co?
Spojrzał
mi w oczy - Przyjęto wyzwanie, by szukać sposobów, żeby zapewnić ci to przez
całe życie.
Mogłam
oddychać głęboko przez całą wieczność i nie powstrzymywać łez, które napływały
mi do oczu.
-
Znowu to zrobiłeś – szepnęłam.
Uśmiechnął
się i szepnął - Dobrze.
Spojrzałam
na jego uśmiech, a potem z powrotem na jego oczy, które były ciepłe, delikatne
i piękne, a także uśmiechnięte, i szeptałam dalej - I jeszcze raz.
Wsunął
rękę w moje włosy i odpowiedział - Kochanie, jak czujesz wszystko, co widzę, że
czujesz, nie doprowadzaj tego do łez. Pocałuj mnie.
Mój
Benny.
Taki
mądry.
To
był o wiele lepszy pomysł.
Więc
nie płakałam.
Podniosłam
się i pocałowałam go.
Ben
przeniósł nas na kanapie tak, że był na górze i odwzajemnił pocałunek.
Potem
mnie wypieprzył.
Potem
Ben przytulił mnie blisko i ja odsypiałam pancakesy, podczas gdy on oglądał
mecz.
*****
Później
zjedliśmy razem kolację i obejrzeliśmy film.
A
później, zanim poszłam do łóżka, stałam w łazience w koszuli nocnej i patrzyłam
na siebie w lustrze.
Widziałam
to, co zawsze, ale było inaczej.
To
była osoba inspirująca miłość, lojalność i ochronę. To była osoba, która to
dostała, bo ona to oddawała. To była osoba, którą zawsze byłam, ale której
nigdy nie widziałam.
Była
piękna.
Mój
wzrok przeniósł się z odbicia i zobaczyłam, jak podchodził do mnie Benny,
ubrany tylko w jasnoniebieskie spodnie od piżamy.
Obserwował
mnie w lustrze, gdy się zbliżał, ale stracił mnie z oczu, kiedy dopasował swój przód
do moich pleców i objął mnie ramionami, chowając twarz w mojej szyi.
-
Wszystko w porządku? – zapytał skórę mojej szyi.
Położyłam
dłonie na jego przedramionach i zatrzymałam je tam, odpowiadając - Tak.
Uścisnął
mnie i szepnął - Chodź do łóżka.
Jeszcze
jedna obietnica tego dnia, którą Benny miał do spełnienia.
-
Okej, kochanie – szepnęłam.
Wtedy
właśnie przeżyłam drugą najlepszą część dnia. Lub może zremisowaną z pierwszą.
Kochać się z Bennym Bianchi, a potem spać obok niego. Słyszeć jego głęboki i
spokojny głos, który mówił mi dobranoc. Sprawiając, że zapadnę w spokojny sen,
wiedząc, że jutro obudzę się z Bennym i wszystkimi niesamowitymi obietnicami,
których dotrzyma.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńnie ma opcji...bede czytac po raz kolejny Rock Chic <3
OdpowiedzUsuń:D
UsuńWłaśnie dodaje do biblioteki jako nastepne😍
OdpowiedzUsuń