EPILOG
*****
-
Twój ojciec to kawał drania.
To
powiedziała Chrissy, która siedziała przy stole obok mnie.
To
było przyjęcie zaręczynowe Benny’ego i moje. Było to ogromne przedsięwzięcie,
na które nalegali Vinnie i Theresa, skoro Sal zgodził się przyjąć zaszczyt
oddania mnie, po czym wtrącił się i oświadczył, że zapłaci za cały ślub. Benny
i on się pokłócili i kompromis był taki, że Benny i ja zapłacimy za próbną
kolację i miesiąc miodowy.
Kiedy
więc nie było już za co płacić, Theresa postradała zmysły i oświadczyła, że
urządzamy huczne przyjęcie zaręczynowe. Następnie zabrała się za planowanie,
zanim uzyskała oficjalną zgodę Benny’ego i moją.
Benny
uznał to za denerwujące.
Lubiłam
imprezy i lubiłam mieć powód, żeby kupić sobie bajeczną sukienkę, przy której
mój narzeczony zrobiłby się twardy, więc absolutnie tego nie uznałam za
denerwujące.
-
Co jest? – zapytała Cheryl, siedząc z Chrissy, Cat, Violet, Asheeką i mną.
Oderwałam
wzrok od Keiry, która przyprowadziła swojego bardzo przystojnego młodego
chłopaka, Jaspera Layne’a, żeby mogła pochwalić się nim na imprezie i spojrzałam
na Cheryl.
Ale
to Cat, trzymająca na rękach śpiącego syna, Seana, odezwała się pierwsza.
-
Enzo Senior, nasz niezbyt znamienity tata, jest kretynem. Bez niespodzianki.
Spojrzała
na mnie - To Nat niech mnie gryźnie w tyłek.
Moje
nie.
Czułam
się zraniona.
Autentycznie.
Zadzwoniłam,
żeby podzielić się wiadomościami i naprawić wyłom. Zrobiłam to, choć miałam
przeczucie, że Nat nie będzie w dobrym humorze, głównie dlatego, że była w
trakcie rozwodu, mieszkała z Ninette i sprawy nie układały się najlepiej.
Nat
będąc Nat, naciskała, ale Davey wygrał w przedbiegach, biorąc pod uwagę ilość
obrażeń, jakie odniósł, a Nat nawet nie miała siniaka. Ale jeszcze wcześniej jego
mama wpłaciła za niego kaucję, potem on wykopał tyłek Nat, zmienił zamki i
dostał drugą pracę, żeby móc zapłacić prawnikowi, którego wynajął, by złożył
pozew o rozwód.
Teraz
pracowała jako striptizerka, mieszkała z mamą, która nigdy nie dorosła i
straciła mężczyznę, którego kochała – a to wszystko przez nią, ponieważ podjęła
złe decyzje. Nie chciała dorosnąć, zobaczyć swoich decyzji i zmienić biegu
swojego życia, więc stała się jeszcze bardziej zrzędliwa.
Nie
czuła miłości rodzinnej, więc kiedy zadzwoniłam, aby załatać rozłam i poprosić
ją, aby została druhną, powiedziała mi, żebym się pierdoliła, a gdy już przy
tym była, zaprosiła mnie, abym powiedziała Benny’emu, żeby zrobił to samo.
Powiedziałam
to Benny’emu, a on nie tylko usłyszał moje słowa, ale także zauważył wyraz mojej
twarzy, gdy je wypowiadałam.
Oznajmił
więc - Teraz ta suka jest dla ciebie
martwa i, tesorina, mówię to poważnie.
Nie
mogłam nie zauważyć wyrazu jego twarzy, kiedy to mówił, więc wiedziałam, że to
miał na myśli.
Ale
prawda była taka, że naprawienie wyłomu należało do Nata.
Nie
zrobiłaby tego i to bolało.
Ale
to też była jej decyzja.
Ninette
zdecydowała się stanąć po stronie Nat głównie dlatego, że nie płaciła czynszu i
wiedziała, gdzie jej chleb był smarowany masłem.
To
nie bolało. Dawno temu nauczyłam się nie pozwalać, by egoizm Ninette sięgał
głęboko.
Poprosiłam
Enzo Seniora, żeby przyszedł. Nie odebrał mojego telefonu, więc zaproszenie
zostało przekazane na poczcie głosowej. Nie odpowiedział i nie przeszkadzało mi
to, bo chciałam, żeby Chrissy i Eva były przy mnie i chciałam miło spędzić czas
bez żadnych niezręczności, więc w końcu dał mi to, czego chciałam. Enzo Junior
nie mógł przyjść, bo nie miał pieniędzy, biorąc pod uwagę wysokość alimentów,
jakie płacił. Ale był tam mój brat Dino i jego rodzina, podobnie jak Cat i jej.
Podobnie
jak reszta moich, tych, którzy byli prawdziwi, nawet jeśli nie byli krewnymi.
-
Dość powiedzieć, że nasza rodzina jest bałaganem – powiedziałam Cheryl.
-
Czyja nie jest? – zapytała z powrotem i wszyscy znali odpowiedź na to pytanie.
Niczyja.
Jakimś
cudem ucieknąwszy przed Artem i Selą, którzy się nią opiekowali, Eva podeszła
do mamy i położyła dłonie na jej udzie, po czym odwróciła się do mnie i
położyła swoje dłonie na moich. Oznaczało to, że podniosłam moją młodszą
siostrę, położyłam ją na kolanach, a ona krzyknęła - Fłankłii!
Uśmiechnęłam
się do niej, pochyliłam nisko i musnęłam jej nos.
Zachichotała,
dostrzegła Vi, wierciła się na moich kolanach i rzuciła się w ramiona Vi.
Coś
przy tym kazało mi przeszukać pokój i tam znalazłam Cala rozmawiającego z Salem
i Vinniem. Patrzyłam dalej i zobaczyłam Theresę, która była z Tandy i Kate,
trzymając Angie.
Cal
stał tyłem do nich. Miał w dłoni piwo i wykrzywiał usta, słysząc coś, co mówił
Sal.
Proszę
bardzo. Cal w końcu zaznał szczęścia.
I
to szczęśliwie zadomowiło się w mojej duszy.
-
Wiadomości z miasteczka: tata chłopca Keirry jest teraz bardzo zajęty –
powiedziała mi Cheryl, a ja spojrzałam na nią.
-
Tak?
-
Scenariusz Colta i Feb – wyjaśniła - Najwyraźniej zakochał się w dziewczynie
wiele lat temu. Zerwali, teraz są znowu razem i błogo szczęśliwi.
–
Super dla niego – powiedziałam.
-
Kolejny gryzie piasek – odpowiedziała.
Uśmiechnęłam
się do niej, ale kątem oka dostrzegłam Evę, która rzuciła się w moją stronę i
ruszyłam się w samą porę, by ją złapać.
-
Pracuję na budowie – stwierdziła Cat, rozmyślając o tym, czego Cheryl nie powiedziała,
ale mimo to powiedziała – Mam wielu chłopaków, którym mogłabym cię przedstawić.
-
Mieszkam w Indianie – zauważyła Cheryl.
Cat
rzuciła okiem na Cheryl, po czym odpowiedziała – Znaleźli kilka totalnych frajerek.
Kobiety… - Pokręciła głową - Nie
uwierzyłabyś. Myślę, że weszliby w związek na odległość, żeby zdobyć jakąś
żywą.
-
Wyciągnij komórkę, suko, i zaprogramuj mój numer – rozkazała Cheryl.
Violet
spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam
uśmiech.
Kiedy
to zrobiłam, mój wzrok powędrował od Violet po pokój.
Tam
zobaczyłam Benny’ego stojącego z panią Zambino i połową jej grupy kręglarskiej.
Wyglądało, jakby wszystkie mówiły na raz, ale pani Zambino trzymała ramię
Benny’ego w śmiertelnym uścisku, mimo że wyglądało na to, że zbeształa jednego
ze swoich sługusów i robiła to ze złością.
Ale
mój mężczyzna patrzył na mnie.
Robiłam,
co było w mojej mocy, aby utrzymać moją aktywną siostrę bezpiecznie przy sobie,
nawet gdy podnosiłam palce do ust i przesyłałam mu w powietrzu całusa.
Złapał
to i wiedziałam o tym, ponieważ z drugiego końca pokoju widziałam uśmiech jego
pięknych oczu.
A
może tego nie widziałam.
Ale
wiedziałam, że tak się stało, bo to poczułam.
Dziwne,
jak mógł to zrobić. Ja siedząca z moimi dziewczynami, otoczona ludźmi, których
kocham, świętująca moje zaręczyny z najlepszym mężczyzną na świecie, trzymająca
przy sobie moją młodszą siostrę – wszystko to było spełniającą się obietnicą, a
on zrobił to ponownie.
Tylko
spojrzeniem i czuciem.
Spełnienie
kolejnej obietnicy.
*****
Podpisałam
rachunek za obsługę pokoju i patrząc na niego, nagle zamarłam.
To
było to. Napisane czarnym tuszem.
Francesca Bianchi.
Odmroziłam
się i zrobiłam to, żeby się uśmiechnąć.
Szeroko.
Podałam
rachunek pracownikowi wraz z napiwkiem. Pochylił brodę i wyszedł za drzwi. Ponownie
otworzyłam je za nim i umieściłam znak „Nie przeszkadzać” na klamce.
-
Jezu, Frankie, otworzyłaś drzwi? - Ben warknął, a ja odwróciłam się i
patrzyłam, jak wchodzi z ręcznikiem na biodrach.
Oczy zwrócone na
nagrodę.
Była
tam moja nagroda. Moja, którą chcę zachować na zawsze.
Benny.
–
Byłeś w łazience – zauważyłam.
-
Tak, przez dwie minuty.
-
Potrzebuję szampana.
–
I nie mogłaś poczekać dwóch minut?
-
Nie. A to niegrzeczne, gdy ktoś czeka przed drzwiami przez dwie minuty, nie
mówiąc już o tym, że mógł odejść.
-
Jesteś w koszuli nocnej – zauważył Ben.
-
Jestem pewna, że widywał mniej ubrane kobiety – odpowiedziałam, po czym
zauważyłam - Jesteś w ręczniku.
-
Jestem facetem. Czy to był facet?
-
Tak.
Jego
oczy przesuwały się po mojej małej, koronkowej, przylegającej koszulce nocnej w
kolorze kości słoniowej.
–
Chryste – mruknął, udając się do szampana.
Spojrzałam
przez okna.
Vi
miała rację.
Virgin
Gorda była niesamowita.
A
przynajmniej tak to wyglądało.
Być
może przed końcem naszego dwutygodniowego miesiąca miodowego Ben i ja zobaczymy
więcej, niż z okna naszego pokoju hotelowego.
Jednak
nie robiłam na to wielkich nadziei, bo byliśmy tam już cztery dni i nie
wychodziliśmy z pokoju.
Usłyszałam
trzask korka od szampana i spojrzałam na męża.
Patrzył
na mnie.
-
Chcesz zabrudzić kieliszek? – zapytał, trzymając butelkę za szyjkę.
-
Nie ma mowy – odpowiedziałam.
Uśmiechnął
się do mnie.
Potem
się do mnie zbliżał jak drapieżnik.
Cofnęłam
się.
Prosto
do łóżka.
*****
Ben
podał menu kelnerowi i spojrzał ponad stołem na żonę.
Wielkie
włosy. Mroczny makijaż. Piękno w blasku świec.
Potem
spojrzał na jej pełny kieliszek szampana, coś, czego nie dotykała przez cały
czas, odkąd kelner ją przed nią postawił, przejrzeli menu, kelner wrócił i
złożyli zamówienie.
-
Nie będziesz próbowała dziś wieczorem pobić rekordu najszybszego spożycia butelki
szampana przez jedną osobę? – dokuczał.
Spojrzała
mu w oczy i uśmiechnęła się tym uśmiechem, który tak cholernie mu się podobał.
Ale
tym razem rzeczywiście miała sekret.
Sekret,
którego nie zatrzymała.
Wiedział
o tym, kiedy odpowiedziała - Nie, skoro przez jakiś czas nie mogę pić, bo noszę
twoje dziecko.
Benny
znieruchomiał.
Mówiła
dalej.
-
Kiedy zobaczysz kelnera, czy możesz mi zamówić Bellini, kochanie?
Benny
nie odpowiedział.
-
Benny? - nazwała.
Nie
poruszył się ani nie odezwał. Po prostu siedział jak zamrożony na krześle i
wpatrywał się w swoją Frankie.
–
Słonko – szepnęła.
–
Natychmiast tu podejdź – warknął.
Po
raz pierwszy jego żona nie odpyskowała mu. Wstała, okrążyła stół, on odepchnął
się i usiadła mu na kolanach, potem przybliżyła twarz do jego twarzy, żeby mógł
wziąć jej usta.
Kiedy
skończył, trzymał jej wzrok, ale przeniósł rękę na jej płaski brzuch, gdzie nosiła
ich dziecko.
Kurwa.
Frankie.
-
Szczęśliwy? - wyszeptała.
-
Absolutnie.
Przesunęła
nosem po czubku jego nosa, po czym powiedziała cicho - Kocham cię, Benny
Bianchi.
Jezu,
tak cholernie słodko.
-
Ja też cię kocham, Frankie Bianchi.
Patrzył,
jak jej oczy się uśmiechają, poczuł, jak dotyka ustami jego ust, a potem
zsunęła się z jego kolan.
Wycierał
jej błyszczyk z ust, kiedy dostrzegł Elenę na stanowisku hostess, uśmiechającą
się do nich.
Znał
to uczucie, mając swoje własne miejsce, miejsce, do którego ludzie przychodzili
miło spędzić czas. Wiedział, że właśnie dlatego, pokolenie za pokoleniem,
trzymałeś się to dla siebie i ciężko pracowałeś, żeby to prosperowało – abyś
mógł dać to swojej rodzinie.
Ale
ona dostała lepsze role i przychodziły często. Ludzie przychodzili do jej
restauracji właśnie z takich powodów – aby podzielić się najważniejszymi
momentami swojego życia.
Podniósł
do niej brodę, po czym ponownie spojrzał na ciężarną żonę.
Dziesięć
minut temu była szalenie piękna.
Właśnie
wtedy, tam, siedząc naprzeciwko niego i nosząc jego dziecko, Benny bez
wątpienia wiedział, że nie było w jego życiu nic piękniejszego, co mógłby
zobaczyć lub poczuć.
Mógłby
się mylić.
*****
Ben
przesunął rękę w dół boku Frankie, do środka i ujął jej nagi tyłek.
Podciągnął
jej biodra do góry, żeby mogła wziąć jego kutasa głębiej, a kiedy to zrobiła,
poczuł, jak jej oddech staje się ciężki przy jego uchu.
-
Podoba ci się, kochanie? – szepnął w jej usta, pchając powoli, ale stanowczo i
głęboko.
–
Tak, Benny.
-
Jeśli chcesz więcej, wystarczy, że mi powiesz.
Mocniej
ścisnęła go nogą, którą owinęła wokół jego uda, przesunęła palcami po jego
kręgosłupie, a drugą ręką przesunęła się po jego włosach, gdy ponownie ujęła jego
kutasa i powiedziała z cichym oddechem - Wiem, Słonko.
Benny
poczuł zapach swojej żony, poczuł jej włosy na policzku, jej mokrą cipkę
ściskającą jego kutasa i słuchał wydawanych przez nią dźwięków, tak samo jak
przez otwarte okno słyszał odgłosy fal uderzających o brzeg oraz jego syna i
córkę krzyczących i chichoczących, kiedy bawili się w piasku z dziadkami.
I
znowu to miał.
Moment
w jego życiu, w którym nie miał wątpliwości, że kiedykolwiek będzie
piękniejszy.
Tym
razem jednak, chociaż tego doświadczył i nie miał co do tego wątpliwości, nadal
wiedział, że okaże się, że się mylił.
*****
Ben
wszedł do ogromnej kuchni w ogromnym domu, który kupił dla swojej rodziny sześć
lat temu, kiedy Frankie wypchnęła jego drugiego syna i ich trzecie dziecko.
Kiedy
to zrobił, zamarł, gdy zobaczył Frankie w garniturze i na szpilkach, stojącą z
długopisem w jednej ręce, z komórką przy uchu w drugiej, piszącą coś w kalendarzu
i mówiącą do telefonu - Tak. Możemy to zrobić. Jesteśmy wolni - Milczała przez
chwilę, zanim powiedziała - Świetnie. Co mamy ze sobą zabrać?
Usłyszał
jej śmiech, a nawet dźwięk, który lubił słyszeć, niezależnie od tego, jak
często go słyszał, a słyszał go często, nie wytrącił go z zamrożenia.
-
Możemy to zrobić. Całkowicie. Do zobaczenia - Pauza wcześniej - Tak. Ty też.
Później, Vi.
Rozłączyła
się, spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
-
Hej, kochanie.
-
Hej, cara – powiedział cicho, a jej
uśmiech i powitanie w końcu wyrwały go z zamrożenia.
–
Vi i Cal urządzają grilla. Jedziemy tam. Dwa tygodnie.
–
Znowu jest w ciąży? – zapytał, co dało mu jej kolejny uśmiech.
-
Nie.
Podszedł
do dzbanka z kawą i zapytał - Ty jesteś znowu w ciąży?
-
Nie z tego co wiem.
Nalał
sobie filiżankę, mrucząc - Tylko sprawdzam.
–
Mam spotkanie, więc musisz odebrać Alessandrę z tańca. A na blacie leżą kartki
urodzinowe - Przechyliła głowę w tamtą stronę.
-
Dzieci je podpisały, są ostemplowane i zaadresowane. Czy mógłbyś je podpisać i
wysłać dzisiaj pocztą?
Odwrócił
się, oparł biodra o blat i odpowiedział - Załatwione - po czym wziął łyk kawy.
Jej
wzrok powędrował do sufitu – Czy oni rozrywają gówno?
-
Prawdopodobnie.
-
Muszą przygotować się do szkoły.
-
Ponieważ tak się dzieje każdego dnia, a ja ich tam zabieram, wiem o tym,
Frankie.
Przechyliła
głowę na bok - Stoisz tam i popijasz kubek kawy, Benny.
-
Wyglądam, jakbym rozkoszował się kubkiem kawy. Tak naprawdę wyświadczam
przysługę nauczycielom, pozwalając naszym cholernym diabłom wyładować trochę
energii, zanim podrzucę ich do szkoły. Oznacza to, że tutaj będą siać
spustoszenie, a tam tylko wywołają chaos.
-
Och, to właśnie robisz – mruknęła, wykrzywiając usta.
Obserwował
jej usta, zanim spojrzał jej w oczy i rozkazał - Przestań mi wiercić dzidę w
brzuchu, daj mi buziaka i idź do pracy.
Te
oczy zmrużyły się - Przestań być apodyktyczny.
Uśmiechnął
się do niej.
Jej
oczy bardziej się zmrużyły.
-
Chodź tutaj, kochanie – zażądał cicho.
Przewróciła
oczami i podeszła.
Wziął
ją w ramiona, przyłożył usta do jej ust, rozchyliła wargi i jak zawsze Ben nie
zmarnował okazji. Pił głęboko.
Kiedy
podniósł głowę, powiedziała cicho - Pamiętaj, że idziemy do pizzerii na kolację.
Najlepsze
noce w pracy były, kiedy Frankie ciągnęła ich załogę do restauracji. Zawsze
zaczynali przy stole. Zawsze kończyli w kuchni, gdzie jego dziewczynka pomagała
swojemu tatusiowi, jego chłopcy kradli kulki mozzarelli i zjadali je w jego
biurze, a Frankie paplała do ich dzieci.
-
Pamiętam.
-
Okej Słonko.
Podniósł
głowę i dotknął ustami jej czoła.
Pochyliła
się i pocałowała go w szczękę.
-
Tata! - usłyszeli krzyk Joey’a z góry – Van grzebie w moich rzeczach!
-
Donovan! - Benny odkrzyknął, wciąż trzymając swoje maleństwo blisko - Zostaw rzeczy
swojego brata w spokoju!
Właśnie
usłyszeli od Vana - Joey to papla!
Na
to usłyszeli od Joey’a - To moje rzeczy!
I
wtedy poczuł, jak żona ponownie całuje go w szczękę, po czym szepnęła mu do
ucha - Powodzenia, kochanie.
Benny
spojrzał w dół i zobaczył jej uśmiech.
Wyrwała
się z jego ramienia, chwyciła torebkę, torbę na komputer i kubek podróżny,
krzycząc w stronę drzwi - Mama wychodzi i robi to, kochając swoje dzieci!
-
Pa, mamo – krzyknęła Alessandra, najstarsza z nich - Kocham cię!
-
Pa, mamo! - krzyknął Joey, ich drugi.
-
Pa! - Van, ich ostatni, dołożył swoje i ryknął - Joey!
Uśmiechnęła
się do Benny’ego i przeszła przez drzwi do garażu.
Ben
usłyszał szczekanie Gusa, co zawsze stanowiło ostrzeżenie, że sytuacja się
pogarsza.
Zanim
jednak zdjął tyłek z blatu i przeszedł przez swoją ogromną kuchnię, żeby
uporządkować swoich synów, spojrzał w stronę kalendarza.
Różne
kolory tuszu. Różne charaktery pisma. Głównie Frankie. Trochę Benny’ego. Nawet
niektóre Alesy i Joey’a. Wszystko popisane. Prawie w ogóle nie było białej
przestrzeni. Taniec Alessandry. Karate Joey’a. Terminy zabaw dla Donovana.
Wieczorne imprezy dla jego dziewczyny. Noclegi dla jego chłopców.
Urodziny.
Kolacje z Manem, Selą i ich potomstwem. Jego mama i tata. Chrissy i Eva. Cat i
Art oraz ich załoga. I kiedy mogli się spodziewać, że ludzie przejdą przez ich
drzwi i zjedzą ich własny posiłek przygotowany przez Frankie.
Całe
gówno, które czyni życie dobrym, zapisane w blokach wydrukowanych na
błyszczącym papierze wiszącym na ścianie.
I
w ich kalendarzach, pełnym bazgrołów, dowód na to, że Bianchi wiedli dobre
życie.
Zbierali
takie kalendarze od lat.
A
Frankie zatrzymała każdy z nich. Zdejmowała to pierwszego stycznia, zawsze, gdy
Benny był w kuchni. Potem zawieszała nowy i ostrożnie wsuwała stary na półkę w
salonie przy telewizorze, na którym stały książeczki dziecięce i album ślubny.
Po
obejrzeniu zapisu jego życia w kalendarzu oznaczało, że Benny uśmiechał się do
swoich stóp, wychodząc z kuchni i kierując się korytarzem do podnóża schodów i zawołał
do nich na górę - Racja! Przestańcie się wygłupiać! Szkoła! Teraz!
Usłyszał
tupot stóp.
Potem
zobaczył Gusa na szczycie schodów. Ich pies zaszczekał, zgłaszając, że dzieci
mają coś przeciwko.
A
ponieważ tata mówił, a nawet Van słuchał, kiedy tata mówił, Ben stał tam, gdzie
był, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, czekając na swoje dzieci, aby mógł je
zabrać do szkoły.
*****
Theresa
Bianchi zaparkowała na tyłach pizzerii.
Odwróciła
się do swojej dużej torby na siedzeniu obok, podniosła ją i przerzuciła paski
przez ramię, zanim wysiadła z samochodu.
Weszła
tylnymi drzwiami i od razu skierowała się do biura syna.
Tam
zobaczyła swojego przystojnego chłopaka stojącego przy biurku z telefonem przy
uchu.
Zawsze
na baczność, jej Benny. Nie sądziła, że kiedykolwiek widziała go siedzącego
przy biurku. Już jako dziecko zawsze coś robił.
Teraz
jako mężczyzna, mąż, ojciec, właściciel firmy był taki sam… tyle że o wiele
więcej. Nawet siedząc i oglądając mecz w telewizji, wydawał się być pełen
energii.
Naelektryzowany.
Jego
wzrok przeniósł się na nią, a kąciki jego ust wykrzywiły się ku górze.
Uśmiechnęła
się do niego i weszła, zdejmując torbę z ramienia.
Otworzyła
ją i wyjęła zdjęcie, które umieściła w ramce tego ranka.
Postawiła
je na stojaku na jego biurku, zawalonym papierami, ale przede wszystkim ramkami
do zdjęć.
Tak
jak to robiła odkąd otworzyli pizzerię, nadal wieszała zdjęcia rodzinne w całej
jadalni. Tak wielu, od chwili, gdy jej dzieci były małe, do czasu, gdy jej
dzieci miały dzieci, ściany były nimi pokryte.
Tylko
że rodziny Benny’ego nie było zbyt wielu.
Działo
się tak, bo jej syn nie wchodził zbyt często do jadalni. Ale spędzał czas w
swoim biurze. A ponieważ tak było, jeśli widział zdjęcie swojej rodziny, które
jego matka umieściła na jednej ze ścian pizzerii, zdejmował je i stawiał na
biurku, tak aby było w miejscu, z którego mógł je zobaczyć.
Dlatego
teraz Theresa nie umieszczała w jadalni zdjęć Benny’ego i jego rodziny, które robiła.
Stawiała
je na jego biurku.
I
to jedno też postawiła na jego biurku. Osiem na dziesięć. Czarno białe. Zrobiła
je na ostatnich urodzinach Frankie.
Na
nim Benny i Cal stali blisko siebie przy drzwiach wejściowych.
Benny
trzymał Alessandrę opartą ciężko na jego boku, mocno wtuloną, bo było już
późno. Była tak zmęczona, że gęste, bujne rzęsy omiatały jej policzki. Miała
ramię taty owinięte na swoich na ramionach.
Cal
trzymał w ramionach swojego najmłodszego syna, małego Bena. Imiennik jej
chłopca, Benny’ego, spał. Joey, Van oraz drugi syn Vi i Cala, Sam, byli na
zdjęciu niewyraźnie i rozmazani, bo gonili się nawzajem.
Benny
i Cal patrzyli na siebie i uśmiechali się szeroko.
Z
boku Frankie i Violet również stały blisko. Frankie była ubrana w obcisłą,
krótką sukienkę, z głową odchyloną do tyłu i śmiejąca się. Vi trzymała Angie za
rękę i patrzyła na swoją uśmiechniętą córkę. Vi też się śmiała.
Po
drugiej stronie Kate i jej mąż Tony oraz Keira i jej narzeczony Jasper stali i
rozmawiali z Vinniem. Oni też się śmiali.
Balony
ozdobiły wejście. Cal, Vi i ich rodzina przygotowywali się do odjazdu.
Wydostanie
się za drzwi zajęło im pół godziny.
Ale
nikt nie narzekał.
Rodzina
zawsze miała dużo sobie do powiedzenia, ale najwięcej podczas pożegnań.
Działo
się tak, ponieważ nikt nie lubił ich wypowiadać.
Kiedy
Theresa odstawiła zdjęcie, podniosła wzrok na syna.
Patrzył
na zdjęcie w ramce. Jego twarz była miękka od wspomnień.
Potem
spojrzał na matkę i zobaczyła, że jego oczy płonęły miłością.
Theresa
posłała mu kolejny uśmiech, wychodząc w milczeniu z jego biura, a ten ciepły
wyraz miłości w jego pięknych oczach był wspomnieniem, które na zawsze
zapamiętała.
To
był jej Benny.
####
po 2 i pół miesiąca żegnamy się z Frakie i Benny'm
Pożegnamy
Miasteczko z historią Merry’ego i
Cheryl w 6 książce z tej serii, której tytuł to Hold On.
###
Przepraszam,
ale nie wiem, kiedy się za nią zabiorę.
Mam
w planach kolejne tłumaczenie książki z serii Chaos, a jeszcze ktoś kiedyś zapytał, czy będę tłumaczyła Wild West MC Series, więc może się z nią
zapoznam i mnie wciągnie.
M.
###
Na
razie zaczęłam pisać swoją 8 książkę z serii Przyjaciele zatytułowaną Kate
- Zaufaj i zamierzam ją wkrótce zacząć publikować na Wattpad i na moich
blogach.
Możecie
ją znaleźć już od 11.11.2023 pod linkami:
https://monique-romans-32.blogspot.com/
lub
https://www.wattpad.com/story/354548739-kate-zaufaj
###
dziękuję
Monique.1.b
https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL