piątek, 15 września 2023

12 - Naprawienie wyłomu (cz.1)

 

Rozdział 12

Naprawienie wyłomu (cz.1)

 

 

 

Chodziłam po pokoju hotelowym z telefonem w dłoni, zagryzając wargę, świrując i nie wiedząc, co robić.

Wiedziałam, co chciałam zrobić.

Ale nie wiedziałam, co powinnam zrobić.

Był początek marca, a ja byłam w Chicago w podróży służbowej.

Sprawy były załatwione, byłam w pokoju hotelowym i byłam gotowa by wyjść na kolację samotnie, ale była godzina kolacji.

Benny by pracował.

Przestałam do niego dzwonić w styczniu. Zrobiłam to, bo nigdy nie oddzwonił.

Próbowałam go zatrzymać. Po prostu mi nie pozwolił.

To była jego zagrywka i nie miałam innego wyjścia, jak mu to dać. Mocno go zraniłam. Zrobiłam to, bo byłam popieprzona i nie miałam pojęcia, jak się naprawić. Po prostu wiedziałam, że nie chcę, żeby Benny tolerował moją pieprzoną nadpobudliwość, nawet jeśli nie potrafiłam go przekonać, że nie potrzebuje tego.

Wiedziałam, że podjęłam właściwą decyzję, ale to bolało. Bolało, że nie ma go w ten sposób czy w jakikolwiek inny sposób, i bolało ranić go, ale nadal było to słuszne.

Tym razem nie zgubiłam pozostałych. Theresa dzwoniła i gadała do mnie, jakbym nadal mieszkała z Bennym i wszystko było w porządku. Nigdy nawet o tym nie wspomniała.

To było bardzo szokujące. Myślałam, że jest o wiele bardziej wścibska, nie wspominając o tym, że z doświadczenia wiedziałam, że potrafi chować złośliwą urazę. Ale ona nie pisnęła ani słowa. Mówiła, że Vinnie Senior przesyłał pozdrowienia albo że kazał jej powiedzieć, że muszę wrócić do Chicago i wpaść na kolację. Wiedziałam więc, że Vinnie Senior ruszył dalej, nie chowając urazy, po prostu mówiąc mi to za pośrednictwem Theresy.

Manny był facetem, więc nie włożył wiele wysiłku w utrzymanie kontaktu, ale Sela tak, więc wiedziałam, że Man nie był na mnie wkurzony. Nie było mowy, żeby Sela utrzymywała kontakt, gdyby Manny był na mnie zły. A skoro ona to robiła, wiedziałam, że Manny dał jej pierścionek zaręczynowy na Walentynki. Wiedziałam też, że się zgodziła. I bezpośrednio od Theresy wiedziałam, że ona („ona” odnosiło się do Seli, a także Theresy) była zachwycona. Miała być pełna msza, ja miałam zostać zaproszona, a Teresa planowała pójść na ślub w kapeluszu.

Wydawało mi się to dziwne, że ponownie otwarty rozłam między Bennym a mną, był z jego rodziną ignorującą nasz wyłom.

Ale to działało. Uwielbiałam mieć ich z powrotem, więc nie pytałam ani nie narzekałam.

Chodziłam w kółko, wiedząc, że nie powinnam dzwonić. Ben był wkurzony. Nie powinnam go popychać. Powinnam pozwolić mu być wkurzonym, dopóki nie znajdzie dobrej kobiety, nie zawłaszczy ją, nie zbuduje domu i rodziny, aż w końcu nie zrozumie, że wyświadczyłam mu przysługę.

Szybko odwróciłam uwagę od tego toku myślenia. Nawet wiedząc, że miałam rację, nie mogłam tam pójść. Kiedy on ją znajdzie, ja znajdę w sobie siłę, by wpuścić go z powrotem, kiedy na to pozwoli. Znalazłabym sposób, żeby ją polubić, nawet jeśli tego będę nienawidziła. Znajdę sposób, żeby go zabrać, w ograniczony sposób, w jaki mógłby mi się dać.

Znalazłabym sposób.

Co oznaczało, że powinnam zostawić wszystko w spokoju.

Wiedziałam.

Mimo to przestałam chodzić, pochyliłam głowę i podniosłam telefon. Mój kciuk szybko przeleciał nad ekranem, żeby mózg mnie nie dogonił i nie zatrzymał.

Zobaczyłam jego imię.

Jeszcze jedno dotknięcie i wykonałam połączenie.

Powinnam się odłączyć.

Nie zrobiłam tego.

Przyłożyłam telefon do ucha.

Słuchałam, jak dzwonił i zamknęłam oczy.

Trzymałam je zamknięte, kiedy usłyszałam jego głęboki, spokojny głos wypowiadający jedyne słowa, jakie słyszałam od pięciu miesięcy - Poczta głosowa Bena, zostaw wiadomość.

Usłyszałam sygnał dźwiękowy, otworzyłam oczy i zaczęłam bełkotać.

- Ben? Frankie. Słuchaj, wiem, że minęło trochę czasu, odkąd dzwoniłam, ale jestem w Chicago. Mieszkam w Belvedere. Biznes. Ale, uh… sprawy na dziś skończone i zaraz idę na kolację – wciągnęłam powietrze i paplałam – pomyślałam, może… cóż, nie sądzę, żebyś to zrobił, ale i tak pomyślałam, że zadzwonię… sprawdzę, czy masz ochotę spotkać się na drinka. Możemy porozmawiać. Nie wiem, może coś przegadamy. Wiem, że jesteś w pracy, ale później. Poczekam. Będę w hotelowym barze. Jeśli chcesz wpaść, drinki na mój koszt.

Drinki na mój koszt.

O Boże, nie powinnam była dzwonić.

Nadeszła pora, żeby to zakończyć.

– To… cóż. - zamknęłam oczy i głupio szepnęłam - Mam nadzieję, że przyjdziesz, Benny.

Nacisnęłam przycisk, aby się rozłączyć i żałowałam, że w ogóle się połączyłam. Chciałam też usunąć wiadomość. Poza tym żałowałam, że nie mogę cofnąć swojego życia do czasów liceum i zakończyć je tak, żebym miała przynajmniej tydzień lub dwa na randkowaniu z Bennym.

Ale nic z tego nie mogłam zrobić, więc zrobiłam, co mogłam.

Poszłam sama na kolację.

Potem poszłam do baru w hotelu i wypiłam drinka. Jeden drink zamienił się w dwa, potem w trzy. Zbliżała się północ, było mnóstwo czasu po zamknięciu pizzerii, aby Ben mógł do mnie dotrzeć, odstawiłam krążących mężczyzn, którzy albo próbowali do mnie podejść, albo pili i próbowali zdobyć się na odwagę, żeby do mnie podejść - łatwy cel, samotna kobieta pijąca w hotelowym barze.

Poszłam do swojego pokoju i trzymałam telefon blisko.

Minęła godzina, zanim się poddałam.

Założyłam koszulę nocną, umyłam zęby, umyłam twarz, nawilżyłam skórę, położyłam się do łóżka i zgasiłam światło.

Przekręciłam się na bok i ułożyłam się.

Kiedy poczułam, jak pojedyncza łza uderzyła w bok mojego nosa i ześlizgnęła się w dół, spadając i zasolając wargę, dotknęłam jej językiem. Następnie wyciągnęłam rękę, przytuliłam do siebie nieużywaną poduszkę i zamknęłam oczy. Zajęło to trochę czasu, dużo czasu, dłużej niż zwykle, ale domyślam się, że w końcu przyzwyczajasz się do ciągłego łamania serca.

W końcu udało mi się znaleźć sen.

*****

Obudziłam się gwałtownie, gdy usłyszałam głośne pukanie do drzwi.

Podniosłam się w ciemności opierając na przedramieniu, zamrugałam, odpędzając resztki snu i pukanie ucichło.

Słuchałam.

Nic.

Śniło mi się?

Odpowiedź nadeszła, gdy pukanie wznowiło się – trzy mocne, głośne uderzenia.

Przekręciłam się, włączyłam lampkę nocną i zrzuciłam kołdrę. Wstałam i szybko ruszyłam w stronę drzwi.

Wyjrzałam przez wizjer i przestałam oddychać.

Stał tam Ben z pochyloną głową i z tego, co widziałam, trzymał obie ręce w górze. Opierał się o nie, opierając się o drzwi.

To mnie zgubiło. Mężczyzna może być gorący, po prostu się pochylając.

Kiedy patrzyłem, odsunął się, a potem odskoczyłem, gdy od drzwi dobiegły kolejne trzy głośne funty.

Bez zastanowienia, nie wiedząc, która jest godzina, nie biorąc pod uwagę faktu, że miałam na sobie tylko liliową koszulę nocną, wykonaną z niemal przezroczystego, rozciągliwego materiału na tułowiu, z miseczkami wykonanymi z delikatnej, różowo-różowej koronki, tej samej koronki tuż nad brzegiem tyłka, odryglowałam drzwi i otworzyłam je na oścież.

Głowa Bena szarpnęła się, kiedy to zrobiłam, a ja przypomniałam sobie o oddychaniu, tylko po to, by wciągnąć więcej i przestać to robić ponownie.

Wpatrywaliśmy się w siebie.

To ja pierwsza wszystko poskładałam w całość i to wystarczyło, żebym powiedziała „Benny”.

To odblokowało go i wepchnął się przeze mnie, zmuszając mnie do cofnięcia się o dwa kroki. Cofnęłam się jeszcze o dwa, kiedy chwycił drzwi, zamknął je z hukiem i zatrzasnął zatrzask zabezpieczający.

O Boże, nie byłam pewna, jak to przyjąć.

Na nowym, skalistym terenie z Bennym, wstępnie przywitałam się - Hej.

Jego oczy zwęziły się w przerażający sposób, kiedy zapytał - Poważnie?

Zacisnęłam usta.

Uwolniłam je, kiedy cała jego twarz stała się przerażająca, a to miało miejsce, gdy jego oczy powoli skanowały mnie w mojej koszuli nocnej.

- Skąd znasz numer mojego pokoju?

Jego oczy wróciły do moich - Brett Rizzoli jest konserwatorem nocnej zmiany. Zadzwoniłem do niego. Zdobył to dla mnie.

Zaskoczyło mnie, że Brett Rizzoli miał pracę, biorąc pod uwagę, że lata licealne i kilka kolejnych spędził na misji zdobycia najlepszego zioła do palenia.

- Która godzina? - Zapytałam.

- Późna – odpowiedział Ben.

- Ben…

Przerwał mi, mówiąc - Poważnie, Frankie… ciasteczka?

Zamknęłam usta, bo wiedziałam, o czym mówi, a mój gest, który – jak miałam nadzieję – był przemyślany, wydawał się już nie tak przemyślany. Wydał mi się głupi, a nawet bezduszny.

- Jesteś wkurzony – zauważyłam głupio.

– Hmmm, tak – zgodził się sarkastycznie.

– Przepraszam – szepnęłam.

- Nie wróciłaś do mnie – warknął.

Zacisnęłam zęby.

- Czekałem, Francesca. Nie wróciłaś do mnie, kurwa. A potem wysłałaś mi cholerne ciasteczka?

Kiedy patrzyłam na Benny’ego, czułam, jak serce waliło mi w piersi.

Był wkurzony, miał krople we włosach, co mówiło mi, że padał deszcz lub śnieg, jego skórzana kurtka była bardziej mokra, był taki wysoki, dobrze zbudowany… piękny.

Benny.

Widząc i przyswajając wszystko, co było nim, czując, jak jego gniewna atmosfera wypełniała powietrze i wciskała się we mnie, nie miałam żadnej myśli. Tam nic nie było.

Była tylko akcja.

A tą akcją było to, że pobiegłam te cztery kroki, które nas dzieliły i rzuciłam się w ramiona Benny’ego.

Następną moją czynnością było wplecenie palców w jego włosy, przechylenie jego głowy w dół, a następnie wspięcie się na palce, aby móc wcisnąć moje usta w jego.

A potem dotknęłam językiem jego warg.

Wszystkie następne działania należały do Benny’ego.

Zostałam podniesiona z nogami wokół jego bioder, jego rękami obejmującymi mój tyłek i jego językiem w moich ustach. Szedł i obracał się. Potem znaleźliśmy się na dole, Ben siedział na skraju łóżka, a ja na nim okrakiem.

Całowaliśmy się, walczyliśmy na języki, przesuwaliśmy głowy w jedną i w drugą stronę, oboje piliśmy głęboko, mocno, mokro i z desperacją.

Jego ręce powędrowały w górę mojej koszulki nocnej i prosto w dół do majtek.

Boże, jak było dobrze tam je czuć.

Jęknęłam w jego usta, ale nie przerwałam połączenia, gdy przeniosłam ręce na jego kurtkę i zsunęłam ją na jego ramiona.

Straciłam jego dotyk, kiedy zdejmował kurtkę. Niejasno usłyszałam, jak ląduje na podłodze z miękkim puff, a było to niejasne, bo większość mojej uwagi była skupiona na jego dłoniach w moich majtkach.

Tak bardzo jak lubiłam mieć je z powrotem, chciałam więcej.

Podciągnęłam jego koszulkę z tyłu, przerywając pocałunek i żądając - Zdejmij koszulkę, kochanie.

Ledwie wypowiedziałam te słowa, ręce Bena powędrowały do skraju koszulki. Przeciągnął ją przez głowę i już jej nie było.

Widziałam nagą klatkę piersiową i ramiona, a była to niesamowita klatka piersiowa i ramiona, potem nie widziałam nic, gdy Benny wsunął palce w moje włosy, pochylił moją głowę w dół i wziął moje usta swoimi.

Znalazłszy się w cudownej sytuacji owinięta przez Bena bez koszulki, który mnie całował, nie zmarnowałam okazji. Wsunęłam biodra w jego twarde krocze, przesuwając dłonią w dół jego klatki piersiowej, w dół brzucha, bardzo podobało mi się to, co napotkało, ale miałam na myśli najważniejszy cel. Wykręciłam rękę, spłaszczyłam dłoń i mocno potarłam jego dżinsy.

Ja pieprzę – jęknął mi w usta.

– Teraz – szepnęłam do niego.

Jego brwi uniosły się nad ciemnymi, gorącymi oczami - Teraz?

Wcisnęłam głęboko dłoń - Teraz, kochanie.

Nie powiedział ani słowa więcej. Przesunął się lekko na bok, a ja sięgnęłam po jego pasek. Miał otwarty portfel, a ja rozpinałam guziki jego dżinsów. Dostrzegłam, że Benny Bianchi nie miał przy sobie jednej prezerwatywy, miał przy sobie sznur trzech, ale nie pozwoliłam, żeby to przeniknęło do mnie. Miałam misję, a ta misja polegała na wciśnięciu dłoni w jego bokserki i wreszcie zdobyciu tego, czego pragnęłam o wiele za długo.

Nie było trudno znaleźć. To było duże. To było twarde. I to wszystko było moje.

Wyciągnęłam jego kutasa z dżinsów i stwierdziłam, że też był piękny.

Pogłaskałam.

Ben warknął.

Jego dźwięk sprawił, że moje biodra drgnęły, a mój wzrok powędrował do niego.

- Pospiesz się – błagałam.

– Muszę cię odpiąć, kochanie – szepnął.

Nie chciałam, ale odpięłam się.

Ben wyjął już prezerwatywę (dzięki Bogu) i założył ją, a ja patrzyłam, wijąc się na jego kolanach.

Ledwo doprowadził ją do podstawy, kiedy odepchnęłam jego rękę i chwyciłam. Palcami drugiej ręki odsunęłam majtki na bok, a następnie ujęłam czubek jego penisa i kołysałam nad niego biodrami, przesuwając go po mnie.

Ręce Bena powędrowały do moich bioder, wbił palce i zagrzmiał - Do cholery, kochanie.

Spojrzałam mu w oczy – Chcę tego, Benny.

Spojrzał mi w oczy. – Więc weź to, Frankie.

Ruszyłam w dół, napełniając się Bennym.

O Boże.

Doskonały.

Kiedy go wzięłam w siebie, ręce Bena przesunęły się w górę, palce wbiły się głęboko w moje ciało i podciągnęły moją koszulę nocną po plecach.

Ale jej nie zdjął. Stało się tak, bo jechałam na nim i robiłam to szybko, mocno, zjeżdżając, szlifując i musiałam się trzymać, aby zachować stabilność. Wsunął jedną rękę pod moją koszulkę nocną, ujął tył mojej głowy i pociągnął ją w dół, aby móc wziąć moje usta.

Dałam mu je, pozwalając Benny’emu brać moje usta w brutalny, pożerający pocałunek, podczas gdy ja brałam w siebie jego kutasa.

Poczułam, jak jego druga dłoń przesunęła się, weszła między nas i w dół, a potem jego kciuk znalazł się na mojej łechtaczce.

Wywarł nacisk i przetoczył.

Benny był we mnie, Benny wokół mnie. Prawie osiem lat bez żadnego dobra poza tym, co mogłam dać sobie sama, teraz w końcu to miałam i miałam to z Bennym. W chwili, gdy jego kciuk się poruszył, moja głowa odskoczyła do tyłu i krzyknęłam, ostro i mocno, gdy przeszedł mnie orgazm.

Wciąż dochodziłam, kiedy Ben ściągnął mnie z siebie, przewrócił mnie na plecy, zdarł mi majtki z nóg, wciągnął mnie na łóżko, przykrył sobą i wtargnął z powrotem do środka.

– Tak – westchnęłam, wciąż osiągając szczyt.

Ben pchnął, przechylił biodra na bok, jego dłoń przesunęła się po moim tyłku, w dół uda, by unieść wysoko jedno z moich kolan.

- Tak – powtórzyłam z trudem łapiąc oddech, otwierając oczy i zobaczyłam go opartego na przedramieniu, walącego i wpatrującego się we mnie z góry.

– Szalenie piękna – szepnął.

O Boże.

Benny.

Miałam jedno ramię uwięzione pod jego ciałem, więc owinęłam przedramię wokół jego dolnej części pleców i trzymałam się go najlepiej, jak mogłam, podczas gdy podniosłam drugą rękę i przesunęłam ją po nowych, nieznanych, ale niesamowicie fantastycznych grzbietach i płaszczyznach jego klatki piersiowej i brzucha.

Uniosłam biodra, żeby mógł dostać więcej, bym ja mogłam dostać więcej, a on wsunął się, zaczął ocierać się i wydusił z siebie - Kurwa, tak, Frankie.

- Czego potrzebujesz? - szepnęłam.

– Mam to – mruknął.

Boże.

Mój Benny.

Owinęłam nogę, którą w większości całym ciężarem ciała przygwoździł do łóżka, wokół jego uda i poruszałam biodrami zgodnie z ruchem jego bioder, pozwalając moim palcom przesuwać się po zarysie mięśni jego brzucha, patrząc mu w oczy, czując, jak wielokrotnie wypełnia mnie chwała Benny’ego Bianchi.

Podciągnął moją nogę, wbijając się tak głęboko, że miałam wrażenie, jakby dotknął mojej macicy. Wygięłam szyję i westchnęłam - To jest to, kochanie, pieprz mnie.

W tym momencie zarzucił moją nogę na swoje plecy, jego dłoń przesunęła się w górę uda, w bok, do środka, mocno pocierając materiał zakrywający moją pierś, a nacisk na zaciśnięty sutek zmusił do wypłynięcia jęku z mojego gardła. Potem jego dłoń przesunęła się w dół i jego kciuk ponownie znalazł się na mojej łechtaczce.

Moja głowa się wyprostowała i jęknęłam - O, tak, Benny.

– Tak jest, kurwa. Idź tam, Frankie – warknął.

Nasze biodra się poruszyły, Ben nacisnął i przetoczył się, a potem nacisnął głębiej i przetoczył się mocniej, gdy jego biodra natknęły się na moje i wstrzymałam oddech.

- Benny.

- Blisko, cara, idź tam – jęknął.

Za późno.

Byłam tam. Wbiłam palce w jego plecy, ściskając go nogami, a moja druga ręka wystrzeliła w górę, by owinąć się wokół jego szyi i mocno trzymać, moje plecy wygięły się w łuk nad łóżkiem i to znowu mnie przeszyło.

Poczułam, jak Ben wepchnął się w to głęboko, a jego kciuk przesunął się z mojej łechtaczki i zacisnął się na tylnej części uda. Pozbierałam się na tyle, żeby otworzyć oczy, kiedy zaczął się szarpać, a jego oddechy były rytmiczne i ostre. Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam, jak jego głowa pochyliła się w dół i poczułam, jak jego dłoń mocno ściskała moje udo, a jego ostre oddechy zamieniły się w chrapliwe jęki uwolnienia.

Jego szarpanie zwolniło, było łagodniejsze, aż wsunął się do środka, puścił moje udo, podniósł głowę, pochwycił mój wzrok i opuścił swoje ciało do mojego.

- No cóż… jak to szło z naprawieniem wyłomu?

To wyszło ode mnie. Prosto z moich ust. Usłyszałam to i nie mogłam w to uwierzyć.

Benny też nie mógł. Wiedziałam to, kiedy mrugnął. Potem zagapił się.

Potem jego głowa odskoczyła do tyłu i wybuchnął śmiechem.

To wszystko, co właśnie zrobiłam w tym nieodpowiednim momencie, uderzyło mnie w tak, że stałam się rozsądną, racjonalną osobą, którą zawsze chciałam być (choć rzadko nią byłam), a nie zwariowaną, szaloną dziwką, na którą wyszłam po tym, jak się zachowywałam, co wydawało się, że często się działo przy Benny’m.

Wiedziałam, że Ben poczuł napięcie, które opanowało w moje ciało, ponieważ jego głowa opadła z powrotem, a kiedy jego oczy spotkały moje, nie było w nich żadnego humoru.

- O nie, cara, kurwa, nie – warknął - Nie odsuwasz się ode mnie teraz i to nie tylko dlatego, że mam cię przygwożdżoną do łóżka, a mój wciąż twardy kutas jest w tobie.

- Znowu rzuciłam się na ciebie – szepnęłam, brzmiąc na przerażoną, a mój głos zaczął się podnosić, kiedy skończyłam - Tym razem dosłownie.

– Tak, cholerne dzięki.

To ja wtedy mrugnęłam, zanim zapytałam - Nie jesteś zły?

Jego głowa gwałtownie podskoczyła, oczy zwęziły się, a w jego głosie zabrzmiało niedowierzanie.

- Kochanie, chciałem być właśnie tutaj – przycisnął biodra do moich, a ja napięłam wokół niego nogi, kiedy to zrobił – od cholernie długiego czasu. Jestem tutaj – znów wcisnął się między moje nogi – i podoba mi się to. Dlaczego, do cholery, miałbym się złościć?

Nie chciałam o tym wspominać, ale nie mogłam poradzić sobie z faktem, że musiałam o tym wspomnieć, a jedynym sposobem, jaki przychodził mi w tej chwili do głowy na przekazanie tego, było powiedzenie cicho - Ciasteczka.

Wiedziałam, że Ben też nie chciał, żebym poruszała ten temat, kiedy jego twarz przemknęła ponura, przerażająca mina.

- To było popieprzone zagranie, Frankie – powiedział cicho.

Powiedział to cicho.

Nie zrobił się złośliwy. Nie wkurzył się. Nie popadł w sarkazm.

Wskazał to i zrobił to po cichu.

Boże, mój Benny.

- Nie chciałam cię stracić – powiedziałam mu.

– Cóż, tak tylko mówię, że sposobem, aby tego nie zrobić, była sztuka, którą zagrałaś piętnaście minut temu. Chociaż, na przyszłość, jak będę klepał twój tyłek w moim łóżku, w mojej kuchni możesz upiec takie ciasteczka, jakie chcesz.

Choć wiedziałam, że znajduję się na trudnym terenie, nie mogłam nic na to poradzić. Na jego słowa automatycznie zmrużyłam oczy i spojrzałam na niego – Mój tyłek do klepania?

Mroczne, przerażające spojrzenie zniknęło, a światło humoru wróciło, gdy powiedział - Tak. Jeśli będziesz przy mnie, żeby jeść i się pieprzyć, kiedy tylko będę miał na to ochotę, nie będę się wkurzać, że robisz mi ciasteczka.

Poczułam ucisk w żołądku na myśl o Bennym, który by się na mnie rzucał (a tym bardziej, że znowu by mnie pieprzył).

Jednak nie tym się podzieliłam.

- Mogę teraz oficjalnie zgłosić tobie to, Ben, że kobiety nie lubią, gdy mężczyźni tak mówią.

Przybliżył twarz i szepnął – W takim razie dlaczego, kiedy to powiedziałem, twoja cipka zacisnęła się mocno wokół mojego kutasa?

Byłam prawie pewna, że tak się stało, a byłam tego całkiem pewna, bo wraz z uciskiem się w brzuchu odczuwałam inne, przyjemniejsze doznania gdzie indziej.

Chociaż lubiłam przekomarzać się z Bennym, a jeszcze bardziej w naszej obecnej pozycji – kiedy Benny był na mnie ciężki i ciepły po tym, jak po raz pierwszy uprawiałam z nim seks, który obejmował dwa orgazmy – to nie był czas na przekomarzanie się.

To był czas na panikę.

I będąc sobą, zaczęłam to robić.

- Ben, nie jestem pewna, czy to, co właśnie zrobiliśmy, było mądre.

Jego wyraz twarzy zmienił się na ostrożny i zapytał - Dlaczego?

– Cóż, jestem prawie pewna, że tego nie przegapiłeś, biorąc pod uwagę dramat, który rozegrałam w twojej łazience pięć miesięcy temu w twojej obecności, ale jestem trochę popieprzona.

- Nie, kochanie, nie przegapiłem tego – odpowiedział natychmiast, ale zrobił to delikatnie – Ale tobie coś umknęło. Coś naprawdę cholernie ważnego.

Byłam popieprzona, więc miałam mocne przekonanie, że przegapiłam wiele rzeczy, które były naprawdę cholernie ważne.

Jednak w tym momencie musiałam wiedzieć, do której się odnosił.

- Co mi umknęło? - zapytałam.

– Część o tym, że ja nie chcę łatwo.

Poczułam ucisk w żołądku, zacisnęłam kończyny wokół niego i spojrzałam mu w oczy.

- Odeszłaś ode mnie, odrzuciłaś mnie i wyszłaś z mojego domu, a to nie było w porządku – powiedział cicho - Ale czuję, że musiałaś to zrobić i mam uczucie, że zrobiłaś to, wiedząc, że mnie pieprzysz, wiedząc, że, robiąc to, pieprzysz siebie.

Zacisnęłam usta, częściowo dlatego, że nie było na to odpowiedzi, ale głównie dlatego, że powiedział mi, że go wypieprzyłam, ale nie w dobry sposób, i nienawidziłam tego, że go skrzywdziłam.

Ale miał rację. Zrobiłam to, wiedząc, że to robię. Jemu i sobie.

- I, Frankie – ciągnął – zrobiłaś to i od tego czasu zrobiłaś inne gówna, ale nie chcesz być moją przyjaciółką. Nie dzwoniłaś do mnie i nie robiłaś ciastek, bo tak chcesz mnie w swoim życiu. Dzwoniłaś do mnie i robiłaś ciasteczka, bo chcesz, żebym był w twoim życiu taki.

Zaakcentował swoje ostatnie słowa, ponownie dociskając biodra do moich, a także na chwilę przenosząc na mnie więcej ciężaru swojego ciała.

- Chcę. Mówiłam ci to – przypomniałam mu – Mówiłam ci też, że nie jestem dla ciebie odpowiednia.

- Kotku, może pozwolisz mi zdecydować, co jest dla mnie dobre – stwierdził Benny.

W tym momencie ponownie zamrugałam.

Ben mówił dalej.

- Widząc, że jesteś popieprzona, myślę, że możesz wziąć to, co właśnie między nami zaszło, co mi właśnie dałaś, co właśnie we mnie rzuciłaś, dosłownie, i przekręcić, zaprzeczyć lub zakopać to, abyś mogła chodzić z dala od tego, mimo że było niewiarygodnie, cholernie gorąco i udowodniło, że nie tylko oboje tego chcemy, ale jesteśmy w tym naprawdę cholernie dobrzy.

Mógłby to powiedzieć jeszcze raz.

- Teraz ci mówię tylko – kontynuował - że pozwoliłem ci zagrać to pięć miesięcy temu, bo miałem nadzieję, że opamiętasz się i wrócisz do mnie. Wezmę to – znowu oddał mi więcej swojego ciężaru, zanim go zabrał – kiedy do mnie wrócisz. Teraz musisz zrozumieć to, że nie pozwolę ci już więcej ode mnie odejść.

###

CDN.

1 komentarz: