Rozdział
15
Szalone
Wybiegałam
z kuchni dla personelu w drodze do biura z czystym kubkiem po kawie, bo był
piątek, a nikt nie chciał wracać do biura w poniedziałek, by zobaczyć w kubku
zaschnięte resztki kawy z zeszłego tygodnia.
Mimo
że była dopiero czwarta po południu, miejsce było prawie puste.
Był
maj, lato zbliżało się wielkimi krokami, a gorączka kabinowa już dawno minęła.
Chcieli wyjść na miasto i wykorzystać jak najwięcej weekendu.
Byłam
jedną z ostatnich w biurze, bo, mimo że pracowałam tam siedem miesięcy, nie
należałam do osób, które lubią zwalniać tempo. Miałam wyniki do osiągnięcia,
ale nigdy nie traktowałam tego jako wyników do osiągnięcia. Patrzyłam na nie
jak na numery, którym trzeba skopać tyłki. Namawiałam moich przedstawicieli,
żeby skopali im tyłki, i mimo że Ben był właśnie w moim mieszkaniu i zadzwonił
dziesięć minut temu, żeby mi powiedzieć, że przyjechał, chciałam się upewnić,
czy w pracy wszystko w porządku, zanim wyjdę. Nie widziałam go, odkąd spędziłam
z nim tydzień dwa tygodnie temu. Przyjechał na długi weekend, wyjeżdżał we
wtorek, a ja brałam poniedziałek wolny.
Musiałam
więc mieć wszystko uporządkowane, żeby móc skupić się wyłącznie na Benie i by nie
wtrącała się w to praca.
Byłam
już spakowana, więc kiedy dotarłam do biura, odłożyłam kubek, chwyciłam torebkę
i torbę na komputer, zgarnęłam klucze i komórkę z biurka i wybiegłam za drzwi.
Przechodziłam
obok Randy’ego Biermana, Dyrektora ds. Badań i Rozwoju, i zobaczyłam, że tylko
on pozostał w biurze. Najczęściej z telefonem przy uchu był odwrócony na fotelu
tak, by wyglądać na zewnątrz przez okno.
Przez
cały czas, kiedy tam byłam, wciąż nie wiedziałam, co myśleć o Randy’m, biorąc
pod uwagę, że przez większość czasu był w jakim stopniu kutasem. Traktował
swojego asystenta jak gówno, był zrzędliwy prawie codziennie i był bardzo
skryty. Zawsze siedział za zamkniętymi drzwiami. Biegł do swojego biura, gdy
tylko zadzwonił telefon komórkowy. Zasuwał rolety w ścianie okna swojego biura,
jakbyśmy wszyscy umieli czytać z ruchu warg albo mieli nadludzki słuch.
Facet
zajmował się badaniami i rozwojem w firmie farmaceutycznej, więc tajemnica była
częścią opisu stanowiska. Ale pierwszego dnia podpisałam umowę o zachowaniu
poufności, która liczyła dwanaście cholernych stron i należałam do kierownictwa,
podobnie jak wszyscy na naszym piętrze. Miałam opcje na menadżerski zakup akcji.
Lubiłam dostawać pensję. Podobały mi się zera na końcu tej pensji. Raczej nie spieprzyłabym
tego, ani nikt inny na tym piętrze. Tym bardziej, że gdybyśmy to zrobili,
uczylibyśmy się na pamięć wnętrza sali sądowej i musielibyśmy sprzedawać nerkę,
żeby opłacić naszych prawników, bo Wyler pozwałby nas i wydoił, dopóki nie
zamieszkalibyśmy w kartonowym pudle na ulicy.
Mimo
to dziewczyna musiała się postarać, a ja pracowałam z tym facetem.
Zatrzymałam
się więc przy jego drzwiach i już miałam zapukać, żeby mu pomachać na
niewerbalne pożegnanie, kiedy usłyszałam, jak mówi.
-
Mam to w dupie. To ostatni raz, nigdy więcej. Znowu na mnie przyjdziesz,
zmusisz mnie do ruchu, a jak to wymusisz, nie spodoba ci się. Rozumiesz mnie?
Nie
brzmiał na szczęśliwego, a jego słowa zdecydowanie nie były radosne, więc nie
pukałam. Wycofałam się i ruszyłam w stronę wind, myśląc, że może powinnam dać
sobie spokój z Randy’m. Nic, co Randy zrobił, nie wskazywało, że jest kimś
innym niż się wydawał.
Kutasem.
Z
mojego doświadczenia wynikało, że kutasy nie byli warci czasu nawet (a może
zwłaszcza), gdy się z nimi pracuje.
Z
wdzięcznością zostawiłam to za sobą i wsiadłam do samochodu, szczęśliwa, że
wracam do domu. Domu, który był świetnym apartamentem i miał dziedziniec z
meblami ogrodowymi, z których w końcu mogłam korzystać. Czekał na mnie dom, w
którym czekał przystojniak, w którym zaczynałam się zakochiwać (no dobra, w
większości już to zrobiłam) i po dwóch tygodniach rozmów telefonicznych, mieliśmy
spędzić razem trzy nieskażone dni.
Takie
były moje błogie myśli, gdy zadzwonił mój telefon.
Rzuciłam
komórkę do torebki stojącej na siedzeniu obok mnie, ale moja słuchawka Bluetooth
znajdowała się na winylu wokół drążka zmiany biegów.
Chwyciłam
ją, włożyłem do ucha i wcisnęłam „Go”.
-
Dodzwoniłeś się do Franceski Concetti – przywitałam się.
-
Frankie, amata[1].
Sal.
-
Hej, Sal.
–
Dobrze się masz? - zapytał.
-
Tak. A ty?
-
Wszystko w porządku – odpowiedział.
–
Gina?
–
Gina, nie za dobrze.
Poczułam,
że kark mi się napiął.
Wiedziałam,
że nie powinnam. Ben miał rację, Sal był prawdopodobnie socjopatą. Ale i tak go
lubiłam.
Z
łatwością mogłabym go winić za śmierć Vinniego, ale nie wykręcał mu ręki, by
Vinnie dla niego pracował. Nie odmówił Vinnie’mu dołączenia do jego załogi, ale
mimo to wszystko była wina Vinniego.
A
kiedy Vinnie pracował dla Sala, przedtem i zdecydowanie po nim Sal i jego żona
Gina byli dla mnie dobrzy. Pomijając tę część o mafii, byli takimi rodzicami,
jakich chciałabym mieć.
Nigdy
bym tego nie powiedziała Vinnie’mu Seniorowi i Theresie, bo postradaliby zmysły
i prawdopodobnie nigdy więcej się do mnie nie odezwali, ale Sal i Gina byli do
nich bardzo podobni.
Sal
był nieco bardziej intensywny, bardziej szorstki wokół ostrych krawędzi
pokrytych powłoką wyrafinowania towarzyszącego pieniądzom i władzy. Gina była
trochę cichsza niż Theresa, ale znajdowała sposoby, aby zrobić to, co chciała i
musiała zrobić, jako Włoszka, matka i babcia, a co polegało na wtrącaniu się,
stawianiu na swoim i kontrolowaniu rodziny.
Sal
mnie nie lubił i opiekował się mną tylko dlatego, że Vinnie zmarł i czuł, że to
jego obowiązek. On się o mnie troszczył. Prawdziwie. To samo było z Giną.
Biorąc
pod uwagę, że on był szefem mafii, a ona jego małżonką, najmądrzejszą rzeczą,
jaką mogłam zrobić po śmierci Vinniego, byłoby wyplątanie się z ich życia do
tego stopnia, że chodziłoby tylko o kartki świąteczne, w końcu tracąc adres i
zaprzestając nawet tego.
Ale
byłam sobą. Frankie.
I
najwyraźniej nawet wtedy, gdy powinnam, nie dałam rady.
Ta
myśl wywołałaby u mnie uśmiech, ale nie uśmiechnęłam się, bo martwiłam się o
Ginę.
-
Coś jest nie tak? - Zapytałam ostrożnie.
-
Tak, amata, coś jest nie tak. Ona bardzo
kocha swoją Frankie. Słyszała, że jej dziewczyna przeprowadziła się do Indy,
ale często przyjeżdża do Chicago, a ona nie odbiera telefonów? Nie dostała
propozycji spotkania na kawę? Jej dziewczyna nie przychodzi i nie siada przy
naszym stole?
Cholera.
Wzięłam
głęboki oddech i cicho powiedziałam - Sal, Słonko, prawdopodobnie wiesz, ale
spotykam się z Bennym Bianchi.
–
Wiem, cara, i dobrze, że się
spotykacie. Dobrze dla niego. Najwyższy czas, żeby ten chłopak wyciągnął głowę
z tyłka.
Zamrugałam,
patrząc na drogę.
Sal
ciągnął dalej.
-
Wrzucił to na właściwe tory. W końcu ma cię tam, gdzie cię chciał i gdzie
jesteś? W Indy. A on jest w Chicago. Amata,
co to jest?
–
Miałam pracę do podjęcia w Indy, Sal.
–
A on ma pizzerię, która zarabia więcej od Tiffany’ego, Francesca.
-
Co to znaczy? – zapytałam, zwalniając do świateł.
Usłyszałam,
jak wypuścił zirytowany oddech, a potem wyjaśnił, jakbym nie grzeszyła
mądrością - To nie tak, że musisz pracować.
Oh.
To właśnie oznaczało.
–
Nie jestem taką kobietą, Sal.
-
Jakby Benny wyciągnął głowę z tyłka… znowu…
pogadałby z tobą i zrobił z ciebie taką kobietę.
Przypomniałam
sobie, że był szefem mafii – szefem mafii, który mnie kochał, ale szefem mafii,
który najprawdopodobniej robił różne przerażające rzeczy ludziom, którzy go
wkurzyli.
Dlatego
nie zwróciłam się w pełni do niego, kiedy powiedziałam - Kocham cię, Sal. Wiesz
to. I nie chcę okazywać braku szacunku. Ale lata pięćdziesiąte były naprawdę
dawno temu.
-
Dam ci to, Frankie, ale w Chicago nie mogłeś dostać pracy?
-
To nie jest praca, Sal, to kariera. I nie oszukuj tak ludzi, bo twoja kariera
szybko się skróci – poinformowałam go, gdy światło zmieniło się na zielone i
wcisnęłam gaz.
Milczał
i to się przedłużało, gdy ruszyłam w stronę następnych świateł, mając nadzieję,
że pozostaną zielone.
W
końcu Sal przemówił ponownie.
-
Jak Benny jest z tobą, czy oznacza to niezbyt dobre rzeczy dla mojej Giny?
Wiedziałam,
co miał na myśli. Wiedział, że Ben go nienawidzi. Ben mógł nie nienawidzić
Giny, ale Gina przychodziła z Salem, więc w związku z tym nie chciał mieć z nią
nic wspólnego. Ja z Bennym – Benny, który może nie żądał, żebym zajmowała się
jego domem, kiedy on robił pizzę, ale mimo to był mężczyzną, który był w
całości mężczyzną, nie wspominając o pochodzeniu włosko-amerykańskim –
oznaczało, że w związku z tym równie dobrze mógł żądać, żebym nie miała nic
wspólnego z żadnym z nich.
Sal
pytał o Ginę.
Ale
Sal mnie kochał, więc Sal też prosił o Sala.
Pomyślałam,
że to było słodkie i właśnie dlatego nie odpadli z mojej świątecznej listy od
ośmiu lat.
-
Tak naprawdę jeszcze tego nie rozpracowaliśmy – powiedziałem Salowi.
–
Rozumiem – mruknął Sal.
-
Chociaż, mogę powiedzieć, że kiedyś znów będę przy waszym stole, ale jestem pewna,
że nie zdziwisz się, gdy dowiesz się, że Benny’ego nie będzie ze mną. Wiesz, że
ty i Gina jesteście dla mnie całym światem, ale Ben i ja pracujemy nad tym na
odległość, a kiedy mamy czas razem, chodzi o to, aby znaleźć go na bycie razem.
To znaczy, że tracę rachubę. Ale następnym razem, gdy tam będę, dopilnuję, aby
spędzić trochę czasu z tobą i Giną.
Zbliżyłam
się do swojego zjazdu i włączyłam kierunkowskaz, gdy Sal odpowiedział - To
uszczęśliwi Ginę, amata.
Jego
głos mówił, że to uszczęśliwi też Sala.
Kolejne
pięć lat na mojej świątecznej liście.
Co
najmniej.
-
Okej, Sal. Powiedz jej, że powiedziałam „cześć” i tęsknię za nią.
–
Zrobię to, Frankie. Addio, mia bella.
-
Ciao, Sal.
Nacisnęłam
przycisk na moim urządzeniu Bluetooth, aby się rozłączyć, i próbowałam
zdecydować, czy powinnam powtórzyć tę rozmowę Benny’emu.
Kiedy
jechałam przez Brendal, zdecydowałam, że
to zrobię, ale może zrobię to w poniedziałek.
Lub
we wtorek przez telefon.
Zajmowałam
miejsce obok Explorera Bena, znów czując się szczęśliwa, a jednocześnie byłam zakłopotana,
gdy zobaczyłam, że moje drugie miejsce dla gości zostało zajęte przez lśniącego
niebieskiego sedana Chryslera na tablicach Illinois, kiedy moja komórka
zadzwoniła ponownie.
Byłam
jednak kilka sekund od Benny’ego, więc zdecydowałam, że rozmowa może poczekać.
Rozmówca
najwyraźniej zdecydował to samo, ponieważ mój telefon zadzwonił tylko dwa razy,
zanim przestał dzwonić.
Straciłam
zmysły i walczyłam z chęcią podskoczenia (lub ucieczki) do drzwi wejściowych,
gdy się otworzyły i Ben wybiegł na zewnątrz.
Koszulka,
dżinsy, buty do biegania.
Od
stóp do głów mniam.
Zdecydowałam
się pobiec, ale nie zrobiłam nawet pierwszego kroku, ponieważ powstrzymał mnie surowy
wyraz twarzy Bena. Jeśli to nie pomogło, zrobił to, podnosząc dłoń wnętrzem w
moją stronę, palcami do góry.
Spotkałam
go na chodniku, na końcu ścieżki prowadzącej do moich drzwi.
-
Zadzwoniłem do ciebie, akurat gdy dojechałaś – oznajmił i natychmiast powtarzał
- Od pięciu minut masz gości.
Spojrzałam
na samochód na moim miejscu dla gości, którego nigdy wcześniej nie widziałam, a
potem na Benny’ego i usłyszałam to.
-
Frankie!
Głośny.
Jowialny. Nic go nigdy nie zniechęciło, bo na to nie pozwolił.
Znałam
ten głos.
Enzo
Concetti, Senior.
Mój
ojciec.
–
Cholera – szepnęłam, nie odrywając wzroku od Benny’ego.
-
Twój tata – Ben potwierdził to, co już wiedziałam - Chciałem zatrzasnąć mu
drzwi przed nosem, ale nie mogłem. Postanowiłem zadzwonić, ale się pokazałaś.
–
Kurwa – wydusiłam, zanim tata się pokazał i zszedł ze schodów.
Niezależnie
od tego, że miałam torebkę i torbę na komputer, co sprawiało, że każdy uścisk
byłby niezręczny, objął mnie w talii, podniósł mnie i potrząsnął.
-
Moja dziewczynka! - krzyknął.
Nie
mogłam poruszyć rękami, więc po prostu spojrzałam na niego z góry i przywitałam
się - Hej, tato.
-
Hej, cudna - Uśmiechnął się do mnie szeroko, po czym postawił mnie na obcasach,
puścił, odwrócił się i mocno poklepał Bena po ramieniu, zostawiając tam jego
rękę i ściskając - Dziewczyno, zdobyłaś sobie dobrego Bianchi.
Twarz
Bena zmieniła się w granit.
Jeśli
chodzi o mnie, moje wnętrzności się skurczyły.
Tata
zdawał się nie zauważyć reakcji Bena ani niewiarygodnej niewłaściwości swoich
słów, więc ścisnął ramię Bena, kołysząc nim do przodu i do tyłu, mówiąc - Bez
obrazy dla zmarłego ani tamtego, hm… Manny.
Patrzyłam,
jak Ben powoli spogląda na rękę na swoim ramieniu, zanim zwrócił wzrok na mnie.
To
zmusiło mnie do wyrwania się z przerażonego odrętwienia i krzyku, który brzmiał
desperacko, a zatem głośno - Weźmy to do środka.
Tata,
który jeszcze raz zakołysał Benem, podczas gdy ja wstrzymywałam oddech, mając
nadzieję, że Benny nie wybuchnie, zanim tata go puści, powiedział - Doskonały
pomysł.
Na
szczęście tata wypuścił Bena, ale niestety zrobił to, aby ruszyć w stronę moich
drzwi wejściowych.
Złapałam
wzrok Benny’ego, rzucając mu niewerbalne, ale wciąż krzyczące: „Tak mi przykro”.
Ben
wyciągnął rękę i wziął moją torbę na komputer, a następnie wolną ręką chwycił
moją dłoń i poprowadził mnie ścieżką, którą już podążał mój ojciec.
–
Jak mnie znalazłeś, tato? - Zawołałam do jego pleców, przekładając pasek
torebki na ramię.
Zatrzymał
się, odwrócił i uśmiechnął się do mnie.
W
tym spojrzeniu zobaczyłam to, co wiedziałam przez całe życie: a było tego dużo
i ja to też miałam po nim – ciemne włosy, które były gładkie i lśniące (nawet
bez kosmetyków); jasnobrązowe oczy w kształcie migdałów z rzęsami, których
nigdy nie musiałam podkręcać, bo były naturalnie kręcone; dobra struktura
kości.
Jednak
tata był wysoki, a ja nie, naprawdę. Ja miałam krągłości mamy i jej jasną skórę.
Patrząc
na niego teraz, gdy wiosna jego życia była już dawno za nim, wyglądał lepiej,
niż większość mężczyzn w kwiecie wieku mogłaby kiedykolwiek mieć nadzieję
wyglądać. Witalny. Silny. Przystojny.
-
To była tajemnica? - zapytał z szerokim uśmiechem. Dzielenie się tym było dla
niego takie samo, niezależnie od tego, czy tak było, czy nie. Nie obchodziło go
to. Jeśli nie chciałam się z nim widzieć i tak przychodził.
Wiedziałam
o tym, bo to robił.
Ale
właściwie to była tajemnica. Był jednym z wielu powodów, dla których uciekłam z
Chicago. Więc to nie była wspaniała wiadomość, że znalazł mnie w Brownsburgu.
Zanim
zdążyłam odpowiedzieć, mówił dalej, odwracając się do drzwi - Enzo Junior.
W
tym momencie zdecydowałam, że gdy już znajdę sposób na pozbycie się taty,
uspokoję Benny’ego, nakarmię go i będę uprawiać z nim seks, to pójdę prosto do sklepu,
żeby kupić duży, gruby, czerwony marker. Potem wrócę do domu i skorzystam z
niego, by skreślić imię mojego brata z mojej świątecznej listy.
-
Kotku – powiedział Ben cicho i z dziwną nutą, nie gniewu lecz ostrzeżenia.
Nie
podobała mi się myśl, że można to było uznać za kolejne ostrzeżenie, zwłaszcza
że złe wieści mnie poruszyły i wstrząsnęły już niecałą minutę wcześniej.
Mimo
to podniosłam głowę, znad widoku taty znikającego w moim mieszkaniu i złapałam
wzrok Bena.
Gdy
tylko to zrobiłam, powiedział - Mam niezbyt dużo czasu, cara, ale przygotuj się. Nie jest sam, a kiedy tam wejdziesz, nie
sądzę, że będziesz szczęśliwa.
Co
to oznaczało?
Nie
miałam okazji zapytać.
Byliśmy
pod drzwiami.
Na
szczęście przygotowałam się. Po tym fortunnym wydarzeniu Ben zacisnął swoją
dłoń w mojej i po raz pierwszy wszedł do mojego domu przede mną.
To
dało mi wgląd w to, co było w środku, więc miałam chwilę, aby to przetworzyć, złagodzić
kopnięcie, jakie zadało mi to w brzuch i częściowo dojść do siebie, zanim
musiałam się z tym zmierzyć.
Stojąc
pośród spokojnych, stonowanych niebieskich, zielonych i fioletowych kolorów
moich mebli i mojej umiejętności fêng
shui do dekorowania, które było uporządkowane i odzwierciedlone w stonowanych
odcieniach moich mebli w harmonii z moją osobowością (lub tym, czym chciałam,
żeby moja osobowość była, co wcale nie było stonowane), stała kobieta mojego
ojca.
Nie
pamiętałam jej imienia, bo spotkałam ją tylko dwa razy w życiu. Raz, gdy tata
zatrzymał się w moim mieszkaniu w Chicago, kiedy była z nim. Zaciągnął ją na
górę, ale był tam tylko dlatego, że powiedział - Kochanie, twój tatuś naprawdę
musi się wysikać - Zajął się swoimi sprawami, podczas gdy ona i ja prowadziłyśmy
niezręczną rozmowę. Potem wyszedł, pocałował mnie i poszli tam, gdzie tata
wolał być, tak że nawet nie powiedział mi jej imienia.
Za
drugim razem Enzo był w mieście i byliśmy wszyscy razem – Nat, Davey, Cat, jej
mąż, Art, Enzo i dziewczyna, z którą się wtedy spotykał (z którą również zerwał
podczas tej wizyty, dzięki czemu w domu było mniej niż przyjemnie, cholerny
Enzo).
Oczywiście
przerodziło się to w pandemonium, gdy Cat powiedziała coś, co rozgniewało Nat.
Zaczęły walczyć, głośno i wulgarnie. Enzo próbował udawać rozjemcę, ale dał się
wciągnąć, przez co stał się głośny i wulgarny. Tata postradał zmysły, bo
„zawstydziliśmy” go na oczach jego kobiety, i wyrzucił nas wszystkich, nawet
mnie, a ja nic nie zrobiłam.
To
było co najmniej rok temu. Może dwa.
Ale
w końcu już dawno nauczyłam się nie pamiętać ich imion. Przybywały i wybywały.
Kiedy byłam młodsza, chwytałam się tego, mając nadzieję, że ktoś będzie miał
siłę i może da mi to coś, czego nie wiedziałam wtedy, czym było, czego
potrzebowałam. Przez większość czasu były całkiem fajne, a kilka z nich
okazywało miłość, czasem szczerze, czasem robiąc to, bo myślały, że uda im się
dotrzeć do serca taty poprzez jego dzieci.
Jednak
nigdy się nie utrwaliły i po tym, jak mała dziewczynka wielokrotnie załamywała
się z powodu utraty kobiety za kobietą, która dryfowała przez jej życie, uczyła
się tego.
Ja
się nauczyłam.
Więc
nie pamiętałam imienia tej jednej.
Tata
się starzał, ale wiek jego kobiet pozostał ten sam. Problem w tym, że miał swoje
lata, doświadczenie i choć nie był zbyt dojrzały, to jednak miał. Jego kobiety
zazwyczaj tego nie robiły, przynajmniej w tej ostatniej części, więc nudziły mu
się łatwo.
Ta
trwała znacznie dłużej niż większość.
A
ja widziałam, że prawdopodobnie wytrzyma jeszcze dłużej (choć to nie była
gwarancja), ponieważ najwyraźniej była w zaawansowanej ciąży.
Mój
brat miał dwie kobiety, które miały mu wkrótce dać dzieci, a także pozwy o
alimenty.
A
następne dziecko mojego ojca będzie ciotką lub wujkiem kogoś w tym samym wieku.
Teraz.
Poważnie.
Co
to do cholery miało być?
Nie
zdawałam sobie sprawy, że zamarłam tuż za moim małym przedpokojem, dopóki nie
poczułam, jak dłoń Bena ściska moją.
Kiedy
to się stało, przeniosłem wzrok z kobiety stojącej w moim salonie na ojca.
-
Powiedz mi, że to pieprzony żart – zażądałam.
–
Frankie – powiedział cicho Ben obok mnie.
Poczułam,
że się zbliżył, ale nie oderwałam wzroku od ojca.
-
Francesca – wtrącił tata, a to jowialne słowo „nic-nie-przygnębia-go-ponieważ-nie-pozwoli-to”
wyparowało, a zastąpił go gniew.
Szybko
spojrzałam na kobietę, która, jak zauważyłam z roztargnieniem, była bardzo
atrakcyjna, ale jednocześnie bardzo zbladła - Bez obrazy dla ciebie.
Prawdopodobnie jesteś niesamowita. Ale... - Spojrzałam ponownie na tatę - Jesteś,
kurwa, poważny?
-
Przyjechaliśmy, aby osobiście podzielić się z wami dobrą nowiną, szerzyć radość
i oto co dostajemy? – zapytał ostro tata.
Ja
ponownie szybko spojrzałam na kobietę i powtórzyłam - Jeszcze raz, bez obrazy…
- Mój wzrok wrócił na mojego ojca - Ale, tak tylko mówię, następnym razem
przekaż radość przez telefon.
Tata
położył ręce na biodrach i odpowiedział - Nie wierzę, że tak się zachowujesz.
–
Nie wierzysz? - Zapytałam, odchylając się do tyłu i wyciągając rękę z dłoni
Bena, bym mogła unieść obie ręce do góry. Potem podniosłam jedną i przyłożyłam
palec do policzka - No cóż, pozwól mi pomyśleć… dlaczego miałabym zareagować w
ten sposób, kiedy zapłodniłeś kobietę? - Wyciągnęłam rękę i dokończyłam
sarkastycznie - Och, wiem! Sprowadzasz na ten świat dziecko, a jesteś typem mężczyzny,
który miał już inne dziecko, które zostało postrzelone, a ty – pochyliłam się w
jego stronę, krzycząc – nawet nie
poszedłeś zobaczyć się z nią w szpitalu!
Usłyszałam,
jak zamykają się za mną drzwi, co oznaczało, że Ben je zamknął, ale szybko do
mnie wrócił i wiedziałam to, gdy poczułam jego ramię obejmujące moją talię.
Odciągnął mnie o krok do tyłu i zajął pozycję przede mną, lekko z boku.
Byłam
cholernie wkurzona, ale mimo to on to zrobił…
Boże.
Poważnie.
Benny.
–
Zostałaś postrzelona? – zapytała kobieta przerażonym tonem, a ja spojrzałam na
nią wychylając się z boku Benny’ego.
-
Tak, było o tym w wiadomościach – powiedziałam.
-
Nie oglądam wiadomości – powiedziała cicho, patrząc na tatę.
–
Wiedziałeś o tym, Enzo?
-
Tak, wiedział, bo moja mama zadzwoniła do niego w noc tego zdarzenia - wtrącił
Ben, ale nie pozwolił na dalszą reakcję na tę wiadomość. Będąc niesamowitym
Bennym, natychmiast zaczął kończyć naszą krótką scenę - A teraz gratuluję wspaniałej
wieści. Życzę ci wszystkiego najlepszego – powiedział do kobiety, po czym
zwrócił się do taty i dodał - Ale nie poszło zbyt dobrze i macie przed sobą
długą podróż, więc myślę, że powinniśmy to tutaj przerwać zanim się zepsuje.
Racjonalna
sugestia Bena została zignorowana, kobieta wpatrywała się w mojego tatę, a
tata, który odczytał jej spojrzenie, stwierdził - Kochanie, to przydarzyło się
Frankie mniej więcej wtedy, gdy powiedziałaś mi, że będziesz mieć moje dziecko.
-
I powiedziałam ci, że urodzę twoje dziecko, a ty wydawałeś się bardzo
podekscytowany, Enzo, ale nie zabrałeś mnie na sześciomiesięczny rejs by to
celebrować bez telefonów, Internetu i maszyn do pisania alfabetem Morse’a –
odwarknęła, a ja poczułam, jak moje ciało się zatrzęsło, a oczy zrobiły się
duże.
Żadna
z kobiet taty nigdy tak do niego nie mówiła.
Ani
jedna.
Może
z wyjątkiem mojej mamy.
-
Chrissy, kochanie, nie chciałem, żeby cokolwiek… - zaczął tata.
–
Ani słowa, Enzo Concetti – syknęła, nachylając się w jego stronę. Potem jej
wzrok skierował się na mnie, a Ben przyciągnął mnie do siebie, nawet gdy
wtuliłam się w jego plecy, widząc wyraz jej oczu – Wszystko w porządku? –
zapytała, po czym wyrzuciła rękę w moją stronę – To znaczy po strzelaninie.
-
O, tak. To było wieki temu.
-
Czy to był przypadek? – warknęła.
-
Yyy ... nie. Zostałam porwana przez przestępcę i zabrana do domków nad
jeziorem. Wyrwałam się i uciekłam przez las z inną kobietą, ratując życie. Dogonił
nas zbrodniarz i mnie postrzelił. Wtedy Ben – wykonałam kulawy gest w powietrzu
obok siebie, aby wskazać Benny’ego – i jego kuzyn Cal, chłopak kobiety, z którą
byłam, zastrzelili go. Ponieważ Cal strzelił mu w głowę, tamten nie przeżył.
Chociaż Ben strzelił mu w brzuch, tam gdzie ten facet postrzelił mnie i mogę to
zaświadczyć, nawet gdyby to było wszystko, co miał, przez jakiś czas nie
radziłby sobie zbyt dobrze. Ale na szczęście nie żyje i nie mówię tego dlatego,
że jestem złym człowiekiem. Mówię to, bo był szaleńcem i mnie postrzelił.
Kiedy
skończyłam bełkotać, jej zmrużone oczy powoli spojrzały na mojego ojca.
–
Została porwana i postrzelona? - zapytała.
-
Chrissy…
–
Wiedziałeś o porwaniu? – zapytała Chrissy.
Tata
nie powiedział ani słowa, ale wyglądał na zaniepokojonego.
Ben
powiedział jednak słowo i brzmiało - Tak.
Chrissy
wyglądała na zdolną do czucia wściekłości przez długi czas. Wyciągając rękę, by
chwycić dłoń Benny’ego, próbując odetchnąć powietrzem zablokowanym przez
wściekłość kobiety w ciąży, powstrzymałam chęć śmiechu. Mocno.
W
końcu spojrzała na mnie, a dalsza wściekłość na jej twarzy sprawiła, że
przysunęłam się bliżej Benny’ego.
Potem
wszystko zniknęło i szepnęła - Przepraszam.
Patrzyłam
na nią i zastanawiałam się, czy to się właśnie wydarzyło.
Ben
nie był aż tak oszołomiony.
Wiedziałam
o tym, kiedy stwierdził - Nie musisz. Nie wiedziałaś. Nie jesteście z jednej
krwi - Ben wskazał głową w stronę taty – Ale on powinien.
-
Ja… - zaczął tata.
-
Zamknij się – warknął nagle Benny z
taką wściekłością, że całe moje ciało drgnęło – Nie wolno ci tego robić. Nie
wiedziałem, jak się będzie czuła Francesca, kiedy cię wpuszczę, ale teraz już
wiem. Więc teraz ci powiem, że to ostatni raz, kiedy odgrywasz taką scenę z Frankie.
Nie byłeś dobrym ojcem. Nie jesteś dobrym człowiekiem. Jesteś samolubny i
głupi, myśląc, że ile lat spędziłeś na tej ziemi, myśląc głównie swoim kutasem.
Twoja dziewczyna leżała w szpitalnym łóżku po tym, jak przeciągnęła swoje
krwawiące ciało przez liście, a było to po
tym, jak biegła, żeby uratować swoje życie, a ty masz cholerne jaja pokazać się w jej domu bez
zapowiedzi i zrzucić na nią bombę, nawet nie mówiąc jednego pieprzonego słowa o
tym, przez co przeszła bez wsparcia swojej cholernej rodziny?
Ben
potrząsnął głową, utkwił wzrok w tacie stojącym w miejscu po drugiej stronie
pokoju i ciągnął dalej.
-
Nie. Frankie zniesie to gówno, bo jest dobrą kobietą i dobrą córką. Ona jest
Frankie. Ale jestem jej mężczyzną i mówię ci teraz, że ja tego nie zrobię.
Tata
wyprostował ramiona i oświadczył - Może powinniśmy wyjść.
-
Dobry pomysł – odpalił Ben, natychmiast się przesuwając i zabierając mnie ze
sobą, abyśmy nie blokowali już drzwi.
To
właśnie wtedy tata zrobił to samo, co zawsze robił, gdy cokolwiek groziło, że
może go pociągnąć w dół.
Natychmiast
uniknął tej sytuacji.
A
w tym przypadku oznaczało to, że nie oglądał się na żadną duszę – nawet na
stojącą tam kobietę niosącą jego dziecko, ani na córkę, z którą przyszedł się
spotkać – i od razu wyszedł za drzwi.
-
To był bardzo zły pomysł, bardzo mi przykro – powiedziała cicho Chrissy,
ruszając za nim.
-
Ponownie, nie ty powinnaś przepraszać – powiedział Ben.
Skinęła
mu głową i rzuciłaby mi jedynie zawstydzone spojrzenie i kiwnięcie brodą na
pożegnanie, ale jej nie pozwoliłam.
Kiedy
mnie mijała, złapałam ją za rękę.
Zatrzymała
się i spojrzała na mnie.
-
Czy mam mieć brata, czy siostrę?
Nadzieja
zapłonęła w jej oczach, a ja jeszcze bardziej wściekłam się na ojca, bo widząc
to, wiedziałam, że chciała, żeby wszystko poszło o wiele lepiej, niż wyszło.
Wiedziałam też, że zapewnienie jej dziecku rodziny było dla niej ważne.
Wiedziałam więc, że jeśli kiedykolwiek ją poznam, prawdopodobnie ją polubię.
-
Siostrę – odpowiedziała.
Uśmiechnęłam
się. mój uśmiech był mały, ale dałam jej go i szepnęłam - Prawdopodobnie musisz
już iść, ale zadzwoń do Enzo Juniora. Zdobądź mój numer. Pozostańmy w kontakcie.
Blask
wypełnił jej oczy i odszepnęła - Myślałam, że to będzie miła niespodzianka.
Nigdy bym nie przyjechała z Enzo, gdybym wiedziała…
Przerwałam
jej, zaciskając rękę na jej dłoni - Przykro mi, że tak nie było. Ale życzę ci
wszystkiego najlepszego przy sprowadzeniu na świat mojej młodszej siostry.
Skinęła
głową i odwzajemniła uścisk mojej dłoni, mówiąc cicho - Dzięki, Francesca. I
zadzwonię do twojego brata. Zdobędę twój numer.
-
Dobrze – odpowiedziałam - A teraz spraw, żeby bezpiecznie odwiózł was do domu –
rozkazałam, pochylając głowę do jej brzucha.
Uśmiechnęła
się do mnie, tym razem bez błysku w oczach, ponownie skinęła głową i
pospieszyła do drzwi.
W
chwili, gdy się zamknęły, Ben stwierdził - Czysta, pieprzona Frankie.
Spojrzałam
w jego stronę - Co?
-
Najlepiej byłoby, jeśli byś trzymała się z daleka od tej sytuacji, która w tej
chwili nie jest dobra, biorąc pod uwagę prognozę, że zrobi się naprawdę cholernym
bałaganem i mówiła jej, żeby pozostała w kontakcie.
-
Nosi moją młodszą siostrę – odpowiedziałam.
-
Tak. Czysta, pieprzona Frankie.
Wtedy
właśnie przetworzyłam wyraz jego twarzy.
Więc
się uśmiechnęłam.
Ben
się nie uśmiechnął.
Rozkazał
- Chodź tutaj, Francesca.
Nasze
szczęśliwe połączenie się opóźniło się przez tamto szaleństwo. Nietypowo, natychmiast
zrobiłam, co mi kazano.
*****
-
Frankie, tesorina, przestań.
Zamknęłam
oczy, wysunęłam Benny’ego z ust i nie spieszyłam się, patrząc na niego do góry.
To
było po scenie z tatą, był czas na nasze dobre połączenie po złym, a sprawy nie
zaczęły się najlepiej.
I
to wszystko było przeze mnie.
Mogło
to być przez wizytę taty i jego wiadomości. Mogło to być również to, co
powiedział o tym, że ustrzeliłam dobrego Bianchi.
Ale
głównie chodziło o to, że pomyślałam, że najwyższy czas zająć się czymś, czego nie
robiłam, odkąd Benny i ja połączyliśmy się fizycznie.
Często
on schodził w dół mnie, za każdym razem uzyskując spektakularne rezultaty.
Albo
dlatego, że nieświadomie tego unikałam, albo dlatego, że Ben kierował sprawami
w łóżku (całkowicie), nigdy mu się nie odwdzięczyłam.
Teraz
to robiłam.
A
byłam spięta, wiedząc, że wie od Vinniego, że nie byłam w tym dobra, martwiłam
się, że on myślał to samo i za bardzo się starałam.
Otworzyłam
oczy, spojrzałam w jego stronę i to było to. Nie byłam w tym dobra. Twarz Bena
wcale nie przypominała ciemnego głodu, do którego przywykłam, gdy byliśmy
nadzy.
-
Chodź tu kochanie.
Nie
chciałam tam iść.
Chciałam
chwycić telefon i pobiec do łazienki, zamknąć się w sobie i żyć pizzą i dostawą
chińskiej kuchni przez okno, dopóki nie dowiedziałabym się, że Benny’ego nie ma
i nie podjąłby decyzji, że nigdy więcej mnie nie zobaczy.
-
Frankie, chodź tutaj – powtórzył Ben.
Nadal
się nie ruszałam, bo byłam sparaliżowana upokorzeniem.
W
swoim życiu bardzo często byłam zawstydzona.
Tak
jak wtedy, gdy miałam siedem lat i moja mama założyła do kościoła tę czarną,
obcisłą, kopertową sukienkę z tak dużym dekoltem, że prawie odsłaniała sutki, a
oczy księdza Patricka o mało nie wyszły mu z orbit, kiedy wychodził na mszę.
Nie wspominając już o tym, że, kiedy ją prowadził, jego twarz była ściągnięta i
wiedziałam, że był niezadowolony z mojej matki i tego, że wszyscy mężczyźni
zwracali większą uwagę na jej piersi niż na jego kazanie.
Poza
tym wiele razy mój ojciec spotykał kogoś, z kim nie dogadywał się zbyt dobrze i
nie miało znaczenia, gdzie byliśmy – na meczu Cubs, czy w Burger Kingu – nie
mógł tego zignorować. Powiedział coś przemądrzałego, a facet to odwzajemniał i
nigdy nie było to miłe. Raz nawet prowokował mężczyznę, który był z żoną i dziećmi
i nie chciał, żeby go wciągnięto. Ale tata nie ustąpił, dopóki mężczyzna nie
miał innego wyjścia, jak tylko mu odpowiedzieć.
Ta
zakończyła się krwawo dla obu mężczyzn i nie tylko tata bezmyślnie zrobił to na
oczach swoich dzieci, ale także popchnął tego mężczyznę do tego, by zrobił to
samo na oczach jego dzieci.
Ale
nawet przy tym wszystkim, a co gorsza, nigdy nie byłam bardziej zawstydzona niż
wtedy.
To
oczywiście sprawiło, że zamarłam, pogłębiając swoje zawstydzenie, bo byłam na
czworakach blisko penisa Benny’ego i wpatrywałam się w niego nieruchomo.
-
Kurwa – mruknął Ben, ugiął się, chwycił mnie pod pachami i podciągnął do góry.
Obrócił się i nakrył mnie.
-
Myślę, że muszę iść do łazienki – szepnęłam, wpatrując się w jego oczy,
prawdopodobnie jak jeleń na drodze, wpatrujący się w padające światło.
-
Nie, nie musisz. Musisz ze mną porozmawiać. Co pieprzy ci w głowie?
Mój
wzrok powędrował do jego ucha.
Jego
dłoń uniosła się do mojej szczęki i rozkazał - Frankie, spójrz na mnie.
Spojrzałam
na niego.
-
Co jest w twojej głowie? – zapytał.
–
Nie jestem w tym dobra – przyznałam.
-
Dlaczego? – zapytał, a ja zamrugałam, słysząc jego absurdalne pytanie.
Gdybym
wiedziała dlaczego, byłabym w tym o wiele lepszy.
-
Dlaczego? - powtórzyłam, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć.
-
Tak dlaczego?
-
Uch… myślę, że musisz podać powody, Benny – wskazałam na oczywistość, ale nawet
zrobienie tego nie oznaczało, że w tym momencie chciałam, żeby podał mi powody.
Potrząsnął
głową, ale powiedział (przerażająco) - Jak chcesz tego, zrobię to, Słonko. Ale
na razie chcę wiedzieć, jakim cudem podniecasz się i dajesz z siebie wszystko,
tracisz kontrolę podczas pocałunku, ale stajesz się spięty, kiedy się na mnie schodzisz
w dół.
-
Wiem, że wiesz, że nie jestem w tym dobra – wyjaśniłam.
-
Okej. Jest więcej?
-
To nie wystarczy?
Coś
poruszyło się w wyrazie jego twarzy, czego nie dostrzegłam, zanim zapytał – To
gówno, którym uraczył cię twój tata zjada cię?
Kiwnęłam
głową.
-
Coś jeszcze? – pchnął.
Mój
głos brzmiał na tak samo przerażony, jak się czułam, gdy mu przypomniałam - Powiedział,
że zdobyłam „dobrego Bianchi”.
-
Myślę, że udowodniono niezbicie, że twój tata to dupek, kotku – odpowiedział
Benny.
-
Ten komentarz był bardziej dupkowy niż powiedziałby typowy dupek, Benny –
zauważyłam.
-
Myślę, że udowodniono, że twój tata jest większym dupkiem niż jakiś zwykły dupek,
Frankie – odpowiedział Ben.
-
Wyglądałeś na wkurzonego – powiedziałam mu.
-
Nie byłem wkurzony tym, co powiedział. Powiedział to i zobaczyłem twoją reakcję
i to mnie wkurzyło. Wiedziałem
również, co czeka na ciebie w środku. Szedł za mną, więc nie miałam szansy cię ostrzec,
co jeszcze bardziej mnie wkurzyło. Nie wspominając już o tym, że ten skurwiel trzymał
na mnie rękę.
Trzymał.
-
Przykro mi, Benny – powiedziałam cicho.
-
Nie rozumiem, dlaczego kobiety w jego życiu przepraszają za niego. To on jest
dupkiem, nie ty.
-
To mój tata.
-
Nie jest. To człowiek, którego nasienie cię stworzyło. Mam dobrego tatę, kotku.
Znam różnicę.
Gapiłam
się na niego, a jego głębokie słowa mnie uderzyły.
Nie
byłam moim ojcem. Nie zachowywałam się jak on. Nie żyłam jak on. Pomógł mnie
stworzyć, ale teraz…
Cóż,
teraz byłam sobą.
I
zaczęło do mnie docierać, że jestem sobą od dawna.
Jak
od… zawsze.
I
to było ogromne.
Choć
to było ogromne, byłam naga w łóżku z Benem po tym, jak zrobiłam mu okropnego
loda, który był tak okropny, Ben poczuł potrzebę przerwania tego i
porozmawiania. Nie podzieliłam się tym najnowszym objawieniem.
Zamiast
tego powiedziałam - Masz szczęście, Benny.
-
Wiem, Frankie – stwierdził Ben - Teraz dość o nim. Zgadzasz się?
-
Myślę, że tak.
-
W pracy dobrze?
-
Tak.
-
Twoje siostry lub brat ostatnio do ciebie dzwonią? - ciągnął to.
Potrząsnęłam
głową.
-
Dobrze. Więc masz, kurwa, pojęcie, jak niewiarygodnie gorąco jest widzieć
ciebie i to twoje ciało, z tymi wszystkimi szalenie pięknymi włosami na moim brzuchu
i udach, jak bierzesz mojego kutasa w usta?
Moje
ciało drgnęło, chociaż poczułam skurcz między nogami.
–
Nie – szepnęłam.
-
Myślałem, że dojdę, gdy tylko dotknęłaś ustami czubka. Zabrałaś mnie całego… kurwa.
Po
tych słowach jego wyraz twarzy zmienił się na taki, do jakiego przywykłam, gdy
byliśmy nadzy i poczułam, jak moje nogi poruszają się niespokojnie.
–
Ja… – zaczęłam, ale jego twarz przybliżyła się do mnie i urwałam.
-
Liż, kochanie – szepnął, a ja poczułam, jak fala zastępuje skurcz między moimi
nogami - Posmakuj mnie. Całego. Nie
spiesz się. Ssij. Głaszcz. Pośliń mnie. Nic nie jest zabronione. Patrz na mnie,
kiedy mnie będziesz brała. Patrz, co ze mną robisz. Albo, jeśli chcesz, obrócę
cię tak, że będziesz siedziała mi na twarzy, a ty będziesz mnie miała. Jak ja
będę miał cię na ustach, nie będziesz myśleć o niczym innym jak tylko o tym i o
moim fiucie.
O
Boże, tego chciałam. I miał rację. Gdyby jego usta były na mnie, nie myślałabym
o niczym innym jak tylko o tym, co on robi, robiąc to z nim w moich ustach.
Ciągle
się przesuwałem.
-
Albo możesz uklęknąć obok mnie na łóżku i dać mi swoją cipkę. Będę się z tobą
bawił, podczas gdy ty będziesz mnie ssała.
W
tym momencie przestałam się przesuwać i zaczęłam się wiercić, bo tego też
chciałam.
Niezwłocznie.
Moje
ręce zaczęły poruszać się po całym Benny’m.
-
Albo – ciągnął dalej – wstanę, a ty uklękniesz przede mną i wykonam tę robotę,
kiedy zerżnę cię w twarz.
A
wtedy postawiłam stopę na łóżku i
przekręciłam go.
-
Dokonujesz wyboru? - zapytał, kiedy byłam na górze, a on leżał na plecach.
–
Zamknij się, Benny.
Uśmiechnął
się do mnie.
Ten
uśmiech był wyzwaniem.
I
nagle poczułam się jak śmiałek.
Przesunęłam
się w dół jego klatki piersiowej i odkryłam, że skoro Benny nie przejął władzy,
po raz pierwszy miałam czas, aby odkrywać to wszystko, jak nigdy wcześniej nie
miałam.
I
cała jego wspaniałość ukazała się przede mną, więc chwytałam ten czas palcami,
ustami, zębami i językiem. Było go mnóstwo, cały z solidnego jedwabiu, co było
niewiarygodnie fascynujące. Jego smak był ekscytujący. Dotyk jego palców w
moich włosach albo sięgających, by je objąć, był podniecający. Odgłosy, które
wydawał, gdy powodowałam, że jego ciało przesuwało się w wyniku wzburzenia,
wytrącały mnie z równowagi i przypomniały mi o tym, co robiłam Benny’emu.
Sprawiło
to, że chciałam mu dać więcej.
Więc
zanim dotarłam do celu, byłam tak gotowa, że właściwie chciałam chwycić jego
kutasa, wspiąć się na niego i ujeżdżać go.
Zamiast
tego ustawiłam się między jego nogami i wzięłam go w inną część mnie.
W
chwili, gdy to zrobiłam, Ben warknął.
Mój
wzrok poleciał od tego, co robiłam do jego twarzy, z jego kutasem wciąż w moich
ustach.
Kiedy
moje oczy spotkały jego rozpalone, jęknął - Kurwa, kochanie.
Obserwując
go, wsunęłam się w górę i wzięłam go tak głęboko, jak tylko mogłam.
Jego
nogi się ugięły, głowa opadła do tyłu, zobaczyłam muskularne gardło i wszystko,
co było Bennym, a pożądanie zapulsowało między moimi nogami.
Znów
go wzięłam i poczułam, jak jego nogi napięły się obok mnie.
Podobało
mu się to.
I
nagle mi też.
Właśnie
wtedy lizałam. Pogłaskałam. Szarpnęłam. Użyłam ust, ssania i dłoni. Bardzo się
wkręciłam w to przez połowę czasu, go obserwując, przez połowę czasu mu obciągając,
by uzyskać jęk, zobaczyć, jak wbijał pięty w łóżko i tak bardzo mnie to kręciło,
że byłam niemal zdesperowana, by wsunąć rękę między nogi, żeby też to dostać.
Powinnam
pozwolić Benny’emu bawić się moją cipką.
Muszę
o tym pamiętać następnym razem, na przykład później tego wieczoru - To była
moja myśl, kiedy miałam Bena głęboko w ustach i jęknęłam w jego kutasa. Potem
jego kutas zniknął.
Zaczęłam
patrzeć na niego ze zdziwieniem, ale on już był na kolanach. Potem pociągnął
mnie i pchnął w dół, tak że ustawił mnie twarzą do wezgłowia łóżka na
czworakach.
Potem
wszedł we mnie.
O
tak. Weźmy drugą z rzeczy, której nigdy nie robiliśmy: na pieska.
–
Benny – szepnęłam.
Nie
powiedział ani słowa. Trzymając ręce za moje biodra, szarpnął mnie z powrotem i
wbił się we mnie, i wtedy to poczułam.
Ben
nie kierował tym. Ben nie miał nad tym kontroli. Ben nie był zadowolony, gdy
doprowadzał mnie do orgazmu.
Ben
stracił kontrolę.
Ben
mnie pieprzył, bo musiał mnie
pieprzyć.
I
to ja zmusiłam go do tego.
Ja.
Frankie.
I
nigdy tego nie miałam.
Ani
razu.
To
było fenomenalne.
Na
tę myśl poczułam wilgoć między nogami, odpowiednią do tego falę, która
przepłynęła przeze mnie, a moja głowa odskoczyła, ale upadłam na przedramiona
na łóżku.
Głowa
mi jednak nie opadła, bo Ben wyciągnął rękę nade mną, włożył pięść w moje włosy
i odsunął się, zmuszając moją szyję do wygięcia się, plecy do wygięcia w łuk i
moją płeć do wbicia się w jego biodra.
To
było tak cholernie gorące, że krzyknęłam, dochodząc natychmiast, dysząc, charcząc
i jęcząc.
–
Tak jest, Frankie – warknął, wbijając się we mnie.
-
Więcej – błagałam, wciąż dochodząc.
Dał
mi więcej, waląc. Następnie jego ręka puściła moje włosy, obie powędrowały do
bioder i wbił mnie w tył, chrząkając, a potem jęcząc w momencie orgazmu.
Jego
pchnięcia uspokoiły się i zaczął się przesuwać, jego palce wbiły się w moje
biodra i zaczęły lekko wędrować po skórze mojego tyłka, a ja zadrżałam przed
nim na piękno tego uczucia.
Po
dłuższej chwili Ben wyciągnął, ale pochylił nade mną. Poczułam jego przód na
moich plecach i jego ramiona obejmujące mnie. Potem podniosłam się i klęknęłam
przed nim, z jednym ramieniem Benny’ego owiniętym wokół mojego brzucha, a
drugim pod piersiami wokół żeber. Uniósł jedną rękę i objął mnie, a jego usta
dotknęły mojego ucha.
-
Moja Frankie, jak jest zdeterminowana, żeby coś zrobić, osiąga wielkie sukcesy
– szepnął.
Miałam
rację.
Podobało
mu się to.
Bardzo.
Opuściłam
głowę na jego ramię i splotłam ramiona na jego ramieniu.
-
Pocałuj mnie, kochanie – rozkazał.
Odwróciłam
głowę i przechyliłam ją do tyłu, ale nie pocałowałam Benny’ego. Zbliżył swoje
usta do moich i on mnie pocałował. Robił to przez długi czas.
A
kiedy to robił, robił to głęboko, mokro i słodko.
Kiedy
przestał, uniósł wargi, aby dotknąć nimi mojego nosa, a następnie przesunął
się, aby móc ukryć twarz w mojej szyi i uściskać mnie ramionami.
Wydawało
się, że dobrze mu tak pozostać, milcząc i trzymając mnie, a ja nie narzekałam.
Wreszcie
przemówił.
-
Tak to się rozgrzało, że nie użyłem prezerwatywy.
I
mi było tak gorąco, że aż do tej pory nawet o tym nie pomyślałam.
–
Spotykasz się z kimś innym? - zażartowałam.
–
Kurwa, nie – odpowiedział.
Natychmiastowe
i zdecydowane.
Miłe.
Niemiłe
było to, że skłoniło mnie to do myśli, której nie wolno mi było mieć. Nie po
tym, co zrobiłam, odpaliłam Benny’ego, zostawiłam go na miesiące i zrobiłam to
praktycznie w środku sesji, która dopełniłaby to, na co tak ciężko pracował,
żeby zbudować to między nami.
To
była myśl, którą musiałam mieć w związku z tą rozmową.
I
to było pytanie, które musiałam zadać.
Ale
zapytałam po cichu – Spotykałeś się z kiś, kiedy mnie nie było?
Poczułam,
jak jego nos przesuwał się po mojej szyi i szepnął mi do ucha - Czas posuchy.
Moje
ciało zamarło.
O
mój Boże.
Czas
posuchy? Dla Benny’ego Bianchi? O ile mogłam stwierdzić (a zwracałam uwagę),
ostatni czas posuchy, na który cierpiał, miał miejsce cztery lata temu i to
było wtedy, gdy przyjaciel znajomego poinformował mnie, że miał on
mononukleozę. A ta posucha trwała tylko trzy tygodnie.
–
Najdłużej w historii – ciągnął, wciąż szeptem.
Zamrugałam.
O
mój Boże.
-
Najwidoczniej – mówił dalej – kiedy mężczyzna znajdzie to, czego chce i straci
to, nie jest łatwo wrócić na siodło, nawet jeśli tak naprawdę nigdy w nim nie
usiadł.
O
Boże.
Benny
właśnie to powiedział. Właśnie mi to powiedział. Właśnie mi to dał.
Boże.
-
Ben – powiedziałam cicho, nie będąc w stanie powiedzieć nic innego, na przykład
wyrazić w milionie kwiecistych słów, jak ogromne to było i ile dla mnie
znaczyło.
–
Ruszyliśmy dalej – odpowiedział, delikatnie ściskając - I dobrze, że
przeszliśmy dalej. Więc zrobione.
Czysty
Benny. Stało się coś złego, poradził sobie z tym i szedł dalej.
Ale
dla mnie najpiękniejsze było to, że tym razem miałam iść z nim.
Więc
poszłam z nim i odwróciłam się od ciężkich do żartów - No dobrze, więc złapałeś
syfa?
Kiedy
odpowiedział: „Nie”, w jego głosie pobrzmiewał humor.
-
Ja też.
-
Więc wszystko w porządku? - Nadeszła jego kolej, aby zadać pytanie, a ja
wiedziałam po wadze tego pytania, że pytanie dotyczyło czegoś więcej niż tego,
o czym aktualnie rozmawialiśmy.
-
Biorę pigułki, kochanie – powiedziałam mu.
-
Zauważyłem to, upewniam się – odpowiedział po kolejnym ściśnięciu. Następnie
zapytał - Chcesz posprzątać, czy chcesz, żebym ja to zrobił?
Pomysł,
żeby Benny to zrobił, był intrygujący, ale dokładnie przed chwilą odkryłam już
coś intrygującego w Bennym i zdecydowałam się rozdzielić dobro.
-
Zrobię to.
-
Okej, Słonko.
Pocałował
mnie w szyję i puścił.
Wstałam
z łóżka, chwyciłam jego koszulkę i założyłam ją przez głowę w drodze do
łazienki.
Zajęłam
się swoimi sprawami i wróciłam do swojego pokoju, gdzie zastałam Bena opartego
o zagłówek, wciąż nagiego, z lekko rozstawionymi nogami i uniesionymi kolanami.
Znów
mniam od stóp do głów, tyle że tym razem bardziej
mniam.
Weszłam
do łóżka i od razu wspięłam się na Benny’ego.
Nie
zwlekał z włożeniem rąk pod koszulkę i przesunięciem ich po moich plecach,
zanim jedna z nich powędrowała w górę kręgosłupa, a druga w dół, by objąć mój
tyłek.
Ze
swojej strony położyłam ręce na jego klatce piersiowej i spojrzałam mu w oczy.
–
Dziękuję – powiedziałam cicho.
Uśmiechnął
się i zrobił to ogromnie, biało i oślepiająco.
Następnie
zapytał - Poważnie?
Mówiłam
absolutnie poważnie. Okazał taką cierpliwość, przewodnictwo i umiejętność
podniecania mnie i dodawania otuchy,
gdy byłam zawstydzona, oraz formułowałam plany zabarykadowania się w łazience
po nieudanej próbie zrobienia mu loda, że poczułam, że po raz pierwszy zasłużyłam
na szczerą wdzięczność przekazaną poważnie.
Dlatego
moje „Tak, poważnie” wyszło warknięte.
-
Kotku - powiedział, wciąż się uśmiechając, kładąc dłoń między moimi łopatkami i
przyciągając mnie do siebie. Kiedy doprowadził mnie tam, gdzie chciał mieć,
stwierdził - Zdajesz sobie sprawę, że dziękujesz mi za to, że ty zrobiłaś mi naprawdę cholernie świetnego loda.
Nie
myślałam o tym w ten sposób.
Szedł
dalej.
-
Rozpaliło mnie to tak, że albo doszedłbym ci do ust, albo pieprzyłbym cię na
kolanach.
Cholera,
właśnie doszłam, a on znowu sprawiał, że się wiłam.
Jego
ręka opuściła mój tyłek, więc mógł objąć mnie obydwoma ramionami i przyciągnąć
jeszcze bliżej, zatrzymując moje dłonie na swojej klatce piersiowej.
-
Tak cholernie gorąco - Jego głęboki, spokojny głos przypominał dudnienie - Tak
cholernie mokra, kiedy tam wszedłem, że nie wiem, jak to wytrzymałem, czekając,
aż dojdziesz.
Oblizałam
usta.
Jego
oczy patrzyły, rozbłysły i wróciły do moich.
–
To ci się spodobało. To była deklaracja.
-
Tak.
-
Wszystko.
-
Tak.
–
Doszłaś szybciej, kiedy potraktowałem szorstko twoje włosy.
Zaczęłam
się bardziej wiercić i powtórzyłam - Tak.
Jego
oczy zrobiły się gorące, a jednocześnie zrobiły się leniwe, i wzrok opadł na
moje usta, gdy ostrzegł - Było dobrze, kochanie, w pewnym sensie myślałem, że
było wspaniale. Teraz wiem, co w tobie wspaniałego. Więc przygotuj się.
Moje
uda zacisnęły się na jego biodrach, gdy przeszedł mnie spazm.
Jego
ramiona zacisnęły się, a ja odczytałam, czego chciał, więc uniosłam brodę i zaoferowałam
usta.
Wziął
je tym razem powoli, niespiesznie, mokro i głęboko. Potem przerwał nasze
połączenie, ale nie pozwolił mi się odsunąć.
–
Zamierzasz mnie nakarmić? - zapytał.
-
Jasne - odpowiedziałam, uśmiechając się, przyjmując aluzję Bena, że rozmowy po
seksie się skończyły i zaczęłam wykonywać ruch, aby się od niego odsunąć.
Ten
ruch nie powiódł się, ponieważ jego ramiona trzymały mnie mocno, więc spojrzałam
na niego.
–
Nie masz nic przeciwko, żebym przekazał to twojemu tacie?
Wzruszyłam
ramionami najlepiej jak potrafiłam, skoro Benny mnie trzymał – Troszczysz się o
mnie.
Potrząsnął
głową i powtórzył - Nie masz nic przeciwko, że przekazałem to twojemu tacie?
Byłam
prawie tak blisko go, jak tylko mogłam, ale znalazłam sposób, aby się zbliżyć i
powiedziałam cicho - Tak, Benny, bo się o mnie zatroszczyłeś. To było szalone,
całkowicie pokręcone, ale ja nie odważyłabym się pokazać mu drzwi. Potrzebowałam,
żebyś ty to dla mnie zrobił. Zrobiłeś to dla mnie. Więc tak, Słonko, nie mam nic
przeciwko, że przekazałeś to mojemu tacie. I co więcej, jest okej, bo on nie
jest typem człowieka, który ponownie zabiegałby o taką scenę, więc
prawdopodobnie nie będę musiała znosić kolejnej - Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego warg ustami,
odsuwając się i kończąc - To dzięki tobie. Więc nie tylko nic mi nie jest, ale
jeszcze powiem „dziękuję”, kochanie.
Wysunął
rękę ze swojej koszulki i uniósł ją, aby odgarnąć moje włosy z jednej strony
twarzy, jego oczy obserwowały jego dłoń, a następnie przesunęły się po moich
rysach.
-
Benny? - Zawołałam, kiedy się nie poruszył, nie odezwał, tylko pozwolił, żeby
jego wzrok błądził po mnie.
Kiedy
to zrobiłam, jego wzrok spotkał się z moim - Szaleńczo-piękna – szepnął, a moje
serce zamarło.
Miał
na myśli mnie. Nie tylko mój wygląd, całą
mnie.
–
Jestem szalenie piękna, bo pozwoliłam ci zajmować się moim tatą? – zapytałam
cicho.
-
Jesteś szalenie piękna, bo jesteś typem kobiety, która ma serce, która trzyma
się i nie pozwala jej pokazać mu drzwi - Uśmiechnął się i dokończył - Pozwalając
mi mieć uciechę.
-
Ty jesteś po prostu szalony – powiedziałam mu, ale nie było to ostre ani
sarkastyczne – było miękkie i nawet ja musiałam przyznać, że zabrzmiało to
słodko.
-
Och, tak, jestem szalony – szepnął, jego oczy ponownie błądziły po mojej
twarzy, a ja spięłam się, wiedząc, co on miał na myśli.
Był
dla mnie szalony.
–
Benny – szepnęłam, a on pochwycił mój wzrok.
-
Musisz nakarmić swojego mężczyznę, Frankie.
Spojrzałam
mu w oczy i postanowiłam pozwolić mu na tę grę.
Zrobiłam
to dla Benny’ego.
I
zrobiłam to dla siebie, bo moje szafki nie były puste. Pękały w szwach. Miałam
dwanaście różnych rodzajów chipsów i zaplanowałam ucztę dla mojego mężczyzny,
aby pokazać mu, jak bardzo nie mogłam się doczekać, aż będzie ze mną.
Kiedy
dotarliśmy do kuchni i podzieliłam się nimi (steki, smażone grzyby, pieczone
ziemniaki, gotowane na parze szparagi, półksiężycowe bułki Pillsbury i kupiony
w sklepie, ale wciąż wspaniały placek z kremem cukrowym na deser), Benowi
spodobały się moje plany na kolację.
Ale
przez cały czas, gdy je przygotowywałam, podjadał przekąski BBQ Frito, co, jak
mu kiedyś powiedziałam, uważałam za denerwujące.
Nie
zrobiłam tego.
Byłam
w strefie zakochanej kobiety.
Więc
też byłam szalona.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń