czwartek, 24 sierpnia 2023

2 - Szekspir (cz.2)

 

Rozdział 2

Szekspir (cz.2)

###

Uśmiechnął się na moją reakcję i mówił dalej.

– Już powiedziałem ci to wprost Frankie. Powinnaś wiedzieć, że nie uwielbiam twojego gówna. Więc jakakolwiek swoją kumpelkę ustawiłabyś w kolejce do pomocy w ucieczce, wybij sobie to gówno z głowy. Starsza pani Zambino widziała w telewizji, co zrobiłaś. Wie, że wzięłaś kulę dla rodziny i jest cała za ty, by zapewnić ci bezpieczeństwo i żebyś zadomowiła się, przeszła rekonwalescencję w moim domu. Prawdopodobnie pół sekundy po tym, jak z nią pogawędziłem, oficjalnie włączając ją do sprawy, rozmawiała przez telefon z tą swoją grupą z kręgli i, przysięgam na Boga, zobaczyłem jedną z tych kobiet w jej Chryslerze, jadącą alejką, kiedy wróciłem do domu. Utknęłaś. Poddaj się temu, a wszystko pójdzie o wiele płynniej.

Starsza pani Zambino mieszkała po drugiej stronie ulicy naprzeciwko Benny’ego. Starsza pani Zambino była Włoszką. Starsza pani Zambino była wścibska. A gdyby wiedziała, że ktoś nazywa ją „starszą panią Zambino”, wynajęłaby na niego zabójcę.

Była po osiemdziesiątce, ale wyglądała na pięćdziesiątkę. Miała brzoskwiniowo rude włosy, które nosiła w bufiastym koku spiętym z tyłu. Była zadbana i wysportowana. Nosił dżinsy, ładne bluzki i buty na wysokim obcasie. Co tydzień robiła sobie manicure na szponach i nigdy nie rozstawała się z jednym ze swoich charakterystycznych lakierów do paznokci: zimą złotym lub winno czerwonym (szkarłatnym na Boże Narodzenie); latem srebrnym lub fuksja (jasnoróżowy na Wielkanoc). Jej twarz zawsze była idealnie umalowana, a ona była wzorem dobrego systemu pielęgnacji skóry, ponieważ miała zmarszczki, tylko nie było ich wiele.

Codziennie chodziła siłowo i robiła to w sportowym stroju sportowym, który wielu powiedziałoby, że powinna zostawić dwudziestoparolatkom, ale pasowało jej to gówno jak nikomu innemu.

Grała też z drużyną starszych panów w trzech różnych ligach i traktowali to gówno poważnie. Gdyby istniała liga seniorskich pań, byłaby mistrzynią. Jej słynna kula była marmurkowo czarna z jaskraworóżowymi, złotymi i srebrnymi żyłkami, a ona taszczyła swój tyłek i dwunastofuntówkę od alei do alei bez wysiłku i z wielką determinacją.

Jeśli ona i jej kumple od kręgli zamierzali zatrzymać mnie u Benny’ego, to im się uda.

Innymi słowy, nadszedł czas, abym działała na bieżąco i wymyśliła inny plan.

Więc to zrobiłam.

– Czy ani trochę nie przeszkadza ci to, że ja nie chcę tu być? Że ja nie chcę tej rozmowy, którą ty chcesz odbyć? Że ja nie chcę, żeby Theresa ze mną porozmawiała? Że ja nie chcę, żeby twój tata powiedział, co ma do powiedzenia, żeby zadośćuczynić w swoim mniemaniu? Ja chcę po prostu zacząć żyć po siedmiu niezbyt wspaniałych latach, a przedtem sześciu latach z Vinniem, o których zbyt późno zdałam sobie sprawę, nie były naprawdę wspaniałe, wszystko to skończyło się na tym, że biegłam przez las z kobietą, której nie znałam, i wielki finał pełen był krwi, kul i sporej ilości krwi. Na szczęście, nie były wyłącznie moje, ale patrzenie, jak Cal zrobił dziurę w głowie temu człowiekowi, nie było zabawne, chociaż nienawidziłam tego człowieka i cieszę się, że gnije w piekle.

- Frankie…

Potrząsnęłam głową - Nie, Benie. Naprawdę chciałabym wsiąść do twojego pickupa i żebyś zabrał mnie do mojego domu, a potem zostawił w spokoju. Wydaje mi się, że tej nocy, kiedy zostałam postrzelona, wyraziłam się całkiem jasno w kwestii zostawienia mnie samej, bo powiedziałam ci to wprost. Potem wyjaśniłam to w bardziej subtelny sposób, mając nadzieję, że to zrozumiecie, skoro udawałam, że śpię za każdym razem, gdy ty lub ktoś z twojej rodziny pojawiał się w szpitalu. Teraz ty mówisz szczerze, ja od razu szczerze odpowiadam. Nie chcę tego, czego ty chcesz; Chcę zostać sama.

Powinnam była wiedzieć po wyrazie jego twarzy, że za bardzo by mi się nie spodobało to, co nastąpiło później, bo było prawdziwym ciosem, ale głupio się nie przygotowałam.

Więc kiedy wyszeptał - Ale… jesteś rodziną, kochanie - to był cios.

Ponieważ to była zła rzecz do powiedzenia.

To bolało. Za bardzo.

Ból emocjonalny był znacznie gorszy niż rana postrzałowa i mogłam się o tym przekonać.

Chciałam tego… kiedyś. Miałam to… raz.

Potem mi to zabrali.

- Rodzina nie odwraca się od kobiety na siedem lat, zwłaszcza robiąc to gówno, kiedy jedna z nich traci mężczyznę w swoim łóżku.

Widziałam jego drgnięcie. Próbował to ukryć, ale ja to widziałam.

Doszedł do siebie po moim ciosie, a jego głos był delikatny (a przez to piękny), kiedy zapytał - Więc wiesz, co robi rodzina, cara?

– Uh… tak – warknęłam - Wiem, co robi rodzina.

– Więc gdzie jest twoja mama?

Zacisnęłam usta.

- Gdzie jest Enzo senior? - kontynuował.

Gapiłam się na niego.

- Gdzie jest Nat, Cat, Enzo Junior? Rozmawiałem z Cindy i dziewczynami na stanowisku pielęgniarki. Nie miałaś wizyt. Od ani jednego z nich.

– Mama jest na Florydzie – przypomniałam mu.

- Kotku, zostałaś postrzelona. Jedyną wymówką, jaką może mieć, by nie być przy twoim łóżku po tym, jak wydarzyło się coś takiego, jest to, że jest na jebanym księżycu, a NASA oświadczyła, że nie miała jak bezpiecznie wrócić bez spalenia.

– Wiesz, że Ninette nie jest mamą, która czuwa przy łóżku – przypomniałam mu.

– Wiem, że nikt z tych ludzi, których zaliczasz do własnej krwi, nie jest w ogóle typem czuwającego przy łóżku, opiekującego się swoją dziewczyną. To nie jest rodzina, Frankie, i to dowodzi mojego punktu widzenia. Nie znasz rodziny. Gdybyś znała, wiedziałabyś, że to gówno jest nie w porządku. Kurwa, twój tata, Nat i Cat nadal mieszkają w mieście i nie przywieźli swoich tyłków do szpitala, żeby cię zobaczyć.

– Nat pracuje nocami – zauważyłam - Musi spać w ciągu dnia.

– Pracuje jako kelnerka – odparł Benny - Nie jest lekarzem na ostrym dyżurze, który bierze nocną zmianę i musi się zdrzemnąć, bo jeśli tego nie zrobi, następnego dnia może popełnić błąd, który może kosztować kogoś życie.

Dotąd mnie denerwował.

Teraz mnie wkurzał.

- Dlaczego o tym rozmawiamy? - syknęłam.

– Bo z jakiegoś głupiego powodu odmawiasz sobie czegoś, czego chcesz - Potrząsnął głową - Nie, czegoś, czego potrzebujesz. Czegoś, co ci daję, a ty odmawiasz wyciągnięcia ręki i wzięcia tego.

– To, co próbuję wbić ci w twój tępy łeb, to to, że tego nie chcę, Benny. zdecydowanie nie jest mi to potrzebne. Chcę wyjść poza to.

– To zwykłe kłamstwo – odparował.

- Nie jest - podniosłam głos.

Nagle jego twarz znalazła się blisko mojej twarzy i wszystko, co czułam, to jego woda po goleniu, wszystko, co widziałam, to jego oczy - Więc mówisz, że gdybym cię teraz pocałował, nie chciałabyś tego?

Przestałam oddychać.

Nieco dobrą rzeczą było to, że teraz miałam potwierdzenie, o czym mówił Ben. Domyślałam się tego, a teraz już wiedziałam.

To było trochę dobre.

Odrobinę.

– Jestem dziewczyną twojego brata – przypomniałam mu.

Byłaś dziewczyną Vinniego – odparł natychmiast - Teraz jesteś po prostu Frankie.

- Jeśli sądzisz, że on nie będzie zawsze między nami, ta historia złej krwi, której twoja rodzina czepiała się przez siedem lat i to gówno, które kładli na moich barkach przez lata wcześniej, że to nie będzie między mną a nimi, jesteś szalony.

- Myślę, że jak spróbujemy, oboje dojdziemy do punktu, w którym będziemy pamiętać, że kochaliśmy Vinniego i to będzie wszystko, co będziemy pamiętać. Jak dojdziemy do tego, trafimy na gówno, które będzie niezręczne i niewygodne, przejdziemy przez to i w końcu dotrzemy do celu.

– Jesteś tego całkiem pewien? – zapytałam złośliwie.

– Tak – odpowiedział stanowczo.

- A skąd ta pewność, Ben? Hm? Opowiedz mi o tym.

- Bo gdybym nie zmarnował siedmiu pieprzonych lat, bylibyśmy teraz u celu, gdybym w końcu wyciągnął palec z dupy i wykonał ruch w twoją stronę. Zamiast siedzieć na tym łóżku i kłócić się z tobą o to, dokąd powinniśmy iść, zrobiłbym coś innego z tobą w tym łóżku, podczas gdy nasze dzieci były w domu mamy, niszcząc wszystko.

Jego słowa uderzyły mnie tak mocno w sposób, który wydawał mi się niebezpiecznie dobry, że wciągnęłam bolesny oddech. Ale Benny nie skończył.

- Gdybym to wtedy zrobił, musielibyśmy żyć z Vinniem, wiedząc, że ukradłem mu kobietę. To znaczy, dopóki nie został zabity.

Słowo „Co?” wyszło ze mnie w podmuchu oddechu.

– Francesca, kiedy dałaś mi półtora tygodnia na przemyślenie tego całego gówna, wszystko stało się dla mnie jasne. I stało się jasne, że w chwili, gdy Vinnie stał się mężczyzną, straciłeś go. Ja go straciłem. Moja rodzina go straciła. Przestał być nasz i stał się Sala. Powiedzmy, że nie skończyłoby się to jego śmiercią. Myślisz, że mama pozwoliłaby takiemu człowiekowi usiąść przy jej stole na świąteczny obiad? - Ponownie potrząsnął głową - Nie ma, kurwa, mowy. Mama i tata są uparci. Trzymali się nadziei. Ale to się ślizgało, a on zmierzał prosto do tego, żeby się go wyrzekli, by umarł dla nich w inny sposób i wiesz o tym.

Wiedziałam. Vinnie Senior i Theresa szykowali się, by go odrzucić. Wiedziałam to wtedy. Czułam to. Bolało. Vinnie to czuł. To zabijało. Było wiele rzeczy, które rodzina wybaczała, spojrzała poza to, przyzwyczajała się, wysysała wszystko i mogła zrzucić winę za wiele tego gówna na mnie.

Ale został ukształtowany w mafii. Rzeczy, które robił, stawały się coraz trudniejsze do tego, by obwiniać o nie mnie. Wszystko, co robił, było jego wymysłem. On o tym wiedział, a oni to rozgryźli.

A kiedy już znalazłeś się w mafii, nigdy się z niej nie wydostałeś.

Nie było odwrotu.

Dla niego.

Teraz, dla mnie, to była inna sprawa.

I Benny natychmiast zajął się tą sprawą.

- I znam ciebie. Nie pozwoliłaś mu zaszczepić w sobie dzieci – nie  bez wyjścia i nie robienia tego gówna, które robił dla Sala, nie mógł przyjść do ciebie z krwią na rękach po tym, jak rozprowadzał narkotyki na ulicy albo potrząsał ludźmi, czy co tam, do cholery, oni robią, byś pozwoliła mu włożyć w siebie dziecko. Wiem o tym, Frankie. Żył pożyczonym czasem na więcej sposobów niż ten, który go dopadł i oboje o tym wiemy.

– Więc zamierzałeś ruszyć się do jego kobiety? - zapytałam.

– Jak myślisz, dlaczego byłem tak cholernie wkurzony, kiedy zrobiłaś ten ruch do mnie po tym, jak złożyliśmy go w ziemi? - zapytał z powrotem - Ukradłeś mój show, kotku. I zrobiłaś to kurewsko za szybko. Nie byłem gotowy, ty nie byłaś gotowa i byłem wkurzony. Za bardzo wkurzony. Trzymałem urazę. Czas wkurzenia. Teraz jesteśmy tutaj.

– Nie wykonałam żadnego ruchu – przypomniałam mu ostro - Ty pocałowałeś mnie.

– Wykonałaś ruch, Frankie – powiedział sztywno.

Zrobiłam to.

Kurwa.

Zrobiłam.

– To jest szalone – warknęłam, bo kurewsko było!

Podszedł jeszcze bliżej - To jest prawda i ty, kurwa, o tym wiesz.

– Nie – wydusiłem.

- Tak cholernie to wiesz – odpowiedział - Dobrze rozumiem, co czujesz. Czułem się tak przez siedem lat. Zaprzeczałem temu, co czułem i co chciałem, żebyś ty czuła. Miałem poczucie winy z tego powodu. Jak się czułem i czego chciałem, zanim umarł. Jak się czułem i tego samego chciałem, kiedy go już nie było. Jak zobaczyłem kobietę, którą chcę, krwawiącą od postrzału na ściółce w lesie, ona to gówno przeżyła i dała mi półtora tygodnia, Frankie, a to mnóstwo czasu na wyciągnięcie łba z tyłka. Zrobiłem to na własną rękę. Teraz ty to zrobisz, a jeśli tego nie zrobisz, jestem tutaj i zrobię to za ciebie.

- Nie zrobisz! - głos zaczął mi się podnosić, a serce zaczęło szybciej bić – Przede wszystkim dlatego, że nie ma za co wyciągać głowy z tyłka.

– Chcesz, żebym cię pocałował?

- Nie! - Krzyknęłam, mój głos był teraz głośny, a oddech nierówny.

- Szekspir – warknął, a ja gwałtownie szarpnęłam głową.

- Co? - wypchnęłam.

– Co powiedział o protestowaniu?

Poczułam, że znowu mrużą mi się oczy.

– Wszystko już zrozumiałeś, prawda, Benny? – zapytałam sarkastycznie.

– Założę się o pięćset dolarów, że jak cię pocałuję, za jakieś pięć sekund też będziesz się tego domyślała.

Nie ma mowy, żebym przyjęła ten zakład.

- Hazard jest grzechem – syknęłam.

– Tak, więc co roku jeździsz do Vegas, żeby obejrzeć występy?

Moje oczy zrobiły się bardziej zmrużone.

– Pięćset dolców, Frankie.

- Dochodzę do siebie po poważnym urazie ciała, Ben.

- Przeczytaj notatki swojego lekarza, kotku. Nie było tam nic o tym, że nie możesz się całować. Kazano ci powstrzymać się od współżycia, więc odłożymy to na później.

Zacisnęłam zęby, choć poczułam mrowienie w sutkach.

Boże, chciałam go spoliczkować.

Chciałam też, żeby mnie pocałował.

I nie mogłam nawet myśleć o stosunku z Bennym, nie z nim tak blisko. Do diabła, nigdy.

– Nie przyjmiesz zakładu? – zadrwił, podchodząc o centymetr bliżej.

– Odpieprz się, Ben.

Uśmiechnął się.

Następnie powtórzył - Szekspir.

– Nieważne – mruknęłam, wciskając się z powrotem w poduszki i odwracając wzrok.

– Moje zwycięstwo – powiedział cicho - Wypadłeś z gry. Myślę, że złapiesz swoje, kiedy staniesz się silniejsza, więc muszę teraz złapać tyle, ile się da.

Odwróciłam wzrok i poinformowałam go - Wykorzystujesz ranną kobietę.

- Tak – odpowiedział łatwo.

Spojrzałam gniewnie.

Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.

Ben podniósł się z łóżka, podszedł do drzwi i rozkazał - Sprowadź swój tyłek na dół, kotku. Czas na pizzę.

Nie ruszyłam tyłka na dół.

Patrzyłam się na drzwi i robiłam to jeszcze długo po jego zniknięciu. Robiłam to, zastanawiając się, czy to, co się właśnie wydarzyło, rzeczywiście się wydarzyło. Potem robiłam to, próbując dowiedzieć się, czy mogę udawać, że to, co się właśnie wydarzyło, nie miało miejsca. W końcu doszłam do wniosku, że nie mogę.

Potem zdałam sobie sprawę, że na dole jest pizza przygotowana przez Bena.

Nie wspominając, że sam Benny był na dole.

I choć było to do bani (i było do bani ogromnie), nie mogłam się powstrzymać przed przerzuceniem nóg przez krawędź łóżka, udaniem się do drzwi i zrobieniem tego z większym podekscytowaniem, niż było to zdrowe, a wszystko po to, aby spróbować pizzy Benny'ego.

I zrobić to z Benem.

*****

Obudziłam się na tyle, że poczułam, jak Benny zgarnął mi włosy z szyi, a potem przesunął palcem po mojej szczęce.

Poczułam też, jakie to było miłe.

Za moimi zamkniętymi powiekami zgasło przenikliwe światło.

W końcu poczułam, że opuścił pokój.

Nie zamknął drzwi.

Otworzyłam oczy na ciemność.

Jeden punkt dla Benny'ego przed kolacją. Zdobyłam dla mnie jeden w jej trakcie i po.

Stało się tak, bo udało mi się utrzymać ciche chwile przez oba (przeważnie).

Ciche chwile lub dni nie były moim bronią w kobiecym arsenale. Moja mama miała w sobie domieszkę krwi niemieckiej, polskiej i francuskiej, pewnie z dorzuconymi jeszcze kilkoma innymi.

Ale mój ojciec był w połowie Włochem i biorąc pod uwagę, jaki był on, ja i wszystkie inne owoce jego lędźwi, wyraźnie dominowała w nim włoska krew.

Oznaczało to, że miałam gorącą głowę, byłam porywcza, brakło mi cierpliwości i miałam talent do dramatyzmu.

Tak więc radziłam sobie z milczeniem i doszłam do tego, że nawet nie jęknęłam, kiedy wzięłam pierwszy kęs pizzy Benny’ego na głębokim talerzu (minęło dużo czasu, od kiedy próbowałam, więc może się myliłam, ale w tamtej chwili przysięgłabym, że była to lepsza niż Vinnie’go), co było wyczynem.

Pizza Bianchich, jak powiedział mi sam Vinnie Bianchi Senior w lepszych czasach, nie zawierało żadnego tajnego składnika. To nie było ciasto. To nie był sos. To nie był ser.

To było wszystko razem.

Wszystko było domowej roboty, z wyjątkiem sera, który nie był utarty i posypany. Pokrojono go z kulki bawolej mozzarelli i ułożono, aby wtopił swój łagodny, gładki, mleczny smak w pikantny czerwony sos, który przechylał się nieco w stronę pikantnej strony, oraz skórkę w stylu patelni lub ręcznie rzucaną, która dawała pewność, że jest Bóg i On był Włochem.

Mogłabym zrobić własnoręcznie ugniatany placek i być szczęśliwa.

Ale ja byłam z Chicago.

Wszystko kręciło się wokół patelni.

I nikt nie zrobił lepszej pizzy jak z patelni niż Pizzeria Vinnie’go. Jasne, byli tacy, którzy mogli wychwalać zalety Uno i Due.

Mylili się.

Najlepszy był Vinnie.

Teraz Benny był najlepszy.

Nie podzieliłam się z nim moją zdecydowaną aprobatą dla jego umiejętności kulinarnych w przypadku ciasta na pizzę z patelni w stylu Chicago.

Po prostu to zjadłam i trzymałam język za zębami.

Kiedy Benny skończył jeść, a ja nie, odszedł od stołu i poszedł do garażu. Wrócił z moim telefonem.

Położył go na stole obok mnie i powiedział - Zadzwoń do przyjaciółki.

Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się do mnie. Chwyciłam telefon, a on usiadł i obserwował, jak dzwonię do mojej przyjaciółki Asheeki.

Asheeka była kobietą, z którą pracowałem, którą poznałem po fiasku Vinniego. Zaprzyjaźniłyśmy się, a ona poznała moją historię.

Z doświadczeniem stwierdziłam, że lepiej jest z tymi, którzy uczyli się mnie po tym, jak mogłabym wystąpić w reality show z żonami i dziewczynami mafii z Chicago. Działo się tak, bo mogłam ich przekonać, że byłam ponad to i byłam na dobrej drodze do stania się lepszą osobą, która dokonuje mądrzejszych wyborów. A ponieważ nie dokonywałam żadnych wyborów poza tym, w co się ubiorę tego dnia, żyjąc spokojnie, bez mężczyzny, stało się to prawdą.

Asheeka odwiedziła mnie dwa razy w szpitalu i rano była już za tym, żeby być w pobliżu, kiedy brałabym prysznic. Była trochę zaniepokojona częścią tego scenariusza związaną z pobytem u Benny’ego, ale z tonu mojego głosu wywnioskowała, że nie mogę w tej chwili o tym rozmawiać, więc odpuściła.

To był jeden z powodów, dla których zadzwoniłam do Asheeki. Była bardzo słodka, bardzo hojna, bardzo zabawna i potrafiła zrozumieć aluzję jak żadna przyjaciółka, jaką kiedykolwiek miałam. Potrafiła odczytać drgnienie oka lub kręcenie włosami z dwudziestu kroków. Była w tym mistrzynią i dlatego nie nalegała, żebym została u Benny’ego, bo wiedziała, że chcę, żeby dała sobie spokój.

Wiedziała też, że opowiem jej wszystko rano.

Po rozmowie Benny skonfiskował mój telefon.

Pozwoliłam mu na to, usiadłam przy stole i patrzyłam, jak zmywał naczynia, żałując, że patrzę, jak Benny zmywał naczynia, bo nie musiałam wiedzieć, że potrafił być delikatny, potrafił brać wskazówki, potrafił robić niesamowitą pizzę i mógł zmywać naczynia. Był jak mężczyzna ze snu, z tą różnicą, że mogłam wstać, objąć go ramionami, pocałować go w szyję, a potem całować inne części jego ciała, a mężczyzn, których wymyślałeś w snach, najwyraźniej nie było stać na takie możliwości.

Kiedy o tym myślałam, patrząc, jak zmywał naczynia, gdy prawie kończył, oznajmił - Dostaniesz dziś wieczorem przepustkę, bo miałaś trudny dzień. Jutro twój tyłek będzie u mojego boku i pomoże.

Pomysł zmywania naczyń z Bennym był dziwnie kuszący.

Więc przestałam o tym myśleć.

Benny dokończył zmywanie naczyń i kazał mi iść na górę. Poszłam, bo byłam wyczerpana, a to było jedyne miejsce, w którym pozwolił mi się położyć. Nie potrzebowałam kolejnej kłótni z nim. Nie radziłam sobie z nimi zbyt dobrze. Potrzebowałam szansy na przegrupowanie się.

Przyszedł na górę z moją torbą, rzucił ją na podłogę przy drzwiach do łazienki i dalej wydawał polecenia.

– Przygotuj się do snu, cara.

Potem odszedł.

Sięgnęłam do torby z większą nadzieją niż realizmem i po przejrzeniu jej stwierdziłam, że moje nadzieje zostały rozwiane.

Koszule nocne i szlafrok, które kupiła mi Gina, tam były. Majtki i kosmetyki, po które mój przyjaciel Jamie pojechał do mojego mieszkania, tam były. Moja torebka z portfelem i telefonem, nie była.

Przygotowałam się do snu, potem weszłam do łóżka i naciągnęłam kołdrę pod szyję.

Ben dołączył do mnie dziesięć minut później.

Wyciągnął pilota i zapytał, co chcę obejrzeć. Zaangażowana w cichego chwile i będąc zadowolona z moich dotychczasowych osiągnięć, nic nie powiedziałam.

Ben zapytał ponownie.

Nadal nic nie powiedziałam.

Znalazł mecz.

Nadal nic nie mówiłam, po prostu leżałam, wpatrując się w telewizor i zastanawiając się, jak dramat zastał mnie, nawet gdy żyłam spokojnie.

To właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, jak usłyszałam, że Daniel Hart wpadał w szał i wziął Cala na celownik.

Joe Callahan, znany wszystkim oprócz swojej kobiety jako Cal (jego kobieta mówiła do niego Joe), był kuzynem Benny’ego. Był niesamowitym facetem, moim dobrym (aczkolwiek odległym) przyjacielem, który był blisko z Vinniem Juniorem i całą rodziną Bianchi, głównie dlatego, że byli rodziną, ale poza tym z wielu innych powodów.

A Daniel Hart był mężczyzną, który wypowiedział wojnę Salvatore Giglii, mężczyzną, którego wojna spowodowała, że Vinnie już nie oddychał.

Kiedy dowiedziałam się, że Calowi może się coś stać, ostrzegłam Benny’ego. Zaraz po tym, jak to miałam w zwyczaju, wypadł mi do głowy szalony pomysł, zachowałam się zgodnie z nim, pojechałam do pieprzonej Indiany, żeby zabezpieczyć Cala i jego nową kobietę, Violet, zrobiłam coś głupiego i zostałam postrzelona przez nikogo innego, jak człowieka, który zlecił zabójstwo mojego chłopaka.

I tak szedł za mną dramat.

Ja szłam go szukać.

Niedługo po tej nieprzyjemnej świadomości ostrożnie przekręciłam się na bok, żeby zasnąć i nie chrapać. Niedługo potem zasnęłam.

Teraz było teraz.

Byłem w domu Benny'ego Bianchi, sam w łóżku Benny'ego Bianchi, a Benny się rzucił. Wiedziałem, gdzie stał. Wiedziałem, czego chciał. Wiedziałem, gdzie jest jego głowa.

I wiedziałam, że nigdy w to nie pójdę.

Nie dlatego, że nie chciałam. Trafiłbym za to do piekła, ale Benny się nie mylił, podobnie jak Szekspir. Ta konkretna pani za bardzo protestuje.

W ciemności, w łóżku Benny’ego, nie mogłam tam pójść.

Musiałam iść tam, gdzie potrzebowałam.

A to miało na celu opracowanie nowego planu.

Wiedziałam, że nie miałam dość siły, by stoczyć dobrą walkę – taką, jaka była moją normalną walką, pełną dramatyzmu, histerii, krzyków i w końcu stawiania na swoim.

Musiałam to przeczekać i stoczyć powolną, wyrachowaną walkę – która polegałaby na ciszy i poddaniu się na początku, aby w końcu zdobyć to, czego potrzebowałem.

Musiałabym więc spotkać się z Teresą, pozwolić jej na matkowanie mi, na udzielenie jej przebaczenia, którego potrzebowała i powinna dostać. To samo z Vinniem.

A w międzyczasie musiałam znaleźć sposób, aby przekonać Benny’ego do porzucenia myśli, że jest dla nas przyszłość.

Nie było jej.

Był dobrym facetem. Przyzwoitym. Solidnym. Lojalnym. Zajął się rodzinnym biznesem nie tylko dlatego, że chciał tego ojciec – dla jego taty to coś znaczyło i szanował go – ale także dlatego, że Benny’emu zależało na rodzinie i tak się właśnie robi. Prowadził Małą Ligę. Kupił dom i rozpoczął poszukiwania dobrej kobiety, z którą mógłby założyć solidną rodzinę i zbudować dobry dom.

Zasługiwał na to, by znaleźć dobrą kobietę.

To po prostu nie byłam ja.

Ale musiałam znaleźć sposób, by przekonać o tym Benny’ego.

A ja mogłam to zrobić. Ponieważ byłam ćwierć Włoszką, co oznaczało, że nie tylko byłam porywcza, niecierpliwa i dramatyzowałam, ale też byłam szalenie uparta.

I powinnam to zrobić, ponieważ Benny powinien mieć dobrą kobietę.

Co znaczyło, że nie miał żadnego interesu, by być ze mną.

 

2 komentarze: