Rozdział 2
###
Uśmiechnął
się na moją reakcję i mówił dalej.
–
Już powiedziałem ci to wprost Frankie. Powinnaś wiedzieć, że nie uwielbiam twojego
gówna. Więc jakakolwiek swoją kumpelkę ustawiłabyś w kolejce do pomocy w
ucieczce, wybij sobie to gówno z głowy. Starsza pani Zambino widziała w
telewizji, co zrobiłaś. Wie, że wzięłaś kulę dla rodziny i jest cała za ty, by
zapewnić ci bezpieczeństwo i żebyś zadomowiła się, przeszła rekonwalescencję w
moim domu. Prawdopodobnie pół sekundy po tym, jak z nią pogawędziłem,
oficjalnie włączając ją do sprawy, rozmawiała przez telefon z tą swoją grupą z kręgli
i, przysięgam na Boga, zobaczyłem jedną z tych kobiet w jej Chryslerze, jadącą
alejką, kiedy wróciłem do domu. Utknęłaś. Poddaj się temu, a wszystko pójdzie o
wiele płynniej.
Starsza
pani Zambino mieszkała po drugiej stronie ulicy naprzeciwko Benny’ego. Starsza
pani Zambino była Włoszką. Starsza pani Zambino była wścibska. A gdyby
wiedziała, że ktoś nazywa ją „starszą panią Zambino”, wynajęłaby na niego
zabójcę.
Była
po osiemdziesiątce, ale wyglądała na pięćdziesiątkę. Miała brzoskwiniowo rude
włosy, które nosiła w bufiastym koku spiętym z tyłu. Była zadbana i
wysportowana. Nosił dżinsy, ładne bluzki i buty na wysokim obcasie. Co tydzień
robiła sobie manicure na szponach i nigdy nie rozstawała się z jednym ze swoich
charakterystycznych lakierów do paznokci: zimą złotym lub winno czerwonym
(szkarłatnym na Boże Narodzenie); latem srebrnym lub fuksja (jasnoróżowy na
Wielkanoc). Jej twarz zawsze była idealnie umalowana, a ona była wzorem dobrego
systemu pielęgnacji skóry, ponieważ miała zmarszczki, tylko nie było ich wiele.
Codziennie
chodziła siłowo i robiła to w sportowym stroju sportowym, który wielu
powiedziałoby, że powinna zostawić dwudziestoparolatkom, ale pasowało jej to
gówno jak nikomu innemu.
Grała
też z drużyną starszych panów w trzech różnych ligach i traktowali to gówno
poważnie. Gdyby istniała liga seniorskich pań, byłaby mistrzynią. Jej słynna
kula była marmurkowo czarna z jaskraworóżowymi, złotymi i srebrnymi żyłkami, a
ona taszczyła swój tyłek i dwunastofuntówkę od alei do alei bez wysiłku i z
wielką determinacją.
Jeśli
ona i jej kumple od kręgli zamierzali zatrzymać mnie u Benny’ego, to im się
uda.
Innymi
słowy, nadszedł czas, abym działała na bieżąco i wymyśliła inny plan.
Więc
to zrobiłam.
–
Czy ani trochę nie przeszkadza ci to, że ja
nie chcę tu być? Że ja nie chcę tej
rozmowy, którą ty chcesz odbyć? Że ja
nie chcę, żeby Theresa ze mną porozmawiała? Że ja nie chcę, żeby twój tata powiedział, co ma do powiedzenia, żeby
zadośćuczynić w swoim mniemaniu? Ja chcę
po prostu zacząć żyć po siedmiu niezbyt wspaniałych latach, a przedtem sześciu
latach z Vinniem, o których zbyt późno zdałam sobie sprawę, nie były naprawdę
wspaniałe, wszystko to skończyło się na tym, że biegłam przez las z kobietą,
której nie znałam, i wielki finał pełen był krwi, kul i sporej ilości krwi. Na
szczęście, nie były wyłącznie moje,
ale patrzenie, jak Cal zrobił dziurę w głowie temu człowiekowi, nie było
zabawne, chociaż nienawidziłam tego człowieka i cieszę się, że gnije w piekle.
-
Frankie…
Potrząsnęłam
głową - Nie, Benie. Naprawdę chciałabym wsiąść do twojego pickupa i żebyś
zabrał mnie do mojego domu, a potem zostawił w spokoju. Wydaje mi się, że tej
nocy, kiedy zostałam postrzelona, wyraziłam się całkiem jasno w kwestii
zostawienia mnie samej, bo powiedziałam ci to wprost. Potem wyjaśniłam to w
bardziej subtelny sposób, mając nadzieję, że to zrozumiecie, skoro udawałam, że
śpię za każdym razem, gdy ty lub ktoś z twojej rodziny pojawiał się w szpitalu.
Teraz ty mówisz szczerze, ja od razu szczerze odpowiadam. Nie chcę tego, czego
ty chcesz; Chcę zostać sama.
Powinnam
była wiedzieć po wyrazie jego twarzy, że za bardzo by mi się nie spodobało to,
co nastąpiło później, bo było prawdziwym ciosem, ale głupio się nie
przygotowałam.
Więc
kiedy wyszeptał - Ale… jesteś rodziną, kochanie - to był cios.
Ponieważ
to była zła rzecz do powiedzenia.
To
bolało. Za bardzo.
Ból
emocjonalny był znacznie gorszy niż rana postrzałowa i mogłam się o tym
przekonać.
Chciałam
tego… kiedyś. Miałam to… raz.
Potem
mi to zabrali.
-
Rodzina nie odwraca się od kobiety na siedem lat, zwłaszcza robiąc to gówno,
kiedy jedna z nich traci mężczyznę w swoim łóżku.
Widziałam
jego drgnięcie. Próbował to ukryć, ale ja to widziałam.
Doszedł
do siebie po moim ciosie, a jego głos był delikatny (a przez to piękny), kiedy
zapytał - Więc wiesz, co robi rodzina, cara?
–
Uh… tak – warknęłam - Wiem, co robi rodzina.
–
Więc gdzie jest twoja mama?
Zacisnęłam
usta.
-
Gdzie jest Enzo senior? - kontynuował.
Gapiłam
się na niego.
-
Gdzie jest Nat, Cat, Enzo Junior? Rozmawiałem z Cindy i dziewczynami na
stanowisku pielęgniarki. Nie miałaś wizyt. Od ani jednego z nich.
–
Mama jest na Florydzie – przypomniałam mu.
-
Kotku, zostałaś postrzelona. Jedyną
wymówką, jaką może mieć, by nie być przy twoim łóżku po tym, jak wydarzyło się
coś takiego, jest to, że jest na jebanym księżycu, a NASA oświadczyła, że nie miała
jak bezpiecznie wrócić bez spalenia.
–
Wiesz, że Ninette nie jest mamą, która czuwa przy łóżku – przypomniałam mu.
–
Wiem, że nikt z tych ludzi, których zaliczasz do własnej krwi, nie jest w ogóle
typem czuwającego przy łóżku, opiekującego się swoją dziewczyną. To nie jest
rodzina, Frankie, i to dowodzi mojego punktu widzenia. Nie znasz rodziny. Gdybyś
znała, wiedziałabyś, że to gówno jest nie w porządku. Kurwa, twój tata, Nat i
Cat nadal mieszkają w mieście i nie przywieźli swoich tyłków do szpitala, żeby
cię zobaczyć.
–
Nat pracuje nocami – zauważyłam - Musi spać w ciągu dnia.
–
Pracuje jako kelnerka – odparł Benny - Nie jest lekarzem na ostrym dyżurze,
który bierze nocną zmianę i musi się zdrzemnąć, bo jeśli tego nie zrobi,
następnego dnia może popełnić błąd, który może kosztować kogoś życie.
Dotąd
mnie denerwował.
Teraz
mnie wkurzał.
-
Dlaczego o tym rozmawiamy? - syknęłam.
–
Bo z jakiegoś głupiego powodu odmawiasz sobie czegoś, czego chcesz - Potrząsnął
głową - Nie, czegoś, czego potrzebujesz.
Czegoś, co ci daję, a ty odmawiasz wyciągnięcia ręki i wzięcia tego.
–
To, co próbuję wbić ci w twój tępy łeb, to to, że tego nie chcę, Benny. zdecydowanie nie jest mi to potrzebne. Chcę wyjść poza
to.
–
To zwykłe kłamstwo – odparował.
-
Nie jest - podniosłam głos.
Nagle
jego twarz znalazła się blisko mojej twarzy i wszystko, co czułam, to jego woda
po goleniu, wszystko, co widziałam, to jego oczy - Więc mówisz, że gdybym cię
teraz pocałował, nie chciałabyś tego?
Przestałam
oddychać.
Nieco
dobrą rzeczą było to, że teraz miałam potwierdzenie, o czym mówił Ben. Domyślałam
się tego, a teraz już wiedziałam.
To
było trochę dobre.
Odrobinę.
–
Jestem dziewczyną twojego brata – przypomniałam mu.
–
Byłaś dziewczyną Vinniego – odparł
natychmiast - Teraz jesteś po prostu Frankie.
-
Jeśli sądzisz, że on nie będzie zawsze między nami, ta historia złej krwi,
której twoja rodzina czepiała się przez siedem lat i to gówno, które kładli na
moich barkach przez lata wcześniej, że to nie będzie między mną a nimi, jesteś szalony.
-
Myślę, że jak spróbujemy, oboje dojdziemy do punktu, w którym będziemy
pamiętać, że kochaliśmy Vinniego i to będzie wszystko, co będziemy pamiętać.
Jak dojdziemy do tego, trafimy na gówno, które będzie niezręczne i niewygodne,
przejdziemy przez to i w końcu dotrzemy do celu.
–
Jesteś tego całkiem pewien? – zapytałam złośliwie.
–
Tak – odpowiedział stanowczo.
-
A skąd ta pewność, Ben? Hm? Opowiedz mi o tym.
-
Bo gdybym nie zmarnował siedmiu pieprzonych lat, bylibyśmy teraz u celu, gdybym
w końcu wyciągnął palec z dupy i wykonał ruch w twoją stronę. Zamiast siedzieć
na tym łóżku i kłócić się z tobą o to, dokąd powinniśmy iść, zrobiłbym coś
innego z tobą w tym łóżku, podczas gdy nasze dzieci były w domu mamy, niszcząc
wszystko.
Jego
słowa uderzyły mnie tak mocno w sposób, który wydawał mi się niebezpiecznie
dobry, że wciągnęłam bolesny oddech. Ale Benny nie skończył.
-
Gdybym to wtedy zrobił, musielibyśmy żyć z Vinniem, wiedząc, że ukradłem mu
kobietę. To znaczy, dopóki nie został zabity.
Słowo
„Co?” wyszło ze mnie w podmuchu oddechu.
–
Francesca, kiedy dałaś mi półtora tygodnia na przemyślenie tego całego gówna,
wszystko stało się dla mnie jasne. I stało się jasne, że w chwili, gdy Vinnie
stał się mężczyzną, straciłeś go. Ja go straciłem. Moja rodzina go straciła.
Przestał być nasz i stał się Sala. Powiedzmy, że nie skończyłoby się to jego
śmiercią. Myślisz, że mama pozwoliłaby takiemu człowiekowi usiąść przy jej
stole na świąteczny obiad? - Ponownie potrząsnął głową - Nie ma, kurwa, mowy.
Mama i tata są uparci. Trzymali się nadziei. Ale to się ślizgało, a on zmierzał
prosto do tego, żeby się go wyrzekli, by umarł dla nich w inny sposób i wiesz o
tym.
Wiedziałam.
Vinnie Senior i Theresa szykowali się, by go odrzucić. Wiedziałam to wtedy.
Czułam to. Bolało. Vinnie to czuł. To zabijało. Było wiele rzeczy, które
rodzina wybaczała, spojrzała poza to, przyzwyczajała się, wysysała wszystko i
mogła zrzucić winę za wiele tego gówna na mnie.
Ale
został ukształtowany w mafii. Rzeczy, które robił, stawały się coraz
trudniejsze do tego, by obwiniać o nie mnie. Wszystko, co robił, było jego wymysłem.
On o tym wiedział, a oni to rozgryźli.
A
kiedy już znalazłeś się w mafii, nigdy się z niej nie wydostałeś.
Nie
było odwrotu.
Dla
niego.
Teraz,
dla mnie, to była inna sprawa.
I
Benny natychmiast zajął się tą sprawą.
-
I znam ciebie. Nie pozwoliłaś mu zaszczepić w sobie dzieci – nie bez wyjścia i nie robienia tego gówna, które robił
dla Sala, nie mógł przyjść do ciebie z krwią na rękach po tym, jak rozprowadzał
narkotyki na ulicy albo potrząsał ludźmi, czy co tam, do cholery, oni robią, byś
pozwoliła mu włożyć w siebie dziecko. Wiem o tym, Frankie. Żył pożyczonym
czasem na więcej sposobów niż ten, który go dopadł i oboje o tym wiemy.
–
Więc zamierzałeś ruszyć się do jego kobiety? - zapytałam.
–
Jak myślisz, dlaczego byłem tak cholernie wkurzony, kiedy zrobiłaś ten ruch do
mnie po tym, jak złożyliśmy go w ziemi? - zapytał z powrotem - Ukradłeś mój show,
kotku. I zrobiłaś to kurewsko za szybko. Nie byłem gotowy, ty nie byłaś gotowa
i byłem wkurzony. Za bardzo wkurzony. Trzymałem urazę. Czas wkurzenia. Teraz
jesteśmy tutaj.
–
Nie wykonałam żadnego ruchu – przypomniałam mu ostro - Ty pocałowałeś mnie.
–
Wykonałaś ruch, Frankie – powiedział sztywno.
Zrobiłam
to.
Kurwa.
Zrobiłam.
–
To jest szalone – warknęłam, bo kurewsko było!
Podszedł
jeszcze bliżej - To jest prawda i ty, kurwa, o tym wiesz.
–
Nie – wydusiłem.
-
Tak cholernie to wiesz – odpowiedział - Dobrze rozumiem, co czujesz. Czułem się
tak przez siedem lat. Zaprzeczałem temu, co czułem i co chciałem, żebyś ty
czuła. Miałem poczucie winy z tego powodu. Jak się czułem i czego chciałem,
zanim umarł. Jak się czułem i tego samego chciałem, kiedy go już nie było. Jak
zobaczyłem kobietę, którą chcę, krwawiącą od postrzału na ściółce w lesie, ona to
gówno przeżyła i dała mi półtora tygodnia, Frankie, a to mnóstwo czasu na
wyciągnięcie łba z tyłka. Zrobiłem to na własną rękę. Teraz ty to zrobisz, a
jeśli tego nie zrobisz, jestem tutaj i zrobię to za ciebie.
-
Nie zrobisz! - głos zaczął mi się podnosić, a serce zaczęło szybciej bić –
Przede wszystkim dlatego, że nie ma za co wyciągać głowy z tyłka.
–
Chcesz, żebym cię pocałował?
-
Nie! - Krzyknęłam, mój głos był teraz głośny, a oddech nierówny.
-
Szekspir – warknął, a ja gwałtownie szarpnęłam głową.
-
Co? - wypchnęłam.
–
Co powiedział o protestowaniu?
Poczułam,
że znowu mrużą mi się oczy.
–
Wszystko już zrozumiałeś, prawda, Benny? – zapytałam sarkastycznie.
–
Założę się o pięćset dolarów, że jak cię pocałuję, za jakieś pięć sekund też
będziesz się tego domyślała.
Nie
ma mowy, żebym przyjęła ten zakład.
-
Hazard jest grzechem – syknęłam.
–
Tak, więc co roku jeździsz do Vegas, żeby obejrzeć występy?
Moje
oczy zrobiły się bardziej zmrużone.
–
Pięćset dolców, Frankie.
-
Dochodzę do siebie po poważnym urazie ciała, Ben.
-
Przeczytaj notatki swojego lekarza, kotku. Nie było tam nic o tym, że nie
możesz się całować. Kazano ci powstrzymać się od współżycia, więc odłożymy to
na później.
Zacisnęłam
zęby, choć poczułam mrowienie w sutkach.
Boże,
chciałam go spoliczkować.
Chciałam
też, żeby mnie pocałował.
I
nie mogłam nawet myśleć o stosunku z Bennym, nie z nim tak blisko. Do diabła, nigdy.
–
Nie przyjmiesz zakładu? – zadrwił, podchodząc o centymetr bliżej.
–
Odpieprz się, Ben.
Uśmiechnął
się.
Następnie
powtórzył - Szekspir.
–
Nieważne – mruknęłam, wciskając się z powrotem w poduszki i odwracając wzrok.
–
Moje zwycięstwo – powiedział cicho - Wypadłeś z gry. Myślę, że złapiesz swoje,
kiedy staniesz się silniejsza, więc muszę teraz złapać tyle, ile się da.
Odwróciłam
wzrok i poinformowałam go - Wykorzystujesz ranną kobietę.
-
Tak – odpowiedział łatwo.
Spojrzałam
gniewnie.
Usłyszeliśmy
dzwonek do drzwi.
Ben
podniósł się z łóżka, podszedł do drzwi i rozkazał - Sprowadź swój tyłek na
dół, kotku. Czas na pizzę.
Nie
ruszyłam tyłka na dół.
Patrzyłam
się na drzwi i robiłam to jeszcze długo po jego zniknięciu. Robiłam to,
zastanawiając się, czy to, co się właśnie wydarzyło, rzeczywiście się
wydarzyło. Potem robiłam to, próbując dowiedzieć się, czy mogę udawać, że to,
co się właśnie wydarzyło, nie miało miejsca. W końcu doszłam do wniosku, że nie
mogę.
Potem
zdałam sobie sprawę, że na dole jest pizza przygotowana przez Bena.
Nie
wspominając, że sam Benny był na dole.
I
choć było to do bani (i było do bani ogromnie), nie mogłam się powstrzymać przed
przerzuceniem nóg przez krawędź łóżka, udaniem się do drzwi i zrobieniem tego z
większym podekscytowaniem, niż było to zdrowe, a wszystko po to, aby spróbować pizzy
Benny'ego.
I
zrobić to z Benem.
*****
Obudziłam
się na tyle, że poczułam, jak Benny zgarnął mi włosy z szyi, a potem przesunął
palcem po mojej szczęce.
Poczułam
też, jakie to było miłe.
Za
moimi zamkniętymi powiekami zgasło przenikliwe światło.
W
końcu poczułam, że opuścił pokój.
Nie
zamknął drzwi.
Otworzyłam
oczy na ciemność.
Jeden
punkt dla Benny'ego przed kolacją. Zdobyłam dla mnie jeden w jej trakcie i po.
Stało
się tak, bo udało mi się utrzymać ciche chwile przez oba (przeważnie).
Ciche
chwile lub dni nie były moim bronią w kobiecym arsenale. Moja mama miała w
sobie domieszkę krwi niemieckiej, polskiej i francuskiej, pewnie z dorzuconymi
jeszcze kilkoma innymi.
Ale
mój ojciec był w połowie Włochem i biorąc pod uwagę, jaki był on, ja i
wszystkie inne owoce jego lędźwi, wyraźnie dominowała w nim włoska krew.
Oznaczało
to, że miałam gorącą głowę, byłam porywcza, brakło mi cierpliwości i miałam
talent do dramatyzmu.
Tak
więc radziłam sobie z milczeniem i doszłam do tego, że nawet nie jęknęłam,
kiedy wzięłam pierwszy kęs pizzy Benny’ego na głębokim talerzu (minęło dużo
czasu, od kiedy próbowałam, więc może się myliłam, ale w tamtej chwili
przysięgłabym, że była to lepsza niż Vinnie’go), co było wyczynem.
Pizza
Bianchich, jak powiedział mi sam Vinnie Bianchi Senior w lepszych czasach, nie
zawierało żadnego tajnego składnika. To nie było ciasto. To nie był sos. To nie
był ser.
To
było wszystko razem.
Wszystko
było domowej roboty, z wyjątkiem sera, który nie był utarty i posypany.
Pokrojono go z kulki bawolej mozzarelli i ułożono, aby wtopił swój łagodny,
gładki, mleczny smak w pikantny czerwony sos, który przechylał się nieco w
stronę pikantnej strony, oraz skórkę w stylu patelni lub ręcznie rzucaną, która
dawała pewność, że jest Bóg i On był Włochem.
Mogłabym
zrobić własnoręcznie ugniatany placek i być szczęśliwa.
Ale
ja byłam z Chicago.
Wszystko
kręciło się wokół patelni.
I
nikt nie zrobił lepszej pizzy jak z patelni niż Pizzeria Vinnie’go. Jasne, byli
tacy, którzy mogli wychwalać zalety Uno i Due.
Mylili
się.
Najlepszy
był Vinnie.
Teraz
Benny był najlepszy.
Nie
podzieliłam się z nim moją zdecydowaną aprobatą dla jego umiejętności
kulinarnych w przypadku ciasta na pizzę z patelni w stylu Chicago.
Po
prostu to zjadłam i trzymałam język za zębami.
Kiedy
Benny skończył jeść, a ja nie, odszedł od stołu i poszedł do garażu. Wrócił z
moim telefonem.
Położył
go na stole obok mnie i powiedział - Zadzwoń do przyjaciółki.
Spojrzałam
na niego. Uśmiechnął się do mnie. Chwyciłam telefon, a on usiadł i obserwował,
jak dzwonię do mojej przyjaciółki Asheeki.
Asheeka
była kobietą, z którą pracowałem, którą poznałem po fiasku Vinniego.
Zaprzyjaźniłyśmy się, a ona poznała moją historię.
Z
doświadczeniem stwierdziłam, że lepiej jest z tymi, którzy uczyli się mnie po
tym, jak mogłabym wystąpić w reality show z żonami i dziewczynami mafii z
Chicago. Działo się tak, bo mogłam ich przekonać, że byłam ponad to i byłam na
dobrej drodze do stania się lepszą osobą, która dokonuje mądrzejszych wyborów. A
ponieważ nie dokonywałam żadnych wyborów poza tym, w co się ubiorę tego dnia,
żyjąc spokojnie, bez mężczyzny, stało się to prawdą.
Asheeka
odwiedziła mnie dwa razy w szpitalu i rano była już za tym, żeby być w pobliżu,
kiedy brałabym prysznic. Była trochę zaniepokojona częścią tego scenariusza
związaną z pobytem u Benny’ego, ale z tonu mojego głosu wywnioskowała, że nie
mogę w tej chwili o tym rozmawiać, więc odpuściła.
To
był jeden z powodów, dla których zadzwoniłam do Asheeki. Była bardzo słodka,
bardzo hojna, bardzo zabawna i potrafiła zrozumieć aluzję jak żadna przyjaciółka,
jaką kiedykolwiek miałam. Potrafiła odczytać drgnienie oka lub kręcenie włosami
z dwudziestu kroków. Była w tym mistrzynią i dlatego nie nalegała, żebym
została u Benny’ego, bo wiedziała, że chcę, żeby dała sobie spokój.
Wiedziała
też, że opowiem jej wszystko rano.
Po
rozmowie Benny skonfiskował mój telefon.
Pozwoliłam
mu na to, usiadłam przy stole i patrzyłam, jak zmywał naczynia, żałując, że
patrzę, jak Benny zmywał naczynia, bo nie musiałam wiedzieć, że potrafił być
delikatny, potrafił brać wskazówki, potrafił robić niesamowitą pizzę i mógł zmywać
naczynia. Był jak mężczyzna ze snu, z tą różnicą, że mogłam wstać, objąć go
ramionami, pocałować go w szyję, a potem całować inne części jego ciała, a
mężczyzn, których wymyślałeś w snach, najwyraźniej nie było stać na takie możliwości.
Kiedy
o tym myślałam, patrząc, jak zmywał naczynia, gdy prawie kończył, oznajmił - Dostaniesz
dziś wieczorem przepustkę, bo miałaś trudny dzień. Jutro twój tyłek będzie u
mojego boku i pomoże.
Pomysł
zmywania naczyń z Bennym był dziwnie kuszący.
Więc
przestałam o tym myśleć.
Benny
dokończył zmywanie naczyń i kazał mi iść na górę. Poszłam, bo byłam wyczerpana,
a to było jedyne miejsce, w którym pozwolił mi się położyć. Nie potrzebowałam
kolejnej kłótni z nim. Nie radziłam sobie z nimi zbyt dobrze. Potrzebowałam
szansy na przegrupowanie się.
Przyszedł
na górę z moją torbą, rzucił ją na podłogę przy drzwiach do łazienki i dalej
wydawał polecenia.
–
Przygotuj się do snu, cara.
Potem
odszedł.
Sięgnęłam
do torby z większą nadzieją niż realizmem i po przejrzeniu jej stwierdziłam, że
moje nadzieje zostały rozwiane.
Koszule
nocne i szlafrok, które kupiła mi Gina, tam były. Majtki i kosmetyki, po które
mój przyjaciel Jamie pojechał do mojego mieszkania, tam były. Moja torebka z
portfelem i telefonem, nie była.
Przygotowałam
się do snu, potem weszłam do łóżka i naciągnęłam kołdrę pod szyję.
Ben
dołączył do mnie dziesięć minut później.
Wyciągnął
pilota i zapytał, co chcę obejrzeć. Zaangażowana w cichego chwile i będąc
zadowolona z moich dotychczasowych osiągnięć, nic nie powiedziałam.
Ben
zapytał ponownie.
Nadal
nic nie powiedziałam.
Znalazł
mecz.
Nadal
nic nie mówiłam, po prostu leżałam, wpatrując się w telewizor i zastanawiając
się, jak dramat zastał mnie, nawet gdy żyłam spokojnie.
To
właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, jak usłyszałam, że Daniel Hart
wpadał w szał i wziął Cala na celownik.
Joe
Callahan, znany wszystkim oprócz swojej kobiety jako Cal (jego kobieta mówiła
do niego Joe), był kuzynem Benny’ego. Był niesamowitym facetem, moim dobrym
(aczkolwiek odległym) przyjacielem, który był blisko z Vinniem Juniorem i całą
rodziną Bianchi, głównie dlatego, że byli rodziną, ale poza tym z wielu innych
powodów.
A
Daniel Hart był mężczyzną, który wypowiedział wojnę Salvatore Giglii,
mężczyzną, którego wojna spowodowała, że Vinnie już nie oddychał.
Kiedy
dowiedziałam się, że Calowi może się coś stać, ostrzegłam Benny’ego. Zaraz po
tym, jak to miałam w zwyczaju, wypadł mi do głowy szalony pomysł, zachowałam
się zgodnie z nim, pojechałam do pieprzonej Indiany, żeby zabezpieczyć Cala i jego
nową kobietę, Violet, zrobiłam coś głupiego i zostałam postrzelona przez nikogo
innego, jak człowieka, który zlecił zabójstwo mojego chłopaka.
I
tak szedł za mną dramat.
Ja
szłam go szukać.
Niedługo
po tej nieprzyjemnej świadomości ostrożnie przekręciłam się na bok, żeby zasnąć
i nie chrapać. Niedługo potem zasnęłam.
Teraz
było teraz.
Byłem
w domu Benny'ego Bianchi, sam w łóżku Benny'ego Bianchi, a Benny się rzucił.
Wiedziałem, gdzie stał. Wiedziałem, czego chciał. Wiedziałem, gdzie jest jego
głowa.
I
wiedziałam, że nigdy w to nie pójdę.
Nie
dlatego, że nie chciałam. Trafiłbym za to do piekła, ale Benny się nie mylił,
podobnie jak Szekspir. Ta konkretna pani za bardzo protestuje.
W
ciemności, w łóżku Benny’ego, nie mogłam tam pójść.
Musiałam
iść tam, gdzie potrzebowałam.
A
to miało na celu opracowanie nowego planu.
Wiedziałam,
że nie miałam dość siły, by stoczyć dobrą walkę – taką, jaka była moją normalną
walką, pełną dramatyzmu, histerii, krzyków i w końcu stawiania na swoim.
Musiałam
to przeczekać i stoczyć powolną, wyrachowaną walkę – która polegałaby na ciszy
i poddaniu się na początku, aby w końcu zdobyć to, czego potrzebowałem.
Musiałabym
więc spotkać się z Teresą, pozwolić jej na matkowanie mi, na udzielenie jej
przebaczenia, którego potrzebowała i powinna dostać. To samo z Vinniem.
A
w międzyczasie musiałam znaleźć sposób, aby przekonać Benny’ego do porzucenia
myśli, że jest dla nas przyszłość.
Nie
było jej.
Był
dobrym facetem. Przyzwoitym. Solidnym. Lojalnym. Zajął się rodzinnym biznesem
nie tylko dlatego, że chciał tego ojciec – dla jego taty to coś znaczyło i
szanował go – ale także dlatego, że Benny’emu zależało na rodzinie i tak się
właśnie robi. Prowadził Małą Ligę. Kupił dom i rozpoczął poszukiwania dobrej
kobiety, z którą mógłby założyć solidną rodzinę i zbudować dobry dom.
Zasługiwał
na to, by znaleźć dobrą kobietę.
To
po prostu nie byłam ja.
Ale
musiałam znaleźć sposób, by przekonać o tym Benny’ego.
A
ja mogłam to zrobić. Ponieważ byłam ćwierć Włoszką, co oznaczało, że nie tylko
byłam porywcza, niecierpliwa i dramatyzowałam, ale też byłam szalenie uparta.
I
powinnam to zrobić, ponieważ Benny powinien mieć dobrą kobietę.
Co
znaczyło, że nie miał żadnego interesu, by być ze mną.
Jesteś najlepsza, dziekuje 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję:D
OdpowiedzUsuń