Rozdział
22
Niesamowity (cz.1)
Następnego
ranka, poświęcając się bardzo dla wszystkich nieznanych ludzi, którym mogłoby
zaszkodzić wypuszczenie przez moją firmę złego leku, zostawiłam Benny’ego
Bianchi w łóżku i wcześnie poszłam do biura.
Nie
byłam pierwsza.
Travis
Berger już był obecny.
Podobnie
jak Randy Bierman.
Udałam
się do biura, zaczęłam dzień i za każdym razem, gdy widziałam ruch za oknem, oglądałam
się, żeby zobaczyć, kto to był.
Widziałam,
kiedy Heath wszedł jakieś dwadzieścia minut po mnie.
Widziałam
także, gdy Sandy weszła zaledwie dwie minuty po Heath’ie.
Heath
nie był głupi, a mimo to nadal był.
Dałam
im czas na osiedlenie się, Tandy przyszła w tym samym czasie, ale tego ranka
nie była pierwsza na mojej liście.
Heath
był.
-
Hej, Słonko – przywitałam się z Tandy, wychodząc z biura i kierując się prosto
do Heatha.
-
Dzień dobry, Frankie – odpowiedziała Tandy.
Uśmiechnęłam
się do niej przez ramię i nie przegapiłam ani kroku.
-
Hej, Frankie – powiedziała Sandy, kiedy się zbliżyłam.
-
Cześć, Sandy - Uśmiechnęłam się do niej, ale znowu nie zawahałam się ani o krok
i poszłam prosto do jego biura. Widziałam, jak Sandy otworzyła usta, żeby coś
powiedzieć, ale w tym momencie podniosłam rękę i zapukałam do framugi drzwi
Heatha.
Kiedy
podniósł wzrok, zapytałam - Masz chwilę?
Heath
spojrzał na mnie, przez okno na Sandy, a potem z powrotem na mnie, zanim
odpowiedział - Jasne.
Weszłam,
zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam bezpośrednio do foteli naprzeciwko jego
biurka. Usiadłam w jednym, po czym zadałam jak najbardziej zgodne z prawdą
pytanie.
–
Masz więcej niż minutę?
Spojrzał
na zamknięte drzwi, po czym przyjrzał mi się i zapytał - Wszystko w porządku?
Dałam
mu więcej prawdy - Nawet nie blisko.
Przyjrzał
mi się uważniej - Co jest nie w porządku?
-
Nie ma mowy, żeby to wyłożyć i zrobić to delikatnie – zaczęłam - Więc po prostu
to przedstawię. Wiem, że między tobą a Sandy coś się dzieje poza biurem. Wiem o
tym, bo żadne z was nie jest zbyt dobre w ukrywaniu tego. Wiem to także
dlatego, że obserwuje was detektyw i on o tym wie.
Kiedy
mówiłam, twarz Heatha pobladła. Pochylił się też do przodu, zanim skończyłam.
Obserwując
jego reakcję, nie umknęło mojej uwadze, że był bardzo przystojny. Piaskowe,
brązowe włosy. Przycięte i ułożone. Ładne niebieskie oczy. Niezbyt wysoki, ale
też nie niski. Jak na mój gust był po prostu zbyt szczupły i zbyt klasycznie
przystojny. Podobali mi się ciemniejsi. Bardziej szorstcy. Więksi. Taki typ
mężczyzny, na który patrzysz i wiesz, że zamówi piwo, ale masz nadzieję, że nie
będzie miał nic przeciwko wypiciu z tobą szampana podczas szczęśliwych okazji.
Heath
prawdopodobnie pił martini.
Nie
było w tym nic złego, ale podobało mi się, że Benny zamawiał piwo.
-
Nie mam dokąd pójść z tym tropem – odpowiedział Heath – z wyjątkiem pytania,
czego, do cholery, chcesz.
Zamrugałam.
Potem
powiedziałam mu - Nie chcę niczego poza tym, żebyś poszedł do Lloyda i
powiedział, że ty i Sandy jesteście w związku, podcinając w ten sposób po
kolana każdemu, kto zatrudnił tego detektywa, żeby się na ciebie nawalił.
–
To nie byłaś ty? – zapytał.
–
Dlaczego miałabym to zrobić? – zapytałam.
-
Dlaczego ktokolwiek miałby to zrobić?
Czy
on mówił poważnie?
-
Uch… Heath, może powinieneś się rozejrzeć i zacząć zwracać uwagę –
zasugerowałam.
–
Co?
Boże,
on mówił poważnie.
Pochyliłam
się w jego stronę – Nie mam pojęcia, kto go zatrudnił. Wiem tylko, że
zatrudniono detektywa i co odkrył. To znaczy, że nie wiem jeszcze, kto go
zatrudnił. Ale Randy ujeżdża twoją dupę tak samo, jak ujeżdża moją, więc mam
pewne podejrzenia.
–
Tak, bo to kutas. Ujeżdżanie mojego tyłka w pracy tylko dlatego, że jest
kutasem i czerpie przyjemność z wymachiwania nim, to jedno. Zatrudnianie detektywa
tylko dlatego, że pieprzę moją sekretarkę, jest szaleństwem.
Miałam
nadzieję, że nie tylko pieprzył swoją asystentkę.
Najwyraźniej
tylko.
-
Nie pójdę do Lloyda i nie powiem mu, że pieprzę Sandy – kontynuował.
-
Twoja decyzja, ale jeśli tego nie zrobisz, zrobi to ktokolwiek, kto za tym stoi
i prawdopodobnie nie pójdzie do Lloyda. Pojedzie do Bergera.
-
Ktokolwiek za tym stoi… racja – powiedział szyderczo - Chcesz, żebym poszedł do
Lloyda i żeby on wywalił mnie z pracy, więc kiedy Bierman pokona Lloyda, mimo
że będziesz na swoim stanowisku miała o dwa lata mniej ode mnie, to ty będziesz
miała bezpośrednią szansę na fotel Lloyda.
Widziałam,
że Heath też był kutasem, tylko lepiej się ukrywał.
Nie
było to zaskakujące, skoro był sprzedawcą. Nie było miło tak mówić o jednym z
moich, ale to byli moi ludzie, więc mogłam to powiedzieć.
Ciągnął
dalej.
-
Ambitna. Nakręcona. Nadzorca niewolników dla twoich przedstawicieli, żeby kopali
tyłki, żebyś dobrze wyglądała, gdy będziesz spędzała czas ze swoim chłopakiem w
Chicago - Kiedy patrzyłam na niego oszołomiona i przypominałam sobie, jak
bardzo nienawidziłam polityki biurowej, powiedział - Tak. Trey powiedział mi o
tym, pytając, czy mógłbym zapewnić mu transfer na moje terytorium.
Trey
był moim przedstawicielem w Chicago i nie byłam tym zaskoczona, bo już wiedziałam,
że Trey to kutas. Miałam nadzieję, że rozpowiadał te bzdury tylko Heathowi, a
nie dalej.
Niestety
Heath nie skończył.
-
Prawdopodobnie nie masz detektywa kutasa, po prostu udajesz, by zmusić mnie do ruchu.
Pieprzyć to, Frankie. Sprawdzę twój blef.
-
Nie celuję w fotel Lloyda, Heath. Lubię
Lloyda – poinformowałam go.
-
Ja też. To nie znaczy, że nie chcę jego pensji i stanowiska.
Tak.
Totalny kutas.
Zignorowałam
to i mówiłam dalej - Co więcej, jak powiesz mu, to nie znaczy, że cię zwolni.
Pochylił
się bardziej ku mnie przez biurko, jego spojrzenie było brzydkie, a grymas
paskudny - Może nie, ale mógłby mi powiedzieć, żebym to zakończył, a lubię dostawać loda od Sandy. Jest
pieprzonym wirtuozem obciągania.
O
wiele za dużo informacji.
Starałam
się nie wykrzywiać warg, sugerując - Uch… czy możemy wrócić do bieżącej sprawy?
-
To znaczy, że jakiś nieznany podmiot zatrudnił PI. Poważnie? Czy naprawdę
zajmujesz się tym badziewiem?
W
porządku. Zrobiłam, co mogłam. Chciał być rekinem, gdy większa ryba połykała go
w całości, to była jego decyzja.
–
W takim razie nie mów Lloydowi – powiedziałam - Ale uważaj na swoje tyły i przygotuj
się, Heath.
–
Jeśli ja do niego nie pójdę, ty nie? – warknął.
-
Oczywiście, że nie – odpowiedziałam ostro.
-
Do Bergera?
-
Twoja sprawa nie jest moja. Wiem, że to brzmi dziwnie, bo to jest dziwne, ale
czynię to swoim tylko dlatego, bo próbuję wyświadczyć ci przysługę.
Jego
oczy zwęziły się - Skąd w ogóle wiesz to gówno? Sandy i ja jesteśmy spoko.
Okej,
może nie był aż tak mądry.
-
Nie mogę powiedzieć, bo nie wiem jeszcze, kto zatrudnił detektywa, ani co on
dostał – powiedziałam, decydując się nie mówić mu, że on i Sandy nie byli spoko.
–
Nie możesz tego powiedzieć i wiesz o tym, ale nie stoisz za tym? – zapytał
kwaśno, żeby nie powiedzieć, że z powątpiewaniem.
-
Gdybym za tym stała, czy nie poprosiłabym o coś lub nie groziła czymś, zamiast
po prostu dać ci znać?
-
Nie wiem. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żeby ktoś zrobił coś tak
szalonego, jak wynajęcie detektywa, żeby mnie śledził, więc skąd mam wiedzieć,
co by zrobił?
Pochyliłam
się do przodu i powiedziałam cicho - Pomyśl Heath. Teraz. Poważnie. Zastanów się. A jeśli nie zależy ci na
Sandy, mam nadzieję, że zależy ci przynajmniej na tyle, by wiedzieć, że ona wtyka
nos w coś, co dzieje się wokół ciebie, a co w oczywisty sposób uchodzi twojej
uwadze. W najlepszym razie mogą ją to zwolnić. W najgorszym wypadku, to nie
żart, może ją to doprowadzić do śmierci.
Jego
brwi uniosły się w górę i zakrzyknął - Co?
Zdecydowanie
nie był tak mądry, jak myślałam.
Nie
powtórzyłam.
Powiedziałam
mu - Mam kogoś, kto się tym zajmuje i kiedy dowiem się, jak nazywa się detektyw
i kto go zatrudnił, powiem ci - Pomyślałam o Salu, który brał w tym udział i
który mnie kochał, i powiedziałam - Jest duże prawdopodobieństwo, że dowiem się
tego wkrótce. Chcesz, możesz poczekać, zanim ten, ktokolwiek za tym stoi, pójdzie
z tym do Bergera lub uderzy ciebie, abyś zrobił to, czego on zechce. Albo
możesz się opamiętać i uporządkować swoje gówno. I tak tylko mówię, pieprzysz
swoją asystentkę… - Pokręciłam głową i dokończyłam - Miłość nigdy nie jest zła.
Jeśli to nie jest to i dzieje się to w miejscu pracy, gdzie ona może nie
wiedzieć, że nie o to chodzi, to jest złe.
–
Nie potrzebuję, żebyś pouczała mnie o etyce, Frankie, ani rzucała dziwacznych
gróźb mojej sekretarce.
Chciałam
przemówić mu do rozsądku, ale najwyraźniej nie mogłam.
-
Przekonasz się, że dobrze ci radzę, Heath. Jeśli nie jest to teraz możliwe, nie
przeszkadza mi to. Później przyjmę twoją wdzięczność.
-
Oszalałaś – mruknął, wpatrując się we mnie w chwili, gdy drzwi do jego biura
się otworzyły.
Odwróciłam
się, spodziewając się znaleźć tam Sandy.
Poczułam
ciarki na skórze, kiedy zobaczyłam tam Randy’ego Biermana.
-
Francesca, potrzebuję Heatha – oznajmił, a jego intencje były jasne: nieważne,
o czym rozmawialiśmy, musiałam się stąd spierdalać i to teraz.
Spojrzałam
na Heatha, spojrzałam mu w oczy, wstałam i wyszłam z jego biura.
Kiedy
mijałam Tandy w drodze do mojego biura, powiedziałam - Daj mi pięć minut i
wejdź. Pójdziemy do wózka z kawą po latte.
Jej
wzrok był skierowany na mnie. Przeniosła go do biura Heatha, wróciła nim do
mnie i skinęła głową.
Weszłam
do biura, zerknęłam na komórkę na biurku, żeby sprawdzić, czy miałam jakieś
nieodebrane połączenia, a kiedy zobaczyłam, że nie, udawałam, że pracowałam
przez pięć minut, aż Tandy podeszła do moich drzwi i zapytała nieco głośno - Hej,
chcesz odwiedzić wózek z kawą?
Uśmiechnęłam
się do niej, wyciągnęłam portfel z torebki i wstałam z fotela. Przeszukałam
skrzynkę odbiorczą i złapałam losowy plik, mając nadzieję, że wyglądałam,
jakbym nie chwytała losowego pliku.
Spojrzałam
na Tandy – Weź swój notatnik i telefon, dobrze?
Jej
głowa lekko drgnęła, zanim podeszła do biurka i zrobiła, o co prosiłam.
Stałyśmy
same w windzie, kiedy kącikiem ust zapytała - Co to było z Heathem?
-
Nie martw się o Heatha, Słonko. Porozmawiamy w holu.
Spojrzała
na mnie uważnie, ale wciąż szeptała, kiedy zapytała - Mam kłopoty?
To
wyraźnie wskazywało, że zrobiła coś, przez co miałaby kłopoty, a ponieważ jej
praca była znakomita, wiedziałam, dlaczego martwiła się, że będzie miała
kłopoty.
-
Porozmawiamy w holu – powtórzyłam, ale zrobiłam to delikatnie, mając nadzieję,
że uśmierzę jej obawy.
Dotarłyśmy
do holu i kupiłyśmy latte. Kiedy siedziałyśmy w wygodnej poczekalni, daleko od
wózka i niedaleko recepcji, wiedziałam, że nie uśmierzyłam jej obaw, ponieważ
zanim usiadłyśmy, wyglądała, jakby była gotowa do płaczu.
Cholera.
–
Tandy, znasz Petera Furlocka? - Zapytałam.
To
zobaczyłam, jak po raz drugi od rana pobladła, a jej głos zabrzmiał piskliwie,
gdy odpowiedziała - Tak - Pochyliła się w moją stronę i rzuciła następnie – Ale
Frankie…
Przerwałam
jej –Sprawdza, czy dokumenty Tenrixa, które Bierman dał Lloydowi, zostały
zmienione?
-
On już o tym wie – szepnęła, wyglądając na przerażoną - Znalazł pliki kopii
zapasowych i pobrał je, zanim Bierman poprosił kogoś, aby się do nich dostał i
zastąpił je zmienionymi plikami.
O
rany. Byli dużo dalej, niż sobie wyobrażałam.
Pewnie
dlatego celem stał się Peter Furlock.
–
Masz jego numer? - Zapytałam, a ona skinęła głową – Zadzwoń do niego,
natychmiast. Upewnij się, że jest przy biurku.
Jej
oczy zrobiły się ogromne i zapytała - Dlaczego?
-
Po prostu to zrób, Słonko.
Odstawiła
latte na bok, skupiła uwagę na telefonie i przyłożyła go do ucha. Popijałam
latte, przeglądałam teczkę na kolanie, której nie widziałam i słuchałam, jak
łączyła się z Furlock’iem, a także jak dawała kiepskie wymówki, dlaczego dzwoniła,
zupełnie nie radząc sobie z przykrywką.
Kiedy
się rozłączyła, spojrzałam na nią i powiedziała - On tam jest.
Kiwnęłam
głową - Więc pliki na serwerze, które ludzie widzą, są plikami zmienionymi?
To
była jej kolej na skinienie głową.
–
A pozostałe zniknęły, poza tym, co ma Furlock.
–
Tak, Frankie.
–
Zaniosłaś to Lloydowi?
–
Jeszcze nie – powiedziała - Chcemy mieć pewność, że wszystkie nasze informacje
będą uporządkowane.
Wszystkie
ich informacje.
Cholera.
-
Jakie informacje? - Nacisnęłam.
Zaczerpnęła
powietrza, chwyciła latte i upiła łyk, próbując wyglądać fajnie i swobodnie –
ale bezskutecznie – po czym znów na mnie spojrzała.
-
Okej, Frankie, jest tego dużo – powiedziała cicho.
-
Tenrix jest niebezpieczny – stwierdziłam, mówiąc również cicho.
Znowu
skinęła głową - U pięciu procent badanych, którzy przyjmowali produkt przez
ponad trzy lata, wystąpiły poważne i nieuleczalne choroby serca, których
bezpośrednią przyczyną było zażywanie leku Tenrix.
Cholera,
cholera, cholera.
-
Jak to wszystko przeszło? - Zapytałam.
-
Ponieważ Bierman jest tylko wykonawcą. Pomysłodawcą jest Barrow.
Wciągnęłam
powietrze.
Clancy
Barrow. Dyrektor generalny Wyler Pharmaceuticals.
Szczyt
łańcucha pokarmowego. Rekin numer jeden.
Cholera!
Pochyliłam
się w stronę Tandy i syknęłam – Skąd wiesz?
-
Okej, Frankie, okej… – skandowała, po czym pochyliła się w moją stronę - Moja
starsza siostra chodziła do szkoły z taką dziewczyną – jest naprawdę fajna – ma
na imię Roxie.
-
Kotku, do rzeczy – ostrzegłam.
–
Już się za to zabieram – pisnęła - Roxie przeprowadziła się do Denver jakiś
czas temu. Poznała tego faceta, wyszła za niego za mąż. On jest policjantem.
-
Okej – podpowiedziałam, gdy przestała mówić.
–
Ale jego brat jest właścicielem dużej firmy dochodzeniowej.
I
to było to.
Szła
dalej.
-
I przeprowadziliśmy badania dla Tenrix w ośrodku badawczym w szpitalu w Denver.
-
No to do niej zadzwoniłaś, ona zaangażowała szwagra i co się stało?
-
Stało się to, że facet, któremu to zlecił, dowiedział się o dwóch, Frankie –
pochyliła się bardziej w moją stronę – dwie
pielęgniarki biorące udział w tym badaniu miały poważny wypadek samochodowy.
Zły. Jedna straciła nogi. Jedna miała tak poważny uraz głowy, że nie może już
pracować.
-
Sygnaliści, ostrzeżenie - szepnęłam.
Tandy
skinęła głową. – Tak uważamy. Wiemy również, że rotacja pielęgniarek podczas
tego badania była znaczna. Prawie wszystkie w to wchodziły i znikały. Śledczy
wyśledził niektóre z tych pielęgniarek, ale nie chciały rozmawiać. W ogóle.
Śledczy podejrzewał, że było to spowodowane strachem, ale być może korzyściami.
A Bierman może zarabiać trochę forsy, ale uważamy, że nie ma środków na tego
rodzaju operację - Przerwała, zanim skończyła – Ale Barrow tak.
Pomyślałam,
że mieli rację.
–
Znaleźli dowody na wypłaty? – zapytałam.
Tandy
pokręciła głową - Mogliśmy zebrać tylko tyle pieniędzy, żeby zapłacić śledczym,
więc nie. Nie mogliśmy ich poprosić, żeby kopali głębiej. To naprawdę fajni
goście i zaproponowali, że będą kontynuować współpracę i ustalili harmonogram
płatności. Ale naprawdę nie mogliśmy tego zrobić.
Kurwa.
-
Ale Peter coś znalazł – stwierdziła, a ja znów się na niej skupiłam.
-
Co?
-
Jest naprawdę sprytny w sprawach komputerowych. Odbył część swojego voodoo i
odkrył, że doktor Gartner otrzymywał korzyści. Zapisał je na koncie pod
nazwiskiem swojej macochy. Jego tata nie żyje, więc prawdopodobnie dlatego
policja go nie złapała. Nie wiem, jak mu się to udało, ale nigdy tego nie
dotknął i ona też nie. I wszyscy doszliśmy do wniosku – bo najwyraźniej był
super facetem – że Gartner grał w tę grę, udając, że bierze korzyści, ale
gromadził własne dowody, aby przedstawić Bergerowi, zarządowi lub komukolwiek,
kto mógłby coś zrobić, aby powstrzymać Tenrix przed wyjściem na rynek.
Dowiedzieli się i został zabity.
Aż
do tego momentu zupełnie o tym zapomniałam, ale wtedy przypomniałam sobie pełną
napięcia rozmowę telefoniczną Biermana, którą częściowo podsłuchałam. To było
przed śmiercią Gartnera. Ale w tym dramacie mógł to być każdy, komu groził.
-
Miranda i Peter nad tym pracują – poinformowała mnie Tandy, a ja znów się na
niej skupiłam.
-
Pracują nad czym?
-
Jest teraz na produkcji, a komputer, pliki i asystent doktora Gartnera są na
produkcji. Chcą sprawdzić, czy coś po sobie zostawił i czy po nim posprzątali.
Jezu,
oni naprawdę to wszystko kręcili. Przeniesienie Mirandy było podstępem mającym
na celu wciągnięcie jej do produkcji.
Byłam
pod wrażeniem.
Ale
nadal tego nie rozumiałam.
Odwróciłam
od niej wzrok i zapytałam, głównie siebie - Dlaczego Barrow miałby za tym stać?
-
Ponieważ potrzebujemy zwycięzcy – odpowiedziała Tandy.
Spojrzałam
ponownie na Tandy - Co?
-
Sprowadzili ciebie, najlepszą z najlepszych, aby przyspieszyć nasz program
sprzedaży, który według norm był w porządku, ale nie sprzyjał kupowaniu komuś
jachtów. Przed tobą polowali na Heatha. Był świetnym przedstawicielem innej
firmy. Mieliśmy dwa duże produkty, do których w ciągu ostatnich pięciu lat
wprowadzono na rynek konkurencyjne produkty, co obniżyło nasze marże zysku.
Mieliśmy jednego głównego producenta, który był ogólnie dostępny, a teraz jest
sprzedawany bez recepty. To nie tak, że firma umiera, ale potrzebuje zwycięzcy,
a żaden inny produkt nie jest nawet bliski premiery. Tenrix ma być tym
zwycięzcą. Większość danych jest imponująca. Problem w tym, że w tych
nielicznych przypadkach jest on niszczycielski, a jeśli nie zostanie wykryty,
może być śmiertelny.
Ona
i jej załoga odrobili zadanie domowe.
–
Tandy – zaczęłam łagodnie – czy w związku z tym możesz mi powiedzieć, dlaczego
nie dałaś tego Lloydowi i Bergerowi?
Jej
ramiona się wyprostowały, a kiedy się odezwała, jej głos był silniejszy –
Ponieważ potrzebuję tej pracy, Frankie. Mam współlokatorkę. Mieszkamy w fajnym
miejscu, ale tylko dlatego, że razem za nie płacimy. Bez niej trudno byłoby
znaleźć mieszkanie do wynajęcia, które byłoby ładne, bezpieczne i zlokalizowane
w dobrej części miasta. Chcę móc sobie pozwolić na utrzymanie swojej części
tego miejsca, a to nie jest tak, że ludzie szukają asystentów. Nie mam rezerw,
żeby sobie poradzić, jeśli zostanę zwolniona. Muszę pracować. A w przypadku tak
ważnych spraw nigdy nie wiadomo, kto w tym uczestniczy. Jeśli więc nie będziemy
mieli wszystkiego, co musimy mieć, aby udowodnić, że to, co wiemy, jest prawdą,
jeśli nas zwolnią, nie będziemy mieli nic do przekazania gazetom, aby ich
zdemaskować.
Ona
i jej załoga nie tylko odrobili pracę domową, ale wszystko dokładnie
przemyśleli.
Jednak
w mojej głowie krążyło pytanie, co dalej.
Potem
na to trafiłam.
–
Potrzebuję nazwiska i numeru telefonu śledczego z Denver. Potrzebuję też, żeby
Peter zrobił kopie absolutnie wszystkiego, co ma. Zadzwoń do niego i powiedz,
żeby to zrobił, a potem, wracając z siłowni, w porze lunchu pójdę do IT, żeby
sama to zabrać. Robisz obchód i zachowujesz spokój, mówiąc wszystkim, żeby na
razie ustąpili. Dam ci znać, co robimy dalej.
Jej
wyraz twarzy stał się podejrzliwy, gdy powiedziała – Bez obrazy, Frankie, ale
zajmujemy się tym znacznie dłużej niż ty, a ty jesteś w pewnym sensie
menadżerem. Wiem, że jesteś fajna, ale przy takich rzeczach muszę wiedzieć, że jesteś fajna. Nie sądzę, że
to dobry pomysł, aby przekazywać ci wszystko.
Rozumiałam
to.
Musiałam
też to przejść.
-
W porządku, Słonko, weź głęboki oddech i zachowaj spokój, kiedy powiem ci coś,
co cię zaskoczy, przestraszy i wzbudzi w tobie bojaźń boską.
Jej
oczy rozszerzyły się, ale mówiłam dalej.
-
Powodem, dla którego wtykam nos, jest to, że ktoś bliski mi dba o
bezpieczeństwo Petera Furlocka. A to dlatego, że został na niego narzucony.
Przejmuję to, bo mam na to środki, mam w tej firmie większą wagę niż którekolwiek
z was i ponieważ chcę, żebyście wy, Sandy, Miranda, Kathleen, Peter i
ktokolwiek jeszcze pozostał przy życiu.
-
O mój Boże, dlatego chciałaś, żebym do niego zadzwoniła – szepnęła.
–
Dlatego – potwierdziłam.
–
Mam mu powiedzieć? - zapytała.
-
Jeśli chcesz, ja to zrobię. Ale myślę, że powinien wiedzieć. Ma kogoś, kto go
śledzi, aby go chronić, ale zachowanie czujności nie zaszkodzi.
–
Ja powinnam mu powiedzieć – szepnęła - On mnie zna.
Skinęłam
głową - Rozumiem to – zapewniłam ją, po czym pochyliłam się w jej stronę. – Ale
proszę, ostrzeż go, żeby nie zszedł z utartej ścieżki. Nie możemy pozwolić, aby
ludzie, którzy to robią, wiedzieli, co u nich słychać i co robią ludzie, którzy
ze mną pracują.
Wyglądała
na tak przerażoną, że chciałam wyciągnąć rękę i chwycić ją za dłoń, ale nie
chciałam, żeby ktokolwiek widział, jak to robię.
Więc
tego nie zrobiłam i po prostu mówiłam dalej.
-
Teraz musisz mi zaufać. To coś ogromnego, a to, co robisz, wywołuje u kogoś
niepokój. Usuńmy ten produkt bezpiecznie z naszego katalogu i zróbmy to tak,
aby więcej dobrych, odważnych ludzi nie ucierpiało. Okej?
-
Okej - wyszeptała.
–
Potrzebujesz minuty, żeby się pozbierać? - Zapytałem, a ona skinęła głową - No
to weź to, kochanie. Ale pisz w notatniku, prawda?
–
Jasne, notatnik, dobry pomysł. Po prostu normalne spotkanie Frankie i Tandy w
nowej scenerii – powiedziała niemal zaśpiewem.
Uśmiechnęłam
się do niej – Tylko tyle, Słonko.
Ponownie
skinęła głową, chwyciła notatnik i zaczęła pisać.
Upiłam
łyk latte i zdecydowałam, co będzie dalej.
Oczywiście
najpierw Benny.
Następnie
Sal.
Spojrzałam
na Tandy, która wściekle bazgrała, jakbym była nadzorcą, który zaraz wyciągnie
bicz.
-
Kotku – zawołałam, a ona spojrzała na mnie.
Kiedy
znów się odezwałam, ściszyłam głos i nawet jeśli moje słowa były jasne, mój ton
sprawił, że stały się wyraźniejsze.
-
Dobrze się spisałaś. Dobrze zrobiłaś. Przejęłaś inicjatywę, nawet gdy kazałam
ci się wycofać. Byłaś odważna. I oszczędzisz wielu ludziom bólu serca. Dosłownie.
Podziwiam cię, Tandy - Jej wargi zaczęły drżeć, więc dokończyłam delikatnie - To
zwykłe spotkanie, Słonko.
Zmusiła
się do słabego uśmiechu i odpowiedziała - To tylko kolejne spotkanie, Frankie.
Uśmiechnęłam
się do niej i wzięłam kolejny łyk mojej latte.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń