sobota, 21 października 2023

22 - Niesamowity (cz.1)

 

Rozdział 22

Niesamowity (cz.1)

 

 

Następnego ranka, poświęcając się bardzo dla wszystkich nieznanych ludzi, którym mogłoby zaszkodzić wypuszczenie przez moją firmę złego leku, zostawiłam Benny’ego Bianchi w łóżku i wcześnie poszłam do biura.

Nie byłam pierwsza.

Travis Berger już był obecny.

Podobnie jak Randy Bierman.

Udałam się do biura, zaczęłam dzień i za każdym razem, gdy widziałam ruch za oknem, oglądałam się, żeby zobaczyć, kto to był.

Widziałam, kiedy Heath wszedł jakieś dwadzieścia minut po mnie.

Widziałam także, gdy Sandy weszła zaledwie dwie minuty po Heath’ie.

Heath nie był głupi, a mimo to nadal był.

Dałam im czas na osiedlenie się, Tandy przyszła w tym samym czasie, ale tego ranka nie była pierwsza na mojej liście.

Heath był.

- Hej, Słonko – przywitałam się z Tandy, wychodząc z biura i kierując się prosto do Heatha.

- Dzień dobry, Frankie – odpowiedziała Tandy.

Uśmiechnęłam się do niej przez ramię i nie przegapiłam ani kroku.

- Hej, Frankie – powiedziała Sandy, kiedy się zbliżyłam.

- Cześć, Sandy - Uśmiechnęłam się do niej, ale znowu nie zawahałam się ani o krok i poszłam prosto do jego biura. Widziałam, jak Sandy otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym momencie podniosłam rękę i zapukałam do framugi drzwi Heatha.

Kiedy podniósł wzrok, zapytałam - Masz chwilę?

Heath spojrzał na mnie, przez okno na Sandy, a potem z powrotem na mnie, zanim odpowiedział - Jasne.

Weszłam, zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam bezpośrednio do foteli naprzeciwko jego biurka. Usiadłam w jednym, po czym zadałam jak najbardziej zgodne z prawdą pytanie.

– Masz więcej niż minutę?

Spojrzał na zamknięte drzwi, po czym przyjrzał mi się i zapytał - Wszystko w porządku?

Dałam mu więcej prawdy - Nawet nie blisko.

Przyjrzał mi się uważniej - Co jest nie w porządku?

- Nie ma mowy, żeby to wyłożyć i zrobić to delikatnie – zaczęłam - Więc po prostu to przedstawię. Wiem, że między tobą a Sandy coś się dzieje poza biurem. Wiem o tym, bo żadne z was nie jest zbyt dobre w ukrywaniu tego. Wiem to także dlatego, że obserwuje was detektyw i on o tym wie.

Kiedy mówiłam, twarz Heatha pobladła. Pochylił się też do przodu, zanim skończyłam.

Obserwując jego reakcję, nie umknęło mojej uwadze, że był bardzo przystojny. Piaskowe, brązowe włosy. Przycięte i ułożone. Ładne niebieskie oczy. Niezbyt wysoki, ale też nie niski. Jak na mój gust był po prostu zbyt szczupły i zbyt klasycznie przystojny. Podobali mi się ciemniejsi. Bardziej szorstcy. Więksi. Taki typ mężczyzny, na który patrzysz i wiesz, że zamówi piwo, ale masz nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko wypiciu z tobą szampana podczas szczęśliwych okazji.

Heath prawdopodobnie pił martini.

Nie było w tym nic złego, ale podobało mi się, że Benny zamawiał piwo.

- Nie mam dokąd pójść z tym tropem – odpowiedział Heath – z wyjątkiem pytania, czego, do cholery, chcesz.

Zamrugałam.

Potem powiedziałam mu - Nie chcę niczego poza tym, żebyś poszedł do Lloyda i powiedział, że ty i Sandy jesteście w związku, podcinając w ten sposób po kolana każdemu, kto zatrudnił tego detektywa, żeby się na ciebie nawalił.

– To nie byłaś ty? – zapytał.

– Dlaczego miałabym to zrobić? – zapytałam.

- Dlaczego ktokolwiek miałby to zrobić?

Czy on mówił poważnie?

- Uch… Heath, może powinieneś się rozejrzeć i zacząć zwracać uwagę – zasugerowałam.

– Co?

Boże, on mówił poważnie.

Pochyliłam się w jego stronę – Nie mam pojęcia, kto go zatrudnił. Wiem tylko, że zatrudniono detektywa i co odkrył. To znaczy, że nie wiem jeszcze, kto go zatrudnił. Ale Randy ujeżdża twoją dupę tak samo, jak ujeżdża moją, więc mam pewne podejrzenia.

– Tak, bo to kutas. Ujeżdżanie mojego tyłka w pracy tylko dlatego, że jest kutasem i czerpie przyjemność z wymachiwania nim, to jedno. Zatrudnianie detektywa tylko dlatego, że pieprzę moją sekretarkę, jest szaleństwem.

Miałam nadzieję, że nie tylko pieprzył swoją asystentkę.

Najwyraźniej tylko.

- Nie pójdę do Lloyda i nie powiem mu, że pieprzę Sandy – kontynuował.

- Twoja decyzja, ale jeśli tego nie zrobisz, zrobi to ktokolwiek, kto za tym stoi i prawdopodobnie nie pójdzie do Lloyda. Pojedzie do Bergera.

- Ktokolwiek za tym stoi… racja – powiedział szyderczo - Chcesz, żebym poszedł do Lloyda i żeby on wywalił mnie z pracy, więc kiedy Bierman pokona Lloyda, mimo że będziesz na swoim stanowisku miała o dwa lata mniej ode mnie, to ty będziesz miała bezpośrednią szansę na fotel Lloyda.

Widziałam, że Heath też był kutasem, tylko lepiej się ukrywał.

Nie było to zaskakujące, skoro był sprzedawcą. Nie było miło tak mówić o jednym z moich, ale to byli moi ludzie, więc mogłam to powiedzieć.

Ciągnął dalej.

- Ambitna. Nakręcona. Nadzorca niewolników dla twoich przedstawicieli, żeby kopali tyłki, żebyś dobrze wyglądała, gdy będziesz spędzała czas ze swoim chłopakiem w Chicago - Kiedy patrzyłam na niego oszołomiona i przypominałam sobie, jak bardzo nienawidziłam polityki biurowej, powiedział - Tak. Trey powiedział mi o tym, pytając, czy mógłbym zapewnić mu transfer na moje terytorium.

Trey był moim przedstawicielem w Chicago i nie byłam tym zaskoczona, bo już wiedziałam, że Trey to kutas. Miałam nadzieję, że rozpowiadał te bzdury tylko Heathowi, a nie dalej.

Niestety Heath nie skończył.

- Prawdopodobnie nie masz detektywa kutasa, po prostu udajesz, by zmusić mnie do ruchu. Pieprzyć to, Frankie. Sprawdzę twój blef.

- Nie celuję w fotel Lloyda, Heath. Lubię Lloyda – poinformowałam go.

- Ja też. To nie znaczy, że nie chcę jego pensji i stanowiska.

Tak. Totalny kutas.

Zignorowałam to i mówiłam dalej - Co więcej, jak powiesz mu, to nie znaczy, że cię zwolni.

Pochylił się bardziej ku mnie przez biurko, jego spojrzenie było brzydkie, a grymas paskudny - Może nie, ale mógłby mi powiedzieć, żebym to zakończył, a lubię dostawać loda od Sandy. Jest pieprzonym wirtuozem obciągania.

O wiele za dużo informacji.

Starałam się nie wykrzywiać warg, sugerując - Uch… czy możemy wrócić do bieżącej sprawy?

- To znaczy, że jakiś nieznany podmiot zatrudnił PI. Poważnie? Czy naprawdę zajmujesz się tym badziewiem?

W porządku. Zrobiłam, co mogłam. Chciał być rekinem, gdy większa ryba połykała go w całości, to była jego decyzja.

– W takim razie nie mów Lloydowi – powiedziałam - Ale uważaj na swoje tyły i przygotuj się, Heath.

– Jeśli ja do niego nie pójdę, ty nie? – warknął.

- Oczywiście, że nie – odpowiedziałam ostro.

- Do Bergera?

- Twoja sprawa nie jest moja. Wiem, że to brzmi dziwnie, bo to jest dziwne, ale czynię to swoim tylko dlatego, bo próbuję wyświadczyć ci przysługę.

Jego oczy zwęziły się - Skąd w ogóle wiesz to gówno? Sandy i ja jesteśmy spoko.

Okej, może nie był aż tak mądry.

- Nie mogę powiedzieć, bo nie wiem jeszcze, kto zatrudnił detektywa, ani co on dostał – powiedziałam, decydując się nie mówić mu, że on i Sandy nie byli spoko.

– Nie możesz tego powiedzieć i wiesz o tym, ale nie stoisz za tym? – zapytał kwaśno, żeby nie powiedzieć, że z powątpiewaniem.

- Gdybym za tym stała, czy nie poprosiłabym o coś lub nie groziła czymś, zamiast po prostu dać ci znać?

- Nie wiem. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żeby ktoś zrobił coś tak szalonego, jak wynajęcie detektywa, żeby mnie śledził, więc skąd mam wiedzieć, co by zrobił?

Pochyliłam się do przodu i powiedziałam cicho - Pomyśl Heath. Teraz. Poważnie. Zastanów się. A jeśli nie zależy ci na Sandy, mam nadzieję, że zależy ci przynajmniej na tyle, by wiedzieć, że ona wtyka nos w coś, co dzieje się wokół ciebie, a co w oczywisty sposób uchodzi twojej uwadze. W najlepszym razie mogą ją to zwolnić. W najgorszym wypadku, to nie żart, może ją to doprowadzić do śmierci.

Jego brwi uniosły się w górę i zakrzyknął - Co?

Zdecydowanie nie był tak mądry, jak myślałam.

Nie powtórzyłam.

Powiedziałam mu - Mam kogoś, kto się tym zajmuje i kiedy dowiem się, jak nazywa się detektyw i kto go zatrudnił, powiem ci - Pomyślałam o Salu, który brał w tym udział i który mnie kochał, i powiedziałam - Jest duże prawdopodobieństwo, że dowiem się tego wkrótce. Chcesz, możesz poczekać, zanim ten, ktokolwiek za tym stoi, pójdzie z tym do Bergera lub uderzy ciebie, abyś zrobił to, czego on zechce. Albo możesz się opamiętać i uporządkować swoje gówno. I tak tylko mówię, pieprzysz swoją asystentkę… - Pokręciłam głową i dokończyłam - Miłość nigdy nie jest zła. Jeśli to nie jest to i dzieje się to w miejscu pracy, gdzie ona może nie wiedzieć, że nie o to chodzi, to jest złe.

– Nie potrzebuję, żebyś pouczała mnie o etyce, Frankie, ani rzucała dziwacznych gróźb mojej sekretarce.

Chciałam przemówić mu do rozsądku, ale najwyraźniej nie mogłam.

- Przekonasz się, że dobrze ci radzę, Heath. Jeśli nie jest to teraz możliwe, nie przeszkadza mi to. Później przyjmę twoją wdzięczność.

- Oszalałaś – mruknął, wpatrując się we mnie w chwili, gdy drzwi do jego biura się otworzyły.

Odwróciłam się, spodziewając się znaleźć tam Sandy.

Poczułam ciarki na skórze, kiedy zobaczyłam tam Randy’ego Biermana.

- Francesca, potrzebuję Heatha – oznajmił, a jego intencje były jasne: nieważne, o czym rozmawialiśmy, musiałam się stąd spierdalać i to teraz.

Spojrzałam na Heatha, spojrzałam mu w oczy, wstałam i wyszłam z jego biura.

Kiedy mijałam Tandy w drodze do mojego biura, powiedziałam - Daj mi pięć minut i wejdź. Pójdziemy do wózka z kawą po latte.

Jej wzrok był skierowany na mnie. Przeniosła go do biura Heatha, wróciła nim do mnie i skinęła głową.

Weszłam do biura, zerknęłam na komórkę na biurku, żeby sprawdzić, czy miałam jakieś nieodebrane połączenia, a kiedy zobaczyłam, że nie, udawałam, że pracowałam przez pięć minut, aż Tandy podeszła do moich drzwi i zapytała nieco głośno - Hej, chcesz odwiedzić wózek z kawą?

Uśmiechnęłam się do niej, wyciągnęłam portfel z torebki i wstałam z fotela. Przeszukałam skrzynkę odbiorczą i złapałam losowy plik, mając nadzieję, że wyglądałam, jakbym nie chwytała losowego pliku.

Spojrzałam na Tandy – Weź swój notatnik i telefon, dobrze?

Jej głowa lekko drgnęła, zanim podeszła do biurka i zrobiła, o co prosiłam.

Stałyśmy same w windzie, kiedy kącikiem ust zapytała - Co to było z Heathem?

- Nie martw się o Heatha, Słonko. Porozmawiamy w holu.

Spojrzała na mnie uważnie, ale wciąż szeptała, kiedy zapytała - Mam kłopoty?

To wyraźnie wskazywało, że zrobiła coś, przez co miałaby kłopoty, a ponieważ jej praca była znakomita, wiedziałam, dlaczego martwiła się, że będzie miała kłopoty.

- Porozmawiamy w holu – powtórzyłam, ale zrobiłam to delikatnie, mając nadzieję, że uśmierzę jej obawy.

Dotarłyśmy do holu i kupiłyśmy latte. Kiedy siedziałyśmy w wygodnej poczekalni, daleko od wózka i niedaleko recepcji, wiedziałam, że nie uśmierzyłam jej obaw, ponieważ zanim usiadłyśmy, wyglądała, jakby była gotowa do płaczu.

Cholera.

– Tandy, znasz Petera Furlocka? - Zapytałam.

To zobaczyłam, jak po raz drugi od rana pobladła, a jej głos zabrzmiał piskliwie, gdy odpowiedziała - Tak - Pochyliła się w moją stronę i rzuciła następnie – Ale Frankie…

Przerwałam jej –Sprawdza, czy dokumenty Tenrixa, które Bierman dał Lloydowi, zostały zmienione?

- On już o tym wie – szepnęła, wyglądając na przerażoną - Znalazł pliki kopii zapasowych i pobrał je, zanim Bierman poprosił kogoś, aby się do nich dostał i zastąpił je zmienionymi plikami.

O rany. Byli dużo dalej, niż sobie wyobrażałam.

Pewnie dlatego celem stał się Peter Furlock.

– Masz jego numer? - Zapytałam, a ona skinęła głową – Zadzwoń do niego, natychmiast. Upewnij się, że jest przy biurku.

Jej oczy zrobiły się ogromne i zapytała - Dlaczego?

- Po prostu to zrób, Słonko.

Odstawiła latte na bok, skupiła uwagę na telefonie i przyłożyła go do ucha. Popijałam latte, przeglądałam teczkę na kolanie, której nie widziałam i słuchałam, jak łączyła się z Furlock’iem, a także jak dawała kiepskie wymówki, dlaczego dzwoniła, zupełnie nie radząc sobie z przykrywką.

Kiedy się rozłączyła, spojrzałam na nią i powiedziała - On tam jest.

Kiwnęłam głową - Więc pliki na serwerze, które ludzie widzą, są plikami zmienionymi?

To była jej kolej na skinienie głową.

– A pozostałe zniknęły, poza tym, co ma Furlock.

– Tak, Frankie.

– Zaniosłaś to Lloydowi?

– Jeszcze nie – powiedziała - Chcemy mieć pewność, że wszystkie nasze informacje będą uporządkowane.

Wszystkie ich informacje.

Cholera.

- Jakie informacje? - Nacisnęłam.

Zaczerpnęła powietrza, chwyciła latte i upiła łyk, próbując wyglądać fajnie i swobodnie – ale bezskutecznie – po czym znów na mnie spojrzała.

- Okej, Frankie, jest tego dużo – powiedziała cicho.

- Tenrix jest niebezpieczny – stwierdziłam, mówiąc również cicho.

Znowu skinęła głową - U pięciu procent badanych, którzy przyjmowali produkt przez ponad trzy lata, wystąpiły poważne i nieuleczalne choroby serca, których bezpośrednią przyczyną było zażywanie leku Tenrix.

Cholera, cholera, cholera.

- Jak to wszystko przeszło? - Zapytałam.

- Ponieważ Bierman jest tylko wykonawcą. Pomysłodawcą jest Barrow.

Wciągnęłam powietrze.

Clancy Barrow. Dyrektor generalny Wyler Pharmaceuticals.

Szczyt łańcucha pokarmowego. Rekin numer jeden.

Cholera!

Pochyliłam się w stronę Tandy i syknęłam – Skąd wiesz?

- Okej, Frankie, okej… – skandowała, po czym pochyliła się w moją stronę - Moja starsza siostra chodziła do szkoły z taką dziewczyną – jest naprawdę fajna – ma na imię Roxie.

- Kotku, do rzeczy – ostrzegłam.

– Już się za to zabieram – pisnęła - Roxie przeprowadziła się do Denver jakiś czas temu. Poznała tego faceta, wyszła za niego za mąż. On jest policjantem.

- Okej – podpowiedziałam, gdy przestała mówić.

– Ale jego brat jest właścicielem dużej firmy dochodzeniowej.

I to było to.

Szła dalej.

- I przeprowadziliśmy badania dla Tenrix w ośrodku badawczym w szpitalu w Denver.

- No to do niej zadzwoniłaś, ona zaangażowała szwagra i co się stało?

- Stało się to, że facet, któremu to zlecił, dowiedział się o dwóch, Frankie – pochyliła się bardziej w moją stronę – dwie pielęgniarki biorące udział w tym badaniu miały poważny wypadek samochodowy. Zły. Jedna straciła nogi. Jedna miała tak poważny uraz głowy, że nie może już pracować.

- Sygnaliści, ostrzeżenie - szepnęłam.

Tandy skinęła głową. – Tak uważamy. Wiemy również, że rotacja pielęgniarek podczas tego badania była znaczna. Prawie wszystkie w to wchodziły i znikały. Śledczy wyśledził niektóre z tych pielęgniarek, ale nie chciały rozmawiać. W ogóle. Śledczy podejrzewał, że było to spowodowane strachem, ale być może korzyściami. A Bierman może zarabiać trochę forsy, ale uważamy, że nie ma środków na tego rodzaju operację - Przerwała, zanim skończyła – Ale Barrow tak.

Pomyślałam, że mieli rację.

– Znaleźli dowody na wypłaty? – zapytałam.

Tandy pokręciła głową - Mogliśmy zebrać tylko tyle pieniędzy, żeby zapłacić śledczym, więc nie. Nie mogliśmy ich poprosić, żeby kopali głębiej. To naprawdę fajni goście i zaproponowali, że będą kontynuować współpracę i ustalili harmonogram płatności. Ale naprawdę nie mogliśmy tego zrobić.

Kurwa.

- Ale Peter coś znalazł – stwierdziła, a ja znów się na niej skupiłam.

- Co?

- Jest naprawdę sprytny w sprawach komputerowych. Odbył część swojego voodoo i odkrył, że doktor Gartner otrzymywał korzyści. Zapisał je na koncie pod nazwiskiem swojej macochy. Jego tata nie żyje, więc prawdopodobnie dlatego policja go nie złapała. Nie wiem, jak mu się to udało, ale nigdy tego nie dotknął i ona też nie. I wszyscy doszliśmy do wniosku – bo najwyraźniej był super facetem – że Gartner grał w tę grę, udając, że bierze korzyści, ale gromadził własne dowody, aby przedstawić Bergerowi, zarządowi lub komukolwiek, kto mógłby coś zrobić, aby powstrzymać Tenrix przed wyjściem na rynek. Dowiedzieli się i został zabity.

Aż do tego momentu zupełnie o tym zapomniałam, ale wtedy przypomniałam sobie pełną napięcia rozmowę telefoniczną Biermana, którą częściowo podsłuchałam. To było przed śmiercią Gartnera. Ale w tym dramacie mógł to być każdy, komu groził.

- Miranda i Peter nad tym pracują – poinformowała mnie Tandy, a ja znów się na niej skupiłam.

- Pracują nad czym?

- Jest teraz na produkcji, a komputer, pliki i asystent doktora Gartnera są na produkcji. Chcą sprawdzić, czy coś po sobie zostawił i czy po nim posprzątali.

Jezu, oni naprawdę to wszystko kręcili. Przeniesienie Mirandy było podstępem mającym na celu wciągnięcie jej do produkcji.

Byłam pod wrażeniem.

Ale nadal tego nie rozumiałam.

Odwróciłam od niej wzrok i zapytałam, głównie siebie - Dlaczego Barrow miałby za tym stać?

- Ponieważ potrzebujemy zwycięzcy – odpowiedziała Tandy.

Spojrzałam ponownie na Tandy - Co?

- Sprowadzili ciebie, najlepszą z najlepszych, aby przyspieszyć nasz program sprzedaży, który według norm był w porządku, ale nie sprzyjał kupowaniu komuś jachtów. Przed tobą polowali na Heatha. Był świetnym przedstawicielem innej firmy. Mieliśmy dwa duże produkty, do których w ciągu ostatnich pięciu lat wprowadzono na rynek konkurencyjne produkty, co obniżyło nasze marże zysku. Mieliśmy jednego głównego producenta, który był ogólnie dostępny, a teraz jest sprzedawany bez recepty. To nie tak, że firma umiera, ale potrzebuje zwycięzcy, a żaden inny produkt nie jest nawet bliski premiery. Tenrix ma być tym zwycięzcą. Większość danych jest imponująca. Problem w tym, że w tych nielicznych przypadkach jest on niszczycielski, a jeśli nie zostanie wykryty, może być śmiertelny.

Ona i jej załoga odrobili zadanie domowe.

– Tandy – zaczęłam łagodnie – czy w związku z tym możesz mi powiedzieć, dlaczego nie dałaś tego Lloydowi i Bergerowi?

Jej ramiona się wyprostowały, a kiedy się odezwała, jej głos był silniejszy – Ponieważ potrzebuję tej pracy, Frankie. Mam współlokatorkę. Mieszkamy w fajnym miejscu, ale tylko dlatego, że razem za nie płacimy. Bez niej trudno byłoby znaleźć mieszkanie do wynajęcia, które byłoby ładne, bezpieczne i zlokalizowane w dobrej części miasta. Chcę móc sobie pozwolić na utrzymanie swojej części tego miejsca, a to nie jest tak, że ludzie szukają asystentów. Nie mam rezerw, żeby sobie poradzić, jeśli zostanę zwolniona. Muszę pracować. A w przypadku tak ważnych spraw nigdy nie wiadomo, kto w tym uczestniczy. Jeśli więc nie będziemy mieli wszystkiego, co musimy mieć, aby udowodnić, że to, co wiemy, jest prawdą, jeśli nas zwolnią, nie będziemy mieli nic do przekazania gazetom, aby ich zdemaskować.

Ona i jej załoga nie tylko odrobili pracę domową, ale wszystko dokładnie przemyśleli.

Jednak w mojej głowie krążyło pytanie, co dalej.

Potem na to trafiłam.

– Potrzebuję nazwiska i numeru telefonu śledczego z Denver. Potrzebuję też, żeby Peter zrobił kopie absolutnie wszystkiego, co ma. Zadzwoń do niego i powiedz, żeby to zrobił, a potem, wracając z siłowni, w porze lunchu pójdę do IT, żeby sama to zabrać. Robisz obchód i zachowujesz spokój, mówiąc wszystkim, żeby na razie ustąpili. Dam ci znać, co robimy dalej.

Jej wyraz twarzy stał się podejrzliwy, gdy powiedziała – Bez obrazy, Frankie, ale zajmujemy się tym znacznie dłużej niż ty, a ty jesteś w pewnym sensie menadżerem. Wiem, że jesteś fajna, ale przy takich rzeczach muszę wiedzieć, że jesteś fajna. Nie sądzę, że to dobry pomysł, aby przekazywać ci wszystko.

Rozumiałam to.

Musiałam też to przejść.

- W porządku, Słonko, weź głęboki oddech i zachowaj spokój, kiedy powiem ci coś, co cię zaskoczy, przestraszy i wzbudzi w tobie bojaźń boską.

Jej oczy rozszerzyły się, ale mówiłam dalej.

- Powodem, dla którego wtykam nos, jest to, że ktoś bliski mi dba o bezpieczeństwo Petera Furlocka. A to dlatego, że został na niego narzucony. Przejmuję to, bo mam na to środki, mam w tej firmie większą wagę niż którekolwiek z was i ponieważ chcę, żebyście wy, Sandy, Miranda, Kathleen, Peter i ktokolwiek jeszcze pozostał przy życiu.

- O mój Boże, dlatego chciałaś, żebym do niego zadzwoniła – szepnęła.

– Dlatego – potwierdziłam.

– Mam mu powiedzieć? - zapytała.

- Jeśli chcesz, ja to zrobię. Ale myślę, że powinien wiedzieć. Ma kogoś, kto go śledzi, aby go chronić, ale zachowanie czujności nie zaszkodzi.

– Ja powinnam mu powiedzieć – szepnęła - On mnie zna.

Skinęłam głową - Rozumiem to – zapewniłam ją, po czym pochyliłam się w jej stronę. – Ale proszę, ostrzeż go, żeby nie zszedł z utartej ścieżki. Nie możemy pozwolić, aby ludzie, którzy to robią, wiedzieli, co u nich słychać i co robią ludzie, którzy ze mną pracują.

Wyglądała na tak przerażoną, że chciałam wyciągnąć rękę i chwycić ją za dłoń, ale nie chciałam, żeby ktokolwiek widział, jak to robię.

Więc tego nie zrobiłam i po prostu mówiłam dalej.

- Teraz musisz mi zaufać. To coś ogromnego, a to, co robisz, wywołuje u kogoś niepokój. Usuńmy ten produkt bezpiecznie z naszego katalogu i zróbmy to tak, aby więcej dobrych, odważnych ludzi nie ucierpiało. Okej?

- Okej - wyszeptała.

– Potrzebujesz minuty, żeby się pozbierać? - Zapytałem, a ona skinęła głową - No to weź to, kochanie. Ale pisz w notatniku, prawda?

– Jasne, notatnik, dobry pomysł. Po prostu normalne spotkanie Frankie i Tandy w nowej scenerii – powiedziała niemal zaśpiewem.

Uśmiechnęłam się do niej – Tylko tyle, Słonko.

Ponownie skinęła głową, chwyciła notatnik i zaczęła pisać.

Upiłam łyk latte i zdecydowałam, co będzie dalej.

Oczywiście najpierw Benny.

Następnie Sal.

Spojrzałam na Tandy, która wściekle bazgrała, jakbym była nadzorcą, który zaraz wyciągnie bicz.

- Kotku – zawołałam, a ona spojrzała na mnie.

Kiedy znów się odezwałam, ściszyłam głos i nawet jeśli moje słowa były jasne, mój ton sprawił, że stały się wyraźniejsze.

- Dobrze się spisałaś. Dobrze zrobiłaś. Przejęłaś inicjatywę, nawet gdy kazałam ci się wycofać. Byłaś odważna. I oszczędzisz wielu ludziom bólu serca. Dosłownie. Podziwiam cię, Tandy - Jej wargi zaczęły drżeć, więc dokończyłam delikatnie - To zwykłe spotkanie, Słonko.

Zmusiła się do słabego uśmiechu i odpowiedziała - To tylko kolejne spotkanie, Frankie.

Uśmiechnęłam się do niej i wzięłam kolejny łyk mojej latte.

*****

2 komentarze: