Wreszcie (cz.2)
*****
W
brzuchu miałam trzy pączki, z tego tylko dwa z cukrem pudrem nadziewane kremem
czekoladowym.
Ben
miał rację. Szybko im się skończyły i zdobyliśmy ostatnie trzy.
Kochałam
mojego mężczyznę, więc poświęciłam jeden dla niego. Trzeci pączek w moim brzuchu
był cynamonowym twistem, ale zjadłam go jako pierwszy.
Wpatrywałam
się w telefon, który trzymałam w dłoni leżącej na blacie. Robiłam to, dopóki
nie zobaczyłam, jak Benny postawił na blacie obok mojej dłoni kubek świeżej
kawy. Oznaczało to, że robiłam to przez cały czas, gdy napełniał nasze kubki.
Odwróciłam
głowę i podniosłam wzrok na jego.
-
Nie mam pojęcia, co robić – powiedziałam mu.
Skończył
brać łyk kawy i odpowiedział - Nie jestem zaskoczony.
–
Nie jesteś?
-
Nie.
Podejrzewałam,
że nie będzie. Było tego tak wiele, że było jak góra, na którą trzeba było się
wspiąć bez liny i tych kolczastych rzeczy w butach.
-
Nie tylko nie mam pojęcia, co robić, ale nawet nie wiem, od czego zacząć –
powiedziałam.
Ben
oparł biodro o blat – To też mnie nie dziwi.
–
Co ty byś zrobił? – zapytałam.
-
Dlatego nie jestem zaskoczony – odpowiedział - Bo ja bym pozwolił im zająć się
swoimi własnymi sprawami. Jak sobie pościelili, tak się wyśpią.
Pokręciłam
głową i zaprotestowałam - Ale Davey po prostu zakochał się w mojej siostrze i w
zamian dostał kupę problemów.
–
A to oznacza, że nie pościelił sobie?
Zamrugałam.
Benny
mówił dalej.
-
Gdyby go zaatakowała, kiedy dopiero zaczęli się spotykać, mógłbym to zrozumieć.
Ale wielokrotnie zabierał jej tyłek z powrotem do siebie, po tym, jak pozwoliła
innym facetom go stuknąć. To jego decyzja. Mógł dojrzeć jakieś pięć lat temu.
Nie zrobił tego. Teraz jest w areszcie, bo nie ma jaj. To jego problem. Nie
rozumiem, dlaczego ty lub Cat miałybyście go uczynić swoim.
-
To członek rodziny i miły facet – wyjaśniłam.
-
Tak, miły, ale słaby – odpowiedział Ben - Druga część tego nie zależy od
ciebie. To jest jego. Odkąd się poznali, ich związek zmierzał w stronę
katastrofy w takiej czy innej formie. Szczerze mówiąc, ulżyło mi, że kiedy
wybuchł, zrobił to w ten sposób, a nie zabierając ze sobą innych ludzi.
-
Ale on został aresztowany! – warknęłam.
Ben
nachylił się do mnie - To. Nie. Twój. Problem.
-
Myślisz, że to takie proste? - Zapytałam.
-
Absolutnie – odpowiedział.
–
A co z Chrissy i Domino? - Pchnęłam.
Odchylił
się do tyłu - Kotku, połączyła swój los z mężczyzną na tyle starym, że mógłby
być jej ojcem.
-
To osądzanie – poinformowałam go ostro, a jego brwi się zbiegły.
-
Jak?
-
Nie możesz kontrolować, w kim się zakochujesz.
-
Nie – stwierdził - A miłość może być ślepa, ale każdy powinien strzec się
głupoty. Miał jedno małżeństwo kilkadziesiąt lat temu, w międzyczasie było
mnóstwo kobiet, z którymi mu się nie układało, dzieci, których prawie nie
widywał, a kiedy to zrobił, kłócili się jak nastolatki i kopali sobie tyłki.
Jeśli ona nie widziała tych wszystkich świecących neonów, to znowu nie twój
problem.
-
Ben jest w to zamieszane dziecko – przypomniałam mu.
-
Tak. A ona pozwoliła, by zapłodnił ją mężczyzna w jego wieku z jego historią.
Powtórzę: nie twój problem.
Położyłam
telefon na blacie i położyłam ręce na biodrach - To dziecko to moja siostra.
Przez
chwilę patrzył mi w oczy, po czym wymamrotał - To może być nasz problem.
–
Racja – syknęłam.
-
Chociaż – mówił dalej – nie widziałem ciebie pokazującej mi zdjęcie za
zdjęciem, które wysyłałaby ci SMS-em o twojej nowej siostrze i nie słyszałem ciebie
opowiadającej o wszystkich zaproszeniach do poznania jej, których nie mogłabyś
zaakceptować, bo mieszkasz za daleko.
-
Mam przeczucie, że Chrissy mogła być bardziej zaangażowana w bycie nową mamą i
radzenie sobie z tatą – odpowiedziałam sarkastycznie.
-
Myślę, że twoje przeczucia są słuszne. Nadal. To nie przekreśla tego, co
powiedziałem – odparował.
-
Każdy człowiek musi okazywać współczucie i starać się być wyrozumiały, a to
jest podwójne w przypadku ludzi, którzy dzielą twoją krew – odpaliłam.
Nagle
poczułam dłoń Benny’ego owiniętą wokół mojego karku. Użył jej, aby przyciągnąć
mnie do siebie i pochylił głowę tak, aby jego twarz była blisko mojej.
-
I dlatego tak cholernie cię kocham – oznajmił, a kiedy to zrobił i w sposób, w
jaki to zrobił, jego głos nie był głęboki i spokojny, ale szorstki od uczuć,
poczułam, że wstrzymałam oddech.
Nie
skończył.
–
Nie dlatego, że jesteś szalenie piękna. Nie dlatego, że jesteś kurewsko świetna
w łóżku. Nie dlatego, że podoba mi się sposób, w jaki się ubierasz, czeszesz,
wychodzisz na spacer z psem, tak jak większość kobiet poszłaby do klubu. Nie
dlatego, że mnie rozśmieszasz i nie przejmujesz się moimi bzdurami. Nie
dlatego, że chcesz uporządkować moje biuro i sprawiasz, że nawet zapiekanka z
tuńczyka smakuje spektakularnie. Z tego powodu i dlatego, że przejmujesz się
wszystkimi. Nawet tymi, którzy na to nie zasługują. Obchodzi cię to
wystarczająco, żebyś się dla nich poświęciła. Czujesz to głęboko. Dajesz
wszystko, co masz. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że masz wiele do
zaoferowania i większość z tego dajesz mnie.
Patrzyłam
w jego oczy, które płonęły w moich, czując, jak jego słowa wnikają we mnie,
wnikają głęboko, osadzają się w środku w taki sposób, że wiedziałam, że nie
tylko będę je pamiętać na zawsze, ale będę pamiętać do końca mojego życia, jak
dobrze się czułam w tym momencie.
-
Więc, jak musisz wkroczyć w to gówno – kontynuował – zrób to. To cię wkurzy i
to mnie wkurzy, ale jestem tu po to, żebyś mogła na nie ponarzekać i ja jestem
tutaj, aby podjąć decyzję, kiedy skończysz zbierać ich gówno. Więc, kochanie,
musisz wejść i wykonać pierwszy telefon. Moja rada: Chrissy. Nat i Davey są
dorośli i powinni już wiedzieć, jak sortować swoje gówno lub tarzać się w nim.
Chrissy urodziła swoje pierwsze dziecko i prawdopodobnie jest przerażona.
Nie
skinęłam głową, nie podniosłam telefonu i nie zadzwoniłam do Chrissy.
Zapytałam
- Wiesz, dlaczego cię kocham?
Intensywność
jego oczu uległa zmianie. Nie zniknęła, paliła się nadal mocno, po prostu
zmieniły się kryjące się za tym emocje.
-
Tak – odpowiedział - Bo jestem niesamowity.
–
Nie – szepnęłam - Bo jesteś wszystkim, czym powinien być mężczyzna.
Jego
palce na mojej szyi zacisnęły się mocniej, gdy wyszeptał - Jezu.
-
Po raz pierwszy w życiu słowa «kocham cię» nie są wystarczająco mocne –
powiedziałam.
Przyciągnął
mnie o cal bliżej i rozkazał - Przestań mówić, Frankie.
Nie
przestałam mówić. Musiał usłyszeć, co miałam do powiedzenia.
Nie.
On
zasłużył, żeby to usłyszeć.
-
Uratowałeś mnie. Nie tylko wtedy, gdy zostałam postrzelona. Kiedy zostałam
postrzelona, wyniosłeś mnie stamtąd i zabrałeś do miejsca, gdzie mogli mnie
naprawić, a wtedy się nie poddałeś. W zamian dałeś mi rodzinę. Pokazałeś mi, że
mogę być sobą. Dałeś mi siebie. Dałeś mi wszystko.
–
Zamknij się, Frankie.
-
Straciłam twojego brata i to mnie załamało. Gdybym kiedykolwiek straciła ciebie,
nie byłabym w stanie dalej żyć.
Usłyszałam,
jak kubek z kawą Benny’ego uderzył w blat, zanim podniósł drugą rękę, położył
ją na mojej szyi i wsunął zarówno do tyłu, jak i w moje włosy, gdy przechylił
swoje czoło, aby spoczęło na moim, a jego oczy płonęły teraz głębią uczuć, które
pozwalał mi zobaczyć.
Potem
powiedział - Francesca, nie mów takich bzdur.
Zignorowałam
go i szłam dalej - Oddychałabym. Jadłabym. Może pewnego dnia znów mogłabym się
śmiać. Ale nie żyłabym. Bez ciebie nie ma dla mnie życia.
Skończył
z mówieniem mi, żebym się zamknęła, a zrozumiałam to, kiedy przechylił głowę,
wbił palce w skórę mojej głowy, a jego usta wylądowały mocno na moich. Jego
usta się otworzyły, moje zrobiły to samo, język wsunął się do środka, a ja
mocno owinęłam go ramionami, przyciskając blisko i odchylając głowę do tyłu,
aby dać mu więcej. Aby dać mu wszystko. Wykorzystać ten pocałunek, żeby pokazać
mu, że każde moje słowo było prawdą. Żeby on to poczuł. Uwierzył w to. A wszystko
to w taki sposób, że nigdy tego nie zapomni.
Bo
na to też zasłużył.
Zajęło
mi to dużo czasu, co oznaczało, że całowaliśmy się w mojej kuchni, dopóki Gus
nie zaatakował owiniętego paska zwisającego z moich sandałów na wysokim
obcasie. Niestety zrobił to w sposób, którego nie mogłam zignorować, głównie
dlatego, że jego szczenięce zęby zaczęły wbijać się w moją kostkę.
Nadal
się trzymałam, gdy przerwałam pocałunek i spojrzałam na naszego psa. Słodkiego
szczeniaka, którego Benny dał mi na urodziny, a który wyrósł na słodkiego psa, z
którym mogliśmy spacerować, głaskać go i przytulać, który dawał nam miłość i
który prawdopodobnie pozwoli naszym dzieciom bawić się z nim, nawet jeśli
będzie doprowadzało go to do szału.
Wtedy
poczułam, że łzy zaczynają napływać mi do oczu.
Obietnica
Benny’ego. Codziennie. Wszędzie. Zawsze to było ze mną.
Podniosłam
się, potrząsnęłam stopą i powiedziałam cicho - Nie, kochanie.
Gus
nie poddał się, dopóki nie odchyliłam nogi do tyłu, żeby zabrać pasek z jego
zasięgu. W tym momencie opadł na tyłek i dysząc, spojrzał na mnie.
-
Buty są zabronione – powiedziałam mu i kiedy to zrobiłam, ręce Bena zsunęły się
z moich włosów i poszły w dół moich pleców, aby mógł mnie objąć.
Gus
dyszał jeszcze trochę, po czym wstał i poczołgał się w stronę dywanika, który
miałam przed zlewem. Chwycił się zębami i kręcąc głową na boki, warcząc na
niego, wyciągnął go z kuchni.
-
Kotku – zawołał Ben. Wzięłam głęboki oddech, żeby zapanować nad łzami i
spojrzałam na niego.
Boże,
był piękny.
Mój
Benny.
Zdjął
jedno ramię z moich ramion, aby móc ująć moją szczękę w dłoń.
–
Uratuję dywan – zaproponował – Zadzwoń do Chrissy.
Kiwnęłam
głową.
Nie
poruszył się.
Ja
też nie.
-
Dobrze się czujesz? – zapytał w końcu.
-
Lepiej, niż kiedykolwiek – odpowiedziałam.
Jego
palce wbiły się głębiej w moją skórę, zanim zażądał - Przestań być taka słodka.
Jak nie przestaniesz, będę musiał cię przelecieć na podłodze w kuchni, a potem
będziemy musieli wyjść i kupić nowy dywan.
-
Skończyłam z tym dywanikiem – powiedziałam mu. Następnie, aby wyrwać nas z tego
słodkiego i ciężkiego, ponieważ oboje tego potrzebowaliśmy, przekazałam
informację - Skończyłam też z twoim dywanikiem kuchennym. Kiedy się wprowadzę,
otrzymamy cały nowy sprzęt kuchenny – ręczniki, dywaniki, uchwyty do garnków.
Oznacza to, że kupię je po pomalowaniu go na żółto maślany i ułożeniu nowych
płytek. Tylna ściana i podłoga.
Jego
dłoń rozluźniła się, podobnie jak wyraz twarzy, a usta uniosły się w górę -
Robię to wszystko?
-
Masz linoleum – przypomniałam mu.
-
Masz problem z linoleum?
Czy
był szalony?
-
Uh… Tak.
Koniuszek
jego wargi wykrzywił się w uśmieszku - Więc moje maleństwo dostanie nowe
płytki. Ale nawet jeśli ten dywanik zostanie zutylizowany, Gus nie musi tego
robić, zjadając go.
Skinęłam
głową i zauważyłam - Mamy tyle na głowie, że wizyta u weterynarza wytrąciłaby
nas z równowagi.
–
Tak – zgodził się Benny.
Dałam
mu się uścisnąć - Okej, weź Gusa. Ja zadzwonię do Chrissy.
Skinął
głową, po czym pochylił ją, a ja wstrzymałam oddech na to cudowne uczucie, kiedy
Benny muskał swoim nosem czubek mojego nosa, zanim odwzajemnił mój uścisk i
puścił mnie.
Postanowiłam
wypić wzmacniający łyk kawy, zanim zadzwoniłabym do Chrissy. Dało mi to również
możliwość obserwowania Bena wychodzącego z kuchni.
Potem
nachyliłam się nad blatem i patrzyłam, jak przeciągał się z Gusem w walce o
dywan.
Ben
wygrał.
Choć
nie było to zaskakujące, Gus poczuł, że nagrodę pocieszenia będzie atak na brzeg
dżinsów Benny’ego, gdy wracał do kuchni z moim dywanikiem. To było urocze. To
było słodsze, gdy Ben pochylił się, złapał Gusa, podniósł go i trzymał, psi nos
do nosa gorącego faceta.
-
Żadnych dywaników. Żadnych dżinsów. Masz zabawki do żucia, kolego – powiedział
psu, po czym dodał - Chodźmy po jedną.
Następnie
wziął szczeniaka pod pachę i wyszedł. Patrzyłam, jak tyłek Bena się poruszał,
na przemian z tym, jak tyłek Gusa kołysał się wraz z machającym ogonem, a
obserwowałem to, dopóki nie zniknęli w głębi korytarza.
To
był dobry show i miła chwila wytchnienia.
Ale
byłam sobą.
Nie
mogłam dłużej zwlekać. Miałam bliskich, których życie musiałam uporządkować.
Odłożyłam
więc kubek, chwyciłam telefon i znalazłam numer Chrissy.
*****
–
Myślałam, że jestem martwa dla ciebie.
To
było powitanie Nat.
Oczywiście
byłam przy drugiej rozmowie.
Ku
mojemu zdziwieniu, pierwsza poszła świetnie.
Tata
skończył z Chrissy prawdopodobnie tylko dlatego, że Chrissy skończyła z tatą.
Podczas
rozmowy oświadczyła - Po moim trupie sprzeda ten dom, zanim się wyprowadzę.
Odebrałam
to w ten sposób, że sprzeda go po swoim trupie, bo jeśli spróbuje tego gówna,
ona go zabije.
Dowiedziałam
się, że Chrissy nie jest popychadłem. Była mądra i nawet jeśli zakochała się w
niewłaściwym facecie, była młodą mamą, która kochała swoje dziecko, więc miała
jasne priorytety.
–
W każdym razie, Frankie, zajmuję się włosami. Znalezienie pracy przy układaniu
włosów nie jest trudne – powiedziała mi – A wszystkie moje klientki nie mogą
się doczekać, aż wrócę. To znaczy nie chciałam tak szybko wracać do pracy, ale…
nieważne. A moja mama będzie pilnować Evy. Mama nie była wielką fanką Enzo, ale
uwielbia Evę. Fajnie, że zadzwoniłaś, żeby się zameldować, ale wszystko będzie
dobrze.
Nawiasem
mówiąc, Eva była Domino. Tata pierwszy dotarł do aktu urodzenia i nadał jej
imię, jakie chciał, zamiast imienia, które podała mu Chrissy w sposób, który,
jak mi powiedziała, nie mógł zostać błędnie zinterpretowany i za cholerę nie było
mowy, żeby dałaby swojej córce imię Domino.
Nie
był to początek ich końca, ale z pewnością (i nie jest to zaskakujące) miało na
to wpływ.
Drugie
imię mojej młodszej siostry brzmiało Eva, tak ją nazywała Chrissy i chciała,
żeby tak ją nazywali inni.
Imię
Eva było bardzo ładne, ale, co dziwne, polubiłam Minnie.
Nie
powiedziałam tego Chrissy.
Po
prostu w milczeniu zachwycałam się jej poczuciem wspólnoty, kiedy mówiłam, że
jestem przy niej najlepiej, jak potrafię, kiedy mieszkam w miasteczku, ale będę
w pobliżu częściej, aby pomóc, kiedy wrócę do Chicago.
Podziękowała
mi, kazała przyjechać i spotkać się z Evą, kiedy wrócę do domu, i obiecała, że
wyśle mi zdjęcia mojej nowej siostry. Kiedy się rozłączyliśmy, w ciągu około
nanosekundy dotrzymała słowa i wysłała mi piętnaście SMS-ów.
Piętnaście.
Eva
była urocza.
Nawet
Benny tak myślał.
Łatwe
za mną, trudne do przejścia.
I
po takim powitaniu mojej siostry zdałam sobie sprawę, że powinnam była wzmocnić
się kolejnym pączkiem (lub dwoma), zanim zabrałam się za trudniejsze rzeczy.
-
Nat… - zaczęłam, ale przerwano mi.
-
Mam dość gówna krążącego wokół mnie, twoje nie jest mi potrzebne.
-
Proszę posłuchaj mnie.
–
Uderzył mnie – warknęła.
Musiałam
przyznać, że nie podobało mi się to, tak samo jak musiałam przyznać, znając
Nat, że prawdopodobnie nie dała mu wyboru.
Potrzebując
dawki niego, spojrzałam przez blat w stronę, gdzie Benny wylegiwał się na
kanapie z nogami na stoliku do kawy, włączonym telewizorem i nastawiony na grę,
ale jego oczy były skierowane na mnie.
I
tym razem poczułam się uspokojona.
-
Cat powiedziała mi, że uderzyłaś go talerzem – powiedziałam do Nat.
-
To nie był talerz. To był wazon. I zasłużył na to gówno.
Boże.
Moja siostra.
Pokręciłam
głową i spojrzałam na ladę, pytając - Zasłużył na to, bo go zdradziłaś i on w
końcu z tobą skończył?
-
Okej, której części tego, że nie potrzebuję twojego gówna, nie zrozumiałaś? –
zapytała ostro.
–
Czy przyszło ci do głowy, że uniemożliwiasz mi dyskusję z tobą na ten temat, bo
nie chcesz, żebym trzymała to lustro przed twoją twarzą?
-
A co takiego, o mądra Frankie, myślisz, że każesz mi w nim zobaczyć? - odparła
pyszałkowato.
Przyzwyczaiłam
się do pyszałkowatości Nat i nauczyłam się to ignorować, oddawać lub wkraczać w
inny sposób.
Było
to dla mnie na tyle ważne, że znalazłam inny sposób.
Więc
kiedy odpowiedziałam, zrobiłam to po cichu.
-
Wizerunek kobiety zakochanej w mężczyźnie, którego skrzywdziła.
Nat
nie odpowiedziała.
Kontynuowałam.
-
Davey jest dobrym człowiekiem i cię kocha. On na to nie zasługuje, Nat. I choć
tak popieprzone było to, jak nas wychowano, wiem, że gdzieś w głębi ciebie,
przynajmniej to wiesz.
–
Więc on może mnie uderzyć? - zapytała.
-
Czy odleciał i zrobił to, żeby cię skrzywdzić, czy zrobił to, bo nie miał
wyboru?
-
Czy to ma znaczenie?
-
Cóż, jeśli żyjesz w czerni i bieli, nie. To nie ma znaczenia. Ale jeśli uderzyłaś
go w głowę wazonem i wywołałaś wstrząśnienie mózgu, to nie odpuściłby i
straciłby całe opanowanie, jak wiem, że mógł stracić, jeśli zrobił to w
samoobronie, to jest dość szare. Więc nie. Nie powinien cię uderzyć. Ale jeśli
go atakujesz, a on nie ma innego wyjścia, jak tylko przyjąć to i zadać dalsze
obrażenia lub użyć siły fizycznej, aby cię od niego odciągnąć, szkoda to mówić,
ale może.
Moja
siostra nie odpowiedziała.
Więc
naciskałam - Czy miał wybór?
Ona
milczała.
-
Natalia, czy on miał wybór?
-
Nigdy nie myślałam, że Davey mnie uderzy.
Zatrzymałam
się, słuchając jej słów i sposobu, w jaki je wypowiedziała. Wszystko zamarło oprócz
mojej głowy, którą podniosłam, i skierowałam wzrok na Benny’ego, który wciąż
mnie obserwował.
Po
jej głosie mogłam poznać, że została zraniona, prawdopodobnie nie fizycznie,
ale emocjonalnie.
Nat
nie okazywała zbyt wielu emocji. Była Ninette razy tysiąc. Jedynym, czego
chciała, było to czego chciała, i nic tego nie mogło odwlec. Nie oznaczało to
jednak, że nie miała emocji. Oznaczało to po prostu, że dawno temu nauczyła się
ich nie okazywać.
Współczułam
mojej siostrze. To była jej konsekwencja bycia samolubną i głupią, ale
wiedziałam, że na swój sposób kochała Davey’a. A będąc Nat, zakręconą w sobie i
potrzebny byłby cud, żeby zobaczyła coś więcej ponad to i swoją rolę w tym
popierdolonym scenariuszu.
Musiałam
zmusić usta do ruchu, kiedy powiedziałam - Nat, Słonko, proszę, proszę, posłuchaj. Cat i Art wyszli na prostą. Długo są
trzeźwi. Współpracują z doradcą małżeńskim, aby nabrać sił, zanim zrobią
dziecko. Ja mam Benny’ego i jestem szczęśliwa. Jest dla mnie dobry i robi dla
mnie dobrze. Nauczyłam się nie szukać taty, a Cat nauczyła się nie zachowywać
jak mama. Obie jesteśmy szczęśliwe. Teraz ty musisz się tego nauczyć. Ogarnij
się. To nie było w porządku, co zrobiłaś Davey’owi. To, co wydarzyło się
wczoraj wieczorem z Davey’em, naprawdę
nie jest w porządku.
–
Nieważne, co powiesz, Frankie, nie ma usprawiedliwienia, żeby twój facet cię
bił.
-
A istnieje usprawiedliwienie dla bicia go przez kobietę? - odpaliłam.
Nie
odpowiedziała.
-
Okej, wiem, że znasz odpowiedź na to pytanie: zdecydowane nie. A teraz powiedz
mi tak: czy żona mężczyzny może go zdradzać? - Zapytałam.
-
To jest gówno, jakie na mnie rzucasz, Frankie – odpowiedziała.
-
To gówno, którego potrzebujesz, Nat – odpowiedziałam.
-
Nie, bo widzisz, jego pieprzona matka wpieprza się w moje gówno, Ninette jest w
swoich gównach, a telefon nie przestaje, kurwa, dzwonić. Muszę dzisiaj pracować
i nie potrzebuję więcej kłopotów. Jesteś uciążliwa. Więc się mylisz. Nie
potrzebuję twojego gówna, bo moje życie jest teraz cholernie gówniane i nie
pozwolę ci uczynić go większym.
Otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć, ale martwa cisza przez telefon, jaką usłyszałam, nie
mogła być niczym innym jak tylko tym, że się ze mną rozłączyła. Mimo to
zawołałam „Nat?” Ale nie było tam nic.
Zamknęłam
oczy, odłożyłam telefon od ucha i zobaczyłam, że połączenie zostało zakończone.
Spojrzałam
ponownie na Benny’ego – Rozłączyła się.
-
Zła odpowiedź brzmi «dobrze», ale tylko taką mam, kotku.
-
Nie wiem, co dalej robić – powiedziałam mu.
-
Nic – powiedział mi - Próbowałaś. Dałaś jej mądrość, Francesca. To gówno, które
powiedziałaś, było strzałem w dziesiątkę. Nie słuchała. Zrobiłaś, co mogłaś,
ale ona chce tarzać się w swoich gównach. Ciężka część zaczyna się dla ciebie
teraz, bo musisz jej na to pozwolić.
-
Ninette z nią mieszka i to niczego nie polepszy – przypomniałam mu.
-
Kolejna konsekwencja. Wpuściła mamę, więc sobie radzi.
-
Może powinnam zadzwonić do mamy i…
Benny
przerwał mi, dodając - Nawet o tym nie myśl.
Zamknęłam
usta. Najwyraźniej w Ninette Benny wyznaczył granicę mojej rodzinie, która
„wcinała się w moje życie”.
–
Chodź tutaj – rozkazał.
-
Potrzebuję pączka.
-
Racja. Weź jeden. Przynieś mi jeden. I rusz tu swój tyłek.
Stałam
w kuchni na obcasach, co robiłam już od jakiegoś czasu, więc potrzebowałam
przerwy. To był jedyny powód, dla którego nie nagadałam mu. Zamiast tego
chwyciłem pudło z piekarni i weszłam do salonu.
Ben
wziął ode mnie pudełko, rzucił je na stolik do kawy, a Gus natychmiast się nim
zajął. Na szczęście był za malutki i niezdarny, żeby podskoczyć i sięgnąć po
pączka (albo całe pudełko). Niestety, nie poddał się. Nie chciałam, żeby zrobił
sobie krzywdę, więc pochyliłam się nad nogami Benny’ego, żeby go chwycić.
Położyłam
ręce na Gus’ie tak samo, jak Ben na mnie. Przyciągnęłam Gusa do piersi. Benny
pociągnął mój tyłek na swoje kolana.
Gus
polizał moją szczękę, po czym rzucił się na Benny’ego.
Ben
trzymał psa jednym ramieniem, drugim trzymał swoją kobietę i pochwycił mój
wzrok.
-
Chrissy i Eva czują się dobrze. Twoja młodsza siostra nie ma śmiesznego
imienia, wisienka na torcie. Twoja druga siostra to wariatka, nic dziwnego.
Zatem skoro Eva nazywa się Eva, w tym bałaganie nie wygrasz pięciuset. Myślę że
siedemset pięćdziesiąt. Nie jest to zły wynik.
Podniosłam
rękę, żeby podrapać tyłek Gusa i ułożyłam się głębiej na kolanach Benny’ego,
zauważając - Eva będąc Evą to zdecydowanie dobra wiadomość.
Gus
rzucił się na kanapę, po czym opadł bokiem na poduszkę i zaczął się myć. Benny
objął mnie ramionami i przyciągnął bliżej.
–
Zadzwonisz do taty? - zapytał.
-
I co mam mu powiedzieć? Jesteś dupkiem? - zapytałam w odpowiedzi.
Ben
uśmiechnął się.
Potrząsnęłam
głową i udzieliłam mu prawdziwej odpowiedzi - Nie. Nie mam mu nic do
powiedzenia, a nawet gdybym miała, on jest mniej skłonny mnie słuchać niż Nat. To
i tak nie ma znaczenia. Chrissy jest wojowniczką. Jeśli on nie będzie w
porządku z Evą finansowo, ona to załatwi.
Jego
ramiona mnie uścisnęły - To moja Frankie.
Nie
odpowiedziałam, bo byłam jego Frankie, a poza tym podobały mi się jego słowa i
uścisk jego ramienia na tyle, że pochłonęło to całą moją uwagę.
–
Więc skończyłeś zajmować się swoją walącą się rodziną? - zapytał.
Uśmiechnęłam
się - Mam dość zajmowania się moją walącą się rodziną… - Zrobiłam pauzę, po
czym dokończyłam zastrzeżeniem, które już znał - Na dzisiaj.
To
wywołało kolejny uśmiech Benny’ego, zanim powiedział - Racja. Następny w
kolejce wybór: obejrzymy mecz lub całujemy się na kanapie, a potem obejrzymy
mecz.
Tak
naprawdę nie był to wybór.
Podeszłam
bliżej i zarzuciłam mu ręce na ramiona - Całujemy się na kanapie, a potem
obejrzymy mecz.
Jego
wzrok opadł na moje usta i wymamrotał - Podoba mi się sposób twojego myślenia.
Nadeszła
moja kolej na uśmiech.
Ben
wsunął dłoń w moje włosy i przyciągnął moje usta do swoich.
Potem
przekręcił się i przesunął tak, że byłam plecami do kanapy, był na mnie, a jego
język znajdował się w moich ustach.
Usłyszałem,
że mój telefon zaczął dzwonić.
Żadne
z nas nie przerwało pocałunku. Oboje to zignorowaliśmy.
Jakiś
czas później, po całowaniu się, a następnie obejrzeniu meczu, poszłam do
kuchni, aby zrobić sobie i mojemu mężczyźnie kanapkę na lunch.
Zanim
to zrobiłam, sprawdziłam pocztę głosową.
Kiedy
to zrobiłam, dowiedziałam się radosnej nowiny, że moja siostra spodziewa się
dziecka.
Wreszcie.
Przyniosłam
nasze kanapki do salonu i cieszyłam się uśmiechem Bena, kiedy wyciągałam siedem
torebek chipsów, kilka piw i słoik marynat. Potem zadzwoniłam do Cat, żeby to
uczcić i opowiedzieć jej o wariatach w naszej rodzinie. Potem powiedziałam jej,
że miałam dość, ona nie zamierzała się w to wtrącać i odtąd oni muszą sami zająć
się swoimi sprawami.
Jej
odpowiedź:
-
Wreszcie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń