Rozdział
25
Obietnica (cz.1)
- Nie wychodź z biura przez cały dzień – nakazał Ben, gdy następnego ranka odwoził mnie do pracy, mówiąc mi w ten sposób coś, o czym już rozmawialiśmy, a on był apodyktyczny przez cały czas, gdy przygotowywałam się do pracy – Będę w lobby w południe, żeby zabrać cię na lunch. Nie pracujesz do późna. Będę pod drzwiami wejściowymi i będę na ciebie czekać o piątej. Będę w kontakcie ze Starkiem. Jeśli nie wbiją gwoździ do trumny, jutro zrobimy tak samo.
-
Okej, Benny – odpowiedziałam, wiedząc, że muszę być posłuszna i nie kłapać mu dziobem,
biorąc pod uwagę, że obudził się wzburzony. A zrobienie mi mocnego, szorstkiego
porannego szybkiego numerka nie złagodziło tego. Wiedziałam to, kiedy zabrał ze
sobą broń do samochodu i włożył ją do schowka na rękawiczki, zanim
wyruszyliśmy, aby móc zabrać mnie do pracy.
-
Nos w dół, pracujesz. Nawet nie patrz na Biermana, jeśli nie musisz – Ben
ciągnął dalej, jakbym się nie odezwała.
-
Dobrze kochanie.
Benny
zamilkł.
Spojrzałam
w jego stronę.
–
Wszystko w porządku? – zapytałam cicho.
Spojrzał
na mnie, potem z powrotem na drogę, po czym wymamrotał - Obudziłem się z
gównianym uczuciem.
Wspaniale.
–
Wszystko będzie dobrze – zapewniłam go, mając nadzieję, że mam rację.
Nie
odpowiedział szybko, a kiedy to zrobił, powiedział tylko „Tak”. Ale mogłam
powiedzieć, że nie miał tego na myśli.
Nic
więcej nie powiedziałam. Po prostu wyciągnęłam rękę i ścisnęłam jego udo. Kiedy
chciałam się odsunąć, chwycił moją dłoń, splótł swoje palce z moimi i przyłożył
ją do swojego uda.
Wreszcie
miałam dobre życie i egoizmem byłoby chcieć więcej, ale nie byłoby do niczego,
gdybym mogła codziennie jeździć do pracy z Bennym Bianchi trzymającym mnie za
rękę.
Przez
resztę drogi oboje siedzieliśmy pogrążeni w myślach i milczeliśmy, dopóki Ben
nie podjechał przed Wyler Pharmaceuticals. Puścił mnie, żeby zaparkować swojego
auta.
Odwróciłam
się do niego i zobaczyłam, że był już zwrócony w moją stronę.
Ubiegł
mnie, kiedy powiedział - Kocham cię, Frankie.
Uśmiechnęłam
się do niego, nachyliłam się w jego stronę i dotknęłam jego ust swoimi ustami,
po czym odsunęłam się o pół cala i odpowiedziałam - Odwzajemniam miłość, Benny.
Jego
uśmiech nie sięgał jego oczu, więc podniosłam rękę i dotknęłam jego twarzy, po
czym powiedziałam - Do zobaczenia na lunchu.
-
Tak.
-
Baw się dobrze z Gusem.
Potrząsnął
głową, ale uśmiech zaczął przeciekać mu do oczu, gdy odpowiedział: „Będę”.
–
Zadzwonisz do Cala? – zapytałam, myśląc, że spędzenie czasu z Calem, który wrócił
z miesiąca miodowego, będzie dla niego dobrym sposobem na oderwanie się od
spraw.
-
Nie. Jak dowie się, że tu jestem, będzie się zastanawiał, dlaczego ta wizyta
się przedłuża i będzie się martwił. Po zakończeniu możemy mu powiedzieć, co się
stało.
Skinęłam
głową, doświadczając większej wspaniałości ze strony Benny’ego, że nie chciał
martwić Cala, który nie był typem człowieka, który się martwił. Był typem
człowieka, który zamiast się martwić, podjąłby działanie, a Stark miał to pod
kontrolą. Cal jako nowy tata i nowy mąż nie musiał się w to angażować.
-
Później – powiedziałam.
-
Miłego dnia, kochanie – odpowiedział Ben.
Posłałam
mu kolejny uśmiech, odsunęłam rękę od jego twarzy, chwyciłam torbę z komputerem
i wysiadłam z samochodu.
Zanim
weszłam do budynku, pomachałam do Benny’ego i zobaczyłam, że on i jego SUV nie
przesunęli się ani o cal do przodu, by przygotować się do wyjazdu. Wiedziałam,
że nie pojedzie, dopóki nie wejdę do środka.
Mój
Benny.
Weszłam
do środka i skierowałam się do wind, po drodze uśmiechając się do
recepcjonistki. Przy windach wyjrzałam na zewnątrz i zobaczyłam odjeżdżające auto
Benny’ego.
Winda
zjechała i otworzyła się. Weszłam do niej z trzema innymi osobami, jednak
pomyślałam, że tylko ja wcześniej wzięłam głęboki oddech.
Kiedy
dotarłam na swoje piętro, idąc do swojego biura, przeprowadziłam rekonesans
przez okna innych.
Clancy’ego
Barrowa tam nie było, ale z drugiej strony nigdy go nie było. Często
podróżował, rzekomo w interesach, ale plotka głosiła, że dużo grał w golfa i miał
ścisły harmonogram podróży służbowych do miejsc, gdzie znajdują się najlepsze
pola golfowe.
Travis
Berger był w swoim biurze.
Podobnie
było z Randy’m Bierman’em.
Mojego
szefa nie było i Heatha nie było. Heath się nie zgłosił w piątek rezygnacji i
zastanawiałam się, czy zrobi to dzisiaj. Mimo że był kutasem, miałam nadzieję,
że Stark wszystko uporządkuje, więc jego rezygnacja trwałaby tylko dwadzieścia
cztery godziny. Firmę czekało poważne załamanie. Potrzebowaliśmy jak
największej stabilności, która by to zapewniła. Heath może i był kutasem, ale
był dobry w swojej pracy.
Usadowiłam
się na swój dzień, włączając komputer i sprawdzając pocztę głosową. Niedługo
potem zobaczyłam, jak Lloyd wysiadł z windy, a niedługo potem wszedł Heath.
Zajrzał
prosto do mojego biura i wyraz jego twarzy przypominał człowieka, który właśnie
ssał cytrynę.
Odebrałam
to jako sygnał, że zamierzał zrezygnować.
Cóż,
przynajmniej Sandy nie zostałaby wrzucona pod autobus. To była jedna dobra
rzecz.
Miałam
nadzieję, że nadejdzie więcej dobrego.
Sandy
nie przyszła dwie minuty później za Heathem. Biura i biurka się zapełniły i
Tandy weszła przed Sandy.
Poważnie
niezbyt dobra w tym gównie z ukrywaniem się, Tandy spojrzała prosto na mnie i
szeroko pomachała, a jej twarz była mieszaniną przerażenia i podekscytowania.
Nie
podeszła do swojego biurka. Podeszła prosto do moich drzwi i zawołała z
większym podekscytowaniem, niż potrzebowały jej słowa - Hej, Frankie! Mam
nadzieję, że miałaś udany weekend.
Uśmiechnęłam
się do niej – Miałam dobry weekend, kotku.
Rozszerzyła
na mnie oczy - Ja też! Teraz moja kolej na latte. Chcesz iść ze mną?
Wyjrzałam
przez okno na biuro, potem z powrotem na nią i powiedziałam cicho - Może powinnyśmy
dzisiaj trzymać się blisko naszych biurek, kochanie. Benny przyjdzie w południe
i zabierze mnie na lunch. Możesz iść z nami, a ja postawię ci latte w drodze
powrotnej do pracy.
-
Och, racja, dobry pomysł – wymamrotała, a potem jaśniej - Tak jest!
Najwyraźniej
poczuła ulgę z powodu zaangażowania Nightingale’a.
Podskoczyła
do swojego biurka i kilka minut później zobaczyłam, jak Sandy wsunęła się do
biura.
Nie
wyglądała tak dobrze. Była blada, wyczerpana i pobita.
Nie
patrzyła też na nikogo, kiedy przechodziła między biurkami, żeby dostać się do
swojego. Z pewnością nie podeszła do drzwi Heatha, żeby życzyć mu
podekscytowanego „dzień dobry”.
Prawdopodobnie
Heath to zakończył. I oczywiście Sandy uważała, że było między nimi więcej, niż
było.
Biedna
Sandy.
Gdy
już usiadła przy biurku, ja zabrałam się do pracy, postanawiając rzucić się w
wir pracy, chcąc przyśpieszyć dzień. To nieudane przedsięwzięcie zajęło mi dwie
minuty, kiedy zadzwonił mój telefon.
Numer,
który się pojawił, miał numer kierunkowy trzy-zero-trzy.
Denver.
Podniosłam
go i przywitałam się - Frankie Concetti.
-
Mała. Oczy w górę. Lewy róg twojego biura, nad oknami – odpowiedział głęboki
głos, który znałam.
Spojrzałam
w górę i nic nie zobaczyłam, więc zmrużyłam oczy, żeby spojrzeć uważniej i
wtedy zobaczyłam maleńkie czerwone światło.
-
Uśmiech. Jesteś w ukrytej kamerze – powiedział mi do ucha Luke Stark.
O
kurczę. Jak dostał się tu, by zainstalować kamery? Obiekt był objęty ochroną.
-
Wszystko się kończy, Frankie – kontynuował Stark - Trzymaj się swojego piętra.
Mamy na oku ciebie i twoją załogę. Obserwujemy także Furlocka. Mam za sobą
lokalne talenty, które są w gotowości na wypadek, gdyby coś się wydarzyło, a
tak się nie stanie, więc nie pozwól, żeby cię to przeraziło. To tylko środki
ostrożności.
-
Ich… okej - odpowiedziałam.
-
Zespół sprawdził, co było na dyskach. To jest dobre. Koła są w ruchu. Bianchi
zadzwonił i przedstawił twój plan dnia. Trzymaj się tego.
-
Tandy idzie z nami na lunch – poinformowałam go.
-
Dobrze – odpowiedział - Asystent Travisa Bergera ma zamiar zaplanować dla niego
pilne spotkanie dziś wieczorem o szóstej. Zadzwonimy do Ciebie po zakończeniu
tej czynności. Zgadzasz się?
Spojrzałam
na ekran komputera i wymamrotałam - Mhm.
-
Racja. Bądź grzeczna – powiedział na pożegnanie, a ja nie miałam szansy
odpowiedzieć czymś dowcipnym czy bezczelnym, bo się rozłączył.
Ledwie
odłożyłam telefon na biurko, zobaczyłam Heatha z białą kopertą w dłoni,
wychodzącego z biura i wpatrującego się w swoje buty.
Spojrzałam
na Sandy, która nawet nie spojrzała w jego stronę. Potem nie chciałam, ale nie
mogłam się powstrzymać, mój wzrok szybko powędrował do biura Biermana.
Obserwował
Heatha z zadowolonym wyrazem twarzy.
Coś
w tym sprawiło, że nagle poczułam się uszczęśliwiona.
Jeśli
był zadowolony z Heatha, to nie miał pojęcia, co go czekało.
I
to było niesamowite.
Mój
wzrok wrócił do Heatha i patrzyłam, jak podniósł wzrok. Kiedy to zrobił, jego
wzrok przykuł coś, co sprawiło, że zamarł.
Spojrzałam
w tamtą stronę i zobaczyłam Lloyda zmierzającego do mojego biura.
Uśmiechnął
się do mojej asystentki i powiedział - Dzień dobry, Tandy - mijając ją i podchodząc
do moich drzwi, gdzie się zatrzymał - Hej, Frankie. Dobry weekend? – zapytał.
–
Tak, a twój?
–
Tak, Frankie. Dziękuję - Przechylił głowę na bok – Masz chwilę, żeby usiąść ze
mną i Travisem?
Travis
i on. Większy szef, mój szef i ja?
To
była niespodzianka i sporo czasu zajęło mi powstrzymanie wzroku od skierowania
wzroku na kamerę.
-
Jasne – odpowiedziałam, odjeżdżając fotelem i chwytając komórkę.
-
Nie ma się czym martwić – powiedział Lloyd - Travis i ja chcemy tylko
porozmawiać z tobą o twoich planach przeprowadzki do Chicago.
To
było to. Podjęli decyzję.
Miałam
nadzieję, że to dobra wiadomość drugiej części dnia, ale cokolwiek to było,
było to ważna odpowiedź na pytanie dotyczące mojej przyszłości, na którą
potrzebowałam uzyskać.
Skinęłam
głową Lloydowi, a on zszedł mi z drogi, abym mogła go wyprzedzić.
-
Spotykamy się w biurze Travisa – powiedział mi, dotrzymując mi kroku.
-
Lloyd – zawołał Heath, a Lloyd i ja spojrzeliśmy w jego stronę. – Po rozmowie z
Frankie, masz chwilę?
-
Oczywiście, Heath. Z Frankie nie powinno zająć dużo czasu – odpowiedział Lloyd.
Heath
skinął głową i unikając wzroku Sandy, wrócił do swojego biura.
Poszłam
z Lloydem do biura Travisa.
Wchodząc,
zobaczyłam, że Travis Berger był człowiekiem, który nie musiał udowadniać, jaki
jest zajęty i ważny. Kiedy podeszliśmy, nie rozmawiał przez telefon, nie
korzystał z komputera, nie czytał akt ani nie pisał notatek. Obserwował nas,
jego wzrok był skierowany na mnie, a twarz była pusta. Było w tym coś, co
sprawiło, że zaczęłam go bardziej szanować. Potrzebował mojego czasu i w jakiś
sposób, obserwując, jak przychodzę do jego biura na zaimprowizowane spotkanie,
dał mi do zrozumienia, że to spotkanie jest ważne, że ja jestem ważna i chciał,
żebym miała całą jego uwagę.
Wymieniono
pozdrowienia. Zaproponowano miejsce. Zajęłam je. Lloyd usiadł w fotelu obok
mnie przed biurkiem Travisa, po czym Travis zapytał - Chcesz, żeby Penny
zrobiła ci kawę?
Nie
byłam jeszcze dzisiaj przy dzbanku i przydałby mi się kubek kawy, ale i tak
pokręciłam głową, że nie.
Travis
odchylił się do tyłu, splótł palce i przyłożył je do płaskiego brzucha.
Jego
wzrok nie powędrował na Lloyda. Pozostał na mnie.
Potem
zaczął mówić.
-
Lloyd powiedział mi, że coś dzieje się w twoim życiu, a to oznacza, że chcesz
wrócić do Chicago.
Skinęłam
głową i potwierdziłam - Tak.
Przyglądał
mi się przez chwilę, a jego głos był cichszy, kiedy powiedział – Nasza decyzja
o zatrudnieniu cię była doskonała i w żaden sposób tego nie żałowaliśmy, nawet
po tym, jak zwlekałaś z rozpoczęciem współpracy.
Nie
sądziłam, że przypomnienie tego dobrze wróży.
Kontynuował.
-
Twój przełożony cię szanuje. Personel cię lubi. Twoi przedstawiciele pracują
dla ciebie. Jednak nawet jeśli naszą polityką jest umożliwienie pracownikom
pracy w domu i wykonywanie jej regularnie, nie jest naszą polityką pozwalanie
pracownikom na pracę w zdalnych biurach.
Złe
wieści.
Cholera.
–
Oczywiście – powiedziałam cicho.
-
Sam widziałem twoje wyniki, Frankie, i Lloyd bardzo dobrze się o tobie
wypowiada – ciągnął Travis - Byłoby nam przykro, gdybyśmy cię stracili. Czy
jest szansa, że twoja druga połówka przeniesie się do Indy?
-
Prowadzi rodzinną pizzerię. Jest drugim pokoleniem. Biznes działa od
czterdziestu lat - Kiedy zobaczyłam, jak znudzenie wkrada się w twarz Bergera,
gdy opowiadałam mu rzeczy, które go w ogóle nie obchodziły, doszłam do sedna - Mówię,
że nie. Biznes rodzinny jest ważny i nie prosiłabym go o taki ruch.
Berger
skinął głową, po czym stwierdził - W tym momencie czuję potrzebę podkreślenia,
że w Wyler istnieje wiele możliwości, Frankie. Zwłaszcza dla doskonałych
wykonawców. Trzydzieści pięć procent naszej kadry kierowniczej i zarządzającej
to kobiety. Oczywiście to nie moja sprawa, ale na moim stanowisku częścią mojej
pracy jest zatrzymanie talentów i utrzymanie doskonałego zespołu w
nienaruszonym stanie, a czasami aby to osiągnąć, muszę przyjąć stanowisko
doradcy. Na tym stanowisku nie chciałbym widzieć, jak marnujesz te możliwości,
ponieważ druga połówka nie rozumie, jak ważna jest twoja kariera.
Gapiłam
się na niego, potem spojrzałam na jego dłoń i zobaczyłam jego obrączkę. Nie
była szeroka i błyszcząca.
Widząc
to, pomyślałam, biorąc pod uwagę te wszystkie razy, kiedy przychodziłam przed
ósmą, a on już tam był, wyglądając, jakby był tam już od jakiegoś czasu, a
innym razem wychodziłam po szóstej, a on nadal tam był, wyglądając, jakby nie
był nawet bliski odejścia, co myślała jego żona o tym, że przedkładał karierę
nad „drugą połówkę”.
Z
drugiej strony niewątpliwie zarabiał sześciocyfrowe kwoty, więc może czuła się
lepiej, gdy jej męża nie było w pobliżu, kiedy wychodziła i kupowała całe stosy
butów.
-
Zamierzam spędzić z nim resztę życia – odpowiedziałam, chociaż to nie była jego
sprawa. Dla pewności dodałam - Właśnie otrzymałam wiadomość, że moja siostra
spodziewa się dziecka. Jest w Chicago. Moja rodzina się powiększa i planuję
założyć własną rodzinę z Bennym. Nie mogę być tam dla mojej siostry ani robić
tego z Bennym w Indy. Przynajmniej nie jest to łatwe.
Przez
chwilę wyglądał na zdezorientowanego, jakby bycie przy mojej siostrze lub bycie
blisko mojej „drugiej połówki” w celu budowania wspólnego życia było dla niego
obce i nagle zrobiło mi się szkoda jego nieznanej żony.
Następnie
stwierdził - Życie nie jest łatwe, Frankie.
-
Z całym szacunkiem, Travis, doszłam do siebie po ranie postrzałowej. Wiem to.
Między innymi dzięki temu też wiem, co jest ważne.
Studiował
mnie i robił to przez chwilę.
Następnie
spojrzał na Lloyda i zapytał - Lloyd, możesz dać nam minutkę?
Spojrzałam
w stronę Lloyda i zobaczyłam, że nie chciał dać nam ani minutki. Chronił swój
personel. Ale to był wiceprezes wykonawczy. Nie miał wyboru.
Skinął
głową i powiedział - Oczywiście.
Wstał
z fotela, po czym posłał mi pełne zrozumienia spojrzenie i mały uśmiech, a potem
wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Spojrzałam
ponownie na Bergera, a on natychmiast zaczął mówić.
-
Szanuję twoją decyzję, Frankie - Ale powiedział to tak, jakby wcale jej nie
szanował i nagle zaczęłam się zastanawiać, czy ja go szanuję. Jasne, w pracy
był świetny, ale życie to nie praca. Nawet nie blisko - Jeśli uznasz, że chwile,
w których możemy ci pozwolić na pracę w Chicago, są niewystarczające i będziesz
musiała nas opuścić, będzie to cios, ale kobieta musi zrobić to, co kobieta
musi zrobić.
Niezbyt
podobało mi się jego powiedzenie „kobieta musi robić to, co kobieta musi
robić”, jak gdyby tylko kobiety podejmowały takie decyzje, ale zignorowałam to
i po prostu nie spuszczałam z niego wzroku.
Nagle
jego postawa się zmieniła i nie podobało mi się to, ale tylko dlatego, że nie
mogłam jej rozszyfrować. Zazwyczaj nie był facetem łatwym do odczytania. Ale
teraz wydawał się nieprzenikniony.
-
Teraz, kiedy ta rozmowa się skończyła i jesteśmy tu sami, czy jest coś, co
musisz mi powiedzieć?
Zamrugałam,
nie rozumiejąc, co miałam mu powiedzieć. To znaczy, mogłam mu powiedzieć wiele
rzeczy: Heath był szantażowany; dyrektor generalny i jego dyrektor ds. badań i
rozwoju zabijali ludzi i organizowali wypadki zmieniające ich życie. Ale to nie
ja miałam dzielić się tymi kąskami.
-
Uch… - zaczęłam.
Pochylił
się w moją stronę, rozplótł palce i położył jedną rękę na biurku, nie odrywając
wzroku od moich.
–
Jeśli jest coś istotnego, co muszę wiedzieć, to oczywiste, Frankie, skoro jest
to istotne, muszę to wiedzieć.
Poczułam,
że serce zaczęło mi mocno bić i było to dziwne uczucie, bo czułam je w gardle.
Już
kiedyś mi się to przydarzyło.
Kiedy
Daniel Hart skierował broń przeciwko mnie.
Telefon
w mojej dłoni zadzwonił i podskoczyłam, kiedy to usłyszałam.
Na
szczęście, aby uciec od intensywnego wzroku Bergera, spojrzałam na niego i
zobaczyłam numer kierunkowy trzy-zero-trzy.
To
mi powiedziało, że Stark miał nie tylko kamery, ale także mikrofony.
Tak,
ci goście byli dobrzy.
-
Frankie – zawołał Travis, a ja spojrzałam na niego – Możesz do nich oddzwonić
później.
Zastanawiałam
się, co Stark by doradził, ale potrzebowałam mojej pracy, dopóki nie znajdę
kolejnej (lub do października, kiedy skończył się mój najem i odeszłam), więc
nie odebrałam telefonu.
Musiałam
to ominąć.
-
Poza tym, że jako bizneswoman z możliwościami kariery będę musiała długo i
intensywnie myśleć o mojej przyszłości z Wylerem, nie mam nic, co powinieneś
wiedzieć, Travis.
Mój
telefon przestał dzwonić.
Znowu
mnie studiował. Tym razem trwało to dłużej, jakby dawał mi możliwość dokonania
innego wyboru.
Kiedy
tego nie zrobiłam, skinął głową - W porządku, Frankie. Dziękuję za twój czas.
-
Dziękuję za twój, Travis – odpowiedziałam, wstając.
Podążył
za mną wzrokiem - Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję.
Wiedziałam,
co uważał za właściwą decyzję.
Problem
był w tym, że się mylił.
Miałam
tylko nadzieję, że jego żonie naprawdę podobają się buty.
Uśmiechnęłam
się do niego i wyszłam stamtąd.
Kiedy
wracałam do swojego biura, zobaczyłam, że Heath był w biurze Lloyda. Kiedy to
zobaczyłam, zauważyłam, że Tandy obserwowała mnie, gdy szłam.
Nie
czekała swojej zwykłej rozsądnej ilości czasu. Weszła zaraz za mną i zamknęła
drzwi.
-
O co chodziło? - zapytała.
Spojrzałam
na nią, siadając przy biurku - Poprosiłam o zdalne biuro w Chicago, bym mogła
zamieszkać z Bennym. Travis odrzucił moją prośbę.
Jej
oczy zrobiły się duże, a potem twarz się zamknęła – Wyjeżdżasz?
Złagodziłam
głos, kiedy powiedziałam - Prawdopodobnie.
To
właśnie wtedy posmutniała – Och, Frankie.
Bardzo
lubiłam Tandy.
-
Przykro mi, Słonko. Ale jestem zakochana. Mam nowego szczeniaka. Mam stół w
jadalni, który muszę sprzątnąć, kuchnię, do której muszę kupić płytki, i życie,
którym mogę zacząć żyć.
–
Rozumiem cię – powiedziała cicho – Ale będę za tobą tęsknić.
Uśmiechnęłam
się do niej i odpowiedziałam - Cóż, kiedy znajdę nową pracę, lepiej, żeby mój
asystent był lepszy, bo inaczej będę szukała nowego.
Jej
usta drżały, ale zrobiła to, zanim się uśmiechnęła.
-
To dla mnie smutne, bo lubiłam mojego szefa przed tobą, ale nigdy nie kupił mi
latte. Nawet nie pomyślał – powiedziała mi.
-
Zapewnię ci kilka kart, abyś mogła je doładować.
Jej
uśmiech pozostał na miejscu, po czym wyjrzała przez okno i wróciła do mnie -
Myślisz, że Heath rezygnuje?
Moje
brwi powędrowały do góry – Wiesz o tym?
-
Wczoraj wieczorem Nightingale lub członek jego zespołu zadzwonili do nas
wszystkich. Poinformował nas o wszystkim. Powiedział nam, jak sprawy się
potoczą. Ma nasze zeznania. To było świetne. Dobrze było wiedzieć, że to
wkrótce się skończy.
–
Rozumiem cię – zgodziłam się.
-
To jest po prostu do bani. Jak to się skończy, Bierman przestanie
rozprzestrzeniać swoje kutasiostwo, więc znowu będzie dobrze, ale ciebie nie
będzie.
Tak.
Będzie mi brakować Tandy.
-
Jesteś cholerną bombą, Tandy – szepnęłam.
–
Ty też, Frankie – odszepnęła.
Potem
obie się pozbierałyśmy i ona wróciła do swojego biurka.
W
chwili, gdy jej tyłek znalazł się na fotelu, zadzwonił mój telefon.
To
był numer zaczynający się od trzy-zero-trzy.
Odpowiedziałam
- Dzisiaj drugi telefon od komandosa. To rekord.
W
głębokim, szorstkim głosie Luke’a Starka zabrzmiał śmiech, gdy odpowiedział - Dobrze
się spisałaś, kotku.
-
Zatwierdzenie odnotowane – odpowiedziałam.
-
I, kotku – zaczął – nic na tym świecie nie jest ważniejsze niż budowanie życia
z mężczyzną, którego kochasz.
Zaparło
mi dech.
Mieli
mikrofony.
A
komandosi potrafili być porywczy.
Zanim
zdążyłam do niego zadzwonić, Stark się rozłączył.
A
może rozłączył się, bo wiedział, że mu dam gówno.
Tak
czy inaczej, odłożyłam telefon na biurko, zabrałam się do pracy i zrobiłam to z
uśmiechem.
*****
O
dziesiątej mój telefon zadzwonił ponownie.
To
był Benny.
–
Hej, Słonko – przywitałam się.
-
Status – odpowiedział i wiedziałam, że nadal był wzburzony.
-
Cóż, jakiś czas temu Heath opuścił biuro Lloyda, wyglądając, jakby został
wychłostany. Lloyd wyglądał na wkurzonego, ale myślę, że dzieje się tak
dlatego, że wie, że ja też wkrótce zrezygnuję, więc straci dwóch menedżerów, a
nie jednego.
Nie
skończyłam z aktualizacją, ale Ben się wtrącił.
–
Zrezygnujesz?
Zapomniałam,
że nie wiedział, bo nie miał mikrofonów, a sytuacja była tak dziwna, że nie
zadzwoniłam do niego z wiadomościami, a powinnam była.
-
Mam wiadomość bezpośrednio od Bergera. Żadnego biura w Chicago – powiedziałam
mu cicho.
–
Kurwa.
-
Poszukiwanie pracy.
-
Tak.
–
Wszystko będzie dobrze, Benny.
–
Wiesz, że tak będzie, Frankie.
Poczułam
się lepiej, bo miał rację. Wiedziałam, że tak będzie.
-
Coś jeszcze? - zapytał.
-
Sandy, sekretarka Heatha, większość poranka spędziła w łazience, a resztę
wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać, zanim wbiegła do łazienki. Heath
nie otworzył drzwi i siedział tyłem do sali, odkąd złożył Lloydowi rezygnację.
Bierman wygląda raczej na zadowolonego z siebie niż kutasa, co byłoby
denerwujące, gdybym nie wiedziała, że istnieje możliwość, że do wieczora trafi
do więzienia. A Tandy przyjdzie z nami na lunch.
-
Idzie? - zapytał Bena.
-
Tak – odpowiedziałem.
-
Dlaczego?
-
Ponieważ ją lubię. Stracę ją, a to oznacza, że będę za nią tęsknić, więc chcę
spędzić z nią czas. A na koniec, chcę, żeby poznała mojego mężczyznę.
-
To jest akceptowalne.
Przewróciłam
oczami i spojrzałam na ekran komputera, zanim przedstawiłam mu swój finał.
-
Myślę, że Berger wie, co się dzieje.
-
Tak. Stark zadzwonił ze swoimi aktualizacjami. Nie powiedział mi, że Berger nie
wyraził zgody na otwarcie biura w Chicago, ale powiedział, że nalegał na coś
innego.
Fajnie,
że Stark zostawił mi przekazanie tej wiadomości Benny’emu.
Nie
podzieliłam się tym z Bennym.
Powiedziałam
- Nie mam pewności. To znaczy, Bierman wtyka nos w moje sprawy i miesza, więc
mógłby obmawiać mnie i Heatha, ale poza tym nie mam mu nic więcej do
powiedzenia.
-
Cieszę się, że Heath nie jest takim dupkiem, jak myśleliśmy, ale szkoda, że tak
zabrał się do rzeczy. Stark powiedział mi, że wczoraj wieczorem przeszukali
biuro Biermana i znaleźli jego kopie zdjęć. Powiedział mi też, że właśnie
skończyli przeszukiwać jego dom i znaleźli mnóstwo innego gówna, w tym więcej
kopii zdjęć. Namierzyli jego inne kryjówki i nie mają już więcej zdjęć. Sal
miał to samo gówno, co PI. Wszystko to zostanie zniszczone. Oznacza to, że
Sandy jest zabezpieczona i nie musi rezygnować z pracy.
To
sprawiło, że chciało mi się śmiać.
Nie
zrobiłam tego.
Zamiast
tego poddałam się mojemu zadziwieniu.
-
Człowieku, ci goście są dobrzy.
-
Całkowicie mogliby obalić rząd w małym kraju Ameryki Południowej.
To
mnie rozśmieszyło.
Benny
pozwolił mi się pośmiać przez chwilę, zanim zaczął wszystko kończyć.
-
Okej, jeśli ty nie masz więcej, ja też nie mam więcej. Do zobaczenia za kilka
godzin.
–
Zatem do zobaczenia, Słonko.
–
Później, cara.
–
Później, Benny.
Rozłączyliśmy
się.
Spojrzałam
na Heatha i zobaczyłam, że siedzi tyłem do sali. Przeniosłam wzrok na Sandy i
zobaczyłam, jak wydmuchiwała nos.
Potem
spojrzałam na komputer i pożałowałam, że nie mogę kupić latte.
*****
CDN.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń