Rozdział 7
Minuta
po minucie
O
szóstej trzydzieści tego wieczoru stałam w łazience Benny’ego, gapiąc się na
siebie w lustrze.
Moje
włosy były większe niż zwykle, o wiele większe.
Mój
makijaż był głębszy, bardziej przydymiony i gorętszy.
Moja
sukienka była czarna ze srebrnym połyskiem. Z przodu zakrywała mnie od szyi do
połowy uda, łącznie z długimi rękawami.
Ale
była obcisła. Wszędzie.
I
nie miała pleców. Nic. Od lędźwi po łopatki cała skóra była naga.
Była
to sukienka, która wymagała od kobiety, by nie nosiła bielizny. Obecność stanika
była niemożliwa, ale poradziłam sobie z wyzwaniem związanym z majtkami i
znalazłam delikatne czarne stringi, które były zauważalne tylko wtedy, gdy
sukienka poruszała się w określony sposób. Więc pod sukienką nie miałam na
sobie nic poza stringami.
Ale
oprócz tego nosiłam masywne kolczyki w kształcie kropli, które sięgały mi prawie
do ramion i grubą bransoletkę ze strasu na marszczeniach utworzonych przez
materiał na jednym z moich nadgarstków. Na drugiej ręce miałam pierścionek na
środkowym palcu, do którego przyczepione były delikatne, połyskujące łańcuszki,
które zwisały z grzbietu mojej dłoni do bransoletki wokół drugiego nadgarstka.
Na
nogach miałam srebrne sandały na platformie, z cztero-i-półcalowym obcasem
cienkim jak ołówek, z wąskim paskiem wokół kostki i dwoma smukłymi paskami na
palcach.
Potrzebowałam
manicure i pedicure.
Poza
tym od stóp do głów byłam wszystkim, czym mogłam być na pierwszej randce.
Najgorsze
było to, że byłam też trochę zmęczona. Ten dzień, rozmowa z Bennym, podróż do
Lincolna i z powrotem oraz wysiłki w łazience wykończyły mnie.
Ale
nie miałam zamiaru przegapić tego wieczoru.
Złożyłam
Benny’emu obietnicę. Trzymać się go. Minuta po minucie.
Zamierzałam
jej dochować.
Nie
wiedziałam, czy to było słuszne.
Wiedziałam
tego dnia, że wyrzuciliśmy sobie mnóstwo śmieci i ani trochę nie zmartwiło to
Bena.
Wiedziałam
to też prawie wszyscy – począwszy od pielęgniarki Cindy, która nie miała
zielonego pojęcia o naszej historii; Calowa, który całkowicie to znał; Theresy
i Vinnie’go, którzy byli z tym ściśle związani; do starszej pani Zambino, niezbyt
przypadkowej obserwatorki - nie uważali, że to było coś złego.
Tylko
ja tak myślałam.
Zamierzałam
więc trzymać się Benny’ego, przeżywać tę minutę po minucie i przetrwać to z
boską pomocą.
Co
oznaczało, że, chociaż byłam zmęczona i trochę obolała, wystroiłam się aż do
skrajności, aby pójść z Bennym Bianchi do prawdopodobnie najbardziej
romantycznej restauracji w Chicago.
Odwróciłam
się do drzwi, otworzyłam je, zgasiłam światło, wyszłam i stanęłam jak wryta.
Stało
się tak, bo Ben miał szyję pochyloną do przodu, stał bokiem do mnie i wzruszał
ramionami w marynarce od czarnego garnituru. Zarzucił ją na koszulę tak
ciemnoniebieską, że była jak noc o północy, z subtelnymi ciemnoszarymi, głębokimi
bordowymi i granatowymi paskami. Jego włosy zostały częściowo ujarzmione, a
kiedy już założył marynarkę, ich końcówki muskały kołnierz.
Poczułam
ucisk w żołądku i suchość w ustach.
Jego
oczy powędrowały do mnie i znieruchomiał całkowicie.
Potem
te oczy pociemniały w sposób, który sprawił, że moje nogi zaczęły drżeć, a
łechtaczka zapulsowała.
Przygotowałam
się, że się na mnie rzuci.
Nie
zrobił tego. Po prostu staliśmy tam i patrzyliśmy na siebie. Spojrzenie Benny’ego
przesunęło po moim ciele. Miałam wrażenie, że z moim jest tak samo.
Gdy
trwało to chwilę, Ben szepnął - Szaleńczo-piękna.
Serce
mi się ścisnęło, a kiedy to nastąpiło, było cholernie dobre.
–
Zawsze tak było – kontynuował cicho.
Zmusiłam
się, żeby odzyskać głos, ale kiedy wypowiedziałam słowa, zabrzmiały ochryple -
Ty też dobrze wyglądasz.
Część
ciemności zniknęła z jego oczu, gdy w oczach pojawiła się słodycz, i rozkazał -
Chodź tutaj, Frankie.
Chociaż
raz zrobiłam, co mi kazano i podeszłam do niego.
Gdy
tylko się zbliżyłam, delikatnie wziął mnie w ramiona, trzymając mnie luźno i
pochylił głowę, aby dotknąć swoimi ustami moich.
Kiedy
ją podniósł, zapytał - Gotowa do wyjścia?
Skinęłam
głową.
Uśmiechnął
się, lekko mnie uścisnął, po czym puścił. Zrobił obchód, żeby zgasić światła na
szafkach nocnych, a potem podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Trzymał ją
przez całą drogę do kuchni i puścił go dopiero, gdy zdjął komórkę z blatu i
włożył ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.
Byliśmy
już przy drzwiach, kiedy zapytał - Chcesz swoją torebkę?
Spojrzałam
na niego - Nie pasuje do mojego stroju, a nie pomyślałam, żeby coś właściwą
wziąć, kiedy byłam u siebie.
-
Chcesz, żebym coś dla ciebie poniósł?
Ucichłam
i patrzyłam na niego, zastanawiając się, czy był rzeczywisty.
Porównywanie
go do brata było dziwne i niepokojące, ale mimo to faktem pozostawało, że
Vinnie nie tylko nigdy nie zaproponował, że coś dla mnie poniesie, ale nawet czasami
narzekał, gdy o to prosiłam.
Chociaż
było tego więcej. Ponieważ moje doświadczenie z mężczyznami było ograniczone, moje
dziewczyny zgłaszały to samo.
-
Kochanie? – podpowiedział.
Znów
na niezbadanym przeze mnie terytorium kobiet ostrożnie odpowiedziałam - Mój
błyszczyk.
Jego
wzrok opadł na moją sukienkę i zapytał z więcej niż umiarkowanym
niedowierzaniem - Masz go przy sobie?
Potrząsnęłam
głową - Zostawiłam w łazience.
–
Znajdę – mruknął i poszedł w tamtą stronę.
-
Ben, nie chcesz wiedzieć, który? – zawołałam do jego pleców.
Odwrócił
się i spojrzał na mnie - Kochanie, jak myślisz, że nie mam tego odcienia
zapisanego w pamięci, to się mylisz.
Znów
ścisnęło mi się serce.
Ben
zniknął.
Wrócił,
podszedł bliżej i pomachał mi tubką błyszczyka. – To to?
To
był cud.
-
Tak.
Wsunął
go do wewnętrznej kieszeni marynarki i zapytał - Coś jeszcze?
-
Nie.
Uśmiechnął
się, złapał mnie za rękę i pociągnął za drzwi.
Byliśmy
w jego pickupie w drodze do Giuseppe, kiedy coś mi przyszło do głowy.
-
Wiesz gdzie jest mój samochód?
-
Co?
Odwróciłam
się, żeby na niego spojrzeć - Zostawiłam samochód przed domem Daniela Harta.
-
Tak, racja. Manny pojechał po niego.
Gapiłam
się na niego - Co?
–
Man – stwierdził Ben - Policja dała nam twoją torebkę w szpitalu, powiedzieli
nam, gdzie jest twój samochód i że można go przestawić. Dałem Manowi twoje
klucze, on zabrał go do twojego mieszkania. Jest zaparkowany na parkingu w
miejscu z numerem twojego mieszkania.
To
było miłe.
-
Powiedział, że potrzebujesz tuningu – kontynuował Ben – Słodka bryczka,
kochanie, 280Z w T-topie[1]. Ale trzeba
się tym zająć - Skręcił i zakończył mrucząc - Wezmę to do garażu, zajrzę pod maskę.
-
Nie musisz tego robić – powiedziałam mu, odwracając twarz do przodu - Mam
faceta, który się specjalizuje. Biorąc pod uwagę szaleństwo związane z nową
pracą i przeprowadzką, nie udało mi się mu tego przekazać. Miałam zamiar to
zrobić przed wyjazdem do Indy.
-
Ja to zrobię – powiedział Benny.
-
On się w tym specjalizuje, Ben – odpowiedziałam.
–
Znam się na Z, Frankie.
Zamknęłam
usta, bo wiedziałam, że się znał. Nie dlatego, że go posiadał, ale dlatego, że
miał kiedyś dziewczynę, która go posiadała.
To
przypomniało mi coś, o czym zapomniałam, a co zawsze uważałam za urocze w
Bennym, a właściwie we wszystkich Bianchi. Kiedy ją miał, dbał o samochód dla swojej
dziewczyny. Vinnie zrobił to samo dla mnie. Jak miałaś mężczyznę Bianchi,
mechanicy i warsztaty wymiany oleju były wspomnieniem.
Przypomniało
mi się też więcej.
Przypomniałam
sobie, że tamta wytrzymała dłużej niż którakolwiek inna kobieta, z którą był
Benny, ponad dwa lata. To było, gdy byłam z Vinnie’m, więc ją poznałam. Miała
na imię Connie. Była bardzo piękna i bardzo słodka.
Cała
rodzina miała nadzieję, że gdzieś do czegoś dojdzie między nimi, łącznie ze
mną. Tak się nie stało, a Vinnie, jak powiedział Benny, za dużo gadał, więc
wiedziałam, dlaczego tak się nie stało.
Była
zbyt słodka. Popychadło.
-
Mój brat to mężczyzna, który potrzebuje wyzwań, kotku – powiedział Vinnie - Kobieta
musi mieszać jego krew na wiele sposobów. Czaisz?
Wtedy
nie rozumiałam. Lubiłam Connie i myślałam, że Benny zgłupiał, pozwalając jej
odejść.
Wiedziałam
teraz, że Connie przyszłaby natychmiast dokładnie tam, gdyby Benny tego zażądał.
I
teraz wiedziałam, że przez jakiś czas mogło to być w porządku. A potem głupio by
go to znudziło.
Te
myśli sprawiły, że zrobiło mi się ciepło i dziwnie jednocześnie.
Nie
wiedziałam, czy postępowałam właściwie, czy to sprawi, że poczułabym się mniej
dziwnie, a może bardziej, albo że Benny poczułby się dziwnie w ogóle, ale i tak
zapytałam - Co tam u Connie?
-
Wyszła za mąż za Tommy’ego Lasco. Dwoje dzieci, kolejne w drodze. Trzy lata
temu przeprowadzili się do Calumet City – stwierdził obojętnie. Kiedy mówił,
moje oczy zrobiły się duże i znów się do niego odwróciłam.
–
Tommy’ego Lasco?
-
Tak.
–
O mój Boże – westchnęłam.
–
Tak – zgodził się Benny.
Tommy
Lasco był w szkole tyranem, a potem stał się dupkiem. Był przystojny, ale nie
tak przystojny jak którykolwiek z Bianchich, łącznie z Mannym. Vinnie i Benny
byli uderzająco przystojni w sposób, który przykuwał twoją uwagę i nie wypuszczał
jej. Manny był seksowny i porywający, ale nie do końca taki jak jego bracia.
Ale
bycie dupkiem zawsze czyniło mężczyznę mniej atrakcyjnym.
Odwróciłam
głowę do przedniej szyby i powiedziałam - Nie podoba mi się to w jej przypadku.
-
Jest szczęśliwa.
Znowu
na niego spojrzałam - Jesteś pewien?
Widziałam,
jak wzruszył ramionami - Pasują do siebie. Dla mnie to bez sensu, ale on ją
kocha. Traktuje ją jak złoto. Jest wielkim kutasem dla wszystkich, bez wyjątku,
ale bez wyjątku dobrze myśli o niej i o swoich dzieciach. Jakimś sposobem udało
jej się pokonać kutasa, którym był, i znaleźć w nim faceta, którym mógłby z nią
być, a on w jakiś sposób znalazł sposób, by nie być dla niej kutasem.
Przynajmniej
to było coś.
Spojrzałam
z powrotem na drogę i mruknęłam - Jak mogłam o tym nie słyszeć?
-
Żyją spokojnie. Ona to lubi. On jej to daje.
Kolejna
niespodzianka w sprawie Tommy’ego Lasco. Był typem dupka, który lubił szerzyć
wokół siebie swoją dupkowatość głośno i dumnie.
-
To miłe – zauważyłam.
–
Tak – zgodził się Benny.
Potarłam
wargi o siebie, myśląc o tym, a potem podjęłam decyzję – Czy czujesz się przez
to dziwnie? Byliście razem przez jakiś czas.
-
Nie – odpowiedział natychmiast Benny - Cieszę się, że jest szczęśliwa. Ona nie
była dla mnie. Mocno ją zraniłem i to było do bani. Nie lubiłem jej tego robić,
bo była słodka, ale nie była dla mnie. Mówiąc to, w końcu znalazła to, czego
potrzebowała i nie ma się do czego przyczepić, ale jest szczęśliwa, że dostała
to, czego potrzebowała.
Dotkliwie
ją zranił. Była zdruzgotana, gdy Ben zerwał.
Ale
stawało się jasne, że coś się wydarzyło, a kiedy to się skończyło, Benny
zostawił to za sobą. Zrobił to i ruszył dalej, zostawiając to tam i nie
oglądając się za siebie.
I
to było coś do rozważenia.
Ben
skręcił i znaleźliśmy się na ulicy prowadzącej do alejki, w której mieściła się
restauracja Giuseppe’s.
-
Podrzucę cię pod drzwi, kochanie - powiedział - Być może będę musiał zaparkować
w pewnej odległości i nie chcę, żebyś tam szła.
I
więcej dobrego od Benny’ego.
-
Okej – powiedziałam cicho - Ale potrzebuję odświeżenia błyszczyka.
Pogrzebał
w kurtce i podał mi tubkę. Opuściłam osłonkę i wykonałam ruch po wargach, gdy
Ben skręcił w alejkę. Podniosłam osłonkę, patrzyłam, jak Ben jechał alejką i
zobaczyłam to.
Dwie
zwijane balustrady z kutego żelaza schodziły krótką klatką schodową prowadzącą
w dół do wnętrza budynku. Nad wejściem był szyld słabo oświetlony dwoma
łukowatymi światłami, na którym widniała tylko informacja Giuseppe’s. Donice przymocowane do cegły budynku od poziomu ulicy
aż do wnęki nad drzwiami do restauracji, ociekały kwiatami i zielenią, podobnie
jak dwie wysokie, atrakcyjne donice po obu stronach balustrad. Głęboko osadzone
ławki stały po obu stronach drzwi, za donicami, gdzie ludzie mogli usiąść i
poczekać na stoliki lub wyjść i zapalić, zamiast stać i włóczyć się. Ławki
oświetlono większą liczbą łukowych lamp, po dwie na każdą ławkę.
Totalna
klasa.
Ben
zatrzymał się i przestawił Explorera w położenie neutralne. Drzwi miałam już otwarte,
ale był przy nich, zanim zdążyłam wystawić stopę.
Nie
postawiłam nawet stopy na stopniu auta. Trzymając ręce na moich biodrach,
wyciągnął mnie z SUV’a i postawił mnie na chodniku. Bez mojej prośby wysunął mi
błyszczyk z palców i włożył go do marynarki. A potem, mimo że stopnie były
oddalone o cztery kroki, poprowadził mnie tam, trzymając za ręce.
Zatrzymał
mnie na górze schodów i spojrzałam na niego.
–
Wrócę – powiedział, po czym pochylił głowę i dotknął ustami moich świeżo pomalowanych
warg, bez widocznej niechęci do tego faktu. Patrzyłam, jak wraca do swojej pickupa
z kciukiem na ustach i ściera mój błyszczyk. Coś dziwnego, ale nie
niepożądanego, przesunęło się we mnie, gdy to zrobił tak swobodnie. Potem
patrzyłam, jak zatrzaskuje otwarte drzwi po stronie pasażera, omija maskę,
wsuwa się do środka i odjeżdża.
Przez
chwilę nie spuszczałam wzroku z alejki, po czym odwróciłam się i spojrzałam w
dół schodów.
Vinnie
nigdy mnie tu nie zabrał.
Na
początku, zanim zaczęło się to robić na wyłączność dla Vinniego, miałam randkę
z facetem, który mnie tu zabrał.
Gdy
tylko Vinnie dowiedział się, że zabrał mnie tu jakiś facet, nalegał na
wyłączność. Wiedział, co to znaczy, gdy facet zabiera kobietę do Giuseppe’s.
Nigdy
się nie dowiem, dlaczego nigdy mnie tam osobiście nie zabrał.
Ale
w tej chwili nie mogłam wejść. Nie sama. Zamiast tego przeniosłam się na ławkę,
usiadłam i czekałam na Benny’ego.
Nie
minęło dużo czasu, zanim się pokazał, a kiedy wszedł w przyćmione światło,
zauważyłam, że jego wzrok skupił się na mnie.
Podniosłam
się na nogi, a on tam był.
–
Dlaczego nie weszłaś? – zapytał.
-
Czekam na ciebie – odpowiedziałam.
Przyglądał
mi się przez sekundę, po czym ujął moją dłoń i bez słowa poprowadził mnie do
schodów.
Potem
weszliśmy do środka. Muzyka grała tak cicho, że ledwo ją było słychać.
Pobrzmiewał cichy szum rozmów, który sprawiał, że wydawało się, że wszyscy klienci
szepczą. Stłumione odgłosy brzęku sztućców o porcelanę lub kryształów
uderzających o szkło. Światło świec rozlewało się na stołach i w niektórych
kinkietach na ścianach. Świeży, niezwykły, ale dyskretny bukiet róż stał na
stacji hostessy.
Miłość
wisiała w powietrzu.
Jej
jedwabisty dotyk spłynął po moim gardle, gdy Ben zatrzymał nas na stanowisku
hostessy, a Elena pojawiła się przed nami. Miała na sobie dobrze uszytą, czarną
sukienkę sięgającą do kolan i parę czarnych butów na delikatnym obcasie z czubkami
typu peek-a-boo, a włosy miała zaczesane do tyłu w delikatny kok.
-
Frankie i Benny – powiedziała cicho, a jej usta lekko się wykrzywiły w uśmiechu,
kiedy ręce miała wyciągnięte do przodu nisko po bokach.
Elena
była dziesięć lat starsza ode mnie, może trochę więcej. Znałam ją nie dlatego,
że tylko raz jadłam w jej restauracji, ale dlatego, że chodziła do tego samego
kościoła co moja rodzina, mieszkała na naszym osiedlu, więc widywałam ją w
okolicy, a mimo że miała własną knajpkę, przychodziła do Pizzerii Vinnie’go
więcej niż raz (ponieważ wszyscy w okolicy byli tam więcej niż raz).
Była
jak jej restauracja, jak jej ojciec był przed nią i, jeśli plotki głosiły, jej
dziadek był przed nim. Czysta elegancja.
Podeszła
do mnie jako pierwszej. Chwyciła mnie za ręce, pochyliła się i dotknęła jednym
policzkiem mojego, a następnie przesunęła się, by dotknąć drugiego, po czym
trzymała moje dłonie i odsunęła się, by złapać mój wzrok.
–
Dobrze się czujesz? - zapytała.
-
Tak – odpowiedziałam.
-
Taka odważna – powiedziała cicho.
Słyszała.
To nie była niespodzianka. Pochodziła z dzielnicy. Nie mówiąc już o tym, że
było to w telewizji.
-
Dziękuję – odpowiedziałam.
Ścisnęła
moje dłonie, zanim mnie puściła i odwróciła się do Benny’ego, traktując go w
ten sam sposób, ale bez trzymania za rękę. Zamiast tego pozwoliła swojej dłoni
lekko spocząć na jego ramieniu.
Odeszła
od Benny’ego i powiedziała - Zaprowadźmy was do waszego stolika.
Nie
czekając na naszą odpowiedź, zaczęła przemykać po restauracji. Ben położył dłoń
na mojej skórze na karku i poprowadził mnie za nią.
Biorąc
pod uwagę krótki czas, który minął, odkąd Benny dokonał rezerwacji, byłam
zaskoczona, że Elena zaprowadziła nas do najważniejszego miejsca – stołu
narożnego, najbardziej cichego i najbardziej prywatnego z pozostałych stolików
ze względu na strategicznie umieszczoną donicę. Stała z boku, uśmiechając się z
aprobatą, podczas gdy Ben udowadniał dalej, jak niesamowity może być, kiedy
obrócił się wokół mnie, aby odsunąć moje krzesło.
Usiadłam.
Zostawił mnie tam, okrążył stół i usiadł.
Elena
podeszła i przesunęła rękę nisko nad stołem, mówiąc - Ktoś wkrótce przyniesie wasze
menu. Jeśli będziecie czegoś potrzebowali, po prostu poproście - Pochyliła
brodę i dokończyła - Buon appetito.
To
powiedziawszy, odleciała.
Patrzyłam,
jak to robiła i powiedziałam - Ona jest zajebista.
Usłyszałam,
jak Benny chichocze, gdy się zgadzał - Tak.
Spojrzałam
na niego – Byłeś tu już wcześniej?
–
Tak, trzydziesta piąta rocznica ślubu mamy i taty. Wynajęli salę na zapleczu. I
zabrałem tu kilka kobiet.
-
Och - mruknęłam, gdy do środka wkroczyła młoda kobieta w bajecznej, ale
wytwornej czarnej sukience i podała Benowi i mnie wysokie, oprawione w skórę
menu.
Podziękowaliśmy,
a ona ledwo się odsunęła, gdy pojawił się kelner ubrany w białą koszulę, czarny
krawat, czarne spodnie i nieskazitelny, długi biały fartuch z wiadrem na cokole
z lodem i butelką szampana, które postawił na podłodze za krzesłem Benny’ego.
–
Komplementy od Eleny – mruknął. Postawił na stole dwa długie kieliszki, zdjął
korek i fachowo nalał - Wrócę po wasze zamówienie lub odpowiem na wszelkie
pytania – oznajmił, wpychając butelkę z powrotem do lodu, po czym odpłynął.
Szampan
był niespodzianką. Z drugiej strony, nie codziennie zdarzało się, że dziewczyna
z sąsiedztwa przeżywała porwanie i postrzelenie, co trafiało do wiadomości, a
kilka tygodni później wychodziła z mężczyzną, który ją uratował.
Każdy
z nas przeżył tę sytuację, co było faktem godnym świętowania. To było bardzo w
stylu Eleny, że pomyślała tak samo i coś z tym zrobiła.
Sięgnęłam
do kieliszka, ale zanim się do niego zbliżyłam, zobaczyłam palce Bena
zamykające się na trzonku.
Zabrał
go, a ja na niego spojrzałam.
-
Kiedy wzięłaś ostatnią pigułkę? – zapytał.
-
Dzisiaj rano – odpowiedziałam.
–
Będziesz jej potrzebowała, żeby przetrwać noc?
Ból
był dokuczliwy i z doświadczenia wiedziałam, że będzie się nasilać. Zatem
odpowiedź na to pytanie brzmiała: tak.
Dlatego
dałam mu tę odpowiedź.
-
Tak.
-
Frankie, przeczytałem ulotkę dołączoną do leków. Bez alkoholu.
Zamrugałam
– Ale ja jestem w Giuseppe’s.
-
Tak. I cię tu kiedyś sprowadzę i będziesz mogła wypić tyle szampana, ile zechcesz.
Teraz bądź bezpieczna.
Sięgnęłam
po kieliszek, mówiąc - Jestem pewna, że będzie dobrze.
Ben
odsunął go i powiedział - Ja nie jestem, więc będziesz bezpieczna.
Skupiłam
na nim wzrok - Ben, tylko kieliszek.
–
Francesca, nie.
Wtedy
spojrzałam na niego gniewnie i oświadczyłam - To już nie jest fajna randka.
Nie
zmartwiło go to w najmniejszym stopniu i wiedziałam to, kiedy stwierdził - Będzie
mniej fajna, jeśli będziesz mieć atak lub pójdziesz spać i nie obudzisz się albo
jeśli zaczniesz chorować, czy stanie się cokolwiek innego, z jakiego powodu napisali
w tej ulotce, że nie należy pić alkoholu podczas stosowania tych tabletek.
-
Prawdopodobnie nie jest to aż tak dramatyczne.
–
Skarbie, zostałaś postrzelona. Wbrew wszystkiemu, co święte w Chicago, a nie jest
nielegalnym biznesem i szalonym dwudziestolatkiem, twój mężczyzna postanowił
zostać mądrym facetem i został zabity. Twój brat jest bliski bankructwa z powodu
alimentów, które będzie płacił, albo jego historia zostanie nakręcona na
potrzeby filmu telewizyjnego, kiedy wszystkie te suki, które taguje lub
niedawno tagował, stracą rozum i zwrócą się przeciwko niemu i/lub przeciwko sobie
nawzajem. Jesteś magnesem na dramaty. Jeśli chcesz z tym flirtować, dowodzisz,
że jesteś wariatką, jaką cię znam. Ale nie zrobisz tego na mojej zmianie.
-
Jak to się dzieje, że bycie jednocześnie racjonalnym i opiekuńczym jest tak
niesamowicie irytujące? - zapytałam w mgnieniu oka, a on się uśmiechnął.
-
To dar.
Przewróciłam
oczami.
Benny
upił łyk szampana z mojego kieliszka.
Otworzyłam
menu i zaczęłam je studiować z zamiarem zapamiętania każdego słowa, nawet jeśli
zajęłoby mi to całą noc.
Niestety
niegrzecznym byłoby, gdyby kelner ciągle wracał do stołu i pytał, czy jesteśmy
gotowi na zamówienie. Więc kiedy pokazał się po raz pierwszy, zamówiłam smażone
kalmary, sałatkę ze szpinakiem i risotto z homarem, przy czym to ostatnie było
najdroższą rzeczą w menu.
Zakończyłam
zamówienie słowami - Później nie zawracaj sobie głowy zaoferowaniem nam
spojrzenia na stronę z deserami. Po prostu to przynieś.
Pochylił
przede mną głowę i spojrzał na Benny’ego, który sam złożył zamówienie i
zakończył je słowami - Twój barman da się namówić, żeby zrobił dziewicze
Bellini[2]?
Zacisnęłam
usta, bo kochałam Bellini. Było moim ulubionym. Benny najwyraźniej pamiętał to
i miło było, że to robił.
-
Jestem pewien, że tak – odpowiedział kelner.
-
Dobrze, w takim razie przynieś mojej dziewczynie jeden i upewnij się, że nie będzie
miała pustego kieliszka.
Kelner
skinął głową, wziął jego menu, aby je dodać do tego, którego zabrał ode mnie i
odszedł.
Ben
spojrzał na mnie - Dobrze wiedzieć, że Lincoln’s nie zmniejszył ci apetytu.
Chwyciłam
serwetkę, odrzuciłam ją na bok i położyłam na kolanach.
Benny
mówił dalej, gdy to robiłam - Dobrze też wiedzieć, że będę musiał dać sobie
podwyżkę, żebym mógł cię od czasu do czasu zabrać gdzieś i było mnie na to stać.
Skrzyżowałam
nogi pod stołem i poruszyłam ręką, aby przesunąć sztućce tak, aby były
starannie ułożone wokół talerza stojącego przede mną, mimo że były już
starannie ułożone.
–
Francesca – zawołał.
Przymrużyłam
na niego oczy - Co?
-
Kupiłbym ci talerz wypełniony szafirami i byłbym szczęśliwy, siedząc
naprzeciwko ciebie, gdy ty byś je przeglądała, nawet gdybyś to robiła wkurzona
na mnie za to, że jestem racjonalny i opiekuńczy.
Poczułam
ucisk w żołądku, serce ścisnęło się i pochyliłam się w jego stronę, sycząc -
Przestań być niesamowity.
Odrzucił
głowę do tyłu i roześmiał się, pokazując mi, że nie zamierzał przestać być
niesamowity, bo dobrze wyglądał i
dobrze brzmiał, robiąc to.
Kiedy
już zaczął chichotać, jego dłoń przemknęła przez stół i zamknęła się wokół
mojej. Skręcając ją, zmusił swoje palce do splatania się z moimi i położył
nasze dłonie na stole.
Kiedy
już to osiągnął, spojrzał mi w oczy i stwierdził – Czekałem na to lata,
kochanie. Dziękuję, że warto było czekać.
-
Nadal jesteś niesamowity – poinformowałam go.
–
Tak, i to cholernie urocze, że cię denerwuje.
-
Teraz jesteś niesamowity i szalony –
powiedziałam.
Jego
głowa przechyliła się lekko na bok - Człowiek lubi to, co lubi. Jestem
mężczyzną, któremu podobasz się ty i twój charakterek.
–
Nieważne – mruknęłam, choć podobało mi się, że jemu to się podobało, a mnie bardzo
się to podobało.
-
Co cię uszczęśliwia? – zapytał nagle, a ja poczułam, jak moje ciało wzdrygnęło
się na to pytanie, nie tylko dlatego, że było nagłe, ale dlatego, że było
nieoczekiwanie ciężkie.
-
Co?
-
Co sprawia, że jesteś szczęśliwa? Czego chcesz od życia?
-
Ja... - zaczęłam, po czym zmieniłam to, co chciałam powiedzieć - Dlaczego
pytasz?
-
Bo chcę wiedzieć, czy mam to w sobie, żeby ci to dać.
Boże.
Benny.
–
Ben – szepnęłam.
-
Chcę dzieci. Trójkę, czwórkę. Chłopcy i dziewczyny, ale jakkolwiek przyjdą, nie
ma to dla mnie znaczenia – oznajmił - I tyle. Dobrze radzę sobie w restauracji.
Spokojnie z pieniędzmi, które mam w banku. Jak zajmę się dziećmi, w końcu będę
musiał kupić większy dom. I opowiedziałem ci kobietę, jakiej pragnąłem. Więc to
jest to. Tego właśnie chcę od życia. To właśnie by mnie uszczęśliwiło.
Dał
mi to. Żadnych namawiań, żadnych bzdur, żadnych gier, żadnego powstrzymywania
się i czekania, żeby zobaczyć, gdzie jestem i czy pasuję.
To,
czego chciał, było proste.
I
piękne.
Kiedy
nic nie powiedziałam, nacisnął - Chcesz dzieci?
-
Tak – odpowiedziałem.
-
Ile?
–
Nieważne, ale więcej niż jedno.
Na
chwilę jego palce zacisnęły się na moich, po czym dodał – Podoba ci się twoja
praca?
-
Tak.
-
Chcesz ją zatrzymać, czy zostać mamą w domu?
-
Nie wiem. Myślę, że dowiem się, kiedy urodzi się pierwsze dziecko.
–
Tak – powiedział.
-
Chcesz, aby mama twoich dzieci nie pracowała? - zapytałam.
-
Chcę, żeby była szczęśliwa – odpowiedział - Więc mam to w dupie, dopóki ona to
dostanie. Niezależnie od tego, jak to się skończy, poradzimy sobie.
Więcej
niesamowitego.
-
Przeprowadzam się do Indianapolis, Benny – wypaliłam, zaciskając dłoń w jego
dłoni – Muszę. Ja...
Jego
dłoń lekko szarpnęła moją – To nie będzie następna minuta, kochanie.
Zamknęłam
usta.
-
O tym teraz myślisz, więc powiem tylko – kontynuował - Jeśli chcesz tej
nagrody, musisz na nią zapracować. A jeśli na twojej drodze pojawiają się
przeszkody, musisz się z nimi uporać, gdy w nie uderzysz. Znajdujesz sposób. My
chcemy nad tym popracować, więc znajdziemy sposób.
Była
duża przeszkoda, z którą trzeba było się zmierzyć.
W
świetle tego było to również idealne stwierdzenie.
-
Okej – powiedziałam cicho.
Jego
kciuk poruszył się, gładząc bok mojej dłoni, po czym zapytał - Odpowiada ci nasza
wcześniejsza rozmowa?
-
Przeważnie – odpowiedziałam.
-
Która część ci nie odpowiada?
-
Wszystkie te części, które wciąż są niezręczne i niewygodne – powiedziałam,
mając na myśli całość.
Jego
głowa ponownie przechyliła się na bok – Vinnie cię tu przyprowadził?
Potrząsnęłam
głową.
–
Przyprowadziłem tu Connie.
Mój
oddech urywał się i patrzyłam mu w oczy.
-
Ty masz przeszłość, ja mam przeszłość – stwierdził Benny - Ty kochałaś
mężczyznę. Ja miałem kobietę, która coś dla mnie znaczyła. To było wtedy,
Frankie, teraz jest teraz. Chodzi o to, że twój mężczyzna był moim bratem.
Możemy sprawić, że stanie się to problemem, lub możemy odpuścić.
–
Łatwo ci to odpuścić? - zapytałam.
–
Nie, ale nie dlatego, że miał ciebie. Nie dlatego, że byłaś w moim życiu w inny
sposób i musiałem patrzeć, jak go kochasz i tracisz. Ponieważ nie postąpił
właściwie wobec ciebie i to mnie wkurza. Myślę jednak, że i to w końcu
zaniknie.
-
Chciałeś się ze mną umówić w szkole średniej – zauważyłam, nawet nie wiedząc,
dlaczego to zrobiłam, ale Ben musiał wiedzieć, bo jego kciuk przestał głaskać,
a jego palce znów zacisnęły się na moich.
-
Kochałem mojego brata, myślałem, że jesteś zajebista, ale byłaś z nim, więc nie
pozwalałem, żeby moje myśli tam szły. W ciągu ostatnich kilku tygodni
pozwoliłem myślom tam popłynąć. Nie kryłem wtedy zazdrości. To nie znaczy, że
kiedy to się między wami zaczęło, nie był to cios, bo wcześniej to schrzaniłem.
Byłaś w pobliżu, dostępna i przez lata nic z tym nie robiłem, a Vinnie się tam
dostał, bo się pierdoliłem. Ale kiedy z nim byłaś, to odeszło, bo musiało.
Podsumowując, nie sprawia mi to radości, że straciłaś to, co straciłaś, kiedy straciłaś
jego. Nie zmienia to faktu, że cieszę się, że dostałem szansę. Mógłbym czuć się
winny z tego powodu, ale to nie jest wina żadnego z nas. To wina Vinniego. I
ostatecznie jest tak, jak jest.
–
Ale mówiłeś, że zastanawiałeś się nad wykonaniem jakiegoś ruchu, kiedy byłam z
Vinniem – zauważyłam.
Raz
skinął głową - Mogę mieć poczucie winy też z tego powodu, ale to również nie
jest moja wina. Dokonywał wyborów i był moim bratem, ale wiedziałem, że
zasługujesz na kogoś lepszego. Doszło do tego, że coś było między wami nie w
porządku i nie zamierzało być lepiej. Doszło do punktu, w którym zacząłem
zdawać sobie sprawę, że chcę ci to dać.
Odwróciłam
od niego wzrok, ale jego uścisk dłoni sprawił, że znów na niego spojrzałam, a
on kontynuował.
-
Gdybyś nie była z Vinniem, ale z jakimś innym dupkiem, który nie zachował się
wobec ciebie dobrze, zrobiłbym to samo. Wprowadziłbym się. Niektórzy mogliby
powiedzieć, że byłby to ruch kutasa, brat czy nie, ale mam to gdzieś. Nie
miałbym z tego powodu również żadnych wyrzutów sumienia. To jest to samo,
kurwa, z tą różnicą, że ten dupek to był mój brat. Wyeliminuj Vinniego z
równania, Frankie, a skończysz z mężczyzną, który będzie cię dobrze traktował.
To nie jest złe. Mogłabyś ziać ogniem lub gadać do mnie przez rok i nie
przekonałabyś mnie, że tak jest.
-
Czy twoi rodzice rozumieją, co to jest? – zapytałam głosem, który był ledwo
szeptem.
–
Tak – odpowiedział głosem, który nim nie był.
–
I nie przeszkadza im to? - teraz mój głos był cichy, ale piskliwy.
-
Mają więcej lat od nas. Wiedzą, że jesteś dobrą kobietą. Chcą, żebyś była
szczęśliwa. I z pewnością chcą, żebym ja był szczęśliwy. Wystarczająco dużo
osądzali, gdy nie była to ich rola, a osądy, które wydali, były popierdolone.
Nauczyli się, Słonko. Nie umknęło im, że życie jest życiem, a celem jest
zdobycie jak najwięcej szczęścia podczas jego trwania. Sprawy mogłyby potoczyć
się inaczej, gdybym wykonał jakiś ruch, gdy mój brat żył. Mogliby się na to nie
zgodzić. Z drugiej jednak strony w głębi serca wiedzieli, że on robił ci coś
złego, więc mogli tego nie robić. Nigdy się nie dowiemy. W tej chwili w tym
scenariuszu nie ma nikogo, kogo można by zranić, ponieważ ten, kto mógłby
zostać czuć ból, nie żyje.
-
Znasz odpowiedzi na wszystkie pytania – zauważyłam, ale nie sarkastycznie. Po
prostu miał wszystkie odpowiedzi, odpowiedzi na trudne kwestie, o których
myślałam, że nie mają wcale odpowiedzi.
-
To dlatego, że można znaleźć odpowiedzi.
-
Dlaczego te odpowiedzi przychodzą ci łatwo?
–
Ponieważ nie utrudniam im pracy.
Poczułam,
że moje brwi się zmarszczyły – Myślisz, że to właśnie robię?
-
Myślę, że kochałaś mojego brata i myślisz, że zdradzasz jego pamięć, pozwalając
sobie mieć to, czego chcesz i idąc tam ze mną. Ale jego pamięć jest pamięcią,
kochanie. Nie ma nic do zdradzenia. Sprowadza się to do decyzji, którą
podejmujesz na temat tego, czego chcesz. I wiem, że wbijam ten punkt w sedno,
ale jest to punkt, w którym muszę wbić. Oznacza to, że zdradził cię, zanim
został zabrany z tego świata. Zatem moje pytanie brzmi: dlaczego po jego odejściu
chcesz zachować wiarę?
-
Jesteś na niego bardzo zły – szepnęłam, nie mając dobrego przeczucia w związku
z tym, co Ben wyraźnie zaznaczał i nie mając co do tego dobrego przeczucia z
różnych powodów.
-
Tak. Bo go kochałem i jestem wkurzony, że nie żyje. Wkurzam się, dlaczego nie
żyje. Jestem na siebie wkurzony za to, co ci zrobiłem po jego śmierci. Jestem
wkurzony tym, co zrobił tobie, moim rodzicom i mojej rodzinie, zanim umarł.
Muszę to przepracować i zrobię to. Ale nie kręć tym gównem w swojej głowie,
żeby zrobić z tego to, czego od ciebie chcę. Znałem w liceum dziewczynę, która
była słodka i pikantna i wtedy zmarnowałem swoją szansę z nią, bo byłem młody i
głupi. Wiele lat później, gdy już nauczyłem się nie być głupim, dostałem
szansę, więc ją biorę. Tak się składa, że Vinnie był tym, co przydarzyło ci się
w międzyczasie. To przykre, bo tobie to utrudnia, ale dla mnie tak właśnie
jest. On to komplikował. Ale to wszystko. Teraz jesteśmy tylko ty i ja.
Słuchając
go i pozwalając, aby wszystko, co mówił, zapadło mi w pamięć, poczułam, jak mój
oddech przyspieszył, ale w taki sposób, że w końcu dostałem tlen po latach, w czasie
których nie mogłam oddychać.
–
Mówisz wszystkie właściwe rzeczy - Powiedziałam to jako oskarżenie obronnego,
ponieważ chciałam oddychać; Po prostu żyłam bez tlenu tak długo, że mu nie
ufałam.
-
Nie, nie mówię. Mówię rzeczy, które są właściwe.
Jego
słowa natychmiast wywołały u mnie chichot, którego nie mogłam powstrzymać.
Benny
uśmiechał się do mnie, kiedy zapytał - To jest zabawne?
-
To była właściwa rzecz do powiedzenia – wyjaśniłam, odwzajemniając uśmiech.
Widząc
mój uśmiech, nagle przeciągnął moją rękę przez stół, a ja z całkowitą
fascynacją patrzyłam, jak jego ciemna głowa pochyla się nad nią, a potem
poczułam, jak niezwykła wspaniałość jego ust muska moje palce.
Trzymał
mnie mocno za rękę, nawet gdy jego oczy podnosiły się na moje.
-
Kilka tygodni temu, kiedy śledziłaś mnie z Chicago, a potem ruszyłaś za Vi,
poczułem strach, kochanie. Ujawnił się jako gniew, ale był to strach, który
przeszył mnie aż do szpiku kości. Kiedy Sal powiedział mi, że cię dopadli, to raniło
mnie do wnętrzności. Nie mogłem myśleć, bo wiedziałem, że gdybym to zrobił,
pomyślałbym o marnowaniu czasu, a nie o załatwianiu gówna z tobą. Jak wpadłem
do tego lasu, zobaczyłem cię na ziemi czołgającą się przez te liście. Jedyną
rzeczą, która powstrzymała mnie od władowania całego magazynka w tego skurwiela,
był krzyk Vi, a ty spojrzałaś mi w oczy i bezgłośnie wypowiadałaś jej słowa,
żartując. Czysta, pieprzona Frankie. Nigdy w życiu nie kochałem kobiety, nie w
ten sposób. Szczerze mówiąc, jesteś szalenie piękna i bardzo mi się podobasz,
ale nie wiem, skąd wzięła się ta emocja. Po prostu wiem, że cokolwiek to jest,
co czułem tego dnia, coś znaczyło i że coś jest ogromne. Chcę więc poznać dobre
strony tego uczucia. Jedyne o co proszę, to żebyś mi pozwoliła.
Patrzyłam
mu w oczy, słowa uwięzły mi w gardle, myśli tłoczyły się w głowie, uczucia
gromadziły się wokół serca, ale zanim zdążyłam wydusić z siebie słowo, cichym,
pełnym szacunku głosem, nasz kelner powiedział - Przepraszam. Bellini dla pani.
Wprawną
ręką, mimo że Benny i ja byliśmy oparci o stół, postawił go obok mojego
nakrycia i odszedł.
Ale
zarówno Benny, jak i ja odsunęliśmy się nieco do tyłu, aby go wpuścić, a kiedy
się oddalał, Ben wpatrywał się w jego plecy, jakby żałował, że nie ma noża,
którym mógłby w nie rzucić.
-
Ben – zawołałam.
Spojrzał
na mnie.
–
Minuta za minutą, kochanie – szepnęłam.
Zamknął
oczy, jego dłoń wciąż była w mojej, mocno zaciśnięta, a ja straciłam widok jego
twarzy, kiedy ponownie opuścił głowę, podniósł moją rękę i dotknął ustami moich
palców.
Przez
to zacisnęłam zęby, trzymałam go za rękę i walczyłam ze łzami.
Położył
nasze ręce na stole, obdarzył mnie spojrzeniem swoich pięknych oczu i szepnął -
Minuta po minucie, kochanie.
*****
Trzy
i pół godziny później wyszłam z łazienki i zastałam Benny’ego w łóżku, ze wzrokiem
skierowanymi w stronę telewizora. Ponieważ był w garniturze, aby się
zrelaksować, przebrał się w spodnie od piżamy w szarą, niebieską i czerwoną
kratę, do których dołożył białą koszulkę luźną na brzuchu i przylegającą do
klatki piersiowej.
Przygryzłam
wargę i poszłam do łóżka.
-
Pigułka jest na szafce nocnej, Słonko – mruknął do telewizora.
-
Dzięki – mruknęłam do kołdry, którą odsuwałam.
Wsunęłam
się, odwróciłam, zobaczyłam pigułkę, którą przyniósł mi Ben, obok szklanki
wody, którą również dla mnie przyniósł i wzięłam ją, czując się ciepło i
dobrze, i było to czyste szaleństwo, ale czułam się też szczęśliwa.
Usiadłam
obok niego, ale pół-leżąc na łóżku, z głową na poduszkach, bo byłam wyczerpana.
Nie miałam nawet siły siedzieć prosto.
Po
ciężkim temacie kolacja poszła znakomicie. Jedzenie było fenomenalne. Benny i
ja rozmawialiśmy, przekomarzaliśmy się, śmialiśmy i w naturalny sposób wpadliśmy
w to, co mieliśmy kiedyś, z wyjątkiem tego, że był to to, co było, gdy byliśmy
przyjaciółmi, plus o wiele więcej.
Byłam
pełna i zadowolona (choć byłabym bardziej zadowolona, gdybym wypiła kieliszek
szampana) i oboje milczeliśmy w drodze do domu, ale w tym milczeniu Benny przez
całą drogę trzymał moją rękę na swoim udzie.
Kiedy
weszliśmy do kuchni, obrócił mnie tak, aby trzymał mnie luźno w ramionach,
pochylił się, dotknął moich ust swoimi i powiedział - Idź na górę. Przyjdę za
minutę.
Nie
kwestionowałam tego. Poszłam.
Teraz
było teraz.
Wolałabym,
żeby moja pierwsza randka z Bennym Bianchi była tą, podczas której zaczęłabym
odpuszczać to, czego używałam, aby wcisnąć między nas klin, więc zakończyłaby
się gorącą sesją całowania. Ale z jego słów po krótkim pocałunku wiedziałam, że
zakończę to, prawdopodobnie przytulona do łóżka, z nim oglądającym telewizję.
Wzięłabym
to.
Po
tym dniu mogłam nie znieść więcej.
A
dobro, które stawało się niesamowite przez wszystko to, co Benny miał na myśli,
znaczyło, że on prawdopodobnie o tym wiedział, więc nie zamierzał mnie do tego
zmuszać.
-
Kotku, wyświadczysz mi przysługę? – zapytał, wciąż patrząc na telewizor.
-
Tak? – zapytałam, kiedy nie powiedział nic więcej.
-
Następnym razem, gdy cię zabiorę na randkę, kiedy nie będziesz mieć w sobie
rany, która się goi, załóż tę sukienkę.
Koniuszki
moich ust się wykrzywiły w górę, ale nic nie powiedziałam.
Szedł
dalej.
-
I jestem pewien, że są słodkie, ale masz moje pozwolenie na zgubienie tych majtek.
Oczywiście
Benny Bianchi miał umiejętności dostrzegania majtek.
Na
to uśmiechnęłam się w środku, ale werbalnie wymamrotałam - Cokolwiek.
Zignorował
moje „cokolwiek” i poszedł dalej - Jeśli mogłabyś chodzić codziennie do końca
życia w tych butach, byłbym szczęśliwym człowiekiem.
Być
może te buty nie były kusicielskie.
Być
może były czyniące cuda.
Nie
mogłam powstrzymać uśmiechu, ale zgasiłam go, żeby był mały i skierowałam go do
telewizora.
Pięć
minut później, kiedy pojawiła się reklama, Benny zwrócił się do mnie. Pochylił
się, uniósł rękę, aby ująć moją szczękę i zbliżył swoją twarz do mojej.
Spojrzałam
mu w oczy i wstrzymałam oddech.
-
Uszczęśliwiłoby mnie to, gdybym nie musiał już spać na tej kanapie - powiedział
cicho.
Wiedziałam,
co mówił.
To
było za szybko. Zdecydowanie za szybko.
Jednak
po kolacji tego wieczoru nie obchodziło mnie to.
-
Więc nie śpij - odpowiedziałam cicho. Chociaż mój głos był taki cichy, serce
biło mi jak szalone.
Jego
oczy złagodniały, jego twarz zbliżyła się, a potem jego usta znalazły się na
moich. Dostałam tylko muśnięcie językiem, ale było to smaczne muśnięcie
językiem, które bardzo mi się podobało, zanim się odsunął.
Benny,
nie marnując okazji ani czasu, przesunął się i wślizgnął pod kołdrę. Potem
wsunął pode mnie ramię i przesunął mnie tak, żebym przytuliła się do jego boku.
Przesunęłam
ręką po jego płaskim brzuchu.
-
Jutro masz kontrolę o dziesiątej – przypomniał mi.
–
Tak – potwierdziłam. Pamiętałam.
-
Zabiorę cię.
-
Okej.
–
Zadzwonię też do Manny’ego. Kiedy odprowadzę cię do domu, on i ja pójdziemy po
twojego Z, żebym mógł się tym zająć.
-
W porządku.
–
Muszę wracać do kuchni, Frankie. Chcesz zadzwonić do przyjaciela, żeby spotkał
się z tobą jutro wieczorem, kiedy będę w pracy?
–
Będzie miło.
Uścisnął
mnie - Racja.
Kiedy
skończył mnie ściskać, jego dłoń powędrowała w górę i wplotła się w moje włosy.
Potem
zaczął okręcać kosmyk moich włosów wokół palca.
Nie
wiem, dlaczego to zrobiłam, poza tym, że chciałam to zrobić i nie dostałam zbyt
wiele z tego, czego chciałam, a wiele z tego, czego chciałam, leżało tuż obok
mnie.
Więc
to zrobiłam.
Odwróciłam
głowę i pocałowałam jego koszulkę nad piersią.
Kiedy
to zrobiłam, jego palce przestały bawić się moimi włosami i poczułam, jak jego
mięśnie brzucha napinają się pod moim pachą.
Ale
kiedy z powrotem przyłożyłem policzek do jego klatki piersiowej, jego palce
znów się uniosły, a jego ciało rozluźniło się obok mnie.
-
To był miły wieczór, kochanie. Dziękuję – powiedziałam do telewizora.
-
Tak, kotku.
Uścisnęłam
go i zrelaksowałam się obok niego, zastanawiając się, czy to właśnie to
uczucie. Czy tak właśnie się czułaś, zdobywając to, czego chciałaś przez całe
życie. Mając to rozciągnięte obok siebie. Obietnica tego będąca obecna przez
całą noc, więc budziłaś się z nią rano. Obietnica tego idąca do pracy następnego
dnia, wiedząc, że wróci. Obietnica, która pozostanie obietnicą – piękna, na
zawsze tam, wabiąca, nawet gdy wypełniała się tylko minuta po minucie,
pozostawiając cię biorącą ostatni oddech na ziemi, wiedząc, że prowadziłaś
życie pełne piękna.
Jeśli
tak, było dziwnie spokojnie.
Można
by pomyśleć, że coś tak wspaniałego dotyczyłoby fajerwerków.
Ale
jeśli to było to, to nie dotyczyło.
Było
cicho, spokojnie, wygodnie.
Pięknie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń