piątek, 8 września 2023

7 - Minuta po minucie

 

 Rozdział 7

Minuta po minucie

  

O szóstej trzydzieści tego wieczoru stałam w łazience Benny’ego, gapiąc się na siebie w lustrze.

Moje włosy były większe niż zwykle, o wiele większe.

Mój makijaż był głębszy, bardziej przydymiony i gorętszy.

Moja sukienka była czarna ze srebrnym połyskiem. Z przodu zakrywała mnie od szyi do połowy uda, łącznie z długimi rękawami.

Ale była obcisła. Wszędzie.

I nie miała pleców. Nic. Od lędźwi po łopatki cała skóra była naga.

Była to sukienka, która wymagała od kobiety, by nie nosiła bielizny. Obecność stanika była niemożliwa, ale poradziłam sobie z wyzwaniem związanym z majtkami i znalazłam delikatne czarne stringi, które były zauważalne tylko wtedy, gdy sukienka poruszała się w określony sposób. Więc pod sukienką nie miałam na sobie nic poza stringami.

Ale oprócz tego nosiłam masywne kolczyki w kształcie kropli, które sięgały mi prawie do ramion i grubą bransoletkę ze strasu na marszczeniach utworzonych przez materiał na jednym z moich nadgarstków. Na drugiej ręce miałam pierścionek na środkowym palcu, do którego przyczepione były delikatne, połyskujące łańcuszki, które zwisały z grzbietu mojej dłoni do bransoletki wokół drugiego nadgarstka.

Na nogach miałam srebrne sandały na platformie, z cztero-i-półcalowym obcasem cienkim jak ołówek, z wąskim paskiem wokół kostki i dwoma smukłymi paskami na palcach.

Potrzebowałam manicure i pedicure.

Poza tym od stóp do głów byłam wszystkim, czym mogłam być na pierwszej randce.

Najgorsze było to, że byłam też trochę zmęczona. Ten dzień, rozmowa z Bennym, podróż do Lincolna i z powrotem oraz wysiłki w łazience wykończyły mnie.

Ale nie miałam zamiaru przegapić tego wieczoru.

Złożyłam Benny’emu obietnicę. Trzymać się go. Minuta po minucie.

Zamierzałam jej dochować.

Nie wiedziałam, czy to było słuszne.

Wiedziałam tego dnia, że wyrzuciliśmy sobie mnóstwo śmieci i ani trochę nie zmartwiło to Bena.

Wiedziałam to też prawie wszyscy – począwszy od pielęgniarki Cindy, która nie miała zielonego pojęcia o naszej historii; Calowa, który całkowicie to znał; Theresy i Vinnie’go, którzy byli z tym ściśle związani; do starszej pani Zambino, niezbyt przypadkowej obserwatorki - nie uważali, że to było coś złego.

Tylko ja tak myślałam.

Zamierzałam więc trzymać się Benny’ego, przeżywać tę minutę po minucie i przetrwać to z boską pomocą.

Co oznaczało, że, chociaż byłam zmęczona i trochę obolała, wystroiłam się aż do skrajności, aby pójść z Bennym Bianchi do prawdopodobnie najbardziej romantycznej restauracji w Chicago.

Odwróciłam się do drzwi, otworzyłam je, zgasiłam światło, wyszłam i stanęłam jak wryta.

Stało się tak, bo Ben miał szyję pochyloną do przodu, stał bokiem do mnie i wzruszał ramionami w marynarce od czarnego garnituru. Zarzucił ją na koszulę tak ciemnoniebieską, że była jak noc o północy, z subtelnymi ciemnoszarymi, głębokimi bordowymi i granatowymi paskami. Jego włosy zostały częściowo ujarzmione, a kiedy już założył marynarkę, ich końcówki muskały kołnierz.

Poczułam ucisk w żołądku i suchość w ustach.

Jego oczy powędrowały do mnie i znieruchomiał całkowicie.

Potem te oczy pociemniały w sposób, który sprawił, że moje nogi zaczęły drżeć, a łechtaczka zapulsowała.

Przygotowałam się, że się na mnie rzuci.

Nie zrobił tego. Po prostu staliśmy tam i patrzyliśmy na siebie. Spojrzenie Benny’ego przesunęło po moim ciele. Miałam wrażenie, że z moim jest tak samo.

Gdy trwało to chwilę, Ben szepnął - Szaleńczo-piękna.

Serce mi się ścisnęło, a kiedy to nastąpiło, było cholernie dobre.

– Zawsze tak było – kontynuował cicho.

Zmusiłam się, żeby odzyskać głos, ale kiedy wypowiedziałam słowa, zabrzmiały ochryple - Ty też dobrze wyglądasz.

Część ciemności zniknęła z jego oczu, gdy w oczach pojawiła się słodycz, i rozkazał - Chodź tutaj, Frankie.

Chociaż raz zrobiłam, co mi kazano i podeszłam do niego.

Gdy tylko się zbliżyłam, delikatnie wziął mnie w ramiona, trzymając mnie luźno i pochylił głowę, aby dotknąć swoimi ustami moich.

Kiedy ją podniósł, zapytał - Gotowa do wyjścia?

Skinęłam głową.

Uśmiechnął się, lekko mnie uścisnął, po czym puścił. Zrobił obchód, żeby zgasić światła na szafkach nocnych, a potem podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Trzymał ją przez całą drogę do kuchni i puścił go dopiero, gdy zdjął komórkę z blatu i włożył ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Byliśmy już przy drzwiach, kiedy zapytał - Chcesz swoją torebkę?

Spojrzałam na niego - Nie pasuje do mojego stroju, a nie pomyślałam, żeby coś właściwą wziąć, kiedy byłam u siebie.

- Chcesz, żebym coś dla ciebie poniósł?

Ucichłam i patrzyłam na niego, zastanawiając się, czy był rzeczywisty.

Porównywanie go do brata było dziwne i niepokojące, ale mimo to faktem pozostawało, że Vinnie nie tylko nigdy nie zaproponował, że coś dla mnie poniesie, ale nawet czasami narzekał, gdy o to prosiłam.

Chociaż było tego więcej. Ponieważ moje doświadczenie z mężczyznami było ograniczone, moje dziewczyny zgłaszały to samo.

- Kochanie? – podpowiedział.

Znów na niezbadanym przeze mnie terytorium kobiet ostrożnie odpowiedziałam - Mój błyszczyk.

Jego wzrok opadł na moją sukienkę i zapytał z więcej niż umiarkowanym niedowierzaniem - Masz go przy sobie?

Potrząsnęłam głową - Zostawiłam w łazience.

– Znajdę – mruknął i poszedł w tamtą stronę.

- Ben, nie chcesz wiedzieć, który? – zawołałam do jego pleców.

Odwrócił się i spojrzał na mnie - Kochanie, jak myślisz, że nie mam tego odcienia zapisanego w pamięci, to się mylisz.

Znów ścisnęło mi się serce.

Ben zniknął.

Wrócił, podszedł bliżej i pomachał mi tubką błyszczyka. – To to?

To był cud.

- Tak.

Wsunął go do wewnętrznej kieszeni marynarki i zapytał - Coś jeszcze?

- Nie.

Uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i pociągnął za drzwi.

Byliśmy w jego pickupie w drodze do Giuseppe, kiedy coś mi przyszło do głowy.

- Wiesz gdzie jest mój samochód?

- Co?

Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć - Zostawiłam samochód przed domem Daniela Harta.

- Tak, racja. Manny pojechał po niego.

Gapiłam się na niego - Co?

– Man – stwierdził Ben - Policja dała nam twoją torebkę w szpitalu, powiedzieli nam, gdzie jest twój samochód i że można go przestawić. Dałem Manowi twoje klucze, on zabrał go do twojego mieszkania. Jest zaparkowany na parkingu w miejscu z numerem twojego mieszkania.

To było miłe.

- Powiedział, że potrzebujesz tuningu – kontynuował Ben – Słodka bryczka, kochanie, 280Z w T-topie[1]. Ale trzeba się tym zająć - Skręcił i zakończył mrucząc - Wezmę to do garażu, zajrzę pod maskę.

- Nie musisz tego robić – powiedziałam mu, odwracając twarz do przodu - Mam faceta, który się specjalizuje. Biorąc pod uwagę szaleństwo związane z nową pracą i przeprowadzką, nie udało mi się mu tego przekazać. Miałam zamiar to zrobić przed wyjazdem do Indy.

- Ja to zrobię – powiedział Benny.

- On się w tym specjalizuje, Ben – odpowiedziałam.

– Znam się na Z, Frankie.

Zamknęłam usta, bo wiedziałam, że się znał. Nie dlatego, że go posiadał, ale dlatego, że miał kiedyś dziewczynę, która go posiadała.

To przypomniało mi coś, o czym zapomniałam, a co zawsze uważałam za urocze w Bennym, a właściwie we wszystkich Bianchi. Kiedy ją miał, dbał o samochód dla swojej dziewczyny. Vinnie zrobił to samo dla mnie. Jak miałaś mężczyznę Bianchi, mechanicy i warsztaty wymiany oleju były wspomnieniem.

Przypomniało mi się też więcej.

Przypomniałam sobie, że tamta wytrzymała dłużej niż którakolwiek inna kobieta, z którą był Benny, ponad dwa lata. To było, gdy byłam z Vinnie’m, więc ją poznałam. Miała na imię Connie. Była bardzo piękna i bardzo słodka.

Cała rodzina miała nadzieję, że gdzieś do czegoś dojdzie między nimi, łącznie ze mną. Tak się nie stało, a Vinnie, jak powiedział Benny, za dużo gadał, więc wiedziałam, dlaczego tak się nie stało.

Była zbyt słodka. Popychadło.

- Mój brat to mężczyzna, który potrzebuje wyzwań, kotku – powiedział Vinnie - Kobieta musi mieszać jego krew na wiele sposobów. Czaisz?

Wtedy nie rozumiałam. Lubiłam Connie i myślałam, że Benny zgłupiał, pozwalając jej odejść.

Wiedziałam teraz, że Connie przyszłaby natychmiast dokładnie tam, gdyby Benny tego zażądał.

I teraz wiedziałam, że przez jakiś czas mogło to być w porządku. A potem głupio by go to znudziło.

Te myśli sprawiły, że zrobiło mi się ciepło i dziwnie jednocześnie.

Nie wiedziałam, czy postępowałam właściwie, czy to sprawi, że poczułabym się mniej dziwnie, a może bardziej, albo że Benny poczułby się dziwnie w ogóle, ale i tak zapytałam - Co tam u Connie?

- Wyszła za mąż za Tommy’ego Lasco. Dwoje dzieci, kolejne w drodze. Trzy lata temu przeprowadzili się do Calumet City – stwierdził obojętnie. Kiedy mówił, moje oczy zrobiły się duże i znów się do niego odwróciłam.

– Tommy’ego Lasco?

- Tak.

– O mój Boże – westchnęłam.

– Tak – zgodził się Benny.

Tommy Lasco był w szkole tyranem, a potem stał się dupkiem. Był przystojny, ale nie tak przystojny jak którykolwiek z Bianchich, łącznie z Mannym. Vinnie i Benny byli uderzająco przystojni w sposób, który przykuwał twoją uwagę i nie wypuszczał jej. Manny był seksowny i porywający, ale nie do końca taki jak jego bracia.

Ale bycie dupkiem zawsze czyniło mężczyznę mniej atrakcyjnym.

Odwróciłam głowę do przedniej szyby i powiedziałam - Nie podoba mi się to w jej przypadku.

- Jest szczęśliwa.

Znowu na niego spojrzałam - Jesteś pewien?

Widziałam, jak wzruszył ramionami - Pasują do siebie. Dla mnie to bez sensu, ale on ją kocha. Traktuje ją jak złoto. Jest wielkim kutasem dla wszystkich, bez wyjątku, ale bez wyjątku dobrze myśli o niej i o swoich dzieciach. Jakimś sposobem udało jej się pokonać kutasa, którym był, i znaleźć w nim faceta, którym mógłby z nią być, a on w jakiś sposób znalazł sposób, by nie być dla niej kutasem.

Przynajmniej to było coś.

Spojrzałam z powrotem na drogę i mruknęłam - Jak mogłam o tym nie słyszeć?

- Żyją spokojnie. Ona to lubi. On jej to daje.

Kolejna niespodzianka w sprawie Tommy’ego Lasco. Był typem dupka, który lubił szerzyć wokół siebie swoją dupkowatość głośno i dumnie.

- To miłe – zauważyłam.

– Tak – zgodził się Benny.

Potarłam wargi o siebie, myśląc o tym, a potem podjęłam decyzję – Czy czujesz się przez to dziwnie? Byliście razem przez jakiś czas.

- Nie – odpowiedział natychmiast Benny - Cieszę się, że jest szczęśliwa. Ona nie była dla mnie. Mocno ją zraniłem i to było do bani. Nie lubiłem jej tego robić, bo była słodka, ale nie była dla mnie. Mówiąc to, w końcu znalazła to, czego potrzebowała i nie ma się do czego przyczepić, ale jest szczęśliwa, że dostała to, czego potrzebowała.

Dotkliwie ją zranił. Była zdruzgotana, gdy Ben zerwał.

Ale stawało się jasne, że coś się wydarzyło, a kiedy to się skończyło, Benny zostawił to za sobą. Zrobił to i ruszył dalej, zostawiając to tam i nie oglądając się za siebie.

I to było coś do rozważenia.

Ben skręcił i znaleźliśmy się na ulicy prowadzącej do alejki, w której mieściła się restauracja Giuseppe’s.

- Podrzucę cię pod drzwi, kochanie - powiedział - Być może będę musiał zaparkować w pewnej odległości i nie chcę, żebyś tam szła.

I więcej dobrego od Benny’ego.

- Okej – powiedziałam cicho - Ale potrzebuję odświeżenia błyszczyka.

Pogrzebał w kurtce i podał mi tubkę. Opuściłam osłonkę i wykonałam ruch po wargach, gdy Ben skręcił w alejkę. Podniosłam osłonkę, patrzyłam, jak Ben jechał alejką i zobaczyłam to.

Dwie zwijane balustrady z kutego żelaza schodziły krótką klatką schodową prowadzącą w dół do wnętrza budynku. Nad wejściem był szyld słabo oświetlony dwoma łukowatymi światłami, na którym widniała tylko informacja Giuseppe’s. Donice przymocowane do cegły budynku od poziomu ulicy aż do wnęki nad drzwiami do restauracji, ociekały kwiatami i zielenią, podobnie jak dwie wysokie, atrakcyjne donice po obu stronach balustrad. Głęboko osadzone ławki stały po obu stronach drzwi, za donicami, gdzie ludzie mogli usiąść i poczekać na stoliki lub wyjść i zapalić, zamiast stać i włóczyć się. Ławki oświetlono większą liczbą łukowych lamp, po dwie na każdą ławkę.

Totalna klasa.

Ben zatrzymał się i przestawił Explorera w położenie neutralne. Drzwi miałam już otwarte, ale był przy nich, zanim zdążyłam wystawić stopę.

Nie postawiłam nawet stopy na stopniu auta. Trzymając ręce na moich biodrach, wyciągnął mnie z SUV’a i postawił mnie na chodniku. Bez mojej prośby wysunął mi błyszczyk z palców i włożył go do marynarki. A potem, mimo że stopnie były oddalone o cztery kroki, poprowadził mnie tam, trzymając za ręce.

Zatrzymał mnie na górze schodów i spojrzałam na niego.

– Wrócę – powiedział, po czym pochylił głowę i dotknął ustami moich świeżo pomalowanych warg, bez widocznej niechęci do tego faktu. Patrzyłam, jak wraca do swojej pickupa z kciukiem na ustach i ściera mój błyszczyk. Coś dziwnego, ale nie niepożądanego, przesunęło się we mnie, gdy to zrobił tak swobodnie. Potem patrzyłam, jak zatrzaskuje otwarte drzwi po stronie pasażera, omija maskę, wsuwa się do środka i odjeżdża.

Przez chwilę nie spuszczałam wzroku z alejki, po czym odwróciłam się i spojrzałam w dół schodów.

Vinnie nigdy mnie tu nie zabrał.

Na początku, zanim zaczęło się to robić na wyłączność dla Vinniego, miałam randkę z facetem, który mnie tu zabrał.

Gdy tylko Vinnie dowiedział się, że zabrał mnie tu jakiś facet, nalegał na wyłączność. Wiedział, co to znaczy, gdy facet zabiera kobietę do Giuseppe’s.

Nigdy się nie dowiem, dlaczego nigdy mnie tam osobiście nie zabrał.

Ale w tej chwili nie mogłam wejść. Nie sama. Zamiast tego przeniosłam się na ławkę, usiadłam i czekałam na Benny’ego.

Nie minęło dużo czasu, zanim się pokazał, a kiedy wszedł w przyćmione światło, zauważyłam, że jego wzrok skupił się na mnie.

Podniosłam się na nogi, a on tam był.

– Dlaczego nie weszłaś? – zapytał.

- Czekam na ciebie – odpowiedziałam.

Przyglądał mi się przez sekundę, po czym ujął moją dłoń i bez słowa poprowadził mnie do schodów.

Potem weszliśmy do środka. Muzyka grała tak cicho, że ledwo ją było słychać. Pobrzmiewał cichy szum rozmów, który sprawiał, że wydawało się, że wszyscy klienci szepczą. Stłumione odgłosy brzęku sztućców o porcelanę lub kryształów uderzających o szkło. Światło świec rozlewało się na stołach i w niektórych kinkietach na ścianach. Świeży, niezwykły, ale dyskretny bukiet róż stał na stacji hostessy.

Miłość wisiała w powietrzu.

Jej jedwabisty dotyk spłynął po moim gardle, gdy Ben zatrzymał nas na stanowisku hostessy, a Elena pojawiła się przed nami. Miała na sobie dobrze uszytą, czarną sukienkę sięgającą do kolan i parę czarnych butów na delikatnym obcasie z czubkami typu peek-a-boo, a włosy miała zaczesane do tyłu w delikatny kok.

- Frankie i Benny – powiedziała cicho, a jej usta lekko się wykrzywiły w uśmiechu, kiedy ręce miała wyciągnięte do przodu nisko po bokach.

Elena była dziesięć lat starsza ode mnie, może trochę więcej. Znałam ją nie dlatego, że tylko raz jadłam w jej restauracji, ale dlatego, że chodziła do tego samego kościoła co moja rodzina, mieszkała na naszym osiedlu, więc widywałam ją w okolicy, a mimo że miała własną knajpkę, przychodziła do Pizzerii Vinnie’go więcej niż raz (ponieważ wszyscy w okolicy byli tam więcej niż raz).

Była jak jej restauracja, jak jej ojciec był przed nią i, jeśli plotki głosiły, jej dziadek był przed nim. Czysta elegancja.

Podeszła do mnie jako pierwszej. Chwyciła mnie za ręce, pochyliła się i dotknęła jednym policzkiem mojego, a następnie przesunęła się, by dotknąć drugiego, po czym trzymała moje dłonie i odsunęła się, by złapać mój wzrok.

– Dobrze się czujesz? - zapytała.

- Tak – odpowiedziałam.

- Taka odważna – powiedziała cicho.

Słyszała. To nie była niespodzianka. Pochodziła z dzielnicy. Nie mówiąc już o tym, że było to w telewizji.

- Dziękuję – odpowiedziałam.

Ścisnęła moje dłonie, zanim mnie puściła i odwróciła się do Benny’ego, traktując go w ten sam sposób, ale bez trzymania za rękę. Zamiast tego pozwoliła swojej dłoni lekko spocząć na jego ramieniu.

Odeszła od Benny’ego i powiedziała - Zaprowadźmy was do waszego stolika.

Nie czekając na naszą odpowiedź, zaczęła przemykać po restauracji. Ben położył dłoń na mojej skórze na karku i poprowadził mnie za nią.

Biorąc pod uwagę krótki czas, który minął, odkąd Benny dokonał rezerwacji, byłam zaskoczona, że Elena zaprowadziła nas do najważniejszego miejsca – stołu narożnego, najbardziej cichego i najbardziej prywatnego z pozostałych stolików ze względu na strategicznie umieszczoną donicę. Stała z boku, uśmiechając się z aprobatą, podczas gdy Ben udowadniał dalej, jak niesamowity może być, kiedy obrócił się wokół mnie, aby odsunąć moje krzesło.

Usiadłam. Zostawił mnie tam, okrążył stół i usiadł.

Elena podeszła i przesunęła rękę nisko nad stołem, mówiąc - Ktoś wkrótce przyniesie wasze menu. Jeśli będziecie czegoś potrzebowali, po prostu poproście - Pochyliła brodę i dokończyła - Buon appetito.

To powiedziawszy, odleciała.

Patrzyłam, jak to robiła i powiedziałam - Ona jest zajebista.

Usłyszałam, jak Benny chichocze, gdy się zgadzał - Tak.

Spojrzałam na niego – Byłeś tu już wcześniej?

– Tak, trzydziesta piąta rocznica ślubu mamy i taty. Wynajęli salę na zapleczu. I zabrałem tu kilka kobiet.

- Och - mruknęłam, gdy do środka wkroczyła młoda kobieta w bajecznej, ale wytwornej czarnej sukience i podała Benowi i mnie wysokie, oprawione w skórę menu.

Podziękowaliśmy, a ona ledwo się odsunęła, gdy pojawił się kelner ubrany w białą koszulę, czarny krawat, czarne spodnie i nieskazitelny, długi biały fartuch z wiadrem na cokole z lodem i butelką szampana, które postawił na podłodze za krzesłem Benny’ego.

– Komplementy od Eleny – mruknął. Postawił na stole dwa długie kieliszki, zdjął korek i fachowo nalał - Wrócę po wasze zamówienie lub odpowiem na wszelkie pytania – oznajmił, wpychając butelkę z powrotem do lodu, po czym odpłynął.

Szampan był niespodzianką. Z drugiej strony, nie codziennie zdarzało się, że dziewczyna z sąsiedztwa przeżywała porwanie i postrzelenie, co trafiało do wiadomości, a kilka tygodni później wychodziła z mężczyzną, który ją uratował.

Każdy z nas przeżył tę sytuację, co było faktem godnym świętowania. To było bardzo w stylu Eleny, że pomyślała tak samo i coś z tym zrobiła.

Sięgnęłam do kieliszka, ale zanim się do niego zbliżyłam, zobaczyłam palce Bena zamykające się na trzonku.

Zabrał go, a ja na niego spojrzałam.

- Kiedy wzięłaś ostatnią pigułkę? – zapytał.

- Dzisiaj rano – odpowiedziałam.

– Będziesz jej potrzebowała, żeby przetrwać noc?

Ból był dokuczliwy i z doświadczenia wiedziałam, że będzie się nasilać. Zatem odpowiedź na to pytanie brzmiała: tak.

Dlatego dałam mu tę odpowiedź.

- Tak.

- Frankie, przeczytałem ulotkę dołączoną do leków. Bez alkoholu.

Zamrugałam – Ale ja jestem w Giuseppe’s.

- Tak. I cię tu kiedyś sprowadzę i będziesz mogła wypić tyle szampana, ile zechcesz. Teraz bądź bezpieczna.

Sięgnęłam po kieliszek, mówiąc - Jestem pewna, że będzie dobrze.

Ben odsunął go i powiedział - Ja nie jestem, więc będziesz bezpieczna.

Skupiłam na nim wzrok - Ben, tylko kieliszek.

– Francesca, nie.

Wtedy spojrzałam na niego gniewnie i oświadczyłam - To już nie jest fajna randka.

Nie zmartwiło go to w najmniejszym stopniu i wiedziałam to, kiedy stwierdził - Będzie mniej fajna, jeśli będziesz mieć atak lub pójdziesz spać i nie obudzisz się albo jeśli zaczniesz chorować, czy stanie się cokolwiek innego, z jakiego powodu napisali w tej ulotce, że nie należy pić alkoholu podczas stosowania tych tabletek.

- Prawdopodobnie nie jest to aż tak dramatyczne.

– Skarbie, zostałaś postrzelona. Wbrew wszystkiemu, co święte w Chicago, a nie jest nielegalnym biznesem i szalonym dwudziestolatkiem, twój mężczyzna postanowił zostać mądrym facetem i został zabity. Twój brat jest bliski bankructwa z powodu alimentów, które będzie płacił, albo jego historia zostanie nakręcona na potrzeby filmu telewizyjnego, kiedy wszystkie te suki, które taguje lub niedawno tagował, stracą rozum i zwrócą się przeciwko niemu i/lub przeciwko sobie nawzajem. Jesteś magnesem na dramaty. Jeśli chcesz z tym flirtować, dowodzisz, że jesteś wariatką, jaką cię znam. Ale nie zrobisz tego na mojej zmianie.

- Jak to się dzieje, że bycie jednocześnie racjonalnym i opiekuńczym jest tak niesamowicie irytujące? - zapytałam w mgnieniu oka, a on się uśmiechnął.

- To dar.

Przewróciłam oczami.

Benny upił łyk szampana z mojego kieliszka.

Otworzyłam menu i zaczęłam je studiować z zamiarem zapamiętania każdego słowa, nawet jeśli zajęłoby mi to całą noc.

Niestety niegrzecznym byłoby, gdyby kelner ciągle wracał do stołu i pytał, czy jesteśmy gotowi na zamówienie. Więc kiedy pokazał się po raz pierwszy, zamówiłam smażone kalmary, sałatkę ze szpinakiem i risotto z homarem, przy czym to ostatnie było najdroższą rzeczą w menu.

Zakończyłam zamówienie słowami - Później nie zawracaj sobie głowy zaoferowaniem nam spojrzenia na stronę z deserami. Po prostu to przynieś.

Pochylił przede mną głowę i spojrzał na Benny’ego, który sam złożył zamówienie i zakończył je słowami - Twój barman da się namówić, żeby zrobił dziewicze Bellini[2]?

Zacisnęłam usta, bo kochałam Bellini. Było moim ulubionym. Benny najwyraźniej pamiętał to i miło było, że to robił.

- Jestem pewien, że tak – odpowiedział kelner.

- Dobrze, w takim razie przynieś mojej dziewczynie jeden i upewnij się, że nie będzie miała pustego kieliszka.

Kelner skinął głową, wziął jego menu, aby je dodać do tego, którego zabrał ode mnie i odszedł.

Ben spojrzał na mnie - Dobrze wiedzieć, że Lincoln’s nie zmniejszył ci apetytu.

Chwyciłam serwetkę, odrzuciłam ją na bok i położyłam na kolanach.

Benny mówił dalej, gdy to robiłam - Dobrze też wiedzieć, że będę musiał dać sobie podwyżkę, żebym mógł cię od czasu do czasu zabrać gdzieś i było mnie na to stać.

Skrzyżowałam nogi pod stołem i poruszyłam ręką, aby przesunąć sztućce tak, aby były starannie ułożone wokół talerza stojącego przede mną, mimo że były już starannie ułożone.

– Francesca – zawołał.

Przymrużyłam na niego oczy - Co?

- Kupiłbym ci talerz wypełniony szafirami i byłbym szczęśliwy, siedząc naprzeciwko ciebie, gdy ty byś je przeglądała, nawet gdybyś to robiła wkurzona na mnie za to, że jestem racjonalny i opiekuńczy.

Poczułam ucisk w żołądku, serce ścisnęło się i pochyliłam się w jego stronę, sycząc - Przestań być niesamowity.

Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się, pokazując mi, że nie zamierzał przestać być niesamowity, bo dobrze wyglądał i dobrze brzmiał, robiąc to.

Kiedy już zaczął chichotać, jego dłoń przemknęła przez stół i zamknęła się wokół mojej. Skręcając ją, zmusił swoje palce do splatania się z moimi i położył nasze dłonie na stole.

Kiedy już to osiągnął, spojrzał mi w oczy i stwierdził – Czekałem na to lata, kochanie. Dziękuję, że warto było czekać.

- Nadal jesteś niesamowity – poinformowałam go.

– Tak, i to cholernie urocze, że cię denerwuje.

- Teraz jesteś niesamowity i szalony – powiedziałam.

Jego głowa przechyliła się lekko na bok - Człowiek lubi to, co lubi. Jestem mężczyzną, któremu podobasz się ty i twój charakterek.

– Nieważne – mruknęłam, choć podobało mi się, że jemu to się podobało, a mnie bardzo się to podobało.

- Co cię uszczęśliwia? – zapytał nagle, a ja poczułam, jak moje ciało wzdrygnęło się na to pytanie, nie tylko dlatego, że było nagłe, ale dlatego, że było nieoczekiwanie ciężkie.

- Co?

- Co sprawia, że ​​jesteś szczęśliwa? Czego chcesz od życia?

- Ja... - zaczęłam, po czym zmieniłam to, co chciałam powiedzieć - Dlaczego pytasz?

- Bo chcę wiedzieć, czy mam to w sobie, żeby ci to dać.

Boże.

Benny.

– Ben – szepnęłam.

- Chcę dzieci. Trójkę, czwórkę. Chłopcy i dziewczyny, ale jakkolwiek przyjdą, nie ma to dla mnie znaczenia – oznajmił - I tyle. Dobrze radzę sobie w restauracji. Spokojnie z pieniędzmi, które mam w banku. Jak zajmę się dziećmi, w końcu będę musiał kupić większy dom. I opowiedziałem ci kobietę, jakiej pragnąłem. Więc to jest to. Tego właśnie chcę od życia. To właśnie by mnie uszczęśliwiło.

Dał mi to. Żadnych namawiań, żadnych bzdur, żadnych gier, żadnego powstrzymywania się i czekania, żeby zobaczyć, gdzie jestem i czy pasuję.

To, czego chciał, było proste.

I piękne.

Kiedy nic nie powiedziałam, nacisnął - Chcesz dzieci?

- Tak – odpowiedziałem.

- Ile?

– Nieważne, ale więcej niż jedno.

Na chwilę jego palce zacisnęły się na moich, po czym dodał – Podoba ci się twoja praca?

- Tak.

- Chcesz ją zatrzymać, czy zostać mamą w domu?

- Nie wiem. Myślę, że dowiem się, kiedy urodzi się pierwsze dziecko.

– Tak – powiedział.

- Chcesz, aby mama twoich dzieci nie pracowała? - zapytałam.

- Chcę, żeby była szczęśliwa – odpowiedział - Więc mam to w dupie, dopóki ona to dostanie. Niezależnie od tego, jak to się skończy, poradzimy sobie.

Więcej niesamowitego.

- Przeprowadzam się do Indianapolis, Benny – wypaliłam, zaciskając dłoń w jego dłoni – Muszę. Ja...

Jego dłoń lekko szarpnęła moją – To nie będzie następna minuta, kochanie.

Zamknęłam usta.

- O tym teraz myślisz, więc powiem tylko – kontynuował - Jeśli chcesz tej nagrody, musisz na nią zapracować. A jeśli na twojej drodze pojawiają się przeszkody, musisz się z nimi uporać, gdy w nie uderzysz. Znajdujesz sposób. My chcemy nad tym popracować, więc znajdziemy sposób.

Była duża przeszkoda, z którą trzeba było się zmierzyć.

W świetle tego było to również idealne stwierdzenie.

- Okej – powiedziałam cicho.

Jego kciuk poruszył się, gładząc bok mojej dłoni, po czym zapytał - Odpowiada ci nasza wcześniejsza rozmowa?

- Przeważnie – odpowiedziałam.

- Która część ci nie odpowiada?

- Wszystkie te części, które wciąż są niezręczne i niewygodne – powiedziałam, mając na myśli całość.

Jego głowa ponownie przechyliła się na bok – Vinnie cię tu przyprowadził?

Potrząsnęłam głową.

– Przyprowadziłem tu Connie.

Mój oddech urywał się i patrzyłam mu w oczy.

- Ty masz przeszłość, ja mam przeszłość – stwierdził Benny - Ty kochałaś mężczyznę. Ja miałem kobietę, która coś dla mnie znaczyła. To było wtedy, Frankie, teraz jest teraz. Chodzi o to, że twój mężczyzna był moim bratem. Możemy sprawić, że stanie się to problemem, lub możemy odpuścić.

– Łatwo ci to odpuścić? - zapytałam.

– Nie, ale nie dlatego, że miał ciebie. Nie dlatego, że byłaś w moim życiu w inny sposób i musiałem patrzeć, jak go kochasz i tracisz. Ponieważ nie postąpił właściwie wobec ciebie i to mnie wkurza. Myślę jednak, że i to w końcu zaniknie.

- Chciałeś się ze mną umówić w szkole średniej – zauważyłam, nawet nie wiedząc, dlaczego to zrobiłam, ale Ben musiał wiedzieć, bo jego kciuk przestał głaskać, a jego palce znów zacisnęły się na moich.

- Kochałem mojego brata, myślałem, że jesteś zajebista, ale byłaś z nim, więc nie pozwalałem, żeby moje myśli tam szły. W ciągu ostatnich kilku tygodni pozwoliłem myślom tam popłynąć. Nie kryłem wtedy zazdrości. To nie znaczy, że kiedy to się między wami zaczęło, nie był to cios, bo wcześniej to schrzaniłem. Byłaś w pobliżu, dostępna i przez lata nic z tym nie robiłem, a Vinnie się tam dostał, bo się pierdoliłem. Ale kiedy z nim byłaś, to odeszło, bo musiało. Podsumowując, nie sprawia mi to radości, że straciłaś to, co straciłaś, kiedy straciłaś jego. Nie zmienia to faktu, że cieszę się, że dostałem szansę. Mógłbym czuć się winny z tego powodu, ale to nie jest wina żadnego z nas. To wina Vinniego. I ostatecznie jest tak, jak jest.

– Ale mówiłeś, że zastanawiałeś się nad wykonaniem jakiegoś ruchu, kiedy byłam z Vinniem – zauważyłam.

Raz skinął głową - Mogę mieć poczucie winy też z tego powodu, ale to również nie jest moja wina. Dokonywał wyborów i był moim bratem, ale wiedziałem, że zasługujesz na kogoś lepszego. Doszło do tego, że coś było między wami nie w porządku i nie zamierzało być lepiej. Doszło do punktu, w którym zacząłem zdawać sobie sprawę, że chcę ci to dać.

Odwróciłam od niego wzrok, ale jego uścisk dłoni sprawił, że znów na niego spojrzałam, a on kontynuował.

- Gdybyś nie była z Vinniem, ale z jakimś innym dupkiem, który nie zachował się wobec ciebie dobrze, zrobiłbym to samo. Wprowadziłbym się. Niektórzy mogliby powiedzieć, że byłby to ruch kutasa, brat czy nie, ale mam to gdzieś. Nie miałbym z tego powodu również żadnych wyrzutów sumienia. To jest to samo, kurwa, z tą różnicą, że ten dupek to był mój brat. Wyeliminuj Vinniego z równania, Frankie, a skończysz z mężczyzną, który będzie cię dobrze traktował. To nie jest złe. Mogłabyś ziać ogniem lub gadać do mnie przez rok i nie przekonałabyś mnie, że tak jest.

- Czy twoi rodzice rozumieją, co to jest? – zapytałam głosem, który był ledwo szeptem.

– Tak – odpowiedział głosem, który nim nie był.

– I nie przeszkadza im to? - teraz mój głos był cichy, ale piskliwy.

- Mają więcej lat od nas. Wiedzą, że jesteś dobrą kobietą. Chcą, żebyś była szczęśliwa. I z pewnością chcą, żebym ja był szczęśliwy. Wystarczająco dużo osądzali, gdy nie była to ich rola, a osądy, które wydali, były popierdolone. Nauczyli się, Słonko. Nie umknęło im, że życie jest życiem, a celem jest zdobycie jak najwięcej szczęścia podczas jego trwania. Sprawy mogłyby potoczyć się inaczej, gdybym wykonał jakiś ruch, gdy mój brat żył. Mogliby się na to nie zgodzić. Z drugiej jednak strony w głębi serca wiedzieli, że on robił ci coś złego, więc mogli tego nie robić. Nigdy się nie dowiemy. W tej chwili w tym scenariuszu nie ma nikogo, kogo można by zranić, ponieważ ten, kto mógłby zostać czuć ból, nie żyje.

- Znasz odpowiedzi na wszystkie pytania – zauważyłam, ale nie sarkastycznie. Po prostu miał wszystkie odpowiedzi, odpowiedzi na trudne kwestie, o których myślałam, że nie mają wcale odpowiedzi.

- To dlatego, że można znaleźć odpowiedzi.

- Dlaczego te odpowiedzi przychodzą ci łatwo?

– Ponieważ nie utrudniam im pracy.

Poczułam, że moje brwi się zmarszczyły – Myślisz, że to właśnie robię?

- Myślę, że kochałaś mojego brata i myślisz, że zdradzasz jego pamięć, pozwalając sobie mieć to, czego chcesz i idąc tam ze mną. Ale jego pamięć jest pamięcią, kochanie. Nie ma nic do zdradzenia. Sprowadza się to do decyzji, którą podejmujesz na temat tego, czego chcesz. I wiem, że wbijam ten punkt w sedno, ale jest to punkt, w którym muszę wbić. Oznacza to, że zdradził cię, zanim został zabrany z tego świata. Zatem moje pytanie brzmi: dlaczego po jego odejściu chcesz zachować wiarę?

- Jesteś na niego bardzo zły – szepnęłam, nie mając dobrego przeczucia w związku z tym, co Ben wyraźnie zaznaczał i nie mając co do tego dobrego przeczucia z różnych powodów.

- Tak. Bo go kochałem i jestem wkurzony, że nie żyje. Wkurzam się, dlaczego nie żyje. Jestem na siebie wkurzony za to, co ci zrobiłem po jego śmierci. Jestem wkurzony tym, co zrobił tobie, moim rodzicom i mojej rodzinie, zanim umarł. Muszę to przepracować i zrobię to. Ale nie kręć tym gównem w swojej głowie, żeby zrobić z tego to, czego od ciebie chcę. Znałem w liceum dziewczynę, która była słodka i pikantna i wtedy zmarnowałem swoją szansę z nią, bo byłem młody i głupi. Wiele lat później, gdy już nauczyłem się nie być głupim, dostałem szansę, więc ją biorę. Tak się składa, że Vinnie był tym, co przydarzyło ci się w międzyczasie. To przykre, bo tobie to utrudnia, ale dla mnie tak właśnie jest. On to komplikował. Ale to wszystko. Teraz jesteśmy tylko ty i ja.

Słuchając go i pozwalając, aby wszystko, co mówił, zapadło mi w pamięć, poczułam, jak mój oddech przyspieszył, ale w taki sposób, że w końcu dostałem tlen po latach, w czasie których nie mogłam oddychać.

– Mówisz wszystkie właściwe rzeczy - Powiedziałam to jako oskarżenie obronnego, ponieważ chciałam oddychać; Po prostu żyłam bez tlenu tak długo, że mu nie ufałam.

- Nie, nie mówię. Mówię rzeczy, które są właściwe.

Jego słowa natychmiast wywołały u mnie chichot, którego nie mogłam powstrzymać.

Benny uśmiechał się do mnie, kiedy zapytał - To jest zabawne?

- To była właściwa rzecz do powiedzenia – wyjaśniłam, odwzajemniając uśmiech.

Widząc mój uśmiech, nagle przeciągnął moją rękę przez stół, a ja z całkowitą fascynacją patrzyłam, jak jego ciemna głowa pochyla się nad nią, a potem poczułam, jak niezwykła wspaniałość jego ust muska moje palce.

Trzymał mnie mocno za rękę, nawet gdy jego oczy podnosiły się na moje.

- Kilka tygodni temu, kiedy śledziłaś mnie z Chicago, a potem ruszyłaś za Vi, poczułem strach, kochanie. Ujawnił się jako gniew, ale był to strach, który przeszył mnie aż do szpiku kości. Kiedy Sal powiedział mi, że cię dopadli, to raniło mnie do wnętrzności. Nie mogłem myśleć, bo wiedziałem, że gdybym to zrobił, pomyślałbym o marnowaniu czasu, a nie o załatwianiu gówna z tobą. Jak wpadłem do tego lasu, zobaczyłem cię na ziemi czołgającą się przez te liście. Jedyną rzeczą, która powstrzymała mnie od władowania całego magazynka w tego skurwiela, był krzyk Vi, a ty spojrzałaś mi w oczy i bezgłośnie wypowiadałaś jej słowa, żartując. Czysta, pieprzona Frankie. Nigdy w życiu nie kochałem kobiety, nie w ten sposób. Szczerze mówiąc, jesteś szalenie piękna i bardzo mi się podobasz, ale nie wiem, skąd wzięła się ta emocja. Po prostu wiem, że cokolwiek to jest, co czułem tego dnia, coś znaczyło i że coś jest ogromne. Chcę więc poznać dobre strony tego uczucia. Jedyne o co proszę, to żebyś mi pozwoliła.

Patrzyłam mu w oczy, słowa uwięzły mi w gardle, myśli tłoczyły się w głowie, uczucia gromadziły się wokół serca, ale zanim zdążyłam wydusić z siebie słowo, cichym, pełnym szacunku głosem, nasz kelner powiedział - Przepraszam. Bellini dla pani.

Wprawną ręką, mimo że Benny i ja byliśmy oparci o stół, postawił go obok mojego nakrycia i odszedł.

Ale zarówno Benny, jak i ja odsunęliśmy się nieco do tyłu, aby go wpuścić, a kiedy się oddalał, Ben wpatrywał się w jego plecy, jakby żałował, że nie ma noża, którym mógłby w nie rzucić.

- Ben – zawołałam.

Spojrzał na mnie.

– Minuta za minutą, kochanie – szepnęłam.

Zamknął oczy, jego dłoń wciąż była w mojej, mocno zaciśnięta, a ja straciłam widok jego twarzy, kiedy ponownie opuścił głowę, podniósł moją rękę i dotknął ustami moich palców.

Przez to zacisnęłam zęby, trzymałam go za rękę i walczyłam ze łzami.

Położył nasze ręce na stole, obdarzył mnie spojrzeniem swoich pięknych oczu i szepnął - Minuta po minucie, kochanie.

*****

Trzy i pół godziny później wyszłam z łazienki i zastałam Benny’ego w łóżku, ze wzrokiem skierowanymi w stronę telewizora. Ponieważ był w garniturze, aby się zrelaksować, przebrał się w spodnie od piżamy w szarą, niebieską i czerwoną kratę, do których dołożył białą koszulkę luźną na brzuchu i przylegającą do klatki piersiowej.

Przygryzłam wargę i poszłam do łóżka.

- Pigułka jest na szafce nocnej, Słonko – mruknął do telewizora.

- Dzięki – mruknęłam do kołdry, którą odsuwałam.

Wsunęłam się, odwróciłam, zobaczyłam pigułkę, którą przyniósł mi Ben, obok szklanki wody, którą również dla mnie przyniósł i wzięłam ją, czując się ciepło i dobrze, i było to czyste szaleństwo, ale czułam się też szczęśliwa.

Usiadłam obok niego, ale pół-leżąc na łóżku, z głową na poduszkach, bo byłam wyczerpana. Nie miałam nawet siły siedzieć prosto.

Po ciężkim temacie kolacja poszła znakomicie. Jedzenie było fenomenalne. Benny i ja rozmawialiśmy, przekomarzaliśmy się, śmialiśmy i w naturalny sposób wpadliśmy w to, co mieliśmy kiedyś, z wyjątkiem tego, że był to to, co było, gdy byliśmy przyjaciółmi, plus o wiele więcej.

Byłam pełna i zadowolona (choć byłabym bardziej zadowolona, gdybym wypiła kieliszek szampana) i oboje milczeliśmy w drodze do domu, ale w tym milczeniu Benny przez całą drogę trzymał moją rękę na swoim udzie.

Kiedy weszliśmy do kuchni, obrócił mnie tak, aby trzymał mnie luźno w ramionach, pochylił się, dotknął moich ust swoimi i powiedział - Idź na górę. Przyjdę za minutę.

Nie kwestionowałam tego. Poszłam.

Teraz było teraz.

Wolałabym, żeby moja pierwsza randka z Bennym Bianchi była tą, podczas której zaczęłabym odpuszczać to, czego używałam, aby wcisnąć między nas klin, więc zakończyłaby się gorącą sesją całowania. Ale z jego słów po krótkim pocałunku wiedziałam, że zakończę to, prawdopodobnie przytulona do łóżka, z nim oglądającym telewizję.

Wzięłabym to.

Po tym dniu mogłam nie znieść więcej.

A dobro, które stawało się niesamowite przez wszystko to, co Benny miał na myśli, znaczyło, że on prawdopodobnie o tym wiedział, więc nie zamierzał mnie do tego zmuszać.

- Kotku, wyświadczysz mi przysługę? – zapytał, wciąż patrząc na telewizor.

- Tak? – zapytałam, kiedy nie powiedział nic więcej.

- Następnym razem, gdy cię zabiorę na randkę, kiedy nie będziesz mieć w sobie rany, która się goi, załóż tę sukienkę.

Koniuszki moich ust się wykrzywiły w górę, ale nic nie powiedziałam.

Szedł dalej.

- I jestem pewien, że są słodkie, ale masz moje pozwolenie na zgubienie tych majtek.

Oczywiście Benny Bianchi miał umiejętności dostrzegania majtek.

Na to uśmiechnęłam się w środku, ale werbalnie wymamrotałam - Cokolwiek.

Zignorował moje „cokolwiek” i poszedł dalej - Jeśli mogłabyś chodzić codziennie do końca życia w tych butach, byłbym szczęśliwym człowiekiem.

Być może te buty nie były kusicielskie.

Być może były czyniące cuda.

Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, ale zgasiłam go, żeby był mały i skierowałam go do telewizora.

Pięć minut później, kiedy pojawiła się reklama, Benny zwrócił się do mnie. Pochylił się, uniósł rękę, aby ująć moją szczękę i zbliżył swoją twarz do mojej.

Spojrzałam mu w oczy i wstrzymałam oddech.

- Uszczęśliwiłoby mnie to, gdybym nie musiał już spać na tej kanapie - powiedział cicho.

Wiedziałam, co mówił.

To było za szybko. Zdecydowanie za szybko.

Jednak po kolacji tego wieczoru nie obchodziło mnie to.

- Więc nie śpij - odpowiedziałam cicho. Chociaż mój głos był taki cichy, serce biło mi jak szalone.

Jego oczy złagodniały, jego twarz zbliżyła się, a potem jego usta znalazły się na moich. Dostałam tylko muśnięcie językiem, ale było to smaczne muśnięcie językiem, które bardzo mi się podobało, zanim się odsunął.

Benny, nie marnując okazji ani czasu, przesunął się i wślizgnął pod kołdrę. Potem wsunął pode mnie ramię i przesunął mnie tak, żebym przytuliła się do jego boku.

Przesunęłam ręką po jego płaskim brzuchu.

- Jutro masz kontrolę o dziesiątej – przypomniał mi.

– Tak – potwierdziłam. Pamiętałam.

- Zabiorę cię.

- Okej.

– Zadzwonię też do Manny’ego. Kiedy odprowadzę cię do domu, on i ja pójdziemy po twojego Z, żebym mógł się tym zająć.

- W porządku.

– Muszę wracać do kuchni, Frankie. Chcesz zadzwonić do przyjaciela, żeby spotkał się z tobą jutro wieczorem, kiedy będę w pracy?

– Będzie miło.

Uścisnął mnie - Racja.

Kiedy skończył mnie ściskać, jego dłoń powędrowała w górę i wplotła się w moje włosy.

Potem zaczął okręcać kosmyk moich włosów wokół palca.

Nie wiem, dlaczego to zrobiłam, poza tym, że chciałam to zrobić i nie dostałam zbyt wiele z tego, czego chciałam, a wiele z tego, czego chciałam, leżało tuż obok mnie.

Więc to zrobiłam.

Odwróciłam głowę i pocałowałam jego koszulkę nad piersią.

Kiedy to zrobiłam, jego palce przestały bawić się moimi włosami i poczułam, jak jego mięśnie brzucha napinają się pod moim pachą.

Ale kiedy z powrotem przyłożyłem policzek do jego klatki piersiowej, jego palce znów się uniosły, a jego ciało rozluźniło się obok mnie.

- To był miły wieczór, kochanie. Dziękuję – powiedziałam do telewizora.

- Tak, kotku.

Uścisnęłam go i zrelaksowałam się obok niego, zastanawiając się, czy to właśnie to uczucie. Czy tak właśnie się czułaś, zdobywając to, czego chciałaś przez całe życie. Mając to rozciągnięte obok siebie. Obietnica tego będąca obecna przez całą noc, więc budziłaś się z nią rano. Obietnica tego idąca do pracy następnego dnia, wiedząc, że wróci. Obietnica, która pozostanie obietnicą – piękna, na zawsze tam, wabiąca, nawet gdy wypełniała się tylko minuta po minucie, pozostawiając cię biorącą ostatni oddech na ziemi, wiedząc, że prowadziłaś życie pełne piękna.

Jeśli tak, było dziwnie spokojnie.

Można by pomyśleć, że coś tak wspaniałego dotyczyłoby fajerwerków.

Ale jeśli to było to, to nie dotyczyło.

Było cicho, spokojnie, wygodnie.

Pięknie.

 



[1] Sportowy model Nissana 280 Z, któremu po 1980r. dodano dach w stylu t-top (lub t-bar), czyli składany z dwóch stron, dzięki czemu był to „prawie” kabriolet

[2] Bellini - musujący bezalkoholowy koktajl, zawierający mieszankę soku białych brzoskwiń i prosecco

1 komentarz: