niedziela, 22 października 2023

22 - Niesamowity (cz.2)

 

Rozdział 22

Niesamowity (cz.2)

 

*****

Tego wieczoru o 17:05 pomaszerowałam do samochodu, jak każdego innego dnia, z tą różnicą, że dużo wcześniej.

Stało się tak, ponieważ Benny był u mnie, a ja chciałam być z Bennym.

Było to również dlatego, że chciałam stąd spierdalać.

To ostatnie było częściowo spowodowane tym, że zabrałam wszystkie dowody, które zebrała załoga Tandy, od wyraźnie przerażonego Petera Furlocka. Chociaż nie było miło to powiedzieć, był przysadzistym, przygrubym mężczyzną, miał przerzedzone jasnobrązowe włosy i nosił grube okulary ze względu na słabe oczy lub mrużenie oczu na ekranie komputera lub telewizora podczas ciągłej gry.

Mimo to urósł na bohatera, ponieważ był mądry, odważny i postąpił słusznie. Powiedziałam mu to wszystko, aby się uspokoił, trzymał się programu i zapewniłam go, że moi „ludzie” ochraniali go.

Kiedy wrócił do miejsca, gdzie ukrywali się informatycy, wyglądał na mniej przerażonego, ale wciąż roztrzęsionego.

Rzeczy, które mi dał, były w mojej torbie na komputer.

Więc też chciałam się stamtąd wydostać, bo to miejsce przyprawiało mnie o ciarki. Wydawało się, że ściany mają oczy, ale nie pomagał fakt, że Heath zniknął podczas lunchu i nie wrócił.

To spowodowało, że Sandy świrowała z powodów, które prawdopodobnie nie były dobre. Była wyraźnie zdenerwowana. Upuściła kilka rzeczy, w tym pełny kubek kawy. Unikała Tandy (a co za tym idzie i mnie) jak ognia.

I dwa razy widziałam ją biegnącą do łazienki.

Może nie czuła się dobrze.

Ale prawdopodobnie poszła tam, żeby świrować i/lub wybuchnąć płaczem.

Coś było nie tak i było to albo to, co ja powiedziałam Heathowi, albo to, co powiedział mu Bierman.

Zadzwoniłam do Benny’ego z tą wiadomością i przekazałam mu szczegóły dotyczące Nightingale Investigations, firmy, z którą miała powiązania przyjaciółka siostry Tandy z Brownsburga (ze wszystkich cholernych miejsc). Ben powiedział mi, że przekaże wszystko Salowi, więc ja nie będę musiała.

Nie dlatego, że nie chciał, żebym rozmawiała z Salem. To dlatego, że nie chciał ryzykować, że ktoś mnie podsłucha.

Ponieważ wszystkie dowody znajdowały się na trzech pendrive’ach, bez papieru, zamierzałam je przekazać komuś, kogo Sal by przysłał, żeby je zabezpieczył.

Taki był mój plan na wieczór.

Miałam też zamiar przytulać się do mojego mężczyzny, bawić się ze szczeniakiem, nie mogąc się doczekać czasów, kiedy to będzie moje życie, ale w Chicago, i spróbować zapomnieć o tym całym gównie.

Do jutra.

Byłam przy samochodzie, kiedy mój telefon w torebce zaczął wyświetlać przychodzącego SMS-a. Weszłam do samochodu, usadziłam się, wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz.

Kiedy zobaczyłam, co na nim było, zmusiłam się do normalnego zachowania, widząc, że na parkingu mają kamery. A kiedy tekst zniknął i pojawił się ciemny ekran, poszłam do SMS-ów, aby przeczytać go ponownie.

McCaffrey. Teraz. Przyjdź sama.

Pochodziło od Heatha.

Jedno wiedziałam: jadę do McCaffrey.

Poza tym wiedziałam, że nie jadę tam sama.

Włączyłam Bluetooth, wybrałam numer i ruszyłam z miejsca, gdy zadzwonił.

– Wracasz do domu? - było powitaniem Benny’ego.

- Nie, spotykamy się w lokalu zwanym McCaffrey, gdzie daję występ dowódczy dla Heatha, mojego kolegi, który zniknął w porze lunchu po pierwszym porannym spotkaniu ze mną, a zaraz potem z Bierman’em.

– Kurwa – mruknął - Gdzie to jest?

Dałam mu wskazówki dojazdu, a on brzmiał, jakby szedł, kiedy powiedział - Rozumiem. Będę tam za kilka minut. Ale nie wchodź beze mnie. Nawet nie parkuj na parkingu beze mnie. Miałam dziś do czynienia z chłopakami Sala, więc jeden z nich zgarnął twoją w dupę w drodze do pracy i miał cię śledzić do domu. Może zakończyć pracę, kiedy tam dotrę, ale nie wejdziesz bez kogoś za twoimi plecami. Wybierz się na przejażdżkę. Pokrąż. Napiszę do ciebie, kiedy tam będę.

Wyglądało na to, że Ben jest dobry w gównie z ukrywaniem się i ochroną.

Wydało mi się to interesujące.

I gorące.

– Jasne, capo.

- Nieważne – powiedział z uśmiechem w głosie, a potem dodał „Później”.

Rozłączył się, a ja zrobiłam, co kazano, choć nie było to kilka minut, ponieważ Brownsburg znajdował się pół godziny jazdy od McCaffrey w dobry dzień, a były godziny szczytu. Ponieważ na 86th Street i w jej okolicach, gdzie mieścił się McCaffrey, było szalenie tłoczno, robiłam to również, chcąc kogoś zamordować.

I robiłam to, dopóki mój telefon nie zadzwonił i nie zobaczyłam wiadomości, że Ben tam był.

Wtedy podjechałam do McCaffrey, pubu przy 86, do którego wielu mieszkańców Wyler przychodziło po pracy na kilka drinków i talerz przekąsek. Byłam tam dwa razy, zawsze z ludźmi z Wyler.

Zaparkowałam, a kiedy wysiadłam, Benny stał u moich drzwi.

- Masz gówno przy sobie, kochanie? – zapytał i znowu to samo. Był dobry w tym gównie z ukrywaniem się i ochroną. Zostawiłam to w torbie na komputer na siedzeniu pasażera. Prawdopodobnie nie było najlepszym pomysłem pozostawienie wszystkich dowodów, jakie załoga Tandy zebrała z trudem w moim kilkudziesięcioletnim Z przed pubem odwiedzanym przez pracowników Wylera.

- Racja - mruknęłam, wsunęłam się do samochodu, chwyciłam torbę, wyciągnęłam ją, a kiedy to zrobiłam, Benny ją wziął.

Zamknęłam auto. Chwycił mnie za rękę i zaprowadził do baru.

Znaleźliśmy Heatha z dala od tłumu, który był zgromadzony wokół baru i próbował coś sobie złapać. Boczna budka, na uboczu.

Najwyraźniej nie miał ochoty napić się piwa (a w jego przypadku w kieliszku koktajlowym przed nim znowu domyślałam się martini) i podzielić się w tłumie swoim dniem.

Zaprowadziłam Benny’ego do Heatha, a kiedy dotarliśmy do jego budki, Ben jako pierwszą wprowadził mnie.

Ledwo przestaliśmy wsuwać tyłki, kiedy Heath zapytał - Kim jest ten pieprzony facet?

- Mój chłopak – odpowiedziałam.

Skupił na mnie wzrok – Wydawało mi się, że mówiłem, żebyś przyszła sama.

- Nie jest sama. Pogódź się z tym lub nie. Decyduj teraz. Wychodzimy czy zostajemy? - oznajmił Ben, a Heath spojrzał na niego gniewnie.

Potem wzruszył ramionami - A do cholery, to nie ma znaczenia. I tak niedługo będzie to w całym Internecie, żeby każdy mógł to zobaczyć – mruknął dziwnie, po czym odwrócił się, podniósł coś z siedzenia obok siebie i rzucił to przez stół w naszą stronę.

To była szara koperta.

- Co to jest? – zapytałam, sięgając po nią.

- Dowód, że Randy Bierman to totalny kutas – odpowiedział Heath.

- Musisz nam dać więcej, stary, żebyśmy w to weszli – powiedział Benny.

Heath spojrzał na mnie, ale ruchem głowy wskazał Benny’ego - Jeszcze raz, dlaczego ten facet tutaj jest?

- On jest Włochem. Jest opiekuńczy. Zwykle nie lubi, gdy piję drinka sam na sam z facetami, którzy mnie nie lubią, więc tu jest. Tak jak powiedział, pogódź się z tym – odpowiedziałam, chwytając kopertę podczas tej wymiany zdań. Otworzyłam ją i zaczęłam wyciągać to, co było w środku.

Włożyłam to z powrotem i nawet nie przyjrzałam się temu dokładnie.

Stało się tak, bo zobaczyłam Heatha siedzącego w ładnym fotelu, całkowicie ubranego, z głową odrzuconą do tyłu, a Sandy znajdowała się między jego nogami i zupełnie nago robiła coś, czego nie można było pomylić.

Ledwo udało mi się wepchnąć zdjęcie z powrotem, kiedy Benny wyrwał mi kopertę z ręki i wysłał ją z powrotem do Heatha.

– Chcesz wyjaśnić, dlaczego dajesz mojej kobiecie takie gówno, żeby na nie patrzyła? – zapytał, a jego głos nie był gładki, nie był łatwy, ale dudniący i zirytowany.

Oczywiście on też rzucił okiem.

- Myślałem, że powinna wiedzieć, że ma rację – odpowiedział Heath, jakby to wszystko było dla niego takie samo. Spojrzałam na jego kieliszek do martini, który był opróżniony i zastanawiałam się, ile ich wypił.

Kiedy znów się odezwał, spojrzałam na niego.

- Bierman. Tak jak się domyśliłaś. Kazał mi powiedzieć Sandy, żeby się trzymała w ryzach, bo w przeciwnym razie wszyscy na całym świecie dowiedzą się, że ma znamię na tyłku. Kazał mi też z nią zakończyć. I na koniec powiedział mi, że jeśli do poniedziałku moja rezygnacja nie będzie na biurku Lloyda, to zdjęcie – wskazał głową na kopertę – będzie w całym Internecie.

Nie rozumiałam tego.

Zapytałam więc - Dlaczego on chce, żebyś zrezygnował?

- Bo jest kutasem – odpowiedział Heath.

Przypomniał mi się sposób, w jaki rozpoczął naszą dyskusję.

- Składasz rezygnację?

– Kurwa, nie – warknął, a ja zamrugałam.

Wpychał tam Sandy.

Co za palant!

– Wypuścisz tam swoją kobietę? - Benny przedstawił moje myśli, ale zrobił to z niedowierzaniem, jakby ten pomysł był mu tak obcy, że nie mógł go przetworzyć, a ja przypomniałam sobie (nie żebym kiedykolwiek zapomniała), jak bardzo kocham Benny’ego Bianchi.

Benny Bianchi miał wiele mojej miłości, ale w nadchodzącej wymianie właśnie zarabiał więcej.

- Nie pozwolę, żeby jakaś ciota zmusiła mnie do rzucenia mojej pieprzonej pracy – oświadczył Heath – I ona nie jest moją kobietą.

- Twój kutas był w jej ustach więcej niż raz? – zapytał Benny.

- Nie żeby to była twoja sprawa, ale tak – odgryzł się Heath.

- Więc ona jest twoją kobietą – oznajmił Ben.

Uśmiechnęłam się i pochyliłam się nad nim, owijając dłonie wokół jego bicepsa i mrucząc - Jesteś taki niesamowity.

Przechylił głowę, żeby na mnie spojrzeć - Kotku, możesz się skupić?

Wciąż się uśmiechałam i szeptałam, kiedy mówiłam: „Racja”, puściłam go i znów spojrzałam na Heatha.

Heath patrzył na nas, a kiedy przyciągnął naszą uwagę, oznajmił - Chyba zwymiotuję.

– Nie przedstawiłam was sobie – powiedziałam, ignorując jego uwagę - Heath, to mój chłopak, Benny Bianchi – mistrz pizzy, super opiekuńczy, przystojny Włoch i mężczyzna, który wie, jak traktować kobietę - Spojrzałam na Bena - Ben, to Heath, człowiek, przez którego wszyscy sprzedawcy mają złą sławę.

- Jezu, nie zaprosiłem cię tutaj, żebyś mi dawała gówno – powiedział Heath.

- W ogóle mnie tu nie zaprosiłeś – zauważyłam, gdy Benny zapytał jednocześnie - Dlaczego ją tutaj zaprosiłeś?

Kolejne wzruszenie ramion - Koledzy i takie tam. Chciała zrobić dla mnie solidną robotę, rzuciłem jej to w twarz. Powinna wiedzieć – powiedział mu Heath.

– Facet mówił, że da ci zdjęcia, jeśli zrezygnujesz? - Benny nie przestawał go zaczepiać.

- Nie. Powiedział, że jeśli zrezygnuję, nie zobaczę ich w Internecie.

- Zatrzyma to i jak się dowie, że spasujesz, wyciągnie to, kiedy tylko czegoś będzie od ciebie potrzebował – domyślił się Benny.

- Gdybym zrobił coś tak słabego jak rezygnacja, nie byłbym dla niego celem, żeby mnie szantażował – odpowiedział Heath.

- Prawdopodobnie poszedłbyś do innej firmy farmaceutycznej i wtedy kto wie, czego by się od ciebie spodziewał – mądrze zauważył Benny.

- W takim razie dobrze, że sprawdzę jego blef – odpalił Heath.

- Zrezygnuj – odpowiedział stanowczo Ben, a oczy Heatha zwęziły się.

- Stary, nie znam cię. Nie zapraszałem cię tutaj. Nie chcę cię tutaj. I jestem cholernie pewien, że nie skorzystam z twoich rad zawodowych.

To właśnie wtedy Benny stracił cierpliwość i przyszpilił Heatha oczami.

- W tej chwili dwóch mędrców z Chicago pracuje nad detektywem, który zrobił to zdjęcie. Prawdopodobnie w ciągu pół godziny będą mieli na ciebie wszystko, co on ma, więc nie będzie miał tego, żeby cię przetrzymywać. Mówi się, że ten facet jest wielkim fanem wspierania prób szantażu swoich klientów. Reszta zostanie zebrana w ciągu najbliższych kilku dni. Rezygnujesz. Coś się pieprzy. Wszystko zostało wyjaśnione, łącznie z powodem rezygnacji. Tydzień, dwa, będziesz mógł wrócić do pracy.

Głowa Heatha drgnęła, gdy Ben zaczął mówić, a gdy Benny przestał mówić, patrzył z otwartymi ustami.

Zebrał się w sobie i szepnął - Pieprz mnie, jesteś w mafii?

– Nie ja, nawet blisko. Ale Frankie ma znajomości, więc uważaj, nie pierdoliłbym jej – powiedział mu Ben.

Oczy Heatha prawie wyszły mu z orbit, a ja musiałam przełknąć chichot. Ponieważ był to głośny chichot, nie było to łatwe i prawie się nim udławiłam.

Ale Ben nie skończył.

- Ona cię wspiera, a przez to myślę, że bardziej kobietę, której nie uznajesz za swoją, ale będziesz mógł cieszyć się tą ochroną. Wystarczy zrezygnować. Wszystko będzie dobrze.

- Jak mogę być tego pewien? - naciskał Heath.

- Nie możesz – odparł Ben - Musisz po prostu zaufać, że nie wszyscy na tym świecie są takimi dupkami jak ty.

Nie mogłam powstrzymać chichotu, a Heath spojrzał na mnie gniewnie.

Machnęłam ręką, zmusiłam się do uspokojenia i powiedziałam - Przepraszam, przepraszam. Niestosowne.

- Zamierzasz mnie wypieprzyć? – zapytał.

- Zamierzam dopilnować, żeby Sandy nie została wypieprzona, co oznacza, że muszę zrobić to samo dla ciebie. Więc nie. Nie będę cię pieprzyć – powiedziałam mu.

Oczy Heatha zwęziły się – Wiesz, dlaczego Bierman chce, żebym się wycofał?

- Nie dowiesz się tego – Ben z powrotem przejął rozmowę, chociaż ja nie wiedziałam i Benny też nie. Ale najwyraźniej Ben podjął decyzję, że nie będziemy dzielić reszty z takim palantem jak Heath.

Heath spojrzał na niego - Czemu nie?

– Twoja ochrona – powiedział Benny.

- To popierdolone – warknął Heath - Moja dupa jest zagrożona.

To wtedy wiedziałam, że Ben miał dość.

Wiedziałem o tym, kiedy stwierdził: „OK, jestem głodny. Nie chcę tu być z tobą. Chcę być w domu z moją kobietą i psem, więc to jest koncert. Ciebie to nie dotyczy, ale tu w grę wchodzą większe gówna, a twoja rola w tym jest niewielka. Więc nie mamy czasu się z tobą bawić. Albo ufasz Frankie, albo nie. Ale coś ci powiem, jeśli w poniedziałek rano pójdziesz do biura bez wypisanej na maszynie rezygnacji, żeby zająć się kobietą, która grzeje ci łóżko, to nie jesteś mężczyzną. Jesteś kutasem, łasicą i dupkiem. Ta sztuka, którą zagrasz, będzie na tobie ciążyć. I może nie pierdoli ci to w głowie, ale nie wyobrażam sobie, jak by tak nie było, że ta kobieta, którą rzucasz pod autobus, zapłaci za twoje ambicje i to prawdopodobnie sprawi, że mężczyźni będą jej mówić gówno, a nawet robić gówno, a ona na to nie zasługuje. Mogło to nawet narazić ją na niebezpieczeństwo, ponieważ zobaczą to tam.

Przechylił głowę w stronę koperty leżącej na stole i mówił dalej.

– Ale ja się dowiem i Frankie będzie wiedziała, i twoja kobieta będzie wiedzieć, i przez resztę życia będzie żałować, że nie tylko tego, że robiła ci to, ale też że w ogóle widziała twoją twarz. Jak jesteś skłonny jej to zrobić, możesz z tym żyć, racja. Ale jak możesz, jesteś poważnym kutasem, cholerną łasicą i pieprzonym dupkiem.

Ben powiedział swoje i już nas nie było. Wyciągnął mnie z budki, z baru i zabrał prosto do samochodu.

Oparł mnie tam i rozkazał - Jedź do domu. Pojadę za tobą.

- To było niesamowite – odpowiedziałam.

Jego usta wykrzywiły się ku górze, ale powiedział - Nie jestem w twoim lusterku wstecznym.

- I ty jesteś niesamowity – kontynuowałam.

Wywołało to u mnie szeroki uśmiech, ale zapytał - Frankie, słyszysz mnie?

- Jak bardzo jesteś głodny? - Zapytałem ponownie.

- Ćwiczyłem po obiedzie, więc to już dawno minęło.

To mnie zaskoczyło.

- Gdzie ćwiczyłeś?

- Czy potrzebujesz tej informacji, zanim pojedziesz do domu?

– Nie, z wyjątkiem faktu, że jeśli naprawdę jesteś naprawdę głodny, będzie to niezły kłopot, bo jeśli nie, to strasznie się na ciebie napaliłam i zamierzam coś z tym zrobić, gdy tylko wróciliśmy do domu.

- Mogę poczekać, żeby zjeść.

Uśmiechnęłam się do niego i robiłam to przez dłuższą chwilę.

- Ale nie przez trzy godziny, kiedy będziesz tak stała i wygłupiała się, bo jestem niesamowity – dokończył.

- Kocham cię, Benny Bianchi – wypaliłam.

- Kurwa - wymamrotał, po czym pochylił głowę i wziął mnie w gorącym, ciężkim, mokrym, długim pocałunku, który zakończył się moimi ramionami na jego ramionach, jedną ręką w jego bajecznych włosach, a jedną ręką na moim tyłku, zanim podniósł głowę, wyciągnął mnie z ramion, odwrócił, dał klapsa i powiedział - Wracaj do domu.

Cofnął się o krok i znacząco spojrzał na moje drzwi.

Wzięłam głęboki oddech, aby uspokoić serce i uspokoić nerwy, zanim wykopałam klucz, otworzyłam drzwi i pojechałam do domu, aby zrobić mojemu mężczyźnie loda.

A potem go nakarmić.

  

3 komentarze: