Rozdział
22
Niesamowity (cz.2)
*****
Tego
wieczoru o 17:05 pomaszerowałam do samochodu, jak każdego innego dnia, z tą
różnicą, że dużo wcześniej.
Stało
się tak, ponieważ Benny był u mnie, a ja chciałam być z Bennym.
Było
to również dlatego, że chciałam stąd spierdalać.
To
ostatnie było częściowo spowodowane tym, że zabrałam wszystkie dowody, które zebrała
załoga Tandy, od wyraźnie przerażonego Petera Furlocka. Chociaż nie było miło
to powiedzieć, był przysadzistym, przygrubym mężczyzną, miał przerzedzone
jasnobrązowe włosy i nosił grube okulary ze względu na słabe oczy lub mrużenie
oczu na ekranie komputera lub telewizora podczas ciągłej gry.
Mimo
to urósł na bohatera, ponieważ był mądry, odważny i postąpił słusznie.
Powiedziałam mu to wszystko, aby się uspokoił, trzymał się programu i zapewniłam
go, że moi „ludzie” ochraniali go.
Kiedy
wrócił do miejsca, gdzie ukrywali się informatycy, wyglądał na mniej
przerażonego, ale wciąż roztrzęsionego.
Rzeczy,
które mi dał, były w mojej torbie na komputer.
Więc
też chciałam się stamtąd wydostać, bo to miejsce przyprawiało mnie o ciarki.
Wydawało się, że ściany mają oczy, ale nie pomagał fakt, że Heath zniknął
podczas lunchu i nie wrócił.
To
spowodowało, że Sandy świrowała z powodów, które prawdopodobnie nie były dobre.
Była wyraźnie zdenerwowana. Upuściła kilka rzeczy, w tym pełny kubek kawy.
Unikała Tandy (a co za tym idzie i mnie) jak ognia.
I
dwa razy widziałam ją biegnącą do łazienki.
Może
nie czuła się dobrze.
Ale
prawdopodobnie poszła tam, żeby świrować i/lub wybuchnąć płaczem.
Coś
było nie tak i było to albo to, co ja powiedziałam Heathowi, albo to, co
powiedział mu Bierman.
Zadzwoniłam
do Benny’ego z tą wiadomością i przekazałam mu szczegóły dotyczące Nightingale
Investigations, firmy, z którą miała powiązania przyjaciółka siostry Tandy z
Brownsburga (ze wszystkich cholernych miejsc). Ben powiedział mi, że przekaże
wszystko Salowi, więc ja nie będę musiała.
Nie
dlatego, że nie chciał, żebym rozmawiała z Salem. To dlatego, że nie chciał
ryzykować, że ktoś mnie podsłucha.
Ponieważ
wszystkie dowody znajdowały się na trzech pendrive’ach, bez papieru, zamierzałam
je przekazać komuś, kogo Sal by przysłał, żeby je zabezpieczył.
Taki
był mój plan na wieczór.
Miałam
też zamiar przytulać się do mojego mężczyzny, bawić się ze szczeniakiem, nie mogąc
się doczekać czasów, kiedy to będzie moje życie, ale w Chicago, i spróbować
zapomnieć o tym całym gównie.
Do
jutra.
Byłam
przy samochodzie, kiedy mój telefon w torebce zaczął wyświetlać przychodzącego SMS-a.
Weszłam do samochodu, usadziłam się, wyciągnęłam telefon i spojrzałam na
wyświetlacz.
Kiedy
zobaczyłam, co na nim było, zmusiłam się do normalnego zachowania, widząc, że
na parkingu mają kamery. A kiedy tekst zniknął i pojawił się ciemny ekran, poszłam
do SMS-ów, aby przeczytać go ponownie.
McCaffrey. Teraz.
Przyjdź sama.
Pochodziło
od Heatha.
Jedno
wiedziałam: jadę do McCaffrey.
Poza
tym wiedziałam, że nie jadę tam sama.
Włączyłam
Bluetooth, wybrałam numer i ruszyłam z miejsca, gdy zadzwonił.
–
Wracasz do domu? - było powitaniem Benny’ego.
-
Nie, spotykamy się w lokalu zwanym McCaffrey, gdzie daję występ dowódczy dla
Heatha, mojego kolegi, który zniknął w porze lunchu po pierwszym porannym
spotkaniu ze mną, a zaraz potem z Bierman’em.
–
Kurwa – mruknął - Gdzie to jest?
Dałam
mu wskazówki dojazdu, a on brzmiał, jakby szedł, kiedy powiedział - Rozumiem. Będę
tam za kilka minut. Ale nie wchodź beze mnie. Nawet nie parkuj na parkingu beze
mnie. Miałam dziś do czynienia z chłopakami Sala, więc jeden z nich zgarnął
twoją w dupę w drodze do pracy i miał cię śledzić do domu. Może zakończyć
pracę, kiedy tam dotrę, ale nie wejdziesz bez kogoś za twoimi plecami. Wybierz
się na przejażdżkę. Pokrąż. Napiszę do ciebie, kiedy tam będę.
Wyglądało
na to, że Ben jest dobry w gównie z ukrywaniem się i ochroną.
Wydało
mi się to interesujące.
I
gorące.
–
Jasne, capo.
-
Nieważne – powiedział z uśmiechem w głosie, a potem dodał „Później”.
Rozłączył
się, a ja zrobiłam, co kazano, choć nie było to kilka minut, ponieważ
Brownsburg znajdował się pół godziny jazdy od McCaffrey w dobry dzień, a były
godziny szczytu. Ponieważ na 86th Street i w jej okolicach, gdzie mieścił się
McCaffrey, było szalenie tłoczno, robiłam to również, chcąc kogoś zamordować.
I
robiłam to, dopóki mój telefon nie zadzwonił i nie zobaczyłam wiadomości, że
Ben tam był.
Wtedy
podjechałam do McCaffrey, pubu przy 86, do którego wielu mieszkańców Wyler
przychodziło po pracy na kilka drinków i talerz przekąsek. Byłam tam dwa razy,
zawsze z ludźmi z Wyler.
Zaparkowałam,
a kiedy wysiadłam, Benny stał u moich drzwi.
-
Masz gówno przy sobie, kochanie? – zapytał i znowu to samo. Był dobry w tym
gównie z ukrywaniem się i ochroną. Zostawiłam to w torbie na komputer na
siedzeniu pasażera. Prawdopodobnie nie było najlepszym pomysłem pozostawienie wszystkich
dowodów, jakie załoga Tandy zebrała z trudem w moim kilkudziesięcioletnim Z
przed pubem odwiedzanym przez pracowników Wylera.
-
Racja - mruknęłam, wsunęłam się do samochodu, chwyciłam torbę, wyciągnęłam ją,
a kiedy to zrobiłam, Benny ją wziął.
Zamknęłam
auto. Chwycił mnie za rękę i zaprowadził do baru.
Znaleźliśmy
Heatha z dala od tłumu, który był zgromadzony wokół baru i próbował coś sobie złapać.
Boczna budka, na uboczu.
Najwyraźniej
nie miał ochoty napić się piwa (a w jego przypadku w kieliszku koktajlowym
przed nim znowu domyślałam się martini) i podzielić się w tłumie swoim dniem.
Zaprowadziłam
Benny’ego do Heatha, a kiedy dotarliśmy do jego budki, Ben jako pierwszą
wprowadził mnie.
Ledwo
przestaliśmy wsuwać tyłki, kiedy Heath zapytał - Kim jest ten pieprzony facet?
-
Mój chłopak – odpowiedziałam.
Skupił
na mnie wzrok – Wydawało mi się, że mówiłem, żebyś przyszła sama.
-
Nie jest sama. Pogódź się z tym lub nie. Decyduj teraz. Wychodzimy czy
zostajemy? - oznajmił Ben, a Heath spojrzał na niego gniewnie.
Potem
wzruszył ramionami - A do cholery, to nie ma znaczenia. I tak niedługo będzie
to w całym Internecie, żeby każdy mógł to zobaczyć – mruknął dziwnie, po czym
odwrócił się, podniósł coś z siedzenia obok siebie i rzucił to przez stół w
naszą stronę.
To
była szara koperta.
-
Co to jest? – zapytałam, sięgając po nią.
-
Dowód, że Randy Bierman to totalny kutas – odpowiedział Heath.
-
Musisz nam dać więcej, stary, żebyśmy w to weszli – powiedział Benny.
Heath
spojrzał na mnie, ale ruchem głowy wskazał Benny’ego - Jeszcze raz, dlaczego
ten facet tutaj jest?
-
On jest Włochem. Jest opiekuńczy. Zwykle nie lubi, gdy piję drinka sam na sam z
facetami, którzy mnie nie lubią, więc tu jest. Tak jak powiedział, pogódź się z
tym – odpowiedziałam, chwytając kopertę podczas tej wymiany zdań. Otworzyłam ją
i zaczęłam wyciągać to, co było w środku.
Włożyłam
to z powrotem i nawet nie przyjrzałam się temu dokładnie.
Stało
się tak, bo zobaczyłam Heatha siedzącego w ładnym fotelu, całkowicie ubranego,
z głową odrzuconą do tyłu, a Sandy znajdowała się między jego nogami i zupełnie
nago robiła coś, czego nie można było pomylić.
Ledwo
udało mi się wepchnąć zdjęcie z powrotem, kiedy Benny wyrwał mi kopertę z ręki
i wysłał ją z powrotem do Heatha.
–
Chcesz wyjaśnić, dlaczego dajesz mojej kobiecie takie gówno, żeby na nie
patrzyła? – zapytał, a jego głos nie był gładki, nie był łatwy, ale dudniący i
zirytowany.
Oczywiście
on też rzucił okiem.
-
Myślałem, że powinna wiedzieć, że ma rację – odpowiedział Heath, jakby to
wszystko było dla niego takie samo. Spojrzałam na jego kieliszek do martini,
który był opróżniony i zastanawiałam się, ile ich wypił.
Kiedy
znów się odezwał, spojrzałam na niego.
-
Bierman. Tak jak się domyśliłaś. Kazał mi powiedzieć Sandy, żeby się trzymała w
ryzach, bo w przeciwnym razie wszyscy na całym świecie dowiedzą się, że ma
znamię na tyłku. Kazał mi też z nią zakończyć. I na koniec powiedział mi, że
jeśli do poniedziałku moja rezygnacja nie będzie na biurku Lloyda, to zdjęcie –
wskazał głową na kopertę – będzie w całym Internecie.
Nie
rozumiałam tego.
Zapytałam
więc - Dlaczego on chce, żebyś zrezygnował?
-
Bo jest kutasem – odpowiedział Heath.
Przypomniał
mi się sposób, w jaki rozpoczął naszą dyskusję.
-
Składasz rezygnację?
–
Kurwa, nie – warknął, a ja zamrugałam.
Wpychał
tam Sandy.
Co
za palant!
–
Wypuścisz tam swoją kobietę? - Benny przedstawił moje myśli, ale zrobił to z
niedowierzaniem, jakby ten pomysł był mu tak obcy, że nie mógł go przetworzyć,
a ja przypomniałam sobie (nie żebym kiedykolwiek zapomniała), jak bardzo kocham
Benny’ego Bianchi.
Benny
Bianchi miał wiele mojej miłości, ale w nadchodzącej wymianie właśnie zarabiał
więcej.
-
Nie pozwolę, żeby jakaś ciota zmusiła mnie do rzucenia mojej pieprzonej pracy –
oświadczył Heath – I ona nie jest moją kobietą.
-
Twój kutas był w jej ustach więcej niż raz? – zapytał Benny.
-
Nie żeby to była twoja sprawa, ale tak – odgryzł się Heath.
-
Więc ona jest twoją kobietą – oznajmił Ben.
Uśmiechnęłam
się i pochyliłam się nad nim, owijając dłonie wokół jego bicepsa i mrucząc -
Jesteś taki niesamowity.
Przechylił
głowę, żeby na mnie spojrzeć - Kotku, możesz się skupić?
Wciąż
się uśmiechałam i szeptałam, kiedy mówiłam: „Racja”, puściłam go i znów
spojrzałam na Heatha.
Heath
patrzył na nas, a kiedy przyciągnął naszą uwagę, oznajmił - Chyba zwymiotuję.
–
Nie przedstawiłam was sobie – powiedziałam, ignorując jego uwagę - Heath, to
mój chłopak, Benny Bianchi – mistrz pizzy, super opiekuńczy, przystojny Włoch i
mężczyzna, który wie, jak traktować kobietę - Spojrzałam na Bena - Ben, to
Heath, człowiek, przez którego wszyscy sprzedawcy mają złą sławę.
-
Jezu, nie zaprosiłem cię tutaj, żebyś mi dawała gówno – powiedział Heath.
-
W ogóle mnie tu nie zaprosiłeś –
zauważyłam, gdy Benny zapytał jednocześnie - Dlaczego ją tutaj zaprosiłeś?
Kolejne
wzruszenie ramion - Koledzy i takie tam. Chciała zrobić dla mnie solidną
robotę, rzuciłem jej to w twarz. Powinna wiedzieć – powiedział mu Heath.
–
Facet mówił, że da ci zdjęcia, jeśli zrezygnujesz? - Benny nie przestawał go
zaczepiać.
-
Nie. Powiedział, że jeśli zrezygnuję, nie zobaczę ich w Internecie.
-
Zatrzyma to i jak się dowie, że spasujesz, wyciągnie to, kiedy tylko czegoś będzie
od ciebie potrzebował – domyślił się Benny.
-
Gdybym zrobił coś tak słabego jak rezygnacja, nie byłbym dla niego celem, żeby
mnie szantażował – odpowiedział Heath.
-
Prawdopodobnie poszedłbyś do innej firmy farmaceutycznej i wtedy kto wie, czego
by się od ciebie spodziewał – mądrze zauważył Benny.
-
W takim razie dobrze, że sprawdzę jego blef – odpalił Heath.
-
Zrezygnuj – odpowiedział stanowczo Ben, a oczy Heatha zwęziły się.
-
Stary, nie znam cię. Nie zapraszałem
cię tutaj. Nie chcę cię tutaj. I jestem cholernie pewien, że nie skorzystam z
twoich rad zawodowych.
To
właśnie wtedy Benny stracił cierpliwość i przyszpilił Heatha oczami.
-
W tej chwili dwóch mędrców z Chicago pracuje nad detektywem, który zrobił to
zdjęcie. Prawdopodobnie w ciągu pół godziny będą mieli na ciebie wszystko, co on
ma, więc nie będzie miał tego, żeby cię przetrzymywać. Mówi się, że ten facet
jest wielkim fanem wspierania prób szantażu swoich klientów. Reszta zostanie
zebrana w ciągu najbliższych kilku dni. Rezygnujesz. Coś się pieprzy. Wszystko
zostało wyjaśnione, łącznie z powodem rezygnacji. Tydzień, dwa, będziesz mógł wrócić
do pracy.
Głowa
Heatha drgnęła, gdy Ben zaczął mówić, a gdy Benny przestał mówić, patrzył z
otwartymi ustami.
Zebrał
się w sobie i szepnął - Pieprz mnie, jesteś w mafii?
–
Nie ja, nawet blisko. Ale Frankie ma znajomości, więc uważaj, nie pierdoliłbym
jej – powiedział mu Ben.
Oczy
Heatha prawie wyszły mu z orbit, a ja musiałam przełknąć chichot. Ponieważ był
to głośny chichot, nie było to łatwe i prawie się nim udławiłam.
Ale
Ben nie skończył.
-
Ona cię wspiera, a przez to myślę, że bardziej kobietę, której nie uznajesz za
swoją, ale będziesz mógł cieszyć się tą ochroną. Wystarczy zrezygnować.
Wszystko będzie dobrze.
-
Jak mogę być tego pewien? - naciskał Heath.
-
Nie możesz – odparł Ben - Musisz po prostu zaufać, że nie wszyscy na tym świecie
są takimi dupkami jak ty.
Nie
mogłam powstrzymać chichotu, a Heath spojrzał na mnie gniewnie.
Machnęłam
ręką, zmusiłam się do uspokojenia i powiedziałam - Przepraszam, przepraszam.
Niestosowne.
-
Zamierzasz mnie wypieprzyć? – zapytał.
-
Zamierzam dopilnować, żeby Sandy nie została wypieprzona, co oznacza, że muszę
zrobić to samo dla ciebie. Więc nie. Nie będę cię pieprzyć – powiedziałam mu.
Oczy
Heatha zwęziły się – Wiesz, dlaczego Bierman chce, żebym się wycofał?
-
Nie dowiesz się tego – Ben z powrotem przejął rozmowę, chociaż ja nie wiedziałam
i Benny też nie. Ale najwyraźniej Ben podjął decyzję, że nie będziemy dzielić
reszty z takim palantem jak Heath.
Heath
spojrzał na niego - Czemu nie?
–
Twoja ochrona – powiedział Benny.
-
To popierdolone – warknął Heath - Moja dupa jest zagrożona.
To
wtedy wiedziałam, że Ben miał dość.
Wiedziałem
o tym, kiedy stwierdził: „OK, jestem głodny. Nie chcę tu być z tobą. Chcę być w
domu z moją kobietą i psem, więc to jest koncert. Ciebie to nie dotyczy, ale tu
w grę wchodzą większe gówna, a twoja rola w tym jest niewielka. Więc nie mamy
czasu się z tobą bawić. Albo ufasz Frankie, albo nie. Ale coś ci powiem, jeśli
w poniedziałek rano pójdziesz do biura bez wypisanej na maszynie rezygnacji,
żeby zająć się kobietą, która grzeje ci łóżko, to nie jesteś mężczyzną. Jesteś
kutasem, łasicą i dupkiem. Ta sztuka, którą zagrasz, będzie na tobie ciążyć. I
może nie pierdoli ci to w głowie, ale nie wyobrażam sobie, jak by tak nie było,
że ta kobieta, którą rzucasz pod autobus, zapłaci za twoje ambicje i to prawdopodobnie
sprawi, że mężczyźni będą jej mówić gówno, a nawet robić gówno, a ona na to nie
zasługuje. Mogło to nawet narazić ją na niebezpieczeństwo, ponieważ zobaczą to
tam.
Przechylił
głowę w stronę koperty leżącej na stole i mówił dalej.
–
Ale ja się dowiem i Frankie będzie wiedziała, i twoja kobieta będzie wiedzieć,
i przez resztę życia będzie żałować, że nie tylko tego, że robiła ci to, ale
też że w ogóle widziała twoją twarz. Jak jesteś skłonny jej to zrobić, możesz z
tym żyć, racja. Ale jak możesz, jesteś poważnym kutasem, cholerną łasicą i pieprzonym
dupkiem.
Ben
powiedział swoje i już nas nie było. Wyciągnął mnie z budki, z baru i zabrał
prosto do samochodu.
Oparł
mnie tam i rozkazał - Jedź do domu. Pojadę za tobą.
-
To było niesamowite – odpowiedziałam.
Jego
usta wykrzywiły się ku górze, ale powiedział - Nie jestem w twoim lusterku
wstecznym.
-
I ty jesteś niesamowity – kontynuowałam.
Wywołało
to u mnie szeroki uśmiech, ale zapytał - Frankie, słyszysz mnie?
-
Jak bardzo jesteś głodny? - Zapytałem ponownie.
-
Ćwiczyłem po obiedzie, więc to już dawno minęło.
To
mnie zaskoczyło.
-
Gdzie ćwiczyłeś?
-
Czy potrzebujesz tej informacji, zanim pojedziesz do domu?
–
Nie, z wyjątkiem faktu, że jeśli naprawdę jesteś naprawdę głodny, będzie to
niezły kłopot, bo jeśli nie, to strasznie się na ciebie napaliłam i zamierzam
coś z tym zrobić, gdy tylko wróciliśmy do domu.
-
Mogę poczekać, żeby zjeść.
Uśmiechnęłam
się do niego i robiłam to przez dłuższą chwilę.
-
Ale nie przez trzy godziny, kiedy będziesz tak stała i wygłupiała się, bo
jestem niesamowity – dokończył.
-
Kocham cię, Benny Bianchi – wypaliłam.
-
Kurwa - wymamrotał, po czym pochylił głowę i wziął mnie w gorącym, ciężkim,
mokrym, długim pocałunku, który zakończył się moimi ramionami na jego
ramionach, jedną ręką w jego bajecznych włosach, a jedną ręką na moim tyłku,
zanim podniósł głowę, wyciągnął mnie z ramion, odwrócił, dał klapsa i
powiedział - Wracaj do domu.
Cofnął
się o krok i znacząco spojrzał na moje drzwi.
Wzięłam
głęboki oddech, aby uspokoić serce i uspokoić nerwy, zanim wykopałam klucz,
otworzyłam drzwi i pojechałam do domu, aby zrobić mojemu mężczyźnie loda.
A
potem go nakarmić.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń