czwartek, 26 października 2023

23 - Wreszcie (cz.1)

 

Rozdział 23

Wreszcie (cz.1)

 

 

Obudziłam się, gdy poczułam dłoń Benny’ego przesuwającą się po moim brzuchu.

– Kochanie – szepnęłam sennie.

Wtedy poczułam, jak czubki jego palców wsuwają się w brzeg moich majtek, drugą rękę wpycha pode mnie, a jego ciało przesuwa się na moje plecy, żeby mógł ukryć twarz w mojej szyi.

Kiedy już tam dotarł, warknął – Cicho, Francesca, i nie ruszaj się.

Poczułam, jak moja pochwa drgała, a jednocześnie zrobiła się mokra.

Okej, można powiedzieć, że pobudka z Bennym Bianchi była moją ulubioną częścią dnia. Z różnych powodów.

Jeden z tych powodów stał się oczywisty, gdy jego środkowy palec dotknął mojej łechtaczki, a jego druga dłoń owinęła się wokół mojej piersi, a jego usta przesunęły się w górę mojej szyi. Wiedziałam, że się nie bawił, kiedy położył kciuk i palec na moim sutku i pociągnął.

Mocno.

To było tak przyjemne, że wepchnęłam biodra w jego krocze. Poczułam go mocno i wydobył się ze mnie jęk.

Ben skubnął zębami skórę mojej szyi, po czym powiedział – Nie ruszaj się, kochanie.

- Muszę się ruszyć.

– Nie – rozkazał szorstko, wpychając kutasa w mój tyłek.

O Boże. To było gorące.

Przestałam się ruszać. Ben bawił się. Pociągnął i przekręcił. Kręcił i naciskał. Skubał, lizał, ssał, całował. Przez cały ten czas leżałam, próbując się nie poruszyć.

Nie było to łatwe, z każdą sekundą robiło mi się coraz bardziej mokro, nakręcałam się bardziej i było coraz trudniej.

W końcu zrobiło się tak trudno, że szepnęłam błagalnie „Benny”.

- Czego chcesz? - zapytał.

- Twój kutas, kochanie.

- Jak chcesz to mieć?

– W jakikolwiek sposób chcesz mi to dać.

- Ściągnij majtki, Frankie.

Natychmiast zrobiłam, co rozkazał, wkładając kciuk po jednej stronie majtek i pociągając w dół. Ben niemal natychmiast dał mi to, czego potrzebowałam. Wsunął się do środka.

- Boże – westchnęłam.

Ben skręcił mój sutek, przejechał palcem po łechtaczce i wbił się głęboko.

- Kurwa, jesteś mokra – jęknął w moją szyję, waląc mocno, szybko i szorstko, tak mocno wszystkie trzy, że moje ciało drżało przy każdym pchnięciu.

- Mocniej, Benny – błagałam.

Bez zwłoki wtoczył się na mnie, przekręcając mnie na brzuch, wciąż w będąc środku. Musiałam szeroko rozłożyć nogi, a majtki naciągnąć do granic możliwości, wpijając je w uda w sposób, który lubiłam. Wszystko to było tak niesamowite, że poczułam dreszcze w całym ciele.

Potem szarpnął moje biodra do góry, wciąż wpychając się głęboko. Sięgnął nade mną, jego dłoń wsunęła się w moje włosy, zacisnęła pięść i pociągnęła do tyłu.

Boże.

Gorętszy.

– W górę, kochanie – zażądał.

Podniosłam się na rękach, a on jeszcze raz pociągnął mnie za włosy, więc wiedziałam, że chce mnie wygiąć.

Wyprostowałam się i gdy tylko wstałam, rozkazał - Koszulka z ciebie.

Przeniosłam dłonie na brzeg mojej koszulki nocnej i ją ściągnęłam.

Natychmiast otrzymałam nagrodę, gdy dłonie Benny’ego przesunęły się po mojej nagiej skórze.

Wiedziałam, że patrzył na ruchy swoich rąk, kiedy mruknął w moją szyję - Cholernie piękna - nawet gdy mnie nie przestawał mnie brać.

- Potrzebuję twojego palca, Słonko – powiedziałam.

– Miałaś to wczoraj wieczorem, kotku. Mam to w sobie, żeby to trwało jakiś czas. Nie chcę cię tam zabrać zbyt wcześnie.

Może i miał to w sobie, ale doprowadzał mnie do szaleństwa, więc ja tego nie miałam.

- Już jestem blisko – oznajmiłam.

Wjechał, został, ale poruszył się.

Podobało mi się to, że byłam nim wypełniona, a Ben wpychał się głębiej. Podobało mi się to tak bardzo, że jęknęłam.

Jego ręka zsunęła się w dół i zakryła moją płeć, podczas gdy jego druga przesunęła się w górę mostka, aby owinąć się lekko wokół mojego gardła.

- Mógłbym cię pieprzyć godzinami – wymamrotał w moją skórę.

Był sobotni poranek, weekend. Dzień po, na szczęście spokojnym, piątku, weekend, który mógł poprzedzać Armagedon związany z pracą, i od razu ustaliłam nasze plany na ten dzień.

- Okej, w takim razie zrób to teraz.

- Mógłbym zasnąć pogrzebany w tobie.

Poczułam, jak drżały mi uda.

- Obudzić się tak, by pierwszą rzeczą, którą zrobię, zanim w ogóle otworzę oczy, było to, że zacznę cię pieprzyć – kontynuował.

Moje dłonie powędrowały do jego nadgarstków i trzymałam je, podczas gdy moje łono kurczyło się na jego słowa. Pomyślałam, że nie musi się ruszać, żeby mnie tam zabrać, po prostu musi ze mną rozmawiać.

Wysunął się i powoli wsunął z powrotem - Uwielbiam tę cipkę.

Okej, może musiał się ruszyć.

– Ben, kochanie.

Jego dłoń powędrowała z mojego gardła w dół mojego ciała - Uwielbiam to ciało.

- Proszę, Benny, pieprz mnie.

Przygryzł płatek mojego ucha zębami, przysunął usta do mojego ucha i szepnął - Kocham moje maleństwo.

Zadrżałam od stóp do głów.

Myliłam się. Jedyne, co musiał zrobić, to do mnie mówić.

– Benny – szepnąłem.

- Na dół, Frankie. Dam ci to, czego potrzebujesz.

Pochyliłam się, przedramiona oparłam o materac, a Ben pochylił się nade mną. Z jedną ręka na łóżku dla dodatkowej dźwigni i mocy, dał mi to, czego potrzebowałam.

Kiedy to znalazłam, mój orgazm przebijał się przeze mnie, podczas gdy Ben wciąż walił we mnie, dawał mi to, dopóki nie zaczęłam schodzić. Potem wyciągnął się, opadł na plecy, przeciągnął mnie nad sobą i pochwycił mój wzrok.

- Zabierz mnie tam, Frankie.

Utrzymując jego wzrok, szybko zdjęłam majtki, podniosłam się i usiadłam na nim okrakiem. Objęłam dłonią jego penisa, wprowadziłam go do środka i trzymając na nim spojrzenie, ujeżdżałam go szybko.

- Chcesz mieć jeszcze raz? – zapytał, obserwując, jak się na nim poruszam, a wyraz jego twarzy był leniwy, ale gorący.

Uwielbiałam ten jego wygląd.

Ale…

Czy on oszalał?

- Tak - westchnęłam, kiedy się wciskałam.

Uśmiechnął się i przesunął rękę tak, aby kciuk znalazł się w strategicznym miejscu. Trochę to trwało, ale znalazłam to ponownie. Schodząc z niego, ujeżdżając go ciągle po orgazmie, z głową odrzuconą do tyłu, z jedną ręką na jego brzuchu, a drugą obejmującą moją pierś, poczułam, jak jego ręce mocno zacisnęły się na moich biodrach. Pociągnął mnie w dół, przytrzymał, uniósł biodra, jęknął i wiedziałam, że to znalazł.

Upadłam na niego, moje włosy poleciały na niego, wiedziałam to, ale nie obchodziło mnie to. Miałam dwa orgazmy z samego rana, nic mnie po tym nie obchodziło.

Zsunął ręce z moich bioder i objął mnie, a jedna z nich powędrowała wyżej, by zebrać moje włosy z boku szyi.

Odwracając głowę, szepnął - Kocham cię, Francesco Concetti.

Poczułam, jak końce warg mi się unoszą i podjęłam herkulesowy wysiłek, by podnieść głowę i spojrzeć mu w oczy.

Warto było podjąć ten wysiłek.

Widok tych pięknych oczu szczęśliwych i zadowolonych był wart każdego wysiłku.

- Odwzajemniam miłość, Benny Bianchi.

Trzymał moje włosy zebrane na szyi, nawet gdy wyciągnął kciuk, aby pogłaskać mnie po szczęce i zapytał - Chcesz pączki?

O tak, kochałam Benny'ego Bianchi.

- Absolutnie – odpowiedziałam.

Uśmiechnął się - Dobrze, Słonko. Pocałuj mnie. Zejdź ze mnie. Wyprowadzimy Gusa, a potem pojedziemy do Hilligoss.

– Czy możesz wyprowadzić Gusa, a potem pójść po pączki, a ja zostanę tutaj i zrobię kawę? - Zapytałam, używając tych słów w znaczeniu: Czy możesz wyprowadzić Gusa, a potem pójść po pączki, podczas gdy ja tu zostanę, by rozkoszować się orgazmami i może zrobić sobie krótką drzemkę?

Podejrzewałam, że Benny znał moje znaczenie, ale mimo to zapytał - Chcesz tego?

- Tak – odpowiedziałam.

- Dostaniesz to, ale ja dostanę część z całowaniem.

Uśmiechnęłam się do niego, bo musiałam go pocałować, a także dlatego, że był Benny’m. Był niesamowity. I tym razem zademonstrował swoją niesamowitość, dając mi to, co chciałam, ściągając się z łóżka, opiekując się naszym psem i przynosząc pączki, podczas gdy ja mogłam się lenić.

Pochyliłam głowę, żeby dać mu tą część z całowaniem, gdy mój telefon na szafce nocnej zaczął dzwonić.

Odwróciłam głowę w tamtą stronę, gdy Ben rozkazał - Zignoruj to.

Ponieważ ten pomysł bardziej mi się podobał, zrobiłam zgodnie z poleceniem.

W połowie pocałunku mój telefon przestał dzwonić. Potem Ben przejął pocałunek i przerodziło się to w sesję całowania, podczas której leżałam na plecach, a Benny głównie na mnie. Trwało to dłuższą chwilę, dopóki mój telefon nie zadzwonił ponownie.

Ben przerwał pocałunek i tym razem to on spojrzał na mój telefon.

– Zignoruj to – powtórzyłam jego polecenie.

Spojrzał na mnie - Dwa telefony w ciągu pięciu minut w sobotni poranek?

- Jestem niedysponowana – odpowiedziałam – To dlatego, że mam ślady majtek na udach. Moje majtki są spndp, bo były tak mocno naciągnięte, że prawdopodobnie uszkodziła się gumka. Wyciekasz ze mnie. I masz psa do zabrania na spacer i kupienie mi pączków z cukrem pudrem i kremem czekoladowym, przynajmniej trzy. To wszystko jest definicja niedysponowania.

Mój telefon przestał dzwonić, gdy brwi Benny’ego uniosły się, a jego oczy zabłysły humorem, dając mi to i spełniając obietnicę trzecią tej części dnia, a nie byliśmy obudzeni nawet od godziny.

Robił to wszystko pytając - Spndp?

- Spieprzone nie do poznania – wyjaśniłam.

- Wiem, co to znaczy, Słonko – odpowiedział - Po prostu nie znałem nikogo poza Tango i Cashem, kto by tak mówił.

Poczułam, że moje oczy się mrużą - Nie naśmiewaj się ze mnie, kiedy jestem po orgazmie. Kiedy jestem wyczerpana szczęściem po orgazmie i nie mam w sobie ani jednej dobrej walki.

Ben uśmiechnął się - Nigdy nie powinnaś była mi tego dawać, kochanie. Wiedząc o tym gównie, od teraz całkowicie się z tobą pieprzę po orgazmie.

Moje oczy zrobiły się coraz bardziej mrużone, zanim poinformowałam go o czymś, co powinien już wiedzieć - Szybko wracam do zdrowia.

Jego dłoń przesunęła się po moim biodrze, plecach i chwyciła mój tyłek, gdy jego twarz zbliżyła się do mojej – Założę się, że mogę cię cofnąć do tego stanu.

Tak cholernie całkowicie mógł to zrobić.

- Gus? Pączki? – podpowiedziałam.

- W twoim zamówieniu jest podane, jakie pączki mam kupić? -  spytał.

- Tak – odpowiedziałam.

– Skończyły im się te szybkie, Frankie.

– Poczekaj, aż zrobią więcej.

Tym razem się nie wykrzywił ust. Uśmiechnął się szeroko.

Potem powiedział - Może jestem pod pantoflem, Słonko, ale nie aż tak bardzo.

Poczułam, że moje brwi się uniosły – Jesteś pod pantoflem?

- Kotku, zawieram układy z Salem, jestem z dala od mojego domu, mojej restauracji, obserwuję twój tyłek, gdy zajmujesz się czymś niewątpliwie wartościowym, ale bardzo mnie niepokojącym, a ty się dziwisz, że jestem pod pantoflem?

Miał rację i chociaż jego słowa dały mi ogromne poczucie mocy, jednocześnie mnie niepokoiły.

Więc otoczyłam go ramionami i przypomniałam - Robimy to z Wylerem, bo tak należy zrobić.

- Tak jest. Robimy to również, bo lubię cię pieprzyć, zjadać i patrzeć, jak mnie ujeżdżasz, a mogę to wszystko osiągnąć, i to często, uszczęśliwiając cię.

Nagle nie czułam się zaniepokojona.

Poczułam się zirytowana.

– To tyle?

- Jest też fakt, że lubię na ciebie patrzeć, widzieć twój uśmiech i robić, co w mojej mocy, aby cię uszczęśliwić. To szaleństwo, ale nauczyłem się akceptować to szaleństwo, ponieważ jesteś sobą. Jesteś szalona. Nieustraszona. Chcesz narażać się na niebezpieczeństwo, robiąc coś, o czym wiesz, że jest niebezpieczne, ponieważ jest to słuszne. I kocham w tobie wszystko. Szalone jest to, że kocham w tobie wszystko, łącznie z tym.

Skrzywiłam się i oświadczyłam - Znowu jesteś słodki, kiedy jestem wkurzona.

Zbliżył swoje usta do moich, a jego oczy wciąż się uśmiechały - Musisz nauczyć się sobie z tym radzić, kochanie. Będzie się dużo działo.

Zaraz sobie z tym poradziłam, bo miałam to szczęśliwe przeczucie, że znowu mnie pocałuje, ale nie zrobił tego, bo zadzwonił mój telefon.

Tym razem oboje zwróciliśmy na to uwagę.

- Kurwa – mruknął Ben, sięgając przez łóżko i dotykając go. Spojrzał na wyświetlacz, potem na mnie, a jego twarz była nieczytelna, kiedy powiedział – Cat.

To mogło oznaczać wszystko, od radosnej wiadomości, że nosi dziecko Arta, po wiadomość, że upadła w swoim postanowieniu, została aresztowana za zrobienie czegoś głupiego i potrzebowała kogoś, kto by na nią wpłacił kaucję.

Ben o tym wiedział i dlatego jego twarz była nieczytelna.

Wysunęłam mu telefon z ręki i odebrałam połączenie.

Kiedy już miałem komórkę przy uchu, powiedziałam - Kocham cię, ale opóźniasz pączki.

– Frankie – wyszeptała.

O Boże.

Słysząc ton jej głosu, mój wzrok powędrował do Benny’ego, gdy podniosłam się do pozycji siedzącej. Przetoczył się, żeby mi to umożliwić, a ja nie odrywałam wzroku od niego oczu, gdy usiadłam na biodrze, naciągając kołdrę na klatkę piersiową i trzymając telefon mocno przy uchu.

- Co? - Zapytałam.

Zapadła chwila ciszy, zanim powiedziała - Okej, ostatnia noc była zła.

Mając nadzieję, że jej zła noc nie obejmowała wypicia kilku kieliszków wódki i popełnienia przestępstwa, moja ręka wyciągnęła się i przycisnęła do klatki piersiowej Bena.

Gdy tylko to zrobiłam, usiadł i objął mnie ramionami, przyciągając mnie do swojego ciepła, zatrzymując moją dłoń między nami.

- Co? - Wyszeptałam, kierując teraz wzrok na gardło Bena.

- Okej, hm… najpierw nieco lepsze, ale wciąż złe wieści.

Nieco lepsze, ale nadal złe?

- Cat…

- Davey dowiedział się, że Nat znowu go zdradza. Walczyli… naprawdę źle, Frankie. Naprawdę źle. Powiedział, że ma dość i myślę, że tym razem zrobił to szczerze, bo ona straciła opanowanie. Zaczęła go bić. Uderzył ją w odpowiedzi. Zadzwoniła po policję. On jest cały spieprzony. Ma nawet wstrząśnienie mózgu, bo uderzyła go w głowę talerzem czy czymś takim. Wiele od niej odebrał, Frankie, zanim to stracił. Uderzył ją raz, żeby ją od siebie odciągnąć, ale to on siedzi w więzieniu.

Zamknęłam oczy.

- Nie wniósł oskarżenia – kontynuowała – Ale ona to zrobiła. Jego mama do mnie zadzwoniła. Dzięki temu to wszystko wiem. Jest wkurzona, Frankie. Wie, że Davey jadł gówno od lat i jest naprawdę wkurzona. Co gorsza, mama tam jest.

O nie.

Otworzyłam oczy, zobaczyłam twarz Benny’ego i po raz pierwszy od długiego czasu ten widok nie uspokoił mnie.

- Była na przejażdżce, nie brała udziału w bójce, dotarła tam po przybyciu policji. Kilka dni temu wysłała mi SMS-a, mówiąc, że dla niej nie żyję, bo nie odbieram jej telefonów, aby pomóc jej w potrzebie. Pewnie dlatego jest z Nat i Davey’em. Ale według mamy Davey’a ona wtrąca się w sprawy jego i Nat i nagaduje na Davey’a. Mama Davey’a chce wycofania zarzutów i eksmisji Nat i Ninette z domu, a ona i chce tego na wczoraj.

- Cat, ja… - Zaczęłam, ale przerwała mi, mówiąc cicho.

– Nie mogę dać się w to wciągnąć, Frankie. Spóźnia mi się.

Serce zabiło mi mocniej, a ona mówiła dalej.

- Tylko kilka dni, ale zawsze miałam regularnie. Art i ja mieliśmy spędzić sobotę na robieniu testu ciążowego i, miejmy nadzieję, świętowaniu. To wszystko… - Przestała mówić i właściwie usłyszałam, jak wzięła głęboki oddech, zanim dodała - I wydarzyło się jeszcze więcej ostatniej nocy, więc jedyne, co chcę zrobić, to pominąć test ciążowy i wypić butelkę wódki.

Gówno.

Nie.

- Nie rób tego, kochanie – nalegałam.

- Wiem, ale to trudne.

- Zdobądź test ciążowy – powiedziałam, po czym wzięłam głęboki oddech i dokończyłam - Zadzwonię do Nat.

Ramiona Bena zaciskające się wokół mnie skierowały mój wzrok na jego twarz. Był zmartwiony. Ale słysząc imię Nat, był też wkurzony.

Potrząsnęłam głową.

Potrząsnął swoją w odpowiedzi.

- Nie powiedziałam ci więcej – szepnęła mi Cat do ucha.

Cholera.

Spojrzałam na ucho Bena i poprosiłam - Dawaj mi to.

– Chrissy wyrzuciła tatę zeszłej nocy.

– Kurwa – szepnęłam.

– Tak – zgodziła się - Zadzwonił do mnie, szukając miejsca na nocleg. Trzymałam swoje granice, a on stracił opanowanie, wiesz, jak tata to robi, kiedy nie ułatwia mu się życia.

- Tak, wiem, jak tata może to zrobić – zgodziłam się, ponieważ absolutnie to wiedziałam.

- Powiedział, że wszystkie jego dzieci oprócz Enzo to wrzody na jego tyłku i nie chciał już nigdy więcej o mnie słyszeć. Potem powiedział, że jedzie do Enzo.

- O mój Boże – szepnęłam do telefonu. Na samą myśl o Enzo Uno i Due razem oraz o spustoszeniu, jakie mogą siać, moje ciśnienie krwi gwałtownie podskoczyło.

- Tak. Po prostu rzuca wszystko, zostawia Chrissy z nowym dzieckiem i zmierza do miejsca, gdzie Enzo pierdoli swoje życie i życie wszystkich ludzi w nim przebywających.

To nie było dobre, ale byłam zdezorientowana.

- W jakim sensie układ Nat jest nieco lepszy od złych wieści o tacie?

- No cóż, bo tata powiedział mi, że Chrissy ma przerąbane, bo nie pracuje, a został przez nią odstrzelony. Nie potrzebował jej gówna. Może i go wyrzuciła, ale to nie znaczy, że nie mieszka w jego domu. On mówi, że wraca na rynek, co oznacza, że Chrissy jest bezrobotna, wkrótce będzie bezdomna i ma naszą nową młodszą siostrę.

Boże. Mój ojciec.

– Tata powiedział coś o Minnie? - Zapytałam.

- Ani słowa.

Pieprzony tata.

Spojrzałam od ucha Bena w jego oczy i powiedziałam Cat - W porządku, zostaw to mnie.

Ben zmienił wygląd z lekko zmartwionego i wkurzonego na wściekłego, kiedy dodał „Jezu, Frankie”.

– Co zamierzasz zrobić? – zapytała mnie Cat.

– Nie mam pojęcia, ale coś wymyślę.

- Sal Giglia jest ci winien przysługę? – zapytała.

Niezbyt.

- Nie – odpowiedziałam.

- Szkoda. Uważam, że potrafi wzbudzić strach przed Bogiem w każdym, nawet w Nat, mamie i tacie.

Prawdopodobnie miała rację.

Mimo to nie miałam zamiaru straszyć Salem mojej rodziny. Nie dlatego, że na to nie zasłużyli. Dlatego, że Benny i ja już go zaprosiliśmy na nasz ślub. Nie potrzebowaliśmy zmuszać go, żeby za to płacił i mnie oddawał mężowi.

- Idź i zrób test ciążowy. Żadnej wódki. I zadzwoń do mnie, gdy skończysz świętować.

- Frankie, zawsze jesz to gówno i…

– Idź – powiedziałam cicho, ale stanowczo - Musisz się skupić na tym, co ważne, Cat, a ich gówno nie jest ważne. Twój mąż, twoje małżeństwo, ty budująca rodzinę, jest ważne. Zdobądź ten test ciążowy. Wyślę dobre wibracje w twoją stronę.

Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła. Potem powiedziała – Jasne. Pozwolę ci to dać mi, ale tylko w taki sposób, żebyś wstała pierwsza. Zrobię swoje z testem i Artem. Ale potem zadzwoń do mnie, jeśli będziesz mnie potrzebować, Frankie.

- Jesteś na dobrej drodze – przypomniałam jej - Trzymaj się tego.

- Ci ludzie są popierdoleni i doprowadzają mnie do szału. Ale oni też są moją rodziną, Frankie. Spędziłaś trzy i pół dekady sortując ich gówno. Teraz moja kolej, aby zacząć działać.

Poczułam te słowa, wszystkie, tak głębokie, tak ciepłe i tak mile widziane, że ponownie zamknęłam oczy i odwróciłam głowę.

Ben podniósł rękę i owinął ją wokół mojej szyi, więc otworzyłam oczy i znów na niego spojrzałam.

Już nie był wkurzony, a przynajmniej nie całkowicie. Powrócił do lekkiego zmartwienia.

Pokręciłam głową i posłałam mu lekki uśmiech.

Nie zmieniło to ani trochę jego wyrazu twarzy.

– Mamy plan? – odezwała się do mojego ucha Cat.

- To nie rozwiąże się szybko i jeśli nie możesz tego przejść, wycofasz się. Jeśli się na to zgodzisz… – powiedziałem – to mamy plan.

Zawahała się tylko sekundę, zanim powiedziała - Mamy plan.

– Dobrze – odparłam rzeczowo - Teraz, zadzwoń do mnie później i przekaż mi dobre wieści.

– Mam nadzieję, że mi się uda, Frankie.

– Ja też mam taką nadzieję, kochanie.

- Nie pozwól, żeby zmuszali cię do zjedzenia większej ilości gówna, niż już jesz – rozkazała.

- Prawdopodobnie pozwoliłabym - odpowiedziałam, wciąż patrząc Benny’emu w oczy – Ale Ben mi nie pozwoli.

- Wreszcie, kurwa – mruknęła, a to wywołało u mnie uśmiech – Później, Frankie.

- Później, Cat.

Rozłączyliśmy się i ledwo nacisnęłam przycisk na telefonie, gdy Ben praktycznie warknął - Co?

Sięgnęłam do koszuli nocnej leżącej do połowy na łóżku, mówiąc - Dramat Concetti.

- Nie masz już wystarczająco bieżących dramatów? – zapytał, podkreślając doskonałą tezę.

Puścił mnie, żebym mogła założyć koszulę nocną, a ja znów na niego spojrzałam.

- Benny…

Potrząsnął głową - Wyjdź z łóżka. Umyj się. Ubierz się. Opowiesz mi o tym, kiedy będziemy wyprowadzać Gusa. Jak twój tyłek będzie w moim pickupie, żebyśmy mogli kupić pączki. Zrobimy, co chcieliśmy zrobić z naszym sobotnim porankiem. Jak już nakarmię pączkiem moje maleństwo, wtedy ci porąbańcy, których nazywacie rodziną, będą mogli spróbować zabrać im kawałek ciebie.

- Ale Ben…

Spróbuj – przerwał mi z naciskiem - Jestem blisko, kiedy rozmawiasz z ich tyłkami, a jeśli dostanę pieprzoną wskazówkę, że ci wciskają gówno, przejmuję kontrolę.

Gapiłam się na niego.

Wreszcie.

Cat miała rację.

Miała naprawdę rację.

Dlatego poddałam się i powiedziałam - Okej, kochanie. A teraz zajmijmy się Gusem.

Widziałam, jak zaskoczenie zaczęło pojawiać się na twarzy Benny’ego, ale nie zatrzymałam się, żeby obejrzeć cały show. Gus potrzebował wyjścia z zamknięcia. Ja potrzebowałam go przytulić. Potrzebowałam też pączków. Ponadto potrzebowałam, żeby mój mężczyzna zjadł pączki.

Dopiero wtedy mogłabym poradzić sobie z moją rodziną, mając kogoś, kto by mnie wspierał.

Wreszcie.

*****

2 komentarze: