Rozdział
23
Wreszcie (cz.1)
Obudziłam
się, gdy poczułam dłoń Benny’ego przesuwającą się po moim brzuchu.
–
Kochanie – szepnęłam sennie.
Wtedy
poczułam, jak czubki jego palców wsuwają się w brzeg moich majtek, drugą rękę
wpycha pode mnie, a jego ciało przesuwa się na moje plecy, żeby mógł ukryć
twarz w mojej szyi.
Kiedy
już tam dotarł, warknął – Cicho, Francesca, i nie ruszaj się.
Poczułam,
jak moja pochwa drgała, a jednocześnie zrobiła się mokra.
Okej,
można powiedzieć, że pobudka z Bennym Bianchi była moją ulubioną częścią dnia.
Z różnych powodów.
Jeden
z tych powodów stał się oczywisty, gdy jego środkowy palec dotknął mojej
łechtaczki, a jego druga dłoń owinęła się wokół mojej piersi, a jego usta
przesunęły się w górę mojej szyi. Wiedziałam, że się nie bawił, kiedy położył
kciuk i palec na moim sutku i pociągnął.
Mocno.
To
było tak przyjemne, że wepchnęłam biodra w jego krocze. Poczułam go mocno i
wydobył się ze mnie jęk.
Ben
skubnął zębami skórę mojej szyi, po czym powiedział – Nie ruszaj się, kochanie.
-
Muszę się ruszyć.
–
Nie – rozkazał szorstko, wpychając kutasa w mój tyłek.
O
Boże. To było gorące.
Przestałam
się ruszać. Ben bawił się. Pociągnął i przekręcił. Kręcił i naciskał. Skubał,
lizał, ssał, całował. Przez cały ten czas leżałam, próbując się nie poruszyć.
Nie
było to łatwe, z każdą sekundą robiło mi się coraz bardziej mokro, nakręcałam
się bardziej i było coraz trudniej.
W
końcu zrobiło się tak trudno, że szepnęłam błagalnie „Benny”.
-
Czego chcesz? - zapytał.
-
Twój kutas, kochanie.
-
Jak chcesz to mieć?
–
W jakikolwiek sposób chcesz mi to dać.
-
Ściągnij majtki, Frankie.
Natychmiast
zrobiłam, co rozkazał, wkładając kciuk po jednej stronie majtek i pociągając w
dół. Ben niemal natychmiast dał mi to, czego potrzebowałam. Wsunął się do
środka.
-
Boże – westchnęłam.
Ben
skręcił mój sutek, przejechał palcem po łechtaczce i wbił się głęboko.
-
Kurwa, jesteś mokra – jęknął w moją szyję, waląc mocno, szybko i szorstko, tak
mocno wszystkie trzy, że moje ciało drżało przy każdym pchnięciu.
-
Mocniej, Benny – błagałam.
Bez
zwłoki wtoczył się na mnie, przekręcając mnie na brzuch, wciąż w będąc środku.
Musiałam szeroko rozłożyć nogi, a majtki naciągnąć do granic możliwości, wpijając
je w uda w sposób, który lubiłam. Wszystko to było tak niesamowite, że poczułam
dreszcze w całym ciele.
Potem
szarpnął moje biodra do góry, wciąż wpychając się głęboko. Sięgnął nade mną,
jego dłoń wsunęła się w moje włosy, zacisnęła pięść i pociągnęła do tyłu.
Boże.
Gorętszy.
–
W górę, kochanie – zażądał.
Podniosłam
się na rękach, a on jeszcze raz pociągnął mnie za włosy, więc wiedziałam, że
chce mnie wygiąć.
Wyprostowałam
się i gdy tylko wstałam, rozkazał - Koszulka z ciebie.
Przeniosłam
dłonie na brzeg mojej koszulki nocnej i ją ściągnęłam.
Natychmiast
otrzymałam nagrodę, gdy dłonie Benny’ego przesunęły się po mojej nagiej skórze.
Wiedziałam,
że patrzył na ruchy swoich rąk, kiedy mruknął w moją szyję - Cholernie piękna -
nawet gdy mnie nie przestawał mnie brać.
-
Potrzebuję twojego palca, Słonko – powiedziałam.
–
Miałaś to wczoraj wieczorem, kotku. Mam to w sobie, żeby to trwało jakiś czas.
Nie chcę cię tam zabrać zbyt wcześnie.
Może
i miał to w sobie, ale doprowadzał mnie do szaleństwa, więc ja tego nie miałam.
-
Już jestem blisko – oznajmiłam.
Wjechał,
został, ale poruszył się.
Podobało
mi się to, że byłam nim wypełniona, a Ben wpychał się głębiej. Podobało mi się
to tak bardzo, że jęknęłam.
Jego
ręka zsunęła się w dół i zakryła moją płeć, podczas gdy jego druga przesunęła
się w górę mostka, aby owinąć się lekko wokół mojego gardła.
-
Mógłbym cię pieprzyć godzinami – wymamrotał w moją skórę.
Był
sobotni poranek, weekend. Dzień po, na szczęście spokojnym, piątku, weekend,
który mógł poprzedzać Armagedon związany z pracą, i od razu ustaliłam nasze
plany na ten dzień.
-
Okej, w takim razie zrób to teraz.
-
Mógłbym zasnąć pogrzebany w tobie.
Poczułam,
jak drżały mi uda.
-
Obudzić się tak, by pierwszą rzeczą, którą zrobię, zanim w ogóle otworzę oczy, było
to, że zacznę cię pieprzyć – kontynuował.
Moje
dłonie powędrowały do jego nadgarstków i trzymałam je, podczas gdy moje łono
kurczyło się na jego słowa. Pomyślałam, że nie musi się ruszać, żeby mnie tam
zabrać, po prostu musi ze mną rozmawiać.
Wysunął
się i powoli wsunął z powrotem - Uwielbiam tę cipkę.
Okej,
może musiał się ruszyć.
–
Ben, kochanie.
Jego
dłoń powędrowała z mojego gardła w dół mojego ciała - Uwielbiam to ciało.
-
Proszę, Benny, pieprz mnie.
Przygryzł
płatek mojego ucha zębami, przysunął usta do mojego ucha i szepnął - Kocham
moje maleństwo.
Zadrżałam
od stóp do głów.
Myliłam
się. Jedyne, co musiał zrobić, to do mnie mówić.
–
Benny – szepnąłem.
-
Na dół, Frankie. Dam ci to, czego potrzebujesz.
Pochyliłam
się, przedramiona oparłam o materac, a Ben pochylił się nade mną. Z jedną ręka
na łóżku dla dodatkowej dźwigni i mocy, dał mi to, czego potrzebowałam.
Kiedy
to znalazłam, mój orgazm przebijał się przeze mnie, podczas gdy Ben wciąż walił
we mnie, dawał mi to, dopóki nie zaczęłam schodzić. Potem wyciągnął się, opadł
na plecy, przeciągnął mnie nad sobą i pochwycił mój wzrok.
-
Zabierz mnie tam, Frankie.
Utrzymując
jego wzrok, szybko zdjęłam majtki, podniosłam się i usiadłam na nim okrakiem.
Objęłam dłonią jego penisa, wprowadziłam go do środka i trzymając na nim spojrzenie,
ujeżdżałam go szybko.
-
Chcesz mieć jeszcze raz? – zapytał, obserwując, jak się na nim poruszam, a
wyraz jego twarzy był leniwy, ale gorący.
Uwielbiałam
ten jego wygląd.
Ale…
Czy
on oszalał?
-
Tak - westchnęłam, kiedy się wciskałam.
Uśmiechnął
się i przesunął rękę tak, aby kciuk znalazł się w strategicznym miejscu. Trochę
to trwało, ale znalazłam to ponownie. Schodząc z niego, ujeżdżając go ciągle po
orgazmie, z głową odrzuconą do tyłu, z jedną ręką na jego brzuchu, a drugą
obejmującą moją pierś, poczułam, jak jego ręce mocno zacisnęły się na moich biodrach.
Pociągnął mnie w dół, przytrzymał, uniósł biodra, jęknął i wiedziałam, że to
znalazł.
Upadłam
na niego, moje włosy poleciały na niego, wiedziałam to, ale nie obchodziło mnie
to. Miałam dwa orgazmy z samego rana, nic mnie po tym nie obchodziło.
Zsunął
ręce z moich bioder i objął mnie, a jedna z nich powędrowała wyżej, by zebrać
moje włosy z boku szyi.
Odwracając
głowę, szepnął - Kocham cię, Francesco Concetti.
Poczułam,
jak końce warg mi się unoszą i podjęłam herkulesowy wysiłek, by podnieść głowę
i spojrzeć mu w oczy.
Warto
było podjąć ten wysiłek.
Widok
tych pięknych oczu szczęśliwych i zadowolonych był wart każdego wysiłku.
-
Odwzajemniam miłość, Benny Bianchi.
Trzymał
moje włosy zebrane na szyi, nawet gdy wyciągnął kciuk, aby pogłaskać mnie po
szczęce i zapytał - Chcesz pączki?
O
tak, kochałam Benny'ego Bianchi.
-
Absolutnie – odpowiedziałam.
Uśmiechnął
się - Dobrze, Słonko. Pocałuj mnie. Zejdź ze mnie. Wyprowadzimy Gusa, a potem
pojedziemy do Hilligoss.
–
Czy możesz wyprowadzić Gusa, a potem pójść po pączki, a ja zostanę tutaj i
zrobię kawę? - Zapytałam, używając tych słów w znaczeniu: Czy możesz wyprowadzić Gusa, a potem pójść po pączki, podczas gdy ja tu
zostanę, by rozkoszować się orgazmami i może zrobić sobie krótką drzemkę?
Podejrzewałam,
że Benny znał moje znaczenie, ale mimo to zapytał - Chcesz tego?
-
Tak – odpowiedziałam.
-
Dostaniesz to, ale ja dostanę część z całowaniem.
Uśmiechnęłam
się do niego, bo musiałam go pocałować, a także dlatego, że był Benny’m. Był
niesamowity. I tym razem zademonstrował swoją niesamowitość, dając mi to, co
chciałam, ściągając się z łóżka, opiekując się naszym psem i przynosząc pączki,
podczas gdy ja mogłam się lenić.
Pochyliłam
głowę, żeby dać mu tą część z całowaniem, gdy mój telefon na szafce nocnej
zaczął dzwonić.
Odwróciłam
głowę w tamtą stronę, gdy Ben rozkazał - Zignoruj to.
Ponieważ
ten pomysł bardziej mi się podobał, zrobiłam zgodnie z poleceniem.
W
połowie pocałunku mój telefon przestał dzwonić. Potem Ben przejął pocałunek i
przerodziło się to w sesję całowania, podczas której leżałam na plecach, a
Benny głównie na mnie. Trwało to dłuższą chwilę, dopóki mój telefon nie
zadzwonił ponownie.
Ben
przerwał pocałunek i tym razem to on spojrzał na mój telefon.
–
Zignoruj to – powtórzyłam jego polecenie.
Spojrzał
na mnie - Dwa telefony w ciągu pięciu minut w sobotni poranek?
-
Jestem niedysponowana – odpowiedziałam – To dlatego, że mam ślady majtek na
udach. Moje majtki są spndp, bo były tak mocno naciągnięte, że prawdopodobnie
uszkodziła się gumka. Wyciekasz ze mnie. I masz psa do zabrania na spacer i
kupienie mi pączków z cukrem pudrem i kremem czekoladowym, przynajmniej trzy.
To wszystko jest definicja niedysponowania.
Mój
telefon przestał dzwonić, gdy brwi Benny’ego uniosły się, a jego oczy zabłysły
humorem, dając mi to i spełniając obietnicę trzecią tej części dnia, a nie byliśmy
obudzeni nawet od godziny.
Robił
to wszystko pytając - Spndp?
-
Spieprzone nie do poznania – wyjaśniłam.
-
Wiem, co to znaczy, Słonko – odpowiedział - Po prostu nie znałem nikogo poza
Tango i Cashem, kto by tak mówił.
Poczułam,
że moje oczy się mrużą - Nie naśmiewaj się ze mnie, kiedy jestem po orgazmie. Kiedy
jestem wyczerpana szczęściem po orgazmie i nie mam w sobie ani jednej dobrej
walki.
Ben
uśmiechnął się - Nigdy nie powinnaś była mi tego dawać, kochanie. Wiedząc o tym
gównie, od teraz całkowicie się z tobą pieprzę po orgazmie.
Moje
oczy zrobiły się coraz bardziej mrużone, zanim poinformowałam go o czymś, co
powinien już wiedzieć - Szybko wracam do zdrowia.
Jego
dłoń przesunęła się po moim biodrze, plecach i chwyciła mój tyłek, gdy jego
twarz zbliżyła się do mojej – Założę się, że mogę cię cofnąć do tego stanu.
Tak
cholernie całkowicie mógł to zrobić.
-
Gus? Pączki? – podpowiedziałam.
-
W twoim zamówieniu jest podane, jakie pączki mam kupić? - spytał.
-
Tak – odpowiedziałam.
–
Skończyły im się te szybkie, Frankie.
–
Poczekaj, aż zrobią więcej.
Tym
razem się nie wykrzywił ust. Uśmiechnął się szeroko.
Potem
powiedział - Może jestem pod pantoflem, Słonko, ale nie aż tak bardzo.
Poczułam,
że moje brwi się uniosły – Jesteś pod pantoflem?
-
Kotku, zawieram układy z Salem, jestem z dala od mojego domu, mojej
restauracji, obserwuję twój tyłek, gdy zajmujesz się czymś niewątpliwie
wartościowym, ale bardzo mnie niepokojącym, a ty się dziwisz, że jestem pod
pantoflem?
Miał
rację i chociaż jego słowa dały mi ogromne poczucie mocy, jednocześnie mnie
niepokoiły.
Więc
otoczyłam go ramionami i przypomniałam - Robimy to z Wylerem, bo tak należy
zrobić.
-
Tak jest. Robimy to również, bo lubię cię pieprzyć, zjadać i patrzeć, jak mnie
ujeżdżasz, a mogę to wszystko osiągnąć, i to często, uszczęśliwiając cię.
Nagle
nie czułam się zaniepokojona.
Poczułam
się zirytowana.
–
To tyle?
-
Jest też fakt, że lubię na ciebie patrzeć, widzieć twój uśmiech i robić, co w
mojej mocy, aby cię uszczęśliwić. To szaleństwo, ale nauczyłem się akceptować
to szaleństwo, ponieważ jesteś sobą. Jesteś szalona. Nieustraszona. Chcesz narażać
się na niebezpieczeństwo, robiąc coś, o czym wiesz, że jest niebezpieczne,
ponieważ jest to słuszne. I kocham w tobie wszystko. Szalone jest to, że kocham
w tobie wszystko, łącznie z tym.
Skrzywiłam
się i oświadczyłam - Znowu jesteś słodki, kiedy jestem wkurzona.
Zbliżył
swoje usta do moich, a jego oczy wciąż się uśmiechały - Musisz nauczyć się sobie
z tym radzić, kochanie. Będzie się dużo działo.
Zaraz
sobie z tym poradziłam, bo miałam to szczęśliwe przeczucie, że znowu mnie
pocałuje, ale nie zrobił tego, bo zadzwonił mój telefon.
Tym
razem oboje zwróciliśmy na to uwagę.
-
Kurwa – mruknął Ben, sięgając przez łóżko i dotykając go. Spojrzał na
wyświetlacz, potem na mnie, a jego twarz była nieczytelna, kiedy powiedział –
Cat.
To
mogło oznaczać wszystko, od radosnej wiadomości, że nosi dziecko Arta, po
wiadomość, że upadła w swoim postanowieniu, została aresztowana za zrobienie
czegoś głupiego i potrzebowała kogoś, kto by na nią wpłacił kaucję.
Ben
o tym wiedział i dlatego jego twarz była nieczytelna.
Wysunęłam
mu telefon z ręki i odebrałam połączenie.
Kiedy
już miałem komórkę przy uchu, powiedziałam - Kocham cię, ale opóźniasz pączki.
–
Frankie – wyszeptała.
O
Boże.
Słysząc
ton jej głosu, mój wzrok powędrował do Benny’ego, gdy podniosłam się do pozycji
siedzącej. Przetoczył się, żeby mi to umożliwić, a ja nie odrywałam wzroku od
niego oczu, gdy usiadłam na biodrze, naciągając kołdrę na klatkę piersiową i
trzymając telefon mocno przy uchu.
-
Co? - Zapytałam.
Zapadła
chwila ciszy, zanim powiedziała - Okej, ostatnia noc była zła.
Mając
nadzieję, że jej zła noc nie obejmowała wypicia kilku kieliszków wódki i
popełnienia przestępstwa, moja ręka wyciągnęła się i przycisnęła do klatki
piersiowej Bena.
Gdy
tylko to zrobiłam, usiadł i objął mnie ramionami, przyciągając mnie do swojego
ciepła, zatrzymując moją dłoń między nami.
-
Co? - Wyszeptałam, kierując teraz wzrok na gardło Bena.
-
Okej, hm… najpierw nieco lepsze, ale wciąż złe wieści.
Nieco
lepsze, ale nadal złe?
-
Cat…
-
Davey dowiedział się, że Nat znowu go zdradza. Walczyli… naprawdę źle, Frankie.
Naprawdę źle. Powiedział, że ma dość
i myślę, że tym razem zrobił to szczerze, bo ona straciła opanowanie. Zaczęła
go bić. Uderzył ją w odpowiedzi. Zadzwoniła po policję. On jest cały spieprzony.
Ma nawet wstrząśnienie mózgu, bo uderzyła go w głowę talerzem czy czymś takim.
Wiele od niej odebrał, Frankie, zanim to stracił. Uderzył ją raz, żeby ją od
siebie odciągnąć, ale to on siedzi w więzieniu.
Zamknęłam
oczy.
-
Nie wniósł oskarżenia – kontynuowała – Ale ona to zrobiła. Jego mama do mnie
zadzwoniła. Dzięki temu to wszystko wiem. Jest wkurzona, Frankie. Wie, że Davey
jadł gówno od lat i jest naprawdę wkurzona. Co gorsza, mama tam jest.
O
nie.
Otworzyłam
oczy, zobaczyłam twarz Benny’ego i po raz pierwszy od długiego czasu ten widok
nie uspokoił mnie.
-
Była na przejażdżce, nie brała udziału w bójce, dotarła tam po przybyciu
policji. Kilka dni temu wysłała mi SMS-a, mówiąc, że dla niej nie żyję, bo nie
odbieram jej telefonów, aby pomóc jej w potrzebie. Pewnie dlatego jest z Nat i
Davey’em. Ale według mamy Davey’a ona wtrąca się w sprawy jego i Nat i nagaduje
na Davey’a. Mama Davey’a chce wycofania zarzutów i eksmisji Nat i Ninette z
domu, a ona i chce tego na wczoraj.
-
Cat, ja… - Zaczęłam, ale przerwała mi, mówiąc cicho.
–
Nie mogę dać się w to wciągnąć, Frankie. Spóźnia mi się.
Serce
zabiło mi mocniej, a ona mówiła dalej.
-
Tylko kilka dni, ale zawsze miałam regularnie. Art i ja mieliśmy spędzić sobotę
na robieniu testu ciążowego i, miejmy nadzieję, świętowaniu. To wszystko… -
Przestała mówić i właściwie usłyszałam, jak wzięła głęboki oddech, zanim dodała
- I wydarzyło się jeszcze więcej ostatniej nocy, więc jedyne, co chcę zrobić,
to pominąć test ciążowy i wypić butelkę wódki.
Gówno.
Nie.
-
Nie rób tego, kochanie – nalegałam.
-
Wiem, ale to trudne.
-
Zdobądź test ciążowy – powiedziałam, po czym wzięłam głęboki oddech i
dokończyłam - Zadzwonię do Nat.
Ramiona
Bena zaciskające się wokół mnie skierowały mój wzrok na jego twarz. Był
zmartwiony. Ale słysząc imię Nat, był też wkurzony.
Potrząsnęłam
głową.
Potrząsnął
swoją w odpowiedzi.
-
Nie powiedziałam ci więcej – szepnęła mi Cat do ucha.
Cholera.
Spojrzałam
na ucho Bena i poprosiłam - Dawaj mi to.
–
Chrissy wyrzuciła tatę zeszłej nocy.
–
Kurwa – szepnęłam.
–
Tak – zgodziła się - Zadzwonił do mnie, szukając miejsca na nocleg. Trzymałam
swoje granice, a on stracił opanowanie, wiesz, jak tata to robi, kiedy nie
ułatwia mu się życia.
-
Tak, wiem, jak tata może to zrobić – zgodziłam się, ponieważ absolutnie to wiedziałam.
-
Powiedział, że wszystkie jego dzieci oprócz Enzo to wrzody na jego tyłku i nie
chciał już nigdy więcej o mnie słyszeć. Potem powiedział, że jedzie do Enzo.
-
O mój Boże – szepnęłam do telefonu. Na samą myśl o Enzo Uno i Due razem oraz o
spustoszeniu, jakie mogą siać, moje ciśnienie krwi gwałtownie podskoczyło.
-
Tak. Po prostu rzuca wszystko, zostawia Chrissy z nowym dzieckiem i zmierza do
miejsca, gdzie Enzo pierdoli swoje życie i życie wszystkich ludzi w nim
przebywających.
To
nie było dobre, ale byłam zdezorientowana.
-
W jakim sensie układ Nat jest nieco lepszy od złych wieści o tacie?
-
No cóż, bo tata powiedział mi, że Chrissy ma przerąbane, bo nie pracuje, a
został przez nią odstrzelony. Nie potrzebował jej gówna. Może i go wyrzuciła,
ale to nie znaczy, że nie mieszka w jego domu. On mówi, że wraca na rynek, co
oznacza, że Chrissy jest bezrobotna, wkrótce będzie bezdomna i ma naszą nową
młodszą siostrę.
Boże.
Mój ojciec.
–
Tata powiedział coś o Minnie? - Zapytałam.
-
Ani słowa.
Pieprzony
tata.
Spojrzałam
od ucha Bena w jego oczy i powiedziałam Cat - W porządku, zostaw to mnie.
Ben
zmienił wygląd z lekko zmartwionego i wkurzonego na wściekłego, kiedy dodał
„Jezu, Frankie”.
–
Co zamierzasz zrobić? – zapytała mnie Cat.
–
Nie mam pojęcia, ale coś wymyślę.
-
Sal Giglia jest ci winien przysługę? – zapytała.
Niezbyt.
-
Nie – odpowiedziałam.
-
Szkoda. Uważam, że potrafi wzbudzić strach przed Bogiem w każdym, nawet w Nat,
mamie i tacie.
Prawdopodobnie
miała rację.
Mimo
to nie miałam zamiaru straszyć Salem mojej rodziny. Nie dlatego, że na to nie
zasłużyli. Dlatego, że Benny i ja już go zaprosiliśmy na nasz ślub. Nie
potrzebowaliśmy zmuszać go, żeby za to płacił i mnie oddawał mężowi.
-
Idź i zrób test ciążowy. Żadnej wódki. I zadzwoń do mnie, gdy skończysz
świętować.
-
Frankie, zawsze jesz to gówno i…
–
Idź – powiedziałam cicho, ale stanowczo - Musisz się skupić na tym, co ważne,
Cat, a ich gówno nie jest ważne. Twój mąż, twoje małżeństwo, ty budująca
rodzinę, jest ważne. Zdobądź ten test ciążowy. Wyślę dobre wibracje w twoją
stronę.
Przez
dłuższą chwilę nic nie mówiła. Potem powiedziała – Jasne. Pozwolę ci to dać mi,
ale tylko w taki sposób, żebyś wstała pierwsza. Zrobię swoje z testem i Artem. Ale
potem zadzwoń do mnie, jeśli będziesz mnie potrzebować, Frankie.
-
Jesteś na dobrej drodze – przypomniałam jej - Trzymaj się tego.
-
Ci ludzie są popierdoleni i doprowadzają mnie do szału. Ale oni też są moją
rodziną, Frankie. Spędziłaś trzy i pół dekady sortując ich gówno. Teraz moja
kolej, aby zacząć działać.
Poczułam
te słowa, wszystkie, tak głębokie, tak ciepłe i tak mile widziane, że ponownie
zamknęłam oczy i odwróciłam głowę.
Ben
podniósł rękę i owinął ją wokół mojej szyi, więc otworzyłam oczy i znów na
niego spojrzałam.
Już
nie był wkurzony, a przynajmniej nie całkowicie. Powrócił do lekkiego
zmartwienia.
Pokręciłam
głową i posłałam mu lekki uśmiech.
Nie
zmieniło to ani trochę jego wyrazu twarzy.
–
Mamy plan? – odezwała się do mojego ucha Cat.
-
To nie rozwiąże się szybko i jeśli nie możesz tego przejść, wycofasz się. Jeśli
się na to zgodzisz… – powiedziałem – to mamy plan.
Zawahała
się tylko sekundę, zanim powiedziała - Mamy plan.
–
Dobrze – odparłam rzeczowo - Teraz, zadzwoń do mnie później i przekaż mi dobre
wieści.
–
Mam nadzieję, że mi się uda, Frankie.
–
Ja też mam taką nadzieję, kochanie.
-
Nie pozwól, żeby zmuszali cię do zjedzenia większej ilości gówna, niż już jesz
– rozkazała.
-
Prawdopodobnie pozwoliłabym - odpowiedziałam, wciąż patrząc Benny’emu w oczy –
Ale Ben mi nie pozwoli.
-
Wreszcie, kurwa – mruknęła, a to wywołało u mnie uśmiech – Później, Frankie.
-
Później, Cat.
Rozłączyliśmy
się i ledwo nacisnęłam przycisk na telefonie, gdy Ben praktycznie warknął - Co?
Sięgnęłam
do koszuli nocnej leżącej do połowy na łóżku, mówiąc - Dramat Concetti.
-
Nie masz już wystarczająco bieżących dramatów? – zapytał, podkreślając
doskonałą tezę.
Puścił
mnie, żebym mogła założyć koszulę nocną, a ja znów na niego spojrzałam.
-
Benny…
Potrząsnął
głową - Wyjdź z łóżka. Umyj się. Ubierz się. Opowiesz mi o tym, kiedy będziemy
wyprowadzać Gusa. Jak twój tyłek będzie w moim pickupie, żebyśmy mogli kupić
pączki. Zrobimy, co chcieliśmy zrobić
z naszym sobotnim porankiem. Jak już nakarmię pączkiem moje maleństwo, wtedy ci porąbańcy, których nazywacie
rodziną, będą mogli spróbować zabrać im kawałek ciebie.
-
Ale Ben…
–
Spróbuj – przerwał mi z naciskiem - Jestem
blisko, kiedy rozmawiasz z ich tyłkami, a jeśli dostanę pieprzoną wskazówkę, że ci wciskają gówno,
przejmuję kontrolę.
Gapiłam
się na niego.
Wreszcie.
Cat
miała rację.
Miała
naprawdę rację.
Dlatego
poddałam się i powiedziałam - Okej, kochanie. A teraz zajmijmy się Gusem.
Widziałam,
jak zaskoczenie zaczęło pojawiać się na twarzy Benny’ego, ale nie zatrzymałam
się, żeby obejrzeć cały show. Gus potrzebował wyjścia z zamknięcia. Ja potrzebowałam
go przytulić. Potrzebowałam też pączków. Ponadto potrzebowałam, żeby mój
mężczyzna zjadł pączki.
Dopiero
wtedy mogłabym poradzić sobie z moją rodziną, mając kogoś, kto by mnie wspierał.
Wreszcie.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń