Rozdział 14
*****
Zaparkowałam
mojego Z na miejscu za alejką na tyłach domu Benny’ego.
Złapałam
moją dużą walizkę z tylnego siedzenia, rzuciłam ją na rolki, wyciągnęłam rączkę
i ledwo minęłam tył samochodu, kiedy pojawił się Ben.
Potem
zostałam przyciśnięta do boku mojego samochodu, Ben wtulił się we mnie, jedną
rękę na moim tyłku, drugą zakrzywioną wokół mojego boku na piersi, kciukiem
gładzącym tak blisko punktu zero, z
językiem w ustach.
Kiedy
podniósł głowę (i po tym, jak zatrzepotałam rzęsami), powiedział – Witaj w
domu, Frankie.
Wtuliłam
się w niego głębiej i uśmiechnęłam się.
Ben
odwzajemnił uśmiech, puścił mnie, chwycił za uchwyt mojej walizki w jedną rękę,
moją rękę w drugą, i zaciągnął nas oboje do swojego domu.
Ben
zostawił moją walizkę w kuchni i zaciągnął mnie do swojej sypialni.
Ale
nie wcześniej, niż to zobaczyłam.
Tam,
na otwartej przestrzeni, tak, żeby każdy mógł to zobaczyć.
Biała
kartka papieru, na górze pogrubionym pismem stało napisane Francesca, a na dole pociętymi bazgrołami, wypisano daty i godziny.
Mój
harmonogram.
Na
lodówce Bena.
Tak.
Zakochiwałam
się w Bennym.
I
to szybko.
*****
Poczułam,
że Ben zbliżał się do moich pleców.
Najlepsze
w tym było to, że podniósł rąbek swojej koszulki, którą miałam na sobie, a
kiedy to zrobił, położył mi dłoń na tyłku na majtkach.
Najgorsze
było to, że zajrzał mi przez ramię na to, co robię przy jego kuchennym blacie i
od razu zapytał - Zapiekanka z tuńczyka? Poważnie?
Wykręciłam
szyję, żeby na niego spojrzeć i zauważyłam - Twoje szafki były puste, Benny.
Miałam dwie opcje. Zapiekanka z tuńczyka lub lasagne z kurczaka, lub zupa-krem
z grzybów.
Kiedy
mówiłam, przeniósł wzrok z zapiekanki, którą przygotowywałam, na mnie, a kiedy
skończyłam, zaczął.
-
Szuflada jest pełna menu z dostawą.
-
Moje życie jest pełne jedzenia poza domem, obsługi pokoju, późnego powrotu do
domu i jedzenia na wynos w samochodzie. Chcę gotować – odpowiedziałam.
Kiedy
mówiłam, twarz Bena złagodniała i wymamrotał, ściskając mój tyłek - Cokolwiek
chcesz, kochanie - Następnie odszedł i oznajmił - Jutro pojedziemy do marketu.
-
Dla mnie bomba – powiedziałam do zapiekanki.
To
było po całym dniu spędzonym w łóżku z Bennym.
To
nie była prawda. Wstał i zrobił nam kanapki, a ja drzemałam, bo wsiadłam do
samochodu o szóstej rano, przywiozłam mój tyłek do Chicago, a po przyjeździe
zostałam dokładnie i energicznie zaliczona przez Benny’ego Bianchi. Wrócił do
swojej sypialni z dwiema kanapkami wypełnionymi salami, indykiem i Provolone,
polanymi majonezem i Dijon.
Przyniósł
także trzy paczki chipsów.
Benny
i jego chipsy.
Kochałam
to.
Teraz
wypłynęliśmy na powierzchnię. Była godzina kolacji. Ben załatwił sobie wolny
wieczór, więc byliśmy tylko on i ja.
A
ja gotowałam.
Przestałam
trzeć ser cheddar do miski i otworzyłam opakowanie Pringlesów. Następnie do
sera wsypałam resztki z tuby.
–
Pringlesy? – zapytał Ben, a ja wykręciłam szyję i zobaczyłam go, jak wyleguje
się w samych dżinsach przy kuchennym stole, z piwem w dłoni i wzrokiem
utkwionym we mnie.
Benny
Bianchi, władca dworu, obserwujący, jak jego kobieta gotuje.
Dlaczego
to było takie gorące?
-
Pringles - odpowiedziałam, po czym odwróciłam się i chwyciłam metalową łyżkę,
aby zacząć mieszać i ugniatać – Nie mamy zapiekanki z tuńczyka. Mamy tandetną,
chrupiącą zapiekankę z tuńczyka z Pringlesami á la Frankie.
–
Gdybym wiedział o chrupiącym wierzchu, nie narzekałbym.
Obejrzałam
się przez ramię, żeby zobaczyć, czy dawał mi gówno i uśmiechnęłam się do niego,
gdy zauważyłam, że mówił poważnie.
Mężczyzna,
który doceniał zapiekankę z tuńczyka z chrupiącym wierzchem.
Lubiłam
to.
Szaleństwo
polegało na tym, że myślałam o zapiekance z tuńczyka, co oznaczało, że
oficjalnie opuściłam strefę zakochiwania się kobiety, by wejść do strefy kobieta
zakochana do szaleństwa.
Ponieważ
już byłam szalona, przebywanie w tym miejscu było dla mnie niebezpieczne.
Jakby
czytając w moich myślach o szaleństwie, Ben powiedział - Trzy tygodnie.
Na
początku go nie zrozumiałam, więc wróciłam do tego, co robiłam i zapytałam -
Co?
-
Odpowiedź na twoje „nie wiem”.
Właśnie
wtedy go zrozumiałam.
Przestałam
rozgniatać Pringlesy z serem i z łyżką w dłoni zwróciłam się do Benny’ego i
zapytałam - Czy możemy o tym porozmawiać, kiedy zapiekanka będzie w piekarniku?
–
Rozumiesz, że jestem w tobie zabujany? – zapytał szaleńczo.
Pomyślałam
o czterech orgazmach, które miałam tego dnia, i powoli odpowiedziałam - Uh… tak.
-
Okej, rozumiesz. Rozumiesz, że jestem w
tobie zadurzony?
Mój
oddech przestał być łatwy.
Mimo
to udało mi się wydusić z siebie - Tak, Benny.
-
Racja. Więc jeśli to pojmiesz, rozumiesz, że to, że doszłaś do zrozumienia
siebie jest znaczące. Bujam się w tobie, więc cokolwiek to było, to znaczy też
coś dla mnie. Dałem ci czas, żebyś mi to dała. Mogę ci dać jeszcze dziesięć
minut, kotku. Proszę tylko, żebyś mnie do tego nie zmuszała.
Mówił,
że kiedy ześwirowałam przy nim, prawie straciliśmy to, co sprawiało nam radość
kilka godzin wcześniej, a nawet osobno, kilka tygodni wcześniej. Nie miałam
powodu, żeby mu wyjaśniać, co zrobiłam, że nas rozdzieliło. Dotarłam do części
tego powodu. A on potrzebował tego powodu, żeby mieć nadzieję, że nad tym
pracuję, więc nie zrobiłabym tego ponownie.
Kazałam
mu czekać.
Miał
dość czekania.
Rozumiejąc
to wszystko, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wybełkotać - Nikogo nie
obchodziło, gdzie byłam i co robiłam, gdy dorastałam.
-
Tą część pojąłem i podczas jej zdobywania zdałem sobie sprawę, że prawie już o
tym wiedziałem – odpowiedział Ben.
Odetchnęłam
głęboko i wróciłam do Pringlesów.
Wróciłam
do rozcierania, ale robiłam to, mówiąc.
–
To było moje życie. Tak naprawdę nie myślałam o tym, dopóki nie powiedziałeś mi
tego przez telefon.
–
Okej – powiedział, kiedy przestałam mówić - No i dokąd cię to prowadzi, cara?
-
To prowadzi mnie do wniosku, że nie mam odpowiedniego przygotowania, aby być w
tym dobra.
–
W czym dobra?
-
Czymkolwiek – szepnęłam do miski, po czym zobaczyłam, że woda w garnku z
makaronem prawie się zagotowała, więc podeszłam do kuchenki i zmniejszyłam
ogień.
W
drodze powrotnej spotkałam Benny’ego.
Jego
ręce powędrowały na moje biodra, a ja odchyliłam głowę do tyłu, aby na niego
spojrzeć.
–
Wiesz, że to walnięte, prawda? – zapytał cicho.
–
Może racjonalnie. Szalona-Frankie, a tak się składa, że nią jestem, w żadnym
wypadku.
-
Przewińmy do tyłu – oznajmił - Znalazłaś mężczyznę, w którym się zakochałaś,
związałaś się z nim i stałaś przy jego boku, nawet gdy zdecydował się związać z
mafią.
Zacisnęłam
wargi.
Benny
ciągnął dalej.
–
Przez cały ten czas, sądzę, że żyłaś czysto. Mimo wszystko stałaś obok niego.
Rozwarłam
usta, żeby mu przypomnieć – Już ci wyznałam, że poddałam się w sprawie
Vinniego.
–
I to jest coś złego? - odparł.
–
Czy musimy przez to przechodzić jeszcze raz?
–
Nie wiem, musimy?
-
Ona zrezygnowała, wycofała się – oświadczyłam, a brwi Bena zbiegły się razem.
-
Co takiego?
-
Mama. Zrezygnowała – powiedziałam mu - Wielokrotnie. Z taty. Z jej pozostałych
mężów. Chłopaków. To nie było to samo, ale było na dłuższą metę, jak zrezygnowała
ze swoich dzieci.
-
Mów dalej – nalegał.
-
To samo z tatą. Kobiety przychodzące, kobiety odchodzące.
-
I?
-
Żadnych połączeń. Żadnych korzeni, obciążeń. Nie ma nic, co mogłoby ich ciągnąć
w dół.
-
Próbuję, Słonko, ale nie nadążam.
-
Tego się nauczyłam. Tak zostałam wychowana. To jest to, co wiem.
-
Kurwa – szepnął, dochodząc do rozumienia.
-
Tak – odpowiedziałam.
Wyłożył
to ustnie - Więc dlatego kopiesz sobie tyłek, myśląc o zrezygnowaniu z Vinniego,
zanim został zabity.
-
Nie chciałam być taka jak oni.
–
I myślisz, że zrobisz to samo mnie?
Pokręciłam
głową, ale powiedziałam - Nie wiem. Może.
–
Musisz to przemyśleć i wyciągnąć wnioski, Słonko.
Nie
wiedziałam, co miał na myśli, więc zapytałam - Co?
-
Po pierwsze, twoi starzy, byli gównianymi rodzicami. Wiem, że są twoimi, kotku,
ale dowody wskazują, że to po prostu gówniane istoty ludzkie.
-
Ben... - zaczęłam, ale nie skończył i zaczął o mnie mówić.
-
Miałaś jakieś wieści od mamy lub taty, odkąd wyszłaś ze szpitala?
-
No cóż, mama zadzwoniła i zaprosiła mnie na swój ślub.
Zacisnął
usta, ale mimo to udało mu się powiedzieć - Klasyczne.
-
Ona taka jest – poinformowałam go.
-
Tak, i do cholery, nie masz innego wyjścia, jak tylko to zaakceptować. Możesz
ją odciąć lub zabrać, gdy nadejdzie. Gdyby była moją mamą, widziałaby moje
plecy już dawno temu. Co to mówi o tobie, Frankie?
Jego
słowa przeniknęły, zrobiły to głęboko, a ja znieruchomiałam.
Ben,
patrząc na mnie, trzymając na mnie ręce, zauważył to.
Dlatego
powiedział - Racja.
-
O mój Boże – szepnęłam, coś trzepotało w mojej piersi.
–
Racja – powtórzył - Jak Nat coś spieprzy, przyjdzie do ciebie. Jak twoja mama
zaręcza się z cholerną korzyścią, zaprasza cię na ślub. Słyszałaś coś od Enzo
Juniora?
-
Dzwoni. Nie często, ale regularnie – powiedziałam cicho.
Benny
skinął raz, krótko – Tak, wylewa na ciebie swoje gówno. Jego życie jest w
cholernym bałaganie, ale ty nie mówisz mu, żeby uporządkował swoje gówno. Nie powiedziałaś
nic matce, kiedy wylewała na ciebie gówno, gdy dorastałaś i nie chcesz patrzeć,
jak wychodzi za innego głupka, któremu zmiażdży serce. Nie robisz takich bzdur,
bo jesteś Frankie. Trzymasz się.
Wszystko,
co powiedział, uderzyło tak głęboko, że musiałam unieść ręce i owinąć je wokół
jego nadgarstków, żeby zachować równowagę.
Ale
Ben nie przestawał mówić.
-
Wiesz, kotku, nie jest w porządku, jeśli kobieta żyje trzydzieści cztery lata i
nie ma w jej życiu nikogo, kogo by to obchodziło. Przerabiałem swoje gówno z
Vinniem, bo nie miałem wyboru; ten człowiek nie żyje i muszę odpuścić. Ale
usłyszałem to i znowu się na niego wkurzyłem.
-
Wiedział, że potrafię o siebie zadbać. To był szacunek, on mi to dał – wyjaśniłam.
–
Bzdury – warknął Ben - Rozumiem, że rozumiesz, że ja umiem o siebie zadbać.
Umiem prowadzić samochód, żeby dotrzeć do bezpiecznych miejsc. Jak ktoś wkracza
na moją przestrzeń, poradzę sobie z tą sytuacją. Ale nadal byłoby miło, gdybyś
pokazała, że jesteś szczęśliwa, że wróciłem bezpiecznie do domu, nawet gdybym
poszedł do pieprzonego sklepu spożywczego. Robisz to nieważne, czy to kutas,
czy cipka, jeśli ci na kimś zależy. Mówię o tym, że jak mężczyzna ma kobietę,
opiekuje się tą kobietą. Nie zostawia jej, żeby sama o siebie dbała. Takie
postępowanie nie jest okazaniem braku szacunku. To brak szacunku na wszelkie
sposoby.
Przestałam
oddychać.
Ben
ciągnął dalej.
-
Jestem wkurzony na twoich rodziców, że ci to zrobili. Jestem zły na Vinniego,
że ci to zrobił. Ale z drugiej strony cieszę się, że mogę ci to dać, bo jeśli
dostaniesz to teraz, oznacza to, że to docenisz. Oznacza to również, że nie
muszę znosić twojego gówna, kiedy robię to, co muszę, żeby się tobą opiekować.
To
coś w mojej klatce piersiowej przestało trzepotać.
-
Nieźle ci tu idzie, Słonko, nie spieprz tego – ostrzegłam.
-
Niemożliwe – odpalił natychmiast - Jesteś we mnie zakochana. Jesteś Frankie. Mógłbym
cię traktować jak gówno, a ty byś mnie wspierała. Ale na szczęście dla ciebie
nie mam zamiaru tego robić.
Trzepotanie
wróciło i już nie było trzepotaniem.
Wstrząsnęło
mną do głębi, od środka.
Trzymałam
go za nadgarstki, patrzyłam mu w oczy i w tej chwili dokładnie wiedziałam,
dlaczego tak szybko zakochiwałam się w Bennym Bianchi.
Ponieważ
nie miał zamiaru traktować mnie jak gówna i miał zamiar się o mnie troszczyć.
-
Widzę, że tym zapunktowałem – powiedział cicho, patrząc prosto na mnie.
-
Wielki czas –odpowiedziałam również cicho.
–
Martwisz się, że mnie skrzywdzisz – mówił dalej cicho - że zrobisz to gówno, które
obserwowałaś, jak robili twoi rodzice, kiedy dorastałaś.
Niepewnie
skinęłam głową - Tak sądzę.
-
Więc, aby mnie chronić, wywołałaś samospełniającą się przepowiednię.
Po
prostu kiwałam głową.
Podniósł
ręce, a moje poszły wraz z nimi, nawet gdy chwycił moją szczękę i pochylił się
tak, że widziałam tylko jego twarz.
-
Kochanie, odpuść to gówno - Jego palce się wbiły - Tego nie ma w tobie.
-
A jeśli jest? - Mój głos brzmiał na udręczony.
-
Jak to możliwe? – zapytał delikatnie.
-
To kim jestem.
–
Gdyby tak było, pomyśl o tym, Francesca, kiedy opuściłabyś Vinniego?
Nie
odpowiedziałam, tylko trzymałam jego nadgarstki na mojej szczęce i patrzyłam mu
w oczy, wiedząc, że byłoby to wcześnie.
Prawdopodobnie
po tym, jak pomysł na franczyzę upadł i spłonął.
Prawdopodobnie
po tym, jak sklep z kanapkami nawalił.
W
chwili, gdy nawiązał współpracę z Salem.
Zdecydowanie.
-
Dobrze trafiłaś. Masz kogoś, kto się tobą opiekuje; masz kogoś, kto się o to
troszczy. Żyjąc tak, jak żyłaś, tracąc gówno, o którym nawet nie wiedziałaś, że
powinnaś mieć, czy kiedykolwiek myślałaś o odejściu? – pchnął.
–
Nie – westchnęłam.
-
Nie – zgodził się Ben.
Trzymałam
się dalej, patrząc mu w oczy i mówiąc - Myślę, że makaron zrobi się papkowaty,
Benny.
–
Mam to w dupie, Frankie.
-
Myślę też, że potrzebuję tequili do kolacji – kontynuowałam.
-
Na szczęście dla ciebie, szafki są puste, ale to mam.
-
Jesteś gównem, Benny Bianchi – szepnęłam i patrzyłam, jak zamknął oczy.
Potem
poczułam jak jego ręce przyciągnęły mnie do niego. Pocałował mnie w czoło, po
czym odsunął mnie z powrotem i znowu na mnie spojrzał.
–
Pozwolisz, że dam ci dobro? – szepnął z powrotem.
Boże.
Benny.
-
Tak.
–
Masz zamiar wpaść w szał i mnie rzucić?
-
Nie.
Jego
palce ponownie się wbiły, gdy powiedział - To moja Frankie.
Chciałam,
naprawdę chciałam, ale nie mogłam ich powstrzymać. Łzy napłynęły mi do oczu, jedna
wypadła i spłynęła po policzku.
Ben
to zauważył, przyciągnął mnie za szczękę do swojej klatki piersiowej i puścił
tylko po to, by mocno mnie objąć ramionami.
Zrobiłam
mu to samo.
Kolejna
łza spłynęła w dół, ale trzymałam się mocno Bena i odzyskałam kontrolę.
Kiedy
to zrobiłam, Ben przytulił mnie mocno.
Kilka
minut później położył usta na moich włosach i powiedział - Odcedzę makaron, kochanie.
Resztą zajmiesz się ty.
–
Jasne – zgodziłam się.
-
Dobrze się czujesz? - zapytał.
W
ramionach Benny’ego Bianchi czułam się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
-
Tak.
-
Dobrze - mruknął, po czym pocałował mnie w czubek głowy, puścił i poszedł do
makaronu na kuchence.
Odwróciłam
się do blatu i zajęłam się resztą.
*****
Następnego
dnia Ben i ja poszliśmy do marketu.
Kupiliśmy
serwetki.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń