poniedziałek, 25 września 2023

14 - I to szybko (cz.2)

 Rozdział 14

I to szybko (cz.2)

 

*****

Zaparkowałam mojego Z na miejscu za alejką na tyłach domu Benny’ego.

Złapałam moją dużą walizkę z tylnego siedzenia, rzuciłam ją na rolki, wyciągnęłam rączkę i ledwo minęłam tył samochodu, kiedy pojawił się Ben.

Potem zostałam przyciśnięta do boku mojego samochodu, Ben wtulił się we mnie, jedną rękę na moim tyłku, drugą zakrzywioną wokół mojego boku na piersi, kciukiem gładzącym tak blisko punktu zero, z językiem w ustach.

Kiedy podniósł głowę (i po tym, jak zatrzepotałam rzęsami), powiedział – Witaj w domu, Frankie.

Wtuliłam się w niego głębiej i uśmiechnęłam się.

Ben odwzajemnił uśmiech, puścił mnie, chwycił za uchwyt mojej walizki w jedną rękę, moją rękę w drugą, i zaciągnął nas oboje do swojego domu.

Ben zostawił moją walizkę w kuchni i zaciągnął mnie do swojej sypialni.

Ale nie wcześniej, niż to zobaczyłam.

Tam, na otwartej przestrzeni, tak, żeby każdy mógł to zobaczyć.

Biała kartka papieru, na górze pogrubionym pismem stało napisane Francesca, a na dole pociętymi bazgrołami, wypisano daty i godziny.

Mój harmonogram.

Na lodówce Bena.

Tak.

Zakochiwałam się w Bennym.

I to szybko.

*****

Poczułam, że Ben zbliżał się do moich pleców.

Najlepsze w tym było to, że podniósł rąbek swojej koszulki, którą miałam na sobie, a kiedy to zrobił, położył mi dłoń na tyłku na majtkach.

Najgorsze było to, że zajrzał mi przez ramię na to, co robię przy jego kuchennym blacie i od razu zapytał - Zapiekanka z tuńczyka? Poważnie?

Wykręciłam szyję, żeby na niego spojrzeć i zauważyłam - Twoje szafki były puste, Benny. Miałam dwie opcje. Zapiekanka z tuńczyka lub lasagne z kurczaka, lub zupa-krem z grzybów.

Kiedy mówiłam, przeniósł wzrok z zapiekanki, którą przygotowywałam, na mnie, a kiedy skończyłam, zaczął.

- Szuflada jest pełna menu z dostawą.

- Moje życie jest pełne jedzenia poza domem, obsługi pokoju, późnego powrotu do domu i jedzenia na wynos w samochodzie. Chcę gotować – odpowiedziałam.

Kiedy mówiłam, twarz Bena złagodniała i wymamrotał, ściskając mój tyłek - Cokolwiek chcesz, kochanie - Następnie odszedł i oznajmił - Jutro pojedziemy do marketu.

- Dla mnie bomba – powiedziałam do zapiekanki.

To było po całym dniu spędzonym w łóżku z Bennym.

To nie była prawda. Wstał i zrobił nam kanapki, a ja drzemałam, bo wsiadłam do samochodu o szóstej rano, przywiozłam mój tyłek do Chicago, a po przyjeździe zostałam dokładnie i energicznie zaliczona przez Benny’ego Bianchi. Wrócił do swojej sypialni z dwiema kanapkami wypełnionymi salami, indykiem i Provolone, polanymi majonezem i Dijon.

Przyniósł także trzy paczki chipsów.

Benny i jego chipsy.

Kochałam to.

Teraz wypłynęliśmy na powierzchnię. Była godzina kolacji. Ben załatwił sobie wolny wieczór, więc byliśmy tylko on i ja.

A ja gotowałam.

Przestałam trzeć ser cheddar do miski i otworzyłam opakowanie Pringlesów. Następnie do sera wsypałam resztki z tuby.

– Pringlesy? – zapytał Ben, a ja wykręciłam szyję i zobaczyłam go, jak wyleguje się w samych dżinsach przy kuchennym stole, z piwem w dłoni i wzrokiem utkwionym we mnie.

Benny Bianchi, władca dworu, obserwujący, jak jego kobieta gotuje.

Dlaczego to było takie gorące?

- Pringles - odpowiedziałam, po czym odwróciłam się i chwyciłam metalową łyżkę, aby zacząć mieszać i ugniatać – Nie mamy zapiekanki z tuńczyka. Mamy tandetną, chrupiącą zapiekankę z tuńczyka z Pringlesami á la Frankie.

– Gdybym wiedział o chrupiącym wierzchu, nie narzekałbym.

Obejrzałam się przez ramię, żeby zobaczyć, czy dawał mi gówno i uśmiechnęłam się do niego, gdy zauważyłam, że mówił poważnie.

Mężczyzna, który doceniał zapiekankę z tuńczyka z chrupiącym wierzchem.

Lubiłam to.

Szaleństwo polegało na tym, że myślałam o zapiekance z tuńczyka, co oznaczało, że oficjalnie opuściłam strefę zakochiwania się kobiety, by wejść do strefy kobieta zakochana do szaleństwa.

Ponieważ już byłam szalona, przebywanie w tym miejscu było dla mnie niebezpieczne.

Jakby czytając w moich myślach o szaleństwie, Ben powiedział - Trzy tygodnie.

Na początku go nie zrozumiałam, więc wróciłam do tego, co robiłam i zapytałam - Co?

- Odpowiedź na twoje „nie wiem”.

Właśnie wtedy go zrozumiałam.

Przestałam rozgniatać Pringlesy z serem i z łyżką w dłoni zwróciłam się do Benny’ego i zapytałam - Czy możemy o tym porozmawiać, kiedy zapiekanka będzie w piekarniku?

– Rozumiesz, że jestem w tobie zabujany? – zapytał szaleńczo.

Pomyślałam o czterech orgazmach, które miałam tego dnia, i powoli odpowiedziałam - Uh… tak.

- Okej, rozumiesz. Rozumiesz, że jestem w tobie zadurzony?

Mój oddech przestał być łatwy.

Mimo to udało mi się wydusić z siebie - Tak, Benny.

- Racja. Więc jeśli to pojmiesz, rozumiesz, że to, że doszłaś do zrozumienia siebie jest znaczące. Bujam się w tobie, więc cokolwiek to było, to znaczy też coś dla mnie. Dałem ci czas, żebyś mi to dała. Mogę ci dać jeszcze dziesięć minut, kotku. Proszę tylko, żebyś mnie do tego nie zmuszała.

Mówił, że kiedy ześwirowałam przy nim, prawie straciliśmy to, co sprawiało nam radość kilka godzin wcześniej, a nawet osobno, kilka tygodni wcześniej. Nie miałam powodu, żeby mu wyjaśniać, co zrobiłam, że nas rozdzieliło. Dotarłam do części tego powodu. A on potrzebował tego powodu, żeby mieć nadzieję, że nad tym pracuję, więc nie zrobiłabym tego ponownie.

Kazałam mu czekać.

Miał dość czekania.

Rozumiejąc to wszystko, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wybełkotać - Nikogo nie obchodziło, gdzie byłam i co robiłam, gdy dorastałam.

- Tą część pojąłem i podczas jej zdobywania zdałem sobie sprawę, że prawie już o tym wiedziałem – odpowiedział Ben.

Odetchnęłam głęboko i wróciłam do Pringlesów.

Wróciłam do rozcierania, ale robiłam to, mówiąc.

– To było moje życie. Tak naprawdę nie myślałam o tym, dopóki nie powiedziałeś mi tego przez telefon.

– Okej – powiedział, kiedy przestałam mówić - No i dokąd cię to prowadzi, cara?

- To prowadzi mnie do wniosku, że nie mam odpowiedniego przygotowania, aby być w tym dobra.

– W czym dobra?

- Czymkolwiek – szepnęłam do miski, po czym zobaczyłam, że woda w garnku z makaronem prawie się zagotowała, więc podeszłam do kuchenki i zmniejszyłam ogień.

W drodze powrotnej spotkałam Benny’ego.

Jego ręce powędrowały na moje biodra, a ja odchyliłam głowę do tyłu, aby na niego spojrzeć.

– Wiesz, że to walnięte, prawda? – zapytał cicho.

– Może racjonalnie. Szalona-Frankie, a tak się składa, że nią jestem, w żadnym wypadku.

- Przewińmy do tyłu – oznajmił - Znalazłaś mężczyznę, w którym się zakochałaś, związałaś się z nim i stałaś przy jego boku, nawet gdy zdecydował się związać z mafią.

Zacisnęłam wargi.

Benny ciągnął dalej.

– Przez cały ten czas, sądzę, że żyłaś czysto. Mimo wszystko stałaś obok niego.

Rozwarłam usta, żeby mu przypomnieć – Już ci wyznałam, że poddałam się w sprawie Vinniego.

– I to jest coś złego? - odparł.

– Czy musimy przez to przechodzić jeszcze raz?

– Nie wiem, musimy?

- Ona zrezygnowała, wycofała się – oświadczyłam, a brwi Bena zbiegły się razem.

- Co takiego?

- Mama. Zrezygnowała – powiedziałam mu - Wielokrotnie. Z taty. Z jej pozostałych mężów. Chłopaków. To nie było to samo, ale było na dłuższą metę, jak zrezygnowała ze swoich dzieci.

- Mów dalej – nalegał.

- To samo z tatą. Kobiety przychodzące, kobiety odchodzące.

- I?

- Żadnych połączeń. Żadnych korzeni, obciążeń. Nie ma nic, co mogłoby ich ciągnąć w dół.

- Próbuję, Słonko, ale nie nadążam.

- Tego się nauczyłam. Tak zostałam wychowana. To jest to, co wiem.

- Kurwa – szepnął, dochodząc do rozumienia.

- Tak – odpowiedziałam.

Wyłożył to ustnie - Więc dlatego kopiesz sobie tyłek, myśląc o zrezygnowaniu z Vinniego, zanim został zabity.

- Nie chciałam być taka jak oni.

– I myślisz, że zrobisz to samo mnie?

Pokręciłam głową, ale powiedziałam - Nie wiem. Może.

– Musisz to przemyśleć i wyciągnąć wnioski, Słonko.

Nie wiedziałam, co miał na myśli, więc zapytałam - Co?

- Po pierwsze, twoi starzy, byli gównianymi rodzicami. Wiem, że są twoimi, kotku, ale dowody wskazują, że to po prostu gówniane istoty ludzkie.

- Ben... - zaczęłam, ale nie skończył i zaczął o mnie mówić.

- Miałaś jakieś wieści od mamy lub taty, odkąd wyszłaś ze szpitala?

- No cóż, mama zadzwoniła i zaprosiła mnie na swój ślub.

Zacisnął usta, ale mimo to udało mu się powiedzieć - Klasyczne.

- Ona taka jest – poinformowałam go.

- Tak, i do cholery, nie masz innego wyjścia, jak tylko to zaakceptować. Możesz ją odciąć lub zabrać, gdy nadejdzie. Gdyby była moją mamą, widziałaby moje plecy już dawno temu. Co to mówi o tobie, Frankie?

Jego słowa przeniknęły, zrobiły to głęboko, a ja znieruchomiałam.

Ben, patrząc na mnie, trzymając na mnie ręce, zauważył to.

Dlatego powiedział - Racja.

- O mój Boże – szepnęłam, coś trzepotało w mojej piersi.

– Racja – powtórzył - Jak Nat coś spieprzy, przyjdzie do ciebie. Jak twoja mama zaręcza się z cholerną korzyścią, zaprasza cię na ślub. Słyszałaś coś od Enzo Juniora?

- Dzwoni. Nie często, ale regularnie – powiedziałam cicho.

Benny skinął raz, krótko – Tak, wylewa na ciebie swoje gówno. Jego życie jest w cholernym bałaganie, ale ty nie mówisz mu, żeby uporządkował swoje gówno. Nie powiedziałaś nic matce, kiedy wylewała na ciebie gówno, gdy dorastałaś i nie chcesz patrzeć, jak wychodzi za innego głupka, któremu zmiażdży serce. Nie robisz takich bzdur, bo jesteś Frankie. Trzymasz się.

Wszystko, co powiedział, uderzyło tak głęboko, że musiałam unieść ręce i owinąć je wokół jego nadgarstków, żeby zachować równowagę.

Ale Ben nie przestawał mówić.

- Wiesz, kotku, nie jest w porządku, jeśli kobieta żyje trzydzieści cztery lata i nie ma w jej życiu nikogo, kogo by to obchodziło. Przerabiałem swoje gówno z Vinniem, bo nie miałem wyboru; ten człowiek nie żyje i muszę odpuścić. Ale usłyszałem to i znowu się na niego wkurzyłem.

- Wiedział, że potrafię o siebie zadbać. To był szacunek, on mi to dał – wyjaśniłam.

– Bzdury – warknął Ben - Rozumiem, że rozumiesz, że ja umiem o siebie zadbać. Umiem prowadzić samochód, żeby dotrzeć do bezpiecznych miejsc. Jak ktoś wkracza na moją przestrzeń, poradzę sobie z tą sytuacją. Ale nadal byłoby miło, gdybyś pokazała, że jesteś szczęśliwa, że wróciłem bezpiecznie do domu, nawet gdybym poszedł do pieprzonego sklepu spożywczego. Robisz to nieważne, czy to kutas, czy cipka, jeśli ci na kimś zależy. Mówię o tym, że jak mężczyzna ma kobietę, opiekuje się tą kobietą. Nie zostawia jej, żeby sama o siebie dbała. Takie postępowanie nie jest okazaniem braku szacunku. To brak szacunku na wszelkie sposoby.

Przestałam oddychać.

Ben ciągnął dalej.

- Jestem wkurzony na twoich rodziców, że ci to zrobili. Jestem zły na Vinniego, że ci to zrobił. Ale z drugiej strony cieszę się, że mogę ci to dać, bo jeśli dostaniesz to teraz, oznacza to, że to docenisz. Oznacza to również, że nie muszę znosić twojego gówna, kiedy robię to, co muszę, żeby się tobą opiekować.

To coś w mojej klatce piersiowej przestało trzepotać.

- Nieźle ci tu idzie, Słonko, nie spieprz tego – ostrzegłam.

- Niemożliwe – odpalił natychmiast - Jesteś we mnie zakochana. Jesteś Frankie. Mógłbym cię traktować jak gówno, a ty byś mnie wspierała. Ale na szczęście dla ciebie nie mam zamiaru tego robić.

Trzepotanie wróciło i już nie było trzepotaniem.

Wstrząsnęło mną do głębi, od środka.

Trzymałam go za nadgarstki, patrzyłam mu w oczy i w tej chwili dokładnie wiedziałam, dlaczego tak szybko zakochiwałam się w Bennym Bianchi.

Ponieważ nie miał zamiaru traktować mnie jak gówna i miał zamiar się o mnie troszczyć.

- Widzę, że tym zapunktowałem – powiedział cicho, patrząc prosto na mnie.

- Wielki czas –odpowiedziałam również cicho.

– Martwisz się, że mnie skrzywdzisz – mówił dalej cicho - że zrobisz to gówno, które obserwowałaś, jak robili twoi rodzice, kiedy dorastałaś.

Niepewnie skinęłam głową - Tak sądzę.

- Więc, aby mnie chronić, wywołałaś samospełniającą się przepowiednię.

Po prostu kiwałam głową.

Podniósł ręce, a moje poszły wraz z nimi, nawet gdy chwycił moją szczękę i pochylił się tak, że widziałam tylko jego twarz.

- Kochanie, odpuść to gówno - Jego palce się wbiły - Tego nie ma w tobie.

- A jeśli jest? - Mój głos brzmiał na udręczony.

- Jak to możliwe? – zapytał delikatnie.

- To kim jestem.

– Gdyby tak było, pomyśl o tym, Francesca, kiedy opuściłabyś Vinniego?

Nie odpowiedziałam, tylko trzymałam jego nadgarstki na mojej szczęce i patrzyłam mu w oczy, wiedząc, że byłoby to wcześnie.

Prawdopodobnie po tym, jak pomysł na franczyzę upadł i spłonął.

Prawdopodobnie po tym, jak sklep z kanapkami nawalił.

W chwili, gdy nawiązał współpracę z Salem.

Zdecydowanie.

- Dobrze trafiłaś. Masz kogoś, kto się tobą opiekuje; masz kogoś, kto się o to troszczy. Żyjąc tak, jak żyłaś, tracąc gówno, o którym nawet nie wiedziałaś, że powinnaś mieć, czy kiedykolwiek myślałaś o odejściu? – pchnął.

– Nie – westchnęłam.

- Nie – zgodził się Ben.

Trzymałam się dalej, patrząc mu w oczy i mówiąc - Myślę, że makaron zrobi się papkowaty, Benny.

– Mam to w dupie, Frankie.

- Myślę też, że potrzebuję tequili do kolacji – kontynuowałam.

- Na szczęście dla ciebie, szafki są puste, ale to mam.

- Jesteś gównem, Benny Bianchi – szepnęłam i patrzyłam, jak zamknął oczy.

Potem poczułam jak jego ręce przyciągnęły mnie do niego. Pocałował mnie w czoło, po czym odsunął mnie z powrotem i znowu na mnie spojrzał.

– Pozwolisz, że dam ci dobro? – szepnął z powrotem.

Boże.

Benny.

- Tak.

– Masz zamiar wpaść w szał i mnie rzucić?

- Nie.

Jego palce ponownie się wbiły, gdy powiedział - To moja Frankie.

Chciałam, naprawdę chciałam, ale nie mogłam ich powstrzymać. Łzy napłynęły mi do oczu, jedna wypadła i spłynęła po policzku.

Ben to zauważył, przyciągnął mnie za szczękę do swojej klatki piersiowej i puścił tylko po to, by mocno mnie objąć ramionami.

Zrobiłam mu to samo.

Kolejna łza spłynęła w dół, ale trzymałam się mocno Bena i odzyskałam kontrolę.

Kiedy to zrobiłam, Ben przytulił mnie mocno.

Kilka minut później położył usta na moich włosach i powiedział - Odcedzę makaron, kochanie. Resztą zajmiesz się ty.

– Jasne – zgodziłam się.

- Dobrze się czujesz? - zapytał.

W ramionach Benny’ego Bianchi czułam się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

- Tak.

- Dobrze - mruknął, po czym pocałował mnie w czubek głowy, puścił i poszedł do makaronu na kuchence.

Odwróciłam się do blatu i zajęłam się resztą.

*****

Następnego dnia Ben i ja poszliśmy do marketu.

Kupiliśmy serwetki.

 

1 komentarz: