piątek, 22 września 2023

13 - Przyjazny dzieciom (cz.2)

 

Rozdział 13

Przyjazny dzieciom (cz.2)

 

*****

- Podróżuję służbowo – oświadczyłam.

Było po kolacji i po minimalnych porządkach, a najbardziej obciążającą częścią było zanoszenie wszystkich chipsów z powrotem do kuchni. Ben i ja wróciliśmy na kanapę, ale ułożyliśmy się zupełnie inaczej.

To znaczyło, że ja leżałam na plecach, a Ben na mnie.

Kiedy doprowadził mnie do tej pozycji, zdecydowałam, że jeśli będę mogła, będę w niej żyć, oddychać, spać i jeść.

- Rozumiem to, skoro mieszkasz w Brownsburgu i jesteś tutaj – powiedział Ben z uśmiechem, a jego ręce, tak jak to robił, odkąd położył mnie na plecach, błądziły.

– Chcę powiedzieć, że zazwyczaj jestem poza miastem przynajmniej raz na dwa tygodnie. Zbieram mile za częste loty.

To spowodowało, że jego uśmiech pogłębił.

Zrozumiał mnie.

Straciłam jego uśmiech, kiedy opuścił głowę, tak że jego usta mogły dotknąć mojej szyi, po czym wymamrotał - Brzmi obiecująco.

– Tak – powiedziałam cicho, dochodząc do wniosku, że nie podoba mi się, że moje dłonie spoczywają na jego plecach na koszulce.

Opuściłam je nisko, potem pociągnęłam do góry i dostałam skórę.

Lepsze.

- Co masz zaplanowane na jutro? – zapytał moją szyję.

– Dwa spotkania – powiedziałam mu do ucha – Potem miałam lecieć z powrotem. Ale moja sekretarka już załatwiła mi niedzielny lot.

– Doskonale – mruknął.

Przestałam mówić, kiedy jego wędrująca dłoń przesunęła się po moim tyłku.

Ale mój umysł zamarł, gdy szepnął w moją skórę - Co cię przeraziło?

Wiedziałam, o co pytał i w tym momencie wpadłam w panikę, bo nie miałam odpowiedzi.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie - Co cię przeraziło tamtego dnia w łazience, kochanie?

– Nie wiem – szepnęłam.

Jego głowa przechyliła się na bok, gdy jego dłoń przesunęła się z mojego tyłka, w górę po moim boku i owinęła się wokół mojej szyi, gdzie jego kciuk zaczął głaskać moją szczękę.

Kiedy obdarzył mnie swoim kojącym dotykiem, zapytał - Ani trochę?

– Theresa przyszła – powiedziałam cicho.

Jego usta zacisnęły się mocno.

Zacisnęłam wokół niego ramiona – Nie wiń jej.

- Nie ma mowy, żeby tak wchodziła do mojego domu, niezależnie od tego, czy wie, że mam w nim kobietę, czy nie. A prawdę powiedziawszy, wiedziała, że miałem w tam kobietę.

– To nie jej wina – naciskałam.

– Okej, może nie – lekko się poddał - Ale nie w tym rzecz. Jestem trzydziestopięcioletnim mężczyzną, a mama wchodzi do domu, krzyczy na schodach, po których wchodzi, kiedy w moim łóżku podniecam moją kobietę, a drzwi sypialni są otwarte? To gówno jest walnięte, zaczynając od tego, że w ogóle sobie na to pozwoliła.

W pewnym sensie tak było.

To też nie było takie miłe ze strony Theresy.

- Nie zrobi tego więcej – oświadczył Ben.

– Założę się, że nie – mruknęłam.

– A co cię zdenerwowało z jej pokazaniem się? – zapytał.

Potrząsnęłam głową – Nie wiem. Może to było po prostu… po prostu… - Szukałam słów i znalazłam. Problem polegał na tym, że nie byłam pewna, czy o to właśnie chodziło - Po prostu wykonaliśmy kolejny, duży krok. Theresa pokazała się, przypominając mi, co straciłam i co odzyskałam, i wpadłam w panikę. Zrobiłam to swoim stylu, robiąc z tego wielką sprawę i robiąc głupie rzeczy, które ranią ludzi.

Jego koncentracja stała się dziwnie wyostrzona, a głos dziwnie ostrożny, kiedy zapytał - Kiedy ostatni raz byłeś taka w „swoim stylu”?

- Robię to przez cały czas – powiedziałam mu - Wiesz to.

- Nie, kotku. Kiedy ostatni raz spanikowałaś w swoim stylu, jednocześnie raniąc ludzi?

Zamknęłam usta i rozmyślałam o tym.

– Kiedy, Frankie? – pchnął.

Otworzyłam usta – Ja… chyba nie wiem.

- Był kiedyś taki czas? – zapytał.

Był?

O tym też myślałam.

– Nie wiem – przyznałam.

– W takim razie dlaczego to powiedziałaś?

Dlaczego?

O mój Boże.

Spojrzałam mu w oczy i szepnęłam - Nie wiem.

– Tak – odszepnął.

- Jesteście jedyną rodziną, jaką kiedykolwiek miałam, Benny – powiedziałam, wciąż szepcząc - Jedyną dobrą. Jedyną prawdziwą. Raz was straciłam. Was wszystkich. Po prostu… spanikowałam. I to była panika, kochanie. Nie świrowałam. Bałam się i byłam przerażona.

- Widziałem to – powiedział mi. – Nawet cholernie to czułem.

- O Boże – westchnęłam - Tak mi przykro.

– Mi też, ale nie jest mi przykro, że to widzę i czuję. Przykro mi, że nawet nie spróbowałaś sobie z tym poradzić, żebym ja mógł zobaczyć, czy uda mi się ciebie przez to przeprowadzić.

Na to nic nie powiedziałam.

Benny to zrobił.

- Jeśli to się powtórzy, Frankie, będę potrzebował, byś zasadziła to gdzieś, gdzie będzie rosło, gdzie będziesz mogła do tego dotrzeć, żebyś mogła sobie z tym poradzić lub przynajmniej żebym ja mógł się tym dla ciebie zająć.

- A co, jeśli nie będę mogła tego zrobić? – zapytałam z wahaniem.

– Nie wiem, cara. Dlatego musisz zrobić wszystko, co musisz, aby zasadzić tak głęboko.

Postanowiłam to wizualizować, medytować, zdobywać kryształy i talizmany – cokolwiek musiałabym zrobić, aby zasadzić to tak głęboko, żebym znów nas nie schrzaniła. Nie wspominając już o tym, żebym nie czuła już tej paniki, bo to nie było zabawne. I na koniec, żeby Benny tego nie poczuł.

Jego kciuk prześlizgujący się po moich wargach wyrwał mnie z myśli i ponownie skupiłam się na nim, gdy powiedział delikatnie - Wiesz, nie jesteś swoją mamą.

Zamknęłam oczy.

- Kotku, jeszcze zanim związałaś się z Vinniem, wyglądało, jakbyś nie była częścią tej rodziny – kontynuował – Wszyscy to mówili.

Otworzyłam oczy.

- Enzo Junior to gówno, bo ten człowiek jest zabawny – powiedział mi Ben - Umie wypić. Ma szósty zmysł, jeśli chodzi o lokalizowanie najlepszych w swoim rodzaju. I rzuciłby wszystko, gdybyś potrzebowała jego wsparcia. Ale wiem, że jedną z rzeczy, którą by porzucił, byłaby jego kobieta, nawet gdyby była w środku swoich własnych gówien, robiąc to, żeby mógł chronić tyłek brata. Jest podrywaczem. Ma już ponad dwadzieścia kilka lat i nadal mówi głupie bzdury, kiedy widzi grubą dziewczynę, co robi z niego kutasa. I jest najlepszym członkiem załogi, którą nazywasz rodziną.

- Jest jeszcze Dino – powiedziałam mu.

- Dino to anomalia, dowód na to, że nie podmieniono cię w szpitalu, bo dzieli się z tobą krwią i jest dobrym facetem. Ale jest dobrym facetem, ponieważ wydostał się z bałaganu, w który ty wpadałaś, gdy dorastałaś. Ty jesteś sobą dzięki cudowi.

Jego słowa sprawiły, że wstrzymałam oddech, gdy spojrzałam mu w oczy - Tak myślisz?

- Tak, kurwa – odpowiedział - Wieść niesie, że Nat wróciła do Davey’a i od tego czasu związała się z dwoma innymi facetami, którzy nie są Davey’em, ale on po prostu jeszcze o nich nie wie. Straciła też pracę i znalazła inną, odkąd ją ostatni raz widzieliśmy, i mówi się, że tańczy.

O kurwa. To nie było dobre. To oznaczało Nat, pieniądze, dużo mężczyzn i niezbyt dużo ubrań.

Biedny Davey.

- Cat zniknęła z powierzchni ziemi, co może oznaczać wszystko – kontynuował Ben – Gdzie jest twoja mama, nie wiem i nie obchodzi mnie to. I przez ten czas, kiedy byłem z tobą, kiedy wyszłaś ze szpitala i kiedy wcześniej nadrabialiśmy zaległości na tej kanapie, nie wspomniałaś ani słowa o swoim tacie, a on mieszka piętnaście pierdolonych minut stąd. Wypieprzyłaś mnie i wysłałaś mi ciasteczka. Umawiasz się na spotkania, na które idziesz punktualnie i zastanawiasz się, jak sprawić, by pracownik cię szanował. Twój dzisiejszy strój, kotku… seksowny, o wiele cholernie zbyt seksowny… ale, trzeba przyznać, to także była sprawa w stylu „nie zadzieraj ze mną”. Wygląda na to, że mieszkasz w ekskluzywnym apartamentowcu. Podróżujesz służbowo w taki sposób, że kwaterują cię w luksusowych hotelach. Twoja przyszłość obejmuje podwyżki, awanse, możliwość posiadania psa – ale tylko takiego, jakiego ja chcę – i znalezienie sposobu, aby to wszystko zrobić i wrócić do życia ze mną. Nie jesteś nimi. W niczym nie jesteś taka jak oni. Dorastałaś popieprzona, a mimo to dorastałaś mądra, silna, zdolna, zabawna i kochająca. Więc tak. Kurwa, tak. To jest cud.

Tego było za wiele, za piękne, nie mogłam tego znieść. Nie mogłam nawet w to uwierzyć.

Z pewnością nie mogłam tego skomentować.

Ale mój głos był ochrypły, kiedy zapytałam - Jakiego chcesz psa?

Dał mi tę grę, ale zrobił to delikatnymi oczami i głosem, pokazując mi, że wie, że muszę to zrobić, kiedy powiedział - Przyjaznego dzieciom.

Przyjazny dzieciom.

Boże, on mnie zabijał.

- Mops? – zapytałam, a delikatny wyraz zniknął z jego twarzy.

– Nie ma pieprzonej mowy.

- Są urocze, słodkie, prychające i przyjazne.

- Każdy pies, który chociaż częściowo zagości w moim życiu, musi być co najmniej pięć razy większy od kota, a mówiąc to, mam na myśli dużego kota.

– To jedyna zasada?

- To musi być labrador, golden retriever, owczarek niemiecki, bokser lub buldog.

Serce biło mi z radości, gdy usta powiedziały - O mój Boże, Benny, my potrzebujemy buldoga o imieniu Churchill.

Odpowiedział mi delikatnym spojrzeniem, które padło bezpośrednio po słowie „my”, ale nie mogłam się w tym pogrążyć, ponieważ stwierdził - Nie damy buldogowi imienia Churchill. Jak będziemy mieli buldoga, będzie się nazywał Gus.

Skrzywiłam się – To nudne imię.

Zignorował to – Labrador, Charlie. Golden, Honey. Shepherd, Attila. Bokser, Bruno.

Jezu, on już to wszystko obmyślił.

- To wszystko nudne imiona, Benny – stwierdziłam, chociaż Attila był w pewnym sensie w porządku.

- Ty wybierasz psa, ja wybieram imię – zaproponował.

Potrząsnęłam głową - Nie, ty wybierasz psa, ja wybieram imię.

– Umowa – powiedział natychmiast.

Cholera!

- Nie, czekaj, chcę wybrać psa! - zawołałam.

Jego usta uniosły się w górę i potrząsnął głową - Zawarliśmy umowę.

- Nie przyklepaliśmy tego.

Coś zmieniło się w jego twarzy i spodobała mi się ta zmiana.

Zmieniło się to także w jego głosie.

- Czy to będzie nasz sposób? Zawieramy umowę i przyklepujemy ją? – zapytał, zbliżając się do mnie.

- Tak – oznajmiłam stanowczo.

W ostatniej chwili przechylił głowę, a jego dłoń na mojej szyi zacisnęła się, gdy jego twarz zniknęła przy jej boku.

- Przyklepiemy to zatem – powiedział w moją skórę, po czym otworzył usta i poczułam, jak jego język zaczyna się ślizgać.

- Okej – zgodziłam się, nagle zadyszana.

– Zdejmij majtki, kotku.

- Okej - wydyszałam, całkowicie bez tchu, przesuwając dłonie, aby włożyć kciuki w boki majtek, myśląc, że zaraz nauczę się znaczenia tego, co Ben powiedział wcześniej o skupieniu się.

Krótko mówiąc, przekonałam się, że miałam rację.

Zauważyłam też, że podoba mi się skupienie Benny’ego.

Zdecydowanie.

*****

- Ben.

- Tak.

- Ben.

- Kurwa, tak.

Zjechałam na jego kutasa, osiadłam na nim i mocno doszłam. Ben siedział, kiedy na nim jechałam, więc mocno zacisnęłam ramiona na jego ramionach.

Odkryłam z Benem, że po tym, jak ja dochodziłam, on potrzebował mocy. Więc mnie przewrócił i dał mi moc. Jego biodra wbijały się w moje, twarz w moją szyję, jedno przedramię opierał na łóżku, a drugą rękę trzymał na moim tyłku, podnosząc mnie, aby wprowadzić się głębiej.

Przesunęłam obie ręce na jego tyłek, zacisnęłam je tam, trzymając go i namawiając jednocześnie.

Nie potrzebował mojego namawiania. To była sobotnia noc. Wrócił do domu z restauracji, obudził mnie, poczuł się pełen energii i to było zwieńczenie ciężkiej pracy Benny’ego i mnie.

Wjechał głęboko i chrząknął, swoje uwolnienie do mojej szyi, jego dłoń na moim tyłku mocno się zacisnęła, a palce wbijały się głęboko.

Nie dał sobie szansy na odpoczynek, zanim przewrócił nas wciąż połączonych, więc leżałam  na nim. Kiedy już tak byliśmy, wziął głęboki oddech i trzymał rękę na moim tyłku, a drugim ramieniem mocno owinął dolną część moich pleców.

Wtuliłam twarz w jego szyję i westchnęłam.

Piątek był dobry. Ben wziął kolejny wolny wieczór, żeby być ze mną.

Cały Benny, w swoim stylu zabrał mnie na kolację i do kina. Randkowy wieczór. Nie Giuseppe, ale i tak było słodko.

Tego dnia, w sobotę, spaliśmy. Leniliśmy się. Rozmawialiśmy szeptem. Kochaliśmy się. Następnie Ben poszedł do restauracji, a ja rozbiłam obóz na jego kanapie, oglądając telewizję, relaksując się i próbując dotrzeć do tego, bym mogła przyjąć obietnicę życia, które Benny zdawał się mi oferować.

Łatwo.

Uzgodniliśmy, że mój powrót nie zostanie oficjalnie ujawniony rodzinie (chociaż było pewne, że pani Zambino rozmawiała przez telefon, więc nie było wątpliwości, że stało się to nieoficjalnie), dopóki nie będę gotowa.

Miałam przeczucie, że Ben zgodził się na to, żeby mieć pewność, że mój powrót będzie ostateczny. Ale nie zapytałam. Nie był ostrożny; był all-in. Ale nie podejrzewałam, że mój start od Bena w bliskiej odległości przynajmniej od Theresy nie przysporzył mu bólu głowy. Widziałam, że nie chce się o to ponownie ubiegać, na wypadek gdybym spanikowała, zrobiła coś głupiego, schrzaniła sprawę i uciekła.

- Jak to już jest za dużo, kochanie, masz moje pozwolenie, żeby ze mnie zrezygnować.

Powiedziałam to w jego szyję. Nie pomyślałam o tym, zanim się ujawniło. Ale to, o czym myślałam wcześniej, właśnie wyszło ze mnie.

Kiedy to się stało, uścisk Bena na mnie wzmocnił się na chwilę, zanim ponownie nas przewrócił. Wysunął się, kiedy to robił, ale ostatecznie wylądował na mnie.

Było ciemno. Kiedy wrócił do domu i obudził mnie, żeby się ze mną kochać, nie zawracał sobie głowy zapalaniem światła.

Mimo to, w świetle księżyca i lamp ulicznych wpadającym przez okna, widziałam kąty jego przystojnej twarzy. Po prostu nie byłam w stanie ich odczytać.

– Skąd to się wzięło? – zapytał cicho.

– Nie wiem – odpowiedziałam szeptem.

– Skąd to się wzięło, Frankie? – powtórzył.

Objęłam go ramionami i trzymałam mocno, czując ucisk strachu w brzuchu.

– Nie wiem, Słonko.

– To się skądś wzięło – zauważył.

– Wiem.

- Jak się tam dostać, żebyśmy mogli to odkopać?

– Nie wiem.

Ucichł i ja też, trzymając się go mocno, patrząc w jego zacienioną twarz.

W końcu przemówił, głęboko, swobodnie, cicho i słodko.

Ale to, co powiedział, było przerażające.

- Okej, cara, dam ci mnóstwo „nie wiem”. Ale potem dla ciebie, dla mnie, dla nas dojdę do miejsca, w którym nie będę mógł ci ich dać nie więcej. Nie potrafię kopać na ślepo. Musisz mi pokazać, gdzie położyć łopatę. I to musi wyjść od ciebie, Frankie.

– Wiem.

I rzeczywiście wiedziałam. Po prostu nie wiedziałam, jak znaleźć to miejsce, a nie chciałam dotrzeć do sytuacji, w której Ben miałby dość mojej niewiedzy.

- Więc znajdź miejsce, gdzie chcesz, żebym położył tę łopatę, kochanie – nalegał - A kiedy będziesz szukać, rób to, wiedząc, że jestem po twojej stronie. To znaczy, że jak musisz porozmawiać, jestem tutaj. Musisz wpaść w panikę, wciąż tu jestem. Podsumowując, jestem tutaj.

Po jego słowach poczułam, jak strach odparowuje. Przesunęłam dłonią po jego plecach i we włosach, pytając - Jak nauczyłeś się być taki niesamowity?

– Skupiam się na nagrodzie, Słonko.

Przesunęłam dłoń do jego policzka, uniosłam się i przyłożyłam usta do jego ust.

Ben pochylił głowę i przyjął je.

Pocałunek był głęboki, słodki i łatwy.

Kiedy się skończył, Ben przesunął się, by pocałować mnie w szyję i sturlał się z łóżka.

Poszedł do łazienki i wrócił do mnie.

Nagi splótł nas razem i szepnął - Śpij.

Przytuliłam się bliżej i zamknęłam oczy.

– Dobranoc, Benny.

– Dobranoc, Frankie.

Wtuliłam się głęboko i zasnęłam.

*****

- To jest do bani – oznajmiłam, stojąc w ramionach Benny’ego przed liniami bezpieczeństwa na lotnisku O’Hare.

- Tak – zgodził się Ben.

- Chciałabym, żeby nadal przepuszczali nielecące osoby przez kontrolę bezpieczeństwa, żebym mogła wyjrzeć przez okno samolotu i zobaczyć, jak stoisz w środku i mnie obserwujesz. Mógłbyś położyć rękę na szybie, a ja mógłbym położyć swoją na oknie i moglibyśmy przeżyć tę ostatnią chwilę, która wydarzy się za pół godziny, a w międzyczasie moglibyśmy napić się kawy.

Usta Bena uniosły się lekko, po czym zauważył - Nie gramy w filmie romantycznym.

- To sprawiłoby, że ​​byłoby lepsze, bo byłoby na prawdę odpowiedziałam.

Ben zignorował mnie i kontynuował - A ja nie zrobiłbym tego gówna.

Moje brwi wystrzeliły w górę - Nawet dla mnie?

- To banalne. Nie jestem banalny.

- To chwila.

- Jak mam ostatnią chwilę z tobą, to nie będzie z ręką na szkle. To będzie z moim językiem w twoich ustach i ręką na twoim tyłku.

Spojrzałam gniewnie, nawet gdy poczułam spazm między nogami.

Ben uśmiechnął się i pochylił głowę bliżej, mrucząc - Założę się, że teraz jesteś mokra.

Spojrzałam bardziej twardo, bo miał rację.

Ben uśmiechnął się szerzej, bo wiedział, że ma rację, po czym jeszcze bliżej pochylił głowę i wykonał ostatni moment w stylu Benny’ego – położył mi rękę na tyłku na lotnisku O’Hare i tak dalej.

Nie przeszkadzało mi to. Lubiłam to. Nie przyznałabym się do tego na głos, ale było o wiele lepiej, niż myślałam.

Przerwał pocałunek i rozkazał - Zadzwoń do mnie, jak już będziesz.

- Okej.

- Porozmawiam z Manem, zaplanuję kolejne wieczory, żeby móc wybrać się na wycieczkę.

- Okej.

 - Sprawdź swój harmonogram i ustal termin, w którym będziesz mogła wykorzystać swoje mile lotnicze.

Objęłam go ramionami i uścisnęłam, uśmiechając się do niego i starając się nie śmiać, skoro już przez to przeszliśmy.

Potem powiedziałam - Okej, Benny.

Jego wyraz twarzy się zmienił. Podobała mi się ta zmiana, tak samo jak jej nienawidziłam, ponieważ powiedziała mi, jak bardzo będzie za mną tęsknił, odzwierciedlając moje te same uczucia.

– Jestem cholernie podekscytowany, że naprawiłaś wyłom, Frankie.

– Ja też, Benny.

Jego oczy zrobiły się jeszcze bardziej ciepłe.

Potem pochylił głowę, dotknął moich ust i powiedział – Idź, kochanie.

Zacisnęłam wargi, skinęłam głową, jeszcze raz go ścisnęłam i puściłam.

Osiem razy oglądałam się za siebie, stojąc przy przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa, machałam, robiłam miny i przesyłałam całusy.

Za każdym razem, gdy się odwracałam, Ben stał tam z ramionami skrzyżowanymi na piersi i uśmiechał się do mnie.

Kiedy ostatni raz obejrzałam się za siebie, przeszłam przez kontrolę bezpieczeństwa i skierowałam się w stronę hali odlotów.

A Ben wciąż tam stał i uśmiechał się do mnie.


 

1 komentarz: