Obietnica (cz.2)
*****
Mój
wzrok powędrował w prawy dolny róg ekranu komputera.
Była
4:43.
Siedemnaście
minut i mogłabym się stąd zabierać.
Lunch
z Bennym i Tandy poszedł świetnie. Zanim w ogóle wsiedliśmy do jego SUV-a,
który stał na biegu jałowym przy krawężniku przed przednimi drzwiami, Tandy
zobaczyła Bena przez okna i powiedziała - Boże, Frankie. Pokazywałaś mi zdjęcia
i rozumiałam, ale teraz to rozumiem.
A
ja to zrozumiałam. Jedno spojrzenie na Benny’ego, nawet przez okno samochodu i
każda dziewczyna by to zrozumiała.
Zrozumiała
to bardziej, gdy Ben oczarował ją podczas lunchu.
Tandy,
będąc Tandy, od razu go oczarowała.
Benny
nas podwiózł i ostatnią rzeczą, jaką do mnie powiedział, było stanowcze - Piąta,
kochanie.
Kiwnęłam
głową i też to zrobiłam stanowczo. Nie było mowy, żebym pracowała dłużej tego
wieczoru. Nawet o minutę.
Dobra
wiadomość była taka, że nie wydawał się już wzburzony, ale wydawał się czujny,
co było zrozumiałe.
Popołudnie
dłużyło się bez względu na to, jak bardzo próbowałam rzucić się w wir pracy.
Chciałam tylko, żeby ten dzień się już skończył. Chciałam wrócić do domu i
poczekać z Bennym, aż usłyszymy, że reszta została już załatwiona. A potem
chciałam wieść życie pełne obietnic, bez niczego, co by je spieprzyło.
Wzięłam
głęboki oddech i rozważałam zamknięcie wcześniej komputera, żeby móc
bezzwłocznie się stamtąd wydostać.
W
tym momencie zadzwonił mój telefon.
To
był Benny.
-
Hej, Słonko. Już prawie…
-
Nie odchodź od biurka.
Słysząc
jego ton, moje plecy wyprostowały się, a wzrok skierowałam przez okno do biura
Biermana.
Nie
było go tam.
-
Jestem za dziesięć minut – powiedział mi Ben – Wejdę i zabiorę cię z twojego
biura.
-
Co się dzieje? - wyszeptałam.
-
Drużyna Starka tam jest – odpowiedział natychmiast Ben, a ja poczułam, jak
serce mi się zacina – Ale są zajęci, bo dwóch bandytów w maskach narciarskich
właśnie otoczyło Furlocka w łazience na trzecim piętrze i ciągnie jego tyłek po
klatce schodowej do SUV-a, który czeka przy tylnym wejściu do mediów.
-
O mój Boże – westchnęłam i zaczęłam skanować piętro.
-
Zespół Starka zneutralizował kierowcę – kontynuował Ben.
Heath
przy swoim biurku.
-
Wezwali także policję, która jest w drodze – Ben ciągnął dalej.
Sandy
przy jej.
–
Ale oni nie chcą, żebyś się ruszał.
Lloyd
u siebie. Kathleen u siebie. Jennie u siebie.
-
Miej oko na swoją załogę – zakończył.
Oko,
które miałam trzymać na mojej załodze, trafiło w biurko Tandy.
Nie
było jej tam.
Moja
krew zamieniła się w lód.
–
Tandy – szepnęłam.
-
Co? - zapytał Bena.
–
Tandy nie ma przy biurku.
–
Kurwa – mruknął - Stark jest zajęty, ale zadzwonię. Ma oczy wszędzie. Jeśli coś
było z nią nie tak, on się tym zajmie. Zostań przy biurku.
Rozejrzałam
się jeszcze raz po piętrze.
Nigdzie
nie było Tandy.
-
Benny…
-
Nie… opuszczaj… swojego biurka, tesorina.
Zaczęłam
głęboko oddychać – Z Furlock’iem wszystko w porządku?
-
Myślisz, że Stark pozwoliłby, żeby coś mu się stało?
Nie.
Nie
myślałam tak.
-
Już prawie jestem, kochanie. Potem wyjdziemy stamtąd i będziemy bezpieczni.
Gapiłam
się na puste biurko Tandy i mówiłam - Okej.
–
Nie ruszaj się, Frankie.
Znał
mnie tak dobrze, bo tak bardzo chciałam się podnieść, poszukać Tandy i upewnić
się, że wszystko z nią w porządku.
Wyobraziłam
sobie, jak przytwierdzam się do fotela, nawet gdy miałam ochotę z niego
wyskoczyć i powiedziałam - Nie zrobię tego, Benny.
-
Trzymaj się, kochanie. Kocham cię.
-
Też cię kocham, Słonko.
Rozłączył
się.
Odetchnęłam
głęboko i zaczęłam wyłączać komputer.
Przez
ten czas Tandy nie wróciła.
Pod
koniec tego czasu mój telefon zadzwonił ponownie.
To
był Benny.
–
Ben – szepnęłam na powitanie.
-
Zostań tam gdzie jesteś. Będę tam.
Już
mi to powiedział.
Dlaczego
znowu mi to mówił?
-
Benny…
-
Obiecaj mi, że się nie ruszysz, Frankie.
Cholera.
Coś
się działo.
A
Stark był zajęty.
Potrzebowali
Benny’ego.
-
Ben…
-
Obiecaj mi.
-
Chodzi o Tandy?
-
Obiecaj mi.
-
Benny! – warknęłam.
–
Musisz mi to obiecać.
O
Boże.
Boże!
–
Obiecuję, Benny.
-
Dobrze kochanie. Bądź tam wkrótce.
-
Bądź ostrożny, Benny.
-
Będę.
-
Bądź bardzo ostrożny, Benny.
–
Zrobię to, kochanie. Muszę już iść.
Brzmiał
normalnie, choć niecierpliwie. Prawie rzeczowo.
O
Boże.
-
Kocham cię – szepnęłam.
-
Też cię kocham. Do zobaczenia wkrótce.
-
Tak.
Rozłączył
się.
Spojrzałam
na puste biuro Biermana.
Potem
na puste biurko Tandy.
Potem
spojrzałam na telefon i zadzwoniłam do Sala.
Odebrał
po jednym sygnale – Pracujemy nad tym, amata.
O
Boże.
Na
czym?
-
Co to znaczy? - zapytałam.
-
Muszę iść, Francesca – powiedział w odpowiedzi.
-
Sal! – warknęłam.
Rozłączył
się.
Wystrzeliłam
z fotela.
Nie ruszaj się,
Frankie.
Tandy
czasami chodziła do łazienki, żeby się odświeżyć przed wyjściem z pracy, bo
wychodziła na drinka.
Wiedziałam,
że tego wieczoru nie szła na drinka.
Nie
widziałam jej torebki, bo włożyła ją do zamkniętej szuflady. Nie wyszłaby z
pracy, nie mówiąc mi o tym. Szczególnie nie tak wcześnie. Nigdy.
Chciałam
pobiec do łazienki i sprawdzić, czy Tandy tam jest.
Spojrzałam
do biura Bergera i zobaczyłam, jak rozmawia przez telefon. Był daleko, ale zachowywał
się normalnie, więc chciałam pobiec do jego biura i powiedzieć mu, co się
dzieje. Zabrać jego wielki tyłek z fotela dyrektora i dla odmiany zmusić go do
zrobienia czegoś ludzkiego.
Nie
zrobiłam tego.
Usiadłam
na fotelu, skierowałam wzrok na telefon i zapragnęłam, żeby zadzwonił.
Bierman
wykonał ruch na Furlocka w Wyler.
Desperacko.
Do
jakich celów dążyli zdesperowani mężczyźni?
Benny.
Mój
Benny.
Słyszałam
syreny policyjne na zewnątrz, nie jedną, wiele, ale nie wyglądałam przez okno.
Gapiłam
się na telefon, a mój mózg skandował - Zadzwoń
do mnie, zadzwoń do mnie, zadzwoń do mnie.
Syreny
się zbliżyły i pozostały blisko. Policja była na zewnątrz.
Zacisnęłam
zęby.
Jak
Benny tego dokonywał, że składał codziennie niezliczone obietnice, a potem je dotrzymywał?
Każdą. Dziesiątki. Małe i duże. Codziennie.
Dotrzymana
obietnica.
A
ja z trudem powstrzymywałam się od ruchu.
Obiecaj mi.
-
Boże – szepnęłam, a gardło zaczęło mnie drapać - Benny.
Musiałam
zostać tam, gdzie byłam. Musiałam dotrzymać obietnicy danej Benny’emu. Musiałam
mu udowodnić, że jeśli potrzebuje, żebym zrobiła coś ważnego, potrafię to
zrobić. Kiedy do mnie wróci, musiałam mu pokazać, że nie ma nic złego w tym, że
we mnie uwierzył, a ja zapewniłam sobie bezpieczeństwo dla niego.
Musiałam
dotrzymać słowa.
Na
tę myśl poczułam, jak fala szoku przeniknęła do mojego biura i podniosłam
głowę. Dwóch policjantów wchodziło do biura Bergera w towarzystwie członka
ochrony Wylera. Czterech kolejnych funkcjonariuszy rozeszło się po przestrzeni,
wyglądając, jakby czegoś szukali.
Brak
Tandy.
Brak
Benny’ego.
Zachowałam
swoje miejsce.
Ludzie
się poruszali, wariowali, słyszałam szepty. Poczułam na sobie wzrok innych
pracowników, ale nie spuszczałam wzroku z funkcjonariuszy.
I
zachowałam swoje miejsce.
Moje
gardło się zamknęło. Piekły mnie oczy. Patrzyłam, jak Berger szybko wyszedł ze
swojego biura wraz z dwoma policjantami i ochroniarzem i udali się bezpośrednio
na klatkę schodową. W radiotelefonach policyjnych dało się słyszeć piskliwe
głosy, a dwóch rozstawionych wachlarzowo funkcjonariuszy ruszyło w stronę biura
Biermana.
Patrzyłam,
zaciskając dłoń na telefonie.
I
zachowałam swoje miejsce.
Przestałam
to oglądać i spojrzałam w stronę wind. Zablokowałam tam oczy. Trzymałam telefon
w uścisku.
I
zachowałam swoje miejsce.
Minęła
wieczność.
Potem
zaczęły otwierać się drzwi windy.
Moja
klatka piersiowa się zacisnęła.
Benny
wyszedł.
Moja
pierś rozluźniła się, ale łza spłynęła mi po policzku.
Rozejrzał
się, jego oczy powędrowały do mnie i podszedł bezpośrednio do mnie.
Dwóch
policjantów było w biurze Biermana, dwóch z Heathem. Ben minął ich, gdy do mnie
dotarł, wchodząc w moje drzwi wysoki, przystojny, zdrowy.
Wciąż
siedziałam na swoim miejscu.
-
Tandy? – zapytałam, a mój głos był szorstki.
-
Na dole z policją – odpowiedział Benny, okrążając moje biurko.
Nadal
siedziałam na swoim miejscu, wykręcając szyję, żeby nie spuszczać z niego
wzroku.
Zatrzymał
się obok mnie, przekrzywił głowę, ściągnął brwi i zapytał - Kochanie?
–
Nie mogę się ruszyć – szepnęłam.
Czułość
złagodziła jego rysy, zanim szepnął - Przyjdź do mnie, Frankie.
Wtedy
mogłam się poruszać.
Zerwałam
się z fotela i rzuciłam mu się w ramiona.
Natychmiast
zamknęły się wokół mnie ściśle i mocno.
*****
-
Dotarli do jej współlokatorki – powiedział mi Benny znacznie później.
To
było później, po tym jak cholernie długo rozmawiał z policją, a potem wyciągnął
mnie z Wylera i zabrał do domu. Kiedy wróciliśmy do domu, poszliśmy na spacer z
psem. Potem przebrałam się w spodnie do jogi i koszulkę i zadzwoniłam, żeby
zamówić pizzę, gdy Benny rozmawiał ze Starkiem.
W
końcu wyciągnęliśmy się na kanapie, ja na Bennym, czyli tam, gdzie teraz
byliśmy.
–
Współlokatorka zadzwoniła – ciągnął dalej - Powiedziała Tandy, że ją mają i że ona
musi iść do swojego samochodu na parking. Złapali ją tam, wsadzili do
samochodu, odjechali, a ponieważ jechałem swoim SUV-em, Stark zadzwonił do mnie
i wysłał mnie za nimi.
-
Skąd Stark wiedział, gdzie możesz ich znaleźć?
-
To było też moje pytanie – odpowiedział Benny - Wtedy myślałem, że albo ma
jasnowidzenie, albo on ma helikoptery - Uśmiechnęłam się, słysząc jego żart, a
Ben mówił dalej - Ale on wiedział, gdzie jest ich baza, więc przypuszczam, że
przewidział trasę, którą do niej wybiorą. Trasa, która była na mojej trasie,
więc Stark do mnie zadzwonił.
-
A ty… co? – zapytałam, choć nie byłam pewna, czy chcę wiedzieć.
-
Byłem śledzony przez Sala i jego chłopaków, prawdopodobnie dlatego, że był
ostrożny, bo w pewnym sensie cię polubił - To wywołało mój kolejny uśmiech - Pojechali
ze mną i my… - Zrobił pauzę, zanim skończył – zajęliśmy się sprawami.
–
Czy to wszystko, co chcę wiedzieć? – zapytałam, bo byłam zamknięta w swoim
biurze, podczas gdy Ben rozmawiał z policją, więc nie słyszałam całej historii.
-
To wszystko, co chcesz wiedzieć – potwierdził.
-
Czy było czysto? - Zapytałam.
–
Byliśmy Dobrymi Samarytanami, którzy zobaczyli kilka kobiet wciągniętych do
magazynu i prowadzili śledztwo – odpowiedział Ben - Wcześniej zadzwoniłem po policję,
żeby wiedzieli, że tam jesteśmy. Żadnej strzelaniny, bo Sal wszedł ciężki i
gorący i cholernie ich wystraszył. Myślę, że policja wciąż drapie się po
głowie, że Sal i jego chłopcy po prostu tam byli i bawili się w Dobrych
Samarytan. Wydaje mi się, że już się domyślili, kim on jest. Ale ich broń i,
nawiasem mówiąc, moja broń, w jakiś sposób zniknęły pomiędzy tym, a powrotem
kobiet do Wylera. Więc wszystko w porządku.
Sal
został zdecydowanie zaproszony na przyjęcie zaręczynowe.
-
Więc to koniec – zauważyłam, a jego ramiona mnie ścisnęły.
–
To koniec – powiedział cicho - A jeśli Bierman i Barrow już nie kupiliby sobie
więzienia za to, co robili, ten ostatni ruch by to zrobił. Stark powiedział, że
mają już plany zaopiekowania się całą załogą zajmującą się amatorskim śledztwem,
w tym kobietami o imionach Kathleen, Jennie i Miranda. Barrow został zgarnięty
na polu golfowym na Florydzie. Stark powiedział mi też, że Barrow zadbał o
czystość, więc prawdopodobnie jeśli coś pójdzie nie tak, to Bierman poniesie konsekwencje.
Nightingale go jednak powiązał z tym, więc zostanie prześwietlony i odesłany do
Indiany, żeby uporał się ze swoim bałaganem.
-
Wyglądają trochę jak super bohaterscy prywatni detektywi – mruknęłam i przyszła
kolej Bena, aby się do mnie uśmiechnąć - Nie rozumiem, dlaczego Bierman obrał
za cel Lloyda, Heatha i mnie.
-
Stark też miał na to odpowiedź, kochanie, bo Bierman i Barrow potrzebowali
kogoś, kto utrzymywałby zespół w szrankach. Nie tylko ty, ten dupek i twój
szef, byliście pod ostrzałem, ale także Berger i kilka innych osób.
Przygotowywali się do opuszczenia firmy. Mieli już zastępców, z którymi
potajemnie przeprowadzali rozmowy kwalifikacyjne.
–
Ojej – szepnęłam.
-
Tak. Wiedzieli, że ludzie już zadają pytania, z jednej strony twój szef, a o z drugiej
Berger. Wiedzieli, że muszą stworzyć własny zespół lub przynajmniej mieć osoby,
których nie było przed wprowadzeniem produktu na rynek, a które mogłyby zadawać
pytania, i przygotowywali się do tego.
–
Dupki – mruknęłam.
–
Niedopowiedzenie – stwierdził Ben z uśmiechem.
Właśnie
wtedy, gdy przyglądałam się uśmiechowi Benny’ego, rozległo się głośne walenie
do drzwi.
Benowi
uśmiech zgasł, a jego oczy zwęziły się, gdy spojrzał w stronę drzwi.
-
Jezu, tak zawsze puka dostawca pizzy?
-
Nie - odpowiedziałam, myśląc, że to także nie jest czas, w którym dostawca
pizzy mógł dostarczać, biorąc pod uwagę, że gdyby tak było, miałby nadludzką
prędkość.
Benny
usiadł, zabierając mnie ze sobą, a następnie stawiając nas oboje na nogi.
Zostawił
mnie stojącą przy kanapie i podszedł do drzwi w sposób, który mówił, że facet
od pizzy będzie miał wykład.
Już
miałam opaść z powrotem na kanapę, ale tego nie zrobiłam, kiedy usłyszałam, jak
drzwi się otwierają. Ben zaczął mówić „Yo”, ale przerwano mu, gdy usłyszałam warknięcie
Cala - Co do cholery, Benny?
Moje
usta otworzyły się, kiedy usłyszałam jego ton. Poczułam, jak ogarnęła mnie
wielka złość i patrzyłam, jak Cal wkroczył do salonu od mojego wejścia,
zastanawiając się, czy może nie powinnam była podawać mu kodu do bramy. Zatrzymał
się i odwrócił do Benny’ego, który wkroczył za nim.
-
Niech zgadnę. Sal do ciebie dzwonił – stwierdził Ben.
–
Kurwa, tak, zadzwonił do mnie. Jezu, Benny. Wpakowałeś się w nieznaną sytuację
z Salem jako wsparciem i mną
piętnaście mil od ciebie, nie mającym pojęcia, że dzieje się coś poważnego? –
zapytał zirytowany Cal.
-
Jak widzisz, cugino, oddycham –
odpowiedział Benny.
-
Jezu, pieprz mnie – mruknął Cal, odwracając się do mnie - A ty. W pracy coś się
dzieje, masz rodzinę pięć mil od siebie i nic?
-
Emm… Ben i Sal już to załatwili – odpowiedziałam.
Zanim
Cal zdążył cokolwiek powiedzieć, rozległo się kolejne pukanie do drzwi.
Spojrzałam na Bena, który już zmierzał do wejścia, a potem z powrotem na Cala,
który patrzył na mnie gniewnie i ignorował Gusa, który najwyraźniej próbował
wspiąć się na dżinsy Cala.
-
Chcesz piwo? - Zapytałam.
Cal
ciągle się na mnie gapił.
Nie
wiedziałam, czy to oznaczało „tak”, czy nie, i nie miałam szansy dostać
odpowiedzi lub zgadnąć, zanim usłyszałam, jak Vi zawarczała - Joe! Na miłość
boską! Nie możesz wdzierać się do czyjegoś domu w porze kolacji.
Potem
wpadła Vi z Angie trzymaną w ramionach, a Kate i Keira deptały jej po piętach.
–
Hej, Frankie – zawołała Kate z uśmiechem.
-
Hej, mała - odwzajemniłam uśmiech, bo nie zignorowała Gusa, kiedy do niej
podbiegł. Pochyliła się, podniosła go i przytuliła.
-
Hej, Frankie – przywitała się Keira.
-
Hej, Słonko – odpowiedziałam.
-
Myślę, że potrzebujemy więcej pizzy – mruknął Ben, wchodząc za dziewczynami.
-
Fajnie! Pizza! - Keira zawołała, chwytając Angie, ale nie odchodząc zbyt
daleko. Wyciągnęła swoją młodszą siostrę z ramion matki tylko po to, by Joe
podszedł do niej i przyciągnął ją do siebie.
Zrobił
to automatycznie, nadal skupiając uwagę na Bennym.
-
Ben. Wyjaśnienie – warknął.
Benny
był w drodze do kuchni i pozostał wierny swojej drodze, mówiąc - Niczego nie tłumaczę
- Otworzył lodówkę i spojrzał na Vi, potem na dziewczyny - Vi? Dziewczyny? Coś
do picia?
–
Dietetyczna cola – zamówiła Kate.
-
Czy Frankie ma dietetyczną Fantę Grape? – zapytała Keira.
–
Czy to Frankie? - Benny zwrócił się do Keiry, a ja znów się uśmiechnęłam.
-
To dla mnie – Keira umieściła w swoim zamówieniu.
–
Dla mnie też – zawołała Vi, podchodząc do fotela i zdejmując obciążenie z nóg.
Następnie spojrzała na mnie – Masz jakieś gry?
–
Nie gramy w jakąś pieprzoną grę –
warknął Cal.
-
Również się nie kłócimy – odpowiedziała Vi, obracając się na siedzeniu, by
spojrzeć na męża - Oni są w porządku. Więc teraz jemy pizzę i spędzamy czas z
rodziną - Potem zwróciła się do mnie - I muszę ci opowiedzieć o Virgin Gordzie.
O mój Boże, Frankie. Musisz tam zabrać Benny’ego.
–
Pieprz mnie – mruknął Cal i ponownie rozległo się pukanie do drzwi.
Benny
wyszedł z kuchni z puszkami napoju gazowanego, Cal zaś podszedł do drzwi.
-
Będziemy musieli jeść pizzę partiami – zauważyłam, gdy Ben wręczał Vi puszkę.
-
Zajmuję się tym – powiedział. Wręczając puszki Kate i Keirze, skierował się do
drzwi, z ręką w tylnej kieszeni, prawdopodobnie po to, żeby wyciągnąć portfel i
zapłacić dostawcy pizzy.
-
Chcecie szklanki? – zapytałam dziewczyny, gotowa udać się do lodówki, aby
doszlifować umiejętności Bena w zakresie gospodarza.
Nie
dostałam odpowiedzi.
Stało
się tak, ponieważ odwróciłam się w stronę przedpokoju, kiedy usłyszałam, jak
Sal woła - Dobry Boże, Cal, ona jest piękna!
Dwie
sekundy później Sal wszedł do mojego salonu z Angie uniesioną do twarzy, Cal
krążył blisko jego pleców z wyrazem twarzy przypominającym chmurę gradową, a
Benny dołączył do imprezy jako ostatni, wyglądając na częściowo zrezygnowanego,
częściowo zirytowanego, a częściowo prawie jakby miał wybuchnąć śmiechem.
-
Kim jest piękna dziewczynka? Kto jest ładnym dzieckiem? - Sal zagruchał, po
czym przytulił Angie do swojej piersi, zaglądając do pokoju. Wyśledził Vi, Kate
i Keirę, po czym wrócił do Cala - Dobrze się spisałeś, figlio, pokój pełen piękności - Odwrócił się - Witam, dziewczyny –
przywitał Kate i Keirę – Jestem wujek Sal.
-
Jestem Kate – powiedziała mu Kate.
–
Wiem – powiedział jej Sal.
-
Jestem Keira – oznajmiła mu Keira.
-
To też wiem, bella – powiedział jej
Sal.
-
Zechcesz mi oddać moją córkę? - Cal wtrącił się do rozmowy.
-
Nie – odpowiedział Sal.
-
To właściwie nie było pytanie – zauważył Cal.
-
Zabierz mi tę piękność, odetnę ci rękę – odparował Sal.
Cal
spojrzał na swoje buty, po czym powtórzył - Pieprz mnie.
-
Muszę jeszcze raz powtórzyć, że wolałabym,
żebyś powstrzymał się od wypowiadania słowa na „p” przy moich dziewczynach? Wszystkich? – warknęła Vi.
-
Siostro, Angie nawet nie rozumie, co mówię – warknął Cal.
-
Nie pozwólmy jej zrozumieć tej konkretnej części tego, co mówisz, dopóki nie
skończy dwudziestu trzech lat – odpaliła Vi.
-
Tak - W tym momencie usłyszałam, jak Benny powiedział - Tu Benny Bianchi. Dwadzieścia
minut temu zamówiliśmy pizzę na wynos do The Brendal. Potrzebuję – rozejrzał
się po pokoju – jeszcze dwóch. Dużych.
-
Lubię pepperoni! - Krzyknęła Keira.
-
Kiełbasa! - krzyknęła Kate.
-
Nie zapomnij o papryce – wtrącił Sal.
W
tym momencie opadłam na kanapę i wybuchnęłam śmiechem.
Poczułam,
że Sal (i Angie) siadają obok mnie. Kiedy znów mogłam widzieć poprzez swój
śmiech, zobaczyłam Cala siedzącego na poręczy fotela Vi, z ręką na jej karku,
ze wzrokiem utkwionym w Kate i Keirze, które już się rozsiadały, Keira blisko
mnie, Kate na poręcz kanapy obok Sal i Angie.
I
usłyszałam, jak Benny mówił - Pół pepperoni i pół kiełbasy. Druga ze wszystkim.
Keira
oparła się na moim boku i szepnęła mi do ucha - Szkoła wkrótce się zacznie i
myślę, że mam Joe tam, gdzie go chcę w sprawie Jaspera Layne’a.
Odwróciłam
głowę, spojrzałam w jej piękną twarz i wtedy to uderzyło.
Byłam
tam. Bezpieczna. W domu. Z moim mężczyzną i moją rodziną.
Moment,
który był początkiem reszty mojego życia.
To
było pełne obietnic.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń