piątek, 3 listopada 2023

25 - Obietnica (cz.2)

 

 Rozdział 25

Obietnica (cz.2)

*****

Mój wzrok powędrował w prawy dolny róg ekranu komputera.

Była 4:43.

Siedemnaście minut i mogłabym się stąd zabierać.

Lunch z Bennym i Tandy poszedł świetnie. Zanim w ogóle wsiedliśmy do jego SUV-a, który stał na biegu jałowym przy krawężniku przed przednimi drzwiami, Tandy zobaczyła Bena przez okna i powiedziała - Boże, Frankie. Pokazywałaś mi zdjęcia i rozumiałam, ale teraz to rozumiem.

A ja to zrozumiałam. Jedno spojrzenie na Benny’ego, nawet przez okno samochodu i każda dziewczyna by to zrozumiała.

Zrozumiała to bardziej, gdy Ben oczarował ją podczas lunchu.

Tandy, będąc Tandy, od razu go oczarowała.

Benny nas podwiózł i ostatnią rzeczą, jaką do mnie powiedział, było stanowcze - Piąta, kochanie.

Kiwnęłam głową i też to zrobiłam stanowczo. Nie było mowy, żebym pracowała dłużej tego wieczoru. Nawet o minutę.

Dobra wiadomość była taka, że nie wydawał się już wzburzony, ale wydawał się czujny, co było zrozumiałe.

Popołudnie dłużyło się bez względu na to, jak bardzo próbowałam rzucić się w wir pracy. Chciałam tylko, żeby ten dzień się już skończył. Chciałam wrócić do domu i poczekać z Bennym, aż usłyszymy, że reszta została już załatwiona. A potem chciałam wieść życie pełne obietnic, bez niczego, co by je spieprzyło.

Wzięłam głęboki oddech i rozważałam zamknięcie wcześniej komputera, żeby móc bezzwłocznie się stamtąd wydostać.

W tym momencie zadzwonił mój telefon.

To był Benny.

- Hej, Słonko. Już prawie…

- Nie odchodź od biurka.

Słysząc jego ton, moje plecy wyprostowały się, a wzrok skierowałam przez okno do biura Biermana.

Nie było go tam.

- Jestem za dziesięć minut – powiedział mi Ben – Wejdę i zabiorę cię z twojego biura.

- Co się dzieje? - wyszeptałam.

- Drużyna Starka tam jest – odpowiedział natychmiast Ben, a ja poczułam, jak serce mi się zacina – Ale są zajęci, bo dwóch bandytów w maskach narciarskich właśnie otoczyło Furlocka w łazience na trzecim piętrze i ciągnie jego tyłek po klatce schodowej do SUV-a, który czeka przy tylnym wejściu do mediów.

- O mój Boże – westchnęłam i zaczęłam skanować piętro.

- Zespół Starka zneutralizował kierowcę – kontynuował Ben.

Heath przy swoim biurku.

- Wezwali także policję, która jest w drodze – Ben ciągnął dalej.

Sandy przy jej.

– Ale oni nie chcą, żebyś się ruszał.

Lloyd u siebie. Kathleen u siebie. Jennie u siebie.

- Miej oko na swoją załogę – zakończył.

Oko, które miałam trzymać na mojej załodze, trafiło w biurko Tandy.

Nie było jej tam.

Moja krew zamieniła się w lód.

– Tandy – szepnęłam.

- Co? - zapytał Bena.

– Tandy nie ma przy biurku.

– Kurwa – mruknął - Stark jest zajęty, ale zadzwonię. Ma oczy wszędzie. Jeśli coś było z nią nie tak, on się tym zajmie. Zostań przy biurku.

Rozejrzałam się jeszcze raz po piętrze.

Nigdzie nie było Tandy.

- Benny…

- Nie… opuszczaj… swojego biurka, tesorina.

Zaczęłam głęboko oddychać – Z Furlock’iem wszystko w porządku?

- Myślisz, że Stark pozwoliłby, żeby coś mu się stało?

Nie.

Nie myślałam tak.

- Już prawie jestem, kochanie. Potem wyjdziemy stamtąd i będziemy bezpieczni.

Gapiłam się na puste biurko Tandy i mówiłam - Okej.

– Nie ruszaj się, Frankie.

Znał mnie tak dobrze, bo tak bardzo chciałam się podnieść, poszukać Tandy i upewnić się, że wszystko z nią w porządku.

Wyobraziłam sobie, jak przytwierdzam się do fotela, nawet gdy miałam ochotę z niego wyskoczyć i powiedziałam - Nie zrobię tego, Benny.

- Trzymaj się, kochanie. Kocham cię.

- Też cię kocham, Słonko.

Rozłączył się.

Odetchnęłam głęboko i zaczęłam wyłączać komputer.

Przez ten czas Tandy nie wróciła.

Pod koniec tego czasu mój telefon zadzwonił ponownie.

To był Benny.

– Ben – szepnęłam na powitanie.

- Zostań tam gdzie jesteś. Będę tam.

Już mi to powiedział.

Dlaczego znowu mi to mówił?

- Benny…

- Obiecaj mi, że się nie ruszysz, Frankie.

Cholera.

Coś się działo.

A Stark był zajęty.

Potrzebowali Benny’ego.

- Ben…

- Obiecaj mi.

- Chodzi o Tandy?

- Obiecaj mi.

- Benny! – warknęłam.

– Musisz mi to obiecać.

O Boże.

Boże!

– Obiecuję, Benny.

- Dobrze kochanie. Bądź tam wkrótce.

- Bądź ostrożny, Benny.

- Będę.

- Bądź bardzo ostrożny, Benny.

– Zrobię to, kochanie. Muszę już iść.

Brzmiał normalnie, choć niecierpliwie. Prawie rzeczowo.

O Boże.

- Kocham cię – szepnęłam.

- Też cię kocham. Do zobaczenia wkrótce.

- Tak.

Rozłączył się.

Spojrzałam na puste biuro Biermana.

Potem na puste biurko Tandy.

Potem spojrzałam na telefon i zadzwoniłam do Sala.

Odebrał po jednym sygnale – Pracujemy nad tym, amata.

O Boże.

Na czym?

- Co to znaczy? - zapytałam.

- Muszę iść, Francesca – powiedział w odpowiedzi.

- Sal! – warknęłam.

Rozłączył się.

Wystrzeliłam z fotela.

Nie ruszaj się, Frankie.

Tandy czasami chodziła do łazienki, żeby się odświeżyć przed wyjściem z pracy, bo wychodziła na drinka.

Wiedziałam, że tego wieczoru nie szła na drinka.

Nie widziałam jej torebki, bo włożyła ją do zamkniętej szuflady. Nie wyszłaby z pracy, nie mówiąc mi o tym. Szczególnie nie tak wcześnie. Nigdy.

Chciałam pobiec do łazienki i sprawdzić, czy Tandy tam jest.

Spojrzałam do biura Bergera i zobaczyłam, jak rozmawia przez telefon. Był daleko, ale zachowywał się normalnie, więc chciałam pobiec do jego biura i powiedzieć mu, co się dzieje. Zabrać jego wielki tyłek z fotela dyrektora i dla odmiany zmusić go do zrobienia czegoś ludzkiego.

Nie zrobiłam tego.

Usiadłam na fotelu, skierowałam wzrok na telefon i zapragnęłam, żeby zadzwonił.

Bierman wykonał ruch na Furlocka w Wyler.

Desperacko.

Do jakich celów dążyli zdesperowani mężczyźni?

Benny.

Mój Benny.

Słyszałam syreny policyjne na zewnątrz, nie jedną, wiele, ale nie wyglądałam przez okno.

Gapiłam się na telefon, a mój mózg skandował - Zadzwoń do mnie, zadzwoń do mnie, zadzwoń do mnie.

Syreny się zbliżyły i pozostały blisko. Policja była na zewnątrz.

Zacisnęłam zęby.

Jak Benny tego dokonywał, że składał codziennie niezliczone obietnice, a potem je dotrzymywał? Każdą. Dziesiątki. Małe i duże. Codziennie.

Dotrzymana obietnica.

A ja z trudem powstrzymywałam się od ruchu.

Obiecaj mi.

- Boże – szepnęłam, a gardło zaczęło mnie drapać - Benny.

Musiałam zostać tam, gdzie byłam. Musiałam dotrzymać obietnicy danej Benny’emu. Musiałam mu udowodnić, że jeśli potrzebuje, żebym zrobiła coś ważnego, potrafię to zrobić. Kiedy do mnie wróci, musiałam mu pokazać, że nie ma nic złego w tym, że we mnie uwierzył, a ja zapewniłam sobie bezpieczeństwo dla niego.

Musiałam dotrzymać słowa.

Na tę myśl poczułam, jak fala szoku przeniknęła do mojego biura i podniosłam głowę. Dwóch policjantów wchodziło do biura Bergera w towarzystwie członka ochrony Wylera. Czterech kolejnych funkcjonariuszy rozeszło się po przestrzeni, wyglądając, jakby czegoś szukali.

Brak Tandy.

Brak Benny’ego.

Zachowałam swoje miejsce.

Ludzie się poruszali, wariowali, słyszałam szepty. Poczułam na sobie wzrok innych pracowników, ale nie spuszczałam wzroku z funkcjonariuszy.

I zachowałam swoje miejsce.

Moje gardło się zamknęło. Piekły mnie oczy. Patrzyłam, jak Berger szybko wyszedł ze swojego biura wraz z dwoma policjantami i ochroniarzem i udali się bezpośrednio na klatkę schodową. W radiotelefonach policyjnych dało się słyszeć piskliwe głosy, a dwóch rozstawionych wachlarzowo funkcjonariuszy ruszyło w stronę biura Biermana.

Patrzyłam, zaciskając dłoń na telefonie.

I zachowałam swoje miejsce.

Przestałam to oglądać i spojrzałam w stronę wind. Zablokowałam tam oczy. Trzymałam telefon w uścisku.

I zachowałam swoje miejsce.

Minęła wieczność.

Potem zaczęły otwierać się drzwi windy.

Moja klatka piersiowa się zacisnęła.

Benny wyszedł.

Moja pierś rozluźniła się, ale łza spłynęła mi po policzku.

Rozejrzał się, jego oczy powędrowały do mnie i podszedł bezpośrednio do mnie.

Dwóch policjantów było w biurze Biermana, dwóch z Heathem. Ben minął ich, gdy do mnie dotarł, wchodząc w moje drzwi wysoki, przystojny, zdrowy.

Wciąż siedziałam na swoim miejscu.

- Tandy? – zapytałam, a mój głos był szorstki.

- Na dole z policją – odpowiedział Benny, okrążając moje biurko.

Nadal siedziałam na swoim miejscu, wykręcając szyję, żeby nie spuszczać z niego wzroku.

Zatrzymał się obok mnie, przekrzywił głowę, ściągnął brwi i zapytał - Kochanie?

– Nie mogę się ruszyć – szepnęłam.

Czułość złagodziła jego rysy, zanim szepnął - Przyjdź do mnie, Frankie.

Wtedy mogłam się poruszać.

Zerwałam się z fotela i rzuciłam mu się w ramiona.

Natychmiast zamknęły się wokół mnie ściśle i mocno.

*****

- Dotarli do jej współlokatorki – powiedział mi Benny znacznie później.

To było później, po tym jak cholernie długo rozmawiał z policją, a potem wyciągnął mnie z Wylera i zabrał do domu. Kiedy wróciliśmy do domu, poszliśmy na spacer z psem. Potem przebrałam się w spodnie do jogi i koszulkę i zadzwoniłam, żeby zamówić pizzę, gdy Benny rozmawiał ze Starkiem.

W końcu wyciągnęliśmy się na kanapie, ja na Bennym, czyli tam, gdzie teraz byliśmy.

– Współlokatorka zadzwoniła – ciągnął dalej - Powiedziała Tandy, że ją mają i że ona musi iść do swojego samochodu na parking. Złapali ją tam, wsadzili do samochodu, odjechali, a ponieważ jechałem swoim SUV-em, Stark zadzwonił do mnie i wysłał mnie za nimi.

- Skąd Stark wiedział, gdzie możesz ich znaleźć?

- To było też moje pytanie – odpowiedział Benny - Wtedy myślałem, że albo ma jasnowidzenie, albo on ma helikoptery - Uśmiechnęłam się, słysząc jego żart, a Ben mówił dalej - Ale on wiedział, gdzie jest ich baza, więc przypuszczam, że przewidział trasę, którą do niej wybiorą. Trasa, która była na mojej trasie, więc Stark do mnie zadzwonił.

- A ty… co? – zapytałam, choć nie byłam pewna, czy chcę wiedzieć.

- Byłem śledzony przez Sala i jego chłopaków, prawdopodobnie dlatego, że był ostrożny, bo w pewnym sensie cię polubił - To wywołało mój kolejny uśmiech - Pojechali ze mną i my… - Zrobił pauzę, zanim skończył – zajęliśmy się sprawami.

– Czy to wszystko, co chcę wiedzieć? – zapytałam, bo byłam zamknięta w swoim biurze, podczas gdy Ben rozmawiał z policją, więc nie słyszałam całej historii.

- To wszystko, co chcesz wiedzieć – potwierdził.

- Czy było czysto? - Zapytałam.

– Byliśmy Dobrymi Samarytanami, którzy zobaczyli kilka kobiet wciągniętych do magazynu i prowadzili śledztwo – odpowiedział Ben - Wcześniej zadzwoniłem po policję, żeby wiedzieli, że tam jesteśmy. Żadnej strzelaniny, bo Sal wszedł ciężki i gorący i cholernie ich wystraszył. Myślę, że policja wciąż drapie się po głowie, że Sal i jego chłopcy po prostu tam byli i bawili się w Dobrych Samarytan. Wydaje mi się, że już się domyślili, kim on jest. Ale ich broń i, nawiasem mówiąc, moja broń, w jakiś sposób zniknęły pomiędzy tym, a powrotem kobiet do Wylera. Więc wszystko w porządku.

Sal został zdecydowanie zaproszony na przyjęcie zaręczynowe.

- Więc to koniec – zauważyłam, a jego ramiona mnie ścisnęły.

– To koniec – powiedział cicho - A jeśli Bierman i Barrow już nie kupiliby sobie więzienia za to, co robili, ten ostatni ruch by to zrobił. Stark powiedział, że mają już plany zaopiekowania się całą załogą zajmującą się amatorskim śledztwem, w tym kobietami o imionach Kathleen, Jennie i Miranda. Barrow został zgarnięty na polu golfowym na Florydzie. Stark powiedział mi też, że Barrow zadbał o czystość, więc prawdopodobnie jeśli coś pójdzie nie tak, to Bierman poniesie konsekwencje. Nightingale go jednak powiązał z tym, więc zostanie prześwietlony i odesłany do Indiany, żeby uporał się ze swoim bałaganem.

- Wyglądają trochę jak super bohaterscy prywatni detektywi – mruknęłam i przyszła kolej Bena, aby się do mnie uśmiechnąć - Nie rozumiem, dlaczego Bierman obrał za cel Lloyda, Heatha i mnie.

- Stark też miał na to odpowiedź, kochanie, bo Bierman i Barrow potrzebowali kogoś, kto utrzymywałby zespół w szrankach. Nie tylko ty, ten dupek i twój szef, byliście pod ostrzałem, ale także Berger i kilka innych osób. Przygotowywali się do opuszczenia firmy. Mieli już zastępców, z którymi potajemnie przeprowadzali rozmowy kwalifikacyjne.

– Ojej – szepnęłam.

- Tak. Wiedzieli, że ludzie już zadają pytania, z jednej strony twój szef, a o z drugiej Berger. Wiedzieli, że muszą stworzyć własny zespół lub przynajmniej mieć osoby, których nie było przed wprowadzeniem produktu na rynek, a które mogłyby zadawać pytania, i przygotowywali się do tego.

– Dupki – mruknęłam.

– Niedopowiedzenie – stwierdził Ben z uśmiechem.

Właśnie wtedy, gdy przyglądałam się uśmiechowi Benny’ego, rozległo się głośne walenie do drzwi.

Benowi uśmiech zgasł, a jego oczy zwęziły się, gdy spojrzał w stronę drzwi.

- Jezu, tak zawsze puka dostawca pizzy?

- Nie - odpowiedziałam, myśląc, że to także nie jest czas, w którym dostawca pizzy mógł dostarczać, biorąc pod uwagę, że gdyby tak było, miałby nadludzką prędkość.

Benny usiadł, zabierając mnie ze sobą, a następnie stawiając nas oboje na nogi.

Zostawił mnie stojącą przy kanapie i podszedł do drzwi w sposób, który mówił, że facet od pizzy będzie miał wykład.

Już miałam opaść z powrotem na kanapę, ale tego nie zrobiłam, kiedy usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Ben zaczął mówić „Yo”, ale przerwano mu, gdy usłyszałam warknięcie Cala - Co do cholery, Benny?

Moje usta otworzyły się, kiedy usłyszałam jego ton. Poczułam, jak ogarnęła mnie wielka złość i patrzyłam, jak Cal wkroczył do salonu od mojego wejścia, zastanawiając się, czy może nie powinnam była podawać mu kodu do bramy. Zatrzymał się i odwrócił do Benny’ego, który wkroczył za nim.

- Niech zgadnę. Sal do ciebie dzwonił – stwierdził Ben.

– Kurwa, tak, zadzwonił do mnie. Jezu, Benny. Wpakowałeś się w nieznaną sytuację z Salem jako wsparciem i mną piętnaście mil od ciebie, nie mającym pojęcia, że dzieje się coś poważnego? – zapytał zirytowany Cal.

- Jak widzisz, cugino, oddycham – odpowiedział Benny.

- Jezu, pieprz mnie – mruknął Cal, odwracając się do mnie - A ty. W pracy coś się dzieje, masz rodzinę pięć mil od siebie i nic?

- Emm… Ben i Sal już to załatwili – odpowiedziałam.

Zanim Cal zdążył cokolwiek powiedzieć, rozległo się kolejne pukanie do drzwi. Spojrzałam na Bena, który już zmierzał do wejścia, a potem z powrotem na Cala, który patrzył na mnie gniewnie i ignorował Gusa, który najwyraźniej próbował wspiąć się na dżinsy Cala.

- Chcesz piwo? - Zapytałam.

Cal ciągle się na mnie gapił.

Nie wiedziałam, czy to oznaczało „tak”, czy nie, i nie miałam szansy dostać odpowiedzi lub zgadnąć, zanim usłyszałam, jak Vi zawarczała - Joe! Na miłość boską! Nie możesz wdzierać się do czyjegoś domu w porze kolacji.

Potem wpadła Vi z Angie trzymaną w ramionach, a Kate i Keira deptały jej po piętach.

– Hej, Frankie – zawołała Kate z uśmiechem.

- Hej, mała - odwzajemniłam uśmiech, bo nie zignorowała Gusa, kiedy do niej podbiegł. Pochyliła się, podniosła go i przytuliła.

- Hej, Frankie – przywitała się Keira.

- Hej, Słonko – odpowiedziałam.

- Myślę, że potrzebujemy więcej pizzy – mruknął Ben, wchodząc za dziewczynami.

- Fajnie! Pizza! - Keira zawołała, chwytając Angie, ale nie odchodząc zbyt daleko. Wyciągnęła swoją młodszą siostrę z ramion matki tylko po to, by Joe podszedł do niej i przyciągnął ją do siebie.

Zrobił to automatycznie, nadal skupiając uwagę na Bennym.

- Ben. Wyjaśnienie – warknął.

Benny był w drodze do kuchni i pozostał wierny swojej drodze, mówiąc - Niczego nie tłumaczę - Otworzył lodówkę i spojrzał na Vi, potem na dziewczyny - Vi? Dziewczyny? Coś do picia?

– Dietetyczna cola – zamówiła Kate.

- Czy Frankie ma dietetyczną Fantę Grape? – zapytała Keira.

– Czy to Frankie? - Benny zwrócił się do Keiry, a ja znów się uśmiechnęłam.

- To dla mnie – Keira umieściła w swoim zamówieniu.

– Dla mnie też – zawołała Vi, podchodząc do fotela i zdejmując obciążenie z nóg. Następnie spojrzała na mnie – Masz jakieś gry?

– Nie gramy w jakąś pieprzoną grę – warknął Cal.

- Również się nie kłócimy – odpowiedziała Vi, obracając się na siedzeniu, by spojrzeć na męża - Oni są w porządku. Więc teraz jemy pizzę i spędzamy czas z rodziną - Potem zwróciła się do mnie - I muszę ci opowiedzieć o Virgin Gordzie. O mój Boże, Frankie. Musisz tam zabrać Benny’ego.

– Pieprz mnie – mruknął Cal i ponownie rozległo się pukanie do drzwi.

Benny wyszedł z kuchni z puszkami napoju gazowanego, Cal zaś podszedł do drzwi.

- Będziemy musieli jeść pizzę partiami – zauważyłam, gdy Ben wręczał Vi puszkę.

- Zajmuję się tym – powiedział. Wręczając puszki Kate i Keirze, skierował się do drzwi, z ręką w tylnej kieszeni, prawdopodobnie po to, żeby wyciągnąć portfel i zapłacić dostawcy pizzy.

- Chcecie szklanki? – zapytałam dziewczyny, gotowa udać się do lodówki, aby doszlifować umiejętności Bena w zakresie gospodarza.

Nie dostałam odpowiedzi.

Stało się tak, ponieważ odwróciłam się w stronę przedpokoju, kiedy usłyszałam, jak Sal woła - Dobry Boże, Cal, ona jest piękna!

Dwie sekundy później Sal wszedł do mojego salonu z Angie uniesioną do twarzy, Cal krążył blisko jego pleców z wyrazem twarzy przypominającym chmurę gradową, a Benny dołączył do imprezy jako ostatni, wyglądając na częściowo zrezygnowanego, częściowo zirytowanego, a częściowo prawie jakby miał wybuchnąć śmiechem.

- Kim jest piękna dziewczynka? Kto jest ładnym dzieckiem? - Sal zagruchał, po czym przytulił Angie do swojej piersi, zaglądając do pokoju. Wyśledził Vi, Kate i Keirę, po czym wrócił do Cala - Dobrze się spisałeś, figlio, pokój pełen piękności - Odwrócił się - Witam, dziewczyny – przywitał Kate i Keirę – Jestem wujek Sal.

- Jestem Kate – powiedziała mu Kate.

– Wiem – powiedział jej Sal.

- Jestem Keira – oznajmiła mu Keira.

- To też wiem, bella – powiedział jej Sal.

- Zechcesz mi oddać moją córkę? - Cal wtrącił się do rozmowy.

- Nie – odpowiedział Sal.

- To właściwie nie było pytanie – zauważył Cal.

- Zabierz mi tę piękność, odetnę ci rękę – odparował Sal.

Cal spojrzał na swoje buty, po czym powtórzył - Pieprz mnie.

- Muszę jeszcze raz powtórzyć, że wolałabym, żebyś powstrzymał się od wypowiadania słowa na „p” przy moich dziewczynach? Wszystkich? – warknęła Vi.

- Siostro, Angie nawet nie rozumie, co mówię – warknął Cal.

- Nie pozwólmy jej zrozumieć tej konkretnej części tego, co mówisz, dopóki nie skończy dwudziestu trzech lat – odpaliła Vi.

- Tak - W tym momencie usłyszałam, jak Benny powiedział - Tu Benny Bianchi. Dwadzieścia minut temu zamówiliśmy pizzę na wynos do The Brendal. Potrzebuję – rozejrzał się po pokoju – jeszcze dwóch. Dużych.

- Lubię pepperoni! - Krzyknęła Keira.

- Kiełbasa! - krzyknęła Kate.

- Nie zapomnij o papryce – wtrącił Sal.

W tym momencie opadłam na kanapę i wybuchnęłam śmiechem.

Poczułam, że Sal (i Angie) siadają obok mnie. Kiedy znów mogłam widzieć poprzez swój śmiech, zobaczyłam Cala siedzącego na poręczy fotela Vi, z ręką na jej karku, ze wzrokiem utkwionym w Kate i Keirze, które już się rozsiadały, Keira blisko mnie, Kate na poręcz kanapy obok Sal i Angie.

I usłyszałam, jak Benny mówił - Pół pepperoni i pół kiełbasy. Druga ze wszystkim.

Keira oparła się na moim boku i szepnęła mi do ucha - Szkoła wkrótce się zacznie i myślę, że mam Joe tam, gdzie go chcę w sprawie Jaspera Layne’a.

Odwróciłam głowę, spojrzałam w jej piękną twarz i wtedy to uderzyło.

Byłam tam. Bezpieczna. W domu. Z moim mężczyzną i moją rodziną.

Moment, który był początkiem reszty mojego życia.

To było pełne obietnic.

2 komentarze: