niedziela, 1 października 2023

16 - Jakim była cudem (cz.2)

 

Rozdział 16

Jakim była cudem (cz.2)

 

*****

Benny zaparkował na miejscu dla gości Frankie, wyłączył Explorera i wyskoczył, skręcając w stronę mieszkania Frankie tylko po to, by zobaczyć ją biegnącą w jego stronę, z dużymi włosami, mocnym, ale słodkim makijażem, ubraną w jasnopomarańczową sukienkę odsłaniającą skórę i dekolt. Do tego miała dobrane seksowne sandały na wysokim obcasie. Niosła ogromny kosz pokryty celofanem, z masywną różową kokardką i wyglądający, jakby był wypełniony gigantyczną stertą dziecięcych ubranek, wszystkich w kolorze różowym. Trzymała go niezdarnie z boku, żeby móc go widzieć.

- Proszę, powiedz mi, że nie ubrałaś się tak do pracy – zauważył, gdy była trzy metry od niej.

Rzuciła mu spojrzenie.

To było dwa dni po tym, jak Vi urodziła Angelę. Dwa dni za długo dla Frankie, która chciała go mieć tam natychmiast. Ale Vi urodziła Angie we wtorek, więc poczekał na czwartek, kiedy mógł przedłużyć to w długi weekend ze swoją kobietą.

W każdym razie jego rodzice pojechali pierwsi i opuścili Brownsburg, aby dziś rano wrócić do Chicago, aby móc pomóc w restauracji pod nieobecność Bena. Zrobił to także po to, by jego tata mógł odciągnąć Theresę od Angeli, bo, jak przekazał Benny’emu bezpośrednio Cal: Można by pomyśleć, że kobieta sama ją wypchnęła, tak dużo ją przytula.

Ben odczytał z tego, że Cal nie miał możliwości spędzenia wystarczająco dużo czasu ze swoją kobietą i dziewczynami, zwłaszcza z nową.

Teraz była już prawie szósta, Frankie skończyła tego dnia pracę i Benny miał tam zostać.

Przez trzy dni.

Co nie miało trwać wystarczająco długo.

I tak, patrząc na niego, Frankie rozkazała – Wracaj do swojego pickupa. Jedziemy prosto do Cala i Vi.

- Bez powitalnego pocałunku w Brownsburgu? – zapytał, gdy skręcała w stronę drzwi pasażera.

W żadnym wypadku tego nie lubił, a ona nie odwracała tyłka, żeby dać mu to, czego chciał.

Zamiast tego otworzyła tylne drzwi jego pickupa, wyrzuciła kosz, zatrzasnęła drzwi i wspięła się na przednie siedzenie.

Usadził się na siedzeniu kierowcy i odwrócił się do niej, aby dokładnie powiedzieć, co sądził o jej braku powitania. W chwili, gdy to zrobił, chwyciła go po obu stronach głowy, przyciągnęła go do siebie i złożyła na nim gorący, mokry pocałunek.

Oderwała się, ale nie puściła go, szepcząc - Witam w Brownsburgu, Benny.

Uśmiechnął się do niej i odpowiedział - I to lubię, Frankie.

W jej oczach błysnęło coś jeszcze bardziej szalenie pięknego niż to szaleńczo piękne, które zawsze błyszczało jej w oczach, zanim wyszeptała - Ona jest taka piękna, że nie uwierzyłbyś.

Wiedział, co to jest to szalenie piękne i zastanawiał się, o ile bardziej ona będzie szalenie piękna, kiedy da mu ich dzieci.

- Więc puść mnie, kochanie, żebym mógł ją poznać – odszepnął.

Uśmiechnęła się i puściła go.

Ben odwrócił się do kierownicy, uruchomił silnik i wrzucił bieg.

Wycofywał auto, kiedy oświadczyła - Nawiasem mówiąc, ten prezent jest ode mnie i ciebie.

– Dobrze, biorąc pod uwagę, że nigdy nie kupuję dla dziewczynek. Kiedy będą mieli chłopca, włączę się. Chociaż mówiąc to, nie wtrącę się w ten sposób, że pójdę na zakupy. Wtrącę się w ten sposób, że zadzwonisz do mnie i uzyskasz moją zgodę, zanim cokolwiek kupisz.

Do tego dostał ciszę i ta cisza trwała aż znalazł się u bram jej kompleksu.

Więc zawołał - Frankie?

Jej głos był miękki, kiedy powiedziała - Mamy umowę.

Zatrzymał się, żeby skręcić i wyjechać na główną drogę, więc odwrócił głowę i spojrzał na nią.

Jej wzrok był skierowany w bok, ale dostrzegł uśmiech na jej twarzy.

Podobały mu się wszystkie jej uśmiechy, ale ten podobał mu się najbardziej. To ten mówił, że miała tajemnicę.

I to było dobre.

Ale Frankie nie miała żadnych tajemnic, z wyjątkiem tych ukrytych głęboko w środku, zasianych przez wariatów, którzy byli jej rodziną.

– Co o tym myślisz, cara? – zapytał, a ona spojrzała na niego.

– Po prostu cieszę się, że tu jesteś, Benny.

To nie było to, ale pozwolił jej tak grać. Miał kuzyna do spotkania i był głodny. Ale wiedział też, że mu to da, kiedy będzie gotowa.

Więc tylko się do niej uśmiechnął, sprawdził ulicę i skręcił, gdy było już bezpiecznie.

Zaparkował na podjeździe Cala i Vi, wysiadł i obszedł samochód, żeby chwycić kosz. Trzymał go na jednym ramieniu, Frankie w drugim i ruszyli do drzwi wejściowych.

Frankie zapukała, ale ledwo przestała to robić, drzwi się otworzyły i Cal stanął w nich ze zgiętym ramieniem. Trzymał w nim mały tobołek z malutką jasnozieloną czapeczką na głowie, a dziecięce ciałko było szczelnie owinięte w miękki różowy kocyk.

Przez chwilę Benny nie mógł się poruszyć. Działo się tak, ponieważ nie był to pierwszy raz, kiedy widział swojego kuzyna trzymającego dziecko w taki sposób. Ostatni raz trzymał tak prawie dwie dekady temu małego Nicka, pięknego chłopca Cala, co do którego Ben był pewien, że Cal był przekonany, że wokół niego kręci się świat. Śliczny chłopczyk, któremu była żona Cala, narkomanka, pozwoliła utopić się w wannie.

Jego wzrok przeniósł się z Angeli na Cala i szepnął - Cugino.

Cal wyszczerzył zęby w uśmiechu, jakiego Ben nigdy wcześniej nie widział u niego. Widział to jednak. Był to rodzaj uśmiechu, który jego ojciec skierował do matki. Ten rodzaj uśmiechu, który zaczynał widzieć u Manny’ego.

Był to uśmiech mężczyzny zadowolonego ze świadomości, że ma wszystko.

– Ruszajcie swoje tyłki do środka – zaproponował Cal jako zaproszenie i wyszedł z drzwi.

Ben wciągnął Frankie do wewnątrz i bezpośrednio tam zaczepiła go Keira, a potem Kate. Keira wzięła od niego koszyk po przytuleniu Frankie. Kate przytuliła Francescę, a Ben podszedł do Vi, która leżała na kanapie.

- Wstałabym, ale miałam dość długi dzień – wyjaśniła Vi, unosząc ramiona, aby owinąć je wokół jego ramion, podczas gdy on pochylił się nad nią, by musnąć ustami jej policzek i otoczyć ją ramionami dla szybkiego, lekkiego uścisku - Theresa i Vinnie wyjechali, a Joe praktycznie wyrzucił tatę. Musiałam interweniować - Jej głos obniżył się - Joe nie wie, ale tata jest w hotelu przy autostradzie i daje nam trochę przestrzeni.

- Nie musisz dla mnie wstawać, a ja nie powiem ani słowa – powiedział jej do ucha i wyprostował się, czując, jak jej ramiona wymknęły się, gdy ją puścił, przez cały czas uśmiechając się, gdy promieniała do niego.

I oto zobaczył wygląd kobiety, która miała wszystko, straciła większość i znów odkryła, że ma wszystko.

Następnie zwrócił się do Cala - Chcę poznać moją kuzynkę.

Cal podszedł do niego i zatrzymał się dwa kroki dalej. Popatrzył w dół na córkę i powiedział - Angie, Benny.

Spojrzał na Bena i dokończył - Ben, moja córeczka, Angie.

Benny czekał i zaczął chichotać, gdy jego kuzyn po prostu stał i nie oddał mu dziecka.

– Pozwolisz mi ją potrzymać? – zapytał przez śmiech.

- Wiesz, jak trzymać dziecko? – zapytał Cal.

- O, Tak. Carm ma trójkę dzieci i kiedyś wszystkie były niemowlętami.

Cal zawahał się. Ben przestał chichotać i zaczął się śmiać, słysząc, że dołączyły do niego cztery kobiety.

Kate wkroczyła, zbliżyła się i przejęła kontrolę, delikatnie chwytając Angie w ramiona i obracając się wraz z nią w stronę Benny’ego.

- To moja mała, mała siostrzyczka – oświadczyła, podając Angie Benny’emu.

Ben otoczył ją obydwoma ramionami i przytulił do swojej piersi. Usta miała zaciśnięte, a oczy leniwie otwarte, po czym zamknęły się i tak pozostały, gdy Ben ułożył ją blisko.

Patrząc na nią, przekonał się, że Frankie miała rację. Była tak piękna, że nie mógł uwierzyć.

- Przyniosę ci piwo, Benny – zawołała Keira, po czym zapytała - Frankie, chcesz, żeby Joe otworzył ci wino?

– Byłoby wspaniale, kochanie - Usłyszał odpowiedź Frankie, gdy podszedł do fotela i usiadł.

- Joe, to byłby dla ciebie sygnał, żeby przynieść Frankie trochę wina – podpowiedziała Keira, a Ben podniósł wzrok i zobaczył, jak Cal patrzy na niego gniewnie, z założonymi nogami i rękami skrzyżowanymi na piersi.

- Jest ze mną bezpieczna, cugino – zapewnił kuzyna, powstrzymując uśmiech.

- On tak postępuje ze wszystkimi – powiedziała Kate, siadając u stóp matki, szybko je podnosząc i kładąc sobie na kolanach - Myślałam, że nieźle przywali dziadkowi, kiedy przytulał Angie.

Ben mógł w to uwierzyć. Nie dlatego, że Cal był szaleńczo opiekuńczy wobec swojej nowonarodzonej córki. Ale dlatego, że Cal był niesamowicie opiekuńczy wobec swojego syna, był mężczyzną, który poważnie traktował ochronę swoich bliskich i dlatego, że stracił Nicky’ego, gdy nie było go w pobliżu, aby zapewnić mu bezpieczeństwo.

Ben sądził, że wszyscy w pobliżu Angie będą musieli sobie z tym poradzić, dopóki Cal tego nie przepracuje.

- Joe, ja mogłabym otworzyć butelkę wina – zasugerowała Keira.

Ciało Cala drgnęło i odwrócił się w jej stronę. – Mam to, Keirry.

Ben przeniósł wzrok ze swojego kuzyna na Vi i powiedział cicho - Świetnie się spisałaś, kochanie.

Uśmiechnęła się dumnie, jej wzrok powędrował do córki w ramionach Bena, po czym ponownie spojrzała na Benny’ego i stwierdziła - Wiem.

Ben spojrzał znacząco na swojego kuzyna w kuchni z córką Vi, a potem znów na Vi, po czym powtórzył - Świetnie się spisałaś, kochanie.

Jej twarz złagodniała, a uśmiech stał się słodki, a ona również powtórzyła - Wiem.

Ben odwzajemnił uśmiech, po czym usiadł i skupił swoją uwagę na dziecku, które trzymał w ramionach.

Poczuł, że Frankie usiadła na poręczy jego fotela i nie musiał zawracać sobie głowy patrzeniem w górę, bo ona się pochyliła. Poczuł jej włosy, perfumy i poczuł bok jej cycka na swoim ramieniu, gdy przysunęła się blisko i spojrzała na Angelę.

Odwrócił głowę i jej wzrok spotkał się z jego spojrzeniem – Co powiedziałam? – zapytała cicho, a jej oczy były tak ciepłe, że czuł ich czułość na skórze.

- Taka piękna, że nie do wiary – odpowiedział.

Uśmiechnęła się.

Następnie pochyliła się głębiej i pocałowała czapeczkę Angie. Przesunęła się i pocałowała Benny’ego w szczękę. Potem usiadła, odwróciła się do Vi i zapytała - Co jest na obiad i w czym mogę pomóc?

– Salon Szanghajski – odpowiedziała Vi - Jesteśmy leniwi.

- Idealnie – odpowiedział Frankie.

- Przyniosę menu! - zawołała Kate, wyślizgując się spod nóg matki i biegnąc do kuchni.

W tym momencie weszła Keira, trzymając kieliszek wina, który podała Frankie i butelkę piwa, którą postawiła na podstawce na stole obok Bena.

I to właśnie wtedy Cal podszedł do swojej kobiety i nie usiadł u jej stóp. Jakby była kryształem, podniósł ją w ramionach, obrócił się, usiadł i ułożył ją tak, aby była oparta tyłkiem i nogami na siedzeniu kanapy, a ciężar górnej części jej ciała spoczywał na klatce piersiowej Cala, kiedy jego ramię obejmowało jej żebra.

Głowa Vi opadła w naturalny sposób, więc jej czubek schował się pod szyją Cala, a jej wzrok padł na Bena z ich córką.

Widząc Cala z Vi i trzymając w ramionach miłość, którą widział na tej kanapie, Ben spojrzał z powrotem na Angelę, zastanawiając się, czy ona kiedykolwiek dowie się, jaki cud był w niej, jakim cudem była ona.

Zastanawiał się.

Ale miał nadzieję, że nie.

*****

Ben poczuł, jak każdy mięsień w jego ciele zamienił się w kamień.

Jednak jakimś cudem udało mu się poruszyć ustami i powiedzieć cicho i powoli - Co?

Frankie była obok niego w kuchni. Był sobotni poranek, właśnie wrócili z piekarni Hilligoss w miasteczku. W miejscu, w którym, jak podzieliła Vi, można było zjeść najlepsze pączki na świecie. Miejscu, do którego Frankie często zabierała Benny’ego, kiedy przyjeżdżał się z nią spotkać.

Zjadł kilka dobrych pączków, ale Vi miała rację. Warto było rozważyć otwarcie przez Hilligoss tuż obok pizzerii Vinniego i Benny’ego.

Teraz Frankie otwierała białe pudełko zawierające tuzin pączków, które mieli wciągnąć w ciągu najbliższych dwóch dni, żałując, że nie mają ich więcej.

Jednocześnie mówiła.

- Ja wiem. Szaleństwo. Morderstwo. Zamordowany we własnym domu. Strzał prosto w głowę.

Ben nie miał co do tego dobrego przeczucia, głównie dlatego, że nigdy nie miał dobrego przeczucia co do morderstwa.

Nie miał też co do tego dobrego przeczucia, bo Frankie właśnie powiedziała mu, że pracownik jej firmy został zamordowany, a Frankie była magnesem na dramaty. To nie chodziło o to, że ona cokolwiek robiła, chyba że szaleńczo śledziła jakichś zbirów, którzy porwali trzy osoby w innym stanie.

Nie oznaczało to, że samym oddychaniem nie przyciągała więcej, niż jej należna część.

Ludzie przez całe życie nie dostawali, powiedzmy, zabójstwa swoich chłopaków. Albo sami będąc postrzelonymi. Albo pracując w miejscu, gdzie ktoś dostał kulkę w mózg.

Frankie dostała wszystkie trzy.

I jeszcze trochę.

- Rzecz w tym – ciągnęła Frankie – że mam dziwne przeczucie.

To nie poprawiło mu nastroju.

– Dziwne przeczucie w związku z czym? – zapytał, gdy wyjęła z pudełka pączka z cukrem pudrem i kremem czekoladowym i odwróciła się do niego.

- Z morderstwem doktora Gartnera.

– Kochanie, on został zamordowany. To wywołałoby u każdego dziwne uczucie.

Ugryzła, przeżuła i połknęła, a on sięgnął po lukrowany, gdy kontynuowała.

- Był kierownikiem dużego produktu, który wprowadzamy na rynek. To nie jest aktywne od jakiegoś czasu. Projektują opakowania, broszury, ulotki. Organizują rozmowy przedsprzedażowe za pośrednictwem przedstawicieli. Takie gówno. Ale jego szef, wielki ser badań i rozwoju, przyprawia mnie o gęsią skórkę.

A Ben znowu nie poczuł się lepiej.

- Jak on daje ci gęsią skórkę? – zapytał, odgryzając własny kęs.

Podeszła do dzbanka z kawą i zaczęła napełniać kubki, które tam zostawili, kiedy szli po pączki, robiąc to jedną ręką, drugą ręką trzymając pączka w powietrzu, mówiąc - Jest kutasem.

Ciało Bena znów się napięło.

– Kutasem, w jaki sposób?

Spojrzała na niego - Jak kutas jest kutasem? To po prostu kutas.

– Jest dla ciebie kutasem?

- Nie bezpośrednio. Po prostu jest kutasem wobec wszystkich.

- A więc jest kutasem… - Benny urwał po podpowiedzi.

- Nie wiem – powiedziała, chwytając kubek i podając mu go, gdy stał przy barze oddzielającym kuchnię od jadalni. Postawiła go na blacie obok niego i wróciła po swój - Całość ta wywołuje we mnie dziwne uczucie. Jest zainteresowany tym produktem, tak jak powinien być. Firmy farmaceutyczne wrzucają mnóstwo rzeczy w rozwój, więc lubią mieć szczęśliwe miejsce, w którym mogą to wdrożyć i wreszcie zarobić na tym pieniądze. Po prostu… - Pokręciła głową, podniosła kubek, upiła łyk, upuściła go i pochwyciła jego wzrok - Dziwne uczucie.

- Masz coś wspólnego z rozwojem tego i tym kutasem?

- Nie bardzo.

- Nie miej nic wspólnego z rozwojem tego ani z tym kutasem – rozkazał Ben.

Jej oczy zmrużyły się i stwierdziła - Muszę z nim pracować, Ben.

- Racja. Rozumiem to. Ale trzymaj się od tego z daleka. Trzymaj się z daleka od rozmów o tym zamordowanym. Opuść głowę. Rób swoje. Niech wszystko, co się stało, minie.

Jej oczy pozostały zmrużone, gdy odpowiedziała - Trochę już zamierzałam to zrobić.

- Wyeliminuj to „trochę” i będzie dobrze.

- Benny! – warknęła.

- Kochanie, ty, morderstwo i kutasy… niezbyt dobre połączenie. To nie musi mieć nic wspólnego z tobą. Niech się rozegra tak, żeby to nie miało z tobą nic wspólnego.

– To nie może mieć nic wspólnego ze mną, Ben. Krążą pogłoski, że było to profesjonalne zabójstwo. Najwyraźniej facet wdał się w coś dla pieniędzy albo wkurzył kogoś, kogo nie powinien. To znaczy, to szokujące, ale różne rzeczy się zdarzają. To nie ma nic wspólnego ze mną.

- Tak trzymaj.

W tym momencie jej brwi się uniosły – Raczej nie rozpocznę własnego, amatorskiego śledztwa.

- Dobre wieści.

- Benny! – warknęła, tym razem głośniej.

- Cara, ten facet został zamordowany i pracował dla twojej firmy. Mój brat został zamordowany. Moja kobieta została postrzelona. Mieszkasz w Brownsburgu. Ja mieszkam w Chicago. Nie jest mi łatwo mieć na ciebie oko, tak jak mężczyzna powinien mieć oko na swoją kobietę, a zazwyczaj tego nie lubię. Kiedy na twoich współpracowników zlecają profesjonalne zabójstwa, naprawdę mi się to nie podoba. Daj mi trochę luzu, dobrze?

Spojrzała na niego gniewnie i oznajmiła - I to już kolejny raz, kiedy sprawiłeś, że opiekuńczość stała się irytująca.

Wyszczerzył zęby, rzucił się, chwycił ją za szyję i przyciągnął do siebie, tak że uderzyła w jego ciało.

Na szczęście odstawiła kubek.

Na szczęście odchyliła głowę do tyłu, żeby powiedzieć coś przemądrzałego, więc miał swój cel i osiągnął go.

Jego język napotkał pączka, kawę i Frankie. Biorąc to, mimo że pieprzył ją przed pączkami i kawą, znów jej zapragnął.

Na kolanach.

Najpierw, by pieprzyć ją w twarz.

Po tym, zabierając się za jej cipkę.

Rozkazał więc - Skończ swojego pączka. Mam ochotę znowu cię przelecieć.

Jej oczy rozszerzyły się, jej ciało wtopiło się w jego, ale jej usta powiedziały - To takie irytujące.

- Moglibyśmy spędzić dzień przy basenie – zaproponował.

- Irytujący.

Uśmiechnął - Chcesz, żebym cię przeleciał.

Spojrzała gniewnie i warknęła - Irytujące!

Jego dłoń zacisnęła się na jej szyi i zbliżył twarz do jej twarzy - Chcesz tego.

- Benny, uniemożliwiasz zjedzenie mojego pączka – powiedziała.

Przyłożył usta do jej ust i szepnął – Zakończ to szybko, kochanie. Chcę, żebyś podeszła tutaj i wzięła mojego kutasa do ust.

Znów jej oczy rozszerzyły się tuż przed tym, jak jej powieki opadły.

Odkąd ją o tym przekonał, w łóżku nie było nic, co mogłoby zdenerwować jego Frankie. Była gotowa na wszystko, bez żadnych zahamowań.

Teraz, gdy zniknęło całe nastawienie, na swoim miejscu pojawiło się słodkie zdziwienie, gdy zapytała - Jesteś twardy?

- O, tak.

Przesunęła dłoń po jego biodrze, a on dotknął językiem jej dolnej wargi, gdy zaczęła się dotykać.

- Mogę zjeść pączka później – stwierdziła i udowodniła to, kładąc go na blacie.

Ben też mógł zjeść swojego później i wiedział, że to zrobi, gdy Frankie opadła przed nim na kolana, rozpięła rozporek, wyciągnęła go na wolność, nie wahała się ani chwili i wzięła go głęboko.

Głowa Bena opadła do tyłu pod wpływem cudownego uczucia słodkiego przyciągania, kiedy go wysuwała i słodszego poślizgu, kiedy go ponownie wciągała.

Spojrzał w dół i obserwował jej pracę, ale nie trwało to zbyt długo, zanim wsunął palce po obu stronach jej włosów, odciągając je do tyłu, a następnie przejmując kontrolę.

Trzymała się jego bioder, gdy patrzył i pieprzył jej twarz. Na początku robił to powoli, ale gdy usłyszał jej pierwszy jęk wibrujący na jego kutasie, przyspieszył. W końcu patrzył, jak jej ciało zaczyna poruszać się w jego rytmie, unosząc się i opadając na kolanach, jakby ujeżdżała go cipką przy każdym pociągnięciu i wiedział, że podobało jej się to prawie tak samo jak jemu, gdy zobaczył ruch jej ręki w kierunku jej majtek.

Wtedy właśnie się wyciągnął, sięgnął w dół, podciągnął ją do góry i popchnął na kuchenny blat, twarzą w jego stronę.

– Kochanie – wydyszała.

Podciągnął dół jej sukienki i zdarł majtki aż do ud. Rozłożyła nogi i przechyliła tyłek.

Kurwa, Frankie. Gotowa. Pragnąca tego. Prawdopodobnie była tak mokra, że była przemoczona.

Wjechał.

Całkowicie przemoczona.

Kurwa.

Frankie.

Wpychał się w jej mokrą, ciasną cipkę, pochylił się nad nią, położył rękę na blacie i przycisnął klatkę piersiową do jej pleców, twarzą do jej szyi, wąchając i dotykając jej włosów, ruchając jej cipkę, słysząc jej sapanie i skomlenie, wszystko było jego światem skupiającym się na jego kobiecie.

Przechyliła się wysoko i przycisnęła do jego klatki piersiowej, biodrami do jego bioder, jęcząc - Benny.

Przesunął dłonią po jej brzuchu, w dół i znalazł jej łechtaczkę.

- Benny – wydyszała, jej ciało drżało, a jedna ręka przesunęła się, by zakryć jego rękę na blacie i zawinąć się nad niej palcami.

Ugiął kolana i wszedł głęboko.

Jej szyja wykręciła się, a plecy wygięły w łuk, gdy jej cipka zacisnęła się wokół jego kutasa i krzyknęła, kiedy doszła.

Odjął palec od jej łechtaczki, owinął ramię wokół jej brzucha, przytrzymał ją stabilnie i wszedł głębiej.

Jęknęła przez to, ściskając go mocno cipką, dopóki go tam nie zabrała. Wsunął twarz głębiej w jej szyję i eksplodował, jęcząc na jej skórze.

Ciągle ją brał, przesuwał rękę z powrotem w dół jej brzucha i do środka, obejmując ją, czując, jak jego kutas powoli się wsuwa i wysuwa, jak bardzo była mokra, jak głęboko oddychała. Kurwa, nie mógł nawet zobaczyć jej twarzy, a i tak wszystko, co od niej miał, było szalenie piękne.

Przesunęła dłonią po jego przedramieniu, nadgarstku, a następnie nakryła jego dłoń między swoimi nogami, trzymając ją lekko, ale przesuwając palcem wskazującym, tak aby mogła przesuwać go wzdłuż jego penisa, gdy go wyciągał i wsuwał z powrotem.

Wtulił twarz głębiej w jej szyję.

W końcu wykręcił rękę, wyjmując jej rękę spomiędzy jej nóg i wysunął się. Wyprostował się, położył ręce na jej biodrach i odwrócił ją twarzą do siebie. Podciągnął jej majtki i zsunął rozciągliwą spódnicę jej seksownej jak cholera, włożonej jakby to nie było nic specjalnego, prosto ze stron magazynu, obcisłej czarnej sukienki.

Wyprostował się, muskając wargami jej usta, a kiedy to robił, wsunęła dłonie w pasek jego dżinsów.

W końcu podniósł głowę i powiedział - Możesz już dokończyć swojego pączka.

Jej oczy wciąż były zamglone i nasycone od jej kulminacji.

Ale mimo to, czysta Frankie, szepnęła - Irytujące.

*****

– Tego też nie osądzaj, Frankie.

Leżąc na nim na kanapie, podniosła głowę z jego klatki piersiowej i spojrzała na niego z góry.

Odpoczywali po kolacji, zamierzając obejrzeć film, zastanawiając się, który obejrzeć, podczas gdy Benny przeglądał Netflix i, jakimś cudem, doszli do faktu, że Frankie nie miała żadnej wiadomości od Cat od czasu przed strzelaniną.

- Ben, ona może zniknąć, ale nigdy nie zniknęła. Martwię się.

- Francesca, ostatni raz widziałem Cat i Arta na czuwaniu po Vinnie’m. Wcześniej za każdym razem, gdy ich widziałem, byli o pół kroku od bycia funkcjonalnymi alkoholikami. Byli nawaleni na czuwaniu po Vinnie’m i, obserwując ich, doszedłem do wniosku, że zrobili pół kroku, ale usunęli część funkcjonalną. Próbowali wyjść z Artem mając kluczyki do samochodu. Tata interweniował. Art postradał zmysły, więc Manny i ja musieliśmy wkroczyć i zaprowadzić ich do taksówki.

Jej oczy rozszerzyły się, gdy mówił, a kiedy skończył, zapytała - Naprawdę?

- Tak – odpowiedział.

– Jak mogłam to przegapić?

- Nie wiem. Może dlatego, że twój mężczyzna został zabity. Zmarł w wieku trzydziestu dwóch lat. Zrozumiałe, że byłaś nieprzytomna i pogrążona w żałobie. A twoja siostra, która powinna być przy tobie i trzymać cię za rękę, popijała wódkę z tonikiem, jakby następnego dnia mieli jej zakazać.

– Och, tak – szepnęła - Prawdopodobnie dlatego to przegapiłam.

Pokręcił głową i mruknął - Niewiarygodne.

- Co? - zapytała.

- Prawie nas implodowałeś, myśląc, że możesz mnie rzucić, a trzymasz się mocno wszystkiego, co masz, bez względu na to, że nie jest to dla ciebie dobre.

- To moja siostra, Benny, a tata lada dzień będzie miał dziecko. Enzo ma już dwoje. Enzo twierdzi, że ona też nie odbiera jego telefonów. A Nat twierdzi, że nie miała od niej wiadomości dłużej niż ja.

Poczuł, że jego brwi się łączą – Rozmawiasz z Nat?

Jej głowa przechyliła się na bok - Niezupełnie. Mam ją na oku poprzez Enzo.

- Myślałem, że dla ciebie jest martwa – zauważył Ben.

Frankie przez chwilę przygryzała wargę, po czym powiedziała – Jest dla mnie martwa, ale tak naprawdę nie jest martwa.

Jezu.

Frankie.

– Zostaw to – rozkazał.

- Nie mogę – odpowiedziała podnosząc głos.

Objął ją mocniej ramionami i podciągnął do klatki piersiowej, tak że znaleźli się twarzą w twarz.

– Rozumiem – powiedział spokojnie - Dorastając, nie miałaś się czego trzymać. Jest to oczywiste, że, skoro nie dorastałaś z niczym solidnym, trzymałaś się wszystkiego, co mogłaś dostać. Ale musisz się nauczyć, kiedy odciąć gówno, które nie jest dla ciebie zdrowe.

Jej twarz złagodniała, a ton stał się delikatny, gdy uniosła dłoń, aby owinąć ją wokół jego szczęki i powiedziała - Ben, teraz widzę wszystko wyraźniej, ale jestem, kim jestem. I chcę, żebyś zobaczył, jaka jestem. Chcę też, żebyś zobaczył, że ze mną wszystko jest w porządku. Jest lepiej. Ponieważ teraz mam coś solidnego, więc kiedy nadejdzie niezdrowa część, poradzę sobie.

Wbiła palce w podkreślone „mam”, ale Benny poczuł w brzuchu jej słowa w sposób, który mu się podobał.

Więc odpuścił.

W większości.

- Więc, niech zgadnę, rozmawiałaś z Chrissy – zauważył.

– Tak – przyznała.

- Ile razy?

Jej oczy zmrużyły się - Dwanaście tysięcy siedemdziesiąt trzy.

Walczył z uśmiechem, uścisnął ją i powtórzył - Ile razy?

Jej wzrok przesunął się w bok, zanim wrócił do jego oczu - Siedem.

– Wszystko z nią w porządku? - zapytał.

- Z tatą nie układa się jej najlepiej, bo trochę się przestraszyła, że nie było go przy mnie, a ona rodzi mu kolejną córkę, więc jest oczywiste, że nie będzie go przy mojej młodszej siostrze. Ale jeśli chodzi o ciążę, wszystko z nią w porządku.

- Trzymasz się wszystkiego, co możesz, w taki sposób, że chwytasz się nawet nowych rzeczy, które rozwalą ci głowę.

Przewróciła oczami i mruknęła - Nieważne.

Jej oczy wróciły, wytrzymał jej spojrzenie i jeszcze wyraźniej wyraził swoje zdanie, gdy zapytał – Jak z Salem?

Zacisnęła wargi.

- Nadal jest w kontakcie? – Ben pchnął.

Rozwarła wargi, żeby odpowiedzieć - Właściwie to zadzwonił jakiś czas temu, ale był to dzień, w którym zadzwonił tata, więc zatraciłam się w tym i w mojej nowo odkrytej umiejętności robienia niesamowitych lodzików, więc zapomniałam ci o tym wspomnieć.

Ben poczuł, jak jego ciało trzęsie się pod jej ciałem, gdy usłyszał jej komentarz na temat robienia loda, ale nie powstrzymało go to od rozmowy.

- I? – podpowiedział.

– No i cóż… kiedy kontaktowałam się ostatni raz, to ja zadzwoniłam, żeby porozmawiać z Giną, może umówić się z nią na lunch. Gina odebrała, ale odebrała z Toskanii. Byli we Włoszech na wakacjach.

Benowi to się nie podobało.

– Ukrywasz przede mną to gówno?

- Nie – odpowiedziała natychmiast – Po prostu nie było jej w pobliżu, żebym mogła zjeść z nią lunch, więc skoro nie było o czym z tobą wdawać się, postanowiłam uniknąć kłopotów. Gdyby była w pobliżu, powiedziałabym ci.

Gdyby był nią, również by tak zagrał, więc się zrelaksował.

- W końcu będziemy musieli przeprowadzić tę rozmowę – zauważył.

Jej oczy ponownie przesunęły się w bok, gdy wymamrotała - W końcu będziemy musieli odbyć wiele rozmów.

- Co to znaczy? – zapytał.

Jej oczy potrzebowały czasu, żeby wrócić do siebie i nie sądził, że dała mu wszystko, kiedy oświadczyła - Moje urodziny są za trzy tygodnie.

– Tak i musisz mieć swój tyłek u mnie w domu, kiedy nadejdą.

Jej oczy znów zrobiły się duże i zapytała - Naprawdę?

– Chciałem ci powiedzieć, że musisz przyjechać. Nie ja przyjadę. Rób więc w pracy wszystko, co musisz zrobić, aby tak się stało.

Jej spojrzenie stało się czujne, a głowa przechyliła się na bok - Dlaczego?

- By Benny i Frankie żyli razem we względnej harmonii, jeśli chodzi o urodziny, walentynki, rocznice i Boże Narodzenie, nie zadawaj pytań.

Jej ciało rozluźniło się na nim, a uśmiech rozjaśnił jej oczy, po czym powiedziała cicho - Mogę to zrobić.

- Benny i Frankie będą żyli razem we względnej harmonii, a to nadejdzie, gdy będziemy razem. Żadnej pracy. Nic innego. Bez wymówek. Musisz podróżować do pracy, zaplanuj podróże w okolicy tych dni. W tym miejscu dodam Wielkanoc, Święto Dziękczynienia i czwarty lipca.

Jej usta wykrzywiły się, gdy stwierdziła - W końcu natknęłam się na czas, kiedy nie mam nic przeciwko temu, że jesteś apodyktyczny.

Uśmiechnął się szeroko – Zamknij się, Frankie.

Opuściła głowę, żeby dotknąć ustami jego ust i odsunęła się, oświadczając całkowicie kłamiąc - Wróciłam do czasów, kiedy przeszkadzało mi to, że jesteś apodyktyczny.

Znowu się uśmiechnął i zapytał - Co będziemy oglądać?

- Ty wybieraj – zaproponowała.

- Ja wybieram, ty nie możesz zrzędzić.

Jej brwi wystrzeliły w górę - Jaki jest sens rezygnowania z mojego wyboru, skoro nie mogę narzekać na twój?

Ben spojrzał w sufit i westchnął.

- W porządku, nie będę narzekać – poddała się, a on znów na nią spojrzał - Chcesz popcornu?

- Tak.

- Ty ustaw kolejkę filmów, ja zrobię kukurydzę.

- Umowa.

Uśmiechnęła się do niego, po czym ponownie opuściła głowę, ale przechyliła ją i dotknęła wargami jego gardła. Potem podniosła się z rękami na kanapie i odwróciła się od niego plecami.

Po obejrzeniu jej tyłka w obcisłej spódnicy zmierzającego do kuchni, skierował swoją uwagę na telewizor, myśląc, że ta rozmowa nie poszła zbyt dobrze. Nie cofnęła się przed zatrzymaniem w swoim życiu ludzi, którzy traktowali ją jak gówno i manipulowała nim, aby jej na to pozwolił.

Przynajmniej namówił ją, aby zgodziła się na wspólne spędzanie ważnych świąt.

To było coś.

A z Frankie by to przyjął.

Z drugiej strony, z Frankie, wziąłby wszystko.

*****

- Nienawidzę tego – szepnęła Frankie w jego pierś.

- Tak, kochanie – Benny szepnął w czubek jej włosów.

Poczuł, jak wzięła głęboki oddech i wypuściła go. Potem odchyliła głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć.

– Zadzwonisz do mnie, kiedy wrócisz do domu?

- Tak.

– Okej, Benny.

Podniosła się na palcach i przycisnęła usta do jego ust.

Pochylił głowę, wziął je i nie spieszył się, robiąc to. Zapamiętał jej smak, zapach i dotyk jej ramion. Dopiero gdy wyrył to głęboko w pamięci, żeby móc przetrwać tygodnie bycia z dala od niej, pozwolił jej odejść.

Uścisnęła go uśmiechem, którego nie miała na myśli i wysunęła się z jego ramion.

Pochyliła się i wzięła torbę z komputerem z chodnika, gdzie ją upuściła, a Ben stał przed jej domem i patrzył, jak idzie do Z.

Pomachała, zanim wsiadła.

Pomachała, gdy cofała.

I pomachała, odjeżdżając.

Ben obserwował ją, robiąc to przez cały czas uśmiechając się.

I patrzył, aż jej samochód zniknął.

Poruszył się tylko po to, by przejść chodnikiem i rozejrzeć się po jej jednostce, po czym stał tam, ze wzrokiem skierowanym na prostą ulicę w stanie Indiana, która w jedną stronę prowadziła do Corn Country, a z drugiej prosto do serca miasta.

Zrobił to, już się nie uśmiechając.

I pomyślał, że to gówno musi się skończyć – Frankie go zostawi albo on zostawi Frankie. Skończył z tym trzy miesiące temu.

Wiedział jednak, że to nie może się skończyć. Była dobra w tym, co robiła, lubiła swoją pracę, a on ją kochał. Nie mógł tego dla niej spieprzyć.

Musiał więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż ona dojdzie do momentu, w którym poczuje, że może do niego przyjść i zakończyć tę sprawę ze związkiem na odległość.

Co nie znaczyło, że musiało mu się to podobać.

I nie podobało się.

1 komentarz: