Rozdział
16
Jakim
była cudem (cz.2)
*****
Benny
zaparkował na miejscu dla gości Frankie, wyłączył Explorera i wyskoczył,
skręcając w stronę mieszkania Frankie tylko po to, by zobaczyć ją biegnącą w
jego stronę, z dużymi włosami, mocnym, ale słodkim makijażem, ubraną w
jasnopomarańczową sukienkę odsłaniającą skórę i dekolt. Do tego miała dobrane
seksowne sandały na wysokim obcasie. Niosła ogromny kosz pokryty celofanem, z
masywną różową kokardką i wyglądający, jakby był wypełniony gigantyczną stertą
dziecięcych ubranek, wszystkich w kolorze różowym. Trzymała go niezdarnie z
boku, żeby móc go widzieć.
-
Proszę, powiedz mi, że nie ubrałaś się tak do pracy – zauważył, gdy była trzy
metry od niej.
Rzuciła
mu spojrzenie.
To
było dwa dni po tym, jak Vi urodziła Angelę. Dwa dni za długo dla Frankie, która
chciała go mieć tam natychmiast. Ale Vi urodziła Angie we wtorek, więc poczekał
na czwartek, kiedy mógł przedłużyć to w długi weekend ze swoją kobietą.
W
każdym razie jego rodzice pojechali pierwsi i opuścili Brownsburg, aby dziś
rano wrócić do Chicago, aby móc pomóc w restauracji pod nieobecność Bena.
Zrobił to także po to, by jego tata mógł odciągnąć Theresę od Angeli, bo, jak
przekazał Benny’emu bezpośrednio Cal: Można by pomyśleć, że kobieta sama ją wypchnęła,
tak dużo ją przytula.
Ben
odczytał z tego, że Cal nie miał możliwości spędzenia wystarczająco dużo czasu
ze swoją kobietą i dziewczynami, zwłaszcza z nową.
Teraz
była już prawie szósta, Frankie skończyła tego dnia pracę i Benny miał tam
zostać.
Przez
trzy dni.
Co
nie miało trwać wystarczająco długo.
I
tak, patrząc na niego, Frankie rozkazała – Wracaj do swojego pickupa. Jedziemy
prosto do Cala i Vi.
-
Bez powitalnego pocałunku w Brownsburgu? – zapytał, gdy skręcała w stronę drzwi
pasażera.
W
żadnym wypadku tego nie lubił, a ona nie odwracała tyłka, żeby dać mu to, czego
chciał.
Zamiast
tego otworzyła tylne drzwi jego pickupa, wyrzuciła kosz, zatrzasnęła drzwi i
wspięła się na przednie siedzenie.
Usadził
się na siedzeniu kierowcy i odwrócił się do niej, aby dokładnie powiedzieć, co
sądził o jej braku powitania. W chwili, gdy to zrobił, chwyciła go po obu
stronach głowy, przyciągnęła go do siebie i złożyła na nim gorący, mokry
pocałunek.
Oderwała
się, ale nie puściła go, szepcząc - Witam w Brownsburgu, Benny.
Uśmiechnął
się do niej i odpowiedział - I to lubię, Frankie.
W
jej oczach błysnęło coś jeszcze bardziej szalenie pięknego niż to szaleńczo
piękne, które zawsze błyszczało jej w oczach, zanim wyszeptała - Ona jest taka
piękna, że nie uwierzyłbyś.
Wiedział,
co to jest to szalenie piękne i zastanawiał się, o ile bardziej ona będzie szalenie
piękna, kiedy da mu ich dzieci.
-
Więc puść mnie, kochanie, żebym mógł ją poznać – odszepnął.
Uśmiechnęła
się i puściła go.
Ben
odwrócił się do kierownicy, uruchomił silnik i wrzucił bieg.
Wycofywał
auto, kiedy oświadczyła - Nawiasem mówiąc, ten prezent jest ode mnie i ciebie.
–
Dobrze, biorąc pod uwagę, że nigdy nie kupuję dla dziewczynek. Kiedy będą mieli
chłopca, włączę się. Chociaż mówiąc to, nie wtrącę się w ten sposób, że pójdę
na zakupy. Wtrącę się w ten sposób, że zadzwonisz do mnie i uzyskasz moją
zgodę, zanim cokolwiek kupisz.
Do
tego dostał ciszę i ta cisza trwała aż znalazł się u bram jej kompleksu.
Więc
zawołał - Frankie?
Jej
głos był miękki, kiedy powiedziała - Mamy umowę.
Zatrzymał
się, żeby skręcić i wyjechać na główną drogę, więc odwrócił głowę i spojrzał na
nią.
Jej
wzrok był skierowany w bok, ale dostrzegł uśmiech na jej twarzy.
Podobały
mu się wszystkie jej uśmiechy, ale ten podobał mu się najbardziej. To ten mówił,
że miała tajemnicę.
I
to było dobre.
Ale
Frankie nie miała żadnych tajemnic, z wyjątkiem tych ukrytych głęboko w środku,
zasianych przez wariatów, którzy byli jej rodziną.
–
Co o tym myślisz, cara? – zapytał, a
ona spojrzała na niego.
–
Po prostu cieszę się, że tu jesteś, Benny.
To
nie było to, ale pozwolił jej tak grać. Miał kuzyna do spotkania i był głodny.
Ale wiedział też, że mu to da, kiedy będzie gotowa.
Więc
tylko się do niej uśmiechnął, sprawdził ulicę i skręcił, gdy było już
bezpiecznie.
Zaparkował
na podjeździe Cala i Vi, wysiadł i obszedł samochód, żeby chwycić kosz. Trzymał
go na jednym ramieniu, Frankie w drugim i ruszyli do drzwi wejściowych.
Frankie
zapukała, ale ledwo przestała to robić, drzwi się otworzyły i Cal stanął w nich
ze zgiętym ramieniem. Trzymał w nim mały tobołek z malutką jasnozieloną
czapeczką na głowie, a dziecięce ciałko było szczelnie owinięte w miękki różowy
kocyk.
Przez
chwilę Benny nie mógł się poruszyć. Działo się tak, ponieważ nie był to
pierwszy raz, kiedy widział swojego kuzyna trzymającego dziecko w taki sposób.
Ostatni raz trzymał tak prawie dwie dekady temu małego Nicka, pięknego chłopca Cala,
co do którego Ben był pewien, że Cal był przekonany, że wokół niego kręci się
świat. Śliczny chłopczyk, któremu była żona Cala, narkomanka, pozwoliła utopić
się w wannie.
Jego
wzrok przeniósł się z Angeli na Cala i szepnął - Cugino.
Cal
wyszczerzył zęby w uśmiechu, jakiego Ben nigdy wcześniej nie widział u niego.
Widział to jednak. Był to rodzaj uśmiechu, który jego ojciec skierował do
matki. Ten rodzaj uśmiechu, który zaczynał widzieć u Manny’ego.
Był
to uśmiech mężczyzny zadowolonego ze świadomości, że ma wszystko.
–
Ruszajcie swoje tyłki do środka – zaproponował Cal jako zaproszenie i wyszedł z
drzwi.
Ben
wciągnął Frankie do wewnątrz i bezpośrednio tam zaczepiła go Keira, a potem
Kate. Keira wzięła od niego koszyk po przytuleniu Frankie. Kate przytuliła
Francescę, a Ben podszedł do Vi, która leżała na kanapie.
-
Wstałabym, ale miałam dość długi dzień – wyjaśniła Vi, unosząc ramiona, aby
owinąć je wokół jego ramion, podczas gdy on pochylił się nad nią, by musnąć
ustami jej policzek i otoczyć ją ramionami dla szybkiego, lekkiego uścisku - Theresa
i Vinnie wyjechali, a Joe praktycznie wyrzucił tatę. Musiałam interweniować -
Jej głos obniżył się - Joe nie wie, ale tata jest w hotelu przy autostradzie i
daje nam trochę przestrzeni.
-
Nie musisz dla mnie wstawać, a ja nie powiem ani słowa – powiedział jej do ucha
i wyprostował się, czując, jak jej ramiona wymknęły się, gdy ją puścił, przez
cały czas uśmiechając się, gdy promieniała do niego.
I
oto zobaczył wygląd kobiety, która miała wszystko, straciła większość i znów
odkryła, że ma wszystko.
Następnie
zwrócił się do Cala - Chcę poznać moją kuzynkę.
Cal
podszedł do niego i zatrzymał się dwa kroki dalej. Popatrzył w dół na córkę i
powiedział - Angie, Benny.
Spojrzał
na Bena i dokończył - Ben, moja córeczka, Angie.
Benny
czekał i zaczął chichotać, gdy jego kuzyn po prostu stał i nie oddał mu dziecka.
–
Pozwolisz mi ją potrzymać? – zapytał przez śmiech.
-
Wiesz, jak trzymać dziecko? – zapytał Cal.
-
O, Tak. Carm ma trójkę dzieci i kiedyś wszystkie były niemowlętami.
Cal
zawahał się. Ben przestał chichotać i zaczął się śmiać, słysząc, że dołączyły
do niego cztery kobiety.
Kate
wkroczyła, zbliżyła się i przejęła kontrolę, delikatnie chwytając Angie w
ramiona i obracając się wraz z nią w stronę Benny’ego.
-
To moja mała, mała siostrzyczka –
oświadczyła, podając Angie Benny’emu.
Ben
otoczył ją obydwoma ramionami i przytulił do swojej piersi. Usta miała
zaciśnięte, a oczy leniwie otwarte, po czym zamknęły się i tak pozostały, gdy
Ben ułożył ją blisko.
Patrząc
na nią, przekonał się, że Frankie miała rację. Była tak piękna, że nie mógł
uwierzyć.
-
Przyniosę ci piwo, Benny – zawołała Keira, po czym zapytała - Frankie, chcesz,
żeby Joe otworzył ci wino?
–
Byłoby wspaniale, kochanie - Usłyszał odpowiedź Frankie, gdy podszedł do fotela
i usiadł.
-
Joe, to byłby dla ciebie sygnał, żeby przynieść Frankie trochę wina –
podpowiedziała Keira, a Ben podniósł wzrok i zobaczył, jak Cal patrzy na niego
gniewnie, z założonymi nogami i rękami skrzyżowanymi na piersi.
-
Jest ze mną bezpieczna, cugino –
zapewnił kuzyna, powstrzymując uśmiech.
-
On tak postępuje ze wszystkimi – powiedziała Kate, siadając u stóp matki,
szybko je podnosząc i kładąc sobie na kolanach - Myślałam, że nieźle przywali
dziadkowi, kiedy przytulał Angie.
Ben
mógł w to uwierzyć. Nie dlatego, że Cal był szaleńczo opiekuńczy wobec swojej
nowonarodzonej córki. Ale dlatego, że Cal był niesamowicie opiekuńczy wobec
swojego syna, był mężczyzną, który poważnie traktował ochronę swoich bliskich i
dlatego, że stracił Nicky’ego, gdy nie było go w pobliżu, aby zapewnić mu
bezpieczeństwo.
Ben
sądził, że wszyscy w pobliżu Angie będą musieli sobie z tym poradzić, dopóki
Cal tego nie przepracuje.
-
Joe, ja mogłabym otworzyć butelkę
wina – zasugerowała Keira.
Ciało
Cala drgnęło i odwrócił się w jej stronę. – Mam to, Keirry.
Ben
przeniósł wzrok ze swojego kuzyna na Vi i powiedział cicho - Świetnie się
spisałaś, kochanie.
Uśmiechnęła
się dumnie, jej wzrok powędrował do córki w ramionach Bena, po czym ponownie
spojrzała na Benny’ego i stwierdziła - Wiem.
Ben
spojrzał znacząco na swojego kuzyna w kuchni z córką Vi, a potem znów na Vi, po
czym powtórzył - Świetnie się spisałaś,
kochanie.
Jej
twarz złagodniała, a uśmiech stał się słodki, a ona również powtórzyła - Wiem.
Ben
odwzajemnił uśmiech, po czym usiadł i skupił swoją uwagę na dziecku, które trzymał
w ramionach.
Poczuł,
że Frankie usiadła na poręczy jego fotela i nie musiał zawracać sobie głowy
patrzeniem w górę, bo ona się pochyliła. Poczuł jej włosy, perfumy i poczuł bok
jej cycka na swoim ramieniu, gdy przysunęła się blisko i spojrzała na Angelę.
Odwrócił
głowę i jej wzrok spotkał się z jego spojrzeniem – Co powiedziałam? – zapytała
cicho, a jej oczy były tak ciepłe, że czuł ich czułość na skórze.
-
Taka piękna, że nie do wiary – odpowiedział.
Uśmiechnęła
się.
Następnie
pochyliła się głębiej i pocałowała czapeczkę Angie. Przesunęła się i pocałowała
Benny’ego w szczękę. Potem usiadła, odwróciła się do Vi i zapytała - Co jest na
obiad i w czym mogę pomóc?
–
Salon Szanghajski – odpowiedziała Vi - Jesteśmy leniwi.
-
Idealnie – odpowiedział Frankie.
-
Przyniosę menu! - zawołała Kate, wyślizgując się spod nóg matki i biegnąc do
kuchni.
W
tym momencie weszła Keira, trzymając kieliszek wina, który podała Frankie i
butelkę piwa, którą postawiła na podstawce na stole obok Bena.
I
to właśnie wtedy Cal podszedł do swojej kobiety i nie usiadł u jej stóp. Jakby
była kryształem, podniósł ją w ramionach, obrócił się, usiadł i ułożył ją tak,
aby była oparta tyłkiem i nogami na siedzeniu kanapy, a ciężar górnej części
jej ciała spoczywał na klatce piersiowej Cala, kiedy jego ramię obejmowało jej
żebra.
Głowa
Vi opadła w naturalny sposób, więc jej czubek schował się pod szyją Cala, a jej
wzrok padł na Bena z ich córką.
Widząc
Cala z Vi i trzymając w ramionach miłość, którą widział na tej kanapie, Ben
spojrzał z powrotem na Angelę, zastanawiając się, czy ona kiedykolwiek dowie
się, jaki cud był w niej, jakim cudem była ona.
Zastanawiał
się.
Ale
miał nadzieję, że nie.
*****
Ben
poczuł, jak każdy mięsień w jego ciele zamienił się w kamień.
Jednak
jakimś cudem udało mu się poruszyć ustami i powiedzieć cicho i powoli - Co?
Frankie
była obok niego w kuchni. Był sobotni poranek, właśnie wrócili z piekarni
Hilligoss w miasteczku. W miejscu, w którym, jak podzieliła Vi, można było
zjeść najlepsze pączki na świecie. Miejscu, do którego Frankie często zabierała
Benny’ego, kiedy przyjeżdżał się z nią spotkać.
Zjadł
kilka dobrych pączków, ale Vi miała rację. Warto było rozważyć otwarcie przez
Hilligoss tuż obok pizzerii Vinniego i Benny’ego.
Teraz
Frankie otwierała białe pudełko zawierające tuzin pączków, które mieli wciągnąć
w ciągu najbliższych dwóch dni, żałując, że nie mają ich więcej.
Jednocześnie
mówiła.
-
Ja wiem. Szaleństwo. Morderstwo. Zamordowany we własnym domu. Strzał prosto w
głowę.
Ben
nie miał co do tego dobrego przeczucia, głównie dlatego, że nigdy nie miał
dobrego przeczucia co do morderstwa.
Nie
miał też co do tego dobrego przeczucia, bo Frankie właśnie powiedziała mu, że
pracownik jej firmy został zamordowany, a Frankie była magnesem na dramaty. To
nie chodziło o to, że ona cokolwiek robiła, chyba że szaleńczo śledziła jakichś
zbirów, którzy porwali trzy osoby w innym stanie.
Nie
oznaczało to, że samym oddychaniem nie przyciągała więcej, niż jej należna
część.
Ludzie
przez całe życie nie dostawali, powiedzmy, zabójstwa swoich chłopaków. Albo
sami będąc postrzelonymi. Albo pracując w miejscu, gdzie ktoś dostał kulkę w
mózg.
Frankie
dostała wszystkie trzy.
I
jeszcze trochę.
-
Rzecz w tym – ciągnęła Frankie – że mam dziwne przeczucie.
To
nie poprawiło mu nastroju.
–
Dziwne przeczucie w związku z czym? – zapytał, gdy wyjęła z pudełka pączka z
cukrem pudrem i kremem czekoladowym i odwróciła się do niego.
-
Z morderstwem doktora Gartnera.
–
Kochanie, on został zamordowany. To wywołałoby u każdego dziwne uczucie.
Ugryzła,
przeżuła i połknęła, a on sięgnął po lukrowany, gdy kontynuowała.
-
Był kierownikiem dużego produktu, który wprowadzamy na rynek. To nie jest
aktywne od jakiegoś czasu. Projektują opakowania, broszury, ulotki. Organizują
rozmowy przedsprzedażowe za pośrednictwem przedstawicieli. Takie gówno. Ale
jego szef, wielki ser badań i rozwoju, przyprawia mnie o gęsią skórkę.
A
Ben znowu nie poczuł się lepiej.
-
Jak on daje ci gęsią skórkę? – zapytał, odgryzając własny kęs.
Podeszła
do dzbanka z kawą i zaczęła napełniać kubki, które tam zostawili, kiedy szli po
pączki, robiąc to jedną ręką, drugą ręką trzymając pączka w powietrzu, mówiąc -
Jest kutasem.
Ciało
Bena znów się napięło.
–
Kutasem, w jaki sposób?
Spojrzała
na niego - Jak kutas jest kutasem? To po prostu kutas.
–
Jest dla ciebie kutasem?
-
Nie bezpośrednio. Po prostu jest kutasem wobec wszystkich.
-
A więc jest kutasem… - Benny urwał po podpowiedzi.
-
Nie wiem – powiedziała, chwytając kubek i podając mu go, gdy stał przy barze
oddzielającym kuchnię od jadalni. Postawiła go na blacie obok niego i wróciła
po swój - Całość ta wywołuje we mnie dziwne uczucie. Jest zainteresowany tym
produktem, tak jak powinien być. Firmy farmaceutyczne wrzucają mnóstwo rzeczy w
rozwój, więc lubią mieć szczęśliwe miejsce, w którym mogą to wdrożyć i wreszcie
zarobić na tym pieniądze. Po prostu… - Pokręciła głową, podniosła kubek, upiła
łyk, upuściła go i pochwyciła jego wzrok - Dziwne uczucie.
-
Masz coś wspólnego z rozwojem tego i tym kutasem?
-
Nie bardzo.
-
Nie miej nic wspólnego z rozwojem tego ani z tym kutasem – rozkazał Ben.
Jej
oczy zmrużyły się i stwierdziła - Muszę z nim pracować, Ben.
-
Racja. Rozumiem to. Ale trzymaj się od tego z daleka. Trzymaj się z daleka od
rozmów o tym zamordowanym. Opuść głowę. Rób swoje. Niech wszystko, co się
stało, minie.
Jej
oczy pozostały zmrużone, gdy odpowiedziała - Trochę już zamierzałam to zrobić.
-
Wyeliminuj to „trochę” i będzie dobrze.
-
Benny! – warknęła.
-
Kochanie, ty, morderstwo i kutasy… niezbyt dobre połączenie. To nie musi mieć
nic wspólnego z tobą. Niech się rozegra tak, żeby to nie miało z tobą nic
wspólnego.
–
To nie może mieć nic wspólnego ze mną, Ben. Krążą pogłoski, że było to
profesjonalne zabójstwo. Najwyraźniej facet wdał się w coś dla pieniędzy albo
wkurzył kogoś, kogo nie powinien. To znaczy, to szokujące, ale różne rzeczy się
zdarzają. To nie ma nic wspólnego ze mną.
-
Tak trzymaj.
W
tym momencie jej brwi się uniosły – Raczej nie rozpocznę własnego, amatorskiego
śledztwa.
-
Dobre wieści.
-
Benny! – warknęła, tym razem głośniej.
-
Cara, ten facet został zamordowany i
pracował dla twojej firmy. Mój brat został zamordowany. Moja kobieta została
postrzelona. Mieszkasz w Brownsburgu. Ja mieszkam w Chicago. Nie jest mi łatwo
mieć na ciebie oko, tak jak mężczyzna powinien mieć oko na swoją kobietę, a
zazwyczaj tego nie lubię. Kiedy na twoich współpracowników zlecają
profesjonalne zabójstwa, naprawdę mi
się to nie podoba. Daj mi trochę luzu, dobrze?
Spojrzała
na niego gniewnie i oznajmiła - I to już kolejny raz, kiedy sprawiłeś, że opiekuńczość
stała się irytująca.
Wyszczerzył
zęby, rzucił się, chwycił ją za szyję i przyciągnął do siebie, tak że uderzyła
w jego ciało.
Na
szczęście odstawiła kubek.
Na
szczęście odchyliła głowę do tyłu, żeby powiedzieć coś przemądrzałego, więc
miał swój cel i osiągnął go.
Jego
język napotkał pączka, kawę i Frankie. Biorąc to, mimo że pieprzył ją przed
pączkami i kawą, znów jej zapragnął.
Na
kolanach.
Najpierw,
by pieprzyć ją w twarz.
Po
tym, zabierając się za jej cipkę.
Rozkazał
więc - Skończ swojego pączka. Mam ochotę znowu cię przelecieć.
Jej
oczy rozszerzyły się, jej ciało wtopiło się w jego, ale jej usta powiedziały -
To takie irytujące.
-
Moglibyśmy spędzić dzień przy basenie – zaproponował.
-
Irytujący.
Uśmiechnął
- Chcesz, żebym cię przeleciał.
Spojrzała
gniewnie i warknęła - Irytujące!
Jego
dłoń zacisnęła się na jej szyi i zbliżył twarz do jej twarzy - Chcesz tego.
-
Benny, uniemożliwiasz zjedzenie mojego pączka – powiedziała.
Przyłożył
usta do jej ust i szepnął – Zakończ to szybko, kochanie. Chcę, żebyś podeszła
tutaj i wzięła mojego kutasa do ust.
Znów
jej oczy rozszerzyły się tuż przed tym, jak jej powieki opadły.
Odkąd
ją o tym przekonał, w łóżku nie było nic, co mogłoby zdenerwować jego Frankie.
Była gotowa na wszystko, bez żadnych zahamowań.
Teraz,
gdy zniknęło całe nastawienie, na swoim miejscu pojawiło się słodkie
zdziwienie, gdy zapytała - Jesteś twardy?
-
O, tak.
Przesunęła
dłoń po jego biodrze, a on dotknął językiem jej dolnej wargi, gdy zaczęła się
dotykać.
-
Mogę zjeść pączka później – stwierdziła i udowodniła to, kładąc go na blacie.
Ben
też mógł zjeść swojego później i wiedział, że to zrobi, gdy Frankie opadła
przed nim na kolana, rozpięła rozporek, wyciągnęła go na wolność, nie wahała
się ani chwili i wzięła go głęboko.
Głowa
Bena opadła do tyłu pod wpływem cudownego uczucia słodkiego przyciągania, kiedy
go wysuwała i słodszego poślizgu, kiedy go ponownie wciągała.
Spojrzał
w dół i obserwował jej pracę, ale nie trwało to zbyt długo, zanim wsunął palce
po obu stronach jej włosów, odciągając je do tyłu, a następnie przejmując
kontrolę.
Trzymała
się jego bioder, gdy patrzył i pieprzył jej twarz. Na początku robił to powoli,
ale gdy usłyszał jej pierwszy jęk wibrujący na jego kutasie, przyspieszył. W
końcu patrzył, jak jej ciało zaczyna poruszać się w jego rytmie, unosząc się i
opadając na kolanach, jakby ujeżdżała go cipką przy każdym pociągnięciu i
wiedział, że podobało jej się to prawie tak samo jak jemu, gdy zobaczył ruch
jej ręki w kierunku jej majtek.
Wtedy
właśnie się wyciągnął, sięgnął w dół, podciągnął ją do góry i popchnął na
kuchenny blat, twarzą w jego stronę.
–
Kochanie – wydyszała.
Podciągnął
dół jej sukienki i zdarł majtki aż do ud. Rozłożyła nogi i przechyliła tyłek.
Kurwa,
Frankie. Gotowa. Pragnąca tego. Prawdopodobnie była tak mokra, że była
przemoczona.
Wjechał.
Całkowicie
przemoczona.
Kurwa.
Frankie.
Wpychał
się w jej mokrą, ciasną cipkę, pochylił się nad nią, położył rękę na blacie i
przycisnął klatkę piersiową do jej pleców, twarzą do jej szyi, wąchając i
dotykając jej włosów, ruchając jej cipkę, słysząc jej sapanie i skomlenie,
wszystko było jego światem skupiającym się na jego kobiecie.
Przechyliła
się wysoko i przycisnęła do jego klatki piersiowej, biodrami do jego bioder,
jęcząc - Benny.
Przesunął
dłonią po jej brzuchu, w dół i znalazł jej łechtaczkę.
-
Benny – wydyszała, jej ciało drżało, a jedna ręka przesunęła się, by zakryć
jego rękę na blacie i zawinąć się nad niej palcami.
Ugiął
kolana i wszedł głęboko.
Jej
szyja wykręciła się, a plecy wygięły w łuk, gdy jej cipka zacisnęła się wokół
jego kutasa i krzyknęła, kiedy doszła.
Odjął
palec od jej łechtaczki, owinął ramię wokół jej brzucha, przytrzymał ją
stabilnie i wszedł głębiej.
Jęknęła
przez to, ściskając go mocno cipką, dopóki go tam nie zabrała. Wsunął twarz
głębiej w jej szyję i eksplodował, jęcząc na jej skórze.
Ciągle
ją brał, przesuwał rękę z powrotem w dół jej brzucha i do środka, obejmując ją,
czując, jak jego kutas powoli się wsuwa i wysuwa, jak bardzo była mokra, jak
głęboko oddychała. Kurwa, nie mógł nawet zobaczyć jej twarzy, a i tak wszystko,
co od niej miał, było szalenie piękne.
Przesunęła
dłonią po jego przedramieniu, nadgarstku, a następnie nakryła jego dłoń między
swoimi nogami, trzymając ją lekko, ale przesuwając palcem wskazującym, tak aby
mogła przesuwać go wzdłuż jego penisa, gdy go wyciągał i wsuwał z powrotem.
Wtulił
twarz głębiej w jej szyję.
W
końcu wykręcił rękę, wyjmując jej rękę spomiędzy jej nóg i wysunął się.
Wyprostował się, położył ręce na jej biodrach i odwrócił ją twarzą do siebie.
Podciągnął jej majtki i zsunął rozciągliwą spódnicę jej seksownej jak cholera, włożonej
jakby to nie było nic specjalnego, prosto ze stron magazynu, obcisłej czarnej
sukienki.
Wyprostował
się, muskając wargami jej usta, a kiedy to robił, wsunęła dłonie w pasek jego
dżinsów.
W
końcu podniósł głowę i powiedział - Możesz już dokończyć swojego pączka.
Jej
oczy wciąż były zamglone i nasycone od jej kulminacji.
Ale
mimo to, czysta Frankie, szepnęła - Irytujące.
*****
–
Tego też nie osądzaj, Frankie.
Leżąc
na nim na kanapie, podniosła głowę z jego klatki piersiowej i spojrzała na
niego z góry.
Odpoczywali
po kolacji, zamierzając obejrzeć film, zastanawiając się, który obejrzeć, podczas
gdy Benny przeglądał Netflix i, jakimś cudem, doszli do faktu, że Frankie nie
miała żadnej wiadomości od Cat od czasu przed strzelaniną.
-
Ben, ona może zniknąć, ale nigdy nie zniknęła.
Martwię się.
-
Francesca, ostatni raz widziałem Cat i Arta na czuwaniu po Vinnie’m. Wcześniej
za każdym razem, gdy ich widziałem, byli o pół kroku od bycia funkcjonalnymi
alkoholikami. Byli nawaleni na czuwaniu po Vinnie’m i, obserwując ich,
doszedłem do wniosku, że zrobili pół kroku, ale usunęli część funkcjonalną.
Próbowali wyjść z Artem mając kluczyki do samochodu. Tata interweniował. Art
postradał zmysły, więc Manny i ja musieliśmy wkroczyć i zaprowadzić ich do
taksówki.
Jej
oczy rozszerzyły się, gdy mówił, a kiedy skończył, zapytała - Naprawdę?
-
Tak – odpowiedział.
–
Jak mogłam to przegapić?
-
Nie wiem. Może dlatego, że twój mężczyzna został zabity. Zmarł w wieku
trzydziestu dwóch lat. Zrozumiałe, że byłaś nieprzytomna i pogrążona w żałobie.
A twoja siostra, która powinna być przy tobie i trzymać cię za rękę, popijała
wódkę z tonikiem, jakby następnego dnia mieli jej zakazać.
–
Och, tak – szepnęła - Prawdopodobnie dlatego to przegapiłam.
Pokręcił
głową i mruknął - Niewiarygodne.
-
Co? - zapytała.
-
Prawie nas implodowałeś, myśląc, że możesz mnie rzucić, a trzymasz się mocno
wszystkiego, co masz, bez względu na to, że nie jest to dla ciebie dobre.
-
To moja siostra, Benny, a tata lada dzień będzie miał dziecko. Enzo ma już dwoje.
Enzo twierdzi, że ona też nie odbiera jego telefonów. A Nat twierdzi, że nie
miała od niej wiadomości dłużej niż ja.
Poczuł,
że jego brwi się łączą – Rozmawiasz z Nat?
Jej
głowa przechyliła się na bok - Niezupełnie. Mam ją na oku poprzez Enzo.
-
Myślałem, że dla ciebie jest martwa – zauważył Ben.
Frankie
przez chwilę przygryzała wargę, po czym powiedziała – Jest dla mnie martwa, ale
tak naprawdę nie jest martwa.
Jezu.
Frankie.
–
Zostaw to – rozkazał.
-
Nie mogę – odpowiedziała podnosząc głos.
Objął
ją mocniej ramionami i podciągnął do klatki piersiowej, tak że znaleźli się
twarzą w twarz.
–
Rozumiem – powiedział spokojnie - Dorastając, nie miałaś się czego trzymać. Jest
to oczywiste, że, skoro nie dorastałaś z niczym solidnym, trzymałaś się
wszystkiego, co mogłaś dostać. Ale musisz się nauczyć, kiedy odciąć gówno,
które nie jest dla ciebie zdrowe.
Jej
twarz złagodniała, a ton stał się delikatny, gdy uniosła dłoń, aby owinąć ją
wokół jego szczęki i powiedziała - Ben, teraz widzę wszystko wyraźniej, ale
jestem, kim jestem. I chcę, żebyś zobaczył, jaka jestem. Chcę też, żebyś
zobaczył, że ze mną wszystko jest w porządku. Jest lepiej. Ponieważ teraz mam coś solidnego, więc kiedy nadejdzie niezdrowa
część, poradzę sobie.
Wbiła
palce w podkreślone „mam”, ale Benny poczuł w brzuchu jej słowa w sposób, który
mu się podobał.
Więc
odpuścił.
W
większości.
-
Więc, niech zgadnę, rozmawiałaś z Chrissy – zauważył.
–
Tak – przyznała.
-
Ile razy?
Jej
oczy zmrużyły się - Dwanaście tysięcy siedemdziesiąt trzy.
Walczył
z uśmiechem, uścisnął ją i powtórzył - Ile razy?
Jej
wzrok przesunął się w bok, zanim wrócił do jego oczu - Siedem.
–
Wszystko z nią w porządku? - zapytał.
-
Z tatą nie układa się jej najlepiej, bo trochę się przestraszyła, że nie było
go przy mnie, a ona rodzi mu kolejną córkę, więc jest oczywiste, że nie będzie go
przy mojej młodszej siostrze. Ale jeśli chodzi o ciążę, wszystko z nią w
porządku.
-
Trzymasz się wszystkiego, co możesz, w taki sposób, że chwytasz się nawet
nowych rzeczy, które rozwalą ci głowę.
Przewróciła
oczami i mruknęła - Nieważne.
Jej
oczy wróciły, wytrzymał jej spojrzenie i jeszcze wyraźniej wyraził swoje
zdanie, gdy zapytał – Jak z Salem?
Zacisnęła
wargi.
-
Nadal jest w kontakcie? – Ben pchnął.
Rozwarła
wargi, żeby odpowiedzieć - Właściwie to zadzwonił jakiś czas temu, ale był to
dzień, w którym zadzwonił tata, więc zatraciłam się w tym i w mojej nowo
odkrytej umiejętności robienia niesamowitych lodzików, więc zapomniałam ci o
tym wspomnieć.
Ben
poczuł, jak jego ciało trzęsie się pod jej ciałem, gdy usłyszał jej komentarz
na temat robienia loda, ale nie powstrzymało go to od rozmowy.
-
I? – podpowiedział.
–
No i cóż… kiedy kontaktowałam się ostatni raz, to ja zadzwoniłam, żeby
porozmawiać z Giną, może umówić się z nią na lunch. Gina odebrała, ale odebrała
z Toskanii. Byli we Włoszech na wakacjach.
Benowi
to się nie podobało.
–
Ukrywasz przede mną to gówno?
-
Nie – odpowiedziała natychmiast – Po prostu nie było jej w pobliżu, żebym mogła
zjeść z nią lunch, więc skoro nie było o czym z tobą wdawać się, postanowiłam
uniknąć kłopotów. Gdyby była w pobliżu, powiedziałabym ci.
Gdyby
był nią, również by tak zagrał, więc się zrelaksował.
-
W końcu będziemy musieli przeprowadzić tę rozmowę – zauważył.
Jej
oczy ponownie przesunęły się w bok, gdy wymamrotała - W końcu będziemy musieli
odbyć wiele rozmów.
-
Co to znaczy? – zapytał.
Jej
oczy potrzebowały czasu, żeby wrócić do siebie i nie sądził, że dała mu
wszystko, kiedy oświadczyła - Moje urodziny są za trzy tygodnie.
–
Tak i musisz mieć swój tyłek u mnie w domu, kiedy nadejdą.
Jej
oczy znów zrobiły się duże i zapytała - Naprawdę?
–
Chciałem ci powiedzieć, że musisz przyjechać. Nie ja przyjadę. Rób więc w pracy
wszystko, co musisz zrobić, aby tak się stało.
Jej
spojrzenie stało się czujne, a głowa przechyliła się na bok - Dlaczego?
-
By Benny i Frankie żyli razem we względnej harmonii, jeśli chodzi o urodziny,
walentynki, rocznice i Boże Narodzenie, nie zadawaj pytań.
Jej
ciało rozluźniło się na nim, a uśmiech rozjaśnił jej oczy, po czym powiedziała
cicho - Mogę to zrobić.
-
Benny i Frankie będą żyli razem we względnej harmonii, a to nadejdzie, gdy będziemy
razem. Żadnej pracy. Nic innego. Bez wymówek. Musisz podróżować do pracy, zaplanuj
podróże w okolicy tych dni. W tym miejscu dodam Wielkanoc, Święto
Dziękczynienia i czwarty lipca.
Jej
usta wykrzywiły się, gdy stwierdziła - W końcu natknęłam się na czas, kiedy nie
mam nic przeciwko temu, że jesteś apodyktyczny.
Uśmiechnął
się szeroko – Zamknij się, Frankie.
Opuściła
głowę, żeby dotknąć ustami jego ust i odsunęła się, oświadczając całkowicie kłamiąc
- Wróciłam do czasów, kiedy przeszkadzało mi to, że jesteś apodyktyczny.
Znowu
się uśmiechnął i zapytał - Co będziemy oglądać?
-
Ty wybieraj – zaproponowała.
-
Ja wybieram, ty nie możesz zrzędzić.
Jej
brwi wystrzeliły w górę - Jaki jest sens rezygnowania z mojego wyboru, skoro
nie mogę narzekać na twój?
Ben
spojrzał w sufit i westchnął.
-
W porządku, nie będę narzekać – poddała się, a on znów na nią spojrzał - Chcesz
popcornu?
-
Tak.
-
Ty ustaw kolejkę filmów, ja zrobię kukurydzę.
-
Umowa.
Uśmiechnęła
się do niego, po czym ponownie opuściła głowę, ale przechyliła ją i dotknęła
wargami jego gardła. Potem podniosła się z rękami na kanapie i odwróciła się od
niego plecami.
Po
obejrzeniu jej tyłka w obcisłej spódnicy zmierzającego do kuchni, skierował
swoją uwagę na telewizor, myśląc, że ta rozmowa nie poszła zbyt dobrze. Nie
cofnęła się przed zatrzymaniem w swoim życiu ludzi, którzy traktowali ją jak gówno
i manipulowała nim, aby jej na to pozwolił.
Przynajmniej
namówił ją, aby zgodziła się na wspólne spędzanie ważnych świąt.
To
było coś.
A
z Frankie by to przyjął.
Z
drugiej strony, z Frankie, wziąłby wszystko.
*****
-
Nienawidzę tego – szepnęła Frankie w jego pierś.
-
Tak, kochanie – Benny szepnął w czubek jej włosów.
Poczuł,
jak wzięła głęboki oddech i wypuściła go. Potem odchyliła głowę do tyłu, żeby
na niego spojrzeć.
–
Zadzwonisz do mnie, kiedy wrócisz do domu?
-
Tak.
–
Okej, Benny.
Podniosła
się na palcach i przycisnęła usta do jego ust.
Pochylił
głowę, wziął je i nie spieszył się, robiąc to. Zapamiętał jej smak, zapach i
dotyk jej ramion. Dopiero gdy wyrył to głęboko w pamięci, żeby móc przetrwać
tygodnie bycia z dala od niej, pozwolił jej odejść.
Uścisnęła
go uśmiechem, którego nie miała na myśli i wysunęła się z jego ramion.
Pochyliła
się i wzięła torbę z komputerem z chodnika, gdzie ją upuściła, a Ben stał przed
jej domem i patrzył, jak idzie do Z.
Pomachała,
zanim wsiadła.
Pomachała,
gdy cofała.
I
pomachała, odjeżdżając.
Ben
obserwował ją, robiąc to przez cały czas uśmiechając się.
I
patrzył, aż jej samochód zniknął.
Poruszył
się tylko po to, by przejść chodnikiem i rozejrzeć się po jej jednostce, po
czym stał tam, ze wzrokiem skierowanym na prostą ulicę w stanie Indiana, która
w jedną stronę prowadziła do Corn Country, a z drugiej prosto do serca miasta.
Zrobił
to, już się nie uśmiechając.
I
pomyślał, że to gówno musi się skończyć – Frankie go zostawi albo on zostawi
Frankie. Skończył z tym trzy miesiące temu.
Wiedział
jednak, że to nie może się skończyć. Była dobra w tym, co robiła, lubiła swoją
pracę, a on ją kochał. Nie mógł tego dla niej spieprzyć.
Musiał
więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż ona dojdzie do momentu, w którym
poczuje, że może do niego przyjść i zakończyć tę sprawę ze związkiem na
odległość.
Co
nie znaczyło, że musiało mu się to podobać.
I
nie podobało się.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń