sobota, 7 października 2023

17 - Pełna życia (cz.2)

 

Rozdział 17

Pełna życia (cz.2)

 

*****

– Czy to w porządku? – zapytał Benny następnego wieczoru, parkując za pizzerią.

Był to wieczór urodzin Frankie.

- Zrobisz mi pizzę urodzinową? – zapytała Frankie.

Ben uśmiechnął się szeroko, wyłączając zapłon - Tak.

- Więc tak – odpowiedziała w końcu.

Spojrzał w jej stronę, żeby sprawdzić, czy nie żartowała i zobaczył ją pochyloną do przodu, z twarzą odwróconą do lusterka i nakładającą błyszczyk.

Ale robiącą to na uśmiechnięte wargi.

To było coś. Nie żartowała sobie z niego.

Lubiła jego pizzę na tyle, że z przyjemnością zjadłaby ją w tym szczególnym dniu.

Skończyła z błyszczykiem i wyskoczyła z kabiny, zanim dotarł do SUV-a po jej stronie.

Zatrzasnął za nią drzwi i przy okazji ponownie obejrzał ją sobie od stóp do głów, myśląc, że nie może się doczekać tego, co wydarzy się za kilka minut. Ale z Frankie w tej czerwonej sukience z krótką, obcisłą spódniczką i luźną górą bez rękawów z dekoltem opadającym z jednego ramienia, z nastroszonymi włosami, makijażem nastawionym na „wyjściowy”, jej biżuterią „poważnie odstrzeloną” i parą sandałów na wysokim obcasie, bardziej nie mógł się doczekać później, kiedy to zamierzał poczuć te obcasy na plecach.

Wziął ją za rękę, poprowadził do tylnych drzwi, a ona zaczęła mówić.

– Jednak powinieneś był mi powiedzieć. Mogłabym zaprosić Asheekę, Jamie i kilkoro ludzi z mojej dawnej pracy i spróbować nakłonić Cat, aby porzuciła całą urazę, którą chowa. Uraza, niezależnie od tego, jak głęboka, nie może się równać z pizzą Bianchi - Pchnął drzwi i wciągnął ją do środka, kiedy jej wzrok dosięgnął go, a ona pośpiesznie powiedziała - Przepraszam, nie chciałam, żeby to zabrzmiało, jakbym chciała mieć wokół siebie grupę ludzi. Jak chcesz, żeby to była para, ja nie mam cię dość, więc jestem na to gotowa. Ty, ja, twoja pizza i twoja pizzeria - Pochyliła się ku niemu i zakończyła z jasnym, szczęśliwym uśmiechem - Idealnie”.

Miało być idealnie.

- Cieszę się, że się z tym zgadzasz, kochanie.

– Całkowicie – zapewniła go, ściskając jego dłoń.

Prowadził ją przez ruchliwą kuchnię, kiwając głową dzieciakom.

Potem przeprowadził ją przez krótki korytarz prowadzący do jadalni.

W końcu wprowadził ją do jadalni.

Kiedy tam wpadli, wiedział, że dzieciak, któremu kazał mieć na nich oko i rozgłosić, kiedy się pojawią, nie schrzanił sprawy, bo w chwili, gdy opuścili korytarz i przyciągnął Frankie do siebie, rozległa się kakofonia wystrzałów serpentyn, których kawałki latały w powietrzu wraz z okrzykami - Niespodzianka!

Wtedy Ben zobaczył, że jego mama również wykonała swoją pracę.

Z jednej strony stał stół, na którym był ogromny tort pokryty białym lukrem i kupa różowych i fioletowych lukrowych kwiatów z napisem Wszystkiego najlepszego, Frankie, a dookoła leżały prezenty. Zamknęli restaurację na wieczór, więc sala została ustawiona tak, żeby były dwa długie, prostokątne stoły pokryte obrusami w czerwono-białą kratkę. Na każdym stole unosiło się kilka ogromnych bukietów balonów, a na środku znajdowały się duże bukiety kwiatów.

Jego wzrok przesunął się po uśmiechniętym tłumie i zobaczył tam Asheekę z jej partnerką. Przyjaciółka Frankie, Jamie, była tam ze swoim chłopakiem. Manny był tam z Selą. Oczywiście byli tam jego mama i tata. Asheeka przekazała tę wiadomość przyjaciołom Frankie z jej dawnej pracy, w tym jej byłemu szefowi i wszyscy tam byli. Podobnie jak najlepsi przyjaciele Frankie ze szkoły średniej oraz starsza pani Zambino i jej grupa do gry w kręgle.

Na koniec, jak zauważył ze zdziwieniem, była tam Cat, patrząca wszędzie, tylko nie na Benny’ego i Frankie, a jej mąż, Art, stał obok niej.

- Halo, dziewczyno, żyjesz tam? - Asheeka zawołała, a kiedy to zrobiła, Benny’ego uderzyło, że Frankie stała nieruchomo u jego boku.

Spojrzał na nią z góry i zobaczył, że wpatrywała się w tłum z mocno oszołomionym wyrazem twarzy.

- Kochanie – powiedział, ciągnąc ją za rękę w swoją stronę, a jej głowa odchyliła się do tyłu, żeby na niego spojrzeć.

Wtedy zrobiło mu się ciepło w klatce piersiowej, bo jej twarz wciąż była oszołomiona, ale jej spojrzenie było pełne zachwytu i czułości. Widząc ten wyraz jej szalenie pięknych oczu, cudem było, że mógł oddychać.

- Jak zamierzasz przebić to w przyszłym roku, Benny Bianchi? – zapytała cicho.

- Jestem niesamowity, więc coś wymyślę – odpowiedział.

Jej oczy znów pojaśniały, ale tym razem nie popłynęła żadna łza.

Stało się tak, ponieważ rzuciła mu się w ramiona i złożyła na nim gorący, mokry pocałunek.

Słychać było okrzyki, okrzyki zachęty, oferty znalezienia pokoju, a jego matka krzyczała - Dzięki Bogu, ojciec Frances nie mógł przyjechać! - zanim przerwał i powiedział cicho - Muszę zacząć robić ciasto, kochanie.

Spojrzała mu w oczy i mocno go przytuliła, kiedy odpowiedziała - W porządku, Benny.

Mrugnął do niej, uścisnął ją i odwrócił od swoich ramion w stronę załogi.

Kiedy to zrobił, wyrzuciła ramiona prosto w powietrze i krzyknęła - Urodziny rządzą!

Dwie sekundy później została otoczona przez przyjaciół i rodzinę.

Benny obserwował to z uśmiechem.

Potem poszedł do kuchni i zaczął robić ciasta na pizze.

*****

- O mój Boże! - Krzyknęła Frankie - Uwielbiam te!

Benny, siedzący obok Frankie u szczytu stołu, doszedł do wniosku, że naprawdę podobał jej się prezent, który właśnie otworzyła, biorąc pod uwagę, że natychmiast zerwała bransoletki, które miała na sobie i założyła bransoletki tego, ktokolwiek jej właśnie dał.

Pomachała mu nimi przed twarzą – Czyż nie są przepiękne, Słonko? zapytała.

– Przepiękne – mruknął, uśmiechając się do niej i wcale nie patrząc na bransoletki.

Rzuciła mu spojrzenie, opuściła rękę, pochyliła się nad nim i syknęła – Nie bądź słodki.

Spojrzał wzdłuż stołu, zapełnionego pustymi talerzami po pizzy, papierem do pakowania, zużytymi serpentynami i konfetti z drugiej (i trzeciej) rundy wystrzałów oraz między ludźmi, którzy kochali Francescę Concetti.

Potem znów na nią spojrzał i zapytał - Poważnie?

- Jeśli masz ochotę być hm… bardziej słodkim – ciągnęła – może uda ci się namówić któregoś z dzieciaków, żeby przyniosło więcej Chianti. Jestem spragniona.

– Pójdę do baru – mruknął, ale ona złapała go za nadgarstek, gdy wykonywał ruch.

- Nie skończyłam z prezentami, nie możesz odejść. Jeśli tak, to przy czyjej twarzy będę machać bransoletkami i kogo zmuszę do wąchania moich świec?

Benny’emu podobało się to, że jego maleństwo było szczęśliwe.

Nie podobało mu się, że ktoś potrząsał mu biżuterią przed twarzą albo powodował ból głowy, bo kazał mu wąchać kolejną świecę.

Spojrzał przez stół na Arta i powiedział - Art będzie zastępował.

- Super - mruknął Art, wpatrując się w sufit.

Benny zignorował go, wstał z miejsca, pochylił się do Frankie i powiedział jej do ucha - Wino dla mojej kobiety.

Odsunął się, ona posłała mu szeroki uśmiech, a on poszedł do baru i powiedział barmanowi, żeby podał do stołu większą ilość wina.

Wracał, gdy kątem oka dostrzegł ruch. Asheeka tam była, więc się zatrzymał.

– Yo, kotku – przywitał się.

- Hej, Benny – odpowiedziała, zatrzymując się obok niego - Jak zwykle świetna pizza.

– Mamy tutaj w tym wprawę.

Skinęła głową, wykrzywiając usta.

- O Boże! Uwielbiam ten balsam! Jest najlepszy! - Frankie wrzasnęła, a Ben i Asheeka spojrzeli w jej stronę i zobaczyli, że wciska Artowi butelkę balsamu pod nos.

Twarz Arta nie zdradzała, że bardzo mu się podobał ten zapach, ale przynajmniej facet udawał i wąchał go.

- Ta dziewczyna nie oddycha w połowie – powiedziała cicho Asheeka, a Benny odwrócił się, by na nią spojrzeć, w chwili, gdy jej dłoń chwyciła jego rękę - Masz moją wdzięczność, Benny.

- Nie wiem, co na to powiedzieć, skoro to ja mogę cieszyć się Francescą Concetti, która oddycha z łatwością.

– I tak to masz.

Ścisnął jej dłoń i powiedział cicho - Doceniam, Asheeka.

Ścisnęła jego dłoń, puściła i w tej samej chwili podeszła do stołu

Cat zwolniła swoje miejsce, miejsce strategicznie oddalone od Frankie.

Art od razu się włączył i sposób, w jaki to zrobił, przypomniał Benowi, że jest dobrym facetem, kiedy nie był narąbany.

Cat jak dotąd nie rzuciła się w to ani trochę. Nie ociągała się, dąsała i nie mówiła czegoś. Trzymała się na uboczu, jakby nie była już pewna, jak się zbliżyć.

Teraz szła w stronę Benny’ego.

Gówno.

– Ben – przywitała się.

- Cat, cieszę się, że przyszłaś – odpowiedział.

– Ja też – powiedziała - Dużo czasu minęło, więc myślałam, że rozkoszowanie się pizzą Bianchi było marzeniem. Teraz wiem, że jest lepiej, niż pamiętałam.

Zatrzymała się obok niego, gdy mijało ich jedno z dzieciaków pracujących na podłodze, trzymając w obu rękach dwie butelki wina.

Kiedy kelner zniknął, Ben, wpatrując się w stoły, zauważył - Trzymasz się z daleka od swojej siostry.

- Byłam suką – szepnęła, a Benny spojrzał na nią z góry, ponownie zaskoczony.

- Naprawiasz to dziś wieczorem, Cat – przypomniał jej.

- Została postrzelona, a ja zrobiłem coś samolubnego i głupiego, a teraz przychodzę na jej urodziny na darmową pizzę i tort? - powiedziała stołowi, gdzie skierowała swój wzrok.

- Uporządkowanie swojego życia nie jest głupie – zauważył.

- Ale robienie tego, będąc suką, jest – odpowiedziała.

- Lepiej późno niż wcale – zauważył.

- To bzdury i dobrze o tym wiesz – odparła.

– Frankie wciska ci bzdury? – zapytał.

Spojrzała na niego spod oka, bo znała odpowiedź. Frankie dawała siostrze przestrzeń, głównie dlatego, że Cat ją potrzebowała. Ale nie dawała jej żadnych bzdur.

- Zaufaj mi, ona cię weźmie, jak przyjdziesz – powiedział - Po prostu cieszy się, że tu jesteś. Jak daje ci ten prezent, Cat, po prostu się nim ciesz.

Westchnęła, ponownie spojrzała na stół, poczekała kilka chwil, po czym zapytała - To prawda, najnowsza suka taty rodzi jego dziecko?

- Teraz lada dzień – potwierdził Ben.

– Cholera – mruknęła.

- Będziesz miała siostrę – powiedział jej.

Ciągle mamrotała - Jezu.

- Nie jestem największym fanem Enzo Seniora, Cat, ale jego kobieta wydaje się porządna.

- Zawsze tak jest – powiedziała do stołu, a Ben nie miał co do tego wątpliwości.

Kolejnym pytaniem, które pozostało bez odpowiedzi za jego życia, było to, jak dobre kobiety przez cały czas łączyły się z kutasami.

Postanowił nie odpowiadać i ponownie spojrzał na stół i zobaczył starszą panią Zambino siedzącą na jego krześle, pochyloną w stronę Frankie, a Benny po wyrazie twarzy swojej kobiety nie mógł rozpoznać, czy chciała się śmiać, płakać, czy krzyczeć.

– Myślę, że powinienem wrócić – powiedział.

- Tak – odpowiedziała Cat.

Ben wykonał ruch, ale zatrzymał się i odwrócił, gdy zawołała go po imieniu.

- Dziękuję, że miałeś jaja i rzuciłeś mi to w twarz – powiedziała.

- Nadal masz jej miłość i zawsze będziesz ją mieć. Jeśli znowu coś schrzanisz, zrobię to jeszcze raz.

Po raz pierwszy tej nocy zobaczył jej uśmiech - Myślę, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby tego uniknąć.

To byłaby moja decyzja.

Przewróciła oczami.

Usłyszał, jak Frankie wybuchnęła śmiechem, odwrócił się z powrotem do stołu i zobaczył, że trzymała rękę na karku pani Zambino, przyciskała ich czoła do siebie i chichotała aż do bólu, a całe jej ciało się trzęsło.

Pani Zambino nie chichotała.

Krzyczała - Francesca Concetti, rujnujesz mi włosy!

Frankie nie odpuściła.

Tylko chichotała dalej.

Ben zostawił ją samą na trzy minuty, po czym podszedł, by odłączyć swoją kobietę od sąsiadki, aby pani Zambino nie wyciągnęła szponów ani nie skreśliła go z listy prezentów świątecznych.

Jego ulubione były śnieżki Frankie nadziewane czekoladą.

Ale drugie miejsce zajmowały domowe ciasteczka pani Zambino, wycięte w kształcie liści poinsecji i wypełnione kremowym lukrem w kolorze zielonym.

*****

Ben leżał na łóżku, plecami do wezgłowia, z prześcieradłem do pasa i udało mu się uniknąć traumatycznej kontuzji, gdy Gus wskoczył mu prosto na penisa. Frankie wzięła go na ręce i położyła na łóżku, zanim poszła do łazienki, żeby umyć się po tym, jak ją przeleciał. A Benny zanotował w pamięci, żeby dopilnować, żeby więcej tego nie zrobiła.

Podciągnął psa do klatki piersiowej i za swój wysiłek dostał mokre liźnięcie. Mimo to trzymał psa tam, gdzie był i podrapał go po głowie. To sprawiło, że poczuł szczenięcy oddech prosto w twarz, ponieważ Gus zaczął radośnie dyszeć.

Ben nadal trzymał go tam, gdzie był i drapał, kiedy Frankie, teraz w słodkiej, krótkiej koszulce nocnej, wyskoczyła z łazienki, pobiegła do łóżka i wskoczyła do środka, lądując na kolanach. Rzuciła się na niego przez łóżko na czworaka i przerzuciła udo przez niego, lądując na nim okrakiem.

Gdy już znalazła odpowiednią pozycję, wyciągnęła Gusa z jego ramion, uniosła go przed twarz i zagruchała - Kto jest tym wyjątkowym chłopczykiem mamusi?

Zachowywała się uroczo i głupkowato, co też było urocze, ale Ben zamarł.

Stało się tak, bo Frankie wyskoczyła z łazienki, wskoczyła do łóżka i rzuciła się na niego.

Frankie była po godzinach spędzonych z rodziną, przyjaciółmi, jedzeniem, prezentami i nielimitowanym winem. Po mocnym wbiciu obcasów w jego plecy i mocniejszym ujeżdżaniu jego kutasa.

I wciąż była sobą.

Pełna życia.

- Czy to Gus jest wyjątkowym chłopcem mamusi? – zapytała, a on musiał się otrząsnąć, unieść ręce i położyć je na jej biodrach.

- Kochanie, nie mów do niego w ten sposób – rozkazał, próbując zignorować ciepło w brzuchu wywołane szczęściem wypisanym na kobiecie okrakiem na jego biodrach.

Spojrzała na niego z góry i przytuliła Gusa do piersi - Dlaczego?

- Bo to buldog angielski – wyjaśnił Ben.

- I? – podpowiadała, gdy Gus podjął udaną próbę ucieczki z jej rąk, co oznaczało, że skutecznie wylądował na klatce piersiowej Bena, co sprawiło, że Benny chrząknął.

Frankie przysunęła szczeniaka do brzucha Bena i przytrzasnęła go w tym miejscu, nie spuszczając wzroku z Bena, czekając na odpowiedź.

Benny odzyskał oddech i kontynuował wyjaśnienia.

- To samiec buldoga angielskiego. Innymi słowy, jest to rasa twardzieli. Gdy laska do niego mówi jak do dziecka, jego uszy mogą zacząć krwawić.

Uśmiechnęła się - Jego uszy nie zaczną krwawić.

- Nie patrz na mnie, kiedy zagruchasz na niego i stanie się to gówno.

Przewróciła oczami, przewróciła nimi i oświadczyła - Tak dla twojej wiadomości, to, że jesteś denerwujący, nie zabije mojego szczęśliwego szmerku. To znaczy, byli tam Cat i Art, i starsza pani Zambino, która wciąż była tak wkurzona, że cię rzuciłam. Nie rozmawiała ze mną od miesięcy, ale też się pokazała.

Przechylił głowę na bok i zapytał - Przepracowałyście to z panią Zambino?

Skinęła głową, ale powiedziała - Wkurzyła się na mnie, że odpuściłam i nie przeszłam przez ulicę, żeby - podniosła ręce, robiąc cudzysłów - „nabyć trochę mądrości” Ale miałam twoją pizzę i mnóstwo wina we mnie, więc ona też nie mogła zabić mojego szczęśliwego szmerku.

Przyjrzał się jej błyszczącym oczom, ścisnął dłońmi jej biodra i zapytał cicho - Szczęśliwa?

- Tak i nie – odpowiedziała.

Poczuł, że głowa mu gwałtownie skręca się ze zdziwienia – Jaka jest część „nie”?

- Skopałeś tyłek w te urodziny. To znaczy, Ben… – Ujęła Gusa i ponownie przytuliła go do piersi - Zamknąłeś całą restaurację. Pizza. Tort. Kwiaty. Balony. Impreza niespodzianka. Siostrzane spotkanie - Przytuliła Gusa bliżej, kończąc – I cholerny szczeniak.

– I jest w tym część, która cię nie uszczęśliwia? – nalegał, kiedy nie wyjaśniała więcej.

– Tak, biorąc pod uwagę, że praktycznie niemożliwe będzie przebicie tego w dniu twoich urodzin, a mam zaledwie miesiąc na planowanie.

Na to Benny wybuchnął śmiechem, zgiął się i skonfiskował psa. Objął też swoją kobietę ramieniem, przekręcił się, przechylił na bok i położył psa na podłodze. Potem położył się, zabierając ze sobą Frankie tak, jak chciał, trzymając ją blisko, wciąż obejmując ją jednym ramieniem, a drugą rękę trzymając w jej włosach.

- Moje urodziny są łatwe, kochanie. Ty, kilka słodkich koszulek nocnych i butelka sosu czekoladowego.

Jej oczy zrobiły się duże i zapytała - Sos czekoladowy?

- Tak.

- To będzie lepkie – oświadczyła, ale tonem sugerującym, że może się lepić, ale nie było to nie do przyjęcia.

– O to właśnie chodzi, Francesco. Jak staniesz się lepka, ja sprawię, że staniesz się nie-lepka.

Jej biodra ocierały się o jego.

Było już po drugiej nad ranem, po winie, jedzeniu, torcie, przyjaciołach, prezentach, a ona była gotowa znów to zrobić.

Pełna życia.

Przesunął ręką po jej tyłku - Jeśli stanę się zbyt zachłanny i narobię bałaganu, mam duży prysznic.

– Mhm – mruknęła, spuszczając wzrok na jego usta.

- Musisz trzymać się tej myśli, tesorina. Muszę umieścić psa w kojcu, a nie będę miał ochoty opuszczać łóżka, żeby to zrobić, po tym jak zrobię to z tobą.

- Okej, kochanie – szepnęła, po czym pochyliła się i dotknęła jego ust swoimi ustami.

Ścisnął jej tyłek, zanim ją puścił. Odskoczyła od niego, a on wstał z łóżka, znalazł psa, wziął go na ręce i ruszył do drzwi.

– Ben? – zawołała, kiedy był już prawie przy nich.

Odwrócił się i zobaczył ją, jej włosy i ciało oparte na jednym biodrze, z nogami ugiętymi pod nią i oczami skierowanymi na niego.

– Tak, Frankie?

- Dam ci koszulki nocne i sos czekoladowy, ile chcesz – powiedziała mu - Ale i tak znajdę sposób, aby dać ci więcej, abyś zapamiętał to na zawsze w sposób, który sprawi, że będziesz się uśmiechać i czuć się całkowicie szczęśliwy, tak jak ja będę to pamiętać dzisiejszy wieczór.

Jezu, poważnie?

Dawała mu to, kiedy był o cały pokój od niej?

- Nie bądź słodka, kiedy jestem nago, mam szczeniaka w ramionach i jestem o pokój od ciebie.

Wtedy dała mu całą wdzięczność, jakiej potrzebował.

Uśmiechnęła się tym uśmiechem. Tym uśmiechem, który mówił, że ma sekret i był naprawdę dobry.

Potem nalegała - Pospiesz się.

Ben odwrócił się i wyszedł na korytarz, wiedząc, że Frankie nie ma żadnych tajemnic. To, co chciała mu szepnąć do ucha, nie było słowami.

To były jęki.

A on lubił ich słuchać.

Dlatego nie marnował czasu.


 

2 komentarze: