sobota, 16 września 2023

12 - Naprawienie wyłomu (cz.2)

 

 Rozdział 12

Naprawienie wyłomu (cz.2)

###

Mój oddech zaczął przyspieszać, gdy leżałam pod nim i patrzyłam mu w oczy.

Ben szedł dalej.

- Wyjaśnię to jasno. Kiedy mówię, że nie pozwolę, aby to się stało, nie mam na myśli tego, że nie odpuszczę ponownie. Teraz, Francesca, musisz podjąć decyzję. Czy przepracujemy to i zobaczymy, dokąd to zajdzie? A może to popierdolona sztuka, którą rozpoczęłaś bez kontroli i masz zamiar ją kontynuować, wkurzać mnie, jesteś tego świadoma czy nie, ale nie masz zamiaru wkładać w to pracy, żeby uporządkować siebie, uporządkować nas i dać nam szansę?

Czysty Benny, bez owijania w bawełnę i marnowania czasu.

Moja klatka piersiowa ciężko pracowała, pozwalając mi oddychać, a serce biło szybko. Jedno i drugie, w połączeniu ze strachem krążącym po moim organizmie, nie pozwoliło mi odpowiedzieć.

Kiedy tego nie zrobiłam, ręka Benny’ego znalazła moją. Splótł nasze palce i podniósł nasze dłonie do góry, aby przycisnąć je do swojej klatki piersiowej, mówiąc cicho – Kochanie, proste tak lub nie. Czy wróciłaś do mnie z tym, czym właśnie się podzieliliśmy, niezależnie czy chciałaś się ze mną podzielić, czy nie?

- Tak.

To było jedno słowo, jedna sylaba, brzmiało na zduszone i tak samo przerażone, jak ja się czułam.

Byłam przerażona tym, co mogło stać się mnie i tym, co ewentualnie mogłabym zrobić Benny’emu.

To jedno słowo było egoistyczne. Nie było w porządku.

Ale to była prawda.

Na moje słowo, wyraźnie nie znając wszystkich moich myśli, Ben zamknął oczy, gdy na jego twarzy pojawiła się ulga, po czym opuścił czoło do mojego.

Ja też zamknęłam swoje oczy.

Boże, miałam nadzieję po prostu, że nie schrzaniłam.

Otworzyłam oczy, kiedy wstrzymał oddech i znowu na mnie spojrzał.

- Jak długo jesteś w Chicago?

- Jutro mam więcej spotkań z lekarzami, przedstawiam ich sobie, a także nowemu członkowi mojego zespołu, który jest ode mnie starszy o trzy lata — faceta, który pracuje w branży farmaceutycznej od dziesięciu lat, podczas gdy ja jestem w niej od pięć miesięcy. Zatem jutro będę nadal w dalszym ciągu starała się go przekonać, że wiem, co robię i musi to szanować, ponieważ jestem jego szefową. Wyjeżdżam następnego dnia.

- Następny dzień to piątek.

- Tak.

– Więc nie wyjeżdżasz w piątek. Wyjeżdżasz w niedzielę. Jutro rano spakuj swoje rzeczy, a kiedy będę wracał do domu, zabiorę je ze sobą. Kiedy skończysz ze swoimi spotkaniami i przekonywaniem tego dupka, że musi cię szanować, przyjdź do mnie.

Idę do niego.

To nie sprawiło, że poczułam się przerażona.

Dzięki temu poczułam się ciepło, bezpiecznie i szczęśliwie.

Ale to sprawiło, że poczułam się przerażona.

- Jesteś ze mną? - Ben podpowiadał, kiedy nic nie mówiłam.

– Tak, Benny – szepnęłam.

- Dopóki tu będziesz, będziemy rozmawiać, będziemy się pieprzyć, uporządkujemy wszystko i ułożymy plan. I uwaga, Frankie, będziemy się dużo pieprzyć, bo miałem cię tylko raz, ale najwyraźniej już ustaliliśmy to, że tego chcemy. A ja przypuszczam, że jeśli wystarczająco dużo będziemy się pieprzyć, wszystko się rozwiąże.

– To byłoby twoje przypuszczenie – wymamrotałam, a on się uśmiechnął.

- Jest jedna dobra rzecz w tym pięciomiesięcznym opóźnieniu, kochanie. Wróciłaś do pełnej formy, więc nie musiałem się powstrzymywać i mogłem cię ostro ujeżdżać. Lepiej, ty mogłaś mnie ujeżdżać i robić to naprawdę mocno.

Przeszło mnie kolejne uściśnięcie brzucha, co z kolei sprawiło, że spojrzałam na niego gniewnie.

Niestety Ben mówił dalej.

- Osobisty rekord: sprawić, by kobieta doszła tak szybko… dwa razy.

– Um… zwrócę tylko uwagę, że pierwszy raz był spowodowany moimi zajęciami.

Uśmiech powrócił.

- Bzdura, kochanie. Ciężko pracowałaś, żeby to znaleźć, ale nie udało ci się, dopóki nie dostałaś mojego kciuka.

To było prawdziwe.

I irytujące.

Zamknęłam usta i patrzyłam dalej.

Uśmiech Benny’ego pogłębił się.

Uśmiech zniknął, gdy jego wzrok przesunął się po mojej twarzy i w końcu wrócił do oczu.

Kiedy złapał mój, szepnął - Zostawić to mojej Frankie. Kiedy coś robi, nawet jeśli nie ma takiego zamiaru, idzie na całość.

Brzmiał, jakby mu się to podobało.

Z drugiej strony byliśmy tam, gdzie byliśmy po tym, co właśnie zrobiliśmy, więc nie było to zaskoczeniem.

Mimo to, podobało mi się, że mu się to we mnie podobało. Podobało mi się też to, że tak łatwo mi odpuścił. Oczywiście seks był wspaniały i stanowił niesamowitą motywację, aby zmusić mężczyznę do odpuszczenia ci. Ale strasznie schrzaniłam, a mimo to otworzył się przede mną i dał mi kolejną szansę, nie zmuszając mnie do żadnej pracy.

Z drugiej strony tam, w łazience, powiedział mi, że jeśli wrócę, nie będzie mnie zmuszał do pracy.

I dotrzymał słowa.

Nadal nie byłam pewna, co do cholery robiłam. Co gorsza, martwiłam się, że w końcu nie zrobię tego dobrze dla Benny’ego.

Ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.

- Jest już późno, Ben – przypomniałam mu cicho.

- Tak - odpowiedział, zsunął się, pocałował mnie w ramię i przetoczył się na bok. Pozwolił sobie na ogarnięcie wzrokiem mojego ciała, zanim spojrzał znowu na twarz - Podoba mi się ta koszula nocna, Frankie.

– Dziękuję – szepnęłam.

Ben chwycił mnie za biodro, przekręcił mnie na bok i naciągnął na mnie kołdrę. Dopiero wtedy wyszedł z łóżka.

Obserwowałam go od tyłu, jak poprawiając dżinsy, szedł do łazienki. Bardziej trafnie - obserwowałam, jak poruszały się mięśnie jego pleców, gdy szedł do łazienki.

Zaledwie kilka minut później obserwowałam go, ubranego wyłącznie w białe bokserki, wracającego do łóżka.

Światło zgasło, zanim wsunął się obok mnie. Gdy już wszedł do środka, wziął mnie w swoje ramiona.

Zamknęłam oczy i zrobiłam to mocno.

Brakowało mi tego. Spędzałam miesiące, noc po nocy, każdej nocy, zastanawiając się, co do cholery ze mną było nie tak, że od tego uciekłam.

Pragnąc tego z powrotem. Pragnąc tego na zawsze.

Teraz, mając naprawdę całego Benny’ego, nie byłam pewna, czy kiedykolwiek będę w stanie z tego zrezygnować.

Nawet jeśli zrobiłabym tak, żeby Benny zechciał ze mnie zrezygnować.

– Boję się jak cholera – rzuciłam mu w gardło, przyciskając tam twarz.

- Wiem o tym, Frankie.

– Nie wiem, jak to pokonać.

- To też wiem.

– Nie chcę cię znowu wypieprzyć.

- Więc nie rób tego.

- To nie jest takie proste – szepnęłam.

Jego ręce przesunęły się po moich plecach i pochylił brodę, więc kiedy powiedział - To też wiem, kochanie - poczułam to we włosach - Wiem też, że dziś wieczorem nie pokonamy tego, co cię pieprzy. Godzinami zmagałem się z tym, czy tu przyjść, czy nie, ale nie mogłem powstrzymać tej chęci i teraz cieszę się, że tego nie zrobiłem. Ale jest trzecia w nocy. Jutro masz pracę. Więc teraz śpij. Jutro zastanowimy się, jak go pokonać.

Wzięłam nierówny wdech i wypuściłam go, mówiąc - Okej, Benny.

- Teraz idź spać.

- Okej, Słonko.

Przysunęłam się bliżej, przyciskając dłonie do jego klatki piersiowej i obracając głowę, aby przycisnąć policzek do jego obojczyka.

Jego ramiona wokół mnie zacisnęły się.

Zamknęłam oczy i najwyraźniej cud Benny’ego (nie mówiąc już o dwóch orgazmach) wystarczył, aby uciszyć całe gówno w mojej głowie, wołające o to, by je usłyszano, czemu bałam się stawić czoła. Moje ciało się ułożyło i zaczęłam zasypiać.

Przestałam, gdy ramiona Bena mnie ścisnęły, a on wymamrotał - Jestem cholernie podekscytowany, że naprawiłaś wyłom, kochanie.

Cały Benny, mówiący mi to szczerze.

- Mam nadzieję, że tak pozostanie – odszepnęłam.

- Skup się na nagrodzie, Frankie – szepnął.

Nagroda.

Posiadanie Benny’ego.

Najlepsza nagroda jaka była.

– Jasne, Ben – odszepnęłam - Skupiam się na nagrodzie.

Przysunął mnie bliżej, wplótł w moją ciężką nogę i uniósł rękę, aby bawić się końcówkami moich włosów.

Ułożyłam się wygodnie, wzięłam głęboki oddech, pozwoliłam, aby jego palce poruszające się po moich włosach rozluźniły mnie i nie minęło dużo czasu, zanim zasnęłam.

*****

Włączył się alarm w moim telefonie, a zaraz potem odezwał się Ben.

- Kurwa – jęknął, przewracając się i zabierając mnie ze sobą. Poczułam, jak sięgał i musiał chwycić mój telefon i dotknął go kciukiem, żeby wyłączyć alarm, bo ucichł.

Mrugałam, ale zobaczyłam światło mojego telefonu i wiedziałam, że Benny też na to patrzył, kiedy mruknął - Chryste, już jest szósta?

Po prawdopodobnie czterech godzinach snu moją pierwszą myślą powinno być to, jak przetrwam ważny dzień spotkań i komunikacji z jednym z moich przedstawicieli, który dzień wcześniej dał mi jasno do zrozumienia, że nie był aż tak napalony, by pracować pode mną.

Ale nie o tym myślałam.

Myślałam o tym, jak dobrze było obudzić się z Bennym w samych bokserkach, kiedy byłam bez majtek, po dwóch orgazmach i po podjęciu szalonej decyzji o powrocie do niego.

Wróciłam mentalnie do pokoju, kiedy usłyszałam stuknięcie telefonu o szafkę nocną, potem leżałam na plecach, a Ben głównie na mnie, bo przekręcił nas do tej pozycji.

- Musisz wstać? – zapytał.

- Przygotowywanie do wyjścia zajmuje mi półtorej godziny, a o ósmej mam spotkanie przy śniadaniu z moim przedstawicielem – odpowiedziałam.

- Więc to znaczy tak.

- To prawda – potwierdziłam, brzmiąc na równie rozczarowaną, jak się czułam. Poczułam się o wiele mniej zawiedziona, kiedy Ben przesunął się, by ukryć twarz w mojej szyi i powiedział - Dobrze, przygotuj się. Zdrzemnę się.

Otoczyłam go ramionami i zaproponowałam - Możesz drzemać, ile chcesz. Zajmę się wymeldowaniem, zorganizuję pobudkę, abyś miał wystarczająco dużo czasu na wstanie i udanie się w drogę, i w międzyczasie wywieszę znak „nie przeszkadzać”, żeby ci nie przeszkadzali.

Odsunął twarz od mojej szyi, aby spojrzeć mi w oczy w ciemności i powiedzieć - To jest plan.

Uśmiechnęłam się do niego, także w ciemności.

A potem powiedziałam - Muszę to zrobić, Słonko.

Wyciągnęłam się, żeby dotknąć jego ust swoimi ustami, ale na tym poprzestałam, bo wiedziałam, że w ogóle nie wstanę, jeśli sięgnę po więcej. Ale kiedy zaczęłam się wyrywać z jego ramion, one zacieśniły się wokół mnie.

Spojrzałam z powrotem na jego twarz.

– Muszę to powiedzieć – mruknął, a ja poczułam ucisk w żołądku, bo nie brzmiał, jakby chciał powiedzieć cokolwiek miał do powiedzenia – Wyjaśniłem to wczoraj wieczorem – kontynuował - Ale muszę to wyjaśnić, wyjaśnię to tylko raz, bo tego wieczoru będę już wiedział i będzie zrobione.

Mój żołądek nie rozluźnił się, gdy zapytałam - Co będzie zrobione?

Przyciągnął mnie bliżej i odpowiedział - Raz mnie odpaliłaś, kochanie. Nie podobało mi się to. W ogóle. Gdyby to zrobił ktoś inny niż, nie byłoby drugiej szansy. Ponieważ to ty, daję ci drugą szansę. Jak nie pojawisz się dziś wieczorem, to się skończy. I to już będzie koniec, cara. Nie będę odbierać telefonu. Nie będę do ciebie dzwonić, kiedy będziesz w mieście w interesach. Jak przyjdziesz na ślub Man’a, dla mnie nie będziesz istnieć. Tak zrobione. Jeśli nie pojawisz się u mnie dziś wieczorem, podejmiesz decyzję na przyszłość, bo nie będzie odwrotu.

Oddychałam głęboko, żeby powstrzymać panikę i, będąc skupiona na tym, nie odpowiedziałam.

Więc Benny podpowiedział - Rozumiesz to, kochanie?

- Rozumiem – wymusiłam.

- Okej - mruknął, wsuwając rękę w moje włosy, łapiąc tył głowy i przyciągając mnie do siebie.

Jego pocałunek nie był dotykiem warg. Był mocniejszy, głębszy, z zamkniętymi ustami i o wiele przyjemniejszy.

Ale był Bennym i całą wspaniałością z tym związaną. Wiedział, że miałam obowiązki.

Więc przerwał pocałunek, ale jeszcze raz dotknął moich ust, po czym szepnął - A teraz zabieraj swój tyłek z tego łóżka. Muszę pospać, żeby nadrobić zaległości.

- Okej, Ben.

Uścisnął mnie. Oddałam mu to, po czym wyciągnęłam tyłek z łóżka.

Odkąd zaczęłam pracę, dużo podróżowałam, biorąc pod uwagę, że moje terytorium obejmowało połowę kontynentalnych Stanów Zjednoczonych, więc miałam system. Kiedy docierałam do pokoju hotelowego, zawsze się rozpakowywałam. Rozgaszczałam się, by być jak w domu. Upewniałam się, że wszystko jest tam, gdzie tego potrzebowałam, kiedy mogłam tego potrzebować, bo pracowałam z przedstawicielami i lekarzami, a harmonogramy mogły być popieprzone. Nie chciałam przekopywać się przez walizkę w poszukiwaniu trzypoziomowej torby na biżuterię w celu znalezienia odpowiednich kolczyków, kiedy powinnam wyjść na spotkanie.

Miało to tę dodatkową zaletę, że pozwalało mi przygotować się stosunkowo cicho (nic nie mogłam zrobić z suszarką do włosów), za zamkniętymi drzwiami w łazience, wychodząc tylko w celu przejrzenia szafy w świetle świtu i wybrania jednego z moich biznesowych zestawów stroju i butów.

Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam Bena leżącego na boku w łóżku, z jedną ręką wsuniętą pod poduszkę, jednym ramieniem szeroko rozłożonym, z przykryciem sięgającym do pasa, z rozczochranymi włosami i kosmykami opadającymi na czoło.

Nie myślałam pod prysznicem. Nie przetwarzałam tego, co zrobiłam i co robiłam. Nie zaczęłam tego herkulesowego zadania, polegającego na próbie zrozumienia mojej paniki i tego, co zrobiłam Benowi pięć miesięcy temu.

Przygotowywałam się.

Ale patrząc na niego w łóżku, moje myśli kręciły się, kręciły, kręciły się tak szybko, jakby to było wtedy, gdy podnosisz książkę, przyciskasz kciuk do krawędzi stron i puszczasz, a cała książka przelatuje przez twoje pole widzenia w ciągu kilku sekund. Ale przez to trzeba znaleźć jedną linijkę. Musiałaś.

Od tego zależało twoje życie.

Dotarłam do końca książki, podeszłam do szafy i wyciągnęłam sukienkę i buty. Zabrałam je do łazienki, założyłam, ozdobiłam, ponownie spryskałam włosy lakierem i spryskałam ciało perfumami.

Skończywszy, najciszej jak umiałam, spakowałam rzeczy z łazienki do wyprowadzki. Wyszłam po walizkę, zaniosłam ją do łazienki i wróciłam, by wziąć moje ubrania. Przyniosłam je. Spakowałam się. I nie używając kółek, bo byłoby głośno, wyniosłam walizkę z powrotem i ustawiłam przy drzwiach. Podeszłam do łóżka, ponownie przyglądając się wszystkiemu, czym był leżący w nim Benny Bianchi i sięgnęłam po telefon. Wróciłam do szafy po swoją marynarkę.

Złapałam ją, wzruszyłam ramionami, wyciągnęłam włosy z kołnierza, a potem wzięłam lekki trencz, który wieczorem rzuciłam na krzesło, torebkę, kartę i torbę na komputer. Podeszłam do drzwi, umieściłam znak „nie przeszkadzać” na klamce na zewnątrz i przeszłam korytarzem w stronę wind, aby udać się do recepcji, aby się wymeldować.

Innymi słowy, kiedy ta książka przewróciła się przede mną, znalazłam moją linijkę.

*****

Przeszłam do imienia Bena w kontaktach w moim telefonie i nacisnęłam przycisk, aby się połączyć.

Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam. Zadzwonił kilka razy i wiedziałam, że działo się tak, ponieważ dżinsy Bena były w łazience. Włączyła się także poczta głosowa.

Był za daleko, żeby usłyszeć.

Powinnam była pomyśleć o odłożeniu jego telefonu na szafkę nocną.

Nie pomyślałam o tym, więc rozłączyłam się, wyszukałam hotel w aplikacji Safari, znalazłam go i nawiązałam połączenie.

- Belweder, w czym mogę pomóc?

– Czy może pani połączyć mnie z pokojem czterysta trzynaście?

- Oczywiście. Chwileczkę.

Nic nie słyszałam. Następnie usłyszałam kliknięcia. W końcu usłyszałam dzwonki.

- ..lo? – odezwał się senny głos Bena.

- To twoja przyjacielska pobudka – stwierdziłam wesoło – Czas ruszyć dupę z łóżka i opuścić ten pokój, bo inaczej będę musiała zapłacić za dodatkowy dzień.

- Mała - Teraz jego głos był senny i rozbawiony.

Podobała mi się ta senność i rozbawienie, więc sięgnęłam po więcej.

- Oczywiście ja bym za to nie płaciła, moja firma by to zrobiła, ale mama nie bawi się w ten sposób ze swoimi pracodawcami.

Rozbawiłam go i zadudnił głęboko rozbawiony, kiedy zapytał:

– Mama nie bawi się w ten sposób?

- Tak – odpowiedziałam.

- Kotku, jesteś wieloma rzeczami, ale gwara ulicy nie jest jedną z nich.

- Całkowicie mogę mówić gwarą.

- Mogłabyś, gdyby twój tata nie był Włochem, ale Afroamerykaninem. Jeśli tak nie jest, nie możesz.

- Będziemy się kłócić o to, czy radzę sobie w mówieniu gwarą, czy nie? - Zapytałam.

– Nie, bo muszę zabrać tyłek z tego łóżka, zanim twoja firma będzie musiała zapłacić za dodatkowy dzień, w czasie którego nie będziesz korzystać z tego pokoju, więc nie mamy czasu, bo to zajmie rok.

- W takim razie, kończąc tę konkretną dyskusję, umiem mówić gwarą ulicy.

– Nieważne – mruknął, ale nadal pobrzmiewało w nim rozbawienie.

- Okej, muszę iść na spotkanie.

- Cara.

Słysząc jego nagłą zmianę tonu, zatrzymałam się jak wryta na środku korytarza biurowca medycznego.

- Co? - Wyszeptałam.

- Walizka jest spakowana, stoi przy drzwiach.

Serce mi zabiło, ale z ust wydobył mi się wyraz charakterku – Cóż, nie ufam, że się mnie spakujesz. Całkowicie byś to spieprzył.

– Nie ma mowy, żeby schrzanić pakowanie, Frankie. Wrzucasz gówno i zamykasz sprawę. Jak zapina się na zamek błyskawiczny, udało ci się.

- Ben, na samą myśl o wrzuceniu moich rzeczy do walizki bez składania i planowania rozmieszczenia, robi mi się niedobrze.

– W takim razie dobrze, że się spakowałaś.

- Wiem.

– Nie, Francesca - Jego głos był głęboki i nie był łatwy, ale niski i pełen znaczenia – To dobrze, że się spakowałaś.

Mój głos nie był łatwy, ale cichy i pełen znaczenia, kiedy odpowiedziałam -Wiem.

Milczał przez chwilę, może pozwalając, żeby to do niego dotarło, po czym zapytał - Wiesz, kiedy będziesz u mnie?

- Zważywszy na to, jak zaplanowany jest mój dzień, może powinnam przyjść do restauracji, odebrać klucze, pojechać do ciebie i spotkać się z tobą, kiedy będziesz wolny.

Myślałam o tym w ciągu ostatnich kilku godzin, odkąd opuściłam Benny’ego.

Nie były to dobre myśli, przede wszystkim dlatego, że wszyscy prawdopodobnie wiedzieli, że go rzuciłam i choć wydawało się, że jego rodzina bawi się w Szwajcarię, inni mogli nie być tacy. A jeśli chodziło o pizzerię, ci inni mogli tam być.

To nie były dobre myśli również dlatego, że Benny pracował do późna, a ja chciałam się z nim spotkać, ale potrzebowałam też snu.

Może zdrzemnę się, kiedy on będzie w restauracji.

- Uch… Słonko, wróciłaś do mnie. Dziś wieczorem nie pracuję – powiedział Benny, wtrącając się w moje myśli.

– Dzwonisz po Vinniego Seniora? - Zapytałam, nie będąc pewna, co o tym myśleć, ponieważ oznaczałoby to, że Bianchi nie będą mieli większego opóźnienia w dowiedzeniu się, że wróciłam.

- Nie. Manny może zająć się kuchnią przez dzień lub dwa. Czasami tak robi, kiedy mam wolne i nie psuje mi kuchni, kiedy to robi. Jednak na dłuższą metę Man nie ma tego w sobie. To musiałby być tata.

Wydało mi się to interesujące.

Nie miałam czasu dowiedzieć się tego, co było interesujące.

Zdążyłam tylko powiedzieć - W porządku.

- Zadzwonię do Mana, udam się do restauracji i upewnię się, że wszystko jest dla niego ustawione. A więc jeszcze raz, kiedy cię zobaczę?

- Około szóstej.

- Racja. W takim razie do zobaczenia około szóstej.

Nagle poczułam się niesamowicie szczęśliwa i nie mogłam tego powstrzymać

- Tak – dałam mu.

- Tak - Oddał mi to.

Wzięłam uspokajający oddech.

– Później, Benny.

– Później, Frankie.

Rozłączyłam się i spojrzałam w głąb korytarza, gdzie stał Trey, mój przedstawiciel, z głową pochyloną nad telefonem, kciukiem poruszającym się po nim i wyrazem twarzy wyrażającym zirytowanie.

I pomyślałam: Pieprzyć go. Byłam dobra w swojej pracy, nawet jeśli krzywa uczenia się oznaczała, że przez cztery miesiące przestoje spędzałam z nosem w ulotkach informacyjnych dla pacjentów, broszurach firmowych, wcześniejszych raportach sprzedaży i ocenach zespołu.

Będzie musiał to wchłonąć.

Byłam tam, żeby zostać.

Albo przynajmniej na następną minutę.

Zobaczymy, co będzie w następnej.


 

1 komentarz: