Naprawienie wyłomu (cz.2)
###
Mój
oddech zaczął przyspieszać, gdy leżałam pod nim i patrzyłam mu w oczy.
Ben
szedł dalej.
-
Wyjaśnię to jasno. Kiedy mówię, że nie pozwolę, aby to się stało, nie mam na
myśli tego, że nie odpuszczę ponownie. Teraz, Francesca, musisz podjąć decyzję.
Czy przepracujemy to i zobaczymy, dokąd to zajdzie? A może to popierdolona
sztuka, którą rozpoczęłaś bez kontroli i masz zamiar ją kontynuować, wkurzać
mnie, jesteś tego świadoma czy nie, ale nie masz zamiaru wkładać w to pracy,
żeby uporządkować siebie, uporządkować nas
i dać nam szansę?
Czysty
Benny, bez owijania w bawełnę i marnowania czasu.
Moja
klatka piersiowa ciężko pracowała, pozwalając mi oddychać, a serce biło szybko.
Jedno i drugie, w połączeniu ze strachem krążącym po moim organizmie, nie
pozwoliło mi odpowiedzieć.
Kiedy
tego nie zrobiłam, ręka Benny’ego znalazła moją. Splótł nasze palce i podniósł
nasze dłonie do góry, aby przycisnąć je do swojej klatki piersiowej, mówiąc
cicho – Kochanie, proste tak lub nie. Czy wróciłaś do mnie z tym, czym właśnie
się podzieliliśmy, niezależnie czy chciałaś się ze mną podzielić, czy nie?
-
Tak.
To
było jedno słowo, jedna sylaba, brzmiało na zduszone i tak samo przerażone, jak
ja się czułam.
Byłam
przerażona tym, co mogło stać się mnie i tym, co ewentualnie mogłabym zrobić
Benny’emu.
To
jedno słowo było egoistyczne. Nie było w porządku.
Ale
to była prawda.
Na
moje słowo, wyraźnie nie znając wszystkich moich myśli, Ben zamknął oczy, gdy
na jego twarzy pojawiła się ulga, po czym opuścił czoło do mojego.
Ja
też zamknęłam swoje oczy.
Boże,
miałam nadzieję po prostu, że nie schrzaniłam.
Otworzyłam
oczy, kiedy wstrzymał oddech i znowu na mnie spojrzał.
-
Jak długo jesteś w Chicago?
-
Jutro mam więcej spotkań z lekarzami, przedstawiam ich sobie, a także nowemu
członkowi mojego zespołu, który jest ode mnie starszy o trzy lata — faceta,
który pracuje w branży farmaceutycznej od dziesięciu lat, podczas gdy ja jestem
w niej od pięć miesięcy. Zatem jutro będę nadal w dalszym ciągu starała się go
przekonać, że wiem, co robię i musi to szanować, ponieważ jestem jego szefową.
Wyjeżdżam następnego dnia.
-
Następny dzień to piątek.
-
Tak.
–
Więc nie wyjeżdżasz w piątek. Wyjeżdżasz w niedzielę. Jutro rano spakuj swoje
rzeczy, a kiedy będę wracał do domu, zabiorę je ze sobą. Kiedy skończysz ze
swoimi spotkaniami i przekonywaniem tego dupka, że musi cię szanować, przyjdź
do mnie.
Idę
do niego.
To
nie sprawiło, że poczułam się przerażona.
Dzięki
temu poczułam się ciepło, bezpiecznie i szczęśliwie.
Ale
to sprawiło, że poczułam się
przerażona.
-
Jesteś ze mną? - Ben podpowiadał, kiedy nic nie mówiłam.
–
Tak, Benny – szepnęłam.
-
Dopóki tu będziesz, będziemy rozmawiać, będziemy się pieprzyć, uporządkujemy
wszystko i ułożymy plan. I uwaga, Frankie, będziemy się dużo pieprzyć, bo
miałem cię tylko raz, ale najwyraźniej już ustaliliśmy to, że tego chcemy. A ja
przypuszczam, że jeśli wystarczająco dużo będziemy się pieprzyć, wszystko się
rozwiąże.
–
To byłoby twoje przypuszczenie –
wymamrotałam, a on się uśmiechnął.
-
Jest jedna dobra rzecz w tym pięciomiesięcznym opóźnieniu, kochanie. Wróciłaś
do pełnej formy, więc nie musiałem się powstrzymywać i mogłem cię ostro
ujeżdżać. Lepiej, ty mogłaś mnie ujeżdżać i robić to naprawdę mocno.
Przeszło
mnie kolejne uściśnięcie brzucha, co z kolei sprawiło, że spojrzałam na niego
gniewnie.
Niestety
Ben mówił dalej.
-
Osobisty rekord: sprawić, by kobieta doszła tak szybko… dwa razy.
–
Um… zwrócę tylko uwagę, że pierwszy raz był spowodowany moimi zajęciami.
Uśmiech
powrócił.
-
Bzdura, kochanie. Ciężko pracowałaś, żeby to znaleźć, ale nie udało ci się,
dopóki nie dostałaś mojego kciuka.
To
było prawdziwe.
I
irytujące.
Zamknęłam
usta i patrzyłam dalej.
Uśmiech
Benny’ego pogłębił się.
Uśmiech
zniknął, gdy jego wzrok przesunął się po mojej twarzy i w końcu wrócił do oczu.
Kiedy
złapał mój, szepnął - Zostawić to mojej Frankie. Kiedy coś robi, nawet jeśli
nie ma takiego zamiaru, idzie na całość.
Brzmiał,
jakby mu się to podobało.
Z
drugiej strony byliśmy tam, gdzie byliśmy po tym, co właśnie zrobiliśmy, więc
nie było to zaskoczeniem.
Mimo
to, podobało mi się, że mu się to we mnie podobało. Podobało mi się też to, że
tak łatwo mi odpuścił. Oczywiście seks był wspaniały i stanowił niesamowitą
motywację, aby zmusić mężczyznę do odpuszczenia ci. Ale strasznie schrzaniłam,
a mimo to otworzył się przede mną i dał mi kolejną szansę, nie zmuszając mnie
do żadnej pracy.
Z
drugiej strony tam, w łazience, powiedział mi, że jeśli wrócę, nie będzie mnie
zmuszał do pracy.
I
dotrzymał słowa.
Nadal
nie byłam pewna, co do cholery robiłam. Co gorsza, martwiłam się, że w końcu
nie zrobię tego dobrze dla Benny’ego.
Ale
po prostu nie mogłam się powstrzymać.
-
Jest już późno, Ben – przypomniałam mu cicho.
-
Tak - odpowiedział, zsunął się, pocałował mnie w ramię i przetoczył się na bok.
Pozwolił sobie na ogarnięcie wzrokiem mojego ciała, zanim spojrzał znowu na
twarz - Podoba mi się ta koszula nocna, Frankie.
–
Dziękuję – szepnęłam.
Ben
chwycił mnie za biodro, przekręcił mnie na bok i naciągnął na mnie kołdrę.
Dopiero wtedy wyszedł z łóżka.
Obserwowałam
go od tyłu, jak poprawiając dżinsy, szedł do łazienki. Bardziej trafnie - obserwowałam,
jak poruszały się mięśnie jego pleców, gdy szedł do łazienki.
Zaledwie
kilka minut później obserwowałam go, ubranego wyłącznie w białe bokserki,
wracającego do łóżka.
Światło
zgasło, zanim wsunął się obok mnie. Gdy już wszedł do środka, wziął mnie w
swoje ramiona.
Zamknęłam
oczy i zrobiłam to mocno.
Brakowało
mi tego. Spędzałam miesiące, noc po nocy, każdej nocy, zastanawiając się, co do
cholery ze mną było nie tak, że od tego uciekłam.
Pragnąc
tego z powrotem. Pragnąc tego na zawsze.
Teraz,
mając naprawdę całego Benny’ego, nie
byłam pewna, czy kiedykolwiek będę w stanie z tego zrezygnować.
Nawet
jeśli zrobiłabym tak, żeby Benny zechciał ze mnie zrezygnować.
–
Boję się jak cholera – rzuciłam mu w gardło, przyciskając tam twarz.
-
Wiem o tym, Frankie.
–
Nie wiem, jak to pokonać.
-
To też wiem.
–
Nie chcę cię znowu wypieprzyć.
-
Więc nie rób tego.
-
To nie jest takie proste – szepnęłam.
Jego
ręce przesunęły się po moich plecach i pochylił brodę, więc kiedy powiedział -
To też wiem, kochanie - poczułam to we włosach - Wiem też, że dziś wieczorem
nie pokonamy tego, co cię pieprzy. Godzinami zmagałem się z tym, czy tu
przyjść, czy nie, ale nie mogłem powstrzymać tej chęci i teraz cieszę się, że
tego nie zrobiłem. Ale jest trzecia w nocy. Jutro masz pracę. Więc teraz śpij.
Jutro zastanowimy się, jak go pokonać.
Wzięłam
nierówny wdech i wypuściłam go, mówiąc - Okej, Benny.
-
Teraz idź spać.
-
Okej, Słonko.
Przysunęłam
się bliżej, przyciskając dłonie do jego klatki piersiowej i obracając głowę,
aby przycisnąć policzek do jego obojczyka.
Jego
ramiona wokół mnie zacisnęły się.
Zamknęłam
oczy i najwyraźniej cud Benny’ego (nie mówiąc już o dwóch orgazmach)
wystarczył, aby uciszyć całe gówno w mojej głowie, wołające o to, by je
usłyszano, czemu bałam się stawić czoła. Moje ciało się ułożyło i zaczęłam
zasypiać.
Przestałam,
gdy ramiona Bena mnie ścisnęły, a on wymamrotał - Jestem cholernie podekscytowany,
że naprawiłaś wyłom, kochanie.
Cały
Benny, mówiący mi to szczerze.
-
Mam nadzieję, że tak pozostanie – odszepnęłam.
-
Skup się na nagrodzie, Frankie – szepnął.
Nagroda.
Posiadanie
Benny’ego.
Najlepsza
nagroda jaka była.
–
Jasne, Ben – odszepnęłam - Skupiam się na nagrodzie.
Przysunął
mnie bliżej, wplótł w moją ciężką nogę i uniósł rękę, aby bawić się końcówkami
moich włosów.
Ułożyłam
się wygodnie, wzięłam głęboki oddech, pozwoliłam, aby jego palce poruszające
się po moich włosach rozluźniły mnie i nie minęło dużo czasu, zanim zasnęłam.
*****
Włączył
się alarm w moim telefonie, a zaraz potem odezwał się Ben.
-
Kurwa – jęknął, przewracając się i zabierając mnie ze sobą. Poczułam, jak
sięgał i musiał chwycić mój telefon i dotknął go kciukiem, żeby wyłączyć alarm,
bo ucichł.
Mrugałam,
ale zobaczyłam światło mojego telefonu i wiedziałam, że Benny też na to
patrzył, kiedy mruknął - Chryste, już jest szósta?
Po
prawdopodobnie czterech godzinach snu moją pierwszą myślą powinno być to, jak
przetrwam ważny dzień spotkań i komunikacji z jednym z moich przedstawicieli,
który dzień wcześniej dał mi jasno do zrozumienia, że nie był aż tak napalony, by
pracować pode mną.
Ale
nie o tym myślałam.
Myślałam
o tym, jak dobrze było obudzić się z Bennym w samych bokserkach, kiedy byłam bez
majtek, po dwóch orgazmach i po podjęciu szalonej decyzji o powrocie do niego.
Wróciłam
mentalnie do pokoju, kiedy usłyszałam stuknięcie telefonu o szafkę nocną, potem
leżałam na plecach, a Ben głównie na mnie, bo przekręcił nas do tej pozycji.
-
Musisz wstać? – zapytał.
-
Przygotowywanie do wyjścia zajmuje mi półtorej godziny, a o ósmej mam spotkanie
przy śniadaniu z moim przedstawicielem – odpowiedziałam.
-
Więc to znaczy tak.
-
To prawda – potwierdziłam, brzmiąc na równie rozczarowaną, jak się czułam.
Poczułam się o wiele mniej zawiedziona, kiedy Ben przesunął się, by ukryć twarz
w mojej szyi i powiedział - Dobrze, przygotuj się. Zdrzemnę się.
Otoczyłam
go ramionami i zaproponowałam - Możesz drzemać, ile chcesz. Zajmę się
wymeldowaniem, zorganizuję pobudkę, abyś miał wystarczająco dużo czasu na
wstanie i udanie się w drogę, i w międzyczasie wywieszę znak „nie
przeszkadzać”, żeby ci nie przeszkadzali.
Odsunął
twarz od mojej szyi, aby spojrzeć mi w oczy w ciemności i powiedzieć - To jest
plan.
Uśmiechnęłam
się do niego, także w ciemności.
A
potem powiedziałam - Muszę to zrobić, Słonko.
Wyciągnęłam
się, żeby dotknąć jego ust swoimi ustami, ale na tym poprzestałam, bo wiedziałam,
że w ogóle nie wstanę, jeśli sięgnę po więcej. Ale kiedy zaczęłam się wyrywać z
jego ramion, one zacieśniły się wokół mnie.
Spojrzałam
z powrotem na jego twarz.
–
Muszę to powiedzieć – mruknął, a ja poczułam ucisk w żołądku, bo nie brzmiał,
jakby chciał powiedzieć cokolwiek miał do powiedzenia – Wyjaśniłem to wczoraj
wieczorem – kontynuował - Ale muszę to wyjaśnić, wyjaśnię to tylko raz, bo tego
wieczoru będę już wiedział i będzie zrobione.
Mój
żołądek nie rozluźnił się, gdy zapytałam - Co będzie zrobione?
Przyciągnął
mnie bliżej i odpowiedział - Raz mnie odpaliłaś, kochanie. Nie podobało mi się
to. W ogóle. Gdyby to zrobił ktoś inny niż, nie byłoby drugiej szansy. Ponieważ
to ty, daję ci drugą szansę. Jak nie pojawisz się dziś wieczorem, to się skończy.
I to już będzie koniec, cara. Nie będę odbierać telefonu. Nie
będę do ciebie dzwonić, kiedy będziesz w mieście w interesach. Jak przyjdziesz
na ślub Man’a, dla mnie nie będziesz istnieć. Tak zrobione. Jeśli nie pojawisz
się u mnie dziś wieczorem, podejmiesz decyzję na przyszłość, bo nie będzie odwrotu.
Oddychałam
głęboko, żeby powstrzymać panikę i, będąc skupiona na tym, nie odpowiedziałam.
Więc
Benny podpowiedział - Rozumiesz to, kochanie?
-
Rozumiem – wymusiłam.
-
Okej - mruknął, wsuwając rękę w moje włosy, łapiąc tył głowy i przyciągając
mnie do siebie.
Jego
pocałunek nie był dotykiem warg. Był mocniejszy, głębszy, z zamkniętymi ustami
i o wiele przyjemniejszy.
Ale
był Bennym i całą wspaniałością z tym związaną. Wiedział, że miałam obowiązki.
Więc
przerwał pocałunek, ale jeszcze raz dotknął moich ust, po czym szepnął - A
teraz zabieraj swój tyłek z tego łóżka. Muszę pospać, żeby nadrobić zaległości.
-
Okej, Ben.
Uścisnął
mnie. Oddałam mu to, po czym wyciągnęłam tyłek z łóżka.
Odkąd
zaczęłam pracę, dużo podróżowałam, biorąc pod uwagę, że moje terytorium
obejmowało połowę kontynentalnych Stanów Zjednoczonych, więc miałam system.
Kiedy docierałam do pokoju hotelowego, zawsze się rozpakowywałam. Rozgaszczałam
się, by być jak w domu. Upewniałam się, że wszystko jest tam, gdzie tego
potrzebowałam, kiedy mogłam tego potrzebować, bo pracowałam z przedstawicielami
i lekarzami, a harmonogramy mogły być popieprzone. Nie chciałam przekopywać się
przez walizkę w poszukiwaniu trzypoziomowej torby na biżuterię w celu
znalezienia odpowiednich kolczyków, kiedy powinnam wyjść na spotkanie.
Miało
to tę dodatkową zaletę, że pozwalało mi przygotować się stosunkowo cicho (nic
nie mogłam zrobić z suszarką do włosów), za zamkniętymi drzwiami w łazience,
wychodząc tylko w celu przejrzenia szafy w świetle świtu i wybrania jednego z
moich biznesowych zestawów stroju i butów.
Kiedy
to zrobiłam, zobaczyłam Bena leżącego na boku w łóżku, z jedną ręką wsuniętą
pod poduszkę, jednym ramieniem szeroko rozłożonym, z przykryciem sięgającym do
pasa, z rozczochranymi włosami i kosmykami opadającymi na czoło.
Nie
myślałam pod prysznicem. Nie przetwarzałam tego, co zrobiłam i co robiłam. Nie
zaczęłam tego herkulesowego zadania, polegającego na próbie zrozumienia mojej
paniki i tego, co zrobiłam Benowi pięć miesięcy temu.
Przygotowywałam
się.
Ale
patrząc na niego w łóżku, moje myśli kręciły się, kręciły, kręciły się tak
szybko, jakby to było wtedy, gdy podnosisz książkę, przyciskasz kciuk do
krawędzi stron i puszczasz, a cała książka przelatuje przez twoje pole widzenia
w ciągu kilku sekund. Ale przez to trzeba znaleźć jedną linijkę. Musiałaś.
Od
tego zależało twoje życie.
Dotarłam
do końca książki, podeszłam do szafy i wyciągnęłam sukienkę i buty. Zabrałam je
do łazienki, założyłam, ozdobiłam, ponownie spryskałam włosy lakierem i
spryskałam ciało perfumami.
Skończywszy,
najciszej jak umiałam, spakowałam rzeczy z łazienki do wyprowadzki. Wyszłam po
walizkę, zaniosłam ją do łazienki i wróciłam, by wziąć moje ubrania. Przyniosłam
je. Spakowałam się. I nie używając kółek, bo byłoby głośno, wyniosłam walizkę z
powrotem i ustawiłam przy drzwiach. Podeszłam do łóżka, ponownie przyglądając
się wszystkiemu, czym był leżący w nim Benny Bianchi i sięgnęłam po telefon.
Wróciłam do szafy po swoją marynarkę.
Złapałam
ją, wzruszyłam ramionami, wyciągnęłam włosy z kołnierza, a potem wzięłam lekki
trencz, który wieczorem rzuciłam na krzesło, torebkę, kartę i torbę na
komputer. Podeszłam do drzwi, umieściłam znak „nie przeszkadzać” na klamce na
zewnątrz i przeszłam korytarzem w stronę wind, aby udać się do recepcji, aby
się wymeldować.
Innymi
słowy, kiedy ta książka przewróciła się przede mną, znalazłam moją linijkę.
*****
Przeszłam
do imienia Bena w kontaktach w moim telefonie i nacisnęłam przycisk, aby się
połączyć.
Przyłożyłam
telefon do ucha i czekałam. Zadzwonił kilka razy i wiedziałam, że działo się
tak, ponieważ dżinsy Bena były w łazience. Włączyła się także poczta głosowa.
Był
za daleko, żeby usłyszeć.
Powinnam
była pomyśleć o odłożeniu jego telefonu na szafkę nocną.
Nie
pomyślałam o tym, więc rozłączyłam się, wyszukałam hotel w aplikacji Safari,
znalazłam go i nawiązałam połączenie.
-
Belweder, w czym mogę pomóc?
–
Czy może pani połączyć mnie z pokojem czterysta trzynaście?
-
Oczywiście. Chwileczkę.
Nic
nie słyszałam. Następnie usłyszałam kliknięcia. W końcu usłyszałam dzwonki.
-
..lo? – odezwał się senny głos Bena.
-
To twoja przyjacielska pobudka – stwierdziłam wesoło – Czas ruszyć dupę z łóżka
i opuścić ten pokój, bo inaczej będę musiała zapłacić za dodatkowy dzień.
-
Mała - Teraz jego głos był senny i rozbawiony.
Podobała
mi się ta senność i rozbawienie, więc sięgnęłam po więcej.
-
Oczywiście ja bym za to nie płaciła, moja firma by to zrobiła, ale mama nie
bawi się w ten sposób ze swoimi pracodawcami.
Rozbawiłam
go i zadudnił głęboko rozbawiony, kiedy zapytał:
–
Mama nie bawi się w ten sposób?
-
Tak – odpowiedziałam.
-
Kotku, jesteś wieloma rzeczami, ale gwara ulicy nie jest jedną z nich.
-
Całkowicie mogę mówić gwarą.
-
Mogłabyś, gdyby twój tata nie był Włochem, ale Afroamerykaninem. Jeśli tak nie
jest, nie możesz.
-
Będziemy się kłócić o to, czy radzę sobie w mówieniu gwarą, czy nie? -
Zapytałam.
–
Nie, bo muszę zabrać tyłek z tego łóżka, zanim twoja firma będzie musiała
zapłacić za dodatkowy dzień, w czasie którego nie będziesz korzystać z tego
pokoju, więc nie mamy czasu, bo to zajmie rok.
-
W takim razie, kończąc tę konkretną dyskusję, umiem mówić gwarą ulicy.
–
Nieważne – mruknął, ale nadal pobrzmiewało w nim rozbawienie.
-
Okej, muszę iść na spotkanie.
-
Cara.
Słysząc
jego nagłą zmianę tonu, zatrzymałam się jak wryta na środku korytarza biurowca
medycznego.
-
Co? - Wyszeptałam.
-
Walizka jest spakowana, stoi przy drzwiach.
Serce
mi zabiło, ale z ust wydobył mi się wyraz charakterku – Cóż, nie ufam, że się
mnie spakujesz. Całkowicie byś to spieprzył.
–
Nie ma mowy, żeby schrzanić pakowanie, Frankie. Wrzucasz gówno i zamykasz
sprawę. Jak zapina się na zamek błyskawiczny, udało ci się.
-
Ben, na samą myśl o wrzuceniu moich rzeczy do walizki bez składania i
planowania rozmieszczenia, robi mi się niedobrze.
–
W takim razie dobrze, że się spakowałaś.
-
Wiem.
–
Nie, Francesca - Jego głos był głęboki i nie był łatwy, ale niski i pełen
znaczenia – To dobrze, że się spakowałaś.
Mój
głos nie był łatwy, ale cichy i pełen znaczenia, kiedy odpowiedziałam -Wiem.
Milczał
przez chwilę, może pozwalając, żeby to do niego dotarło, po czym zapytał -
Wiesz, kiedy będziesz u mnie?
-
Zważywszy na to, jak zaplanowany jest mój dzień, może powinnam przyjść do
restauracji, odebrać klucze, pojechać do ciebie i spotkać się z tobą, kiedy
będziesz wolny.
Myślałam
o tym w ciągu ostatnich kilku godzin, odkąd opuściłam Benny’ego.
Nie
były to dobre myśli, przede wszystkim dlatego, że wszyscy prawdopodobnie
wiedzieli, że go rzuciłam i choć wydawało się, że jego rodzina bawi się w
Szwajcarię, inni mogli nie być tacy. A jeśli chodziło o pizzerię, ci inni mogli
tam być.
To
nie były dobre myśli również dlatego, że Benny pracował do późna, a ja chciałam
się z nim spotkać, ale potrzebowałam też snu.
Może
zdrzemnę się, kiedy on będzie w restauracji.
-
Uch… Słonko, wróciłaś do mnie. Dziś wieczorem nie pracuję – powiedział Benny,
wtrącając się w moje myśli.
–
Dzwonisz po Vinniego Seniora? - Zapytałam, nie będąc pewna, co o tym myśleć,
ponieważ oznaczałoby to, że Bianchi nie będą mieli większego opóźnienia w
dowiedzeniu się, że wróciłam.
-
Nie. Manny może zająć się kuchnią przez dzień lub dwa. Czasami tak robi, kiedy
mam wolne i nie psuje mi kuchni, kiedy to robi. Jednak na dłuższą metę Man nie
ma tego w sobie. To musiałby być tata.
Wydało
mi się to interesujące.
Nie
miałam czasu dowiedzieć się tego, co było interesujące.
Zdążyłam
tylko powiedzieć - W porządku.
-
Zadzwonię do Mana, udam się do restauracji i upewnię się, że wszystko jest dla
niego ustawione. A więc jeszcze raz, kiedy cię zobaczę?
-
Około szóstej.
-
Racja. W takim razie do zobaczenia około szóstej.
Nagle
poczułam się niesamowicie szczęśliwa i nie mogłam tego powstrzymać
-
Tak – dałam mu.
-
Tak - Oddał mi to.
Wzięłam
uspokajający oddech.
–
Później, Benny.
–
Później, Frankie.
Rozłączyłam
się i spojrzałam w głąb korytarza, gdzie stał Trey, mój przedstawiciel, z głową
pochyloną nad telefonem, kciukiem poruszającym się po nim i wyrazem twarzy
wyrażającym zirytowanie.
I
pomyślałam: Pieprzyć go. Byłam dobra w swojej pracy, nawet jeśli krzywa uczenia
się oznaczała, że przez cztery miesiące przestoje spędzałam z nosem w ulotkach
informacyjnych dla pacjentów, broszurach firmowych, wcześniejszych raportach
sprzedaży i ocenach zespołu.
Będzie
musiał to wchłonąć.
Byłam
tam, żeby zostać.
Albo
przynajmniej na następną minutę.
Zobaczymy,
co będzie w następnej.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń