środa, 23 sierpnia 2023

2 - Szekspir (cz.1)

 

 

Rozdział 2

Szekspir (cz.1)

 

 

Obudziłam się, czując pod policzkiem i dłonią klatkę piersiową pokrytą koszulką, ramię zgięte w dół moich pleców, dłoń spoczywającą na biodrze i usłyszałam mecz bejsbolowy w telewizji.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że miałam rację, biała koszulka rozciągnięta na szerokiej klatce piersiowej, tej samej, na której spoczywała moja ręka.

Momentalnie przewróciłam się na plecy. Ramię wokół mnie pozwoliło mi na to, ale koszulka poszła ze mną, a potem Benny oparł się na łokciu w łóżku, kiedy jego przedramię było pode mną, a górna część ciała unosiła się nade mną. Teraz mogłam zobaczyć koszulkę rozpiętą na szerokiej klatce piersiowej i ramionach, przystojną twarz z zaczątkami seksownego cienia o godzinie piątej rano, potargane ciemne włosy i łagodne ciemnobrązowe oczy.

- Dobrze spałaś? – zapytał cicho.

- Dlaczego jesteś ze mną w łóżku? – zapytałam, nie po cichu.

Jedna strona jego warg uniosła się lekko i powtórzył - Dobrze spałaś?

Postanowiłam zrezygnować z ciągłego powtarzania i warknęłam - Tak - po czym sama się powtórzyłam - Dlaczego jesteś ze mną w łóżku?

- Oglądam mecz – odpowiedział.

- Nie masz telewizora w salonie?

– Tak, ale wróciłem do domu, przyszedłem tutaj, żeby sprawdzić, co u ciebie i usłyszałem coś, co mnie przeraziło. Pomyślałem, że zabrałaś piłę łańcuchową do mojego łóżka. Wszedłem tutaj i zobaczyłem, że to ty chrapiesz.

Zamknęłam oczy.

Otworzyłam je, gdy Ben mówił dalej.

- Spojrzałem na telewizor, usłyszałem telewizor i wiedziałem, że jest popieprzony. Kotku, namieszałaś mi z kontrastem?

Walczyłam z uśmieszkiem, piorunując go wzrokiem.

Zignorował moje spojrzenie i kontynuował - Telewizor mężczyzny musi być taki, jak on sobie tego życzy. Postanowiłem więc bezzwłocznie uporządkować to gówno. Zajęło mi to trochę czasu, więc pomyślałem, że powinienem czuć się komfortowo, robiąc to, a bycie wygodnym oznacza poruszanie tobą, żebyś przestała wydawać ten okropny dźwięk.

Nie powiedziałam ani słowa, ale pomyślałam, że moja sztuczka telewizyjna była epicką porażką.

Benny powiedział słowo, więcej niż jedno - Jezu, Frankie, nawet pieprzyłeś się z tunerem.

- Nikt nie ma dźwięku przestrzennego w sypialni, Ben - poinformowałam go.

– Ja mam – poinformował mnie.

- Dlaczego? - Zapytałam.

Pochylił się lekko do mnie, a ja napięłam się, bo bliskość Benny'ego była zła. To, że Benny bardzo blisko, było bardzo złe.

– Powiedz mi, cara – zaczął - Dlaczego kobieta pyta „dlaczego” o gówno, które robi mężczyzna? Nie pytam tylko po to, żeby zapytać. Szczerze chcę znać odpowiedź na to pytanie. Robi to, co robi. Jeśli to nikogo nie boli, dlaczego musi być „dlaczego?”

To było więcej niż trochę irytujące, że miał rację.

- Chcemy was zrozumieć - wyjaśniłam.

- Nie rozumiem połowy tego gówna, które robi którakolwiek znana mi kobieta. Ani trochę. I nie obchodzi mnie, że tego nie rozumiem. Robi to, co robi. Jak nie robi tego, szkodząc mi, kogo to kurwa obchodzi?

– Więc mówisz, że masz w dupie sposób myślenia kobiet? - spytałam.

– Mówię, że nie muszę wiedzieć, jak myślisz – odparł.

– To dlatego masz trzydzieści pięć lat i jesteś singlem? - pociągnęłam to sarkastycznie.

– Nie – odpowiedział natychmiast - Mam trzydzieści pięć lat i jestem singlem, bo nie zamierzam zadowalać się kimś, kto nie wydaje mi się właściwy, nie wprawia mnie w dobre samopoczucie, nie daje mi radości, nie wspiera mnie, nie wie jak gotować, nie zajmuje się domem, nie słucha, nie śmieje się, nie rozśmiesza mnie, nie robi świetnego loda albo pyta, dlaczego robię gówno.

– Nie jestem pewna, czy taka kobieta istnieje – powiedziałam i coś zmieniło się w jego oczach, co prawdopodobnie mogłabym wyczytać, gdybym spróbowała. Ale nie próbowałam.

– Znajdę ją – odpowiedział.

– Myślę, że nie zdołasz – powiedziałam, nie będąc już suką. Naprawdę nie sądziłam, że to zrobi. Szczególnie ta część o robieniu świetnie loda. Z mojego doświadczenia, zarówno osobistego, jak i anegdotycznego, wynikało, że większość kobiet uważa to za obowiązek. Trzeba było to robić od czasu do czasu, ale wykonywały to jak zło konieczne.

Przysunął się jeszcze bliżej – W takim razie ją wyszkolę.

Poczułam, że moje oczy zamieniły się w szparki - Nie jesteśmy psami, Ben.

- Powiesz mi, że, jeśli kobieta wchodzi w związek, nie zrobi wszystkiego, co będzie mogła, żeby wyszkolić swojego mężczyznę? - oddał strzał.

Robiła to. Absolutnie. Zaczęła układać plany swoich lekcji następnego dnia po pierwszej dobrej randce.

Po tej myśli zdecydowałam, że konieczna była zmiana tematu, więc wróciłam do priorytetu pierwszego.

- Więc naprawiłeś swój telewizor. Dlaczego wciąż byłeś ze mną w łóżku?

- Dobrze się przy tobie czułem. Lubię cię blisko. A kiedy nie tniesz kłód, wydajesz urocze dźwięki, takie jak małe kwilenie, które lubię słyszeć prawie tak samo, jak cię blisko.

Nagle zostaliśmy katapultowani na niebezpieczne terytorium, a to niebezpieczne terytorium polegało na tym, że to, co powiedział, sprawiło, że zrobiło mi się ciepło w środku.

– Benny – szepnęłam, ale nic więcej nie powiedziałam.

Benny tego nie potrzebował. Miał dużo do powiedzenia.

- Pieprzyłem się z tym siedem lat. Wiedziałem. Domyślam się, że ty to wiedziałaś. Powiedziałem ci, zanim odszedłem, że nie będę więcej się pieprzyć. Gram prosto. Prosiłaś, dałem ci to wprost.

Postanowiłam nie zadawać Benny’emu Bianchi kolejnego pytania nigdy w życiu, co oznaczało, że zamilkłam.

Benny utrzymywał moje milczenie przez dłuższą chwilę, zanim zapytał – Jesteś głodna?

Byłam, więc powiedziałam - Tak.

Jego oczy znów się zmieniły, zrobiły się ciepłe z troski i kontynuował cicho - Boli cię?

Absolutnie bolało.

Nie odpowiedziałam ustnie. Kiwnęłam głową.

Skóra wokół jego ust zacisnęła się na chwilę, zanim wymamrotał - Racja.

Potem się poruszył. Ostrożnie wysuwając rękę spode mnie, stoczył się z łóżka i natychmiast włożył rękę do tylnej kieszeni.

Wyciągnął telefon, po czym chwycił pilota z szafki nocnej i wepchnął go do kieszeni, odbierając możliwości dalszej telewizyjnej zemsty.

Ponieważ to zrobił, najwyraźniej nie wiedział, że pierwszą próbę uważam za spektakularnie nieudaną. Nie byłam aż tak bystra, ale wystarczająco sprytna, by nie powtórzyć nieskutecznego manewru.

Zaczął iść w stronę drzwi, przesuwając kciukiem po ekranie swojego telefonu.

Był już za drzwiami, kiedy usłyszałam, jak mówił - Man? Ta pizza, którą zrobiłem? Włóż do pieca i poproś kogoś, żeby przyniósł, kiedy będzie gotowa. paluszki chlebowe. Sałatka. Tak?

Nic więcej nie usłyszałam, ale pomyślałam, że albo Manny zgodził się na to, co zamówił jego starszy brat, albo Benny schodził po schodach.

Przeniosłam rękę, by spoczęła tuż nad bandażami na brzuchu i wpatrywałam się w sufit.

Chciałam myśleć o tym, że wkrótce doświadczę pizzy stworzonej przez Benny’ego Bianchi. Ta myśl była zbyt podniecająca, więc nie mogłam o niej myśleć i otworzyłam umysł, aby znaleźć coś innego do myślenia.

Ponieważ leżałam w łóżku Benny’ego, pomyślałem o fakcie, że dorastając, Bianchi chodzili do tego samego kościoła co moja rodzina. Oglądałam ich już jako mała dziewczynka. Całą szóstkę.

Oglądałam ich, bo podobało mi się też, co widziałam.

Mama, będąc szaloną, hałaśliwą, sprawiającą kłopoty, kochającą zabawę, szukającą przygód dziwką (ostatnia część nie była miła, ale to była prawda i powiedziałaby to samo z dumą szaloną, hałaśliwą, kochającą zabawę), o dziwo nie przegapiała nigdy wyjścia do kościoła w niedzielę.

- Trzeba zmyć grzech, moja najdroższa dziewczyno, żebyś mogła znowu grzeszyć – często mi to powtarzała z błyskotliwym uśmiechem.

Oglądając Bianchi i mając na to lata, prawdę mówiąc, miałam oko na Bena na długo przed tym, zanim nawet pomyślałam o Vinnie’m. Vinnie był o pięć lat starszy ode mnie, więc w tamtych czasach był poza moją ligą.

Ben nie był poza moją ligą. Był ode mnie o rok starszy. Chodziłam z nim do szkoły i każda dziewczyna w szkole miała na oku Benito Bianchi.

Dawno temu mama też miała na oku Benny’ego. Dla mnie. Wkładała podkoszulek bez rękawów i parę krótkich szortów, nawijała sobie włosy na gorące wałki, tapirowała je do granic możliwości, spryskiwała je lakierem tak, że prawie się nie poruszały (innymi słowy, jej normalna rutyna), a potem ciągnęła mój tyłek na jego mecze w baseball.

Mimo że na Benny’ego miło było popatrzeć, a wtedy (i teraz) miał to coś – to coś, co fajni chłopcy mieli, co ich wyróżniało i sprawiało, że pragnęłaś ich tak bardzo, że to było jak ból – unikałam mamy licznych i różnych planów, aby wrzucić mnie na jego drogę.

To dlatego, że grał szeroko, nawet będąc w szkole średniej i nie mówiłam o baseballu. Kradzież kolejnych baz na wszelkie możliwe sposoby była zdecydowanie specjalnością Benny’ego. W pierwszej klasie przejrzał wszystkie dostępne, łatwe dziewczyny w naszej szkole i zaczął koncentrować się na szerszym rzucaniu przynętami.

Już w szkole średniej wiedziałam, że nie chcę się wiązać z takim chłopakiem, bez względu na to, jak uroczy był. Nieważne, że miał to coś. Bez względu na to, że potajemnie go obserwowałam i tak bardzo pragnęłam, żeby miał to coś w stylu jednej dziewczyny (zamiast w stylu każdej dziewczyny, która by się poddała) i pragnęłabym, żeby bądź mój.

I nawet w szkole średniej wiedziałam, dlaczego niezrównana przynęta Benny’ego Bianchi była dla mnie do pokonania.

Mój ojciec, pół-Włoch, pół-Irlandczyk, miał dziecko – mojego brata, Dino – od jakiejś laski, którą zapłodnił, zanim zapłodnił ze mną moją matkę.

Enzo Concetti, mój tata, był gorący (nadal). Był szorstki. Był szalony. Szukał przygód. I dostał kopa od mojej mamy. Więc po tym, jak ją zapłodnił, wziął jej kulę do swojej nogi i bawili się niezmiernie przez następne pięć lat. Wiedziałam o tym, bo mama wycisnęła w tamtym czasie obie moje siostry, Catarinę i Natalię, oraz mojego młodszego braciszka, Enzo Juniora.

Niestety, w miarę upływu czasu, gdy małżeństwo i rodzina mieszały się, ani tata, ani mama nie przestali szaleć ani myśleć, że w życiu chodzi o to, by dobrze się bawić tak często, jak to tylko możliwe, a jeśli życie ci tego nie dało, sam to robiłeś. Hamulec w postaci rodziny i współmałżonka był właśnie tym: hamulcem.

Tak więc sprawy potoczyły się tak, jak miały się potoczyć, kiedy moi rodzice stanęli w obliczu czegoś w rodzaju odpowiedzialności, od której nie można było uciec (choć próbowali), czyli dzieci. Zrobiło się brzydko, a moi rodzice wcale nie lubili brzydkiego. Nie lubili też naprawiać zepsute rzeczy, nawet jeśli były one ważne. A będąc jacy byli, nie pozwolili, by długo było brzydko, zanim się wycofali.

Tata nigdy ponownie się nie ożenił. Spędził następne dziesięciolecia, robiąc to, co lubił najbardziej: świetnie się bawiąc. Tata miał obecnie pięćdziesiąt sześć lat i mieszkał ze swoją najnowszą cizią, która była cztery lata starsza ode mnie.

Mama jeszcze trzy razy wyszła ponownie za mąż. Wszystkie małżeństwa były z dobrymi facetami, których lubiłam. Wszyscy ponieśli porażkę, bo ci faceci byli dobrymi facetami, którzy w końcu chcieli się ustatkować, albo którzy byli ustatkowani i myśleli, że mogą zabawić się z mamą przez chwilę, a potem ją ustatkować. Kiedy im się nie udało, rezygnowali. Lub, bardziej prawdziwie, ona rezygnowała lub wymuszała to, więc nie mieli innego wyboru, jak zrobić to samo. Obecnie mieszkała na Florydzie i miała kamień na palcu, układając plany związane z numerem pięć.

To oczywiście nie sprzyjało stabilnemu domowi w dzieciństwie. Mama i tata dogadywali się, pieprzyli się, kiedy byli razem, i nie było niczym niezwykłym w czasach, gdy oboje byli nieprzywiązani (lub nawet wtedy, gdy byli), kiedy budziliśmy się przy mamie w domu taty lub tacie u mamy, bo często umawiali się na wycieczkę po zakamarkach pamięci.

Podczas tego wszystkiego nie mieli formalnej umowy o opiekę.

Cóż, właściwie to mieli. Po prostu jej nie przestrzegali. Płynęli z falą. Dlatego przerzucano nas od jednego do drugiego, do ciotek, wujków, dziadków, chłopaków, dziewczyn, gdziekolwiek byli lub kiedykolwiek potrzebowali nas opuścić, wszystko to na chybił trafił. Kiedy dorastaliśmy, po prostu chodziliśmy, gdzie chcieliśmy. Tak naprawdę ich to nie obchodziło, o ile w końcu wróciliśmy do domu żywi i oddychający.

Przez to rozwinęła się we mnie głęboka zazdrość, o której nigdy nikomu nie powiedziałam, o życie mojego brata, Dino. Jego mama wzięła się w garść, wyszła za normalnego faceta, dała Dino brata i siostrę, dużo miłości, solidną rodzinę i dobry dom.

Więc kiedy poszłam do liceum, wiedziałam, że to jest to, czego chcę. Nie chciałam, żeby facet dobrze się bawił z misją uprawiania seksu i upijania się tak często, jak to tylko możliwe, uczestnicząc w bójkach na pięści na parkingu i bójkach w barze, które pojawiały się po drodze.

Chciałam solidnej rodziny. Chciałam być częścią budującą dobry dom. Potem chciałam poświęcić energię na to, by pozostało to dobre.

Jak to doprowadziło mnie do Vinniego, nie miałam pojęcia, poza faktem, że oko mamy w końcu zwróciło się na niego dla mnie.

A Vinnie był Bianchi.

Vinnie był przystojny. Vinnie był głośny. Vinnie był duszą każdej imprezy. Vinnie nigdy nie spotkał nikogo, kogo by nie lubił. Tak było, chyba że ktoś go zirytował. Wtedy nie miał problemu z poinformowaniem, że to zrobił i podjęciem działań, jeśli uważał, że ten rodzaj uwagi był zasłużony.

Vinnie miał jeden plan na życie: żyć na potęgę. Po prostu nie wiedział, jak to uzyskać.

Dostrzegł więc dobrą rzecz - kwitnący sukces restauracji ojca - i próbował przekonać Vinniego Seniora do franchisingu pizzerii, mówiąc ojcu, że uczyni ich to milionerami.

To nie poszło zbyt dobrze. Vinnie Senior był temu zdecydowanie przeciwny, uważając, że Pizzeria Vinnie’go stawia na jakość i tradycję, które bez wątpienia zostałyby utracone przy próbie ogólnokrajowej franchisingu.

Vinnie Senior posunął się tak daleko, że był rozczarowany (otwarcie), że jego syn tego nie rozumiał i w ogóle zasugerował franczyzę.

Aby pokazać ojcu, Vinnie Junior umył ręce od pizzerii i otworzył własny biznes kanapkowy. Nie miał pojęcia, co robi, chociaż powiedziałam mu, że powinien się nauczyć, zanim zmarnuje swój czas i ograniczone pieniądze na takie rzeczy. Ostatecznie, nie było nic dziwnego, że mu się nie udało.

Miał potem tuzin innych planów, wszystkie na wpół upieczone, albo umarło paskudną śmiercią, albo nigdy nie opuściło bramki startowej.

Wtedy wkroczył Sal i jego biznes, coś, co Vinnie przyjął z przerażającą łatwością, coś, co powinnam była przeczytać jako to, co się stało, kiedy to się stało.

Przez to wszystko Bianchi patrzyli na mnie jako na kobietę stojącą za mężczyzną, który popycha Vinniego do zrobienia głupiego gówna, aby przekazać jej świat. Nie osądzili wprost. Nie powiedzieli gówno. Ale z biegiem czasu poczułam winę, na którą nie zasługiwałam.

Nie powiedziałam ani słowa.

Nie powiedziałam ani słowa, bo uwielbiałam ich pizzerię. Kochałam to, co ona przedstawiała. Trwałość ich rodziny. Ich historia. Ich lojalność. Ich droczenie się. Ich wzajemne ciepło. Ich pikantność, gdy jedno z nich się wkurzyło, ale było w porządku, ponieważ opierało się na miłości i lojalności i dobrze było być w pobliżu, a nie chwiejnie i dysfunkcyjnie.

Więc trzymałam się, kiedy wiedziałam, że powinnam była odpuścić. Trzymałam się myśli, że Vinnie w końcu wyjmie łeb z tyłka i da mi to, czego chciałam. Trzymałam się, ponieważ uwielbiałam być częścią Bianchi, coś, czego zawsze chciałam.

I wytrzymałam, bo kochałam Vinniego. Był głośny i kochał życie, a ja to rozumiałam. Przeżyłam to z moimi rodzicami. Czułam się tam dobrze, choć wiedziałam, że jest niebezpiecznie.

Trzymałam się.

Wtedy nie było się do czego przyczepić.

Byłam zbyt młoda, by zdać sobie sprawę, że znalazłam ojca.

Nie miałam też wtedy pojęcia, że wybrałam złego brata. Nie miałam pojęcia, że będę zmuszona patrzeć z bliska, a potem z daleka, jak Benny zaczyna się uspokajać.

Najpierw rzucił pracę na budowie i poszedł do pracy w pizzerii. Oznaczało to, że przestał hulać w nocy, bo pracował w nocy.

Potem kupił ten dom.

Dom szeregowy w środku rzędu, zabudowany w górę od chodnika. Przednia weranda. Tylna weranda z wyjściem. Nieistniejący ogródek przed domem. Podwórko wystarczająco duże, by się w nim bawić, i dobudowany garaż na dwa samochody oraz kolejne miejsce na rodzinny parking. We wszystkich pozostałych domach były cztery sypialnie, ale Benny miał trzy, jedna przerobiona na główną łazienkę. Salon/jadalnia od frontu. Kuchnia, pokój, pomieszczenie gospodarcze z tyłu. Mała toaleta na dole. Łazienka rodzinna na piętrze.

Okolica była zasiedlona - istniało to tam od ponad wieku, a okolicznymi mieszkańcami były głównie rodziny włosko-amerykańskie, których krewni mieszkali w tej dzielnicy od pokoleń i nie zamierzali jej opuścić.

Kiedy już kupił dom, pozbył się swojego samochodu typu muscle car i kupił SUV-a.

I w końcu przejął pizzerię od swojego staruszka.

Nadal pieprzył wszystko, co się ruszało, ale zwracałam uwagę na to, co gadali. Znałam niektóre z kobiet, które zabierał do łóżka. Wiedziałam dokładnie, kiedy zaczęło się szukanie tej właściwej.

Jasne, miał swoje momenty, które dotyczyły tylko seksu.

Ale Benny zaczął podążać ścieżką, o której wiedziałam, że doprowadzi go do znalezienia kogoś, kto pomoże mu zbudować solidną rodzinę i stworzyć dobry dom.

Vinnie nigdy tego nie robił. Vinniego nie interesowała ta ścieżka. Interesowała go tylko jego ścieżka, jakkolwiek mętna, i pociągnął mnie za sobą.

Problem polegał na tym, że mu na to pozwoliłam.

Kiedy to pomyślałam, wyczułam ruch i opuściłam wzrok, by zobaczyć wchodzącego Bena. W jednej ręce trzymał półlitrową szklankę wypełnioną lodem i purpurowym płynem, a w drugiej małą buteleczkę apteczną z pigułkami.

Podniosłam się do pozycji siedzącej, kiedy Benny dotarł na moją stronę łóżka. Położył rzeczy na szafce nocnej i nachylił się do mnie, żeby ułożyć poduszki za moimi plecami. Kiedy skończył, podciągnęłam się na łóżku i położyłam się na poduszkach, a Ben podszedł do butelki.

Miałam już szklankę, kiedy podał mi pigułkę.

Wzięłam lekarstwo i zdecydowałam się nie kłócić, kiedy Ben usiadł na łóżku biodrem do mojego tyłka.

- Pizza zaraz będzie – stwierdził.

– Okej – odparłam, stawiając szklankę na szafce nocnej.

- Czytałem notatki twojego lekarza - powiedział mi, a ja spojrzałam w jego stronę.

To nie była jego sprawa i dobrze o tym wiedział.

Postanowiłam nie dzielić się tym, co mnie irytowało i jak bardzo, więc milczałam.

- Chce, żebyś umówiła się na wizytę kontrolną w przyszłym tygodniu. Powiem mamie, by się tym zajęła.

Nie chciałam, żeby Theresa „zajmowała się tym”. Byłam w stanie wykonać telefon, żeby umówić się na spotkanie z moim cholernym lekarzem.

Postanowiłam, że nie będę mu udzielać tych informacji.

- Chce, żebyś się ruszała. Na początku niewiele, ale chce, żebyś była aktywna.

– Okej – powtórzyłam.

– I mówi, że przez kilka dni nie możesz wziąć prysznica bez kogoś w pobliżu.

Znowu znaleźliśmy się na niebezpiecznym terenie. Niebezpiecznym dla Benny’ego, bo nie zamierzał tam iść. Mógł mnie porwać (bo to zrobił). Mógł mnie położyć do swojego łóżka (bo to zrobił).

Ale nie zbliży się do mnie pod prysznicem.

– Jeśli myślisz… – zaczęłam.

- Nie myślę - przerwał mi – Ale chcę, żeby mama była w pobliżu, kiedy to będziesz robiła. Mam znajomego, którego kobieta miała operację. Nie mieszkali wtedy razem, a ona jest niezależna, myśli, że może wszystko, postanowiła sama wziąć prysznic. Ale kiedy zdjęła bandaż i zobaczyła to gówno, spanikowała i zemdlała. Uderzyła głową w wannę. Doprowadziła do wstrząśnienia mózgu i kolejnego pobytu w szpitalu. Więc pozwolisz mamie ci pomóc i pozwolisz jej opatrzyć twoją ranę. Jak nie chcesz tego, a masz dziewczynę, pozwolę ci do niej zadzwonić. Jeśli nie pozwolisz mamie tego zrobić ani zadzwonić, nie będę się z tobą pieprzyć, Francesca, weźmiesz prysznic ze mną w tym pokoju, drzwi będą otwarte, a ja opatrzę twoją ranę.

Już miałam zaserwować mu charakterek, kiedy dotarło do mnie, że to był doskonały pomysł.

Gdybym zadzwoniła do jednej z przyjaciółek, mogłabym ją zwerbować do pomocy w ucieczce.

– Zadzwonię do przyjaciółki – powiedziałam mu, ale zmusiłam się, by brzmiało to na zirytowaną, żeby nie zaczął się orientować w mojej grze.

– Dobrze – mruknął.

- Kupiłeś moją tapiokę? - Zapytałam.

Jego oczy rozbłysły humorem, a kiedy to się stało, przypomniałam sobie, jak bardzo mi się to podobało w sposób, który sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, czy gdybym miała inny rodzaj życia – innymi słowy, podejmowałabym mądrzejsze decyzje w życiu - czy kiedykolwiek mogła się do tego przyzwyczaić. Do patrzenia, jak oczy Benny’ego Bianchi rozświetlają się humorem. Do czucia, jak oświetla mnie światło, rozgrzewając mnie na całym ciele, nawet w środku. Czy to kiedykolwiek stałoby się powszechne.

Ale ja nigdy nie będę miała takiego życia.

Mimo to wiedziałam, że gdybym je miała, gdybym miała z Benem rok albo pięćdziesiąt, wybrałabym to światło. Zapracowałbym na to. Robiłabym to codziennie przez pięćdziesiąt lat.

I nigdy nie przywykłabym do ciepła, jakie mi to dawało.

- Tak - odpowiedział.

- Śmieciowa nowela? - Pchnęłam.

Więcej humoru w jego oczach i - Kurwa, nie.

- Benny, telewizja i czasopisma nie zaprowadzą mnie daleko.

– Ponieważ masz dziś wieczorem moje towarzystwo, mamę i mnie jutro, nie wspominając o tym, że jedna z twoich dziewczyn przyjdzie pomóc ci wziąć prysznic, wszystko będzie dobrze. Pojutrze wyślę mamę, żeby kupiła ci trochę sprośności. To znaczy, że zrobi to po pójściu do kościoła i zapaleniu świecy w intencji twojej duszy, ale zrobi to.

Zrobiła by to. Był wyłom do naprawienia. Zmarszczyłaby brwi na widok mojej sprośności, ale kupiłaby to dla mnie.

– Miałam trochę nadzieję, że dziś wieczorem przyniesiesz mi pizzę, zostawisz mnie w spokoju i pójdziesz obejrzeć mecz na dole – zauważyłam.

– Miałbyś nadzieję, że się mylisz, skoro twój tyłek schodzi po schodach, żeby zjeść ze mną kolację przy kuchennym stole, żebyś mógł trochę poćwiczyć. Potem oglądamy to, co oglądamy tutaj razem, w moje łóżko, bo cię znam. Wiem, że jesteś cholernie szalony. Wiem, że kula w brzuch nie powstrzyma cię przed wyczołganiem się przez okno. Więc mój tyłek nie leży na kanapie na dole, dopóki nie zaśniesz.

Zamierzał spać na kanapie.

To sprawiło, że poczułam ulgę.

To też sprawiło, że poczułam tchnienie mroku.

Byłam sama przez długi czas. Żyłam samotnie. Spałam samotnie. Zachowywałam siebie dla siebie.

Wiedziałam, że Ben był niebezpieczny i wiedziałam, że dłuższe przebywanie z nim znacznie zwiększy to zagrożenie.

Nie zmieniało to faktu, że nie było miło go oglądać, nie było trudno patrzeć, jak się poruszał, kłócenie się z nim sprawiało mi przyjemność, a budzenie się z policzkiem przy jego klatce piersiowej nie było do niczego, gdy jego ramię owinęło się wokół mnie, gdy czułam jego dotyk i zapach wszędzie.

Oczywiście nie tylko się tym nie podzieliłam, ale nie pozwoliłam, by te myśli się ujawniły.

Zamiast tego wymamrotałam - Nieważne. Dopóki nie uwolnisz mnie z niewoli, pojadę na autopilocie, aby uniknąć kłopotów.

- Nigdy nie jechałaś na autopilocie, aby uniknąć kłopotów – odpowiedział - Robiłaś wszystkie kroki na autopilocie, aby odwrócić uwagę, żebyś mogła zrealizować dowolny plan, który wymyślasz.

Skupiłam się na nim. Zrobiłam to z rozmysłem i z pewną irytacją, której nie próbowałam się ukrywać, bo irytowało mnie to, że wiedział, że coś knuję.

###

CDN.


2 komentarze: