Rozdział
2
Szekspir (cz.1)
Obudziłam
się, czując pod policzkiem i dłonią klatkę piersiową pokrytą koszulką, ramię zgięte
w dół moich pleców, dłoń spoczywającą na biodrze i usłyszałam mecz bejsbolowy w
telewizji.
Otworzyłam
oczy i zobaczyłam, że miałam rację, biała koszulka rozciągnięta na szerokiej
klatce piersiowej, tej samej, na której spoczywała moja ręka.
Momentalnie
przewróciłam się na plecy. Ramię wokół mnie pozwoliło mi na to, ale koszulka
poszła ze mną, a potem Benny oparł się na łokciu w łóżku, kiedy jego przedramię
było pode mną, a górna część ciała unosiła się nade mną. Teraz mogłam zobaczyć
koszulkę rozpiętą na szerokiej klatce piersiowej i ramionach, przystojną twarz z zaczątkami seksownego cienia o
godzinie piątej rano, potargane ciemne włosy i łagodne ciemnobrązowe oczy.
-
Dobrze spałaś? – zapytał cicho.
-
Dlaczego jesteś ze mną w łóżku? – zapytałam, nie po cichu.
Jedna
strona jego warg uniosła się lekko i powtórzył - Dobrze spałaś?
Postanowiłam
zrezygnować z ciągłego powtarzania i warknęłam - Tak - po czym sama się
powtórzyłam - Dlaczego jesteś ze mną w łóżku?
-
Oglądam mecz – odpowiedział.
-
Nie masz telewizora w salonie?
–
Tak, ale wróciłem do domu, przyszedłem tutaj, żeby sprawdzić, co u ciebie i
usłyszałem coś, co mnie przeraziło. Pomyślałem, że zabrałaś piłę łańcuchową do
mojego łóżka. Wszedłem tutaj i zobaczyłem, że to ty chrapiesz.
Zamknęłam
oczy.
Otworzyłam
je, gdy Ben mówił dalej.
-
Spojrzałem na telewizor, usłyszałem
telewizor i wiedziałem, że jest popieprzony. Kotku, namieszałaś mi z
kontrastem?
Walczyłam
z uśmieszkiem, piorunując go wzrokiem.
Zignorował
moje spojrzenie i kontynuował - Telewizor mężczyzny musi być taki, jak on sobie
tego życzy. Postanowiłem więc bezzwłocznie uporządkować to gówno. Zajęło mi to
trochę czasu, więc pomyślałem, że powinienem czuć się komfortowo, robiąc to, a
bycie wygodnym oznacza poruszanie tobą, żebyś przestała wydawać ten okropny
dźwięk.
Nie
powiedziałam ani słowa, ale pomyślałam, że moja sztuczka telewizyjna była
epicką porażką.
Benny
powiedział słowo, więcej niż jedno - Jezu, Frankie, nawet pieprzyłeś się z tunerem.
-
Nikt nie ma dźwięku przestrzennego w sypialni, Ben - poinformowałam go.
–
Ja mam – poinformował mnie.
-
Dlaczego? - Zapytałam.
Pochylił
się lekko do mnie, a ja napięłam się, bo bliskość Benny'ego była zła. To, że Benny
bardzo blisko, było bardzo złe.
–
Powiedz mi, cara – zaczął - Dlaczego
kobieta pyta „dlaczego” o gówno, które robi mężczyzna? Nie pytam tylko po to,
żeby zapytać. Szczerze chcę znać odpowiedź na to pytanie. Robi to, co robi.
Jeśli to nikogo nie boli, dlaczego musi być „dlaczego?”
To
było więcej niż trochę irytujące, że miał rację.
-
Chcemy was zrozumieć - wyjaśniłam.
-
Nie rozumiem połowy tego gówna, które robi którakolwiek znana mi kobieta. Ani
trochę. I nie obchodzi mnie, że tego nie rozumiem. Robi to, co robi. Jak nie robi
tego, szkodząc mi, kogo to kurwa obchodzi?
–
Więc mówisz, że masz w dupie sposób myślenia kobiet? - spytałam.
–
Mówię, że nie muszę wiedzieć, jak myślisz – odparł.
–
To dlatego masz trzydzieści pięć lat i jesteś singlem? - pociągnęłam to
sarkastycznie.
–
Nie – odpowiedział natychmiast - Mam trzydzieści pięć lat i jestem singlem, bo
nie zamierzam zadowalać się kimś, kto nie wydaje mi się właściwy, nie wprawia mnie
w dobre samopoczucie, nie daje mi radości, nie wspiera mnie, nie wie jak
gotować, nie zajmuje się domem, nie słucha, nie śmieje się, nie rozśmiesza mnie, nie robi świetnego loda albo pyta,
dlaczego robię gówno.
–
Nie jestem pewna, czy taka kobieta istnieje – powiedziałam i coś zmieniło się w
jego oczach, co prawdopodobnie mogłabym wyczytać, gdybym spróbowała. Ale nie
próbowałam.
–
Znajdę ją – odpowiedział.
–
Myślę, że nie zdołasz – powiedziałam, nie będąc już suką. Naprawdę nie sądziłam,
że to zrobi. Szczególnie ta część o robieniu świetnie loda. Z mojego
doświadczenia, zarówno osobistego, jak i anegdotycznego, wynikało, że większość
kobiet uważa to za obowiązek. Trzeba było to robić od czasu do czasu, ale wykonywały
to jak zło konieczne.
Przysunął
się jeszcze bliżej – W takim razie ją wyszkolę.
Poczułam,
że moje oczy zamieniły się w szparki - Nie jesteśmy psami, Ben.
-
Powiesz mi, że, jeśli kobieta wchodzi w związek, nie zrobi wszystkiego, co będzie
mogła, żeby wyszkolić swojego mężczyznę? - oddał strzał.
Robiła
to. Absolutnie. Zaczęła układać plany swoich lekcji następnego dnia po
pierwszej dobrej randce.
Po
tej myśli zdecydowałam, że konieczna była zmiana tematu, więc wróciłam do
priorytetu pierwszego.
-
Więc naprawiłeś swój telewizor. Dlaczego wciąż byłeś ze mną w łóżku?
-
Dobrze się przy tobie czułem. Lubię cię blisko. A kiedy nie tniesz kłód,
wydajesz urocze dźwięki, takie jak małe kwilenie, które lubię słyszeć prawie
tak samo, jak cię blisko.
Nagle
zostaliśmy katapultowani na niebezpieczne terytorium, a to niebezpieczne
terytorium polegało na tym, że to, co powiedział, sprawiło, że zrobiło mi się
ciepło w środku.
–
Benny – szepnęłam, ale nic więcej nie powiedziałam.
Benny
tego nie potrzebował. Miał dużo do powiedzenia.
-
Pieprzyłem się z tym siedem lat. Wiedziałem. Domyślam się, że ty to wiedziałaś.
Powiedziałem ci, zanim odszedłem, że nie będę więcej się pieprzyć. Gram prosto.
Prosiłaś, dałem ci to wprost.
Postanowiłam
nie zadawać Benny’emu Bianchi kolejnego pytania nigdy w życiu, co oznaczało, że
zamilkłam.
Benny
utrzymywał moje milczenie przez dłuższą chwilę, zanim zapytał – Jesteś głodna?
Byłam,
więc powiedziałam - Tak.
Jego
oczy znów się zmieniły, zrobiły się ciepłe z troski i kontynuował cicho - Boli
cię?
Absolutnie
bolało.
Nie
odpowiedziałam ustnie. Kiwnęłam głową.
Skóra
wokół jego ust zacisnęła się na chwilę, zanim wymamrotał - Racja.
Potem
się poruszył. Ostrożnie wysuwając rękę spode mnie, stoczył się z łóżka i
natychmiast włożył rękę do tylnej kieszeni.
Wyciągnął
telefon, po czym chwycił pilota z szafki nocnej i wepchnął go do kieszeni,
odbierając możliwości dalszej telewizyjnej zemsty.
Ponieważ
to zrobił, najwyraźniej nie wiedział, że pierwszą próbę uważam za
spektakularnie nieudaną. Nie byłam aż tak bystra, ale wystarczająco sprytna, by
nie powtórzyć nieskutecznego manewru.
Zaczął
iść w stronę drzwi, przesuwając kciukiem po ekranie swojego telefonu.
Był
już za drzwiami, kiedy usłyszałam, jak mówił - Man? Ta pizza, którą zrobiłem?
Włóż do pieca i poproś kogoś, żeby przyniósł, kiedy będzie gotowa. paluszki
chlebowe. Sałatka. Tak?
Nic
więcej nie usłyszałam, ale pomyślałam, że albo Manny zgodził się na to, co
zamówił jego starszy brat, albo Benny schodził po schodach.
Przeniosłam
rękę, by spoczęła tuż nad bandażami na brzuchu i wpatrywałam się w sufit.
Chciałam
myśleć o tym, że wkrótce doświadczę pizzy stworzonej przez Benny’ego Bianchi.
Ta myśl była zbyt podniecająca, więc nie mogłam o niej myśleć i otworzyłam
umysł, aby znaleźć coś innego do myślenia.
Ponieważ
leżałam w łóżku Benny’ego, pomyślałem o fakcie, że dorastając, Bianchi chodzili
do tego samego kościoła co moja rodzina. Oglądałam ich już jako mała
dziewczynka. Całą szóstkę.
Oglądałam
ich, bo podobało mi się też, co widziałam.
Mama,
będąc szaloną, hałaśliwą, sprawiającą kłopoty, kochającą zabawę, szukającą
przygód dziwką (ostatnia część nie była miła, ale to była prawda i
powiedziałaby to samo z dumą szaloną, hałaśliwą, kochającą zabawę), o dziwo nie
przegapiała nigdy wyjścia do kościoła w niedzielę.
-
Trzeba zmyć grzech, moja najdroższa dziewczyno, żebyś mogła znowu grzeszyć –
często mi to powtarzała z błyskotliwym uśmiechem.
Oglądając
Bianchi i mając na to lata, prawdę mówiąc, miałam oko na Bena na długo przed
tym, zanim nawet pomyślałam o Vinnie’m. Vinnie był o pięć lat starszy ode mnie,
więc w tamtych czasach był poza moją ligą.
Ben
nie był poza moją ligą. Był ode mnie o rok starszy. Chodziłam z nim do szkoły i
każda dziewczyna w szkole miała na oku Benito Bianchi.
Dawno
temu mama też miała na oku Benny’ego. Dla mnie. Wkładała podkoszulek bez
rękawów i parę krótkich szortów, nawijała sobie włosy na gorące wałki, tapirowała
je do granic możliwości, spryskiwała je lakierem tak, że prawie się nie
poruszały (innymi słowy, jej normalna rutyna), a potem ciągnęła mój tyłek na
jego mecze w baseball.
Mimo
że na Benny’ego miło było popatrzeć, a wtedy (i teraz) miał to coś – to coś, co fajni chłopcy mieli, co
ich wyróżniało i sprawiało, że pragnęłaś ich tak bardzo, że to było jak ból –
unikałam mamy licznych i różnych planów, aby wrzucić mnie na jego drogę.
To
dlatego, że grał szeroko, nawet będąc w szkole średniej i nie mówiłam o
baseballu. Kradzież kolejnych baz na wszelkie możliwe sposoby była zdecydowanie
specjalnością Benny’ego. W pierwszej klasie przejrzał wszystkie dostępne, łatwe
dziewczyny w naszej szkole i zaczął koncentrować się na szerszym rzucaniu
przynętami.
Już
w szkole średniej wiedziałam, że nie chcę się wiązać z takim chłopakiem, bez
względu na to, jak uroczy był. Nieważne, że miał to coś. Bez względu na to, że
potajemnie go obserwowałam i tak bardzo pragnęłam, żeby miał to coś w stylu
jednej dziewczyny (zamiast w stylu każdej dziewczyny, która by się poddała) i
pragnęłabym, żeby bądź mój.
I
nawet w szkole średniej wiedziałam, dlaczego niezrównana przynęta Benny’ego
Bianchi była dla mnie do pokonania.
Mój
ojciec, pół-Włoch, pół-Irlandczyk, miał dziecko – mojego brata, Dino – od
jakiejś laski, którą zapłodnił, zanim zapłodnił ze mną moją matkę.
Enzo
Concetti, mój tata, był gorący (nadal). Był szorstki. Był szalony. Szukał
przygód. I dostał kopa od mojej mamy. Więc po tym, jak ją zapłodnił, wziął jej
kulę do swojej nogi i bawili się niezmiernie przez następne pięć lat. Wiedziałam
o tym, bo mama wycisnęła w tamtym czasie obie moje siostry, Catarinę i Natalię,
oraz mojego młodszego braciszka, Enzo Juniora.
Niestety,
w miarę upływu czasu, gdy małżeństwo i rodzina mieszały się, ani tata, ani mama
nie przestali szaleć ani myśleć, że w życiu chodzi o to, by dobrze się bawić
tak często, jak to tylko możliwe, a jeśli życie ci tego nie dało, sam to robiłeś.
Hamulec w postaci rodziny i współmałżonka był właśnie tym: hamulcem.
Tak
więc sprawy potoczyły się tak, jak miały się potoczyć, kiedy moi rodzice
stanęli w obliczu czegoś w rodzaju odpowiedzialności, od której nie można było
uciec (choć próbowali), czyli dzieci. Zrobiło się brzydko, a moi rodzice wcale
nie lubili brzydkiego. Nie lubili też naprawiać zepsute rzeczy, nawet jeśli
były one ważne. A będąc jacy byli, nie pozwolili, by długo było brzydko, zanim
się wycofali.
Tata
nigdy ponownie się nie ożenił. Spędził następne dziesięciolecia, robiąc to, co
lubił najbardziej: świetnie się bawiąc. Tata miał obecnie pięćdziesiąt sześć
lat i mieszkał ze swoją najnowszą cizią, która była cztery lata starsza ode
mnie.
Mama
jeszcze trzy razy wyszła ponownie za mąż. Wszystkie małżeństwa były z dobrymi
facetami, których lubiłam. Wszyscy ponieśli porażkę, bo ci faceci byli dobrymi
facetami, którzy w końcu chcieli się ustatkować, albo którzy byli ustatkowani i
myśleli, że mogą zabawić się z mamą przez chwilę, a potem ją ustatkować. Kiedy
im się nie udało, rezygnowali. Lub, bardziej prawdziwie, ona rezygnowała lub wymuszała to, więc nie mieli innego wyboru, jak
zrobić to samo. Obecnie mieszkała na Florydzie i miała kamień na palcu,
układając plany związane z numerem pięć.
To
oczywiście nie sprzyjało stabilnemu domowi w dzieciństwie. Mama i tata
dogadywali się, pieprzyli się, kiedy byli razem, i nie było niczym niezwykłym w
czasach, gdy oboje byli nieprzywiązani (lub nawet wtedy, gdy byli), kiedy
budziliśmy się przy mamie w domu taty lub tacie u mamy, bo często umawiali się
na wycieczkę po zakamarkach pamięci.
Podczas
tego wszystkiego nie mieli formalnej umowy o opiekę.
Cóż,
właściwie to mieli. Po prostu jej nie przestrzegali. Płynęli z falą. Dlatego
przerzucano nas od jednego do drugiego, do ciotek, wujków, dziadków, chłopaków,
dziewczyn, gdziekolwiek byli lub kiedykolwiek potrzebowali nas opuścić,
wszystko to na chybił trafił. Kiedy dorastaliśmy, po prostu chodziliśmy, gdzie
chcieliśmy. Tak naprawdę ich to nie obchodziło, o ile w końcu wróciliśmy do
domu żywi i oddychający.
Przez
to rozwinęła się we mnie głęboka zazdrość, o której nigdy nikomu nie powiedziałam,
o życie mojego brata, Dino. Jego mama wzięła się w garść, wyszła za normalnego
faceta, dała Dino brata i siostrę, dużo miłości, solidną rodzinę i dobry dom.
Więc
kiedy poszłam do liceum, wiedziałam, że to jest to, czego chcę. Nie chciałam,
żeby facet dobrze się bawił z misją uprawiania seksu i upijania się tak często,
jak to tylko możliwe, uczestnicząc w bójkach na pięści na parkingu i bójkach w
barze, które pojawiały się po drodze.
Chciałam
solidnej rodziny. Chciałam być częścią budującą dobry dom. Potem chciałam
poświęcić energię na to, by pozostało to dobre.
Jak
to doprowadziło mnie do Vinniego, nie miałam pojęcia, poza faktem, że oko mamy
w końcu zwróciło się na niego dla mnie.
A
Vinnie był Bianchi.
Vinnie
był przystojny. Vinnie był głośny. Vinnie był duszą każdej imprezy. Vinnie
nigdy nie spotkał nikogo, kogo by nie lubił. Tak było, chyba że ktoś go zirytował.
Wtedy nie miał problemu z poinformowaniem, że to zrobił i podjęciem działań,
jeśli uważał, że ten rodzaj uwagi był zasłużony.
Vinnie
miał jeden plan na życie: żyć na potęgę. Po prostu nie wiedział, jak to
uzyskać.
Dostrzegł
więc dobrą rzecz - kwitnący sukces restauracji ojca - i próbował przekonać
Vinniego Seniora do franchisingu pizzerii, mówiąc ojcu, że uczyni ich to
milionerami.
To
nie poszło zbyt dobrze. Vinnie Senior był temu zdecydowanie przeciwny,
uważając, że Pizzeria Vinnie’go stawia na jakość i tradycję, które bez
wątpienia zostałyby utracone przy próbie ogólnokrajowej franchisingu.
Vinnie
Senior posunął się tak daleko, że był rozczarowany (otwarcie), że jego syn tego
nie rozumiał i w ogóle zasugerował franczyzę.
Aby
pokazać ojcu, Vinnie Junior umył ręce od pizzerii i otworzył własny biznes
kanapkowy. Nie miał pojęcia, co robi, chociaż powiedziałam mu, że powinien się
nauczyć, zanim zmarnuje swój czas i ograniczone pieniądze na takie rzeczy.
Ostatecznie, nie było nic dziwnego, że mu się nie udało.
Miał
potem tuzin innych planów, wszystkie na wpół upieczone, albo umarło paskudną
śmiercią, albo nigdy nie opuściło bramki startowej.
Wtedy
wkroczył Sal i jego biznes, coś, co Vinnie przyjął z przerażającą łatwością,
coś, co powinnam była przeczytać jako to, co się stało, kiedy to się stało.
Przez
to wszystko Bianchi patrzyli na mnie jako na kobietę stojącą za mężczyzną,
który popycha Vinniego do zrobienia głupiego gówna, aby przekazać jej świat.
Nie osądzili wprost. Nie powiedzieli gówno. Ale z biegiem czasu poczułam winę,
na którą nie zasługiwałam.
Nie
powiedziałam ani słowa.
Nie
powiedziałam ani słowa, bo uwielbiałam ich pizzerię. Kochałam to, co ona przedstawiała.
Trwałość ich rodziny. Ich historia. Ich lojalność. Ich droczenie się. Ich
wzajemne ciepło. Ich pikantność, gdy jedno z nich się wkurzyło, ale było w
porządku, ponieważ opierało się na miłości i lojalności i dobrze było być w
pobliżu, a nie chwiejnie i dysfunkcyjnie.
Więc
trzymałam się, kiedy wiedziałam, że powinnam była odpuścić. Trzymałam się myśli,
że Vinnie w końcu wyjmie łeb z tyłka i da mi to, czego chciałam. Trzymałam się,
ponieważ uwielbiałam być częścią Bianchi, coś, czego zawsze chciałam.
I
wytrzymałam, bo kochałam Vinniego. Był głośny i kochał życie, a ja to rozumiałam.
Przeżyłam to z moimi rodzicami. Czułam się tam dobrze, choć wiedziałam, że jest
niebezpiecznie.
Trzymałam
się.
Wtedy
nie było się do czego przyczepić.
Byłam
zbyt młoda, by zdać sobie sprawę, że znalazłam ojca.
Nie
miałam też wtedy pojęcia, że wybrałam złego brata. Nie miałam pojęcia, że będę
zmuszona patrzeć z bliska, a potem z daleka, jak Benny zaczyna się uspokajać.
Najpierw
rzucił pracę na budowie i poszedł do pracy w pizzerii. Oznaczało to, że
przestał hulać w nocy, bo pracował w nocy.
Potem
kupił ten dom.
Dom
szeregowy w środku rzędu, zabudowany w górę od chodnika. Przednia weranda. Tylna
weranda z wyjściem. Nieistniejący ogródek przed domem. Podwórko wystarczająco
duże, by się w nim bawić, i dobudowany garaż na dwa samochody oraz kolejne
miejsce na rodzinny parking. We wszystkich pozostałych domach były cztery
sypialnie, ale Benny miał trzy, jedna przerobiona na główną łazienkę.
Salon/jadalnia od frontu. Kuchnia, pokój, pomieszczenie gospodarcze z tyłu.
Mała toaleta na dole. Łazienka rodzinna na piętrze.
Okolica
była zasiedlona - istniało to tam od ponad wieku, a okolicznymi mieszkańcami
były głównie rodziny włosko-amerykańskie, których krewni mieszkali w tej
dzielnicy od pokoleń i nie zamierzali jej opuścić.
Kiedy
już kupił dom, pozbył się swojego samochodu typu muscle car i kupił SUV-a.
I
w końcu przejął pizzerię od swojego staruszka.
Nadal
pieprzył wszystko, co się ruszało, ale zwracałam uwagę na to, co gadali. Znałam
niektóre z kobiet, które zabierał do łóżka. Wiedziałam dokładnie, kiedy zaczęło
się szukanie tej właściwej.
Jasne,
miał swoje momenty, które dotyczyły tylko seksu.
Ale
Benny zaczął podążać ścieżką, o której wiedziałam, że doprowadzi go do
znalezienia kogoś, kto pomoże mu zbudować solidną rodzinę i stworzyć dobry dom.
Vinnie
nigdy tego nie robił. Vinniego nie interesowała ta ścieżka. Interesowała go
tylko jego ścieżka, jakkolwiek mętna, i pociągnął mnie za sobą.
Problem
polegał na tym, że mu na to pozwoliłam.
Kiedy
to pomyślałam, wyczułam ruch i opuściłam wzrok, by zobaczyć wchodzącego Bena. W
jednej ręce trzymał półlitrową szklankę wypełnioną lodem i purpurowym płynem, a
w drugiej małą buteleczkę apteczną z pigułkami.
Podniosłam
się do pozycji siedzącej, kiedy Benny dotarł na moją stronę łóżka. Położył
rzeczy na szafce nocnej i nachylił się do mnie, żeby ułożyć poduszki za moimi
plecami. Kiedy skończył, podciągnęłam się na łóżku i położyłam się na
poduszkach, a Ben podszedł do butelki.
Miałam
już szklankę, kiedy podał mi pigułkę.
Wzięłam
lekarstwo i zdecydowałam się nie kłócić, kiedy Ben usiadł na łóżku biodrem do
mojego tyłka.
-
Pizza zaraz będzie – stwierdził.
–
Okej – odparłam, stawiając szklankę na szafce nocnej.
-
Czytałem notatki twojego lekarza - powiedział mi, a ja spojrzałam w jego
stronę.
To
nie była jego sprawa i dobrze o tym wiedział.
Postanowiłam
nie dzielić się tym, co mnie irytowało i jak bardzo, więc milczałam.
-
Chce, żebyś umówiła się na wizytę kontrolną w przyszłym tygodniu. Powiem mamie,
by się tym zajęła.
Nie
chciałam, żeby Theresa „zajmowała się tym”. Byłam w stanie wykonać telefon,
żeby umówić się na spotkanie z moim cholernym lekarzem.
Postanowiłam,
że nie będę mu udzielać tych informacji.
-
Chce, żebyś się ruszała. Na początku niewiele, ale chce, żebyś była aktywna.
–
Okej – powtórzyłam.
–
I mówi, że przez kilka dni nie możesz wziąć prysznica bez kogoś w pobliżu.
Znowu
znaleźliśmy się na niebezpiecznym terenie. Niebezpiecznym dla Benny’ego, bo nie
zamierzał tam iść. Mógł mnie porwać (bo to zrobił). Mógł mnie położyć do
swojego łóżka (bo to zrobił).
Ale
nie zbliży się do mnie pod prysznicem.
–
Jeśli myślisz… – zaczęłam.
-
Nie myślę - przerwał mi – Ale chcę, żeby mama była w pobliżu, kiedy to będziesz
robiła. Mam znajomego, którego kobieta miała operację. Nie mieszkali wtedy
razem, a ona jest niezależna, myśli, że może wszystko, postanowiła sama wziąć
prysznic. Ale kiedy zdjęła bandaż i zobaczyła to gówno, spanikowała i zemdlała.
Uderzyła głową w wannę. Doprowadziła do wstrząśnienia mózgu i kolejnego pobytu
w szpitalu. Więc pozwolisz mamie ci pomóc i pozwolisz jej opatrzyć twoją ranę.
Jak nie chcesz tego, a masz dziewczynę, pozwolę ci do niej zadzwonić. Jeśli nie
pozwolisz mamie tego zrobić ani zadzwonić, nie będę się z tobą pieprzyć,
Francesca, weźmiesz prysznic ze mną w tym pokoju, drzwi będą otwarte, a ja
opatrzę twoją ranę.
Już
miałam zaserwować mu charakterek, kiedy dotarło do mnie, że to był doskonały
pomysł.
Gdybym
zadzwoniła do jednej z przyjaciółek, mogłabym ją zwerbować do pomocy w
ucieczce.
–
Zadzwonię do przyjaciółki – powiedziałam mu, ale zmusiłam się, by brzmiało to
na zirytowaną, żeby nie zaczął się orientować w mojej grze.
–
Dobrze – mruknął.
-
Kupiłeś moją tapiokę? - Zapytałam.
Jego
oczy rozbłysły humorem, a kiedy to się stało, przypomniałam sobie, jak bardzo
mi się to podobało w sposób, który sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, czy
gdybym miała inny rodzaj życia – innymi słowy, podejmowałabym mądrzejsze
decyzje w życiu - czy kiedykolwiek mogła się do tego przyzwyczaić. Do
patrzenia, jak oczy Benny’ego Bianchi rozświetlają się humorem. Do czucia, jak
oświetla mnie światło, rozgrzewając mnie na całym ciele, nawet w środku. Czy to
kiedykolwiek stałoby się powszechne.
Ale
ja nigdy nie będę miała takiego życia.
Mimo
to wiedziałam, że gdybym je miała, gdybym miała z Benem rok albo pięćdziesiąt,
wybrałabym to światło. Zapracowałbym na to. Robiłabym to codziennie przez
pięćdziesiąt lat.
I
nigdy nie przywykłabym do ciepła, jakie mi to dawało.
-
Tak - odpowiedział.
-
Śmieciowa nowela? - Pchnęłam.
Więcej
humoru w jego oczach i - Kurwa, nie.
-
Benny, telewizja i czasopisma nie zaprowadzą mnie daleko.
–
Ponieważ masz dziś wieczorem moje towarzystwo, mamę i mnie jutro, nie
wspominając o tym, że jedna z twoich dziewczyn przyjdzie pomóc ci wziąć
prysznic, wszystko będzie dobrze. Pojutrze wyślę mamę, żeby kupiła ci trochę
sprośności. To znaczy, że zrobi to po pójściu do kościoła i zapaleniu świecy w
intencji twojej duszy, ale zrobi to.
Zrobiła
by to. Był wyłom do naprawienia. Zmarszczyłaby brwi na widok mojej sprośności,
ale kupiłaby to dla mnie.
–
Miałam trochę nadzieję, że dziś wieczorem przyniesiesz mi pizzę, zostawisz mnie
w spokoju i pójdziesz obejrzeć mecz na dole – zauważyłam.
–
Miałbyś nadzieję, że się mylisz, skoro twój tyłek schodzi po schodach, żeby
zjeść ze mną kolację przy kuchennym stole, żebyś mógł trochę poćwiczyć. Potem
oglądamy to, co oglądamy tutaj razem, w moje łóżko, bo cię znam. Wiem, że
jesteś cholernie szalony. Wiem, że kula w brzuch nie powstrzyma cię przed
wyczołganiem się przez okno. Więc mój tyłek nie leży na kanapie na dole, dopóki
nie zaśniesz.
Zamierzał
spać na kanapie.
To
sprawiło, że poczułam ulgę.
To
też sprawiło, że poczułam tchnienie mroku.
Byłam
sama przez długi czas. Żyłam samotnie. Spałam samotnie. Zachowywałam siebie dla
siebie.
Wiedziałam,
że Ben był niebezpieczny i wiedziałam, że dłuższe przebywanie z nim znacznie
zwiększy to zagrożenie.
Nie
zmieniało to faktu, że nie było miło go oglądać, nie było trudno patrzeć, jak
się poruszał, kłócenie się z nim sprawiało mi przyjemność, a budzenie się z
policzkiem przy jego klatce piersiowej nie było do niczego, gdy jego ramię
owinęło się wokół mnie, gdy czułam jego dotyk i zapach wszędzie.
Oczywiście
nie tylko się tym nie podzieliłam, ale nie pozwoliłam, by te myśli się
ujawniły.
Zamiast
tego wymamrotałam - Nieważne. Dopóki nie uwolnisz mnie z niewoli, pojadę na
autopilocie, aby uniknąć kłopotów.
-
Nigdy nie jechałaś na autopilocie, aby uniknąć kłopotów – odpowiedział - Robiłaś
wszystkie kroki na autopilocie, aby odwrócić uwagę, żebyś mogła zrealizować
dowolny plan, który wymyślasz.
Skupiłam
się na nim. Zrobiłam to z rozmysłem i z pewną irytacją, której nie próbowałam
się ukrywać, bo irytowało mnie to, że wiedział, że coś knuję.
###
CDN.
Dziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję:)
OdpowiedzUsuń